To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Piwnica - Sala chorych #2

Imari Blanc - 2020-03-10, 21:38

Podniosła się z łóżka i na moment wpadła w objęcia Brada, któego chwilę nie widziała.
- Trochę przesadzone, tak.. - mruknęła pod nosem, wracając na łóżko Vincenta. Przysiadła na nim i chwilę potem do sali weszły kolejne osoby. Obejrzała się na drzwi i westchnęła.
- Cieszę się, że jesteś cały. Wrócę do ciebie jak się tu trochę uspokoi, dobrze? - zaproponowała Edamsowi, nie chcąc przeszkadzać w tłumie, choć najchętniej wcale by nie wychodziła..

Michael Shugart - 2020-03-10, 21:59

-Tak jest, Brad.- potwierdził przyjęcie polecenia. Jednak następne słowa mężczyzny zaskoczyły Jokera. Wręcz zdołały go na krótką chwilę zawiesić. Widział, że coś nie odpowiada jego opiekunowi. Te dodatkowe pytania, ton głosu, a nawet sam wyraz jego twarzy były bardzo wymowne. Jednak RS12 nie rozumiał co takiego robi źle. Przecież odpowiadał na pytania zgodnie z prawdą i niczego nie pomijał. Mina obiektu 54 się nie zmieniła. Jedynie jego ramiona uniosły się nieco. Nie spuścił wzroku i dalej patrzył Bradowi w twarz. Dalej nie wyglądał jakby żartował. Choć z drugiej strony czy on w ogóle potrafi tak wyglądać?
-To są moje wszystkie imiona. Nazwiska nigdy nie miałem.- wyrzucił w końcu z siebie skołowany. Był w podobnym stanie co Brad, ale w przeciwieństwie do niego wszystkie odczucia związane ze zderzeniem z całkowicie innym światem dusił w sobie nie pozwalając im nawet wpłynąć na twarz czy głos. Jakby to syntezator mowy odczytywał napisaną przez Jokera wiadomość.
-Tego byłem nauczony.- dodał gdy Brad zakwestionował najważniejszą wiedzę przyswojoną chłopakowi i cały sens jego istnienia doprowadzając go niemal do stanu wewnętrznej paniki (przynajmniej jak na niego), którą na zewnątrz można było zauważyć w zasadzie tylko po tym, że odpowiedź zajęła mu tym razem znacznie więcej czasu. No i dłonie chwyciły materiał, na którym przed chwilą leżały swobodnie.
Poratował go Vincent uświadamiając Brada, że Joker nie zna swojego imienia. Przyrównał go tutaj do "każdego obiektu w Alter Genetics", ale oni przecież znali swoje imiona. Co najwyżej je zapominali. Tymczasem obiekt 54 w całym swoim życiu nigdy nie został nazwany imieniem. Tego jednak Edams miał się dopiero dowiedzieć z dokumentów, których posiadaniem się pochwalił.
Rozmowę przerwało wejście nowych ludzi. Oryginalnej właścicielki telekinezy, która natychmiast podeszła do Brada oraz nieznanego mężczyzny, który na wejściu spytał wszystkich jak się czują. Joker nie zamierzał odpowiadać dopóki nie zostanie bezpośrednio zapytany. Nie myślał o sobie w kategorii Pana, nawet jeśli chodziło tylko o zwrot grzecznościowy. Był obiektem, ochroniarzem, gorylem od wszelakiej roboty. Niczym więcej.
Kobietę wychodzącą odprowadził jedynie wzrokiem nie komentując w żaden sposób jej zachowania. Następnie wrócił spojrzeniem do mężczyzny znajdującego się w tej chwili pewnie w centrum uwagi większości osób w pomieszczeniu.

Bradley Grey - 2020-03-11, 00:21

Uśmiechnął się pod nosem, gdy Imari go przytuliła i trochę wyluzowała. Był teraz porywczy, po lekach mu się udzielało. Chociaż z drugiej strony czuł się przytępiony. Zwłaszcza po rewelacjach, które usłyszą od Jokera. Na szczęście przystał, żeby zwracać się do niego po prostu Brad. Ale widać, że coś mu nie grało i w obecnej sytuacji nawet ciężko mu się dziwić.
- Dobra, będę po prostu mówił Joker - wzruszył ramionami, trochę się poddając już, bo miał i tak mętlik w głowie, więc nie chciał tego dłużej analizować i najwyżej zajmie się tym później, jeśli Joker będzie nieustępliwy w tym opiekowaniu. Wyprali mu mózg całkowicie, a on w tej chwili chyba nie miał siły się nad tym zastanawiać. Miał swoje problemy. Przyjął do wiadomości tłumaczenie Vincenta, chociaż dla niego było to nie do pomyślenia. Myślał, że to do jemu robili było najgorsza formą odczłowieczania, ale tym jednak przebili wszystko.
- Wyśmienicie - odparł Nicholasowi, który właśnie wszedł do sali i ogarniał sytuację. Obecnie nie czuł bólu, ale widać było po nim, że jest osłabiony, blady i nie zażył odpowiedniej ilości odpoczynku. Niemniej nie był z tych co się skarżą. Nie chciał znów wymuszać na przywódcy Rebelii jakichś decyzji natychmiast, więc postanowił cierpliwie poczekać aż on sam podejmie temat.
Po chwili do pomieszczenia przyszła też Colleen, która wyglądała na całkowicie zdrową. Przebrała się, a może nawet wykąpała? Uśmiechnął się do niej, gdy usiadła obok i zadała pytanie, ściskając jego rękę.
- Czuję się tak jak wyglądam - zaśmiał się do niej, bo teraz od niej zależało czy oceni, że wyglada dobrze. Poniekąd na to liczył. - A Ty? Wyglądasz świetnie, zupełnie jakbyś dopiero co wstała wyspana z łóżka.
Nie było po niej widać że była na jakiejś misji. Ani że była ranna. Jego ego trochę ucierpiało, że dziewczyna wyszła z tego w lepszym stanie niż on. I nie była to jakaś dyskryminacja, ale lubił być najlepszy. A Colleen chyba była w najlepszym stanie. No, nie licząc Chloe, ale ona się nie liczy, bo technicznie rzecz biorąc umarła. To ją dyskwalifikuje z tego rankingu.
Po krótkiej wymianie zdań z Colleen, przeniósł wzrok na Nicholasa, bo liczył, że jego wizyta niesie za sobą jakiś przekaz.

Vincent Edams - 2020-03-12, 18:40

W pewnym momencie zrobiło się tłoczno. Edamsowi jakoś szczególnie to nie przeszkadzało, póki co. Najważniejszą osobę miał przy sobie.
- Musisz? - zapytał niepewnie. - Zostań jeszcze...
Nie żeby coś miał do reszty towarzystwa, ale tylko przy Imari czuł się swobodnie.
Po chwili do niego dotarło, że pojawiła się też Colleen, ale tak szybko przemknęła do Brada, że nie zdążył jej złapać wzrokiem. Musiał więc zwrócić jej uwagę czysto werbalnie.
- Colleen ? - bardziej zapytał niż stwierdził, bo nie był do końca pewien imienia, A może to była Chloe? Nie, Chloe to ta co stanęła w płomieniach. To musiała być Colleen Marie, innych bab tam nie było. - Masz mojego pendrive'a? - zapytał, bo jakby gdzieś go zgubiła, to byłby ultra przypał. Nie lubił delegować zadań, ale też nie podbiłby AlterGen w pojedynkę.
Tak w sumie, to on był w drużynie jedyny z Rebelii. Reszta to Bractwo i niezrzeszeni...

Nicholas Grenville - 2020-03-12, 22:20

- Nie musisz wychodzić. Ja tylko na chwilę wpadłem.
Zatrzymał słowami Imari, posyłając jej lekki uśmiech zrozumienia. Bo zauważył nawet i słyszał, że Vincent nie chciał aby wychodziła. Nicholas przyszedł tu tylko sprawdzić, jak chłopcy się czują i czy jest z nimi lepiej niż parę godzin temu. Co jak widać, cała trójka była przytomna i chętna do rozmów. Duży plus. Grenville miał tylko jedno wrażenie, że Grey mu trochę skłamał, mówiąc że czuje się wyśmienicie, kiedy Colleen rzekł do innego.
Obserwując tak obie "pary", gdzie to kobiety poleciały do swoich kolegów czy nawet chłopaków, mogło przypominać czasy wojny. Pomyślał w tym momencie o Rebecce, z którą nie może tak czule być blisko.
Na pytanie o pendrive'a ze strony Vincenta do Colleen, Nicholas postanowił udzielić odpowiedzi, przenosząc na niego spojrzenie.
- Ja go mam.
Potwierdził, na chwilę przenosząc spokojne spojrzenie na Colleen, po czym znów na Vincenta.
- W momencie jak Was składano, z Colleen rozmawialiśmy trochę o waszej akcji.
Dodał. W sumie to mógłby już iść i zostawić ich samych, ale może ktoś miał do niego pytania lub prośby. Nie mógł też nie zauważyć nieznajomego chłopaka, na którego także spojrzał łagodnie.

Colleen Marie - 2020-03-14, 13:32

No jak miałam być szczera, to nie za bardzo obchodziła mnie cała reszta zgromadzonych w pomieszczeniu mutantów. Jednej laski w ogóle nie znałam; Joker był przeciwko nam, a teraz nagle był naszym sprzymierzeńcem; u boku Vincenta walczyłam w AG, a z Nicholasem wciąż czekała mnie rozmowa na temat dołączenia do Rebelii. Bradley jednak był osobą, która interesowała mnie najbardziej, dlatego bez zbędnych przywitań i spojrzeń w stronę innych, to w jego kierunku się skierowałam, i to jego teraz trzymałam za dłoń, uśmiechając się nieznacznie, przyglądając się mężczyźnie. Zmarszczyłam nieznacznie czoło, oceniając jego wygląd, bo skoro czuł się tak, jak wyglądał…
- Masz farta, że jarają mnie rany wojenne. – rzuciłam zupełnie idiotycznie, uśmiechając się szerzej, rozbawiona swoim własnym, głupim żartem. Nie musiałam być przecież wiecznie poważna, prawda? Poza tym, Brad nie wyglądał tak, jakby umierał, rozmawiał ze mną, uśmiechał się… A to był dobry znak. Grey ewidentnie czuł się lepiej, nie był już taki blady jak wcześniej, ale no, faktycznie, nie wyglądał tak dobrze jak ja. No i jeżeli o mnie chodzi, to ja czułam się wyśmienicie. Nie potrzebowałam leków przeciwbólowych, ani nic z tych rzeczy, a moją jedyną raną była rana postrzałowa na łydce, która już dawno została opatrzona.
- No cóż, niektórzy mają ten wrodzony talent do walki. – rzuciłam, z rozbawieniem i zupełnie teatralnie zarzucając włosami, wciąż patrząc na mężczyznę – Jak chcesz, to cię później trochę potrenuję, Grey, bo się chyba zestarzałeś. – dodałam, zaciskając trochę mocniej dłoń na jego dłoni, chcąc, by wiedział, że przecież tylko sobie żartuję.
Naszą rozmowę jednak przerwało pytanie Vincenta, a potem odpowiedź Nicholasa, na których po kolei spojrzałam, odwracając wzrok od Bradley’a.
- Tak, to prawda. Przekazałam pendrive Nicholasowi. – potwierdziłam, kiwając głową i zgadzając się z wypowiedzią Grenville’a.

Imari Blanc - 2020-03-15, 17:11

Obejrzała się na Nicholasa, gdy ten się odezwał, ale zaraz potem wróciła spojrzeniem do Vincenta i uśmiechnęła się do niego, co nie przyszło jej wcale tak łatwo.
Cieszyła się jednak, że chce, żeby została. Może i mógł mówić, że nie ma uczuć, że probelmy z emocjami.. ale zrobił ogromne postępy przez ten czas. Nawet jak ich nie widział. Byla z niego dumna. Ale nie zamierzała mu tego mówić, na pewno nie tutaj. Może zwróci mu później uwagę, że dużo się zmienił.
W resztę rozmów się nie wtrącała, nie widziała potrzeby.

Michael Shugart - 2020-03-16, 02:00

Zatem doszli do jakiegoś konsensusu z Bradem. Przynajmniej tymczasowo. Dobrze. Joker pierwszy raz spotkał się z takim zachowaniem ze strony opiekuna i naprawdę nie był pewien co powinien z tą sytuacją zrobić więc odczuł pewną ulgę gdy ten zakończył rozmowę na ten temat. Obiekt RS12 kiwnął głową. Rozluźnił się i na razie skupił się na słuchaniu innych rozmów w pomieszczeniu.
Ten mężczyzna, który wszedł razem z oryginalną właścicielką telekinezy, ten sam który otworzył im drzwi w alejce wydawał się ważny. Może nawet jest jakimś dowódcą, właścicielem czy fundatorem tego laboratorium. Joker odruchowo w swojej głowie nazwał to miejsce laboratorium. Już trzecim, w którym przyszło mu mieszkać. Nie odbiega aż tak drastycznie stylistyką od pomieszczeń medycznych w poprzednich dwóch lokacjach. No i mimo świadomości, że ludzie zwykle mieszkają w domach, dla niego było bardziej naturalne uznać, że jest w kolejnej placówce. Nigdy nie był nigdzie indziej.
W każdym razie to ten blondwłosy mężczyzna odpowiedział Panu Edamsowi na pytanie gdy ten spytał o pendrive’a, którego zabrali z Alter Genetics. Poinformował też, że rozmawiał z niejaką Colleen o przebiegu akcji. Sądząc po tym jak spojrzał w kierunku telekinetyczki to pewnie było jej imię.
Na spojrzenie blondyna nie zareagował zbytnio. Zmierzył go krótko wzrokiem, po czym wrócił do obserwacji pomieszczenia, często wracając spojrzeniem w kierunku swoich nowych opiekunów. Pierwszego dnia w AG też się wszyscy gapili. W końcu Joker nie był czymś codziennym. Obiekt, który po prostu słucha. I to w takim stopniu, że można mu powiedzieć dosłownie cokolwiek i ten to zrobi. Nie pytając o powód, nie wymagając niczego, co najwyżej prosząc o pozwolenie na użycie takich czy innych środków. Był modelem produktu idealnego, do którego placówki takie jak ta prowadzona przez Dolores dążą. Silny, wyszkolony i pozbawiony wolnej woli. Każdej z tych cech musiał dać dowód i spodziewał się, że tutaj też tak będzie. Wszelkie sygnały jakoby miało być inaczej były odpychane. Reakcja Brada, to jak postąpili z mutantami, to jak prosto i bezpośrednio zwracają się do kogoś kto chyba jest ich przełożonym… wszystko to sprowadził do poziomu drobnych różnic. Tak jak AG było mniejsze, czystsze i miało inne “rytuały” czy zasady od laboratorium, z którego pochodził, tak tutaj też niektóre cechy były po prostu trochę inne.

Bradley Grey - 2020-03-16, 23:36

Brad milczał, kiedy coś nie dotyczyło bezpośrednio jego osoby, więc np. rozmowę o pendrivie całkowicie zignorował tylko przerzucał wzrok to na jedną, to na drugą osobę.
Nie do końca okłamał Nicholasa, bo w jego poprzedniej wypowiedzi była delikatna nutka ironii. Ale korzystając z tego, że przywódca rebelii był w jednym pomieszczeniu, zadał nurtujące go pytanie. Nie mógł pominąć okazji.
- Kiedy będziemy mogli porozmawiać? - spojrzał wyczekująco na Nicholasa i miał nadzieję, że nie będzie to odpowiedź w stylu "jak wyjdziesz ze szpitala", bo mógł to zrobić choćby jutro. Dzisiaj chyba jeszcze nie był w stanie. Ale jeśli dzisiaj zregeneruje się podczas snu to jutro powinien być bardziej żywy.
Zaśmiał się na żart Colleen i ścisnął mocniej jej rękę, bo to maksymalne szaleństwo, na jakie mógł sobie w tej chwili pozwolić. I jasne, że nie umierał. Nie był jeszcze w pełni zdrowia, ale zwykle goi się na nim jak na psie, więc niedługo będzie po wszystkim.
- Tak? Poczekaj aż stąd wyjdę to zobaczymy kto kogo potrenuje - mruknął niby to groźnie, ale on również żartował. Zadziwiające jak dobry humor panował w tym pomieszczeniu. Ale to chyba dzięki temu, że udało im się z powodzeniem zakończyć misję, bez strat w ludziach. Teraz po prostu był to humor związany z ulgą.
Jego wzrok na dłuższą chwilę spoczął na Jokerze, bo choć naprawdę nie miał dziś na to siły to trochę się martwił jaką rolę przyjdzie mu w tym odgrywać. Przecież miał swoje problemy. Nie zamierzał nikogo niańczyć ani uczyć życia. Vincent jest drugim opiekunem, poradzi sobie sam. Ma większe doświadczenie z tymi całymi obiektami i praniem mózgów.
Po chwili wrócił myślami do Colleen i ich sytuacji z oczekiwaniem na decyzję odnośnie przyjęcia do rebelii.

Vincent Edams - 2020-03-17, 06:55

Vincent spojrzał na Colleen. Nie był zachwycony. Przecież kierował całą akcją, prosił ją o te dane, a ta przekazała je dalej, bez pytania. Nie był może przywódcą Rebelii, ale tego szturmu owszem.
Nick również potwierdził, że posiada ów Święty Grall, który był tak ważny dla Edamsa.
- Ach, świetnie, zaraz go przejrze - wyciągnął dłoń po swoją własność.
Wyraźnie mu zależało na zawartości. Było tam siedem lat jego życia a dla innych jedyny sposób, by poznać, kim naprawdę są.
- Gdzie jest w ogóle Siedemdziesiąt Siedem? Nie powinna zostać sama. - wydawała się BARDZO strachliwa, a biorąc pod uwagę, co przeżyła w AlterGen, nie powinno się jej puszczać samopas.

Nicholas Grenville - 2020-03-18, 22:02

Coleen potwierdziła, nieznajomy chłopak milczał obserwując jedynie otoczenie, a Imari jednak została. To dobrze, ktoś musi pilnować Vincenta, by doszedł do siebie i nie zgrywał bohatera, jako że jest dopiero po poważnych operacjach.
Bradley też jednak był niecierpliwy i tak jak ostatnim razem, zaraz po akcji zadawał to samo pytanie.
- Jak wydobrzejesz.
Odpowiedział Greyowi.
- Od razu z Waszą dwójką porozmawiam w tej samej sprawie.
Wiedział o co mu chodziło, więc za jednym razem także i omówi sprawę kobiety. Następnie spojrzał na Vincenta wyciągającego rękę po pendrive'a. Nicholas zmarszczył brwi, patrząc na młodego.
- Zaraz? Dopiero co jesteś po operacji i chcesz już nadwyrężać rany? Wydobrzej, wtedy zwrócę Ci pendrive'a. Te kilka dni jeszcze wytrzymasz.
Odpowiedział mu spokojnie.
- Nie mam pojęcia kogo nazywasz numerami, ale jeżeli chodzi o dziewczynę, która była z wami, to zajmuje się nią pielęgniarka.
Tak więc sama nie była, skoro Colleen czując się dobrze z małą raną na nodze, przyszła tutaj, to tamtą zajął się kto inny, by nie szlajała się po budynku.

Colleen Marie - 2020-03-19, 15:37

Bradley się niecierpliwił i ja w sumie też. Chciałam mieć już za sobą tą całą rozmowę z Nicholasem, chciałam wiedzieć, na czym stoimy, co się z nami stanie i czy możemy zostać w tej cholernej Rebelii, czy nie. Grenville jednak znów nie podawał nam żadnej konkretnej odpowiedzi, a mówił jedynie, że no, pogadamy, jak Grey wydobrzeje, a ja to się nie powstrzymałam i aż oczami wywróciłam, co mógł widzieć tylko Bradley. No, irytowało mnie trochę podejście przywódcy Rebelii, ale jedyne co mogłam zrobić, to nauczyć się cierpliwości, i koniec.
- Och cholera, Bradley, no i załatwiłeś sobie wpierdol. – rzuciłam, nawet pozwalając sobie na cichy śmiech pod nosem. Cieszyłam się, że mogliśmy tak luźno porozmawiać, pośmiać się, i że wszystko nam się udało na tej całej misji. Musiałam przyznać, że odczuwałam zajebistą ulgę, że Grey wcale nie miał aż takich obrażeń, jak na początku się obawiałam, że będzie miał.
No a później to Nicholas i Vincent zaczęli gadać o tym całym pendrivie, i też o tej biednej dziewczynie, która się posikała przy nas i w sumie to uciekła, a ja to się nie wtrącałam, bo po co? Postanowiłam więc położyć delikatnie głowę na klatce Bradley’a, bo skoro się nie zapowiadało, że pójdziemy gadał z Nicholasem, to miałam zamiar teraz siedzieć przy Grey’u ciągle.

Michael Shugart - 2020-03-20, 20:42

Rozmowy toczyły się wokół Jokera, ale on sam nie brał w nich udziału. Co nie zmienia faktu, że słuchał na tyle uważnie, na ile mógł. Odnotował żarty padające między Bradem i telekinetyczką, odnotował prośbę Brada o rozmowę oraz drugą, wystosowaną przez Pana Edamsa. Obie do tego samego osobnika, który do nich dołączył niedawno by sprawdzić czy żyją. Blondyn odmówił obydwóm opiekunom Jokera co zaraz zapaliło chłopakowi ostrzegawczą lampkę w głowie. Brad przyjął to dobrze stwierdzając najwyraźniej, że taki układ mu odpowiada, ale Vincent wyraźnie wydawał się niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Musiało mu zależeć na danych z tego pendrive’a.
Na ten widok Joker zgiął nogi przekręcając się na swoim łóżku bokiem zwieszając nogi i opierając się dłońmi o brzeg mebla jakby zamierzał wstać. Jednak na razie nie ruszył się z tej pozycji tylko obserwował konfrontację jego opiekuna z blondynem będąc w gotowości. Przestał zwracać większą uwagę na resztę pomieszczenia. Na beznamiętną twarz wypłynęły wrogość i skupienie sprawiając, że przypominała twarz wojskowego czekającego na sygnał do ataku. Zresztą tak właśnie było. Krzywe spojrzenie, jakiś ruch, taka, a nie inna intonacja głosu... Edams jeszcze tego nie wiedział, ale obiektowi 54 wystarczyło w tym momencie dosłownie cokolwiek.
Znalazł w końcu taki sygnał. Trudno powiedzieć czy chodziło o jakiś nieodpowiedni gest czy o dobór słów. Obiekt 54 wstał i zacząłby okrążać Nicholasa planując atak gdyby Brad go nie usadził czym szczerze chłopaka zaskoczył. Joker spojrzał na mężczyznę, potem z powrotem na Pana Edamsa. Jednak i ten nie wykazał aprobaty dla tego zachowania. RS12 wycofał się siadając z powrotem zakłopotany swoim błędnym zrozumieniem sygnałów, które otrzymywał od Vincenta. Będzie się musiał nauczyć jak interpretować jego zachowania. Zbyt był przyzwyczajony do opanowanego doktora Shugarta i teraz musiał na nowo dostosować swoją wrażliwość na emocje opiekuna. Jednak mimo jego wewnętrznych myśli wyglądało że szybko przeszedł nad tym do porządku dziennego. Zanim jeszcze się położył usłyszał pytanie o 77.
-Sprowadzić?- tym razem zapytał o potwierdzenie rozkazu obserwując uważnie reakcję Pana Edamsa.

Bradley Grey - 2020-03-21, 01:29

- Ok - odpowiedział Nicholasowi na jego słowa. Przyjął do wiadomości i w sumie zgodził się z tym, że najpierw musi odpocząć. Nawet teraz obecność tylu osób po prostu go męczyła. Udawał, że jest dobrze i czuje się lepiej niż w rzeczywistości. Nie lubił okazywać słabości, ale w takiej sytuacji ciężko było się przed tym uchronić.
Nie zwracał uwagi na temat pendrive'a, zamiast tego patrzył na Colleen i zaśmiał się, gdy obiecała mu "wpierdol". Gdy dziewczyna położyła głowę na jego klatce piersiowej, on pogłaskał ją po plecach i przy okazji zauważył Jokera, który zachowywał się dziwnie. To znaczy dziwniej niż wcześniej.
Nagle wstał i patrzył jakoś dziwnie na Nicholasa, a skoro Vincent był jego opiekunem i był teraz wzburzony to przypuszczał, że Joker chciał zadowolić swojego "pana". Brad już chciał wstać, ale pamiętał co "obiekt" wcześniej mu powiedział. Że i jego będzie słuchać. Dlatego warknął do niego, żeby siadał na dupie i odpoczywał. Grey odetchnął z ulgą, gdy Joker wykonał jego polecenie i obyło się bez żadnych akcji. Jeszcze tego brakowało, żeby zaatakował przywódcę rebelii na jego terenie.
Niemniej ta sytuacja zaczynała być dla niego wyczerpująca, a że nie miał im nic więcej do powiedzenia to ułożył się do kolejnej, zbawiennej drzemki.
- Muszę się przespać - powiedział do Colleen i w zależności czy chciała położyć się obok niego, czy znaleźć własne łóżko, Brad zasnął bez względu na to czy ktoś został w pokoju czy nie.

W sali pozostał jakiś tydzień, aż doszedł w miarę do siebie. Mutazyna już nie dawała się we znaki, powoli zaczął odzyskiwać władzę nad mocą i wszystko wracało do normy. Co prawda rana postrzałowa jeszcze się nie zagoiła, ale wszystko w swoim czasie.
A teraz czas na rozmowę z Nicholasem.

z/t dla mnie i Colleen
/ jak będziecie dalej pisać to uznajcie, że Brad śpi

Vincent Edams - 2020-03-22, 19:12

Vincent chwilowo nie zwracał uwagi na dziwne zachowanie Jokera, szczęśliwie Brad uspokoił chłopaka. Patrzył na Nicolasa i nie był zadowolony. Daleko mu była do zadowolenia. Na oczach teamu, którym kierował, robił z niego gówniarza
- Nick. PENDRIVE - powiedział z naciskiem. Z jakiegoś powodu, nie chciał by opiekun zobaczył te dane pierwszy. Tam były też JEGO dane. I to takie, którymi nie chciał się dzielić ! Grenville nie miał żadnego prawa mu ich odbierać ! Gdyby nie Edams, nikt z nich by nie wiedział o istnieniu AlterGenetics !
- Siedemdziesiąt Siedem - dodał z naciskiem, - Czarnoskóra dziewczyna, która ze mną przyjechała. Nie znam jej imienia, tak jak ona nie zna mojego - tłumaczył mu już kiedyś, na czym polegało odczłowieczanie w AG.
Podniósł się na łokciach. Był bardzo zdenerwowany. DAWAJ. TEN. PENDRIVE.
- Nie. Leż i odpoczywaj. Sam sobie dam radę - rzucił do Jokera, by ten nie zrobił nic głupiego



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group