To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

inne części stanu - Alter Genetics

Chloe Harper - 2020-01-21, 22:19

Reszta czekała przy schodach na dole. Nie było się co pchać, jeszcze by sobie wzajemnie przeszkadzali. Chloe więc czekała na sygnał, by i oni mogli wkroczyć, ale głos dał ktoś inny na tym poziomie.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i naciągnęła elastyczny komin na dolną część twarzy.
-Co do..? - Wydusiła szeptem robiąc pytającą i zdziwioną minę. Ktoś włączył TV na cały regulator z jakąś kiepską komedią romantyczną?

Okazało się, że to niezbyt zakochana para pracowników obiektu. dozorca i sprzątaczka. Pięknie. Chichocząc i mlaskając zbliżali się do schodów, by pewnie udać się na piętro do socjalnego, albo innej kanciapy na figle. Cudownie. Po prostu pięknie. Oni nie mieli tutaj zbyt wielkiego pola do popisu. Reszta kamer wciąż działała. Wylezą żeby ogłuszyć gołąbeczki to narobią alarmu... z resztą Chloe wcale nie uśmiechało się mordować pracowników... cywilnych... socjalnych... gospodarczych...? Tylko jeśli pójdą na górę do mogą wpaść na chłopaków.

-Vincent? Chłopaki? Jak wam idzie? - Szepnęła na komunikatora. -Dwoje niezdrowo napalonych seksualnie pracowników gospodarczych zaraz wlezie na schody. Jeśli nie załatwiliście kamer, to nie możemy się wychylić, żeby ich unieszkodliwić. - Cóż było więcej do powiedzenia. Zbysio z Helenką... czy jak jej tam... robili tyle hałasu, że nie było opcji żeby usłyszeli mutantów, a sami zaraz będą słyszalni u góry. Wolała niemniej ostrzec ekipę. Może zdąż wyłączyć kamery i oni na dole zatrzymają tych napaleńców? Kto wie? Harper nie ruszyła się z miejsca.

Colleen Marie - 2020-01-22, 18:45

Wciąż stałam na schodach, przyciśnięta do zimnej ściany, nasłuchując jakiegokolwiek hałasu, lub głosu, świadczącego, że mamy towarzystwo. No i faktycznie, nie musiałam długo czekać, by usłyszeć czyjeś głosy.
Bradley był na górze razem z dwójką tych kolesi, których nie znałam, i poznawać nie zamierzałam, bo wcale nie byłam tu dla znajomości. Byłam tu, bo musiałam działać, chciałam coś zrobić i poczuć się tak, jak dawna wersja samej siebie.
No i ewidentnie nadarzała się ku temu perfekcyjna wręcz okazja.
Miałam świadomość tego, że kamery wciąż działały, nikt ich nie wyłączył. Kroki i głosy były jednak co raz bliżej, i to na tyle, że ta typiarka, która z nami tu była, aż postanowiła chłopaków pospieszyć. Ja natomiast uważałam, że absolutnie nie mamy czasu na szczegółowe wyłączanie kamer, bo kto wie, ile to jeszcze zajmie?
W zasięgu mojego wzroku znalazły się dwie kamery i szczerze miałam nadzieję, że więcej ich w pobliżu nie było. Obie zupełnie nagle skierowały swój obiektyw w ziemię, lub w sufit, w zależności od tego, jak było mi wygodniej przemieścić je za pomocą mocy. Nie miałam zamiaru stać bezczynnie i czekać na to, aż chłopcy wyłączą kamery. Jednocześnie z kieszeni bluzy wyjęłam dwie, zimne, metalowe kule, i aż uśmiechnęłam się pod nosem, czując ich chłód. I dokładnie wtedy zauważyłam mężczyznę, i kobietę, którzy lada chwila zauważyliby nas, zgromadzonych na schodach. Oboje mówili z akcentem, którego totalnie nie umiałam rozpoznać, i – niestety – oboje musieli zginąć. Było sobie nie wybierać takiego miejsca pracy, ups. Dwie kule wystartowały z mojej otwartej dłoni, szybując z zawrotną prędkością prosto w dwójkę pracowników, w miejsce na wysokości ich serc. Kule powinny ich zabić błyskawicznie, od ręki, zupełnie tak, jakbym strzeliła im z pistoletu prosto w serca, z tym wyjątkiem, że robiłam to cicho, i bez niepotrzebnego użycia prochu.
I moja twarz nie wyrażała kompletnie żadnych emocji, wewnętrznie odczuwałam natomiast dziką satysfakcję z działania.

Vincent Edams - 2020-01-23, 14:49

Usłyszeli komunikat od Chloe (Vinc wzdrygnął się mimowolnie, słysząc określenie "napalonych seksualnie ". ŻE CO?! ) Musieli się sprężać.
Póki co, wszystko szło gładko. Ochroniarz nr 1, schaftował się na kolorowo. Nim nawet zdążył pomyśleć o tym, że chyba nie powinien jeść tego kebsa, z podejrzanej budy, już leżał z przebitym gardłem. Biorąc pod uwagę, że wylądował we własnych rzygach, był to średnio apetyczny widok. Vincent pomyślał ze zgrozą, że nigdy, przenigdy nie może podpaść Marianowi.
- Stary ? Wszystko gra? - zapytał leniwie kolega Ochroniarza nr.1 - Jooooosh?
Wstał tak samo niemrawo i wyjrzał zza drzwi. Może te rzygi jeszcze by nie wzbudziły podejrzeń (mówił mu, żeby tego gówna z budy nie jadł!), ale powiększająca się plama krwi, już go mocno zaniepokoiła.
- EJ! CO JEST ?! MEDYKA! - podbiegł do martwego towarzysza izaczął się drzeć kompletnie bez sensu, bo nikogo obok niego nie było. Przynajmniej tak mu się wydawało, póki nie podniósł spojrzenia i nie napotkał wzrokiem Brada, Vincenta i Mariana.
- INTRUZI NA POZIOMIE ZE-! - nie dokończył Ochroniarz nr.1, bo padł na ziemię, ze skręconym karkiem. Vincent prawdę mówiąc trochę spanikował i zareagował instynktownie, ale nie zdążył na czas.


Tymczasem na dole...


Zocha i Zbychu nie wiedzieli co ich czeka. Tak naprawdę nie mieli z tym bajzlem nic wspólnego. Tak naprawdę, to nie wiedzieli, co się tu wyprawia. Oficjalnie był to ośrodek, w którym leczono dzieci z mutacji! Leczono, nie znęcano się i nie eksperymentowano na nich. A z pewnością nie zabijano tych zbędnych. Nasze gołąbeczki chciały jedynie zarobić, bo ośrodek nieźle płacił, a za milczenie dostawali spory bonus. Za odłożoną kwotę, zamierzali wysłać ich nieślubną córkę - Jessicę, na dobrą uczelnię. W końcu ten romansik trwał od lat, ku błogiej nieświadomości gburowatego męża Zochy ! Tymczasem to wszystko przestało mieć znaczenie, gdy owa dwójka zakończyła swój żywot. Szybko, bezboleśnie i...donośnie. Wszak oboje swoje ważyli, zwłaszcza Zbychu. Zwalił się na posadzkę głośno.
Za głośno.
- Co to było ? - usłyszeli głos jednego z ochroniarzy w sektorze Y. - Idź to sprawdzić.
- Czekaj, pójdę z Tobą. - czyli szło ich już dwóch
Może by udało się wyeliminować ich po cichu, gdyby nie alarm, który wszczął martwy już Ochroniarz nr.1 Komunikat nadany przez krótkofalówki postawił wszystkich na nogi. Grupa na dole usłyszała donośny tupot wielu stóp. Schody teraz były najmniej bezpiecznym miejscem !

A u góry...

- SZLAG ! - syknął Vincent. Za łatwo im szło ! - Musimy im odciąć komunikację, zablokować wyjścia i pomóc tym na dole ! - rzucił do towarzyszy.
Skończyły się podchody. Wyciągnął broń i ruszył biegiem do pomieszczenia IT.

Michael Shugart - 2020-01-25, 21:26

Gdy wszczęto alarm Joker wraz z dr. Shugartem byli przy celach w sektorze X. Dolores prawdopodobnie była z nimi. Ta dwójka naukowców zwykle trzymała się razem. Zwłaszcza w trakcie przeprowadzania testów, eksperymentów i tym podobnych. Natomiast obiekt 54 był w zasadzie cieniem swojego opiekuna. Trzymał odpowiedni dystans, by nie ograniczać mu przestrzeni osobistej, ale prawie zawsze był gdzieś w zasięgu głosu. Było więc normą widzieć tę trójkę razem.
Gdy usłyszeli, że coś się dzieje, Joker wbił spojrzenie w dr. Shugarta gotowy przyjąć polecenie.
-Idź to sprawdzić.- rozkazał mężczyzna zerkając tylko na chwilę na chłopaka.
-Tak jest. - Joker potwierdził przyjęcie rozkazu i ruszył w stronę schodów upewniając się, że ma swój pistolet i że jest załadowany. Miał w nim środek usypiający. Idea była taka by powstrzymać obiekt nie robiąc mu większej krzywdy niż potrzeba, a to było lepsze od mutazyny. Nie trzeba się potem szarpać z pozbawionym mocy mutantem tylko po prostu się go zanosiło gdzie trzeba. Nie używał go dzisiaj, więc powinien być pełny. Gdy tylko wyszedł, jego opiekun zwrócił się do Dolores.
-Skoro to intruzi, to powinniśmy dopilnować, by w razie czego obiekty nie były w stanie im pomóc.- stwierdził. Powinni chociaż podać wszystkim mutazynę by ograniczyć ich możliwości. Albo wprowadzić w krótką śpiączkę. Mieli na to środki.

Tymczasem Joker dołączył do strażników i korzystając z tego, że nie dotarł na miejsce pierwszy ocenił sytuację na razie szukając zagrożenia. Widać było ofiary u podnóża schodów i rozkwitające na ich piersiach plamy krwi, ale skąd mógł nadejść atak? Najbardziej prawdopodobne drogi były dwie. Z góry albo... wzrok Jokera zatrzymał się na drzwiach garażu. Były metalowe więc nie potrafił ocenić czy ktoś jest po drugiej stronie, ale była to jedna z łatwiejszych dróg do środka. Klepnął w ramię jednego czy drugiego strażnika, którzy nie pobiegli na górę i wskazał im drzwi. Nie mówił nic. Teoretycznie nie był dowódcą, ale o jego lojalności oraz kompetencji już się zdążyli przekonać przynajmniej kilkukrotnie. Skoro wolał się upewnić się, że nikogo nie ma za drzwiami to były ku temu podstawy. Sam również w pierwszej kolejności skierował się właśnie tam.

Marian Cook - 2020-01-26, 02:40

Marian czuł, że spieprzyli. Albo raczej on. Zbyt szybko, zbyt nagle, zbyt gwałtownie... Musi się wiele nauczyć. Ale najlepiej aby nauczył się tego bez żadnych kosztów- dlatego wiedział, że musi działać.
Myślał już o tym wcześniej, ale ich drużyna brakowała jednej osoby. Kogoś, kto mógłby zabezpieczać ich tyły, kto mógłby z ukrycia obserwować i dawać wskazówki- ale znalezienie kogoś takiego graniczyło z cudem. Mieli co prawda Vincenta, ale on bezpośrednio uczestniczył w akcji, był częścią całego harmidru który się rozpoczął.
Marian pokładał duże nadzieje w umiejętności ich dowodzącego, był jedyną osobą która w tej chwili mogła znależć wyjście z tej sytuacji.
- Pójść na dół? Mogę chociaż spróbować spowolnić ochroniarzy.
Powiedział to drżącym, ale na pozór spokojnym głosem i oczekiwał odpowiedzi. Spokój. Myśl. Działaj. Tylko tego pragnął na tą chwilę- być użytecznym. Jego serce łomotało jak młot, który tłucze mięso na schabowe. Jakby właśnie dotknęła go kobieta. Jakby byli w śmiertelnym zagrożeniu. A, nie, chwila.
- Cholera...
Mruknął pod nosem przygotowując zdecydowanie za głośny i niecelny pistolet oraz sięgając po Patelnię. Czas nadszedł. Na codzień pichci wiele rzeczy, ale dzisiaj zgotuje swoim wrogom danie, na które nie byli gotowi. W tym danie w morde.

Chloe Harper - 2020-01-26, 21:56

Chloe nawet nie zdążyła zapytać co ona robi, kiedy kobieta posłała kule w pracowników. zamordowała ich z zimną krwią, a przecież to byli cywile! Pracownicy gospodarczy! Sprzątaczka i majster! Co im zawinili?! Wystarczyło ogłuszyć a teraz leżeli obok siebie... martwi... w kwitnących plamach krwi.
Jakby było mało, z góry też dobiegło jakieś huknięcie, a potem alarm. Trupa postawiłoby to na nogi.

-Kurwa... - jęknęła dziewczyna. Czy ktoś wspominał, że byli po uszy w gęstym szambie... a nie.. Marian szambo zrobił na górze... ale wszyscy mieli srogo przejebane. Zewsząd dało słyszeć się nadbiegających strażników, jakieś krzyki.
I po co im to było?
Ciekawe kto bardziej zjebał? Laska na dole mordująca cywilów, czy chłopaki na górze przy IT. Jeden czort... tak czy siak musieli walczyć.
Chloe bez żadnej ofensywnej mocy nie wychylała się na pierwszą linię. Żaden z niej też strzelec. Musiała poczekać, aż ktoś zapewni osłonę własnymi działaniami, by ona mogła wskoczyć na bliski dystans i w zwarciu porozkładać tych frajerów. Teraz, sama jakby się pokazała mogła jedynie zarobić kulkę...

Bradley Grey - 2020-01-28, 18:56

Brad uśmiechnął się po nosem, gdy usłyszał co dzieje się na dole. Zdecydowanie fajniejsze klimaty niż tutaj. Zwłaszcza, że sprawy zaczęły się komplikować.
Zlikwidowanie ochroniarza nie było żadnym problemem i za chwilę padł bez życia na własne wymiociny. Niezbyt przyjemna śmierć, to trzeba przyznać. Chyba nikt nie chciałby w ten sposób skończyć.
Za chwilę jednak wyskoczył drugi ochroniarz, który niestety zdążył zauważyć plamę krwi, która cały czas się powiększała. Tu Brad dostał trochę pstryczka w nos, bo przecież mógł go zabić tak, by nie polała się krew. Ale na tamten moment jego metoda wydała mu się najrozsądniejsza.
I wtedy ich zobaczył. I niestety zdążył powiadomić o ich wizycie pozostałych, co nie wróżyło dobrze. Zaraz zawyje alarm, zwali się więcej ochroniarzy i będzie jatka. Sztylet Brada nawet nie zdążył dolecieć do drugiego ochroniarza, bo Vincent skręcił mu kark.
- Wiedzą o nas - powiedział przez komunikator do tych na dole, by mieli się na baczności. Teraz nie było czasu do stracenia.
Na pytanie Mariana nie odpowiedział, bo nie dowodził tutaj, więc nie miał ostatecznego głosu w sprawie.
Gdy Vincent ruszył do pokoju IT, Brad chwycił w rękę broń, a drugą miał wolną do używania mocy. Pobiegł za dowódcą, osłaniając go w razie ataku.
Gdyby w środku było więcej strażników, zamierzał zabić ich strzałem z pistoletu w głowę. A jeśli nikogo nie będzie to od razu rzuci się do komputerów, by wyłączyć kamery.

Vincent Edams - 2020-01-28, 19:09

Dolores była wściekła...i przerażona. W głębi duszy wiedziała, kto po nią przyszedł. Nie spodziewała się, że Edams będzie tak bezczelny i tu wróci.
- Nie mamy jej aż tyle - warknęła,wyraźnie zdenerwowana do Shugarta, odprowadzając Jokera wzrokiem. - Poza tym myślisz, że ta banda osłów, da radę grupie uzbrojonych mutantów? - miała na myśli oczywiście ochroniarzy. - Jeżeli dobrze myślę i wśród nich jest Obiekt 036, musimy uciekać. - nie miała zamiaru tu umierać, z rąk tego gówniarza, który napsuł jej krwi. On i jego durna, bezużyteczny siostrzyczka - Ryan...musimy się stąd ewakuować. - zwróciła się do niego ponownie

Tymczasem u góry


Zrobiło się gorąco. Za szybko. Vincent spojrzał na Mariana.
- Idź. Tylko uważaj na siebie. Ja postaram się otworzyć zdalnie cele....albo cokolwiek. Brad chodź ze mną. - rzucił się do pokoju IT, w którym na szczęście już nikogo nie było. Przyjrzał się obrazowi z kamer. Widział Dolores....krew mu się w moment zagotowała w żyłach...Oczywiście w towarzystwie Shugarta... Zaraz zaraz...Brakuje tu kogoś w tym namiętnym trio. Rozejrzał się i znalazł go w towarzystwie ochroniarzy.
- Chloe, zbliża się do was mutant, mówią na niego Joker. Wyprali mu mózg, jest cholernie niebezpieczny. - niestety Vinc nie wiedział, jaką moc ma Joker. Z pewnością się przed nim nie ujawnił. - Postarajcie się go nie zabić, może się jeszcze przydać.
Zaczął przyglądać się panelowi sterowania i próbować rozpracować co do czego.
- Trzeba otworzyć cele. Robienie tego pojedynczo zajmie za dużo czasu


Tymczasem na dole
ochroniarze posłuchali Jokera i zbliżali się coraz bardziej do drzwi. Za drzwiami z pewnością nikogo nie było, ale wyżej na schodach była druga część ekipy ratunkowej. Pytanie, kto zaatakuje pierwszy ? Od tego mogło zależeć życie jednej ze stron.

odpisy do 30.01.2020 do 20:00

Chloe Harper - 2020-01-28, 21:49

Skończyło się babki sranie po krzakach. Musieli przejść do konkretów. Dostali w uchu ostrzeżenie, że na dole, prócz zgrai strażników jest też mutant wyprany z mózgu... cudownie. Ciekawe jaką moc ma to zombie... lepiej żeby jesieni średniowiecza im tu nagle nie urządził. Dziewczyna ostatecznie nie chciała znaleźć się w jednym z tych cholernych sal eksperymentalnych!
-Okej... cholera... - Mruknęła. Przyjęła wiadomość. Czas uciekał, a nikt z jej grupki nie kwapił się jakoś do ataku.
Mieli jednak szczęście w nieszczęściu i banda poszła zbadać pierwszy nasuwający się punkt, w którym mogli być oni. Drzwi do garażu.
To chwilowa przewaga, ale trzeba było z niej skorzystać, bo jak dostrzegą ich tu, wytłuką ich na dystans jak kaczki!
-Co z wami do chuja? Ruszyć dupy, bo nas rozwalą. - Syknęła do swojej połowy "suicide squad'u" po czym w swoim stylu karate - ninja zeskoczyła ze schodów i bezszelestnie, jak kotka ruszyła na tyły wroga. To te jedna szansa, moment zaskoczenia i ich pałeczka.

Chciała podbiec za plecy ostatniego z tyłu pechowca, kopniakiem w ścięgno powalić no kolana, po czym sprawnym ruchem skręcić kark. Szybko i na temat, byłoby jednego mniej. Jego kolegę po swojej prawej, gdy zaskoczony śmiercią kumpla spojrzy na nią poczęstuje wyszarpanym właśnie z karwasza nożem w oko. Koledze po lewej, żeby w razie nie zdążył wystrzelić, podbije broń szybkim ruchem w górę, przy odrobinie szczęścia łamiąc mu nos, po czym, wyciągając drugi nóż sprawnie skoczy mu za plecy. Tak, tak chce zrobić sobie z niego tarczę. Ostrze noża przyciśnie mu do karku, żeby nie fikał, bo poprzestawia mu kręgi. A reszta strażników, która już na bank zdąży zobaczyć, że mają towarzystwo i to nie ze strony, z której oczekiwali, śmiało może zacząć do niej strzelać... do jej tarczy w sensie.
Nim jej tarczę i ją tam rozstrzelają to reszta ekipy może się ocknie i też wkroczy do akcji. Ona tylko karate zna, dobrze walczy, nie potrafi zabijać kierowanymi wolą, latającymi kulami, razić prądem, wywoływać sraczki, ani razić lasem z oczu!

Colleen Marie - 2020-01-28, 22:20

Może i mogłam przewidzieć, że zabicie tej dwójki spowoduje hałas, a hałas przywoła ochroniarzy i całą bandę ludzi, którzy wcale nie będą patrzeć na nas przychylnym okiem. Ale… czy mnie to obchodziło? Nie do końca. Nie przyszłam tutaj po to, by skradać się po schodach i wywoływać biegunki w pracownikach. Chciałam walczyć, byłam gotowa na walkę i… chyba właśnie ją dostałam.
Krzyki. I alarm.
Uśmiechnęłam się pod nosem, totalnie zadowolona z przebiegu sytuacji. Czy tak objawiał się masochizm? Możliwe. W między czasie nasz dowódca rzucił informacją, że wśród ochroniarzy jest niebezpieczny mutant, a ja jedynie zmarszczyłam nieznacznie czoło, zaciekawiona. Z pewnością nie zamierzałam go lekceważyć, ale nie odczuwałam też żadnej możliwej formy strachu.
Nie ruszyłam do ataku w tej samej sekundzie, w której usłyszałam alarm. Czekałam chwilę na rozwój wydarzeń, na to, aż usłyszę kroki i głosy bliżej schodów. Ta laska, co ze mną była, zaczęła się jednak drzeć, że mamy się ruszać, a ja tylko spojrzałam na nią z politowaniem, bo jej zdenerwowanie było śmieszne i żałosne jednocześnie. Chyba nie była jeszcze na zbyt wielu misjach, że tak panikowała, i decydowała się krzyczeć na swoich własnych ludzi. Nie odpowiedziałam jej jednak, bo mijało się to całkowicie z celem. Teraz miałyśmy ważniejsze rzeczy do robienia.
Dziewczyna zeskoczyła ze schodów, a ja natomiast postanowiłam po prostu po nich zbiec, co by nie ryzykować połamania nogi, czy coś.
Znów znalazłam się na parterze, zaraz obok dziewczyny, która właśnie walczyła z ochroniarzami. Ja niestety, w przeciwieństwie do niej, w bezpośredniej walce byłam beznadziejna, ale miałam moc, którą umiałam odpowiednio wykorzystać.
Uniosłam prawą rękę do przodu, by w raz z jej ruchem wyrwać z rąk kilku ochroniarzy ich pistolety. Nie było to nic, czego nie robiłam wcześniej setki razy, więc absolutnie nie powinnam mieć problemów. Następnie, pistolety odwróciłyby się lufą skierowaną w kierunku ich właścicieli i wystrzeliłyby, dziurawiąc ciała ochroniarzy i wywołując przy tym mnóstwo hałasu, ale kto by się przejmował, skoro i tak odkryli, że tu jesteśmy?
I w ten sposób, w ciągu zaledwie kilku sekund, pozbyłabym się całkiem sporej ilości zagrażających nam osób.

Michael Shugart - 2020-01-29, 22:40

dr Shugart
-Możnaby ich uśpić.- zauważył -Ale masz rację.- ucieczka była ich najlepszą opcją. Spojrzał jeszcze na rząd cel marszcząc brwi. Szkoda było zostawiać te obiekty i badania, które już mieli za sobą. Niestety, czas naglił.
-Naszą jedyną opcją jest garaż. Jeśli nie uszkodzili pojazdów powinniśmy być w stanie stąd wyjechać.- stwierdził i spojrzał na Dolores oczekując, czy potwierdzi, czy może ma jakieś tajne przejście, o którym nawet jemu nie powiedziała. Potrafiła być bardzo zapobiegawczą osobą, ale całkiem prawdopodobne, że nie spodziewała się tak bezpośredniego ataku na placówkę. Mężczyzna poklepał się po kieszeniach fartucha i spodni szukając kluczyków samochodu, którym przywiózł siebie i obiekt 54 do Alter Genetics.
-Przy schodach zobaczymy czy jesteśmy w stanie przejść obok tamtej walki. Joker może osłaniać ucieczkę.- dodał jeszcze. Ten chłopak był jego najlepszym obiektem i nie chciał tak po prostu go zostawiać. Tym bardziej, że był on idealnie posłuszny. Jednak sytuacja nie wróżyła możliwości zabrania go ze sobą.

Joker
Za drzwiami nikogo nie było. Tym niemniej lepiej było się upewnić żeby nikt im nie skoczył na plecy. Skoro to mieli sprawdzone, było już pewne, że napastnicy są na górze. Żaden z ochroniarzy jeszcze tam nie poszedł. Mógł ich winić? Tak. To w końcu była ich robota. Nie płacono im za owcze podążanie za nim.
Odwrócił się do schodów, ale zanim na nie wkroczył jego spojrzenie przyciągnął ruch nieznajomego zestawu kolorów. A dokładniej dwa. Jedna aura otaczająca mężczyznę stojącego na widoku, do którego zresztą Joker od razu strzelił oraz drugą, okrążająca zbiegowisko strażników. Nie rozpoznawał w tej kobiecie mutanta, ale trudno było nie zauważyć nadzwyczajnych zdolności walki w zwarciu. Przynajmniej jemu.
-Za wami! Zastrzelcie.- ostrzegł strażników. Pytanie czy to starczy by trzech z nich nie musiało iść do piachu. Dodatkowo w tym samym czasie z góry zbiegła mutantka władająca mocą telekinezy lub podobną, całkiem potężną. Skopiował ją do swojego arsenału, ale nie zamierzał od razu użyć. Strzelił kilkukrotnie do mutantki chcąc ją powstrzymać przed dokończeniem zaplanowanego manewru. Daleko nie miał zważywszy na to, że stał w zasadzie przy samych schodach.
A propo położenia, postarał się zmienić je na bardziej korzystne niż stanie między mistrzynią sztuk walki, a miotającą przedmiotami kobietą. Oddalił się od drzwi prowadzących do garażu i spróbował obejść tą z nożami.

Ukryj: 

Skopiowane umiejętności :
- Telekineza Colleen; użyto 0 razy

Bradley Grey - 2020-01-30, 00:34

Bradley nie znał tych ludzi, którzy szli korytarzami. Wiedział, że Vincent zna to miejsce i niektórych ludzi. W sumie ciężko nie znać, skoro tu przebywał.
Niemniej pobiegł za Vincentem do pokoju IT. Tam na szczęście nie było więcej strażników, więc od razu mogli rzucić się do sprzętu. Brad zamknął za nimi drzwi na zatrzask, klucz czy cokolwiek to było, żeby nikt niepożądany ich nie zaskoczył.
- Zostaw to mnie - Bradley usiadł na głównym miejscu, a jego palce od razu zaczęły sprawnie jeździć po klawiaturze. Vincent nie wyglądał jakby się na tym znał, więc pójdzie szybciej jeśli zrobi to sam.
- Na informatyce się generalnie nie znam, ale systemy bezpieczeństwa odnośnie kamer i cel przyswoiłem z pomocą kolegi hakera - wyjaśnił pokrótce, nie wdając się w szczegóły, bo i nie było na to czasu.
Nie było na szczęście żadnego kodu zabezpieczającego, bo przecież z zasady siedzieli tu strażnicy, którzy jacyś łebscy nie byli i musieli ogarniać takie sprawy.
Jego palce ze zręcznością wciskały klawisze, szukając odpowiedniego sposobu na otwarcie wszystkich cel naraz. Zajęło mu to chwilę, ale ostatecznie jego działania powinny przynieść zamierzony efekt i wszystkie cele powinny się właśnie otworzyć.
- Wyłączyć kamery? - zapytał, bo uważał, że powinni, żeby organizacja nie miała na nagraniach ich twarzy. Tyle, że wtedy sami stracą podgląd.
Miał nadzieję, że uda im się jak najszybciej zrobić to, po co tu przyszli i zejść na dół do walki. Jak wiadomo, Brad lubił być w centrum takich zdarzeń. Zwłaszcza, że teraz na dole była Colleen i nie chciał, żeby coś jej się stało.
Także jeśli otrzymał od Vincenta komunikat, że ma wyłączyć kamery to to zrobił.

Marian Cook - 2020-01-31, 18:27

Jego koledzy, a raczej koleżanki bo tamtych dwóch na razie siedziało na kompach (prawdziwi mężczyźni XXI wieku!), ruszyli do walki w zaciekłym ferworze. Widocznie nie było pisane spokojne załatwienie spraw, ale był przygotowany na taką możliwość. Nie zwlekając, zbiegł do nich jak najszybciej umiał a jego oczom ukazał się nienajprzyjemniejszy widok. No cóż, push i jush™.
W momencie w którym wbiegał usłyszał komendę nieznajomego mu głosu "zastrzelcie". Szybko zaczął się rozglądać. Było sporo uzbrojonych gości, zbyt dużo- chociaż widocznie nie dla tych pań. Chyba strzeli temu fotkę, aby jak ktoś się go jeszcze raz spyta dlaczego boi się kobiet to miał bardzo ładny obrazek. Nie. Kobiety = zagłada każdego mężczyzny. Amen.
W każdym razie po krótkiej ocenie sytuacji stwierdził, że ma mało czasu. Szczególnie ten Joker.... Go się najbardziej obawiał. Domyślał się, że to on musiał wydać rozkaz, że był to jego głos- i tak też zauważył jegomościa oddającego strzał. Nie zdążył zareagować, niestety- a nawet jak, to co mógłby niby zrobić?
Ale ten nagle zmienił miejsce. Próbował zmienić pozycję? Marian chciał się za nim rzucić, nawet jeśli wiedział że raczej nie ma szans wygrać- miał szansę go obezwładnić. A jego wartość zdecydowanie była większa niż Mariana. Z drugiej strony musiał przecież jakoś pomóc tej drugiej, prawda?
Miał w głowie tylko jeden, bardzo głupi pomysł.
- Niech lepiej mi po tym kupią dobrą klapę do sedesu....
Zażartował sam do siebie na dodanie otuchy. Użył na obu walczących z Chloe małego zachwiania zmysłu percepcji. Może to niewiele, ale miał nadzieję że wykorzysta taką małą przewagę. Nie chciał strzelać, poza tym że by nie trafił- to pewnie prędzej sobie zrobiłby krzywdę. Z Patelnią w dłoni, ruszył za Jokerem, a przynajmniej tak myślał że to on, mając tylko nadzieję że nie zestrzeli go tylko gdy się odwróci. To byłoby conajmniej nieetyczne czy coś.

Vincent Edams - 2020-02-01, 21:03

Ekipa ratunkowa podzieliła się na dwie grupy. Colleen, Chloe, Dale i po chwili Marian, walczą na schodach, lub u ich podnóża. Po drugiej stronie jest pięciu ochroniarzy i Joker, a następni są już zapewne w drodze. Vincent i Bradley są piętro wyżej w pokoju IT.

Dolores
Nie mieli czasu na usypianie mutantów. Wnioskując po odgłosach walki, właśnie się rozpętało małe piekło. Dolores zaklęła szpetnie pod nosem. Jedyna droga ucieczki prowadziła przez schody lub wyjście do garażu. I tam musieli się udać.
-Chodźmy - powiedziała nerwowo


Tymczasem u podnóża schodów.

Marian użył mocy, co zaważyło na dalszym sukcesie akcji. Chloe z bojowym szepto-krzykiem ruszyła do walki. Cóż to był za pokaz ! Bruce Lee powinien brać u niej korepetycje. Brakowało jeszcze wybuchu za jej plecami i ikonicznego "yeaaaaaah!" w tle, niczym w filmie Michaela Baya. Pierwszy ochroniarz nie miał szans i padł pod gradem ciosów. Drugi by z pewnością podzielił ten los, gdyby nie wkroczyła Colleen, cała na biało. Mężczyzna padł zabity z własnej broni a wraz z nim, trzech jego towarzyszy. Kobieta, niczym ten Żniwiarz, siała zamęt i śmierć w szeregach wroga. Co więcej mężczyzna, leżący najbliżej Marie, miał zawieszoną na szyi smycz z kartą magnetyczną, otwierającą cele. Cóż za fart !
Joker wkroczył do akcji. Nim się obejrzeli, Dale padł na ziemię, bez życia. Szczęśliwie był to strzałki usypiające, więc nie musimy uczynić minuty ciszy nad poległym przyjacielem. Zapewne Colleen podzieliłaby los towarzysza, gdyby nie moc Mariana, która zachwiała równowagą młodego Shugarta. Kiedy ten otrząsnął się, próbował zajść Chloe od tyłu. Czy mu się to uda ?

Tymczasem u góry...

Vincent pokiwał głową. Nie miał aż takiej wiedzy technologicznej, by poradzić sobie z systemem zabezpieczeń AlterGenetics. Co prawda szpieg Nicholasa poczynił pewne kroki, by go osłabić, ale wciąż Edams w tym temacie był noga. Szczęśliwie był z nim Brad, dla którego nie był to problem i za poleceniem Edamsa, wyłączył kamery. Tym samym wróg stracił możliwość zlokalizowania przeciwników.
-Zablokuj wszystkie wyjścia. Nikt nie może wyjść stąd żywy- miał oczywiście na myśli personel AlterGenetics, nie mutantów, których mieli uratować.
Gdy tylko to uczynił, chłopak kiwnął mu i ruszył pędem w kierunku schodów. Po odgłosach szło wywnioskować, że zrobiło się już gorąco. Gdy zauważył, co się dzieje u podnóża schodów, uruchomił wektory
- Musimy ich ominąć. Trzymaj się! - Brad poczuł, że wielkie łapsko, chwyta go z tyłu.
Chłopak wziął rozbieg i skoczył w dół. Należałoby się spodziewać, że spotkają się z podłożem i ucałują stopień, tracąc przy okazji kilka zębów. Jednak dzięki wektorom, niemal przefrunęli nad towarzystwem. Prędkość była zawrotna, więc by wyhamować i zamortyzować upadek, wykonał przewrót w przód i nie oglądając się, ruszył biegiem przed siebie. Liczył, że nie połamał przy tym Brada. Wyciągnął broń i odbezpieczył ją. Joker musi poczekać. Zresztą Chloe, Colleen i Marian radzili sobie znakomicie.
W drodze do sektora X, ujrzał ich - Shugarta i Dolores, która na jego widok aż zakwiczała ze strachu. Niestety na jego drodze, pojawili się trzej ochroniarze...

Colleen

Odpisy do 04.02.2020 do 20:00

Michael Shugart - 2020-02-04, 18:53

Dr Shugart ruszył za Dolores wydłużając krok aby ją wyprzedzić. Klucze znalazł w kieszonce koszuli. Szukał jeszcze swojej broni. Jeśli ją znalazł to czuł się pewniej mając ją w ręce i może strzelając do pierwszego mutanta innego niż Joker, który wejdzie mu pod celownik. A na pewno na kogoś takiego trafi. W końcu mieli zamiar prześlizgnąć się tuż obok głównego starcia.
Nie spodziewali się jedak natrafić na napastników tak szybko. Na ich drodze stanął obiekt 36 wraz z innym mężczyzną, pewnie również mutantem. Shugart cofnął się. Jeśli miał broń to jak najbardziej z niej skorzystał cofając się do jakiejkolwiek osłony i myśląc nad potencjalnym planem.
Tymczasem Joker również miał problemy. Z jednej strony kobieta zdolna po prostu wyrywać strażnikom broń i używać jej przeciwko nim, z drugiej mistrzyni walk w zwarciu, a z trzeciej jakiś maniak z patelnią. Tyle chociaż, że zdecydowanie nie był on wojownikiem. Jednak to nie koniec. Nad nimi przeleciał jeszcze obiekt 36 wraz z jakimś innym mutantem. Nawet jeśli nie widział twarzy Vincenta, jego aurę rozpoznał bez trudu. Nie mógł dopóścić żeby ta dwójka dotarła do dr Shugarta. Tym bardziej, że zaraz za plecami usłyszał wezwanie.
-Joker!- Twarz obiektu 54 nie zmieniła wyrazu, ale można było zauważyć różnicę w sposobie jego działania. Dotychczas jego manewry były mimo wszystko oszczędne, pozbawione większego ryzyka i użycia mocy. Teraz jednak żarty się skończyły. Kucharzowi sprzedał krótką piłkę w twarz lub jeśli ją zasłaniał to hak w podbrzusze. To może i nie wykluczy go z walki, ale zdecydowanie ostudzi zapał. Kobietę karate potraktował skopiowaną przed chwilą mocą. Chwycił telekinezą nóż, którego używała podczas walki i wyrwał z ręki od razu kierując ostrze w jej tors. Najlepiej gdzieś pod żebra. Oryginalny użytkownik mocy był w stanie wyrwać broń czterem, wcale przecież nie słabym mężczyznom na raz jakby zabierała dzieciom zabawki, a następnie wycelowała w nich i strzeliła zatem z wyrwaniem pojedynczego noża kobiecie (nawet takiej) powinien dać sobie radę.
Mając wolną drogę pobiegł pomóc swojemu opiekunowi zostawiając strażnikom ostatnią mutantkę. Zapewne wielu z nich zginie, ale jest to poświęcenie, na które Joker był gotów. Ważne żeby utrzymali ją chociaż chwilę dając mu czas na rozprawienie się z tamtą dwójką.
Gdy tylko w zasięgu jego mocy znalazł się obiekt 36 oraz jego kumpel, Joker ocenił co potrafią i skopiował wektory skoro tej dziwacznej, manipulującej rzeczywistością mocy nie był w stanie.

Ukryj: 

Skopiowane umiejętności :
- Telekineza Colleen; użyto 1 raz
- Wektory Vincenta: użyto 0 razy



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group