Chloe Harper - 2020-04-28, 17:11 Piękny liść! Aż zatrzeszczało! Nie miała jednak czasu się nim nacieszyć, nawet puścić przepraszającego oczka do Brada, bo i draby odzyskały rezon. Jeden złapał ją i szarpnął do siebie do tyłu za kłaki. Stęknęła, powstrzymując odruch samoobrony by wywalić typowi z łokcia w przeponę na wstrzymanie, zamiast tego uniosła ręce i złapała za jego zaciśniętą na jej rudych strąkach dłoń.
A no i oczywiście nie przeprosiła. Usiłowała się szarpnąć ze dwa razy.
-Jakiej liście...? - stęknęła. Zaraz jednak zmieniła nieco ton głosu ze swojego walecznego, nieugiętego w bardziej miękki i przestraszony, nieco płaczliwy i z wyrzutem. -To po to Ci była ta durna broszka! - Krzyknęła oskarżycielsko do Brada, robiąc mu grunt wymówki, dlaczego nie ma helisy. Sugerowała jasno, że jej się nie podobała i nie chciała by ją zakładał na spotkanie z nią. Koniec pieśni! Nie i koniec!
Kiedy ten pacan, który sadził się do niej od początku, a teraz ją trzymał zasugerował coś paskudnego zbladła. Wcale nie musiała udawać. Jakie ognisko.... jakie klepnie... ?! Oni naprawdę mięli jakąś listę ofiar... które palili na stosie, ku własnej uciesze?! A ten bydlak miał ochotę przed tym wszystkim jeszcze ją zgwałcić!? Chore pojeby!!
W co oni weszli?!
Trudno, jak to mówią SHOW MUST GO ON!
-Zabieraj łapy. - Warknęła szarpiąc się, gdy ten klepał ją po twarzy jak jakąś swoją laleczkę. Zboczony zwyrol! -Dotknij mnie tylko to Ci łapy ze stawów powykręcam! - Krzyknęła zaraz. Strachu nie udawała. Oni jednak nie mogli wiedzieć, że groźba nie było jeno pustą manifestacją przerażenia i bezradności osaczonej, rudej laski, a prawdziwą, wykonalną obietnicą. Przecież jak się rozdzielą i ten palant naprawdę zawlecze ją w jakiś zaułek żeby ją wyruchać, to naprawdę źle skończy... Fawkes nie przepuści okazji wtedy żeby dać mu taki łomot, który do końca życia popamięta... jeśli amnezji urazowej się nie nabawi...
Wspomniane ognisko jednak martwiło ją nieco bardziej. Oni mięli na myśli prawdziwe ognisko...? Stos?
Jak przecież ją spalą... dopiero będzie pokaz... jest Feniksem, ona odradza się w płomieniach... dopiero zobaczą co to jest prawdziwe ognisko... Jasna cholera...
Lepiej żeby szybko zabrali ich na miejsce... wolała nie myśleć jak bardzo przerażone muszą być porwane osoby....Jane Hills - 2020-04-30, 23:53 Jane zmarszczyła brwi. Dwunastolatkę też tu ściągnęli? Do tego taką, która z trudem poruszała się bez wózka? Z drugiej strony czy naprawdę powinno ją to tak dziwić? Nie wyglądali jakby przejmowali się jakimś człowieczeństwem, a nawet jeżeli to odmawiali go mutantom niezależnie od tego kim byli. Nie odezwała się, ale słuchała uważnie.
Nie podobało jej się, że głosy na zewnątrz ucichły. To mogło oznaczać, że na cokolwiek się szykowali, niedługo miało się wydarzyć. Rzuciła zdenerwowanym wzrokiem po reszcie. Eh. Próbowała wykręcić dłoń ze sznura, ale jedyne co uzyskała to dodatkowe otarcia nadgarstków i pewność, że węzeł jest zdecydowanie za mocny by mogła się z niego wydostać. Może mając coś ostrego, ale niby co? Najostrzejszą rzeczą jaką miała przy sobie był cyrkiel. Ten, nawet jakby miał tu jakkolwiek pomóc tkwił w piórniku w plecaku. Nie zabrali jej go, ale co z tego skoro żeby go otworzyć musiałaby się wygiąć pod tak nienaturalnymi kątami, że na samą myśl stawy bolą? Już nie mówiąc o wydobyciu narzędzia ze środka. Brunetka mogła jedynie czekać na rozwój wydarzeń i to było chyba najgorsze. Miała nadzieję, że cokolwiek działo się równolegle na uliczce, z której ją porwano, ktoś zadzwonił z tym na policję czy do jej domu. No właśnie, tamten chłopak miał numer jej gosposi na telefonie. Może Ruth już wiedziała?Bradley Grey - 2020-05-03, 21:02 Gdy rudowłosa go spoliczkowała, jego mina była groźna i nawet nie musiał udawać złości. Może nie było to dla niego specjalnie bolesne, bo po tym co przeżył jego skala odporności na ból była zdecydowanie większa. Niemniej taki policzek to nic przyjemnego i samo w sobie było upokarzające.
Niemniej to chyba nadało jakiś realny ton ich wersji, więc technicznie nie miał jej tego za złe.
- Ta idiotka uznała po drodze, że przypinka jest beznadziejna i wyrzuciła ją na ulicę - wywrócił oczami. Popatrzył po towarzyszach, czy nie mają przypadkiem zapasowej i pozostało mu mieć nadzieję, że obejdzie się bez tego.
- Wiem, że jej tam nie ma. Moja pierwotna ofiara mi uciekła, więc przyprowadziłem zastępstwo - westchnął zrezygnowany. No cóż, lepsze coś niż nic, prawda? Jego historyjka brzmiała całkiem przekonująco. Miał nadzieję, że nie będą tego kwestionować.
Trochę go niepokoiło to wszystko. Mieli wejść w paszczę lwa, a nawet nie wiedzieli co tam zastaną. Mogło się okazać, że będzie ich zbyt wielu, a ich kłamstwa mogą wyjść na jaw w każdej chwili.
- Nie wątpię, że jesteś w tej kwestii szybki, ale raczej nie ma czasu na takie szaleństwa. Poza tym, serio ona cię kręci? Jeszcze załapiesz jakiegoś syfa - skrzywił się, patrząc na tego osiłka jakby chciał mu doradzić, a nie odwieść go od gwałtu na jego koleżance. Jasne, że do tego nie dopuści, ale póki co to koleś dużo gadał a mało robił, więc liczył, że jakoś go zniechęci i pójdą dalej.Mistrz Gry - 2020-05-04, 20:06 Cisza przerywana jedynie skaczącymi iskierkami ognia. Ciepłe promyki przebijały się przez okna zabite deskami i widać było, że pozostałe towarzyszki młodej Hills też zrozumiały, co zaczynało to się dziać.
Rozmowy i szepty ucichły a ich miejsce zastąpił stukot butów. Jak na gust Jane - zbyt eleganckich i drogich fleków które szło już rozpoznać nawet po samym dźwięku, jaki niósł się do uszu zebranych...
W drzwiach stanęły trzy postaci. Dwie, chyba znajome - choć karczychów w skórach i okularach było tu od groma, więc nawet ciężko było poznać, oraz... Mężczyzna w porządnym garniturze i masce. Nawet mimo owijającego półmroku, bez problemu szło dostrzec markowe guziki u zapięć jego rękawów. Żaden z mężczyzn się nie odezwał. Jego twarz powoli się obracała po zebranych kobietach, aż "wzrokiem" zatrzymał się na drobnej brunetce. Wskazał na Jane swoją dłonią, po czym natychmiast wyszedł z pomieszczenia. Dryblasy natychmiast kiwnęły głowami na ten krótki gest, zbliżając się do dziedziczki Hillsów, odwiązując jej ręce z tej niewygodnej pozycji.
- Ruchy. - Mruknął jeden z nich, pokazując głową na wyjście. A jeśli nie chciała ruszyć o własnych siłach... Nie będzie się patyczkował. Weźmie ją na ręce i nic sobie nie zrobi z prób sprzeciwu, ewentualnych uderzeń czy obraz słownych. Po samym jego skupieniu było też widać.... Że nie da się tak łatwo podejść jak jego koledzy z uliczki. Ten zdecydowanie był na wyższej pozycji.
Nie przyszło jednak nastolatce oglądać widowiskowego ogniska - jeszcze nie teraz. Została ona zaprowadzona do pomieszczenia, znajdującego się po drugiej stronie tej zabudowy. Każdy ruch brunetki był wyraźnie obserwowany, jakikolwiek fałszywy ruch groził tutaj... Po prostu pobiciem. A Jane już doskonale poznała, z jaką siłą te goryle stawiają na swoim.
- Ściągaj z siebie wszystko. - Mruknął jeden z mężczyzn, stając pod ścianą z założonymi rękoma, Drugi w tym czasie sięgnął po jakąś tkaninę leżącą u boku, zastawiając swoim cielskiem jedyne wyjście z tego miejsca. Biała płachta poleciała w stronę Hills.
- Głuchaś? Ściągaj, bo inaczej ja Ci w tym pomogę! Szata na dupę i spokój! - Warknął po kolejnej sekundzie, nie pozostawiając czasu na sprzeciw. Materiał, który został rzucony okazał się... Długą, zdecydowanie zbyt szeroką, prostą suknią. Materiał był śnieżnobiały, co można było dostrzec nawet w panującym półmroku, choć sama faktura nie wydawała się zbyt przyjemna. Z całą pewnością suknia była wykonana z domieszek sztucznych materiałów...
______________
Rechot mężczyzny nie ustępował. Można by odnieść wrażenie, że próby stawienia się ze strony dziewczyny tylko coraz bardziej go nakręcały, oh, jaką on miał ochotę na tę rudą siksę! Na ziemię jednak wcale nie sprowadziła go desperacja próba uwolnienia się Chloe, czy skuteczna argumentacja ze strony Bradleya, a... Cios w potylicę, zaserwowany przez jego bardziej rozgarniętego kolegę. - Kurwa przez Twoje wybryki już jesteśmy spóźnieni. Gość ma rację. Poza tym chuj wie czy rzeczywiście syfów nie roznosi, przecież mutanci tylko nielegalnie pracują. To pewnie jakaś kurwa. - Syknął mało zadowolony. To jednak wystarczyło, by Harper mogła poczuć poluzowanie na swoich włosach. - Spotkam się z Tobą przez uroczystością, mała... - Rzucił na odchodne Pan Oblech, śliniąc swoja wargi, gdy po raz ostatni nachylał się do ucha kobiety.
- Bierz tę zdzirę. Ciągnąć ją stracimy więcej czasu, a zaraz wszystko się zacznie.- Westchnął ten najbardziej rozgarnięty, choć dalej z dezaprobatą spoglądał na kurtkę Greya. - Ale kurwa, dać się porobić byle dziuńce? Powinny znać swoje miejsce, a nie że dajesz im się pomiatać... - Stwierdził z dezaprobatą, kręcąc swoją głową. Żaden z zebranych czyścicieli nie posiadał dodatkowej broszki, a co więcej - brak jej posiadania jak i rzekome wyrzucenie jej przez kobietę znacznie obniżyły szacunek względem Bradleya w oczach mężczyzn. - Spróbuj się stawiać, a to nie Glancuś będzie Cię niósł, kapiszi? - Wyrzucił jeszcze do Chloe, nim ostatni koleś z ferajny odchylił licho postawione ogrodzenie prowadzące na ulice, otwierając Wam drogę do nowego piekła.
Chloe Harper - 2020-05-05, 21:22 No i z czego tak rżeli?! Konowały jedne! Mózgi im się w papkę pozamieniały od tych sterydów i antymutanckich haseł.
Szarpnęła się jeszcze raz, żeby było wiarygodnie, ale nie krzyczała więcej. Kupili historyjkę, to najważniejsze. Do tego ratowanie jej przez Brada przed gwałtem, też skuteczne... nie ma to jak na syfa zniechęcić do bzykania... chociaż czy na pewno zniechęcić? Może i poluzował swoją garść na jej kłakach, ale to co wysapał jej w ucho nie wróżyło dobrze. Wszystko tu nie wróżyło dobrze, ale ten pojeb chyba dalej był ostro napalony i nawet groźba syfa mu nie przeszkadzała... może sam już coś miał...? o rety...
Kazali Bradowi ją zabrać i cała zgraja miała przenieść się dalej. Na co spóźnieni?! Jaka uroczystość?
W każdym razie Fawkes pozwoliła Bradowi na wszystko co ten chciał zrobić, włącznie z tym jeśli zapragnie dla kolejnej pokazówy dać jej w mordę. W sumie należałoby i sytuacja pasowała. Potem też grzecznie zawiśnie na jego ramieniu jak worek ziemniaków, niezbyt duży i ciężki.
-Mam nadzieję, że masz granat... - Mruknęła cichutko, tak żeby tylko Brad mógł ją usłyszeć, gdy już wisiała mu na ramieniu, gdy szli dalej. Taki mały żarcik z nawiązaniem do zakończenia AG. Niemniej tu pewnie granat by też się przydał... może nawet nie jeden. To towarzystwo było naprawdę brzydkie... Tempe, nakręcające się na mutantów dzidy. Chloe zaczynała rozumieć chęć wymordowania ich wszystkich, którą pałała część ich Składu Samobójców przy ataku na AG. Udzielało jej się to... i najmniejszy wpływ na to miał akurat zboczeniec, który chciał się dobrać jej do dupy...
A to przecież początek tej farsy....Jane Hills - 2020-05-06, 21:29 Jane raczej nie była plotkarą, ale teraz ploteczki pozwalały jej odwrócić uwagę od sytuacji. Owszem, rozmawiały głównie o tym co się działo w tej chwili, ale obmyślanie teorii co i skąd jakoś tak odciągały myśli od twardej podłogi i niewygodnej pozycji. Słuchała więc i czasem dorzucała coś od siebie aż wszystkie zamilkły słysząc kroki. Do pomieszczenia weszło trzech mężczyzn. Dwóch z nich wyglądało dla Jane tak samo jak ci, którzy ją porwali. Normalnie jak strażnicy w bazie głównego złego w kreskówce czy grze- wszyscy w jednakowych mundurkach i z takimi samymi twarzami. Trzeci z nich wyróżniał się strojem i postawą. Był wyraźnie wyżej w hierarchii niż karki w skórach. Młoda Hills trzęsła się, ale nie odrywała od niego wzroku. Może właśnie dlatego została przez niego wybrana, a może to przypadek. Widząc wycelowany w siebie palec, brunetka o mało nie wyzionęła ducha na miejscu. Wcisnęła się w ścianę rzucając spojrzeniami po dwóch pozostałych w pomieszczeniu mężczyznach.
Gdy miała wolne ręce nie od razu wstała tylko zaczęła rozcierać nadgarstki. Dopiero szarpnięcie w górę sprawiło, że stanęła na nogi. Syknęła, ale była gotowa pójść. O ile pozwolił jej mimo początkowej niesubordynacji. Rozglądała się po tej drodze, którą przechodzili. Czy są jakieś inne przejścia? Odnogi? Jak długo i którędy ją prowadzą. Jednak nic nie kombinowała. I tak nie była dość sprawna by po prostu wyrwać do przodu i uciec. Zaprowadzili ją do jakiegoś oddzielnego pomieszczenia gdzie dostała polecenie, które jeszcze bardziej ją zatkało. Pokręciła głową cofając się, jak sądziła, pod ścianę. Dopiero na kontakt fizyczny podskoczyła z cichym piskiem.
-D-dobra, już.- miało to brzmieć jak warknięcie, ale wcześniejszy płacz oraz obecny ściskający gardło lęk uczyniły z tego coś paskudnie żałosnego -Już…- powtórzyła cicho ściągając bluzkę. Jeśli dał jej samej dokończyć, po chwili stała w tej ich szmacie co chwila ciągnąc za drapiący materiał. Kto to kurna wybierał? Jeśli mimo to dryblas uparł się żeby jej pomóc, zaczęła się szarpać. Kuliła się i wyrywała, może nawet sprzedała mu fangę w twarz albo brzuch. Znaczy, fandżkę czy jakkolwiek brzmiałoby zdrobnienie. Tak czy inaczej o ile nie trafiła w nos czy inne wrażliwe miejsce to musiało to być dla niego bardziej zabawne niż bolesne.Bradley Grey - 2020-05-06, 22:43 Na szczęście jeden z tych typów był bardziej ogarnięty i powstrzymał swojego kolegę. Gdyby zbok zaczął bardziej się przymilać do Chloe, zrobiłoby się nieprzyjemnie. Póki co trochę się uspokoił, więc Brad podszedł do dziewczyny i przerzucił ją sobie przez ramę, zgodnie z życzeniem swoich nowych „kolegów”. Wolał sam ją nieść, niż pozwolić, by ten zaśliniony oblech ją dotykał. Niedobrze mu się robiło na samą myśl. Ten gość był naprawdę obrzydliwy.
Ale najważniejsze, że w końcu się ruszyli. Najgorsze, że nie mieli pojęcia czego się spodziewać i ilu wrogów będzie po drodze. Póki co Brad udawał jednego z nich, ale to nie będzie trwało wiecznie. W pewnym momencie będzie musiał zaatakować. A jeśli będzie zbyt wielu wrogów? Chloe zmartwychwstanie, on nie. Po co się w to pakował?
- Nie chciałem wzbudzać podejrzeń odparł, bo to chyba normalne, że jakby ją chciał tu zaciągnąć to by nie robił afery o jakąś przypinkę. I o ile prowadzili go do celu, to nie miał problemu, że nie mają do niego szacunku. Z wzajemnością.
Było już za późno na odwrót. Otworzyli tajemne przejście i Bradley ruszył za mężczyznami i w duchu żałował, że faktycznie nie wziął żadnego granata.Mistrz Gry - 2020-05-10, 16:59 Nawet tak silna argumentacja nie przekonała goryla do racji Bradleya. Mimo tego, że to właśnie jemu rozkazał nieść biedną Chloe do miejsca zbioru, wciąż trzymał na mężczyźnie oko - jakby się spodziewał, że coś tu nie do końca gra. Schował swoje ręce do kieszeni, burcząc coś pod nosem, nim poprowadził całą swoją grupę wgłąb korytarzy, gdzieś w podziemiu, idąc przez dawną stację metra...
Droga którą mijali była słabo oświetlona, co tylko wzmagało uczucie dyskomfortu i dodawało klaustrofobicznego wrażenia. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, a podłoże wydawało się być lekko lepkie. Żaden z mężczyzn jednak nawet na chwilę nie zwalniał swojego kroku, choć pewnie co jakąś chwilę w eter wydobywała się kolejna bluzga. Większość tego spaceru przebiegła jednak w ciszy, co tylko pozwoliło wszystkim usłyszeć dźwięki niosące się po kanałach już z oddali.
Wystarczyło kilka minut, by rozmowy i krzyki z drugiej strony ucichły. Na końcu korytarza rysowała się wielka, otwarta przestrzeń, dobrze oświetlona przez lampy znajdujące się przy suficie, a na samym środku tego placu można było dostrzec wielkie ognisko z przygotowanym... Ołtarzem?
Wokół kręciły się dziesiątki osób, głównie rośli mężczyźni. Wszyscy byli ubrani na czarno, a ich twarze były przykryte maskami, bandanami i kominiarkami. Stali w skupieniu, jakby oczekując tego, co ma dopiero nadejść.
- Chowajcie ryje. - Mruknął dowódca spóźnionej ekipy, samemu zakładając na twarz ciemny komin. Wtedy też machnął ręką na Greya, by ten ruszył za nim - na drugi koniec placu, gdzie rysowały się "budynki" wyglądające dzisiaj jak stare makiety. Okna były pozabijane, deski przegnite a drzwi - w większości powybijane.
- Zostawiamy tę sukę. Przyjdzie na nią pora. - Dodał po chwili, gdy już doprowadził swego nowego kolegę do pomieszczenia, w którym do ściany było przywiązanych pięć innych kobiet. Na ich twarzach malował się czysty strach, a wzrok odwracał się od oprawców. Gdy Warlock tylko odłożył Fawkes na ziemię, by i ją potraktować podobnie, osiłek zarzucił swoją dłoń na jego ramię. - Ja to zrobię. - Stwierdził bezapelacyjnie, pokazując swoją głową na wyjście. Widać... Chyba jednak nie do końca ufał brunetowi...
- Ruszaj dupę! - Warknął mężczyzna, patrząc na nieszczęsne poczynania Jane, która tak bardzo się ociągała przy zmianie swoich ubrań. Mimo wszystko jednak, nie podchodził do niej - prawdopodobnie miał doświadczenie w podobnych sytuacjach, co chyba... Nie wróżyło nic dobrego. Czekał, aż dziewczyna pozbędzie się swetra i każdej innej części odzienia, która mogłaby sprawić, że nowa sukienka będzie się źle układać. Czekał, aż nawet buty i skarpetki zostaną zdjęte z jej biednych stóp. Czekał, wydając tylko kolejne rozkazy tak długo, aż w końcu... Była gotowa.
Gdy tylko szata znalazła się na dziewczynie, podszedł do niej, wyginając jej nadgrstki do tyłu, bez żadnej delikatności, by móc je po chwili związać równie szorstką linką. Wbrew jednak wszelkim oczekiwaniom - po chwili nachylił się do ucha brunetki. Mogła poczuć jego ciepły oddech na swojej szyi, gdy ten... Zaczął szeptać jej do ucha.
- Spokojnie mała. Zostaniesz oczyszczona ze swoich grzechów. Już niebawem... Będziesz znów wolna. - Jego głos zdawał się być przez tą krótką chwilę dziwnie spokojny, choć sam przekaz... Niósł tak skrajne informacje. Mężczyzna nie miał jednak zamiaru pozostawiać tu czasu na odpowiedź - na usta dziewczyny została nałożona wstęga wykonana z tego samego materiału, co blada sukienka, już po chwili będąc boleśnie zawiązaną z tyłu jej głowy. Oprych nic sobie nie robił z faktu, że materiał za mocno naciskał, wchodząc między wargi dziewczyny i powodując wręcz ból i dyskomfort, nie obchodziło go też, że kilka włosów zostało wyrwanych z jej skalpu. On... Miał ją tylko przygotować i wcale się z tym nie patyczkował. Popchnął nastolatkę, kierując ją ku wyjściu - tym samym ciemnym korytarzem, w którym wcześniej nie udało jej się dostrzec żadnych tylnych wyjść. Dopiero teraz mogła stanąć na placu, przed wszystkimi zebranymi. Dopiero teraz mogła dostrzec koszmar, który rysował się przed jej oczami - straszny kult, czekający przed płonącym ołtarzem, za którym już stał Uzdrowiciel - wyciągając ku panience Hills swoją dłoń i zapraszając ją - do siebie, na honorowe miejsce po jego prawicy...
Również Robin nie dopisywało szczęście. Dobiła w okolice parku, którego adres wcześniej otrzymała od Chloe, jednak... Nie mogła tu dostrzec żadnego punktu, który mógłby wskazywać na zejście do wcześniej znalezionych podziemi. Zmuszona do krążenia między uliczkami, w końcu dostała się do zamkniętego fragmentu dzielnicy - dokładnie tam, gdzie niegdyś znajdywało się główne wejście na trasę widokową przez podziemia. Zgodnie jednak z artykułem, budynek był poważnie uszkodzony a jego duża część została zagruzowana. Wejście tam... Groziło zawaleniem się i tak lichych już ścian.
Czy była gotowa tak ryzykować? Czy jednak poświęci kolejne, jakże cenne minuty na szukanie innego rozwiązania?Chloe Harper - 2020-05-10, 18:05 Chloe wisiała jak worek na ramieniu Brada. Starała się coś wymyślić. Jakiś plan. Cokolwiek. Sensownie jednak nic nie dało się zrobić, bo nie wiedzieli gdzie szli, po co, ilu mogło być tych złych, ile potencjalnych porwanych ofiar z listy...
Czysta improwizacja.
Po drodze starała się ogarniać gdzie są i jak idą, by w razie co wiedzieć jaką drogą spierdalać. Różne rzeczy mogą się wydarzyć, lepiej teraz nie leniuchować.
Kiedy dotarli do jasnego pomieszczenia... czegoś jakby hali, albo coś... z wielkim ogniskiem i ołtarzem (?!)... zaklęła pod nosem. Ilość karków też nie była optymistyczna. Bez granatów... kiepsko...
Oni mówili poważnie z tym stosem... chore pojeby...
Fawkes wisiała spokojnie jednak całą dalszą drogę. To nie był moment na działanie. Ci debile mieli ich na oku... wystarczy jedna zbłąkana kulka i będzie po Bradzie...
Zasłaniali ryje... dobrze w sumie, jemu będzie łatwiej wtopić się w ten tłum. Gdy zatrzymali się w jakiejś szopie czy innej kanciapie, gdzie przywiązane były już jakieś laski, Chloe stęknęła kiedy zrzucał ją z ramienia. Więc mięli jednak jakąś listę... kilka osób tu... może kolejnych kilka w pomieszczeniach obok, jeśli tamte też były użytkowe. Walczyli już nie tylko o swoje karki, a o kilka lub kilkanaście dodatkowych, niewinnych...
W Feniksie się zagotowało, normalnie, wydrapała by im oczy tu i teraz. To jednak bez sensu. Wiele by to im nie pomogło i sytuacji pozytywnie nie zmieniło. Za to kark nie pozwolił przywiązać dziewczyny, znacząco wyprosił Brada.
By "pomóc" mu wyjść i szybko uciąć możliwą niezręczną sytuację, znowu się na niego rzuciła. W sensie na Brada. Próbowała znowu mu w ryj dać, kopnąć w kostkę, a potem może oprycha jeszcze prostym w nos poczęstować.
-Ty fiucie! Ufałam Ci! Zapłacisz mi za to! - Wrzasnęła. O tak, kolejna scena napadu złości mieszanej z paniką. Bez patyczkowania. Chciała sprowokować karka do ucięcia stanowczo akcji i ostatecznego ugruntowania jego przeświadczenia, że Chloe była faktycznie zdradzoną przez chłopaka rudą dziunią z temperamentem.Jane Hills - 2020-05-14, 15:56 W końcu Jane stała w sukni. Skoro jej pozwolono, to zachowała bieliznę. Żałowała, że nie udało się zostawić koszulki, bo materiał gryzł niemiłosiernie. Gdy kazano jej zdjąć buty i skarpetki zaprotestowała obawiając się szkła czy w ogóle nierówności. A do tego jest tutaj tak brudno! I tak. Próbowała negocjować zostawienie chociaż skarpetek. W jaki niby sposób miały przeszkadzać zwykłe białe bawełniane stopki?
Ostatecznie stanęła w tym ich przebraniu i ponownie ją związano. I ten szept... Jane skuliła się jakby oddech mężczyzny ją parzył, po czym obejrzała się na niego.
- Załóżmy, że faktycznie jestem mutantem. Grzechem jest to, że się urodziłam? Czy że już raz w życiu prawie zginęłam?- włożyła w tą wypowiedź całą swoją odwagę, niemal mu przerywając i usiłując wyglądać w jakiś sposób groźnie. Efekt był skutecznie niwelowany przez lekko nosowy ton (pozostałość płaczu) oraz postawę dziewczyny. Skulona trzęsła się jak galareta i nawet obrzydzenie na twarzy mieszało się ze strachem. Pyskówki mogły nie być najlepszym pomysłem. Czy to właśnie dlatego ją zakneblował? Starała się wypluć materiał, ale był tak mocno zaciśnięty, że zaczynał ranić kąciki ust.
W końcu poprowadzili ją tym samym korytarzem na scenę. Po drodze słyszała krzyki jakiejś kobiety. Czy naprawdę ci potężni faceci łapali tylko mutantki? Nie miała czasu się nad tym zastanowić, bo po chwili stanęła na scenie. Widziała ogień. Widziała ołtarz. Widziała rozemocjowany tłum. Widziała mężczyznę w masce wyciągającego ku niej rękę. Oddech znowu zaczął drgać, a łzy zaczęły gromadzić się w oczach. Powoli, ledwo widocznie pokręciła głową próbując zrobić krok do tyłu, ale zaraz została popchnięta w plecy. Na miękkich nogach podeszła do mistrza ceremonii. Szła po lekkim łuku jakby starając się mimo wszystko pozostać jak najdalej od ognia. Sprawiała wrażenie jakby miała zaraz upaść. Albo zwymiotować. Albo oba. Zatrzymała się tuż poza zasięgiem ręki człowieka w masce wciąż kręcąc powoli głową.Robin Alexander - 2020-05-14, 17:06 Cały czas poddenerwowana po fałszywych oskarżeniach faceta z telefonu, ruszyłam przed siebie. Szczęście mi wreszcie dopisało. Albo raczej moja moc mi wreszcie postanowiła dopisać. Trafiłam na jakieś ciekawe ruiny, które aż krzyczały, że coś ukrywają w środku. Z drugiej strony krzyczały też, że jeden nie ostrożny ruch i wszystko się zawali. Nie widziałam innej drogi, a coś czułam że znajdę tam coś ciekawego. Po sekunodwym zastanowieniu postanowiłam tam wejść. Przecież moja moc mnie ostrzeże jak coś się na mnie będzie chciało zawalić prawda? Prawda? Miałam nadzieję, że zdenerwowany typ, któremu porwano "panienkę Hills" to jakaś gruba szycha i potrafi namierzyć telefon z którego dzwoniłam. Zawsze to jakieś wsparcie, nawet jeśli nie życzył mi za dobrze od początku. Istniała szansa, że to może tu trzymają jego... właściwie nie wiem kogo. Córkę? Siostrzenice ? Na pewno kogoś ważnego, skoro się tak wkurzył. Jeśli jestem w złym miejscu, albo jest już za późno, trudno. Przynajmniej może odkopie mojego trupa z gruzów.
_________
Mogło się wydawać, że w końcu zaczęło Ci się układać. Ale może w rzeczywistości buzujące w Tobie nerwy wcale Ci nie służyły?
Pewna byłaś jednego. Na pewno miałaś za sobą już ogon. Za długo przeciągałaś tamtą rozmowę, oni też się nie rozłączyli. Z całą pewnością Cię namierzali, podobnie jak Twój numer telefonu.
Skierowałaś się do głównego wejścia do podziemi Pioneer Square. Po drodze udało Ci się dokopać do informacji, jakoby przed wojną była to wyjątkowa atrakcja turystyczna, pozwalająca zobaczyć stare Seattle przed podniesieniem poziomu ulic. Wszystkie te odrestaurowane budowle pod ziemią... Nosiły jakąś historię. A dziś miały zatoczyć krwawy obrót.
Przecisnęłaś się pomiędzy deskami blokującymi wejście do budynku. Czułaś kurz dobywający się do Twoich nozdrzy. Kierowałaś się do bramki, którą niegdyś można było dostać się pod ziemię. Widziałaś zniszczone wyższe piętra budynku, przez które przebijało się dzisiejsze, piękne niebo. Gdybyś zajmowała się Urbexem, pewnie byłabyś teraz zachwycona.
Spoglądałaś na kolejne ściany, próbując dostrzec dodatkowe wskazówki. Skierowałaś się na schody, które miały prowadzić do podziemi. Na Twoje nieszczęście jednak... Te już dawno utraciły swą podstawę. Wystarczyło kilka kroków, po których podłoże się pod Tobą załamało. Spadłaś z wysokości powyżej dwóch metrów, prosto na niższe piętro, powodując nie tylko niosący się po korytarzu huk, ale i całkowicie rozbijając swój telefon. Dorobiłaś się też kilku obić i siniaków. Głowa chyba chciała Ci eksplodować... Ale hej, chociaż byłaś pod ziemią, no nie? A przed Tobą... Znajdował się tylko długi korytarz, na końcu którego nawet mimo świszczenia w uszach bez problemy dosłyszałaś stukot ciężkich butów...Bradley Grey - 2020-05-16, 23:45 Brada mina była całkowicie neutralna. Mogło się wydawać, że nic go nie rusza. Ta sytuacja w rzeczywistości go martwiła, bo nie bardzo wiedział, jak znajdą wyjście z tej sytuacji. I o ile Chloe mogła tu zginąć, tak Brad potem nie powstanie zmartwych. Wolał więc nie dopuszczać do sytuacji, gdzie jego życie byłoby bezpośrednio zagrożone. Miał swoje plany i nie na rękę byłoby mu ich porzucenie.
Te typki działały mu na nerwy, ale nie mógł nic zrobić aktualnie. Starał się nie wychylać, żeby nie zostać zdemaskowanym, a jednocześnie też nie zamierzał dawać sobą pomiatać. Za każdym razem, gdy słyszał jakiś komentarz, patrzył na tą osobę z podniesioną brwią, która miała sugerować dezaprobatę.
Brad powoli zaczynał obmyślać jakiś plan działania, zwłaszcza gdy widział te stosy i ołtarz. Kogoś tu zdrowo porąbało. Nie chciał wzbudzać podejrzeń, bo był obserwowany, ale wystarczyłby jeden telefon, żeby rozgonić to nielegalne zgromadzenie. Brad nienawidził ludzi, ale ci zwykli śmiertelnicy nawet na coś takiego nie by nie pozwolili.
W każdym razie weszli na tereny jakichś starych budynków i tam miał zostawić Chloe przywiązanà wraz z innymi dziewczynami. Nie podobała mu się ta perspektywa, ale nie miał innego wyjscia. Wcześniej zasłonił twarz jakimś materiałem zebranym po drodze (lub jak to nie przejdzie, naciągnął sobie na nos koszulkę lub kurtkę).
Gdy poczuł dłoń tego przeklętego bandziora na swoim ramieniu, poczuł obrzydzenie, choć nie pokazał tego po sobie. Odsunął się i pozwolił facetowi zawiązać Chloe. Jeśli dziewczyna zdążyła rzucić się na niego to odepchnął ją szybkim ruchem i pokręcił z dezaprobatą głową.
- Mutanci. Myślicie że jesteście bezkarni i wszystko wam wolno? To się jeszcze przekonacie - warknął do niej i brzmiał jak typowy mutantofob. Starał się być wiarygodny, ale nie tracił czujności, bo wiedział, że jest obserwowany.
Niemniej, gdy Chloe została już zawiązana, to Brad schował ręce do kieszeni kurtki, by były niewidoczne dla pozostałych i spróbował za pomocą swojej mocy poluzować więzy na tyle, żeby kobieta mogła się uwolnić i przy odrobinie szczęścia również pozostałych.
Potem poszedł za oprychami i czekał na dalszy rozwój wydarzeń, bo miał wrażenie, że w pewnym momencie będzie musiał interweniować.Robin Alexander - 2020-05-17, 14:07 Szłam dalej przeciskając się przez zabite deskami wejście. Poświęciłam nawet kilka sekund na podziwianie tej ciekawej scenerii. Prawie jak miasto ukryte pod miastem. Ciekawy widok. Ale nie czas na podziwianie czas na ruszenie do przodu. Nie słyszałam tu nic więc postanowiłam dostać się niżej. Bez zastanowienia skierowałam się na schody. Wierzyłam, że moja moc mnie ostrzeże, ale nie postanowiła tego zrobić. Jeden krok wystarczył, żebym zleciała w dół. Narobił się straszny huk i bałagan. No i to tyle jeśli chodziło o element zaskoczenia. Leżałam jak długa, oszołomiona pośród gruzu modląc się, żebym tylko nic sobie nie połamała. Poruszyłam powoli każdą częścią ciała i stwierdziłam, że nie jest źle. Co prawda wszystko było obolałe, ale mogłam się poruszać. Po chwili ogarnięcia się wstałam ostrożnie z jękiem i otrzepałam się z kurzu. Głowa mnie bolała, ale pomacałam się wszędzie i na szczęście nigdzie nie krwawiłam. Chociaż tyle. Oparłam się o ścianę i starałam rozruszać obolałe ciało i odzyskać jasność myślenia. Po co ja się w to wpakowałam. Przeszło mi przez myśl, że to był znak, żebym zawróciła, ale teraz nie było odwrotu. Droga powrotna była zawalona, więc i tak nie zostało mi nic innego jak iść dalej.
Nagle usłyszałam kroki. Zamarłam, niezdolna do ruchu. Myśl, myśl, myśl, co robić? Na pewno nikt dobry się nie kręcił w takim miejscu. Nasłuchiwałam kroków, jeśli się zbliżały odeszłam jak najciszej w drugim kierunku, starając znaleźć jakieś miejsce do ukrycia. Jeśli się oddalały po cichu poszłam w kierunku w którym się oddalały.Mistrz Gry - 2020-05-18, 18:42 Nie było ciężko zwinąć bandany z tyłu spodni jednego z mijanych mężczyzn. Twarz Bradleya dość szybko ukryła się za kawałkiem materiału i tylko jego oczy odbijały tańczące w powietrzu płomienie.
Stojąc w przejściu Grey mógł usłyszeć za sobą kroki i niespokojny oddech młodej dziewczyny, która właśnie była wyprowadzana z tego budynku. Bez problemu mogła ją też dostrzec właśnie rzucająca się na bruneta Chloe. Może dlatego jej wymierzony, desperacki atak tak łatwo został uniknięty przez Warlock Lorda? Odepchnął on swoją koleżankę, niemal prosto w ręce swojego obecnego "towarzysza".
- Suka się porządnie zapomina! - Warknął nieprzyjemnie, łapiąc rudowłosą pod podbródkiem - Już zapomniałaś szmato swojego miejsca? Wiem kto Ci je przytomni. - Wycharczał prosto w twarz dziewczyny, nim wziął się za jej przywiązanie do ściany. Wiadomym też było, kogo miał na myśli i oj... Chyba Harper będzie czekało towarzystwo, jeśli czegoś nie wymyśli.
Więzy na jej nadgarstkach przez chwilę zdawały się niemal wżynać w jej skórę, powodując obolałe otarcia. Już po kilku chwilach jednak węzły się poluzowały i wystarczyło tylko kilka zgranych ruchów, by pozbyć się lin z rąk - jak widać, plan Brada miał się tu powieść, nawet, jeśli oznaczało to gojące się nadgarstki w najbliższych dniach.
- Ruchy, zaczyna się. - Wycedził przez swoje zęby oprych, sugestywnie wskazując swemu nowemu przyjacielowi na wyjście. A tam... Mogli obserwować co właśnie działo się przed ołtarzem...
Jane nie doczekała się odpowiedzi na swoje pytanie. Była popychana, słyszała chichoty i śmiechy za swoimi plecami. Mężczyźni... Mieli z niej po prostu ubaw, a jej błagalny ton wręcz wprawiał ich w coraz lepszy nastrój. I... Nie, nie pozwolili jej zachować skarpetek.
Nie dano jej szansy na ucieczkę. Nie pozwolono na wycofanie się. Popchnięcia były coraz silniejsze, a jeśli sytuacja tego wymagała - oprychy nie zawahałyby się przed podniesieniem nastolatki i dosłownym wrzuceniem jej przed oblicze... Uzdrowiciela.
- Pięknie wyglądasz, moja droga. Tak czysto, niewinnie... Oh, Twa dusza niebawem będzie mogła doznać tego samego oczyszczenia! - Usłyszała dziwnie podekscytowany głos, wychodzący spod maski mistrza ceremonii. Jego dłoń wciąż była wyprostowana, a gdy sama się nie zbliżyła - to on podszedł w jej kierunku, klaszcząc dwukrotnie w swoje dłonie. Objął brunetkę swoim ramieniem, gdy drugą rękę prostował w powietrzu. - Nadszedł ten dzień! Dzień oczyszczenia świata z plagi mutanckiej, pierwszy z wielu! Ale nie jesteśmy bestiami, nie... Nie chcemy Was skazać na potępienie. Chcemy oczyścić nie tylko splugawioną ziemię, ale i dusze grzeszników! - Zaczął swą przemowę, która niosła się nie tylko po samym placu, ale i korytarzach, budynkach, pokojach... Jego głos był pewny, nie pozostawiał miejsca na żadne pytania.
- Połóż się. - Rozkazał po chwili, obracając się maską w kierunku Hills. Pewne było jedno - jak sama tego nie zrobi, ktoś z całą pewnością jej pomoże - i to bez żadnej delikatności...
Robin... Perfidnie nie chciało dopisywać szczęście. Schody, które ledwie kilka chwil temu zawaliły się wraz z nią skutecznie zablokowały możliwość ruszenia wgłąb korytarza, a kroki były coraz bliżej i bliżej.... Próba znalezienia kryjówki spełzła na niczym, powodując tylko większy hałas gdy tylko próbowała odsunąć jakiś kawałek drewna czy wcisnąć się pomiędzy kamienie.
- Stać! - Warknął męski głos z sylwetki rysującej się pod światło. Mężczyzna był wysoki, rosły i po jego postawie łatwo można było wywnioskować, że trzyma wycelowaną w Aleksander broń. Teraz tylko do niej należała decyzja... Czy będzie postępować zgodnie z poleceniami, czy jednak spróbuje coś kombinować, mimo obolałego ciała?
Chloe Harper - 2020-05-18, 20:34 Chloe właśnie mignęła jakaś przerażona laska w białej tunice. Oni tu naprawdę mięli kult. Niezamierzenie, cła scena wyglądała wiarygodniej, bo Brad nie zarobił znowu w mordę, a odepchnął ją do goryla. Stęknęła gdy typ ją złapał i łapę zacisnął na jej brodzie. Byli mało kulturalni, bez szacunku dla kobiet i w ogóle pasztety. Suko? Szmato? Zacięli się czy jak? Harper zaczynało poważnie nosić. To zbiorowisko samo zasłużyło na ten stos, a jak ten napalony zwyrol ją dotknie to skręci mu kark, a nie staw barkowy.
Splunęła w twarz mięśniakowi. No nie mogła się powstrzymać, to nie było elementem tej całej scenki, gry w ofiarę i tej szopki, tylko autentycznie nosiły ją nerwy. No i teraz to jej udało się zarobić w mordę. Dostała lepa w pysk i to niezbyt delikatnego po czym kark zawlókł ją do ściany i tam przywiązał jak resztę. Stęknęła mimowolnie gdy brutalnie zaciskał więzy... które zaraz się poluzowały...? Brad!
Wybornie.
Gdy drzwi się za mężczyznami zamknęły, z twarzy rudej zeszła przerażona i wstrząśnięta mina ofiary.
-Skurwiel. - Syknęła pod nosem. Wyraz jej twarzy był teraz zły... w sensie, ona była zła, wkurzona. Mało nie zgrzytała zębami. Determinacja, tak to słowo chyba opisywało najlepiej mieszankę uczyć, którą prezentowała jej buziunia. Sprawnie poluzowała dodatkowo sznur i wykręciła w niego ręce. Chciała zrobić to tak, by mogła w węzeł dłonie wsunąć na powrót, w razie gdyby co i grać swoją rolę dalej. Uh... nieźle zdążył jej odrapać skórę.
Prostując się od razu odwróciła do pięciu kobiet tutaj. Palec przyłożyła do ust w klasycznym geście "ćśśśśś..."
Lepiej żeby żadna nie zaczęła drzeć ryja. Wytarła wierzchem dłoni nieco krwi z kącika ust.
Fawkes nie tracąc czasu zrobiła krok do najbliższej i zaczęła majstrować przy jej więzach.
-Spokojnie. Jestem Feniks. Bądźcie cicho. - Szepnęła do nich wszystkich. Na zewnątrz brzmiały słowa Chorego Proroka Popaprańca. Aż jej ciarki po plecach przeszły. Kultyści, pojebańcy, fanatycy. Gdzie oni się wpakowali. W duchu modliła się żeby Brad nie zrobił nic głupiego. Ona miała przejebane i to zdrowo. Nawet jeśli ten chuj jej nie zdoła zgwałcić, to co by nie zrobiła i ilu bydlaków nie położyła to i tak trafi na ten stos, albo z władowanym w dupę magazynkiem. Ostatecznie się odrodzi... oby późno i bez świadków... Ale Brad. Miała nadzieję, że będzie swoją rolę grał bez względu na wszystko, nawet jeśli je stąd wywloką i w ogień wrzucą. Nie musiał tu umierać. Jeśli nic nie wymyślą... jeśli nie nadarzy się okazja...
Zgodził się na ten plan, na to szaleństwo, na to ryzyko... Więcej zrobi jeśli wyjdzie stąd żywy, będą mogli później zorganizować się lepiej... odszukać tych pojebów... zapobiec kolejnym czystkom.
-Jakie macie moce? - Zapytała. Starała się ułożyć jakiś plan... cokolwiek. -Poluzuję wam więzy. Ale pod żadnym pozorem się stąd nie ruszajcie póki nie będzie sygnału. - Wyjaśniła. Jeśli udało jej poluzować węzeł pierwszej kobiety, na tyle by ta już dalej samodzielnie mogła się wyswobodzić, ale tak by wiązanie na pierwszy rzut oka nie wzbudziło podejrzeń, podeszła do kolejnej by zrobić to samo.
-Nie wzbudzajcie podejrzeń. Jak przyjdzie po mnie typ nic nie róbcie. Czekajcie na moment. - Szeptała dalej mając nadzieje, że babeczki są kumate. Strach strachem, ale szło o ich życie... ich wszystkich, każdej powinno zależeć, a chyba Chloe jako jedyna tutaj swoją postawą prezentowała promyk nadziei i postawę dającą choć cień szansy. Jeśli poluzowała kolejny węzeł, przeszła do następnej kobiety.
Nasłuchiwała czy nie zbliżają się do ich pomieszczenia jakieś ciężkie buciory zwiastujące seks niespodziankę. Jeśli tak, wróci natychmiast na swoje miejsce wypychając łapy w swoje więzy.
-Po drugiej stronie placu jest duży, długi korytarz prowadzący do wyjścia. Nie wiem czy jest jakieś inne. - Dodała.
Jeśli zdążyła poluzować wszystkie wiązania wróciła do własnych. Na swoje miejsce. Wcisnęła ręce w sznur i czekała. Liczyła, że ten napalony fiut naprawdę po nią przyjdzie, że ją stąd zabierze do innego pomieszczenia pokazując więcej okolicy. Kobiety mogłyby się wtedy uwolnić i czekać na odpowiednie zamieszanie by wylecieć stąd i wiać, albo zacząć ciskać piorunami w tych pojebańców. Ona mogłaby załatwić Romea i może dalej coś działać z ukrycia już wolna... w miarę.
Albo wszystko się zaraz jebnie tu i teraz... Prawo Murphiego... jak coś się może zjebać to się zjebie po całości...