Christopher Varcer - 2019-12-27, 23:27 "Jestem po Waszej stronie" - te słowa tylko bardziej zdenerwowały mężczyznę, który nawet przez chwilę był skłonny jej odpuścić już po samym uniesieniu dłoni. Dodatkowe słowa tylko wszystko skomplikowały. W jego głowie zabrzmiało to niemal jak "Jestem jedną z Was". Nie, ta osoba była winna krzywdy wielu niewinnych ludzi. Ci, którzy chcieli uciec z DOM'u i ukryć się, praktycznie zawsze byli odnajdywani właśnie przez kobietę przed nimi. Dzięki jej chipom łatwo było ich namierzyć, a los takich śmiałków zwykle kończył się tragicznie. Mutant niemal natychmiast odpowiedział na jej słowa krokiem w jej stronę i głośnym syknięciem przez już śmiało wyszczerzone kły. Ogonem zasłaniał towarzyszącą mu grupę, ewidentnie chcąc ich ochronić przed jakimś niebezpieczeństwem.
Wtedy do akcji wkroczyła Mary, która sięgnęła ręką do zdenerwowanego Christophera. Mutant czując jej dotyk natychmiast przystopował. Schował kły i pochylił głowę, choć wciąż nerwowo poruszał ogonem i spoglądał to na znaną sobie rudowłosą, to na tamtą kobietę, jakby wciąż był gotów w każdej chwili znowu to powtórzyć. Kiedy natomiast Vincent zasłonił swoją towarzyszkę własnym ciałem, Chris w końcu stracił swój cel z oczu i zauważył, że przy kobiecie stoi dodatkowo dwóch uzbrojonych mężczyzn, którzy mieli podobną postawę co tamten młody mężczyzna i byli po jego stronie. Przewaga liczebna i stanowczość w ich postępowaniu skutecznie zmusiły mutanta do uległości. Gdyby była to otwarta walka, okazywanie jakiegokolwiek strachu mogłoby być opłakane w skutkach, dlatego zakrycie zestresowanej Caroline było dobrym rozwiązaniem. Jaszczur odwrócił wzrok i już tam nie spoglądał, dając tym samym znak, że nie chce problemów. Powoli skierował się na jedno z wolnych łóżek i usiadł na nim jakby cała tamta sytuacja nie miała miejsca. Skupił teraz swoją uwagę na ogonie, który choć wyglądał na dotkliwie poparzony to zwęglone łuski i parę pęcherzy na nim nie wywoływały aż takiego bólu jak można byłoby przypuszczać. Oby tak pozostało przy opatrywaniu. Mutant trochę się stresował. Świadczyło o tym chociażby prawie niewidoczne drżenie mięśni ramion co jakiś czas. Prawie jak wizyta u dentysty... Nawet zapach unoszący się po sali był podobny.Esther Goth - 2019-12-30, 12:25 Słysząc odpowiedź kobiety skinęła jedynie głową, bo chociaż nie wiedziała co powiedziała to zrozumiała wskazanie pryczy. Jednak w tym samym czasie co miała już się skierować w kierunku jej. Kiedy to właśnie ich nowy znajomy dziwnie zareagował na kobietę. Esther spojrzała na niego i dostrzegła również jak Mary próbuje go uspokoić. Skoro dziewczyna wykonała pierwszy ruch to nie będzie się wtrącać. Podobno jeśli chce się uspokoić jakieś ,,zwierzę" bądź człowieka z instynktami zwierząt lepiej jest jak jedna osoba to robi, a nie cała armia. Dlatego też podążyła za Imari do wskazanej wcześnie pryczy. Tylko uważnie obserwowała co tutaj się dzieję by wrazie czego zareagować. Puki jedynie okazuje niechęć i nie rzuca się na lekarkę. To można uznać, że nie ma powodów do obaw, lecz i tak należy być czujnym. Nigdy nic nie wiadomo co może jeszcze bardziej pogorszyć atmosferę.
Jednak na całe szczęście do niczego nie doszło, bo Chris zaraz się prawie uspokoił i usiadł na pryczy. Gdzie Imarii mogła w końcu obejrzeć jego ogon. Widząc, że nadal się boi i jest jakoś niespokojny.
- Spokojnie twój ogon nie długo będzie jako nowonarodzony - powiedziała do Chrisa i się lekko do niego uśmiechnęła. Cóż wiedziała, że to zdanie trochę głupio brzmi wypowiadane do dorosłego mężczyzny. Jednak czasem coś głupiego może bardziej poprawić humor niż największe mądrość z Wikipedii.Nicholas Grenville - 2019-12-30, 22:21 / ten sam dzień, po rozmowie z Vincentem
Po odbytej rozmowie z Vincentem, Nicholas udał się na dalsze rozeznanie w sytuacji fabryki, czy każdy otrzymał pomoc, czy nie było problemów, oraz czy zapasów i potrzeb starcza dla wszystkich. Szczególnie chodziło o tych, których uwolni z dzielnicy mutantów. Nie przewidział jednego, że jedna sala chorych może być za mało i część osób przeniesiono do sali zabiegowej. O czym poinformował go Edams. Na następny raz, przygotuje więcej takich pomieszczeń. W przeciwnym razie, będzie trzeba podzielić się z chorymi i zabrać do swoich siedzib, by przeleżeli i doszli do siebie. Ale miał nadzieję, że sytuacja jest opanowana.
Na głównej hali było spokojnie. Zajrzał do stołówki, gdzie i tam nie było problemów, poza brakiem miejsc do siedzenia przy stole. Wielu siadało na podłodze. Na to już nic nie poradzą. Ważne by każdy dostał coś ciepłego i rozgrzewającego do zjedzenia. Następnym przystankiem był magazyn, gdzie rzucił jedynie okiem na pilnowaną tam Rebeccę. Musiał się upewnić, że siedziała tam grzecznie i nie kombinowała.
W końcu też postanowił zajrzeć do sali zabiegowej, by sprawdzić jak ze swojej roli wywiązuje się Caroline. Jeżeli się sprawdzi i pomoże tutejszym mutantom, odzyska wolność. A najważniejsze, by jego brat i ukochana, zostali tego chipa pozbawieni.
Nie pukał, ale otworzył drzwi i zajrzał do środka. Nie ukrywał zaskoczenia, ile osób tutaj widzi. W tym znajome twarze, wśród nieznajomych. O ile wszyscy trzymali się dobrze, tak on nie wyglądał teraz najlepiej. Na lewej skroni miał ranę i zaschniętą krew na tej części twarzy, strumykiem sięgające prawie do szyi. Pomińmy już fakt, że jego ubranie tez dawało wiele do życzenia, brudne, gdzieniegdzie zakurzone od pyłu, dymu, kurzu czy ziemi. Najważniejsze, że był cały, ale i obolały, przez co jak rzuciło nim podczas wybuchu. Lewy bok dawał o sobie znać coraz bardziej.
- Sprawdzam, czy wszystko w porządku.
Zwrócił się do ogółu, choć pewnie jego wejście zostało zarejestrowane i nawet jego spojrzenie skupiło się na siostrze. Esther. Jest tutaj cała i zdrowa. Co sprawiło, że jego kącik ust lekko się uniósł ku górze. A tak bał się brać ją na tę misję.Mary Pond - 2020-01-01, 00:36 Sytuacja zrobiła się dość nerwowa. Nie wystarczyła sama reakcja Mary, by uspokoić Chrisa. Na szczęście nie była jedyna. Włączył się Dostawca Mutantów i strażnicy, którzy stali obok tamtej... lekarki? Takie było chyba jej zadanie, co nie? W końcu była w sali zabiegowej. Kimkolwiek kobieta by nie była, zasłonięcie jej okazało się całkiem skuteczne. Jaszczurzy mutant odpuścił i poszedł grzecznie zająć swoje miejsce. Ruda mogła odetchnąć. Poszła za nim.
-Mam jak pomóc z opatrywaniem?- spytała Imari i Esther. Jeśli tak to oczywiście wykonywała polecenia lekarza. Sama nie miała żadnego wykształcenia w tym kierunku, ale każdy zna jakieś tam podstawy chociażby z lekcji o bezpieczeństwie, które są obowiązkowe w każdej szkole. Także w razie czego rozumiała znaczenie słowa "delikatnie" i umiała zawinąć opatrunek na kończynie.
Po skończonym zabiegu lub jeśli nie musiała pomagać to od razu zwróciła się do Nicolasa pytającego o sytuację.
-Wygląda, że wszystko ok. Dzień się dopiero zaczął, a już jest co oblewać.- powiedziała starając się brzmieć pozytywnie i uśmiechając się pod chustą. Jednak przy ostatnim słowie ton jej głosu trochę stracił na optymizmie. Oczywićsie, było co opijać, ale było też co zapijać. Przynajmniej dla młodej Pond. Mary nie jest alkoholikiem. Ba, daleko jej do tego, ale jednak czuła, że akurat dziś jedno czy drugie piwko może być jej potrzebne. Póki co nadal ciągnęła na adrenalinie i chęci pomocy. Jednak kolejka zadań szybko się kurczyła co oznaczało zbliżający się czas na refleksję.
-Sam powinieneś się też zainteresować sobą. Ktoś musi ogarniać co tu się dzieje, a lepiej ogarnia się rzeczy będąc całym i zdrowym.- zwróciła uwagę na zaschniętą krew na głowie oraz ledwo widoczne pochylanie się w stronę lewego boku co sugeruje jakiś ból. Albo dodała to sobie w wyobraźni pamiętając, że to właśnie na ten bok upadł po wybuchu? Tak czy inaczej uważała, że jego stan również wymaga uwagi. Chociaż sprawdzenia czy nie jest gorzej niż wygląda. Przekonanie go żeby zainteresował się również własnym zdrowiem stało się następnym zadaniem na jej liście.Caroline McCoy - 2020-01-02, 22:32 Oh, gdybym tylko mogła sobie tu pozwolić na łzy, pewnie już dawno bym się popłakała. Moje oczy z całą pewnością się szkliły, ale już za dobrze się nauczyłam, jak źle taka reakcja mojego organizmu może się skończyć. Chyba dlatego... Jakoś trzymałam się w kupie, mimo tej gęstniejącej atmosfery i wyczuwalnych nerwów.
To było absurdalne. Miałam się tu zająć tymi chipami, pomocą najbardziej rannym, zamiast tego - ci ranni musieli stawać w mojej obronie? W normalnych warunkach, gdybym jednak inaczej potoczyła ścieżkę swojej kariery - mogłabym agresywnego jegomościa po prostu wyprosić. W tych jednak warunkach musiałam się posłużyć nietypowymi metodami. Gdy więc młody Edams tylko mnie przysłonił, schyliłam się do jednej z szufladek, by nabrać w czystą i sterylną strzykawkę odpowiednią dawkę (pewnie bliżej końskiej) środków usypiających - przez cały dzień z nich korzystałam, by móc bezproblemowo przeprowadzić zabieg u co bardziej nerwowych, a tu obecny jaszczur... Zdecydowanie się do takich zaliczał. Upewniając się, że wraz ze środkiem w zastrzyku nie ma ani jednego bombelka powietrza - szturchnęłam Vincenta w ramię tak, by choć odrobinę odwrócił się w moim kierunku - im cichszy ton mogłam utrzymać, tym lepiej.
- Zaaplikuj mu to w udo, lub ramię. Zaśnie. - Wytłumaczyłam dość zdawkowo, wręczając przygotowaną strzykawkę w dłoń młodzieńca, mając nadzieję, że mnie posłucha. W końcu... Zdawałam sobie sprawę, że to wielka prośba - sam Obiekt 036 pewnie niejednokrotnie otrzymywał ode mnie bardzo podobne "kuracje", ale... Co mogłam poradzić na te warunki? Przecież z własną, niesprawną nogą nie miałam jak wierzyć w to, że do zwierzoludzia dobiegnę zanim zostanę poważnie zagryziona...
Nie miałam czasu skupić się na pozostałych zebranych w sali - samo wejście blondyna sprawiło, że niemal natychmiast stanęłam na baczność wstrzymując swój wdech. W końcu... W tej chwili to mogło wyglądać, jakbym nic nie robiła. A ja przecież walczyłam o przetrwanie - wyjątkowo, chyba nie tylko swoje, ale i pozostałych zebranych...Christopher Varcer - 2020-01-03, 02:19 Sytuacja wydawała się być już na dobre opanowana. Mutant przestał spoglądać w stronę tajemniczej kobiety oraz Vincenta, przebywających razem w rogu pomieszczenia. O ile nie widać było po mutancie wcześniej okazywanej agresji, nieco drżał, ale to już z innego powodu. Nadszedł bowiem czas na opatrywanie ogona oraz dłoni. Już w stołówce pytał o to, czy ten zabieg będzie boleć i stąd ten strach. Usłyszawszy jednak słowa otuchy od Esther, Christopher uśmiechnął się i skinął do niej głową, nawet rozbawiony jej słowami.
- Wierzę, naprawdę dziękuję za pomoc. -odparł przyjaźnie, nieco wygodniej usadawiając się na swojej pryczy. Słowa Esther faktycznie pomogły, ponieważ mutant wydawał się być już bardziej pewny siebie oraz spokojny. Jest dzielną jaszczurką, da radę!
Chwilę później Imari (i być może Mary) zabrała się do pracy. Opatrywanie poparzonego ogona odbywało się bez komplikacji. Czasem Chrisa nieco zabolało, jednak siedział na swoim miejscu i cierpliwie czekał aż skończy, przechodząc do drugiego i zarazem ostatniego etapu - opatrzenia ręki. Prawa dłoń z bliska wyglądała dużo gorzej niż początkowo można było zakładać. Mutant wcześniej ją ukrywał i w ogóle jej nie używał, co mogło świadczyć o tym, że była ona w dużo gorszym stanie niż sam ogon. Wyglądała niemal tak, jakby wybuchła w niej petarda, pozostawiając po sobie odłamki wbite w skórę.
... I właśnie wtedy coś zaczynało być nie tak. Imari oczyszczała ranę, a dotąd ciepły uśmiech Chrisa zaczął zanikać. Sposób, w jaki zaczął spoglądać na jasnowłosą był niepokojący. Wpatrywał się w nią pod ostrym kątem, podczas gdy jego całe ciało znieruchomiało. Oddech znacząco spowolnił. Na twarzy co jakiś czas pojawiał się grymas bólu, ale gdy dziewczyna tknęła jeden z odłamków wbitych w nerw mutanta, promieniujący ból przeszedł przez jego ciało i stało się najgorsze - nikt nie zdążył zareagować na czas, gdy ostre kły mutanta pod wpływem silnego bólu momentalnie zatopiły się w skórze na przedramieniu Imari, z łatwością przebijając miękką tkankę. Ciepła, szkarłatna ciecz szybko wypełniła ślad po ugryzieniu i zaczęła spływać po dłoni mutantki, plamiąc kroplami podłogę. Jej krew znalazła się również na kłach Christophera, który wpatrywał się w Imari w osłupieniu. Nie przepraszał, nie okazywał wściekłości. To był paraliżujący strach przed tym, co zrobił. Kto wie ile procesów zachodziło w jego głowie. Co zamierzał zrobić następnie. Uciec? Zaatakować ponownie?
W jego myślach zdawało się trwać to kilkanaście sekund, jednak w rzeczywistości mutant już po kilku sekundach zerwał się do instynktownej ucieczki, przerażony potencjalnymi konsekwencjami oraz samym sobą. Ugryzł niewinnego człowieka, swoją nową znajomą, która chciała mu tylko pomóc i coś w nim pękło. Zeskoczył z łóżka, zamierzając wylądować na podłodze, by potem na czworaka niczym dzikie zwierzę wybiec z pomieszczenia, jak najdalej od miejsca zdarzenia i spojrzeń innych. Gdyby ktokolwiek zablokowałby mu drogę ucieczki lub spróbował go złapać/zaatakować, mutant odruchowo obrałby tę osobę za kolejny cel, a sądząc po sile wcześniejszego ugryzienia - to nie były żarty. Nie dało się go już powstrzymać słowami, a jeśli wybiegłby z sali, mógłby stanowić zagrożenie dla nieświadomych mutantów znajdujących się na zewnątrz. Najbliżej wyjścia był Nicholas. Jeśli nie zejdzie spanikowanemu jaszczurowi z drogi i nikt nie powstrzyma go wcześniej, ten brutalnie skoczy wprost na mężczyznę z zamiarem zaatakowania go pazurami oraz kłami, uznając go za zagrożenie. Chris momentalnie przestał kogokolwiek rozpoznawać, myśląc tylko o ucieczce. To był strach, destrukcyjne przerażenie tym, co się stało.
Użytkowniczka Imari Blanc wyraziła zgodę na zranienie swojej postaci.Vincent Edams - 2020-01-06, 20:52 Wyglądało na to, że sytuacja rozeszła się po kościach. W międzyczasie, Caroline wręczyła mu dyskretnie strzykawkę z środkiem uspokajającym. Spojrzał na nią zdawkowo i szczęśliwie, okazało się, że jego interwencja, nie będzie potrzebna.
Do czasu...
Nagle, wydarzyło się dużo rzeczy na raz. Usłyszał krzyk Imari, zobaczył, zakrwawione zęby Jaszczura i powiększającą się szkarłatną plamę, na przedramieniu Blanc. Momentalnie gniew go wypełnił, stracił nad sobą kontrolę, krzyknął. Wyciągnął dłoń w kierunku Chrisa, wektory pomknęły w jego kierunku, łapiąc go i przygważdżając boleśnie do ściany. Dysząc ciężko, zacisnął niewidzialne szpony na ciele mutanta.
-POMÓŻ JEJ ! - krzyknął do Caroline, by ta zajęła się Imari.
McCoy już wiedziała, co się dzieje. Widziała to nie raz, podczas eksperymentów, w których brała udział, w siedzibie AlterGenetics.
Poczuł silny ból w skroniach, świat zawirował, miał wrażenie, że traci grunt pod nogami. Dłoń zaczęła mu dygotać, a krew buchnęła z nosa, jak z kranu.
- Nie utrzymam go dłużej...- wydyszał
Liczył, że ktoś, ktokolwiek, będzie mieć jeszcze siłę, by zatrzymać Jaszczura, Upadł na kolana, wektory zdeaktywowały się a uwolniony mutant pomknął w kierunku Nicholasa
- UWAŻAJ! Nicholas Grenville - 2020-01-06, 21:43 Z oblewaniem niech Mary nie przesadza. Świętować, to oni mogą dopiero jak rozwalą jeszcze siedzibę DOGS i ogłoszą upadek rządu, dając tym samym wolność mutantom. Dalekie marzenia, ale nie ma rzeczy nie możliwych. Tego doświadczyli i dokonali dzisiaj.
Słowa nowej koleżanki były co prawda pocieszające na tyle, że mógłby być spokojny, że w tej sali nie dzieje się nic, albo to były pozory. Chwila moment i po sali rozszedł się krzyk. Reakcja Nicholasa na źródło dźwięku była automatyczna, kierując spojrzenie w stronę sytuacji. Od razu wszedł do środka zamykając drzwi za sobą. Tego się chyba nikt nie spodziewał co zastali.
Vincent zadziałał od razu. Duży plus dla chłopaka, ale widząc jej problemy z utrzymaniem się na nogach, nie wróżyło to niczego dobrego.
- Cholera...
Rzekł do siebie i zauważając szybki ruch Jaszczura w swoim kierunku, nie próbował nawet wyciągnąć broni by w niego wycelować, bo nawet by nie zdążył. Udało mu się co prawda złapać jego prawe przedramię lewą dłonią, z kolei prawym przed ramieniem zakrył twarz, co poskutkowało wgryzieniem się zębisk gada w jego prawe przedramię. Syknął z bólu, ale nie zamierzał mu ułatwiać sprawy. Zaplątał jego nogę swoją i podciął tak, by upadli na posadzkę razem, z tym że Nicholas na nim. Nie obeszło się pewnie bez zadrapań, jako że mutant atakujący miał jedną rękę wolną.
Wgryzanie się w rękę Nicholasa, nie przynosiło niczego dobrego dla Jaszczura, ponieważ organizm Grenville był toksyczny, ze względu na produkcję trujących substancji, pozwalających na wytworzenie trującej mgły czy smogu. Więc i jego krew mogła także posiadać takie właściwości, nie nadając się do jakichkokolwiek transfuzji. O tym do końca też sam posiadacz mocy nie wiedział. A nigdy nie było potrzeby by robił jakieś badania krwi czy musiał oddawać.
- Dajcie mu coś silnego na uspokojenie!
Rzucił ogólnie. Aktywowałby swoją moc, ale istniało ryzyko że w zaistniałej sytuacji straci koncentrację i zatruje wszystkich w pomieszczeniu. Musiał zdać się na pomoc innych. Nie ważne też że bolało. Ważne, że nikogo więcej ten mutant nie zaatakuje i nie skrzywdzi. Na pewno krwi pojawiało się dużo w okolicach jego prawego przedramienia jak i prawego boku. A żeby ten się nie szarpał, Nick dał mu jeszcze z kolana w jaja. Jeżeli je miał.Mary Pond - 2020-01-06, 23:26 Mary już się cieszyła, że udało się osiągnąć jakiś relatywny spokój gdy nagle Chris ugryzł Imari. Kobietę, która go opatrywała. Ruda zauważyła zmianę w jego zachowaniu gdy przeszły do dłoni, ale uznała, że to jest związane z bólem. Zaproponowała nawet coś przeciwbólowego, ale nie przyjął. Teraz jasnowłosa krwawi, a jaszczurowi zebrało się na ucieczkę z miejsca zdarzenia. Nosz no nie, nie ma takiej opcji. Niezależnie od tego czy świadomie chciał kogoś skrzywdzić czy nie, stanowił teraz zagrożenie i to raczej dość poważne. Trzeba było zatrzymać go tutaj.
Pierwszą osobą, która zareagowała był Vincent. Złapał Chrisa jakąś mocą telekinetyczną czy czymś podobnym. Mary nie wiedziała co to dokładnie jest, ale wyraźnie widziała skutek: zatrzymanie jaszczura. Przynajmniej dopóki starczyło chłopakowi sił. Te niestety szybko się wyczerpały i Varcer rzucił się na Nickolasa. Blondie zasłonił twarz ręką przed ostrymi zębami i podciął Chrisa tak, by wylądować w parterze na nim. Ruch całkiem logiczny, ale niestety zmniejszał pole manewru rudzielca. Byli w bardzo bliskim kontakcie, a nie chciała przypadkiem urwać któremuś z nich nosa.
Jednak sytuacja wyglądała naprawdę źle. W końcu zdecydowała. Utworzyła kilka glifów. Jeden o promieniu prawie półtora metra i trzy mniejsze. Ten duży wbił się w ogon jaszczura w mniej więcej połowie długości, co miało wykluczyć tą dodatkową kończynę z walki poprzez dosłowne postawienie ściany między nią, a walczącymi. Pozostałe trzy „zajęły się” kończynami wbijając się w nie pod kątem około 45 stopni względem podłoża. Jeden w jego lewą (nietrzymaną przez Nicka) rękę tuż poniżej łokcia tak, by nawet zginając ją nie mógł sięgnąć do twarzy Blondie. Następne dwa w nogi tuż powyżej kolan.
Przy każdej próbie ruchu, który nie był idealnie równoległy względem tych płaszczyzn jaszczur mógł poczuć ból jakby coś w tym dokładnie miejscu rozrywało tkanki. Nawet napinanie i rozluźnianie mięśni stało się bolesne, bo dosłownie tak mało wystarczyło, by tkanki odczuły nieprzyjemne ciągnięcie.
-Powinniście mieć teraz chwilę. Dalej!- pogoniła pozostałych samej skupiając się na próbie przesunięcia glifów tak, by faktycznie docisnąć kończyny Chrisa do podłogi. Wyglądała na zdeterminowaną, ale przede wszystkim na zmartwioną. Miała nadzieję, że sam ból wystarczy, by Jaszczur odpuścił sobie walkę z glifami i nie doprowadził do własnego kalectwa.Caroline McCoy - 2020-01-07, 23:52 Chciałam zachować zimną krew. Naprawdę chciałam. Przygotowałam tę cholerną strzykawkę, wręczyłam ją Edamsowi, ale co z tego, skoro już po chwili mutant okazał się żądny krwi?
W sumie nie wiem, czyj krzyk jako pierwszy wypełnił salę - mój, czy nieznajomej blondwłosej? Byłam przerażona, zamknięta w tej pułapce pełnej wynaturzeńców bez żadnych pozytywnych perspektyw na przyszłość. Oczami wyobraźni już widziałam, jak gadowaty rozrywa wszystkich na strzępy, robiąc sobie szwedzki stół - w końcu... Widziałam jak wiele osób musiało interweniować, by go powstrzymać, a to wcale nie napełniało mnie optymizmem.
Nogi się pode mną ugięły i mogłabym przysiąc, że po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zginę tu, zginę marnie nie dożywając następnego poranka. No po mnie, kaput, auf Wiedersehen, seppuku sayonara.
Z tego istnego ataku paniki, gdzie nawet wzięcie głębszego oddechu wydawało się misją nie do wykonania wybudził mnie lamentujący krzyk Obiektu 36. Pomóż? Co? Komu?
Widziałam, jak jaszczur się w nią wgryzał, a jednak... Nie potrafiłam wcześniej zareagować. Dopiero teraz widząc kolejne stróżki krwi na jej skórze i ubraniach, widząc blednącą cerę mój wewnętrzny lekarz mógł - chociaż odrobinę - przejąć kontrolę. Wciąż płakałam, wciąż szlochałam, opadłam na własne kolana i na tych klęczkach zbliżyłam się do biednej dziewczyny, ściągając z jednej z półeczek czyste gaziki. Ja... Ja nie dam rady nic zrobić tak blisko tego zamieszania. Nie zdołam się skupić. Nie dam rady się uspokoić. Ale... Może zdołam ją przekonać, może dam radę się z nią odsunąć? Nie mogłam na nich patrzeć, ich krzyki wżerały się boleśnie w mój umysł, uświadamiając mi, w jakim bagnie się znalazłam...
- H-hej, halo. - wyrzuciłam z siebie nerwowo, zaciskając gazę w miejscu ugryzienia i sprawdzając, czy blondynka jakkolwiek reaguje. - Musimy... Musimy się odsunąć. Tu... Tu nam... Nam grozi... - Przełknęłam głośniej ślinę, wydając z siebie kolejny szloch. Nie byłam w stanie dokończyć własnej myśli, ale... Nie mogłam jej zostawić.
Przede wszystkim - nie szkodzić.
Drżącą dłonią trzymałam tę gazę na wciąż krwawiącej ranie, próbując odsunąć się za kozetkę wraz z ofiarą tego DOMownika. Musiałam... Musiałam jej pomóc.Imari Blanc - 2020-01-08, 17:36 Na pewno nie spodziewała się, że tak to bedzie wszystko wyglądało. Nie zwracala uwagi na ostrzeżenia od Gekona, bo w swojej naiwnosci zalozyla, że nic się nie stanie. Bląd, który właśnie przypłaciła śladami zębów na ramieniu. Na pewno bedzie o tym pamietać następnym razem, jeśli taki kiedykolwiek nastanie.
- Merde - mruknęła po francusku, gdy już Chris od niej odskoczył, przerażony chyba bardziej niż ona. Spojrzała na swoje ramię.
Po krótkim okrzyku bólu i zdziwienia, obecnie siedziała na tyłku na podłodze, trochę skonfundowana cała sytuacja.
Podeszła do niej Caroline, której przecież Imari nie znała i nie miała żadnych skojarzeń z jej osobą.
- Tak, tak.. już.. - dała sobie przyłożyć gazę do rany i razem z kobietą usunęła się za kozetkę. Drżały jej dłonie, nadal chyba chciała przetrawic te sytuację.Esther Goth - 2020-01-08, 20:10 Nie wiedziała co się wydarzyło tutaj, ponieważ to wszystko zaczęło się tak szybko. Jednak mogła się wcześniej spodziewała, że coś się wydarzy. Chris uprzedzał, że boi się lekarzy i tego, że będzie bolało. Widać było jak zareagował na kobietę bedądzą w pomieszczeniu. Jednak pomimo tego wszystkiego nie wiedziała, że aż tak sytuacja się potoczy. Jednak wszystko po kolej i od początku.
Pierwsze co zobaczyła to brata wchodzącego do sali i stwierdzającego, że tylko sprawdza jak sytuacja. Nawet nie zdążył dobrze wejść do pomieszczenia. Chciała spytać Nicka, czy Chris jest z nim, ale zdecydowała się to zrobić później. Na razie miała inne zadanie. Miała pomóc Imari przy opatrywaniu ran Chrisa. Wszystko szło względnie spokojnie, kiedy trafia na jakiś wrażliwe miejsce. Chris zareagował instyktownie zaatakował ją jak by to zrobiło zwierze. Od tamtego momentu wszystko potoczyło się jak na przyspieszonym filmie. Imari krzyknęła, Chris ruszył do ucieczki, a następnie został powstrzymany przez Vincenta, by później zaatakować Nicka. Esther nie wiedziała co robić, bo z jednej strony chyba poradzą sobie z jednym pół człowiekiem - pół gekonem. Jednak widząc, że do Imari podeszła dziewczyna musiała jakoś zareagować. Nim będzie jeszcze więcej krwi niż dotychczas. Początkowo chciała zająć uwagę gekoniastego tworząc światła na ścianie. Działało na kota to czemu nie miało podziałać na pół gekona. Ostatecznie postanowiła pójść na łatwiznę i po prostu go oślepić. Skierowała w stronę jego oczu wiązkę światła. Jeśli nie będzie widział to nie wyrządzi zbyt dużych szkód prawa?Vincent Edams - 2020-01-08, 20:54 Wszystko działo się tak szybko. Ledwo upadł na kolana, walcząc z obezwładniającym bólem głowy, paraliżującym piszczeniem w uszach i krwią lejącą się z nosa, a już następne osoby obrywały po drodze. Na drodze Jaszczura stanął Nicholas, który nie dość, że był w opłakanym stanie, to teraz jeszcze przyjął największe uderzenie złości mutanta.
- Szlag ! - wydyszał, zmuszając się do ostatniego wysiłku i stając na nogi.
Tymczasem Mary wykonała jakąś dziwną, hipnotyzującą technikę, a siostra Nicholasa widowiskowo oślepiła Chrisa. To była jego szansa, ostatnia. Miał wysoki próg bólu, potrafił funkcjonować nawet wtedy, gdy ból go niemal paraliżował. Zerwał się ze swojego miejsca i dopadł Jaszczura w klęku, wbijając mu igłę z środkiem uspokajającym prosto w ramię. Nie wiedział ile miał wstrzyknąć, więc załadował mu całą dawkę, którą przygotowała Caroline.
Dopiero, gdy Jaszczur zaczął się rozleniwiać, odsunął się i zwalił ciężko na plecy, dysząc głośno.
Szlag by to... - pomyślał, zanim znieruchomiał, odpływając w słodki niebyt.Christopher Varcer - 2020-01-09, 23:40 Krzyk Imari i widok jej krwi przeraził Chrisa. Mutant chciał uciec jak najdalej i jak najszybciej, czując na sobie wzrok wszystkich dookoła. Gdyby to byli zupełnie obcy mu ludzie, być może zachowałby się inaczej. Nie była to jednak zwykła panika - w jego ślepiach widniała istna niepoczytalność. Wszystko mogło się wydarzyć.
Strach ten szybko przerodził się w furię, kiedy niewidzialne wektory przybiły uciekającego mutanta do ściany. Mężczyzna uznał to bezpośredni atak i wciąż znajdując się w szponach mocy Vincenta, ze wściekłym rykiem zaczął się dziko szarpać oraz przemieniać. Zielone łuski w jednej chwili pokryły jego ręce oraz okolice skroni, pojawiły się pazury, a pręgi stały się jeszcze bardziej widoczne. Osłabiony mutant jakby nagle zyskiwał na sile i nie zamierzał pozwolić na to, by cokolwiek pokrzyżowało jego plany.
Nie wiedział skąd nastąpił atak i tylko to uratowało osłabionego Vincenta przed napadem rozwścieczonego Chrisa, gdy tylko wektory nie były w stanie go już dłużej utrzymać. Vincent utracił wcześniej sporo energii, lecz mimo to chciał ochronić pozostałych. To było wielkie poświęcenie. Te kilka dodatkowych sekund dało Nicholasowi czas na działanie, kiedy to jaszczur popędził w jego stronę. Mężczyzna zablokował drogę ucieczki i tym samym naraził się na atak. Złote ślepia zwróciły się wprost na niego i mutant rzucił się na dowódcę Rebelii, zamierzając wgryźć się w jego szyję. Na drodze jego kłów znalazło się jednak przedramię Nicholasa. Zębiska wgryzły się w skórę, zatrzasnęły się w żelaznym uścisku i polała się krew. Chris nawet nie zdążył się zorientować, a już leżał na plecach na posadzce, powalony przez mężczyznę znajdującym się teraz na nim. Jedna ręka została przybita do podłoża, lecz ten upadek nie wystarczył, by Christopher puścił swój cel. Druga ręka natychmiast zaczęła rozpruwać odzienie dowódcy i ranić jego bok. Każde drapnięcie pozostawiało po sobie pięć głębokich ran. Tylko plecak Nicholasa ochronił go przed rozleglejszymi obrażeniami.
Ta szybkość ataków nie przypominała ludzkiej. Nick już krzyczał polecenie pozostałym, lecz momentalnie zostało ono przerwane w połowie przez pętlę na jego szyi, która się na niej zacisnęła. To był ogon jaszczura. Nicholas musiał o nim zapomnieć i z trudem mógł zaczerpnąć powietrza. Nikt nie mógł usłyszeć poleceń doświadczonego dowódcy, gdy silne mięśnie niczym u węża zaciskały się na jego krtani. Mimo to musieli działać, musieli współpracować, aby wspomóc Nicholasa.
Z Chrisem już wtedy coś zaczęło się dziać. Dotąd skupiony, wściekły wzrok zaczął odpływać, jakby mutant tracił świadomość, ale z tym walczył. Toksyny w krwi Nicka szybko przedostawały się do organizmu mutanta i co kilka sekund siły gada malały, co można było wyczuć po napięciu mięśni ogona. Wtedy też dowódca znalazł odpowiedni moment, by potraktować swojego przeciwnika nieczystą, ale skuteczną zagrywką. Gad zawył z bólu, poczuwszy niespodziewane kopnięcie w krocze. Natychmiast zaprzestał drapania, będąc chwilowo niezdolny do walki, choć kły i ogon nadal nie uwolniły Nicka. To nadal za mało.
Gdy walka na chwilę się uspokoiła, do akcji wkroczyła Mary. Bezpieczniej było poczekać aż Chris przestanie się wierzgać. Swoimi glifami unieruchomiła kończyny gada, który przez to nie mógł ich użyć ponownie. Pierw Chris szarpał się, czując ból, ale nawet w obecnym stanie szybko zrozumiał, że pozostając nieruchomo uniknie go. Dyszał szybko i czuł, że jego szanse drastycznie zmalały. Nie wiedział, co inni zamierzali. Był przekonany, że chcą go skrzywdzić, albo nawet zabić za to, co uczynił. W DOMu nie mieli dla takich litości. Widział jak kończyli.
Zerknął kątem oka w kierunku drzwi. Ucieczka stała się już niemożliwa... więc teraz za wszelką cenę nie zamierzał dopuścić do tego, by Nick się oswobodził. Jeżeli go puści - zginie. Zdawało mu się, że tracił przytomność. Dlaczego? Czy to dookoła to była jego krew? Czemu wszystko dookoła stawało się coraz mniej wyraźnie? Gniewne ślepia zaczynały wypełniać się łzami. Płakał, bo bolało czy dlatego, że zaczynał rozumieć, co robił?
Wiązka światła Esther padła wprost na jego oczy, wywołując chwilową ślepotę. Chris zaryczał głośno i puścił pogryzione przedramię Nicholasa. Ruch ten miał jednak swoją cenę, ponieważ ogon zacisnął się mocniej na szyi dowódcy pod wpływem bólu. Gad przez toksyny w spożytej krwi tracił siły, ale czy Nick tyle wytrzyma z ograniczonym dostępem do tlenu?
Vincent znalazł w sobie resztki sił i rzucił się na ratunek. Zastrzyk przygotowany przez Caroline został zaaplikowany w ramię i zaczął działać niemal natychmiast. Taka dawka połączona z szybkim tętnem musiała unieszkodliwić mutanta w kilka chwil. Chris czuł jak jego ciało zaczynało odmawiać posłuszeństwa, a ogon powoli osunął się bezwładnie na posadzkę. Wygląd mutanta zaczynał powracać do pierwotnego stanu sprzed ataku... podobnie jak ludzka świadomość. Mężczyzna spoglądał na Nicholasa ze łzami w oczach.
- ... Nie... Proszę... - szeptał nadal dość ochrypłym, nieludzkim głosem. W przekonaniu, że jak zamknie oczy to już się nie obudzi. Błagał go o litość. Tylko to mu pozostało. Na szczęście nie męczył się z tym długo i wkrótce zasnął, pozostawiając jednak Nicholasa, Imari oraz Vincenta w nie najlepszym stanie. Tego nie dało się już cofnąć.
Mimo niespodziewanej akcji, wszyscy dobrze się spisali. Każdy w jakiś sposób przyczynił się do powstrzymania mutanta, który już nikomu nie zagrażał. Vincent, Mary, Esther, Nicholas... i nawet Caroline. Nie musiała w tym uczestniczyć, a jednak to zrobiła. Wykazali się niezwykłą pracą zespołową... Tylko co dalej? Tylu rannych w tak krótkim czasie... Może błędem było nie zabijanie mutanta. Bardzo pomógł podczas ataku na DOM, ale czy dało się to zachowanie jakkolwiek usprawiedliwić? Może miał jakąś traumę, może nie panował nad mutacją, lecz stanowił zagrożenie. Pewne było jedno - pierw należało zająć się rannymi.Mary Pond - 2020-01-10, 00:30 Walka z Chrisem zdecydowanie nie należała do prostych, szczególnie że mało kto chciał go poważnie skrzywdzić z nią włącznie i na czele. A jednak stała się tą osobą, która spowodowała pewnie największe obrażenia u jaszczura. Chwyciła trzy z jego kończyn przygważdżając je do ziemi i szczęśliwie gad szybko zrozumiał, że dalsze szarpanie się jest złym pomysłem. Niestety glif, który miał powstrzymać ogon nie zdążył stanąć na jego drodze zanim piąta kończyna owinęła się wokół szyi Nicholasa i zaczęła go dusić. Mary podbiegła zaraz, po czym chwyciła zaciśniętą pętlę i zaczęła ciągnąć próbując ją rozluźnić choć trochę pomagając sobie nawet spóźnionym glifem.
W końcu Chris zaczął tracić energię po tym jak chłopak z dostawczaka wbił mu igłę w ramię wprowadzając pewnie całkiem porządną dawkę czegoś uspokajającego. Dopiero wtedy dało się usunąć ogon i dopiero wtedy glify zniknęły zostawiając jedynie czarne ślady w kształcie mandal na ubraniach Chrisa i podłodze, do której był przygwożdżony. Można wreszcie zająć się ranami. Mary widząc taką ilość krwi złapała prześcieradło z najbliższego łóżka, a jeśli nie było to własną bluzę i owinęła wokół rannego przedramienia. Na szybko oceniła, że rany na boku na pewno też są dokuczliwe i dość groźne, ale nadal to ręka krwawiła najmocniej. Już na pierwszy rzut oka było widać, że zwykły opatrunek tego nie załatwi. Na takie coś potrzeba szwów.
-Uciskaj.- poleciła -Esther, pomóż mu i upewnij się, że ten drugi chłopak żyje. Ja lecę po pomoc.- powiedziała i wybiegła z pomieszczenia. Na sali chorych złapała pierwszego lekarza jaki jej się rzucił w oczy i poinformowała, że jest potrzebny w zabiegówce. W trybie TERAZ. Dla pewności to samo zrobiła z jeszcze jednym, z którym już wróciła gotowa im w razie czego asystować. Rozejrzała się też za Imari oraz tamtą lekarką, której widok rozdrażnił Chrisa. Jakaś część jej świadomości zanotowała, że się odsunęły od walki, ale nie spojrzała gdzie. Teraz dopiero zainteresowała się jak im szło.
Przy okazji podwinęła jaszczurowi rękaw na lewej ręce chcąc sprawdzić czy pojawił się już krwiak czy jakikolwiek inny znak sugerujący poważne uszkodzenie tkanek.