To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Spin-off Universe - T-Mobile Park - Enchant Christmas

Chloe Harper - 2020-01-09, 21:31

Przełamawszy się opłatkiem z dziewczyną i złożeniu życzeń miała ruszyć dalej by obdzielać opłatkiem i składać życzenia... skoro i tak już każdy był w nastroju, to nie było dalej co zwlekać. Pierwsza jednak podeszła do nich kobieta.
-Cześć Esther. - Przywitała się z szerokim uśmiechem. Wyglądały na rówieśniczki w przybliżeniu, z resztą, Chloe już raczej nie mówiła nikomu na Pani/Panu... chyba że wyraźnie starszej osobie, ale tak to nie, była otwarta i gadatliwa, więc i tak raczej szybko przechodziło się na Ty. Od razu też podsunęła jej koszyk z opłatkiem.
-Jasne, bierz ile trzeba. - Zaśmiała się potrząsając delikatnie koszem.
Odgarnęła burzę brązowych kłaków z oczu i gdy kobieta sięgnęła opłatki, Chloe wyciągnęła drugą rękę ze swoim, którym już przełamała się z młodszą koleżanką.
-Wesołych Świąt, spełnienia marzeń i wszyyystkiego DOBREGO

Jane Hills - 2020-01-10, 13:38

Rozmowa powoli zaczynała się toczyć. Mężczyzna z gadzim ogonem przywitał się z nowoprzybyłą, sam również się przedstawił i polecił Elaine ciastka. To miłe, że zrobiły na nim wrażenie. Jane stopniowo układała sobie jak potencjalnie może kontynuować rozmowę, jaki może być następny temat. Oboje wydawali się sympatyczni i zrównoważeni, więc była to szansa by zacząć się otwierać.
Już miała się odzywać gdy nagle ktoś rzucił się na Chrisa. Wyglądało na to, że jest on całkiem rozpoznawalny. Kobieta, która do nich dołączyła była bardzo żywiołowa. Nawet za bardzo jak dla Jane, ale to pewnie kwestia gustu. Wydawała się też mocno roztrzepana. Praktycznie przeciwieństwo Jane, która prawdopodobnie nie podeszłaby do jaszczura gdyby nie siedział sam. Chociaż też starała się być miła. Na swój... dość głośny sposób.
-Jane.- przedstawiła się ponownie, bo Sam nie było jeszcze gdy przedstawiała się Elaine. A przynajmniej jej wtedy nie zauważyła. Przedstawiła się imieniem skoro osoba "po drugiej stronie rozmowy" również tak zrobiła. Rozbawienie i roztrzepanie Sam mogły wydać się w pewien sposób pocieszne, ale dla Jane były też nieco przytłaczające. Jak dla większości cichych osób postawionych przed kimś pewnym siebie i mającym dość energii by zasilić całe miasto wraz z okolicznymi wsiami. Do tego pijanym lub przynajmniej wstawionym.
Jednak była szansa na nawiązanie jakiegoś kontaktu. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak to jak Sam skomentowała między wierszami postawę Jane... To nie skreśliło jeszcze kobiety w oczach młodej Hills, ale złapała minusa. Co jej przeszkadza, że dziewczyna jest cichsza? I jeszcze proponować jakieś niesprecyzowane "coś" co pewnie było alkoholem czy innym środkiem odurzającym jako rozwiązanie. Jakby to jaka jest było problemem! Chociaż może i miała rację. Mając aspiracje na przejęcie roli ojca w firmie Jane nie powinna tak łatwo ustępować pola osobie, która ma skupienie na poziomie złotej rybki z akwarium. Zaraz pojawił się jeszcze jej... chłopak? Chyba. Tak czy inaczej dla młodej Hills zrobiło się tu nieco zbyt tłoczno. Wycofała się cicho i jeśli nikt do niej nie zagadał oddaliła się znaleźć jeszcze kogoś siedzącego na razie sam. Albo może opłatek weźmie. O, to jest jakiś pomysł.

Mistrz Gry - 2020-01-12, 20:02

Pierwsze znajomości zostały zawarte, a starzy kompani zdołali się odnaleźć gdzieś w tłumach. Czas mijał nieubłaganie a wraz z nim słońce skrywało się coraz mocniej za horyzontem - pozostawiając po sobie już tylko blady blask gdzieś na końcu świata. Mrok ogarniający niebo dało się zauważyć nawet mimo licznych kolorowych lampek rozwieszonych wzdłuż całego parku, a na nieboskłonie zaczęły się pojawiać pierwsze gwiazdy - czy ktokolwiek skupił na nich swoje spojrzenie, czy raczej światło księżyca skutecznie zaćmiło ich wzrok?
To był ten moment, gdy na niewielkiej scenie przypominającej swoim wyglądem drewnianą szopkę przycichła świąteczna muzyka, a na jej środku stanęli sami bracia Weller - wcześniej otwarcie zaangażowani w walkę z mutantami, dziś stawali z opłatkiem w dłoni przed ludźmi i obdarzonymi, z przygotowanymi pięknymi przemowami.
Przepraszali za lata uciśnienia, za własne działania na szkodę jedności, na której zawsze im zależało. Dziękowali za możliwość odkupienia swoich win, wraz z tym dniem radości. Dziękowali za możliwość spędzenia tego czasu z rodziną - niezależnie od tego, czy ich gen X został aktywowany, czy też nie. Prosili o zrozumienie i dzielenie się radością, oraz życzyli wszystkiego dobrego każdemu z zebranych.
Nim jednak podzielili się opłatkiem między sobą - dali szansę każdemu chętnemu na dołączenie do tej magicznej chwili - czy osoby odpowiedzialne za dzisiejszą strawę zechcą życzyć wszystkim smacznego? A może była Pani prezes samego GC zechce się podzielić świątecznymi życzeniami? Może to dzieci odważą się przejąć dziś głos, wbrew staremu powiedzeniu?

Niech staną się świąteczne cuda, gdy magia ogarniała każdego zebranego...

______________________
Zadania Mistrza Gry nie są obowiązkowe. Za każde wykonane zadanie możecie zdobyć punkty, które na koniec rozgrywki zostaną podliczone. Osoby z największą ilością zebranych punktów otrzymają dodatkowe niespodzianki prosto z worka świętego Mikołaja!
    Zadanie główne:
Zgarnij opłatek od Chloe, i podziel się z jak największą ilością postaci! - Ostatnie szansa!
Haczyk? Nie będą uznawane posty o treści "Dzielę się opłatkiem ze wszystkimi" - by interakcja została uznana, postaci albo muszą się znaleźć w jednym miejscu, albo musi być podkreślone, jak bohater podchodzi do każdej postaci.

    Zadanie specjalne:
Zostań chytrą babą z Radomia Seattle! Zgarnij ze stołu tacę pełną smakołyków w taki sposób, by nikt Cię nie dostrzegł!
Wypatrz pierwszą gwiazdkę na niebie i pomyśl życzenie - może akurat dzisiaj się spełni?
Wejdź na scenę z własnymi życzeniami! Zaskocz wszystkich piękną przemową.

Samantha Bartowski - 2020-01-14, 20:33

Chyba ciężko było mi ukryć tę kwaśną minę, która zagościła na mojej buźce, gdy tylko spotkałam się z takim... Taką... Taką niewdzięcznością!
Ja tu z serduszkiem na dłoni, swoje prywatne, niewielkie zapasy im oferuję, co by na grzańce majątku tracić nie musieli, by być potraktowaną niczym osoba niespełna rozumu. Za co, że lepszy humor po kilku (ekhem) głębszych mi dopisywał?
- Oj no przestańcie, przecież nie gryzę. To raczej domena tego o tu. - Przewróciłam teatralnie oczyma, po chwili wskazując na łuskowatego, co to siedział sobie z utęsknieniem wgapiając się w pierożki. Na moje nieszczęście - nie spodziewałam się, że karma tak szybko się odezwie, i po chwili to na mnie się ktoś rzuci...
- Ojapierdykam... - Wysyczałam przez zęby, czując jak moja piersióweczka niewygodnie wbija mi się w żebra, gdy #tengorszyBartowski próbował się popisać swoją siłą, tak mnie przy innych unosząc. - Ty to ćwok jesteś, wiesz? - Stwierdziłam po chwili, ściągając ku sobie moje brwi, gdy moje nogi znów spotkały się z ziemią. - Poza tym, to żadne objadanie. Jedno ciastko to nie ciastko, a jedno piwo to nie piwo, no. - Wygłosiłam starą ludową mądrość, po chwili zauważając jak biedna brunetka chyba się wystraszyła tego całego przedstawienia. No cóż, nie bez powodu w innych liniach czasowych Bartowscy nie spędzają ze sobą tak wiele czasu, no nie?
- Słuchaj no, bo ja to tą swoją lepszą próbuję znaleźć, ale w sumie to chciałam zobaczyć tę żywą szopkę, idziesz ze mną? - Odpowiedziałam na pytanie Aarona, po chwili wskazując kciukiem na obiekt mojego zainteresowania. - A jakby ktoś z Was zmienił zdanie, to no. Będę tam! - Dodałam po chwili, kierując się już w stronę rudowłosej, młodocianej i Jaszczurowatego, zanim pociągnęłam tego mojego bliźniaka ku małemu zoo. No bo co? Wyższy był, to miał większą szansę wypatrzeć w tym tłumie tę moją małą.
Idąc ku tej sztucznej zabudowie, podniosłam swój wzok ku niebu. Nie miałam chyba co liczyć na spadające gwiazdy, a mój wiek niestety sprawiał, że podświadomie zdawałam sobie sprawę z tego, że większość tych błysków na niebie to tylko satelity - w końcu większość ciał niebieskich nie miała na tyle sił, by przebić się ponad blaskiem świateł miejskich. Ale czy to broniło mi marzyć?
Tutaj miałam doskonałe życie, chyba nie mogłam chcieć niczego więcej. Mimo wszystko jednak po myślach przebiegła mi ta moja mała kruszyna. Chyba... Chyba po prostu chciałam z nią dzielić te magiczne chwile...

Emma Williams - 2020-01-14, 22:09

Jak podbiegłam do pani Chloe to uśmiechnęłam się do niej. Słysząc jej słowa, o tym, że nie jest panią tylko Chloe. Miałam już mówić, że jest duuużo starsza od de mnie i należy się szacunek. Przynajmniej tak mówili rodzice i ciocia. Jednak podeszła do nas ciocia Esther. Ba mówiłam tak na nią, bo była fajna, a Ania była dla mnie jak druga siosta, bądź kuzynka.
- Dziękuje, a ja życie Pani...Chloe. Wszytkiego co najlepszego, zdrowia, szczęścia noi rycerza na białym koniu - powiedziałam do pani Chloe zaraz po jej życzeniach. Nie wiedziałam jak zareaguje na to ostatnie czy już nie ma jakiegoś rycerzą bądź księcia.
- Jasne, że tak - powiedziałam do cioci Esther oraz poczekałam jak podzieli się z panią Chloe. Później również życzyłam jej tego samego co PANi tylko, że dodałam jeszcze więcej cierpliwość do Ani i Vanessy. Sama nie raz słyszałam, że do mnie jest potrzeba anielska cierpliwość, bo wszędzie mnie pełno.
- Chodźmy razem do szopki lub do stołu zjeść coś słodkiego, puki tatko nie widzy. Proszę...- powiedziałam robiąc oczka jak kot z bajki. Któremu ciężko się sprzeciwić. - Tam też będą inni z którym możemy podzielić się opłatkiem.

Ricky Roseberry - 2020-01-14, 22:18

Nie wiedziałam co robię zgadzając się na przyjście tu. Nie lubiłam zbyt dużej ilości ludzi, a tu zapowiadało się bardzo duże imprezowanie. Na co akurat jakoś bardzo nie narzekałam. Lubiłam balować, ale nie po to żeby ktoś składał mi życzenia czy cokolwiek, a dlatego żeby się napić i spotkać się z moją Samanthą. Miałam nadzieję że spotkam tu trochę znanych mi twarzy ale z tym akurat ciężko przy tylu osobach.
Oczywiście jak to ja musiałam zgubić się gdzieś w tłumie i szłam rozglądając się dookoła. Kogo szukałam? Nie wiem. Na pewno Sami, ale jeśli przewinąłby się ktoś kogo mogę znać ze szkoły czy ktokolwiek inny choć trochę bardziej mi znany to na pewno byłabym zadowolona. Przecież miałam małą niespodziankę dla tej mojej wojowniczki. Nie mogłabym przegapić tak dobrego momentu jakim jest uliczna wigilia. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszukałam dłonią w kieszeni kurtki mój prezent dla niej. Miałam nadzieję, że moje marzenia się spełnią i właśnie do tego dążyłam.
Ruszyłam w stronę sceny. Skoro pozwalali składać życzenia przez mikrofon to miałam pewien pomysł. Weszłam na scenę i zabrałam mikrofon. Rozejrzałam się po tłumie osób i na parę sekund mnie zamurowało. Zaczęłam mówić mając nadzieję że zobaczę Samanthe w tłumie.
- Wybaczcie mi wszyscy tu ludzie zebrani, że musicie słuchać kobiety która ma coś w bani. Ukochać was wszystkich bym chciała, ale miłości nie będę tak rozlewała. Za to życzę wam wszystkiego najlepszego i bogactwa jak największego, Zdrowia przede wszystkim wam życzę, a mądrości od was pożyczę, bo słów mi zaczyna brakować, a coś jeszcze muszę uszykować. Więc na zakończenie powiem wam, że więcej życzeń już niestety nie znam. - mówiłam z uśmiechem i zeszłam szybko ze sceny ruszając w stronę gdzie ze sceny zobaczyłam kobietę i mężczyznę podobną do Samanthy i Aarona. Głupio się czułam składając takie życzenia, ale raz się w końcu żyje, a ja miałam jeszcze coś do załatwienia. Podeszłam do Sami i ją przytuliłam.
- No nareszcie Cię znalazłam. - uśmiechnęłam się do niej i do Aarona, którego od razu przytuliłam na powitanie. Wiedziałam że będę musiała wziąć Sami na bok, ale to później. Musiałam tylko pilnować żeby nie napruła się za bardzo bo jednak wolałabym żeby coś z tego dnia zapamiętała.

Marian Cook - 2020-01-15, 18:22

Głowę Mariana myśl jedna zaprzątała- Święta! Święta! Cud Boski, Chwała! Radość, przyjaźń, nadzieje, rodzina- niech nikt kołka nie trzyma czy pośladków nie spina. I tak wesoło odmaszerowawszy, otworzył się przed nim świat cudowny, piękny- i prawie go nie poznawszy, uśmiech na jego wesołej twarzy skierował do wszystkich, czy to młodzi czy starzy.
- Ho, Ho, Hejże hola! Wesołych Świąt, Bogatego Gwiazdora! Rodziny, znajomi, przyjaciele- ludzie, zabawa trwa, nie żyjemy w ułudzie! Cuda się zdarzają, ludzie kochają- i tego wam życzę, by odpuściły życia gorycze!
Oczywiście widząc tłum ludzi nie potrafił się pohamować, ale tego już chyba nie muszę sprostować. Wszystkie możliwe pozytywne epitety z tego świata weszły w jedną chuderlawą postać młodego kucharzyny, który susząc wciąż ząbki szukał zadymy. Oczywiście, rzeczy wszystkie przygotował- jedzenia, potrawy, nawet ktoś mu wtórował. Było to takie piękne przeżycie... Ale czy aby na pewno wystarczająco sycie? To go trapiło, męczyło, suszyło, jednakże z wesołego tonu wciąż go nie zbiło. Rzucając się spóźnionym w wicher zabawy, szukał przyjaciół- i innych skorych do wrzawy.

Vanessa Grenville - 2020-01-17, 13:46

Vania wbija!/

Nie znosiła świąt bo one są do...właśnie! Ale była tutaj, bo wiedziała że tutaj będzie mogła spędzić nieco czasu na beztrosce. Właśnie się rozglądała dookoła gdy w końcu dostrzegła Esther. Widząc kochaną ciocię rzuciła się biegiem w jej stronę i dopadła ją obejmując w pasie.
- Wesołych Świąt ciociu!
Pisnęła radośnie nie przejmując się w ogóle niczym. To dzień radości, spokoju...dzień w którym mogła chociaż raz czuć się bezpiecznie. Wyszczerzyła się od ucha do ucha nie puszczając jej nawet na chwilę.

Esther Goth - 2020-01-17, 17:50

Choinka była już gotowała można było rozejrzeć się za bliskimi. Jednak skoro jeszcze nie wypatrzyła nikogo z nich w tym tłumie. To przynajmniej weźmie dla nich opłatki. Za nim te znikną jak świeże bułki z piekarni i ludzie je wybiorą.
- Dzięki - powiedziała odnośnie tego, że kobieta zgodziła się dać jej więcej niż jeden. Chociaż raczej powinna mówić jej po imieniu. Skoro mieli za sobą przestawienie się i wymianę zdań. - Również tobie życzę spełnienia wszystkich pragnień i celów oraz świąt Bożego Narodzenia w radosnej i rodzinnej atmosferze - złożyła życzenia nowo poznanej dziewczyna.
- A tobie aniołku życzę masę słodyczy i bogatego Gwiazdora - powiedziała do Emmy tej samej chwili, kiedy została zaatakowana przez swoją bratanice Vanesse. Uśmiechnęła się do niej radośnie oczywiście nie omieszkała jej trochę połaskotać. Cóż niech ma jakąś karę za doprowadzanie ciotki do zawału. Chociaż cieszyła się, że przyszła, bo co to były za święta bez rodzinny.
- Część Van przyszłaś z tatą czy z kimś innym? Poza tym Emma chce iść do szopki bądź do stołu po słodycze. To, co wolicie pierwsze dziewczynki - powiedziała do nich, bo nie wykluczała tego, że Van pójdzie z nimi. Ktoś musi ratować ją od Emmy, a tak skupi się na nich dwóch, a nie tylko na niej. - A ty Chloe idziesz z nami? - zapytała się dziewczyny, bo Emma miała trochę racji, że tam też będą ludzie, którzy na pewno nie wzięli jeszcze od nie opłatka.

Vanessa Grenville - 2020-01-18, 20:43

Była szczęśliwa, chociaż ten jeden raz, ten jeden. Uśmiech nie schodził jej z twarzy i świadomość, że miała swoją "niańkę", która miała jej pilnować by nic się nie stało nie robiło na niej różnicy. Nic, ani nikt nie zniszczy tego dnia.
- Tata wysłał ze mną jednego z ludzi.
Szepnęła tak, by tylko ona mogła słyszeć to co mówiła.
- Szopka! Potem słodkości.
Zawołała wesoło rozglądając się dookoła. Tyle ludzi dookoła, wszystko takie...inne. Cieszyła się jak dziecko i nie ukrywała tej radości. Nawet nie przerażała ją świadomość, że to może być tylko chwilowe!

Jane Hills - 2020-01-19, 01:25

Jane korzystając z tego, że chwilowo nikt się nią nie interesuje spojrzała w niebo. Zainteresowanie astronomią ułatwiło dostrzeżenie pierwszego punktu na niebie nie będącego satelitą. Podobno jeśli pomyśli się życzenie do pierwszej gwiazdy to się spełni. Czemu w ogóle o tym pomyślała? Przecież to dziecinne i głupie. Nie dość, że gwiazdy są tylko kulami gazu wiele lat świetlnych stąd to jeszcze tym pierwszym jasnym punktem na niebie nawet nie była gwiazda, tylko Jowisz. Musiała się chwilę zastanowić jakie chce życzenie i przez ten czas wypatrzyła faktyczną gwiazdę. "Niech następny rok przyniesie same dobre zmiany i niech tata ma czas chociaż mnie stąd odebrać osobiście." pomyślała do nieba. Spojrzała na Gekona i Rudą. Mając przed sobą tylko dwie osoby, w dodatku dość ciche nie miała takiego problemu się odezwać.
-Jowisz.- wskazała niemrugający, ale też pozornie nieruchomy punkt na niebie -Zwykle mylony z pierwszą gwiazdą, bo jest jasny, pojawia się pierwszy i bywa jedynym obiektem astronomicznym widocznym z miasta. A tam jest prawdziwa pierwsza gwiazda.- podzieliła się też ciekawostką.
Poprawiła kosmyk włosów patrząc czy w ogóle ich to zainteresuje. Nie każdy interesuje się astronomią i nie każdy chce pewnie takich ciekawostek słuchać. Jane potknęła się o to już tyle razy, że zebranie się na ten krótki komentarz wymagało od niej odwagi. Teraz uciekła wzrokiem i wyglądała jakby chciała przeprosić, że odezwała się niepytana.

Aaron Bartowski - 2020-01-19, 16:05

- A ty menda – odparłem, skoro już wymienialiśmy się uprzejmościami, to wymieniamy się uprzejmościami na całego! Po tym wyprostowałem z wyższością, jak gdybym już od dawna nie górował wzrostem nad Samanthą Bartowski i kontynuowałem swoje mądrości. – Zaś jedna butelka whisky to nie whisky? Oszczerstwa jakieś, Samantho – odparłem rozbawiony, po czym ruszyłem za nią gdzieś tam na te poszukiwania jej lepszej, jak gdybym nie był nią ja sam, heh. Ale fakt faktem, Ricky również była tę lepszą od Sam, więc ostatecznie nie zamierzałem się kłócić, bo jeszcze, broń mi tu Boże, w wyniku jakichś źle wyciągniętych wniosków, Sam okazałaby się być tą najlepszą, a wtedy niechybnie doszłoby to jakiejś apokalipsy.
Tak patrząc na tę szopkę, to w sumie zastanawiałem się, czemu nie brałem w niej udziału. Śmiesznie by było. Napakowany Józef. Albeczka mogłaby mi towarzyszyć… Ale fakt faktem, że w sumie nie mógłbym tego zbyt długo znosić. Wolałem pomóc w kuchni czy w innych drobnych czynnościach.
Ou! Ale tu nam uwagę, widowiskowo dosyć, przejęła Ricks. Spojrzałem w kierunku sceny, robiąc z pewnością niemało zaskoczone oczy na te typowe, rymowane życzenia wypływające z ust Roseberry, po czym jej przyklasnąłem, a chwilę później również przytuliłem.
- Wy obie chyba coś dziś ćpałyście – stwierdziłem rozbawiony., po czym postanowiłem się ulotnić, by im dać nieco przestrzeni, prywatności. – To ja się ewakuuję. Do potem. Teraz ciekawsze rzeczy mam do roboty niż stanie z wami – rzuciłem, przytuliłem je raz jeszcze jednocześnie i zwiałem. W kierunku stołu. Miałem nadzieję, że znajdę coś tam lekkostrawnego, pozbawionego niepotrzebnych tłuszczy i takie tam.
Chwilę później przysiadłem się do Christophera, Elaine i Jane. Zamierzałem, oczywiście, coś zjeść, ale wpierw wypadało zagadać i takie tam, więc… Chyba nie kojarzyłem tych twarzy, ale może po kolei.
- Hej. Znamy się… czy dopiero się poznamy? – zapytałem niepewnie, po czym postanowiłem dodać nieco znaków rozpoznawczych z mojej biografii. – Swego czasu byłem trenerem w Bractwie? Potem, cóż, może tego lepiej nie wspominać… I jestem bratem bliźniakiem tego dzikusa Sam, co tu Was przed chwilą napastował – zaśmiałem się.

Emma Williams - 2020-01-20, 20:06

Dzisiaj to każdy był szczęśliwy, bo przecież panował pokój i wszystko było takie piękne. Nawet rośliny wydawały się byś szczęśliwe, bo nikt ich już nie niszczył tej bezsensownej wojnie. Wystarczyło się rozejrzeć po twarzach ludzi i mutantów, a raczej obdarzonych. Teraz to już nie używa się tych brzydki nazw określonych nas z mocami.
Esther ledwo zdążyła złożyć mi życzenia i podzielić się opładki, kiedy dołączyła do nas Vanessa.
- VanV - krzyknęłam do przyjaciółki na przywitanie i zaraz chciałam, musiałam się do niej przytulić na niedziwiadzia. Nie ma jak przyjacielski niedźwieć na powitanie.
- A nie lepiej słodycze pierwsze napchamy kieszenie i pójdziemy do szopki. Ale możemy również iść pierw do Szopki... Wszystko jedno byle razem - powiedziałam do nich... Rzucając propozycją.
- Tak niech pani... to znaczy Chloe idzie z nami. Proszę - rzuciłam i dla pewności złapałam panią z opłatkami za rękę by szła z nami. Im nas więcej tym weselej czyż nie???

Louanne Marie - Henning - 2020-01-21, 19:11

Przechadzając się między stoliskami udało mi się zgarnąć jakiegoś piernika dla Yvonne. Spojrzałam na scenie, gdzie jakaś dziewczyna składała wszystkim życzenia. Starając się by były one rymowane. Ciekawe jak długo je wymyślała, bo nawet jej to trochę wyszło. Kiedy mała zajadała się piernikiem rozejrzałam się po zebranych osób. Mieli coś czago mi brakowało większość z nich była otoczona rodziną bądź przyjaciółmi. Chociaż miałam nadzieję, że kogoś spotkam to tak się tak nie stało.
- Wygląda na to, że jesteśmy zdane na siebie - powiedziałam do małej i usiadałam przy wózku tak by dobrze widzieć Yvonne.
- Jedz spokojnie... Jak zjesz pójdziemy zobaczyć inne atrakcje - dodałam po chwili, bo przecież nigdzie nam się nie śpieszyło. No o ile mała nie była śpiąca, a na razie to wyglądała na zaciekawioną wszystkiego dookoła.

Christian Wilson - 2020-01-21, 20:38

// wbijam

Święta, święta i takie tam dalej... Jednak te były inne od wszystkich wcześniejszych świąt. Nie tylko dlatego, że panował pokój i wojna się skończyła. Bardziej chodziło o to, że to były moje pierwsze święta, kiedy sparowałem role ,,taty". Miałem przy sobie swojego małego aniołka oraz zawsze mogłem zwrócić się do rodzeństwa. Czy mogłem chcieć więcej? Do pełni szczęścia brakowało jedynie mojej ukochanej, a mamy małej Anii. Wbiłem z córką na Wigilie nawet przebrany za Mikołaja ale bez brody. Cóż będzie tutaj pewnie inny gwiazdor w wiosce Świętego. Więc darują mi, że odpuściłem sobie zakładanie brody. Poza tym przebrałem się tylko dla swojej córki, a przyszedłem tutaj bo Ania chciała oraz wiedziałem, że tutaj będzie Esther. Po co miałem czekać z prezentem dla niej do później jak mogliśmy już teraz jej dać.
- Ty dajesz prezent cioci, czy ja mam to zrobić - zwróciłem się do swojej małej kruszynki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group