Matilde Wallace - 2018-02-22, 09:58 Z sekundy na sekundę twarz Matilde stawała się coraz bardziej oziębła, z kolei pozorny spokój ponownie zapanował na jej emocjami. Choć odcień na jej buzi nie powrócił do normalności, to jednak drżenie wargi znacznie osłabło. W pewnym sensie wpatrywała się teraz w niego bardziej z przymusu niż z chęci. Nie mogłaby bowiem znieść tej świadomości, że odwrócenie spojrzenia miało przynieść mu tyle satysfakcji!
Dlatego, wręcz zamieniając się w płatek śniegu, wysłuchiwała jego słów, jednocześnie nie chcąc po sobie zdradzić, że rzeczywiście trafił w ten czuły punkt. Idąc jego tokiem rozumowania, za moment miał zarzucić jej, że sama Wallace też była winna. I przecież nie pomyliłby się aż tak bardzo, nie? W końcu od początku o wszystkim wiedziała, a jednak zdecydowała się zachować te informacje dla siebie, co robiło z niej taką samą zdrajczynię, jaką była Cassandra. Matilde przełknęła głośno ślinę, autentycznie czując jak robi jej się niedobrze. I w pewnym sensie nawet nie wiedziała, dlaczego się powstrzymywała. Zwymiotowanie na buty Williama byłoby idealnym podsumowaniem ich rozmowy. Zamiast tego brunetka po prostu upuściła papierosa na ziemię, nawet nie przejmując się zgaszeniem niedopałka. W tym momencie – naprawdę gorączkowo myślała. I ochrona tyłka Gardner miała być dla Matilde swego rodzaju odkupieniem. W końcu była to winna Aaronowi. Nawet jeśli to ojciec Cassandry zatrudnił go w dilerce, a narkotyki, które oboje zażywali należały do niego.. nie mogła przecież pozwolić, by coś się stało kuzynce swojego zmarłego chłopaka… To nigdy nie była wina Cass.
– Nasze spotkania będą miały charakter kilku krótkich sesji – zaczęła beznamiętnym tonem głosu, wbijając wzrok w jego oczy. I im dłużej wpatrywała się w jego twarz, tym bardziej bezużyteczne stawały się te jego ciemne okulary. Tak, w tym momencie rzeczywiście widziała jego bazyliszkowe ślepia.
– Znajdź miejscówkę. Dość sterylną i ustronną, najlepiej wyposażoną w najlepsze głośniki na świecie, bym nie musiała wysłuchiwać twoich jęków. Będziemy spotykali się w nocy, by nikt nas nie widział i by było tak zajebiście ciemno, że nie będę w stanie dostrzec twojej twarzy. Do naszego pierwszego spotkania chcę wiedzieć wszystko o twojej przypadłości i objawach – wypowiedziała na jednym wdechu, zajebiście wyraźnie wypowiadając każde jedno słowo. Zupełnie jakby nie robiła tego Matilde Wallace, a jakaś maszyna. Żetonowy breloczek zaczął tak wyjątkowo ciążyć w kieszeni jej spodni, że brunetka przez chwilę się bała, iż wypali jej cholerną dziurę w dżinsach. Chyba jeszcze nigdy od 14 miesięcy, tak bardzo nie pragnęła znowu poczuć słodkiej heroiny w swoim krwiobiegu, jak w tym momencie. A potem tak samo automatycznie jak odzywała się do Williama – obróciła się na pięcie, by ruszyć w przeciwnym kierunku. Nie miała już dłużej zamiaru przebywać w tym towarzystwie. Być może powinna dodać coś w stylu „odezwij się” lub „daj znać”, ale zmuszenie się do jeszcze kilku chwil z tym złamasem przekraczało wszelkie jej granice wytrzymałości. Nie obchodziło ją, jak zamierzał ją powiadomić o dacie kolejnego spotkania, ani w jaki sposób miał jej dostarczyć informacje o swojej chorobie. Skoro był tak zajebiście inteligentny to z całą pewnością miał na coś wpaść. A tymczasem Matilde po prostu odeszła, pozostawiając na ławce rysunek małego chłopca na tle fontanny na czele kilkukartkowego bloku.
/ztWilliam Hopper - 2018-02-26, 22:48 Mogła być złośliwa, mogła go obrażać, w tym momencie to i tak nie miało znaczenia. Nie ważne jak bardzo była irytująca, wygrał. Cokolwiek by teraz robiła, o ile nie pozwoli jej zdobyć przewagi, to nie miało żadnego znaczenia. Potrzebował jej tylko do tego momentu, do którego będzie w stanie zacząć zażywać mutazynę bez ryzyka natychmiastowej śmierci i do tego czasu musiał ją po prostu jakoś wytrzymać, a przede wszystkim nie dać się ponieść emocjom. To one wszystko komplikowały, sprawiały że ludzie popełniali błędy. Zwykle wykorzystywał to na swoją korzyść, ale czasami się zapominał, wtedy zdobywał kolejne blizny i ledwo uchodził z życiem.
Wallace mogła się teatralnie odwracać na pięcie i trzaskać wyimaginowanymi drzwiami, to nie miało znaczenia. Wygrał i pytanie brzmiało - co z tym zrobi? Najprawdopodobniej Matilde nie będzie w stanie go całkowicie wyleczyć i chociaż Will chętnie wróciłby do świata bez migren i okularów słonecznych - nie potrzebował tego. Potrzebował tylko dość czasu, żeby znaleźć swoją rodzinę. Tylko tyle i aż tyle.
Rzecz w tym, że nie zastanawiał się, co jeśli dostanie go więcej. Jeśli znajdzie rodzinę, uwolni ich czy pomści, a potem co? Już od tak dawna był przekonany, że kończy mu się czas, co jeśli jednak będzie mógł żyć jeszcze dwadzieścia lat? Nie miał pojęcia co by z tym zrobił. Wyjechałby do Europy? Został w Stanach?
Nieistotne. Na razie musiał się zająć bieżącymi sprawami. Przygotował Wallace drugą teczkę ze swoimi wynikami badań, większość informacji spisał odręcznie. Gdzieś między wynikami ze szpitala, objawami zbyt wysokiego ciśnienia śródczaszkowego, a wzmianką o tym, że najprawdopodobniej zaczął używać mocy kiedy był jeszcze niemowlakiem wcisnął notkę z adresem swojego starego mieszkania w Chinatown, datą i późnonocną godziną. Trzy dni po tym spotkaniu, do szpitala przyszedł jakiś zwykły wolontariusz i przyniósł Matildzie białą, wiązaną teczkę z danymi o pacjencie, o którego pytała.