Dale Fowler - 2018-05-28, 23:34 No jasne, najważniejsze przecież, by uszanować czyjeś zdanie, huh?
Co jak co, ale akurat Dale był naprawdę niezłym kompanem, jeśli czuło się obawę przed jakimiś kłopotami. Jak wspomniałem wyżej - można było mu odebrać naprawdę wiele, ale wojskowego wyszkolenia nie dało rady. Jego ciało reagowało instynktownie podczas sytuacji zagrożenia, zwłaszcza wtedy, gdy pragnął kogoś obronić, a ta dziewczyna, Maya... Cóż, wydała mu się osobą, która tego potrzebowała. Nie po to pomógł jej parę chwil wcześniej, by teraz zostawić ją na pastwę losu. Być może w ten sposób chciał odnaleźć w sobie ludzkie cechy, które ostatnim czasem zagubił? Możliwe.
Co do mutantów... Cóż, zabawna sprawa. Było ich pełno na całym świecie, ale tylko niektórzy byli zmuszeni do ukrywania się. Większość mogła wieść spokojne życie, mogli ukrywać swoją moc. Nie każdy jednak to potrafił - dlatego właśnie utworzyło się podziemie. Bractwo, grupa ludzi, która chciała coś zmienić. Być może ich walka nie miała sensu, ale oni i tak nie zamierzali się poddać. I do nich właśnie od niedawna należał Dale i chociaż wcale nie był przekonany do ich ideałów... Rozumiał czym jest walka. Wiedział doskonale co to znaczy i jakaś jego część ponownie pragnęła zawalczyć. W końcu był maszyną do zabijania, maszyną stworzoną przez armię Stanów Zjednoczonych. Potrafił tylko zabijać, zupełnie jakby po to został stworzony.
Wróćmy może jednak do naszych bohaterów...
Wreszcie znaleźli się w autobusie, a Dale od razu zajął miejsce na przeciwko niej.
Zajrzał jej ponownie prosto w oczy z lekkim uśmiechem na ustach.
- Do domu... Tak, jasne, że tak. Ty pewnie też, hm? - odwrócił na moment wzrok i przesunął palcami po brodzie. Cholera... Chyba powinien się ogolić.
Dom... Gdzie aktualnie znajdował się jego dom? Nie był już pewien, ale na pewno do niego teraz nie jechał. Aktualnie miał nieco ważniejsze sprawy na głowie, o czym oczywiście nie zamierzał jej mówić. Ogólnie nie był zwolennikiem wyjawiania zbyt wielu informacji.Maya Rekulak - 2018-05-28, 23:50 Pokręciła głową.
– Jadę do motelu – powiedziała, po czym po chwili dodała w ramach wyjaśnień: – mieszkam w Seattle. Jestem tu na warsztatach, udało mi się na nie dostać z uczelni. – Po jej głosie można było poznać, że jest z siebie zadowolona. Z resztą, kto by nie był? To przecież kilka tysięcy dolarów w kieszeni.
Maya cały czas delikatnie się uśmiechała: złe wydarzenie nie było na tyle drastyczne, by zapaść jej w pamięci na dłużej, więc powoli odchodziły do przeszłości, a ona nie miała zamiaru ich roztrząsać. Nic się jej w końcu nie stało, dlatego stopniowo dochodziła psychicznie do siebie.
Zamyśliła się na chwilę, wracając głową do Seattle.
– Ciekawe, jak tam Nero... – mruknęła po chwili, po czym spytała: – Wracasz z pracy?
Czuła, że Dale nie powie jej niczego sam z siebie. Nie chciała być wścibska, pytała jakby od niechcenia: w końcu cisza nie jest sprzymierzeńcem w rozmowie, zwłaszcza, gdy chcąc nie chcąc czekała ich dłuższa chwila sam na sam.Dale Fowler - 2018-05-29, 00:00 - Ach. To wiele wyjaśnia. - puścił jej oczko i uśmiechnął się lekko. Seattle... Wcale nie zamierzał jej opowiadać o swojej przeszłości, o tym, że również się tam wychował. Nienawidził tamtego miejsca, zniszczyło go, od najmłodszych lat zmuszony był mieszkać na ulicach Seattle. Widział tam zbyt wiele złych rzeczy, jego umysł automatycznie wyrzucił z jego głowy te wszystkie złe wspomnienia. Cóż... Czy nie każde miasto było takie same? Wszędzie było pełno brutalności, krwi, tego całego syfu - wystarczyło tylko wiedzieć gdzie się udać, by spotkać ludzi najgorszego sortu.
Przeniósł wzrok na szybę i przez kilka dobrych chwil wyglądał za okno zupełnie tak, jakby zauważył tam coś cholernie interesującego.
- Nero? - mruknął cicho i ponownie przeniósł na nią wzrok. Brzmiało to jak imię dla jakiegoś durnego zwierzaka. Czyżby zostawiła w tym motelu psa, czy też kota?
Kąciki jego ust uniosły się delikatnie do góry, gdy Maya zadała mu kolejne pytanie.
- Nie. Aktualnie jestem po... Po wypadku, jestem bezrobotny. Jadę odwiedzić pewną... Starą znajomą. Sprawdzić jak się trzyma. - rzucił całkowicie spokojnie, chociaż ta wizyta nie miała należeć do najprzyjemniejszych. Był prawie pewien, że Sam nie żyje, ale musiał to zobaczyć na własne oczy. Zabawne, że obecność tej nowopoznanej dziewczyny działała na niego w pewnym sensie kojąco. Na kilka chwil zapomniał o tych wszystkich złych rzeczach. Może powinni widywać się częściej? Cóż... Może.Maya Rekulak - 2018-05-29, 00:09 Machnęła ręką, słysząc zapytanie o imię, które przed chwilą wypowiedziała.
– Pies. Mam go jakieś pół roku… znajomy zachorował, a to duży zwierzak… choć tak lękliwy, że na obrońcę się nie nadaje. Został w domu, w Seattle. – Westchnęła. Ciekawe, jak jej ojciec daje sobie z nim rade? I czy przypadkiem jego „nowe dzieci” nie robią sobie z niego zabawki? Znała dobrze swojego psa i wiedziała, że można byłoby go maltretować, a on nie zareagowałby nawet piskiem, czy odsunięciem się.
Słysząc odpowiedź na swoje pytanie zmarszczyła brwi i mimowolnie, bez wcześniejszego pomyślunku, mruknęła:
– Ale wcześniej mówiłeś, że jedziesz do domu… – Po chwili zreflektowała się jednak: – Wybacz, to nie moja sprawa, przepraszam.
Jednocześnie znów poczuła się delikatnie zagrożona: Dale nie był szczery i choć nie musiał być, nie był jej w końcu niczego winny, to jednak podkopało to nieco jej zaufanie. Przecież nie musiał kłamać: jeśli nie chciał mówić, wystarczyło o tym powiedzieć. Nie zmuszała go do niczego. Po prostu chciała zabić ciszę.
Wyciągnęła z kieszeni komórkę. Zajrzała na godzinę. Było już późno… a do motelu trafi jeszcze później. Potem jeszcze musi zrobić kilka rzeczy, które obiecała jednej z wykładowczyń. Ech, gdy wstanie rano przed ósmą będzie nieprzytomna.Dale Fowler - 2018-05-31, 19:12 Pokiwał głową na znak, że rozumie, gdy udzieliła mu nieco więcej informacji o posiadaczu imienia Nero. On sam chyba nigdy nie miał psa i raczej nie zamierzał żadnego przygarniać. Nie przy jego trybie życia, może kiedyś, gdy to wszystko się jakoś unormuje... Eh, o ile w ogóle do tego dojdzie.
- Rozumiem. Jaka to rasa? - spytał właściwie tylko po to, by podtrzymać rozmowę. Przeniósł wzrok na szybę, gdy dziewczyna ponownie się odezwała. Och, faktycznie - wcześniej powiedział kompletnie co innego. Niestety tak właśnie wygląda sprawa z kłamstwami - to jak budowanie domku z kart, wystarczy jedna pomyłka i wszystko się rozsypie. Nawet, jeśli mowa o takich niewinnych kłamstewkach.
- No, tak. Najpierw do niej, a potem do domu. - wzruszył ramionami nie zmieniając obojętnego wyrazu twarzy. No cóż, przecież mógł o tym zapomnieć, prawda? Albo nie widział powodu, by jej o tym wspominać.
Zerknął na nią i uśmiechnął się delikatnie, zupełnie jakby chciał ją tym uśmiechem uspokoić, zapewnić, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Ciekawe, czy tak właśnie to odebrała.
Rozejrzał się po autobusie lustrując wzrokiem pasażerów siedzących najbliżej nich. Nie wyglądali raczej na takich, którzy mogliby sprawiać problemy, ale nigdy nic nie wiadomo. W takich chwilach właśnie żałował, że nie ma przy sobie broni.
Niestety wszystko stracił podczas jego ostatniej 'przygody'... Cóż, trzeba będzie zdobyć nową - co akurat nie powinno być problemem. Miał kilka znajomości, które mogły mu w tym pomóc.
- Więc... Studiujesz, tak? Jaki kierunek?Maya Rekulak - 2018-05-31, 19:40 Co za głupia sytuacja – przeszło jej przez myśl. Koleś chyba poczuł się za nią w pewnym sensie odpowiedzialny i choć poza kłamstwem sprawiał wrażenie całkiem sympatycznego gościa to najwyraźniej nie miał wielkiej ochoty na rozmowy z nią. A może po prostu był mrukliwym typem? Kto go tam wie. Niemniej, cały czas tkwili w jednym autobusie, więc dopuszczenie do długo trwającej ciszy byłoby trochę nie w naturze Maii. Poza tym… do mówieniu o swoim życiu, zwierzaku, czy zainteresowaniach nie trzeba było jej zachęcać. Wręcz przeciwnie.
– Nowofunland – odpowiedziała, w gruncie rzeczy zadowolona, że spytał. – To taki wielki, pluszowy misiek. Generalnie wole koty, ale… – Wzruszyła ramionami.
Skinęła głową, słysząc wyjaśnienie dotyczące celu jego podróży: wprawdzie dalej coś się jej nie kleiło, coś wzbudzało jej niepewność, ale nie miała powodu, aby dalej drążyć temat. To nie jej sprawa, zdecydowanie nie.
Słysząc o studiach, odpowiedziała odruchowo:
– Tak. Grafikę komputerową. A ty? Czym się zajmujesz? To znaczy… zajmowałeś, przed wypadkiem?
W trakcie mówienia przypomniała sobie o jego słowach sprzed chwili. Ciekawe, co doprowadziło go do takiego stanu? Był ofiarą, czy sprawcą? Czy w ogóle to pamięta? Podświadomość podsunęła jej wspomnienie matki z dzieciństwa: nie miała pojęcia, co się z nią stało… Podobno wracały skądś razem… w ten feralny dzień. Ale Maya nic z nieco nie pamiętała. Jakby ktoś usunął jej wspomnienia. Ech, ponoć trauma tak czasem działa: plastyczny umysł dziecka, aby poradzić sobie z czymś bardzo trudnym, po prostu to usunął. Przynajmniej tak tłumaczyli jej to psychologowie.
Gdy jej myśli skierowały się na te tory, na chwilę z jej twarzy zniknął pogodny wyraz, a pojawiło się zamyślenie, pozbawione jednak cienia bólu: ten udało się jej przegnać już dawno temu. Żyjący powinni wiedzieć, kiedy zostawić zmarłych w spokoju.Dale Fowler - 2018-05-31, 20:08 To prawda - Dale faktycznie czuł się za nią odpowiedzialny. Nie chciał dopuścić do tego, by stała jej się krzywda. Sam nie wiedział dlaczego, ponieważ przeważnie nie zgrywał bohatera, przynajmniej nie odkąd wrócił z frontu. Może coś się zmieniło, po tym, co go spotkało? Tego pewnie już nigdy się nie dowie, ale... Nie zamierzał zostawić jej samej o tej porze - była naprawdę ładną dziewczyną, co robiło z niej cel dla najróżniejszego rodzaju typów.
Co do tego, czy jest mrukliwym typem... Och tak, myślę, że śmiało można tak stwierdzić. Nie mówił zbyt dużo, chociaż oczywiście od reguły zdarzają się wyjątki. Po alkoholu rozwiązywał mu się język, problem w tym, że dzisiaj akurat nic nie pił.
- Nigdy nie słyszałem o takiej rasie. - rzucił przeszukując w swojej głowie wszelkie znane mu rasy psów. Może gdyby go zobaczył... No cóż, na to raczej nie było szansy, więc wyrzucił z głowy myśli o tym zwierzaku.
- I tak w ogóle... Koty? Serio? Nienawidzę kotów. - uśmiechnął się nieco szerzej.
- I z wzajemnością. One też za mną nie przepadają. - pokręcił delikatnie głową i parsknął cichym śmiechem. Przeżył już kilka spotkań z kotami i nigdy nie kończyły się one dobrze. Te cholerne sierściuchy - nie wiedzieć czemu - zawsze rzucały się na niego z pazurami, gdy tylko go widziały. Może wyczuwały to, że za nimi nie przepada?
Na całe szczęście Maya nie poruszała więcej tematu celu jego podróży, więc i on postanowił to już przemilczeć. Nie chciał jednak, żeby poczuła się przy nim w jakikolwiek sposób zagrożona, czy coś w tym stylu.
Wysłuchał jej następnych słów i zastanowił się nad odpowiedzią.
- To chyba ciekawy kierunek... Lubisz to? - spytał, by dać sobie trochę więcej czasu na sklecenie jakiegoś sensownego kłamstwa... Przecież nie mógł jej powiedzieć, że jest mutantem, który ukrywa się od kilku lat przed rządem, że jest przez nich ścigany listem gończym. A, no i nie zamierzał się też chwalić tym, że ostatnio go dorwali i torturowali przez trzy dni. Z drugiej strony... Mógł przeciez powiedzieć przynajmniej część prawdy, nie?
- Byłem... Żołnierzem. U.S Army Rangers. - wydusił z siebie wreszcie i odwrócił na moment wzrok. Nie lubił za bardzo wracać do tamtych czasów, ale dlaczego miałaby się o tym nie dowiedzieć?
Powrócił do niej spojrzeniem czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony, jednak Maya najwyraźniej pogrążyła się w jakichś rozmyślaniach. Widać to było na jej twarzy.Maya Rekulak - 2018-05-31, 20:52 Mai nie trzeba było tego dwa razy powtarzać: od razu wyciągnęła telefon i mrucząc pod nosem Chwilka, zaczęła czegoś w nim szukać. Już po chwili odwróciła wyświetlacz w stronę mężczyzny, pokazując mu zdjęcie wielkiego psa, przypominającego niedźwiedzia, leżącego przy stole, na którym położony był pad i duży, stary kubek ze starym, kreskówkowym Wolverine (który kupiła na jakiejś garażowej wyprzedaży). W tle widać było włączony telewizor.
– To Nero – powiedziała. – Nie przesadzaj, po prostu trzeba wiedzieć, jak się przy nich zachowywać! Pewnie po prostu…. Coś robisz nie tak. – Wzruszyła ramionami.
Sama wprawdzie nie była specem od zwierząt, ale nie wyobrażała sobie, by te nie lubiły go bez powodu: jakieś zachowanie, może jakiś tik nerwowy, albo po prostu spięcie wywołało u nich poczucie niepewności. Trochę tak, jak mężczyzna robił tu i teraz, sprawiając, że mimo wszystko nie czuła się przy nim zupełnie komfortowo. Hmm… może coś w tym faktycznie jest?
– Jasne! – potwierdziła, słysząc zapytanie o studia. – Gdybym nie lubiła to bym zrezygnowała. Mamy fajną ekipę, i ludzi, i nauczycieli. To trochę taka szkoła dla wybranych, no wiesz, jak w filmach o niezwykłych dzieciakach, tyle, że my jesteśmy raczej normalni.
Nie myślała absolutnie o czymkolwiek z nadprzyrodzonymi mocami: chodziło jej raczej o szkoły dla geniuszy, czy innych wybitnie utalentowanych, o których czasem powstawały głupie seriale dla dzieciaków, czy nastolatków.
Odpowiedź Dale wydawała się jak najbardziej na miejscu: faktycznie, i jego postura, i umiejętności sugerowałyby kogoś pracującego w ten sposób. Być może to wyjaśniało też jego mrukliwość? W końcu armia to nie miejsce pełne tęczy i jednorożców.
– Teraz pewnie będzie ci ciężko tam wrócić? Nie mają jakiś miejsc pracy w urzędach, czy coś? – spytała, nie mając pojęcia, jak w praktyce funkcjonuje wojsko.Dale Fowler - 2018-06-02, 18:18 Mężczyzna przyglądał się jej uważnie, gdy tak grzebała przez chwilę w poszukiwaniu telefonu, a potem zaczęła czegoś w nim szukać. Uśmiechnął się lekko pod nosem przesuwając spojrzeniem po jej twarzy.
Po chwili już jego oczom ukazało się zdjęcie dużego futrzastego psiaka, no cóż... Naprawdę był ładny! Jego uśmiech się poszerzył, jak widać urocze psy mogą rozgrzać nawet serce takiego buca jak on!
- Piękny pies - powiedział - oczywiście zgodnie z tym, co uważał. Nie należał do ludzi, którzy mówią rzeczy, które inni chcą usłyszeć. Przeważnie mówił prawdę, o ile oczywiście mógł, były przecież pewne tematy, których nie powinien poruszać.
- Dlaczego zaraz ja robię coś nie tak? A może to te wszystkie koty robią coś nie tak? - rzucił nieco rozbawiony, czyżby miał przed sobą typową miłośniczkę kotów? No cóż... Zdarzało mu się już odbywać takie dyskusje, ale nic nie mogło zmienić jego zdania. Po prostu ich nie lubił i tyle, o.
Wysłuchał jej następnych słów i podrapał się po potylicy. Niezwykłe dzieciaki, hmm...
- A co sądzisz o tych naprawdę... Niezwykłych? Chodzi mi o mutantów, ostatnim czasem dość o nich głośno. Po której stronie się opowiadasz? - ciekaw był jej zdania w tej kwestii. Uważała, że należy ich wytępić, czy wręcz przeciwnie?
Zacisnął palce tak mocno, że aż zbielały mu knykcie, gdy ich rozmowa zeszła na temat wojska. Och, naprawdę nie lubił wracać wspomnieniami do tamtych chwil.
- Ja... Byłem na froncie. Papierkowa robota nie jest dla mnie, poza tym... Nie chcę już tam wracać. Zbyt wiele tam widziałem, zbyt wiele śmierci, krwi... Nie potrafiłbym więcej walczyć za ten kraj. Poza tym... Z pewnych powodów nawet bym nie mógł tam wrócić.Maya Rekulak - 2018-06-02, 22:46 – Dziękuję – powiedziała, słysząc komplement dotyczący psa, jednocześnie zaczesując kilka pojedynczych włosów za ucho. Po całym dniu jej fryzura zdecydowanie nie wyglądała perfekcyjnie.
Wzruszyła ramionami, słysząc komentarz dotyczący kotów.
– To my jesteśmy tymi inteligentnymi stworzeniami, nie one, prawda? A wielka moc to wielka odpowiedzialność – rzuciła, również nieco rozbawiona, zupełnie nieświadomie cytując jednego z bohaterów swojego dzieciństwa: w końcu kto nie oglądał kreskówki ze Spider Manem? W każdym razie Dale się trochę rozluźnił, więc i jej humor – i tak przecież nie najgorszy – poprawił się.
No tak… mutanci. Temat na topie, nie? A co gorsza, bardzo niebezpieczny – rozmawianie o tym z nieznajomym człowiekiem niekoniecznie było dobrym pomysłem. Maya wzięła głęboki oddech i odpowiedziała to, co zwykle w takich sytuacjach:
– Jestem artystą, nie politykiem, nie znam się na tym. Nie mi oceniać i stawać po jakiś stronach. Szkoda tylko, że przez to wszystko dostęp do starych popkulturowych dzieł jest tak utrudniany. Kultura nie powinna podlegać cenzurze, dlatego, że… jest kulturą. Ma mówić o wszystkim w każdy możliwy sposób i w każdym możliwym kontekście.
Zawsze wydawało jej się, że nawet, jeśli przypadkiem rozmawia z kimś z rządu, albo czegokolwiek innego to rozmowa o kulturze nie jest raczej powodem, by kogokolwiek zamknąć. Zwłaszcza, że jej zdanie podzielało sporo osób z jej kierunku i również się z tym nie kryli.
Skinęła głową, słysząc wyjaśnienia mężczyzny odnośnie jego pracy. W pierwszej chwili chciała dorzucić jeszcze do tego słowo rozumiem, ale ostatecznie powstrzymała się, bo przecież… nie rozumiała. Nigdy nie widziała na żywo nawet śmierci jakiegokolwiek zwierzaka, co dopiero mówić o wojnie? A gry komputerowe to przecież zupełnie inna bajka.Dale Fowler - 2018-06-03, 00:01 - Nie ma za co. Naprawdę wygląda świetnie, kiedyś poczytam o tej rasie - rzucił krótko, naprawdę zamierzał to zrobić. Akurat psy były interesującym tematem, chociaż od takich domowych bardziej ciekawiły go te szkolone przez policję, wojsko. Swojego czasu nieźle zagłębił się w tym temacie. Zabawne jak wiele można nauczyć takiego czworonoga...
- Niby racja, z drugiej strony skąd możemy wiedzieć tak naprawdę co one sobie tam w tych swoich małych, futrzastych łbach myślą? - odparł również rozbawiony całą tą dyskusją. Nie spodziewał się, że rozmowa o kotach może sprawić, że ten wieczór stanie się trochę weselszy, ale... Chyba tego właśnie potrzebował. Odbiec trochę od szarej rzeczywistości i zwyczajnie z kimś porozmawiać.
W towarzystwie Mai odczuwał pewną ulgę, czuł się rozluźniony. Hmm... Chyba powinni widywać się częściej, może wtedy by tyle nie pił?
To prawda, mutanci byli teraz tematem numer jeden - zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Dale właściwie nie czytał gazet, ani nie słuchał wiadomości - chyba, że akurat puszczali je w jakimś barze w którym akurat siedział. Tak, czy inaczej... Doskonale wiedział, że ludzie ze zmutowanym genem nie schodzą z ust dziennikarzy, oraz polityków od wielu dni.
Wysłuchał jej wypowiedzi i zastanowił się przez parę chwil nad odpowiedzią.
- Też nie jestem politykiem, ani nie znam się na tym, ale wiem na pewno, że walczyłem za ten kraj, między innymi za tę bandę idiotów, których nazywasz politykami. Widzę co się dzieje i zalewa mnie krew, ale nic nie mogę z tym zrobić. Moim zdaniem... Powinni się z nimi dogadać, z tymi całymi mutantami. Przecież nie każdy jest zły, nie? To zupełnie jak z normalnymi ludźmi, z resztą... Kto w ogóle określa normalność? Może to oni są całkowicie normalni, a my, nazywani zwykłymi ludźmi nie do końca? - odparł być może nieco przesadnie angażując się w swoją wypowiedź. No cóż, to nerwowy temat - zwłaszcza dla niego. Po tym wszystkim co zrobił, po tych ranach, które odniósł na froncie... Wystawiono za nim list gończy, ponieważ był mutantem, który wie zbyt dużo. Zabawne, że na froncie nikomu nie przeszkadzały jego wyjątkowe umiejętności - dobrze było wtedy mieć kogoś takiego po swojej stronie.
- No, ale... Masz rację z tą kulturą. Ta cała cenzura to jedna wielka komedia. Szkoda, że zwykli szarzy obywatele nie mogą nic z tym zrobić.
Maya zignorowała jego słowa dotyczące pracy, którą się kiedyś parał. Może to i lepiej - naprawdę nie chciał pozwolić wspomnieniom na opanowanie jego umysłu - to się przeważnie źle kończyło. Albo dla niego, albo dla innych ludzi w jego otoczeniu.
- Właściwie... Zagadaliśmy się trochę. W którym miejscu wysiadasz? Mogę Cię odprowadzić, jeśli chcesz.Maya Rekulak - 2018-06-03, 01:04 Zaśmiała się cicho, słysząc komentarz Dale’a.
– To psy z Piotrusia Pana. Nana, pies Wendy i reszty dzieciaków to nowofundland – wtrąciła ciekawostkę. Jakoś dziś dobrze wychodziły jej wszelkie popkulturalne nawiązania. To chyba przez te warsztaty. Na nich też takowych nie brakowało.
– Niby były jakieś badania amerykańskich naukowców – rzuciła, unosząc brew.
Odpowiedź Dale dotycząca mutantów jednak znów sprawiła, że dziewczyna nieco się spięła: oj, niebezpiecznie było o takich rzeczach mówić, szczególnie teraz, szczególnie w takiej sytuacji jak ona. Kto wie, czy Dale jej nie podpuszczał? Kto wie, że tu nie ma podsłuchów, że w autobusie nie ma donosicieli? Nie miała zamiaru wchodzić głębiej w temat. Zawsze unikała wypowiadania się o polityce i nie miała zamiaru tego zmieniać. Co było o tyle łatwe, że zwykle dziewczynek z tęczowymi włosami nikt się o takie rzeczy nie pytał, a tym bardziej nie brał ich gadki na serio.
Chociaż… Dale chyba brał i to ją najbardziej martwiło. Albo faktycznie chce ją wkręcić, albo niedługo przez takie gadanie sam trafi… Bóg wie gdzie. Maya wolała o tym nie myśleć; jej ciało przeszedł dreszcz.
– Jak mówiłam, nie znam się. Nie znam badań, nie znam wyników. – Wzruszyła ramionami. Widać było, że nie chce zagłębiać się w te rejony. Jej spojrzenie nieco nerwowo omiatało autobus.
Kultura jednak była już bezpieczniejszym tematem, który pozwalał – według Mai – na więcej polemiki.
– Fantastyka na pewno wkrótce znajdzie jakąś dziurę w systemie, której nie zauważą i superbohaterowie pewnie prędzej czy później powrócą. W nieco zmienionej formie, ale jednak. Tak zawsze było – mówiąc o tym, wspominała warsztaty, na których z resztą była o tym mowa.
Gdy Dale wspomniał o wysiadce, Maya też odruchowo zerknęła na komórkę, którą cały czas trzymała w ręku.
– Spokojnie, jeszcze przystanek, kontroluje trasę – powiedziała, z resztą zgodnie z prawdą. – Nie trzeba, mam motel obok przystanku. Dale Fowler - 2018-06-03, 20:16 Blondyn z pewnością nie był fanem kreskówek - jego dzieciństwo nie wyglądało zbyt kolorowo i właściwie był w tamtym czasie raczej zajęty walką o przetrwanie, więc... Niespecjalnie miał czas na oglądanie kreskówek. Wychowały go najbrudniejsze zakamarki Seattle, najciemniejsze uliczki na których przebywał, gdy udało mu się wyrwać z sierocińca. Tak więc... Piotruś Pan? Jasne, słyszał o nim, nawet znał tą historię - tak piąte przez dziesiąte, ale nigdy tego nie oglądał.
- Rozumiem - rzucił jednak krótko kiwając głową na znak zrozumienia. Zupełnie jakby wiedział o co chodzi. Nie zamierzał dalej brnąć w ten temat, właściwie już chyba wszystko na temat tego (pięknego!) psa zostało powiedziane.
Wysłuchał jej następnych słów i zaśmiał się cicho.
- To zawsze tak poważnie brzmi - ''amerykańscy naukowcy dowiedli...'' - odparł rozbawiony. No hej, przecież tak właśnie było! We wszelkich gazetach, czy wiadomościach tak często powtarzali to zdanie, zupełnie jakby naukowcy pochodzący z USA byli najmądrzejszymi ludźmi na świecie!
Wracając jednak do tych poważniejszych tematów... To prawda, niebezpiecznie było mówić o takich rzeczach w miejscach publicznych, ale on już taki był. Nie przejmował się raczej wszelkimi zakazami, cenzurami i tego typu bzdurami. Jeśli chodzi o podsłuchy... I tak zaraz wysiądzie z tego autobusu, a nawet jeśli będą na niego czekali na przystanku - poradzi sobie. Zawsze sobie radził, z każdym. Od zawsze był sam i to jakoś funkcjonowało... No, może poza tym jednym razem, gdy dał się złapać, ale dzięki temu stał się o wiele silniejszy i wiedział doskonale jakie błędy popełnił. Wyciągnął z tego wydarzenia wnioski i... Heh, więcej nie pozwoli im na schwytanie swojej osoby.
- Jasne, nie musimy o tym przecież rozmawiać - rzekł i wzruszył ramionami. Zupełnie jakby wyczuł, że ten temat nie jest jej ulubionym, choć oczywiście nie mógł być tego pewien. Nawet jeśli siedząca na przeciwko niego kobieta była mutantką to nie posiadała żadnych znaków szczególnych, które mogłyby na to wskazywać.
- Superbohaterowie... W sumie dobrze by było gdyby tacy naprawdę istnieli. Niestety życie nie jest takie kolorowe. Tutaj nie rządzą siły dobra, wręcz przeciwnie. - no, zebrało mu się na filozofowanie, nie ma co... Właściwie nie miał pojęcia dlaczego tak otwarcie wyrażał przy niej swoje poglądy. Zwykle tego nie robił, ale... Hmm, jakoś mu to w tej chwili nie przeszkadzało.
Kiwnął głową, gdy Maya stwierdziła, że pozostał jej jeszcze jeden przystanek, oraz, że nie potrzebuje odprowadzki. No cóż, w sumie mógłby nalegać, ale doskonale wiedział, że nie może sobie na to pozwolić. Nie znali się na tyle, to była jej decyzja.
- Jak sobie życzysz - powiedział i puścił jej oczko. No cóż, a więc ich spotkanie dobiegało końca...
Przez moment zastanowił się czy zapytać ją o numer telefonu, czy coś w tym rodzaju, ale po chwili jednak z tego zrezygnował, bo... Po jaką cholerę? I tak nie używał komórek zbyt często, poza tym... Nie była mu do niczego potrzebna. To prawda - miło mu się z nią rozmawiało, ale nic poza tym. Nie mógł jej wkręcać w swoje porąbane życie, ponieważ mogliby chcieć jej zrobić krzywdę tylko dlatego, że pojawia się w jego towarzystwie. Niestety tak już z nim było - Ci, którzy przebywali zbyt długo w jego otoczeniu przeważnie kończyli źle. A on zdecydowanie miał już dość ludzi, którzy giną z jego powodu...Maya Rekulak - 2018-06-03, 20:59 Skinęła głową, znów się śmiejąc:
– Tak, dokładnie – dodała.
Super moce i osoby w jakiś sposób wyjątkowe były jej bliskie. Nie przez to, że sama była mutantką, a przez otaczającą ją popkulturę, która przecież na tych wybitnych, lepszych od innych jednostkach bazowała. W końcu kto chciałby słuchać o ludziach tacy jak wszyscy? Na pewno nie masowa publiczność.
– Niestety, w prawdziwym życiu bohaterem jesteś zawsze tylko przez chwilę. – Wzruszyła ramionami. – W końcu uratowanie jednej osoby oznacza, że nie jesteś w stanie pomóc drugiej.
W końcu autobus zaczął zwalniać, zbliżając się do przystanku, na którym Maya miała wysiadać. Wstała i nieco zaaferowana rozmową, wysiadła z autobusu, zapominając wziąć ze sobą torby z laptopem i wszystkimi dokumentami: został jej jedynie telefon, ciągle trzymany w rękach.
– Dziękuje jeszcze raz. Dobranoc – powiedziała, wychodząc.
Torba stała samotnie, wciśnięta pod krzesło, na którym wcześniej siedziała Maya. Jeśli Dale otworzy ją w znajdzie kalendarzyk, a w nim na pierwszej stronie e spis wszystkich telefonów, w tym ten należący do właścicielki (która nigdy nie potrafiła nauczyć się własnego numeru na pamięć). Chwila wertowania go wystarczy też, by znalazł plan dnia na jutro i informacje, w jakiej herbaciarni w Olimpii następnego popołudnia Maya miała spotkać się z osobą określoną jako BFF .
[z/t]Dale Fowler - 2018-06-03, 23:09 No cóż, jemu również wyjątkowe zdolności nazywane często 'super mocami' były dość bliskie z racji tego, że sam był takimi obdarzony i nie raz właśnie to jego moc uratowała mu życie. Używał jej dość często przez większość życia i była jego częścią.
Westchnął cicho i skinął głową na jej słowa o bohaterach.
- To prawda... Chociaż nie jestem pewien, czy w ogóle istnieją bohaterowie. Wszyscy jesteśmy źli, niektórzy po prostu mniej od innych - odparł krótko ignorując drugą część jej wypowiedzi. Nie chciał o tym rozmawiać, ani nawet myśleć. Zbyt wiele osób mógł uratować, ale... Nie zdążył.
Nadszedł wreszcie moment w którym ich spotkanie miało się zakończyć. Dziewczyna zebrała się dość szybko, a on odwrócił za nią głowę z ledwie zauważalnym uśmiechem.
- Dobrej nocy, Maya - mruknął cicho i wbił spojrzenie przed siebie.
Cholera, miał nadzieję, że nie spotka na drodze do motelu żadnych pijanych idiotów. Tym razem nie miałby jak jej obronić.
Wreszcie leniwie przesunął wzrok poniżej fotela, a jego oczom ukazała się torba, która należała właśnie do niej.
- Kurwa... - zaklął cicho pod nosem i złapał za nią, po czym wsadził do niej dłoń. Z pewnością był tam laptop, może i nawet kilka innych ważnych rzeczy. Przejrzy to później, może coś mu się z tego przyda.
/z.t