Rocky Roseberry - 2019-08-27, 09:25 Czy Rocky tutaj Była? Gdzie powinna teraz być jak nie przy nim? Oczywiście, że była nieopuszczała jego łóżka i jego na długo. Jedynie na tyle ile musiała. Nie wierzyła te wszystkie rokowania i te gadkę, że wyniki są dobre. Po prostu czuła się jak święty Tomasz apostoł, który musiał się na własne oczy przekonać. Tak i ona chciała być przy nim aż odzyska przytomność. Nie ważne jak długo to miało trwać. Ile czasu będzie musiała siedzieć przy jego łóżku? Zniesie to wszystko byle być tutaj jak on się obudzi.
Jak zauważyła oznaki, że mężczyzna odzyskuje przytomność podeszła bliżej do niego. Nie robiła tego zbyt głównie, bo jednak była lekarką i wiedziała jak w takiej sytuacji postępować.
- Śpiąca królewna się obudziła. Dobrze, że nie kazała tym razem czekać stu lat - powiedziała do niego z lekkim uśmiechem. - Możesz poruszać palcami u dłoni i stóp - dodała po chwili, bo należało sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.Sebastian Morrison - 2019-08-29, 20:40 Gdy usłyszał głos Rocky, skierował w jej stronę wzrok.
- Bardzo śmieszne...
Skomentował z lekkim uśmiechem. Pomimo osłabienia, zmusił się do tego gestu. Pytanie jakie mu zadała, dało mu do myślenia, że chyba gorzej być nie może. Mimo tego, poruszył palcami u dłoni, co tym samym mogła zobaczyć, że daje radę. U stóp było tak samo. Choć z trudem. Poczuł więc ulgę, że ta akcja nie uszkodziła jego kończyn.
- Mogę.
Odpowiedział zgodnie z prawdą, raz jeszcze przenosząc wzrok po pomieszczeniu, na tyle ile było to możliwe w jego pozycji leżącej.
- Gdzie jestem?
Zapytał, wracając spojrzeniem na Rocky. Wzbudzało to w nim niepokój. Nie było to jej mieszkanie ani pokój. To przypominało salę medyczną. Szpital? Chyba nie uważała go za bezpieczne miejsce.Rocky Roseberry - 2019-09-03, 11:27 Zadała mu tylko to by sprawdzić, czy wszystko jest porządku. Nie chciała, by przez to stracił możliwość poruszania się na własnych nogach. Zwłaszcza jak widziała ile go kosztuje siedzenie na wózku oraz jak bardzo pragnął by ostatnia operacja się powiodła. Widząc, że może ruszać palcami oraz słysząc jego potwierdzenie. Uśmiechnęła się jeszcze bardziej, bo to znaczyło, że udało się im ocalić nie tylko jego życia, ale nie stracić jego nadziej na odzyskanie pełnej sprawność.
- Szpitalu, w którym pracuje. Tylko tutaj bardziej liczy się ratowanie życia niż zadawanie pytań - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Zwłaszcza że wcześniej wspominała mu już, że pracuje innym szpitalu. - Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie to tej chwili znajdujesz się jednej siedzibie Bractwa - dodała po chwili, bo nie było sensu dłużej tego ukrywać.
- Teraz ty mi powiedz kim byli ci ludzie i coś ty im zrobił, że chcieli cię zabić - zapytała, bo skoro jego życiu już nic zagrażało to wypadało dowiedzieć się ,,dlaczego".Sebastian Morrison - 2019-09-07, 20:34 Tutaj akurat szczęście mu dopisało i przeżyły także jego nerwy i kończyny. Sprawność go nie opuściła i stan nie pogorszył się na tyle, by wrócić do punktu wyjścia. Nie obeszło się jednak bez złamania przedramienia i paru żeber. Czuł je pod bandażem, jak mu uciska dane miejsce. Zapewne nie da rady się podnieść będąc w takim stanie. A nie da się ukryć, że Rocky mocno go zaskoczyła swoją odpowiedzią.
- Bractwo?
To była dla niego spora niespodzianka. A jednocześnie też obawa. Nigdy nie planował przyłączenia się do takiego typu organizacji. Tych, którzy tylko uciekają i się chowają, nie walcząc o swoje prawa.
- Raczej nie powinienem tu być...
Stwierdził, jak mu podpowiadało wnętrze. Jak nie jeden problem, to nagle pojawia się drugi. I to było złe, ponieważ kobieta teraz od niego wymagała szczerej odpowiedzi. Westchnął. Co on ma powiedzieć?
- Są z mafii... Wynajęli mnie bym oczyścił z zarzutów brata jednego z nich. Nie współpracowali na moich zasadach, przez co nie miałem wystarczająco silnych dowodów by oskarżonego uniewinnić. Trafił do więzienia, choć sprawa nie została oficjalnie zamknięta, a prowadzone zostały negocjacje wyjścia chociażby za kaucją... Sytuacja się pogorszyła. Znaleźli mnie i powiedzieli, że został w więzieniu zamordowany.
Tę część mogła poznać jako prawdę. Ale też nie musi wiedzieć, że on od zawsze pracuje dla mafii i być może dla rebelii. Tak, by prawo było po ich stronie. To pierwszy raz, jak mu zagrożono z użyciem siły fizycznej. W takim wypadku jego moc okazała się być nieprzydatna.
Odpowiadając, spoglądał w sufit. Dopiero na koniec swojej wypowiedzi, spojrzał na Rocky. Co sobie teraz o nim pomyśli? Mają prawo go wydać policji. Albo co gorsza - DOGS. Mutant pracujący dla mafii. Chroniący zbiegów, morderców, złodziei, gwałcicieli... O tyle lepiej, że nie znała go aż tak dobrze.Rocky Roseberry - 2019-09-12, 10:48 - Tak - potwierdziła, że tej chwili jest w Bractwie. Jednak to, że się znajduje w szpitalu tej organizacji. Wcale nie oznacza, że będzie musiał się przyłączać do niego. Po za tym Rocky wątpiła w to aby pamiętał drogę jaką jechali. Jak zajechali na miejsce to chłopak był nie przytomny. Więc to był dodatkowy argument. Na razie wolała się tym nie przejmować.
- Nie przejmuj się tym - powiedziała, aby nie przejmował się tym, że nie powinien tutaj być. To raczej był jej problem. To ona będzie się później z tego tłumaczyć. Najważniejsze było, że mężczyzna przeżył i na razie nic nie zagraża jego życiu.
Rocky wysłuchała jego odpowiedzi uważnie nie przerywała mu ani też nie zamierzała też osądzać. Sama jako lekarka leczyła nie jednego przestępcę. Poza tym, kim ona była by oceniać innych ludzi. Według niej każdy dostatnie sprawiedliwe osądzony po śmierci, a na ziemi wszyscy są równi. Każdy ma prawo podążać własną ścieżką życia i innym nic do tego.
- Oni nie odpuszczą tak łatwo. Ich zwyczaju jest życie za życie - powiedziała martwiła się o niego. Skoro oskarżali jego o śmierć tamtego chłopaka będą chcieli pomścić go zabiją Sebastian.Sebastian Morrison - 2019-09-20, 23:30 Mo że i nie jego problem, ale nie chciał a nich ściągać nieprzyjemności. Rocky jednak była przekona że robi dobre i że nie powinien się niczym przejmować. To tak jednak nie działało. Mimo podjęcia prób podniesienia się, upadł na pościel z syknięciem. Obite czy nawet złamane go bolały. Ból był znośny ale dokuczliwy, nawet przy oddychaniu. Za wiele też mówić nie mógł, czując obolałe ciało w wielu miejscach. Nawet żołądek podobał, po tych kopniakach. Nie przełknie nic, cokolwiek by mu przygotowano.
- Wiem... Dlatego chcę się wzmocnić. Dojść do siebie i rozwiązać te problemy.
Zdawał sobie z tego spraweę już od bardzo dawna. Ale nie powiedział jej ważniejszego, że on należy do jednej mafii i im pomaga. Nie musiała tego wiedzieć. Wystarczająco widział jak się zamartwiała o niego.Rocky Roseberry - 2019-09-24, 13:51 Wiedziała, że zabierając go tutaj naraża siebie i innych na wielkie ryzyko. Przecież tak naprawdę nie wiedziała za wiele o Sebastianie. Nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, że ma jakieś problemy z mafią. Czy też nie była pewna stu procentach, czy mężczyzna nie ma jakiegoś chipu, czy innego urządzenia. Jednak w tamtej chwili od zastanawianiem się na tym wszystkim było ratowanie jego życia. Pewnie gdyby ktoś cofnął czas postąpiła by tak samo. Nie miała pewność, że przyjazd tutaj jego nie ściągnie na nich nieprzyjemność. Wiedziała jedynie, że będzie czekać ją rozmowa z przywódcą Bractwa. W końcu wszystko to zrobiła bez jego zgody.
- Dlatego zostań tutaj w łóżku i słuchaj polecań swojego lekarza prowadzącego. A już z góry uprzedzam, że nie przyjmuje on wypisu na żądanie - powiedziała z lekkim uśmiechem trochę wracając do ich historii. Jednak nie robiła tego, by robić mu jakieś wyrzuty. Jednak dlatego, by nie myślał o opuszczeniu tego łóżka do puki nie wróć do pełnych sił. Nie chciała ryzykować tym, że ten zaraz trafi ręce tamtych.Sebastian Morrison - 2019-10-06, 17:37 Rocky mogła być spokojna, jako że Sebastian nie posiadał żadnego chipu wszczepionego ani nie posiadał podsłuchu. On był wychowywany na członka mafii i pracuje dla nich, lecz coś z innej dziedziny ugrupowania coś poszło nie tak, a był prawnikiem z polecenia. Błędy i problemy się zdarzają. Nie wszystkie jednak kończą się w łagodnych skutkach.
Nie miał wyjścia, zmuszonym będąc tutaj pozostać na łasce Rocky jak i jej szefostwa Bractwa. To też jego żywot tutaj był pod znakiem zapytania, czy będzie mógł opuścić to miejsce, gdy dojdzie do siebie.
- Szkoda...
Odpowiedział przymykając oczy i się lekko uśmiechając, zdradzając iż swoje słowa odpowiedział też z rozbawieniem. Chciałby wypisu na żądanie, ale go nie dostanie.
Zmęczenie dawało o sobie znać, więc nie podejmował kolejnej rozmowy, tylko oddał się odpoczynkowi.Sebastian Morrison - 2019-10-29, 14:42 Kilka długich dni później.
Rocky często czuwała przy Sebastianie, dbając o to aby dochodził do siebie, jadł co może i zmieniając opatrunki. Mężczyzna za wiele też nie odzywał się, często poddając się zmęczonemu organizmowi aby tylko spać. Nie było też mowy o tym, aby przełożony Rocky a zarazem szef bractwa, mógł z nim porozmawiać. Sebastian nawet nie wiedział, czy Rocky poniosła jakąś karę czy coś, za złamanie zasady. Nie powinno go tutaj być. To wiedział na pewno.
W ostatnich dniach jego stan zdrowia się polepszał. Rany na barku i nodze goiły się bez problemowo. Z oddychaniem nie miał już tak mocnych problemów, lecz żebro jeszcze czuł. Usztywnienie klatki piersiowej utrudniało mu normalne podnoszenie się. Prawą rękę nadal zajmował gips. Trochę minie, nim kości mu się tam zrosną. Bólu ciała takowego nie odczuwał, otrzymując leki przeciwbólowe. Opiekę miał zagwarantowaną i bardzo dobrą.
Dzisiaj pod nieobecność Rocky, postanowił samodzielnie się podnieść. Z trudem, ale dał radę. Chciał wstać i stać iść. Być może przejść się, podejść by ocenić miejsce w jakim się znajduje. Czuł się na tyle dobrze, że gdyby miał stu procentową sprawność nóg a nie ledwie trzydzieści, mógłby swobodnie sobie chodzić. Ale nie. Potrzebował nawet na tę chwilę wózek, który na jego nieszczęście, stał daleko od łóżka. Dopiero to zarejestrował. Ale może uda mu się tam dojść? Czuł nogi. Mógł nimi poruszać. Ale z utrzymaniem ciała i równowagi miał jeszcze spory problem. Czy warto zaryzykować? Musiał.
Przesunął się na koniec łóżka i powoli napierał ciałem na swoje nogi. Wstać się udało, ale kiedy miał zrobić krok, to już poleciał na kolana, hamując rękoma na posadzce. Syknął z bólu, naruszając ranną rękę w gipsie. Z drugiej pięści walną z posadzkę, wykazując tym samym swoją bezsilność i słabość. Dlatego akurat jego musi coś takiego spotykać. Spojrzał na wózek i podjął ponownie próbę wstania. Nie ważne, że prawa ręka go bolała.Imari Blanc - 2019-10-29, 15:26 Nie miała pojęcia, że w szpitalu obecnie przebywa nowa osoba. I to taka, której na miejscu w ogóle być nie powinno, sprowadzona do Bractwa przez Rocky bez konsultacji z liderem, czyli.. jej własnym bratem. Choć to akurat miało niewielkie znaczenie. Niemniej jednak, Imari nei spodziewała się zobaczyć tutaj nikogo nowego. A tym bardziej nie na kolanach..
Dlatego też po otwarciu drzwi zamarła na chwilę, kilka długich sekund, zanim się ruszyła. Musiała wyglądać idiotycznie.. ale nie bardziej niż mężczyzna przed nią. W końcu jednak ogarnęła się, zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w stronę Sebastiana.
- ..hej. Pomóc ci wstać? - wyciągnęła rękę do meżczyzny, stając przed nim.
Nie miała pojęcia czy przyjmie jej dłoń.. zresztą nawet nie wiedziała kim on jest. Mogła przegapić aż tyle..? Zwykle wcześniej wiedziałam, gdy ktoś nowy pojawiał się w Bractwie..Sebastian Morrison - 2019-10-29, 17:25 Jeżeli niemal nikt nie wiedział, że w szpitalu bractwa ktoś obcy przebywa, to widocznie Rocky bardzo dobrze go kryła. Ale czy na długo? Jej szef na pewno się już o tym dowiedział i pewnie przeprowadził rozmowę. Nie miał wtedy siły, by zapytać o to, co później z nim będzie. Ale teraz musi to wiedzieć.
Nie spodziewał się, że swoim upadkiem może narobić hałasu i ktoś zajrzy do pomieszczenia. Odwrócił głowę w stronę drzwi, które się otworzyły i stanęła w nich nieznajoma mu kobieta. Nic się na razie nie odezwał. Dziwnie mu się zrobiło, że zastaje go ktoś obcy a nie Rocky. Ale może ta kobieta mu pomoże? O dziwo uczyniła to podchodząc i podając rękę.
- Powiedziałbym, że sobie poradzę... Ale chyba jednak skorzystam z pomocy.
Nie będzie zgrywał twardziela, kiedy wiedział że nie podoła. Ujął jej rękę, a drugą odparł się o łóżko i z jej pomocą usiadł na nim z powrotem. Widocznie teraz musi zapomnieć o wycieczce do wózka inwalidzkiego. Warto też dodać, że na sobie miał bardziej szpitalne odzienie niż swoje. Jego ubrania były zabarwione krwią i kto wie, czy dało się cokolwiek z tego wyprać. Nic innego nie miał. Rocky miała mu coś załatwić, o ile dojdzie do tego, że będzie mógł opuścić to miejsce.
- Dzięki.
Wypadałoby podziękować, więc to uczynił. Posyłając lekki uśmiech nieznajomej.Imari Blanc - 2019-10-29, 17:44 Może po prostu dużo przegapiła. Wyjazdami do Rebelii, przebywaniem tam, izolowaniem się u siebie i tym, że niekoniecznie brała udział w życiu codziennym Bractwa. Powodów było sporo i w sumie Imari nie wiedziała czy Sebastian powinien tu być czy też nie. Fakt jednak faktem, że nie miała pojęcia, że tu jest.
- Potrzebujesz czegoś, że wstawałeś? - zapytała po prostu, gdy już upewniła się, że mężczyzna siedzi wygodnie na łóżku i nie zamierza znów się podnosić.
Sama Imari wyglądała - jak to ona ostatnio - nie najlepiej. Krótkie wlosy opadały kręconymi kosmykami na oczy w kompletnym chaosie, blizna na policzku nadal była dość mocno widoczna. Blondynka ubrana była w wygodną bluzę z kangurkiem i jeansowe spodnie. Na nogach miala wygodne buty sportowe.Sebastian Morrison - 2019-10-29, 19:33 Sebastian z kolei cały czas przebywał w tym pomieszczeniu i nie pokazywał się nigdzie indziej w kryjówce bractwa. Dlatego też nic dziwnego, że mało osób o jego obecności wiedziało. Bądź mogli też uznać go za nowego członka, nie ingerując dociekliwie, co tutaj robi. W końcu to organizacja zrzeszająca mutanty. Miał widocznie to szczęście, że nim jest. Ale czy na pewno?
Usiadł na łóżku, choć może nie do końca był to zamiar jakiego oczekiwał, to jednak pamiętając słowa Rocky, miał słuchać lekarzy, czy medyków a tym bardziej jej, jeżeli chciał dość do siebie i nie miał opuszczać tego miejsca. On jednak twierdził, że za długo tu już przebywa.
Pytanie dziewczyny trochę go zbiło, bo nie wiedział co i jak miał odpowiedzieć. Ale spojrzał na nią, dostrzegając bliznę na policzku, krótkie i potargane włosy, jakby wróciła z podwórka i wiatr uczesał jej fryzurę po swojemu.
- Cóż... Raczej chciałem się wyrwać z tego pokoju.
Przyznał mało szczerze, ale można było zrozumieć jako chęć opuszczenia szpitalnego pomieszczenia i pragnienie zaczerpnięcia świeżego powietrza? Zmienić chwilowo lokalizację i udać gdzieś indziej, nie musząc patrzeć na te same ściany? W prawdzie, to w ogóle chciał stąd wyjść i nie wrócić. Nie chciał sprawiać problemów swojej koleżance. A dokładniej, byłej dziewczynie.
W pewnym momencie zmarszczył brwi, kiedy poruszył ręką w gipsie, mając wrażenie że zrobił się jakby ciaśniejszy. Albo mu ręka spuchła albo nie wiadomo co. Choć bolała i pewnie upadek na nią musiał naruszyć nieco miejsce złamania.Imari Blanc - 2019-10-29, 20:51 - Ah.. Ile tu już siedzisz? - zainteresowala się, obserwujac go, chociaż raczej nie patrząc mężczyźnie w oczy. Ostatnio uważała to za.. trudniejsze niz zwykle, co było dla niej dziwne.
Dojrzała jego skrzywienie, gdy ruszyl ręką. Westchnęła lekko i po chwili zastanowienia odezwała się ponownie.
- Mogę zerknąć? - chociaż w sumie nie mógł wiedzieć, że Imari ma tez doświadczenie medyczne i pomaga w szpitalu jeśli tylko może i jest potrzebna.Sebastian Morrison - 2019-10-29, 21:53 Sebastian zamyślił się na moment, przenosząc wzrok gdzieś na ścianę, myśląc ile to mogło czasu minąć, odkąd tutaj przebywa. Jednakże trudno było mu powiedzieć dokładnie ile dni to minęło.
- Trudno mi powiedzieć... Może z tydzień? Trafiłem tu nieprzytomny.
Tyle może z będzie. Albo i więcej. Pierwsze dni pamiętał jak przez mgłę, ale i to, że rozmawiał z Rocky. Chwilę. Później już tylko najczęściej przysypiał wykończony bólami ciała. A oczywiście przez ubranie szpitalne, można było dostrzec że miał bandaże. Nawet na barku, który ucierpiał od postrzału. Tak samo na prawej łydce. Nic zapewne dziwnego, że nie był wstanie się utrzymać na swoich nogach. Pomijając to, że jego sprawność do chodzenia cały czas była rehabilitowana, po ostatniej operacji, zakończonej powodzeniem.
Kolejne jej pytanie było dla niego zaskoczeniem. Na pielęgniarkę mu z pierwszego rzutu okiem nie wyglądała.
- Nie trzeba. Poboli i przejdzie.
Nie wiedział, więc odmówił. Co innego, gdyby mu dopowiedziała, że też zna się na medycynie. Bo tak, to co ona mogłaby mu w tym pomóc? Zobaczy coś przez gips? Wątpił.