To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown - Ulica #3

Imari Blanc - 2018-10-08, 10:54

Miała wrażenie, że im bardziej się kręciła tym mniej wygodnie jej było i że nie jest w stanie znaleźć żadnej komfortowej pozycji w tej całej sytuacji. Pamiętała, co działo się zanim znalazła się tutaj, ale w żaden sposób nie pomagało jej to obecnie. Nie miała pojęcia gdzie tak naprawdę jest, bo przecież mogli ją gdzieś wywieźć. Nie miała pojęcia co mają zamiar z nią zrobić, ale nie wyglądało to zachęcająco, ani trochę.
Tak, przemknęło jej przez głowę, że to może być kolejna iluzja. Tylko tym razem nie dobra i nie ładna, jak poprzednia. To brzmiało nawet prawdopodobnie. I naprawdę chciała w to wierzyć. Wtedy nie mogli jej zrobić nic złego, nie fizycznie..
Miała w głowie milion pytań, ale wszytkie wydawały się idiotyczne. Kim jesteście, gdzie jestem, co zamierzacie zrobić, CZY WY WIECIE KIM JEST MOJ BRAT!? ALBO MOJ BYŁY? Ale równie dobrze mogłaby ich poprosić o ksero dowodów osobistych, zapakowane ładnie w przeźroczystą koszulkę, żeby mogła ich zgłosić na policję. Tak, to wszystko miało właśnie tyle sensu.
Obserwowała meżczyzn z przerażeniem, rosnącym tym bardziej, gdy jeden z nich wziął w dłoń strzykawkę. Odruchowo oblizała skaleczone wargi gdy tylko zerwano jej z ust szarą taśmę, ale tak naprawdę niewiele to dało. Dalej były spierzchnięte, a bolały jakby więcej.
Chciałaby sie wycofać, gdyby mogła sie ruszyć, ale nie było takiej możliwości.
- Co to jest? - dobra. To jedno pytanie akurat wydało jej sie sensowne bardziej niż reszta.

Mistrz Gry - 2018-10-08, 20:40

Młodzieniec, który sprowadził Cię w to bagno nie zbliżał się już na krok. Został przy framudze, opierając się o nią plecami i bacznie obserwując każdy Twój ruch, każde spojrzenie... Jakby próbował Cię zrozumieć, jakby właśnie analizował każdą, nawet najmniejszą informację o Tobie... Zdawał się w ogóle nie zauważać obecności swoich towarzyszy. W jego oczach kryło się coś... Coś niepokojącego. A co gorsza - nie było w nich widać ani odrobiny tego przerażenia, przez które czułaś się jak zawsze przy takich akcjach. W tej chwili to był kompletnie inny człowiek.
- Zaraz sama się przekonasz. - Usłyszałaś śmiech oprycha, gdy ten podnosił rękaw na Twojej prawej ręce, bo chwili dość boleśnie uderzając Cię w zgięciu łokcia. Z całą pewnością - nie miało to nic wspólnego z tradycyjnymi metodami poboru krwi czy szczepionek...
Nim jednak poczułaś chłód wbijającej się igły w Twoją skórę, cała Twoja uwaga musiała skupić się na dłoniach tego ostatniego nieznajomego, które właśnie objęły Twoją twarz. Jakby pilnując, żebyś nie mogła jej ruszyć, jakbyś miała dokładnie widzieć swoją rękę. Nie mogłaś odwrócić wzroku, nie mogłaś wyrwać się z jego objęć...
Cienka igła przeszła przez Twoją delikatną skórę. To akurat bolało jak zawsze, aż do chwili, gdy fioletowy środek zaczął znikać z pojemniczka strzykawki. Nagle mogłaś zapomnieć o wszystkim - sadystycznym spojrzeniu młodego przy drzwiach, dłoniach, które wciąż trzymały Twoją głowę, zimnej posadzce pod Twoimi stopami... Mogłabyś przysiąc, że ta substancja paliła, była nieprzyjemna, jej roznoszenie się po organizmie wyraźnie bolało... Widziałaś, jak Twoje żyły ciemnieją, jak na skórze pojawiają się plamy. A co gorsza - czułaś, że stawałaś się coraz bardziej bezbronna, jak Twoja moc się wycisza, a to wszystko w akompaniamencie śmiechu tego oprycha...

Imari Blanc - 2018-10-09, 14:55

Imari zawiesiła na nim spojrzenie na dłużej, jeśli złapał jej wzrok na więcej niż dwie sekundy to zapewne udało jej się go przeskanować pod wzgledem tego czy był mutantem czy nie. Sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła, ale miała tendencję do sprawdzania ludzi naokoło. Czy to miało jej kiedykolwiek w czynś pomóc czy raczej utrudnić? Tego nie wiedziała, ale w obecnej sytuacji.. Skoro złapali ją przez darkweeb musieli wiedzieć, że jest mutantem. Ciekawe czy wiedzieli jakie ma umiejętności czy po prostu łapali kogokolwiek, co do kogo mogli mieć pewność albo podejrzenie z nią graniczące, że jest nosicielem aktywnego genu X?
Jak ją znaleźli? Ile o niej wiedzieli? Mogła się tylko domyślać. Miała w głowie miliony pytań, których nie zamierza im zadać. Głównie dlatego, ze są głupie, a to nie jest anime, w którym the bad guys potrzebują dobrych piętnastu minut na wyjaśnienie motywów swoich działań i dają ci idealnie tyle czasu, byś wymyślił plan na wyjście cało z takiej sytuacji, kiedy oni napawają się brzmieniem swoich głosów. Nie, to nie miało tak wyglądać, chociaz bardzo by chciała.
Nie spodziewała się jednak tego, że będzie zmuszona patrzeć na to, jak igła wbija jej się pod skórę. Jasne, mogła zamknąc oczy, ale było w tym przerażająco wygladającym w strzykawce płynie coś tak hipnotyzującego, ze nie mogła odwrócić od tego wzroku, to nie wyglądało realnie, o ile w ogóle żyli w jakkolwiek sensownym do używania takich nazw świecie, skoro ludzie mogli mutować i posiadać moce równe mocom magicznym.
Zacisnęła zęby, w pierwszej chwili, wiedziała że zastrzyki są nieprzyjemne, ale to.. to było coś innego. Niewiele myśląc Imari szarpnęła się, by wyrwać rękę z uścisku i przerwać to, co się działo, ten ból, dziwne palące pieczenie w całym ciele i zaskakującą świadomość, że nie ma już swoich mocy.. a wszystkim zawsze mówiła, że nie czuć różnicy.. nie, nie nie nienie, nie da sobie tego zrobić. Nie ma takiej opcji. Mimo, że wiedziała, że nie ma prawa wygrać z tym, co się dzieje, to i tak szarpała sie raz po raz, zapewne robiąc sobie tym więcej szkody niż pożytku.

Mistrz Gry - 2018-10-09, 19:31

Przez tą krótką chwilę, gdy wasze spojrzenia się połączyły i miałaś szansę dokładnie przeskanować zdolności mężczyzny, mogłaś jedynie z cichym westchnieniem stwierdzić, że jest bardzo ludzki. Nie natknęłaś się na nic - na ani jedną emocję, ani skrawek wątpliwości, ani jeden przejaw posiadania nadludzkich umiejętności. Z przerażeniem mogłaś więc stwierdzić, że ten młodzieniec jest jedynie... Urodzonym psychopatą. A przynajmniej na takiego teraz wyglądał...
Co się jednak miało szarpaniny - z całą pewnością odczułaś to nie tylko w karku, który bolał Cię jeszcze mocniej przez przytrzymywanie głowy przez jednego z jegomości, ale również w ręku. Igła przymocowana do strzykawki złamała się w połowie, mimo usilnych starań mężczyzny, który płyn Ci wstrzykiwał. Mogłaś jeszcze zauważyć, jak ostatnie krople tajemniczego, fioletowego specyfiku pozostają wewnątrz strzykawki, co nie zieniało jednak faktu, że dokładnie odczuwałaś każdy jej mililitr płynący teraz w Twoich żyłach... Mogłabyś przysiąc, że każde otarcie bolało teraz dużo bardziej. Twoje żyły ciemniały, a plamy rozprzestrzeniały się na całą skórę. Z każdą mijającą chwilą czułaś się coraz gorzej - nie tylko pojawiały się bóle kostno-mięśniowe czy żołądkowe, ale i psychicznie zdawałaś się tracić nad sobą panowanie. Co tu się działo?
Uścisk na Twojej głowie minął. Byłaś wolna, w tej jednej, niewielkiej przestrzeni. Mężczyzna, który do tej pory utrzymywał Twoją głowę odszedł na trzy kroki i jedynie usłyszałaś za sobą szelest papieru, gdy wszyscy bacznie obserwowali Twoje dalsze poczynania. Trzeba przyznać - niezły teatr sobie znaleźli...


Imari Blanc - 2018-10-09, 20:13

Człowiek. Czy to dobrze czy źle? Sama nie wiedziała. to sugerowało, że mogli być z jakiejś organizacji rządowej, ale DOGS miało w swoich szeregach mutantów i była pewna, że niektórzy z nich czerpią radość ze swojej pracy jako kundle bez specjalnej zachęty.
Obecnie jednak zupełnie o tym nie myślała, skupiając się calkowicie na tym jak się czuje. W pierwszej chwili nie poczuła nawet zlamanej igly, która pewnie narobiła całkiem sporo rozpieprzu z krwią naokoło. Czy panowie mieli rękawiczki? Jeszcze się czymś zarażą!
Imari oddychała cieżko, jakby musiała się na tym skupić najmocniej jak mogła, bo zapewne tak właśnie się czuła. Nie była w stanie nawet ogrnąc myśli w jakąś spójną calość, starając się po prostu.. nie umrzeć? Takie miała wrażenie. Ból, gdy Liam pokazał jej śmierć Willa i Valerie był psychiczny, al to.. to było fizyczne. Nie otrafiła powiedzieć co jest gorsze.
Przechyliła się w bok na ile mogła, by zwymiotować, nie będąć w stanie i w sumie nawet nie chcąc powstrzymywać tego odruchu, który pojawił się nagle. Czuła, jakby coś jej staneło na żołądku, jakby najadła się czegoś super tłustego. Okropne uczucie. SPlunęla, nie mogac nawet otrzeć ust, nie mówiąc nawet o napiciu się czegokolwiek. Ohydny smak w ustach mieszał się ze smakiem krwi z poranionych warg, a każde miejsce, gdzie byla związana, każde jedno rozchodziło się bólem ciężkim do wytrzymania. Nie miała siły się wyrywać, bo wtedy było jeszcze gorzej, chociaż wydawało jej się, że gorzej być po prostu nie może.. Ale jeśli tylko spróbowała się ruszyć, szybko okazywało się, ze się myli.
Była już dawno poza płaczem, chociaż łzy ciekły jej po policzkach. Krzyczałaby z bólu, gdyby miała na tyle siły, ale mutazyna wydawala się odbierać ją Imari całkowicie, przynajmniej w tym pierwszym stadium. Oddychała ustami, płytko, bojąc się nabierać głębszych wdechów.
Jej ciało przeszyły niekontrolowane drgawki wywołujące kolejne fale bólu, co doprowadziło do kolejnych wymiotów, żołądek nie był w stanie znieść tego, co czuła. Jej umysł też nie.
Zemdlała.

Mistrz Gry - 2018-10-11, 21:55

Każda Twoja reakcja, taka pożądana, tak bacznie obserwowana w milczeniu... Każda reakcja, dokładnie odnotowana na czystych kartkach papieru, co mogłaś nie tylko usłyszeć, przez szmer wywołany pociągłymi ruchami długopisu na kartkach, lecz również zobaczyć - gdy tylko odwracałaś głowę, dokładnie widziałaś tamtego mężczyznę, który pisze o każdym wydarzeniu w tej sali. A przynajmniej tyle byłaś w stanie z tego rozumieć. Żaden z nich się nie wtrącał, tak długo, jak rzucałaś się po fotelu. Twoja ręka zachodziła krwią, choć ta utraciła swoją szkarłatną barwę. Była dużo ciemniejsza i niosła za sobą taki dziwny, odurzający smród. Nic dziwnego, że czułaś się przez to coraz gorzej.
W miejscu wiązań porobiły Ci się rany i zadrapania. Twoja skóra wydawała się teraz taka delikatna, taka cieniutka i taka... Boląca...
Nim jednak umysł pozwolił Ci się od tego wszystkiego oderwać, nim pozwolił Ci odpocząć - widziałaś jeszcze, resztką sił, jak przez mgłę, jak młodzieniec do Ciebie podchodzić, uśmiechając się niepokojąco. Czy Ty właśnie czułaś jego dłoń na swoim biuście?
____________________________________
Jakiś czas później.

- Obiekt T4. Podniesione ciśnienie. Podniesiona temperatura ciała. Nudności i wymioty. Zachowania agresywne. Nieprzytomna od 268 minut. Zalecana kolejna dawka środka dla potwierdzenie objawów. Obiekt G2. Podniesione ciśnienie. Temperatura ciała w normie. Nudności. Zachowania zaburzone. Nieagresywna. Zalecane powtórzenie eksperymentu. Obiekt B1. Śmierć natychmiastowa. Konieczność wykonania sekcji... - Słowa, wypowiadane w taki suchy, niepokojący sposób. Jak można mówić o czyjejś śmierci w tak obojętny sposób? Ktoś właśnie stracił życie, a była o tym mowa, jakby to była lista zakupów? Oh, nie, zaraz... Co tu się w ogóle działo?
Nie do końca byłaś świadoma. Coś tu było dalej nie tak. Czy jednak świadomość wróciła do Ciebie na tyle, by wiedzieć coś więcej?

Imari Blanc - 2018-10-17, 14:55

Kiedyś zastanawiała się czy jest w stanie kogoś nienawidzić, tak naprawdę nienawidzić. Mogłaby powiedzieć, że teraz właśnie się przekonała, że nienawidzi tych mężczyzn.. Ale nie, chyba nie. Zwyczajnie się bała, byla skolowana, zestresowana, napompowana.. mutazyną najwyraźniej, cieżko jej się myślało, jeszcze cieżej skupialo na czymkolwiek na tyle by zareagować..
A dotyk.. cóż, może i by pomyślała, ze sprawdza jej puls, gdyby nie to, że powinien go sprawdzać w zupełnie innym miejscu. Nie miała jednak nawet siły zareagować, w żaden sposób. A gdyby miała, to czy.. było warto? Sama nie wiedziała, czując się w sposób, w jaki jeszcze nigdy nie dane było jej sie poczuć.

W końcu odzyskała przytomność, chociaż nie miała pojęcia ile czasu była nieświadoma i co się wtedy działo. Głos słyszała trochę jak przez watę, ale rozumiała slowa, zastanawiajac się o kogo dokładnie chodzi.. Ilu ich tu było? Przeniesiono ją gdzieś? Podniosła wzrok, chcąc się rozejrzeć, ale wszystko naokoło było.. mdłe. Rozjechane. Nie potrafiła skupić wzroku, wydawało jej się, ze coś widzi, jakieś cienie, źródła światła..? Ale nie, chyba nie.. Uniosła głowę wyżej, slowa mężczyzny wrzynały jej się w mózg.
Czy ona ma czymś przewiazane oczy? Czy w pokoju jest tak ciemno? Zamrugała raz i drugi, widząc wszystko jak za chmurą. Gdzie ona jest? Czy są tu inni, tacy jak ona? Przeniesiono ją? Próbowala się rozeznać w pokoju, ale prawie nie widziała na oczy. Zrobiło jej się niedobrze, zaczęła panikować wewnętrznie, żołądek wywrócił jej się na lewo i znów zwymiotowała gdzieś w bok, odruchowo nie chcąc się pobrudzić. Chociaż czy to mialo teraz znaczenie?
Wszystko ją bolało.
Tak
kurewsko
bolało.

Mistrz Gry - 2018-10-19, 21:35

Wzrok i słuch jak na złość nie chciały powrócić. Nie chciały się ustabilizować. Biel ścian i bijące światło jarzeniówek wyraźnie Cię oślepiało, powodując silny ból w skroniach. Potrzebowałaś wiele samozaparcia, by móc otworzyć powieki i spojrzeć przed siebie - na te niewyraźne, rozmazane plamy, które sunęły w przestrzeni. Twoje ciało zdawało się wcale nie być Twoje. Czułaś je, czułaś ten ból rozpalający Twoje żyły i mięśnie, czułaś wyraźnie zdrętwienie w kościach. A jednocześnie... Tak ciężko było Ci się ruszyć, zmusić do czegokolwiek. Mimo tego jednak - odruch był silniejszy. Odwrócenie głowy i zaplamienie zimnej posadzki, którą wciąż czułaś pod nogami, niczym setki małych szpileczek wbijających się w Twoje nogi...
Na Twoje nieszczęście - zwróciłaś tym na siebie ich uwagę. Oni wiedzieli, że już tu jesteś. Oni mieli na Ciebie większy plan...
Niewyraźne plamy zbliżały się do Ciebie, roztaczając pewnego rodzaju mrok na tej jaskrawej bieli. Może właśnie to pomogło Ci w końcu określić kształt? Odróżnić od siebie krawędzi? Było ich dwoje, tego byłaś pewna. Jedna plama znacznie większa, druga, dziwnie znajoma, przez to rozstawienie plam na bluzie i wyraźnie chudszą posturę...
- O, nasza księżniczka wstała? Joey, sprawdź działanie środka. Czy osiągnął swoje optimum. - Poznawałaś ten głos, mimo, że wciąż brzmiał tak głucho. Mogłabyś przysiąc, że to ten koleś wszystkim dowodzi. Od początku to on wydawał rozkazy, to on najwięcej mówił. I nawet, jeśli nie byłaś w stanie jeszcze dostrzec jego twarzy, byłaś pewna, że roztacza się na niej szyderczy uśmiech...
Wtedy też poczułaś na swoich policzkach silny uścisk niemal chłopięcej dłoni. Czułaś dokładnie każdy chudy palec, każdy przydługi paznokieć, który w tym momencie zdawał się ranić Twoją delikatną, papierową skórę. Czemu tak się działo?
Nowe bodźce bólowe jakby natychmiast uruchomiły Twoje zmysły do pracy, a te, choć dalej niedoskonałe - z każdą mijającą chwilą działały coraz lepiej, już prawie normalnie.
- Źrenice szerokie, tęczówka fioletowa. Cienie pod oczami, kolor bladosiny. Skóra blada. Krew?
Cięcie. Krótkie cięcie biegnące tuż nad paliczkami chłopaka. Czułaś ciepło krwi spływającej po Twojej skórze, wzdłuż rany na policzku. W tej chwili mogłabyś przysiąc, że ta była olbrzymia. Do tego tak nieprzyjemnie paliła. - Brudnofioletowa. - Dokończył głos, który zdążyłaś już tak bardzo znienawidzić.
To jednak nie był koniec Twojej męki. Uścisk na twarzy zelżał, choć palce zdawały się zostawić na niej nieprzyjemne wgniecenie. Czułaś się jak kawałek miękkiej gliny, która paliła się od środka tworząc tę kruchą skorupę. I nawet nie zdążyłaś o niczym pomyśleć, nie zdążyłaś dobrze zareagować na poprzedni atak, gdy palec wskazujący Twojej lewej ręki został brutalnie wygięty w dokładnie przeciwnym kierunku.
- Obszar paliczków. Kościec kruchy. - Kontynuował głos, gdy kolejne odbicie chudych dłoni zatrzymało się na Twoim przedramieniu. Wszystko toczyło się tak szybko, tak bardzo bolało, że nawet nie byłaś w stanie zareagować na kolejne fale bólu. A on... On po prostu używając swojej siły złamał Twoją rękę, niemal bez większego trudu...
- Kościec średnio kruchy. Konieczność zwiększenia dawki. Środek nie osiągnął swojego optimum działania...

Imari Blanc - 2018-10-22, 21:21

Tak czy siak zwróciła by na siebie uwagę, dotarło by do nich, że odzyskała przytomność predzej lub chwilę później, więc chyba nie miało to większego znaczenia. Imari łapała się na tym, że może faktycznie nic nie miało już znaczenia, skoro i tak nie jest w stanie się stąd wydostać. Jasne, powiedziała, że wychodzi, ale ot nie tak że w dupie miała nadajnik GPS i Alex z Liaem mogli sobie ją śledzić gdziekolwiek szła. I teraz trochę załowała, chociaż gdyby ktokolwiek zaproponowął jej to wcześneij to na pewno byłaby oburzona jak tylko ona potrafi. Cóż, człowiek uczy się na błędach, szkoda tylko, ze wydawało jej się, że ten błąd przypłaci życiem..
Uniosła wzrok na moment, ale nic to nie dało, zupełnie nic. Mogła się tylko skrzywić, pisnąć z bólu. Nie widziała zza tej mgły dość dokładnie, ale rozpoznawała już tę trójkę. Miała wrażenie, że palce chłopaczka wbijają jej się w skórę, przepalają ją, docoerają do kości.. Miała wrażenie, że ból przywraca jej zmysły i sama nie wiedziała czy tego chce. Gdy zobaczyła błysk ostrza przy swojej twarzy szarpnęła się, ale albo nie miała dostatecznej siły i szybkości reakcji albo to on tak mocno trzymał. Czuła już jak miażdzy jej kości.. a zaraz do tego doszedł nowy ból. Opuściła głowę, pociągajac nosem gdy tylko ją puścił, jakby sama nie była w stanie utrzymać jej w górze.
Nie spodziewała się jednak tego, co stało się potem. Pomieszczenie wypełnił krzyk Imari, bo ból był.. nie do opisania. Myślała, że gorzej się nie da, ale zaraz mężczyzna przeszedł dalej..
- Nie nienie nienienei... - zdązyła tylko wyjąkać w panice, czując jak łapie ją za ramię. Kolejny wrzask i kolejna fala bólu, jeszcze gorszego niż poprzednio, a potem zalała ją znów błoga, błoga ciemność.

Mistrz Gry - 2018-10-25, 21:53

Czy oni cieszyli się Twoim stanem? Czy znęcanie się nad bezbronną dziewczyną sprawiało im radość? Nie mogłaś wiedzieć, czy to sadyści, psychopaci czy potwory w ludzkiej skórze. Wszystko wciąż wydawało się tak nierealne, tak bardzo surrealistyczne... Chłód posadzki, światło jarzeniówek... A to wszystko ginęło przy kolejnych falach bólu. Twój płacz i krzyk nie robił na nich wrażenia, choć mogłabyś przysiąc, że temu wtórował i inny głos, tak samo zrozpaczony, tak samo cierpiący... Czyżby inny obiekt współodczuwał Twój ból?
Nie wiedziałaś. Nie zdążyłaś się przyjrzeć pozostałym zebranym w sali, choć gdzieś z tyłu głowy miałaś paskudny widok bladego ciała o ciemnych, niemal czarnych żyłach. O brzydkich plamach na skórze. O ciemnej krwi wypływającej z Twoich ran...

To musiał być koszmar. To przecież nie mogła być prawda. Takie rzeczy dzieją się tylko na filmach. Na pewno mózg teraz się od tego odciął, rano będziesz to tylko wspominać z zimnym potem na czole. Tak. To miałoby sens. To tylko sen, to tylko zły sen... Już niebawem otworzysz powieki, i...

___________________
Koszmar wcale nie minie.
- Obiekt G2. Trzy dawki. Wylew ze skutkiem śmiertelnym.
Znajome głosy znów brzmiały tak, jakbyś właśnie nurkowała w głębokim basenie. Słowa, choć zrozumiałe, wydawały się takie odległe, ból nie ustępował. A co gorsza - od środka wciąż Cię paliło. Każda żyła zdawała się stać w płomieniach, w żołądku czułaś nieprzyjemne palenie i ścisk, rany przypominały o sobie z każdą chwilą kolejnymi bodźcami bólowymi... Cierpiałaś. Cierpiałaś tak strasznie. Co gorsza - Twój wzrok nie był mętny. Tym razem otworzenie powiek spowodowało jedynie krótkotrwałe oślepienie od tych sztucznych świateł, by po chwili zobaczyć igłę wbitą w Twoje zgięcie łokcia, do którego wędruje jaskrawofioletowy płyn.
Było tu też dziwnie chłodniej. Mogłabyś przysiąc, że na swoim karku czujesz delikatne powiewy zza kratki wentylacyjnej. Twoje włosy już nie łaskotały Twoich ramion. Nic nie zbierało się za Twoimi uszami. Za to na ziemi mogłaś dostrzec znajome, zwijające się w delikatne fale pozostałości po blond kosmykach...

William Hopper - 2018-10-26, 13:15

William Hopper stanowczo był paranoikiem. Niektórzy nazwaliby to jego problemem, ale Will wolał to postrzegać, jako cechę którą musiał wykształcić, żeby przetrwać. Gdyby nie jego paranoja nie miałby szans przetrwać po ucieczce od Gardnera. Nie zainstalowałby też swoim siostrom na telefonach ukrytego programu, który miał za zadanie je śledzić. Nie korzystał z niego, od kiedy go napisał nie wracał do niego... Ale w tamtym momencie tak bardzo cieszył się, że wpadł na taki pomysł.
Mercy zapowiadała, że może zniknąć na parę dni, ale po tym jak zaczęła się spóźniać, zaczął sprawdzać czy wszystko z nią w porządku. Nie odbierała telefonu, Parker nie miał pojęcia co się z nią stało. Will zaczął więc grzebać w danych, które otrzymał z jej telefonu. Dwa dni wcześniej jej telefon został zniszczony. Tutaj nie było nad czym się zastanawiać. Obejrzał jak wyglądał ten budynek na zdjęciach satelitarnych, nieco rozpracował to jak musiał wyglądać w środku, zgarnął Ellswortha i pojechał na miejsce.
Hopper nie miał zamiaru tym razem się cackać. Musiał wziąć pod uwagę, że Mercy może tutaj nie być, potrzebował mieć jedną czy dwie żywe osoby które będzie mógł przycisnąć... ale ci ludzie nie mieli wyjść stąd żywi. Jeżeli na zewnątrz była jakaś straż, panowie starali się załatwić ją po cichu, zanim z wyciągniętą bronią wparowali do pomieszczenia. Mieli przewagę zaskoczenia. Hopper miał zamiar z Liamem unieszkodliwić dwójkę, nie za bardzo zawracając sobie głowę jeśli przy okazji ci ludzie dostaną jakąś ranę postrzałową, przynajmniej dopóki nie będzie śmiertelna. Jeśli w pokoju było więcej potencjalnych agresorów, Will próbował ich najzwyczajniej w świecie zastrzelić. To oni byli przerażeni, w pośpiechu szukali broni. On był przygotowany, miał dość czasu, żeby porządnie wycelować i oddać czysty strzał.

Liam Ellsworth - 2018-10-26, 17:24

Nieobecność Imari w Bractwie była niepokojąca. Również i Liam to zauważył, kiedy czasem chciał zobaczyć czy już wróciła, z tej swojej nieobecności. Ale nawet Alex nie miał pojęcia co się z nią dzieje. Od rau też zgodził się pomóc Hopperowi w jej odnalezieniu, samemu czując wewnętrzny o nią niepokój, że mogło przytrafić coś złego.
Ubrał się zwyczajnie na czarno, pamietając także o swoich rękawiczkach. Pistolet zabezpieczony miał schowany za paskiem w spodniach. Dodatkowo z magazynu narzędzi bractwa pożyczył sobie nóż składany, który mógłby być w razie czego potrzebny. Skoro mieli udac się zbadać budynek, nie mają pewności co tam zastaną.
Zajechali na miejsce. William jasno określił cel, aby conajmniej dwóch oprawców pozostawić przy życiu. Reszta miała zostać zlikwidowana. Czas skupić się porządnie na akcji. Zapomnieć o własnych problemach.
Pierwszym etapem było pozbycie się straży pilnującej wejścia po cichu. Nie było tro trudne, by się do nich zakrać, lub umiejętnie przywalić im w ryj, odebrać broń, by następnie wykręcić kark. Jak po cichu, to po cichu. Dopiero przywejściu do budynku, Liam wyjął swoją broń, odbezpieczył i zgodnie z poleceniem Hoppera "oczyszczali' sobie drogę, pozbywjąc się szkodników. Również i Liam celnie oddawał strzały.

Michael Ryan - 2018-10-29, 10:51

Mike, wcale nie był zadowolony z tego, że pół roku nie spędził ze swoimi przyjaciółmi. Jedną z nich była Imari, z którą przed swoją ucieczką, był niezwykle blisko. Na tyle, że zaczął traktować ją praktycznie jak jedną z bliższych osób. Kiedy tylko Ryan znów znalazł się w Bractwie, wypadało to akurat na dzień, kiedy zaginęła Imari. Fart, czy raczej pech? Chciał ją zobaczyć, wyjaśnić jej wszystko, ale wpierw musiał pogadać z jej bratem, mając nadzieję na jego dalsze przywództwo organizacji. Liczył się z nieprzyjęciem z powrotem do organizacji, w końcu nie dawał spory kawał czasu życia.
Jak to się stało, że trafił tutaj? Dowiedział się, że Imari nie wraca i praktycznie wymógł na Willu dołączenie by sprawdzić miejsce, w którym mogła być dziewczyna. Mike, naprawdę się martwił. Wiedział, że mogła być na niego wkurzona, ale zaginięcie było czymś więcej niż mógł się spodziewać na początku wrócenia do Bractwa. Wiedział, że jest wojna, w końcu przed nią tez uciekał, zdawał sobie sprawę z tego, ze Will mógł mu teraz niezbyt ufać, mógł mieć na niego oko. Również mógł mieć swoje podejrzenia odnośnie jego szpiegowania dla ich wrogów. Jednak jednego mógł być pewny, że o jego siostrę Mike zawsze się troszczył, w tej sprawie nic się nie zmieniło.
Może i nie był wdrożony za mocno w plan, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jego moc może być przydatna. Co prawda samego Ellsworth'a nie znał za dobrze, podejrzewał jednak, że musiał mu na tyle zaufać, by wyszli wszyscy z tego cało. Z broni Mike wziął ze sobą tylko dwa scyzoryki. Zawsze opierał się w akcjach bardziej na swojej zwinności czy też sile swojego ciała niżeli jakiś dodatkach typu pistolet, który by go z pewnością spowalniał. Ryan nie pojechał z nimi samochodem, wolał wyruszyć na piechotę, nie rzucając się w oczy. Być jak to się mówi opcją na w razie czego, jeśli sprawy by nie poszły za dobrze. Nie wątpił jednak w inteligencję Willa, w końcu był jednym z tych, co przy wyborach głosowali właśnie na niego. Dlatego uważał, ze jest przygotowany na każą ewentualność.
Celem było zostawić kogoś do przesłuchania, chociaż najważniejsze było znaleźć Mercy jeśli jednak znajdowała się w tym budynku. Mike stanął niedaleko i zobaczył jak mężczyźni pierwsi wbili na teren, po czym weszli do środka, Mike podążył za nimi. Wpierw sprawdził biegiem czy nie ma innej drogi wejścia do budynku, uważając by sprawdzić czy nie ma innych napastników, którzy od tyłu by mogli zaatakować przodująca dwójkę. Element zaskoczenia na pewno był dobry, ale jeśli ktoś z tyłu ich by dopadł, to raczej by mogli mieć problem, zwłaszcza słysząc wystrzały z pistoletu. Po obchodzie i ewentualnej próbie zażegania nieprzyjaciół. Ogłuszenia ich przez wcelowanie we wrażliwą część na szyi. Mike ruszył w kierunku pozostałej dwójki, na dół do piwnicy budynku. W razie czego służąc pomocą i patrząc by jego towarzysze nie oberwali z lecącej kuli czy innego cholerstwa w ich stronę.

Mistrz Gry - 2018-10-30, 22:34

Rzeczywiście, nieobecność młodej panny Hopper mogła być niepokojąca. Niby mogłoby się zdawać, że to nie pierwszy raz gdy znikała - w końcu już kilkukrotnie zdarzało jej się wyruszać na pomoc stłamszonym mutantom i nie odzywać się przez cały kolejny dzień z wycieńczenia. Już nie raz nadrabiała po tym kalorie przez kolejne długie dni. Już nie raz odsypiała długimi godzinami swoje treningi. Tym razem jednak było inaczej, bo... Nie dała znaku życia od dłuższego czasu.
Nic więc dziwnego, że namierzenie Imari nie sprawiło jej bratu większego problemu. Ta część ulic od dawna była uznawana za "obumarłą". Głównie kręcił się tu margines społeczny - bezdomni, pijacy, recydywiści. To zdecydowanie nie było miejsce dla delikatnej kobietki, którą była Mercy...

Sama ulica już wydawała się zapuszczona i pusta. Na chodnikach nie było widać przechodniów, szare bloki zdobiły jedynie zszarzałe od dymu i spalin okna. Przed wejściem do klatki, gdzie po raz ostatni zarejestrowano obecność kobiety, siedziała dwójka bezdomnych - widać to było po ich brudnych ubraniach, po zaniedbanych włosach i brodach, po nieprzyjemnym zapachu, który im towarzyszył... Ta dwójka jednak niemal nie zdążyła zareagować - Ryan był na tyle szybki, że bez większego problemu ogłuszył pierwszego mężczyznę, gdy drugi zdążył jedynie krzyknąć ze strachu, nim i jego ogarnęła ciemność z rąk mutanta. Przezorny zawsze ubezpieczony, jednak teraz zapach brudu dopełnił jeszcze smród parującego, samorobnego alkoholu, który właśnie wylewał się na posadzkę w tej ciasnej klatce...
Było tu ciemno i pusto. Na wprost od wejścia znajdywały się drzwi do piwnicy - skrzętnie zamknięte. W głębi klatki były jednak kolejne drzwi - prowadzące na podwórze, o czym doskonale wiedział William ze zdjęć satelitarnych. Darowaliście więc sobie włamywanie do piwnicy, nim nie sprawdziliście otwartych przejść.
Podwórko zdawało się być jeszcze bardziej zapuszczone, niż ulica, z której tu przyszliście. Było brudno, śmieci walały się po zadeptanych trawnikach, które od dawna nie były koszone. Na środku, między blokami, można było dostrzec budynek, który przypominał garaże. Było widać kilka większych, blaszanych bram, dedykowanych stricte dla samochodów, jak i jedne drzwi, dziwnie nie pasujące do całego wystroju...
Jedna z bram została zamieniona na zabezpieczone wejście. Nawet osoba nie znająca się na systemach zabezpieczeń i spustach w drzwiach mogła do dostrzec. No i ta bijąca od nich nowość... To musiał być wasz cel. Przed samym wejściem znajdowała się również skrzynka, z widoczną klawiaturą numeryczną. Czy zdołacie je minąć?

_______________________________

Saszetka z fioletowym płynem powoli się wykańczała. KAżda kolejna kropla wpływająca w Twoje żył paliła coraz mocniej, choć te wszystkie doznania powoli stapiały się w jedno. A oni tylko patrzeli. Przyglądali się Twojej osobie. Przyglądali się tym plamom na Twojej skórze, łzom płynącym z Twoich oczu, krwi spływającej z ran. Przysłuchiwali się, jak zęby Ci zgrzytały, a z gardła wydziera się głuchy krzyk. Napawali się tym cierpieniem, w które Cię wprowadzili. A gdy tylko ostatnia kropla opuściła ten długi, przezroczysty tunelik, mieszając się z Twoją krwią - młodzieniec znów się zbliżył do Ciebie, uwalniając Twoją rękę spod więzów na krześle, by tym razem - złamać ją w kości ramiennej.
- Kościec kruchy. Substancja osiągnęła pożądane optimum...

Imari Blanc - 2018-10-31, 12:25

Gdyby wiedziała, że ktoś jednak po nią przyjdzie, pewnie miała by w sobie więcej siły.. a może nie. Bo to, co przechodziła nie równało się niczemu innemu wcześniej.. Jasne, nie żyła w złotej klatce, ale zdecydowanie nie mogła się "pochwalić' że ktoś ją porwał i testował na niej nielegalną mutazynę, a potem znęcał się nad nią w imię nauki.. Nigdy wcześniej nie była szczurem laboratoryjnym.
Nie sądzila, że cokolwiek może boleć mocniej niż teraz, jej mózg był już otępialy, nie był w stanie produkować adrenaliny, która mogła by ból łagodzić chociaż trochę, chociaż w pierwszym uderzeniu. Nie miała pojecia ile czasu mija, wydawało jej się, że to wieczność, a ona już dawno powinna nie żyć, Powinna miec jakieś 120 lat, co najmniej.. na pewno na tyle się czuła. Każda kość paliła bólem, każy staw, przywiązane do krzesła kończyny były zdrętwiałe, obolałe, opuchnięte, nie licząć już zlamanej w dwóch miejscach ręki. Gdyby czuła jeszcze jakikolwiek zapach przez zatkany nos pewnie byłaby w stanie powiedzieć, że śmierdzi, ale na swoje szczęście niczego nie czuła.
Wydawało jej się, że nic już się nie zmieni, że jakakolwiek walka nie ma sensu. Co miałoby się niby zmienić? Kto miałby się nagle pojawić, może Mike, po pół roku nieobecności i nie odzywania się zupełnie? A może skończył tak właśnie jak ona, może na nim też testowali jakiś z tych ohydnych produktów... w końcu.. niektórzy umierali po pierwszej dawce.. Inni po trzeciej. Miał szybki metabolizm, mógłby wytrzymać więcej, ale co z tego? Jeśli go znależli, leipiej dla niego byłoby by umarł jak najszybciej. Tego by mu życzyła, gdyby wiedziala, że jest w takiej sytuacji i nikt nie może mu pomóc.
Oddychała z trudem, w uszach słyszała nieustanny pisk, nie wiedziała czy to w jej głowie czy naprawdę czy może przy okazji oszaleje przed śmiercią..
Wpadając w taką dziwną studnię bez dna nawet nie zauwazyła, kiedy rozwiązano jej spuchniętą rękę.
Wrzasnęła więc, zaskoczona zupełnie, zanim zaniosła się kaszlem i odplunęła krwią. Gdyby mogla, pewnie wytarła by sobie brodę. A może nie? Chyba było jej już wszystko, kompletnie wszystko jedno. Oddychała płytko, szybko, jej mózg nie potrafił przetrawić kolejnej dawki bólu w takim natężeniu, ale ona nie była w stanie się ruszyć, zrobić czegokolwiek, poza płaczem, chociaż nie, nawet tego nie była w stanie robić, nie miała już łez nawet, odwodniona przez te kilka dni.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group