Vincent Edams - 2019-02-10, 20:37 Już miał warknąć do Vanessy, by przestała mu braciszkować, gdy w porę ugryzł się w język. Bądź miły, bądź miły, bądź miły…
- Co? - odwrócił się do dziewczynki, która miała dla niego…prezent. Od jej cioci. Jakieś buteleczki. Nie do końca wiedział, co w nich jest, uznał, że potem to zadba.
- Eyyyy, dzięki – powiedział i czmychnął na górę
Vanessa naprawdę miała szczęście, że postanowił się przebrać, bo nie słyszał całej tej epopei na swój temat. Słyszał, że młoda coś tam gada, ale był już zajęty szukaniem czegoś względnie odświętnego. Założył najbardziej porządne i najmniej wygniecione ciuchy jakie miał, choć daleko im było na elegancji i spojrzał na siebie krytycznie w lustrze.
Nie było źle. Powiedzmy.
No…może mógłby coś zrobić z przydługimi włosami, ale nie będzie się tym zajmować teraz.
Nawet się nie zmuszał od uśmiechu, bo już nawet nie pamiętał, jak się to robi. Wziął głęboki oddech i rzucił okiem na buteleczki. Czy to był…alkohol ? Po nazwach by się zgadzało. Został zabrany do AlterGen tak młodo, że nie miał okazji nigdy pić. Odkręcił jedną z nich (whisky) i powąchał zawartość.
O fuj.
Zakręcił, odłożył i przyjrzał się książkom, które dostał od Nicholasa. Wyglądały bardziej obiecująco.
-pomincie mnie w jednej kolejce-Esther Goth - 2019-02-10, 20:40 Każdy zasługiwał na jakiś prezent, bo w końcu były to święta. W czasie nich należy pamiętać o wszystkich. Dlatego miała dla każde dla facetów alkohol, a dla kobiet perfumy i jakieś kosmetyki. Czyli nic wielkiego to, co zazwyczaj się daję, gdy się nie ma pomysłu na prezent.
Uśmiechnęła się, kiedy Vincent podziękował za prezent, miała nadzieję tylko, że nie był jakim abstynentem, który nie pije alkoholu. Ponieważ wtedy kompletnie nie będzie to trafiony prezent, a co gorsza chłopak może poczuć się urażony.
- Mam nadzieje, że ci się spodoba - powiedziała do niego, bo taka była prawda. Nie znała go i nie wiedziała, co lubi, a czego nie. Jeśliby wiedziała kim jest i jakie ma zainteresowania pewnie lepiej by trafiła z prezentem.
- Bardzo śliczna - odezwała się do Van, kiedy zaczęła jej opowiadać o choince i jak trudno było ją ubrać - Te szczęść prezentów, które zostały na wózku to dla ciebie - powiedziała do niej, bo przecież najważniejsza osoba nie dostała jeszcze prezentu.
Kiedy Vanessa zapytała się, czy wujek będzie. Nie wiedziała co powiedzieć, bo tak naprawdę wiedziała, że nie będzie. Conor nie należał do rebelii więc nie powinien wiedzieć gdzie ona jest. Co innego w jej domu, ale nie tutaj.
- Wujka nie będzie, ale przekazuje pozdrowienia - powiedziała, ponieważ co innego miała powiedzieć. Najlepsza prosta prawda niż jakieś wymyślne kłamstwo. - A chcesz, by były - dodała na temat burgerów. Jeśli chciała to na pewno znajdą składniki, a jak nie wykorzystają to, że Nick wyszedł i kupił to i owo.Vanessa Grenville - 2019-02-10, 20:42 Świadomość, że jej nowego wujka nie będzie nieco ją zasmucił. Ale musiała też zrozumieć, że nie wszyscy mogą być w tym dniu tutaj. W końcu licho nigdy nie śpi. Nie mniej, dzisiaj było wyjątkowo cicho i przytulnie. Mimo, że sama Van nie do końca się cieszyła bo no jak to tak...wujków jej ukochanych nie było i nie będzie, mamy nie będzie, co to w ogóle za dzień...a no tak...święta. Westchnęła cicho ale sama wiadomość od Esther, że to wszystko jest jej sprawiło, że smutki zamieniły miejsce na ekscytację. Pisnęła radośnie na to wszystko i dopadła do paczek jakby zobaczyła właśnie dobrą wróżkę! Ba, była dobra wróżka, bo kto by dał jej tyle paczek?! NIKT!!! Radośnie przeniosła wszystko pod choinkę i dopiero jak ciotka zapytała o burgery skinęła głową. No pewnie, że by chciała!
No pewnie ciociu! Z chęcią bym zjadła. Te co były ostatnio były pyszne!
Przyznała radośnie a jej twarz nie wyrażała nawet chwili smutku. W końcu miała przed sobą stos prezentów! Czego dziecko mogło chcieć więcej? No czego?Esther Goth - 2019-02-10, 20:50 Naprawdę nie lubiła mówić słych wieść, a dla dziecka takim właśnie była informacja, że kogoś nie będzie. Na szczęście i chwilę obecną udało się zająć czymś innym głowę dziecka. Niż tym, że nie spędzą tych świąt w komplecie. Sama Esther chciała by był tutaj Conor, Chris i mama Vanessy. Niestety choćby bardzo tego pragnęła nie miała takiej mocy.
Obserwowała jak dziecko układa prezenty pod choinką, a kiedy skończyła swoją czynność.
- To sprawdźmy, czy mamy wszystko na te burgery. Korzystając z okazji, że tata jest na mieście - powiedziała do Vanessy, żeby były musiały być składniki. Szkoda, że nie pomyślała wcześniej o jedzeniu to w domu by przyrządziła to i owo.
- Potrzebujemy mąki, cukru, drożdży, mleka, jajka masła, trochę soli oraz mięsa i jakiś dodatków jak na przykład sałata, ogórek, pomidor. Oczywiście nie może zabraknąć ketchupu i musztardy - mówiła na głos sama próbując przypomnieć sobie co jest im potrzebne do przyrządzenia tych mini burgerów. - Jak myślisz znajdziemy to wszystko? - zwróciła się do Vanessy, bo skoro mają być nie ma opcji by nie pomogła mi ich robić.Vanessa Grenville - 2019-02-10, 20:59 Niestety życie toczyło się tak a nie inaczej i nie wszystko było takie kolorowe, jak by się chciało. Bycie rebeliantem niosło ze sobą wiele niebezpieczeństw a niestety każdy, kto trzymał z nimi był zdrajcą względem prawa jakie obowiązywało. Mimo to, Van nie przejmowała się tym tak bardzo. Ważnym dla niej było to, że miała blisko siebie tych, których kochała. Uśmiechnęła się promiennie i pognała do lodówki sprawdzając, czy mają to co wymieniała ciotka. Skrzywiła się nieco i podrapała po głowie przenosząc wzrok na Esther.
- A jak wyglądają te...drożdże? Bo nie wiem czy to mamy...jest mleko i jajka mąka też powinna być w szafce.
Dodała z uśmiechem na ustach tak samo cała reszta przypraw.
- Mamy ogórki i pomidory, tato zawsze mówi, że powinnam jeść dużo warzyw więc to zawsze jest.
Dodała bo faktycznie, warzywa były podstawą w ich małej rodzince. Ogórek i pomidor to podstawa. W końcu Van też uwielbiała ogórki. Potrafiła je wciągać kilogramami.Vincent Edams - 2019-02-10, 21:06 W końcu trzeba było zejść na dół. Chcąc nie chcąc, musiał przeżyć ten dzień i to nie rzuciwszy młodą ani razu. Wziął głęboki oddech, policzył do pięciu i przyjmując najbardziej neutralny wyraz twarzy, zszedł po schodach. Odziany w koszule, z nieco ułożoną fryzurą, wyglądał co najmniej akceptowalnie
Kobiety grasowały w kuchni - doskonale.
Udał się cicho do części wspólnej. Pod choinką roiło się od prezentów, co dodawało drzewku uroku. Nie potrafił dokładnie nazwać emocji, która wykiełkowała gdzieś w środku, ale z pewnością nie było to nic, co by go drażniło. Czyli... Było pozytywne....tak ? Chyba.
Tak, to był jakiś postęp.Nicholas Grenville - 2019-02-14, 20:53 Nicholasa nie było prawie całą godzinę. Pogoda utrudniała przejazdy uliczne, że na miejsce docelowe jechał długo. Tak samo jak wracał. Jechał po prezent dla jednej osoby. A nie mógł tego zrobić wcześniej. Umówił się z kobietą ze schroniska, że szczeniaka odbierze dnia dzisiejszego. Tak też uczynił. W końcu udało mu się wrócić do Rebelii, parkując samochód w odpowiednim miejscu. Wysiadł i zabrał ze sobą średniej wielkości karton. Dotarłszy do drzwi otworzył je i wszedł do środka, zamykając za sobą.
- Wróciłem.
Oznajmił, choć w głównych holu baru dostrzegał tylko Vincenta. Nawet dobrze się składało. Dziewczyny musiały być gdzie indziej. Uśmiechnął się kącikiem ust i spojrzał pod choinkę dostając od razu szoku. Rozumiał, że Esther miała sporo prezentów dla niemal każdego rebelianta, ale czy on nie widzi tu czasem jednego stosu dla jednej osoby? Później się tym zajmie. Podszedł do Vincenta.
- Biorąc pod uwagę, że nie lubisz ludzkiego towarzystwa, pomyślałem że takiego przyjaciela byłbyś wstanie przygarnąć. Jest dla Ciebie.
Podał mu karton, który miał otwarte wieczka i można było zajrzeć do jego wnętrza. Tam z kolei siedział mały szczeniak rasy golden retrieverVincent Edams - 2019-02-15, 12:16 Kobiety zajmowały się typowo kobiecymi sprawami, zaś Vincent to obserwował zaśnieżony krajobraz za oknem, lub wracał do nowej lektury. Kiedy pojawił się Nicholas, akurat podziwiał padający śnieg, z jak zwykle obojętnym wyrazem twarzy.
Kiedy Greenville zaczął swoją przemowę, nie bardzo rozumiał, o co mu chodzi. Nie ludzkie towarzystwo ? Czyli co, chce podarować mu pacynkę, z którą będzie sobie konwersował ? Dopiero po tym, jak przejął karton i zobaczył co, a raczej kto w nim jest, poczuł, że wpada w delikatną panikę.
To był pies. Żywy, mały szczeniak!
CZY JEGO JUŻ DO RESZTY POJEBAŁO?!
-To pies ! - spojrzał na niego, jak na kogoś niespełna rozumu. Znaczy na Nico, nie na psa. - Żywy PIES !
On był nienormalny. Wiedział, że Edams nie panował czasem nad sobą i emocjami, a mimo to kupił mu żywe zwierzę, które nie mogło się przed tym bronić ! Wyciągnął szczeniaka z pudła, trzymając na długość wyciągniętych ramion, jakby się bał, że ten skoczy i odgryzie mu nos.
-Co ja mam z nim niby zrobić ?! - Nico z satysfakcją mógł zanotować, że Edams nigdy nie był w takim popłochu. Nie zdarzyło mu się okazywać takich uczućEsther Goth - 2019-02-22, 20:31 Życie nie zawsze się toczy tak jakbyśmy chcieli dlatego nie warto było płakać na tym co było. Lepiej było patrzeć i wypatrywać tego, co będzie. Esther wolała skupić się na tym, co tu i teraz. Oczywiście nie było tutaj Connora i Chrisa, ale kiedyś na pewno spędzą święta w pełnym gronie. Będą z nimi zarówno chłopaki, jak i matka dziewczyny. Przecież o to walczyli i Esther wierzyła, że kiedyś dojdą do tego.
- Cóż przypominają trochę kostkę masła, ale jest mniejsze i na opakowaniu zazwyczaj jest jakaś babeczka - powiedziała, bo nie wiedziała jak dziecku wytłumaczyć jak wyglądają drożdże. Dla niej to było oczywiste, ale przecież Vanessa nie mogła nie wiedzieć jak one wyglądała.
Van miała racje, pomimo początkowych kłopotów jak wyglądają drożdże i je udało im się znaleźć wszystko. Esther z pomocą Van przygotowywały mini burgery, by zagościły one na stole. Kiedy usłyszała jak Nick krzyczy, że już wrócił, a po chwili krzyk chłopaka o jakimś psie... Nie wiedziała o co chodzi ale a razie miały nie lada wyzwanie stworzenie mini burgerów.Vanessa Grenville - 2019-03-01, 10:55 Van wysłuchała w milczeniu tego co wyjaśniała jej ciotka. Dopiero gdy wspomniała o babeczce na opakowaniu Van zabłysło w głowie coś i zaczęła przewracać w lodówce. Już współczuła, temu który będzie szukał produktów w lodówce bo ewidentnie widać było, że ktoś w niej buszował i to nikt z dorosłych! Gdy ostatecznie znalazła wspomniane drożdże uśmiechnięta podała je cioci. Usłyszała nawet jak tato wrócił a potem pisk Vincenta. Ale była zajęta pomaganiem i nie miała kiedy wejść by zobaczy co się tam dzieje. Ważne, że miała okazję nauczyć się robienia burgerów!
- A długo się piecze te bułki ciociu?
Zapytała ciekawa.Nicholas Grenville - 2019-03-01, 22:33 Reakcja Vincenta chyba była bezcenna, kiedy zobaczył jaki prezent mu podarował Nicholas. Miło że był wstanie rozpoznać zwierzę, jakie zostało mu sprezentowane. Szczeniak zaszczekał radośnie, kiedy znalazł się w rękach chłopaka. Co więcej, przyglądając się mu uważniej, można było stwierdzić, że to suczka.
- Tak. To jest żywy pies.
Nicholas potwierdził jego słowa ze spokojem. Rozpinając kurtkę i zdejmując zaraz rękawiczki. Na uwadze jednak mając zachowanie Vincenta. A jego pytanie było wręcz zabawne.
- Jak to co? Wychować i wytresować. Dzięki temu zdobędzie zwierzęcą przyjaciółkę i nauczysz się delikatności. Może świadomość posiadania zwierzęcia, pomoże ci panować nad mocą.
Uśmiechnął się szczerze i z wiarą w możliwości "wychowawcze" do Vincenta. Miał nadzieję, że poradzi sobie.
- Vanessa może ci pomagać. Miała styczność z bezdomnymi kotami i psami, jak się często przeprowadzaliśmy.
Dodał dla pocieszenia dla Edamsa.
- Gdzie dziewczyny?
Zapytał przy okazji, zdejmując kurtkę i narzucając ją sobie na bark.Vincent Edams - 2019-03-03, 18:13 Pies skomlał żądny miłości, tulenia i całusów, ale wciąż był trzymane na wyciągniecie ramion. Edams zaś patrzył na to stworzenie, z niemym przerażeniem. Jak to miał wychować?! Tak po prostu sobie go przyniósł, każe wychować i jeszcze uważa to za świetny pomysł?!
Powinien go zabić, przy najbliższej możliwej okazji. Nicholasa, nie psa.
- Nie chcę go - oznajmił, kładąc go na ziemii, ale sunia od razu zaczęła obok niego skakać i piszczeć. - Nie wiem skąd przyszło ci do głowy, że to dobry pomysł. - odsunął się, ale równie dobrze mógłby próbować uciec przed Strusiem Pędziwiatrem
-Są w kuchni, coś gotują. - burknął do mężczyzny, dalej uprawiając tą ucieczkę przed szczenięciem.-Daj mi spokój, psie !
Wyglądało to dość zabawnie. Vincent usilnie starał się oddalić od psa, który uznał, że świetną zabawą jest gonić uciekiniera. Edams jednak nie był w stanie skrzywdzić tak małego zwierzęcia, więc też go od siebie nie odkopnął, a to by pewnie załatwiło sprawę. Tak więc sobie tak uciekali i gonili.Esther Goth - 2019-03-10, 20:23 Esther nic nie mówiąc obserwowała jak Van przewraca zawartość lodówki do góry nogami. Przecież i tak kolejne osoby znajdą co szukają. Tylko zajmie im to więcej czasu, po komentują i tyle będzie w sprawie. Kiedy dziewczyna wyciągnęła drożdże skinęła głową, że to o nie chodziło. Zastanawiała się co może dać Van do pracy. Przecież nie da jej od razu noża do ręki. Nawet jeśli Vanessa miała te dziewięć lat to i tak nóż nie jest zabawką. Chyba ciasto będzie najlepszym rozwiązaniem. Przecież każdy umie ugniatać ciasto, a najwyżej później poprawi. Dlatego wzięła dużą miskę i łyżkę do wyrabiania ciasta. Pozwalając Van dodawać kolejne składniki...
- Jakieś dwadzieścia minut, może trochę mniej muszą się lekko zarumienić. Dodaj jeszcze trochę mąki i zaraz będziesz możesz ugniatać - powiedziała do Vanessy.
Jak ciasto było gotowe wyrzuciła je na blat i pokazała dziewczynce jak najlepiej jest ugniatać ciasto.
- Moja mama zawsze mówiła, że ciasto należy ugniatać myśląc o tych, których się kocha, by robić to z miłością nie gniewem. Podobno wtedy ma lepszy smak - powiedziała przy okazji przypominając sobie jak sama gotowała z mamą różne rzeczy. Chociaż nie zawsze jej wychodziło to lubiła to robić. W czasie kiedy Vanessa ugniatała ciasto Esther przy niej przygotowała mięso na steki oraz pokroiła warzywa.
- Zostało teraz ulepić kulki i to będą nasze bułeczki - dodała robiąc jedną kulkę i kładąc ją na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Oczywiście nie będzie robiła wszystkich kulek sama. Liczyła tutaj na pomoc swojej bratanicy.