Imari Blanc - 2019-11-28, 16:42 Znów zatrzymała się o pół kroku od tego, by do niego podejść i mu pomóc. Skrzywiła się do sebie, czego nie widział i odeszła po potrzebne jej rzeczy.
Bandaż, gaza, coś do odkażania, zapewne woda utleniona.
Miska, woda, mydło.
Koc.
Wróciła tak obładowana do Vincenta, choć ledwo szła z tym wszystkim. Kucnęła obok i rozłożyła to, co przyniosła. Zerknęła na chłopaka, wyglądała jakby chciała się odezwać ale sobie darowala najwyraźniej. Podniosła się, zrobiła kolejne dwa kroki w tył.
- Gdybyś jednak chciał dać mi obandażować żebra czy pomóc z ranami do których nie dosięgasz, to powiedz.. Pójdę pomóc innym teraz, a potem do ciebie wrócę - odezwała się i chwilę poczekała na odpowiedź, jakby liczyła na to, że jednak zgodzi się na to, by mu pomogła. To jednak pewnie nie nastąpilo, wiec wycofała się do pomocy innym pokrzywdzonym.Vincent Edams - 2019-11-28, 17:54 Nie odezwał się, więc zapewne Imari się zebrała i poszła. Dopiero wtedy, podniósł nieco ospale głowę i rozejrzał się. Miał tu wszystko do obmycia i opatrzenia. Otarł nos i przystąpił do dzieła. Musiał przyznać, że niewiedza o postępowaniu w przypadku takich obrażeń, był poważnym brakiem w jego edukacji. Przyrzekając sobie, że nadrobi to, przy pierwszej możliwej okazji, zajął się jedynie powierzchownymi ranami. Żebrem po prostu nie wiedział, jak się zająć.
Nieprzyjemnymi skutkami nadużycia mocy, oprócz tych czysto fizycznych, były te natury mentalnej. Myśli, które go nawiedzały, dalekie były od optymistycznych. Otulił się kocem, jakby miało go to ochronić przed złem tego świata. Oczy mu się zamykały ze zmęczenia. Chcąc nie chcąc, poddał się mu. Usiadł na ziemi, otulony kocem i oparłszy się plecami o skrzynie, przymknął powieki i... usnął. I tak sobie spało, Blade, Chomicze Burrito Smutku.Imari Blanc - 2019-11-28, 18:06 Ludzi do pomocy bylo więcej niż tylko ona, więc też nie tak, że zajmowała się wszystkimi. Miała chwilę czasu dla siebie, ktoś przyniósł termosy z herbatą więc nalała sobie papierowy kubek i w drugą rękę wzięła taki sam dla Vincenta.
Przyszła do tego kocykowego burrito, zatrzymala się na moment ogarniając go wzrokiem i usiadła obok po turecku, na jakimś murku czy czymś podobnym.
- Vincent..? - chciała go obudzić, ale nie dotknąć, bo wiedziała, że może zareagować zanim pomyśli.Vincent Edams - 2019-11-28, 18:23 Miał wrażenie, że minęła zaledwie chwila, choć faktycznie był to spory odcinek czasu. Vincent wzdrygnął się mimowolnie i rozejrzał nieco nieprzytomnie. Mimo koca, wciąż było mu zimno, więc otulił się nim mocniej, drżąc delikatnie. Tępy ból głowy i dzwonienie w uszach, nie poprawiały jego samopoczucia.
Cóż, przynajmniej był mniej bojowo nastawiony.
- Grupa Nicka... wrócili? - zapytał słabo, co Imari ledwie usłyszała, bo był tak ściśle otulony materiałem.
Jeżeli Grenville zginął...to...to...to będzie mu przykro. A w jego wypadku, to było naprawdę dużoImari Blanc - 2019-11-28, 18:28 Wyciągnęła do niego rękę z kubkiem.
- Herbata, pij póki ciepła - podała mu - Grupy jeszcze dojeżdżają, ale.. jak na razie ich chyba nie ma. Nie mam pewności, nie byłam wszędzie, a ranni są też w innych pokojach. Mam sprawdzić? - zaproponowała, jeśli to miało by mu pomóc. Miała tez pewien pomysł, jeśli się zgodzi..Vincent Edams - 2019-11-28, 18:39 Siedział przez chwilę nieruchomo, ale w końcu wysunął rękę spod koca i sięgnął po herbatę. Cudownie ciepłą herbatę, w sam raz, na ukojenie skołotanych nerwów. Pierwszy łyk rozgrzał mu przyjemnie przełyk i ściśnięty żołądek.
Kiedy Imari powiedziała, że grupy jeszcze nie dojechały, poczuł, jakby do żołądka wpadła mu bryła lodu. Jeżeli schwytali Nicka, to już nie byli bezpieczni. Nie wątpił w lojalność lidera, ale wystarczył mutant z odpowiednią mocą, by wszystko wyciągnąć...
- Rozdzieliliśmy się.. .- powiedział cicho - Walczyliśmy w różnych sektorach.... A na koniec wyjechały czołgi. Ewakuowalem się niemal w ostatniej chwili, byłem jednym z ostatnich, nim spadły bomby. - wymamrotał.
Masz żyć Grenville. Masz żyć i kropka.Imari Blanc - 2019-11-28, 18:44 - Jeśli się rozdzieliliście, to nie masz pojęcia czy on nie ewakuował się stamtąd wcześniej. Mógł po prostu trafić do innej grupy, a może w ogóle jest już w rebelii. Nie powinieneś się martwić. Myślę, że ludzie bedą dojeżdżać jeszcze dzień czy więcej.. to nie jest szybka akcja. - uspokajała go nadal, bo w końcu naprawdę nie miał się czym martwić. Podciągnęła kolana pod brodę, jej tez od siedzenia robilo się chłodno. Póki pracowała było jej cieplo, nawet gorąco momentami. Teraz organizm się wychładzał.
- Chcesz mi opowiedziec co się tam działo..? - zaryzykowała.Vincent Edams - 2019-11-28, 19:09 Nie do końca był przekonany. Nie sądził, by Nicholas udał się prosto do baru, wiedząc że oni wszyscy mogli byc śledzeni. Musiał mieć jednak nadzieję, że jego mentor przeżył i jeszcze nie raz, nie dwa go zirytuje swoim a'la ojcowskim wymądrzaniem.
Nie widział powodu, dla którego miałby jej nie opowiedzieć, jak wypadła akcja. W końcu Imari, więcej czasu spędzała już u nich, niż w Bractwie...no i dni Bractwo brało udział w akcji.
- Od początku było ciężko. - zaczął z westchnieniem - Mieliśmy wejść po cichu, ale jakiegoś imbecyla obok mnie poniosło i użył granatu. Tu grupy się rozdzieliły, przebilem się do przodu. ,- otulił się szczelniej - Znaleźliśmy grupę mutantów i dotarliśmy z nimi pod Komisariat. Tam... zaczęła się rzeź, strzelali do nas, jak do kaczek... Mieli w szeregach paru mutantów, zapewne im wyprali mózgi - tak wywnioskował po akcji z Aaronem i Ricky
Wtedy przypomniał sobie, co było dalej i żołądek znów mu się zacisnął. Otulił dłońmi kubek z herbatą, chcąc się od niego ogrzać.
- Zaatakował mnie mutant, potrafił się zmienić w niedźwiedzia.... Powalil mnie, gdyby nie wektory zmiażdżyłby mnie. Musiałem go zabić - powiedział cicho. - Potem był tam mutant... Jego mocą było zamknięcie w iluzji, w której... przeżywałes największy koszmar. Skutecznie nas spowolnił... A potem zaatakował nas taki jeden z mocą piromancji. Do końca walczyłem z nim, aż otrzymaliśmy nakaz ewakuacji. Nick kazał mi uciekać, on chciał się upewnić, że nikt nie został w tyle. - czuł, że gardło mu się dziwnie zaciska. - W każdym razie... uwolniliśmy sporo mutantów, ale też było sporo ofiar. Na koniec wyjechały czołgi, jak odjeżdżaliśmy, zaczął się nalot armii X.
Przyłożył kubek do ust, ale tylko po to, by poczuć jej ciepło. Nie był w stanie pić. Czuł się potwornie osłabionyImari Blanc - 2019-11-28, 19:32 Była pewna, że odmówi i nie powie za wiele albo wręcz nie powie niczego. Tutaj jednak się zaskoczyła, bo dostała całkiem składny opis. Na pewno pomijał wiele rzeczy, jak z tą iluzją, z samą walką z tym zmieniającym się w niedźwiedzia mutantem i tak dalej. Niemniej jednak dostała odpowiedź o jaką prosiła.
Słuchała go w ciszy, nie przerywajac, ale też dlatego, ze.. jak amiała niby zareagować? Jaka reakcja była odpowiednia? Potaknięcie, powiedzenie "ojej" czy co? Nie było na to dobrej reakcji.
Westchnęła, po raz kolejny.
- Ciesze sie, że wróciłeś - odezwała się cicho, po długiej chwili przerwy, gdy skończył opowiadać. Tak, najchętniej by go wytuliła, i dla niego i dla siebie, ale nie bylo takiej opcji. Więc siedziała tak, skulona, z kubkiem w dłoniach.Vincent Edams - 2019-11-28, 19:59 Tak.. nie było tutaj dobrej odpowiedzi. Tak samo, gdy komuś świat się wali, a ktoś rzuca frazesami typu "ułoży się" albo "" wszystko będzie dobrze" . Już lepiej po prostu milczeć.
Po jej słowach, spojrzał na nią w końcu. Nie było to już to dzikie spojrzenie z wcześniej, jakby resztki świadomości, próbowały się przebić. Wiedział, że ona może mu pomóc, ale wiedział też, że to wymagało, by znalazła się bliżej. Sama myśl wydawała mu się wręcz bolesna.
Jednak...jak nic nie zrobi, będzie jeszcze gorzej...i kto wie, czy ktoś nie oberwie rykoszetem
- Osiągnęłaś już limit? - zapytał słabo, bo wiedział, że nie jemu jednemu pomagała. Mogła już wyczerpać możliwościImari Blanc - 2019-11-28, 20:05 Pokręciła głową, pijąc herbatę póki ta była ciepła.
- Nie, mało używałam mocy, głównie po prostu składałam kogo trzeba - ogrzewała sobie dłonie na kubku wciaż, wpatrując się w parujący napój.
- Ale jest sporo osób do pomocy, na szczęście. Obawiałam się, ze będzie gorzej. - dodała - Więc mogłam sobie zrobić chwilę przerwy. Chcesz zostać sam? - myślała, że dlatego pyta, chce odespać trochę albo chociaż po prostu pobyć sam po tym wszystkim, a ona mu się narzuca.Vincent Edams - 2019-11-28, 21:08 Potrząsnął przecząco głową, aż kaptur zrobiony z koca, zsunął mu się z głowy. Nie zrozumiała go. Dlatego musiał wyrazić się jaśniej.
- Potrzebuję... Twojej mocy. - odparł, patrząc na nią tymi oczyma pozbawionymi ciepła. - Inaczej zwariuję...i zrobię krzywdę sobie... albo komukolwiek, kto się nawinie..
Nigdy jej nie mówił, jakim kosztem okupiona jest jego moc. W sumie to nie powiedział wprost, można było uznać, że tak wpłynęła na niego walka w DOM-ie.Imari Blanc - 2019-11-28, 21:26 - Oh, okay - zrozumiała dopiero teraz, aż jej się trochę glupio zrobiło z tej niedomyślności.
- ...mogę cię dotknąć? - zapytała jeszcze, bo przecież tego nie chciał, a jednak, jakby nie bylo, ułatwiało to cały proces. - Nie mogę zrobić wiele wiecej poza zamknięciem twojej mocy na jakiś czas.. Możliwe, ze to zmniejszy skutki uboczne przeciążenia się, ale niekoniecznie.. - wyjaśniła, odkładajac kubek i wstając do niego.Vincent Edams - 2019-11-28, 21:35 A jednak. Miał nadzieję, że obędzie się bez fizycznego kontaktu, a to było ostatnie, czego teraz chciał. Ba, to było coś, czego w ogóle nie chciał. Nie po tym, co się dziś działo w jego głowie. Jakby ktoś wbił kawał wyszczeebionego szkła, w świeżo zagojoną ranę.
Skrzywił się, jakby to było dla niego nie do przejścia, ale kiwnął głową. Chciał jakiejkolwiek ulgi, czegokolwiek co choć trochę go odciąży. Bo póki co miał ochotę albo coś rozjebać, albo kimś rzucić i nie chcemy nic mówić, ale Imari była najbliżej.
Imari używała już na nim swojej mocy, wiedział więc na czym to polega. Wzdrygnął się, czując jej dotyk, a już po chwili, przez czerń jej oczu, znaleźli się w znajomej białej przestrzeni, otoczeni przez chaotyczne, ciemne smugi mocy.Imari Blanc - 2019-11-28, 21:47 Wyciągnęła do niego rękę, dotknęła go tylko opuszkami palców, tyle jej wystarczyło. Miała z Vincentem dobry kontakt przez ten czas, więc to po prostu było ulatwienie.. dla niej głównie. Szczególnie z Edamsem w takim stanie wycofania.
Na szczęście nie wylądowała na ścianie, co uznała za pewien sukces. Znaleźli się jak zwykle wśród przewijających się naokolo czarnych smug. Imari rozejrzała się i skrzywiła.
- Chyba najlepiej będzie jak sobie usiadziesz, to chwilę potrwa.. - chaos naokoło mówił jej jak bardzo się wypruł z możliwosci. Smugi urywały się niespodziewanie, pętliły, kłębiły i rozrywały. Wszystko poniekad wyglądało jak.. huragan? Ciężko w sumie bylo znaleźć odpowiednie określenie.
Odetchnęła, rozejrzała się ponownie i zabrała do pracy...