Mistrz Gry - 2018-09-23, 22:00 Reakcja Valerie z całą pewnością utwierdziła Hetfielda, że nie mylił się przy rzucaniu tak pożądanego przez wiele osób nazwiska. Jej zdziwienie na twarzy jak i niemal natychmiastowe odwrócenie się do brata było tym krótkim sygnałem, że jego przeczucia go nie myliły. Ale czy ktokolwiek jeszcze zwracał na to uwagę w obecnej sytuacji?
Zbliżenie się do starszego krewnego z całą pewnością ułatwiło pannie Blanc przejęcie od niego broni, z której dostała też przyspieszony kurs. Czy jednak posłucha brata w tych okolicznościach? A może znajdzie w sobie wystarczająco zaparcia, by się go nie posłuchać?
Co do samego Hoppera - szybkie spojrzenie po nagrobkach to z całą pewnością było za mało, by móc rozczytać większość nazwisk - w końcu płyty już od dawna w dużej części były przykryte liśćmi, ziemią jak i kurzem. Tyle (nie bardzo) dobrego, że część napisów nawet spod tych utrudnień była widoczna - "Blanc", "Gardner", "Murphy", "Addams", "Henderson" jak i "Fowler" to nieliczne nazwiska, które można było poznać nawet z daleka, nawet z zasłoniętą częścią liter (a może to tylko paranoja zaczynała na to działać?). Williamowi nie udało się jednak odczytać żadnego z imion, jak i nie widział dokładnych dat potencjalnych śmierci - pewne dla niego jednak było to, że każda z tych dat jeszcze nie miała miejsca...
Wyruszenie w kierunku lasu wraz z pogrążoną w rozpaczy Matilde wydawało się teraz niezwykle trudne - pewne jednak było, że to konieczność - tym bardziej, gdy z oddali słychać już było kroki kilku osób i łamiące się pod ich butami gałęzie, jak i światła malujące się w cieniach. Nikt z was jednak nie wiedział, jakie jest prawdopodobieństwo, że zbliżający się nieznajomi wcale nie są groźni...
__________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [26.09, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.Valerie Blanc - 2018-09-24, 15:15 Val powoli zaczęła panikować. Fruwające nad ich głowami coś, Matilda w trakcie załamania nerwowego, Will wciskający jej w dłonie pistolet, kroki dużej ilości osób, brodacz potencjalny wróg i to wszystko na środku jakiegoś popieprzonego cmentarza z datami z przyszłości. Czuła, że cała ta sytuacja powoli zaczyna ją przerastać. Co tam mówiła Imari, że trauma może przełamać blokadę? No cóż, czuła, że już cholernie blisko ma do takiej sytuacji.
-Spory odrzut, do końca spustu, korpus. - powtórzyła po Willu wpatrując się jak zahipnotyzowana w broń tkwiącą w jej co raz bardziej spoconej dłoni. Trzymała go nieporadnie, sztywno, jakby bała się że zaraz wystrzeli. Idź, TERAZ! Głos brata wyrwał ją z chwilowego otępienia, spojrzała to na niego to na Matilde. -Mogę ci z nią pomóc, ja... - spojrzała mu ostatni raz w oczy, skinęła głową,zaciskając usta w cienką linię. -Ok. - wydusiła w końcu z siebie, po czym odwróciła się i ruszyła biegiem w stronę ledwie stojących domków. Wpadła sprintem do jednego z nich i zaczęła szybko się rozglądać, szukając miejsca zakrytego dachem, kiedy znalazła takie w kącie podbiegła w tamtą stronę, przykleiła się do ściany i kucnęła, korzystając z tego, że gruz i dechy mniej więcej zasłaniały miejsce w którym się znajdowała. Oddychała głęboko, bardziej ze stresu niż zmęczenia krótkim biegiem, nerwowo rozglądając się po otoczeniu. Jak daleko miała od okna, jakiś drzwi, czegokolwiek? Za czym mogła się schować? O mój Boże znajdą ją tu... Zdusiła łzy, przełykając ogromną gulę którą urosła jej w gardle. Nie, nie miała teraz czasu na płakanie! Wbiła spojrzenie w broń którą wręczył jej Will w duchu jak mantrę powtarzając sobie jego instrukcje, starając się jakoś uspokoić.Matilde Wallace - 2018-09-24, 19:38 Wszystko tak nagle straciło dla niej sens. Wszystkie dźwięki dochodziły do niej jakby przez wodną barierę. Być może znajomy głos Willa powinien na nią w jakiś sposób zadziałać, ale… ale tak się nie stało. Słuchała jego słów, bez żadnego problemu rozumiała o co mu chodziło i… i właściwie tyle. Po co było się wysilać? To wszystko i tak nie miało znaczenia. On umierał. On nie żył. On był tutaj pochowany. A przecież w rzeczywistości miała go tutaj obok, prawda? Obejmował ją ramieniem – czuła to, ale to wszystko było silniejsze od niej. Po prostu nie była w stanie oderwać wzroku od tego okropnie brzydkiego nagrobka. Więc miała zawalić nawet w tak prostej sprawie, huh? Jej Will byłby cholernie rozczarowany tym marnym, nędznym grobem. Potrafiła sobie nawet wyobrazić jego reakcję. Cholera. Był pierdolonym najgenialniejszym człowiekiem na świecie i zasługiwał na coś lepszego niż to. Matilde zadrżała. Właściwie, zasługiwał na o wiele, wiele więcej.
– Okłamałeś mnie, a potem mnie zostawiłeś – odpowiedziała mu, nawet nie wiedząc, kiedy tak naprawdę przeszła w tryb hiszpańskiego. To właściwie nie miało znaczenia w jakim języku mu odpowiadała. Największe znaczenie miało to w jaki sposób mu odpowiadała. Roztrzęsiona, wręcz bliska histerii… Okłamał ją. Obiecał jej kilka lat, kiedy w rzeczywistości… Matilde znowu się rozpłakała. Nie interesowały ją zbliżające się kroki, nie interesowało ją to, że musieli iść. Chciała, by do niej po prostu wrócił. Przecież do jasnej cholery wciąż go potrzebowała i nie mógł jej tak po prostu zostawić samej. I mimo, że chyba gdzieś wreszcie do niej zaczynało dochodzić, że to wszystko jednak nie działo się naprawdę, to nie potrafiła teraz racjonalnie myśleć.
– Proszę... nie zostawiaj mnie.... Nie przeżyję – ledwo potrafiła złapać oddech, kiedy z jej ust wydobywały się kolejne hiszpańskie słowa. I nie, bynajmniej nie chodziło jej teraz o tą sytuację. I choć jej stan nie poprawił się nawet w najmniejszym stopniu, zdołała wykrzesać z siebie lekkie skinięcie głową. Ale zanim zaczęła iść, Wallace czule przesunęła dłonią po tym cholernym napisie na nagrobku.William Hopper - 2018-09-25, 20:45 Cholernie nie podobały mu się te nagrobki i obraz tej całej wizji, w którą zostali wciągnięci. Widział że z jakiegoś powodu mu się nie udało, doprowadził do śmierci ludzi za których odpowiadał, do śmierci swoich sióstr... Ale nie miał czasu szukać teraz zagrożenia, które za to odpowiadało. Hopper nie miał pojęcia jakie zasady musiały rządzić tym światem, czym się skończy ich śmierć, ale nie miał zamiaru ryzykować. Musiał jakoś utrzymać przy życiu Claire i Wallace, to była jego odpowiedzialność i nie miał zamiaru tego spieprzyć jak ten fikcyjny Will z tego fikcyjnego świata. Bo to nie mogła być prawda. Hopper nigdzie się nie wybierał i nie miał zamiaru dać się zabić - DOGS, Gardnerowi czy swojej mutacji, nieistotne - za nieco ponad miesiąc. Miał zbyt wiele do stracenia.
Na razie musiał się upewnić że za piętnaście minut będą cali i zdrowi, przyszły miesiąc mógł odłożyć na później. Całe szczęście, Claire nie miała zamiaru się kłócić, po prostu wzięła tę broń i zrobiła to o co ją prosił. Pewnie w innych okolicznościach miałby czas zauważyć, że chyba właśnie poczuł dumę, ale tym razem nie mógł odwracać swojej uwagi. Zerknął za swoją siostrą, musiał wiedzieć w którym konkretnie domku wylądowała, musiał ją mieć jakoś na oku... Równocześnie pilnując, żeby Wallace nic się nie stało. Świetnie.
- Ja nic takiego nie zrobiłem - zauważył. Nie był takim idiotą, żeby dać się teraz zabić i potrzebował, żeby to w końcu zrozumiała. Musieli jakoś to przetrwać, znaleźć drogę z powrotem, ale na razie bezpieczeństwo. Cokolwiek to było, nie miał zamiaru ryzykować. - To gównianie, Wallace, bo nie po to męczę się od trzech miesięcy, żebyś sobie teraz umierała. Wstawaj albo obydwoje skończymy martwi.
Nie mieli na to wszystko czasu, tak cholernie nie mieli. Nie musiała głaskać tego pieprzonego nagrobka, wystarczająco długo już mu okazywała swoje przywiązanie. Naprawdę, rozumiał jej wielką miłość do tego krzyża, ale to był zły moment na odtwarzanie ostatnich scen Romea i Julii. Przynajmniej Wallace sama szła do tego chrzanionego lasu, ale wszystko szło im zbyt wolno. Will sięgnął po swój pistolet i najszybciej jak tylko był w stanie, zaciągnął Matilde do lasu. Potrzebowali kryjówki - jakiegoś rowu, przewróconego drzewa, naprawdę, w tym momencie nie był wybredny - i jeśli udało mu się coś znaleźć wpakował tam siebie i Wallace, równocześnie starając się mieć oko na chatkę, w której była Claire. Jeśli nie zdążył... Cóż, przynajmniej miał broń w ręce.Mistrz Gry - 2018-09-27, 20:48 Valerie posłusznie wykonała rozkaz brata, niemal natychmiast skrywając się w jednej z chatek. Z jej ubrań ściekała już zebrana w nich woda, a same ruchy zdawały się być bardzo nieprzyjemne. Całe szczęście jednak działająca adrenalina skutecznie odwracała od tego uwagę, stawiając dziewczynę w pełnej gotowości. Całą otrzymaną instrukcję powtarzała niczym mantrę, co z całą pewnością pomoże jej w przypadku konieczności użycia broni.
Sam William w towarzystwie Matilde natomiast udał się do lasu. Odnalezienie przewróconego, dość dużego drzewa nie stanowiło w tym przypadku większej trudności, a sama załamana kobieta też zdawała się dziwnie współgrać - przynajmniej do czasu, aż zapewne jej wybranek postanowił ją posadzić za opadniętym konarem, gdy sam dopatrywał się zbliżającego wroga.
Wystarczyło kilka chwil, gdy w zasięgu wzroku wszystkich ukrytych dało się dostrzec tak dziwnie znajome, a jednocześnie - obce - mundury, z jednym, bardzo znaczącym zdobieniem.
Helisą.
Hetfield nie miał tyle szczęścia, co pozostali. Zapewne samo jego wyrośnięte ciało rzucało się dużo bardziej w oczy, jak i jego tempo go zawiodło. Pozostała trójka mogła być świadkiem, jak dwóch mężczyzn rzuca się na Viggo, przygwożdzając go do ziemi, tuż przed jedną z chatek. Głowa mężczyzny nieszczęśliwie uderzyła o próg, wybijając mu dwa zęby i powodując dość nieprzyjemnie wyglądający krwotok, by po chwili potraktować go również tą dziwną bronią, która też wyglądała znajomo. Charakterystyczny pistolet ze strzałkami paraliżującymi z bliskiej odległości wystrzelił w plecy Painmuffina, powodując nie tylko ból przez rozładowania elektromagnetyczne, ale i samą siłę pocisku.
Panna Blanc ze swojej pozycji była w stanie dostrzec jedynie kolejnych mijających członków Helis przez jedną z niewielkich dziur w ścianie, podczas gdy jej starszy brat mógł nawet oszacować siłę wroga - dwa oddziały, każdy po 8 członków... Wszyscy uzbrojeni...
______________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [30.09, ok. godz. 22]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
Postać Viggo zostaje schwytana i traci przytomność na około dwie kolejki. W późniejszym czasie możliwe będzie wznowienie rozgrywki - z aresztu.Matilde Wallace - 2018-09-29, 18:28 Nie, jeszcze nic nie zrobił. Ale przecież miał zamiar, prawda? Miał zamiar ją zostawić samą z dzieckiem i to za cholerny miesiąc. Matilde znowu poczuła, jak nogi się pod nią uginają. Po prostu… kiedy Will jej oznajmił, że ma więcej czasu, ona zupełnie automatycznie i zdecydowanie bardzo niezdrowo odsunęła od siebie myśli, że on kiedyś odejdzie. A dzisiaj… dzisiaj świat brutalnie pozbawił ją tych wszystkich złudzeń.
Och i świetnie. Nawet nie dawał jej w spokoju przeżywać żałoby, tylko musiał być tak cholernie irytujący na ten swój dupkowaty, hopperowaty sposób. Przecież powiedziała, że pójdzie, prawda? A przynajmniej… dała mu do zrozumienia. Nieważne, Wallace nie była w stanie za bardzo się tym przejmować. Zwłaszcza teraz, kiedy połykała kolejną porcję słonych łez. Ale ostatecznie ruszyła, nie? On nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo to było w tym momencie ciężkie. Jak bardzo ciężkie było zostawienie wyimaginowanego Willa. Okej, docierało do niej, że to nie było prawdziwe, ale… ale mogłoby być. I to w tym wszystkim było najgorsze.
Ale mimo wszystko szła. Wolno, z trudnościami, nieważne. Po prostu stawiała kolejne kroki, podążała za nim, mocno trzymając się jego ręki. Bez gadania pozwoliła się posłusznie wepchnąć za opadnięty kawałek drzewa. Bo co miała robić? Ufała mu. On wiedział najlepiej co było dla nich najlepsze. Nie potrafiła jednak nie poczuć niepokoju, kiedy Will się z nią nie schował i bawił się w jakiegoś cholernego tajniaka. Nie była w stanie nie posłać mu przerażonego spojrzenia. Tak cholernie się w tym momencie o niego bała… Była całkowicie sparaliżowana zarówno tym co zobaczyła kilkanaście minut temu, jak i tym narastającym niepokojem. Po prostu cała blada siedziała w tym cholernym lesie, pozwalając temu dziwnemu przeczuciu – które mówiło jej, że wszystko się źle skończy – sobą zawładnąć.William Hopper - 2018-09-30, 22:47 Hopper starał się być możliwie jak najbardziej schowany, równocześnie próbując mieć na oku chatkę i dróżkę prowadzącą w głąb lasu. Musiał wiedzieć czy wróg się nie zbliża do nich albo do jego siostry, ale nie miał zamiaru nadmiernie ryzykować. Jeśli go zobaczą, cała trójka mogła skończyć tragicznie. To były pieprzone dwa oddziały, które właśnie złapały człowieka, który doskonale zdawał sobie sprawę z ich obecności, nie zawaha się ich wydać i najpewniej zrobi to kiedy tylko Helisy zaczną go torturować.
Hopper musiał myśleć. Musiał znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, plan lepszy niż siedzieć cicho i mieć nadzieję, że sobie pójdą, dlatego próbował wyłapać jak najwięcej informacji korzystając ze swojej mocy. Myślał w ten swój absurdalnie szybki sposób, przez który miał wrażenie, że czas spowalniał. Starał się widzieć i słyszeć więcej, szukać niekonwencjonalnych rozwiązań. Już nie raz uratowało mu to życie, a kiedy musiał uważać na dwie z najważniejszych osób w jego życiu, potrzebował tego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd, nie mógł dać się zaskoczyć.Mistrz Gry - 2018-10-02, 12:52 Sytuacja nie malowała się zbyt kolorowo. Trzech członków oddziału czarnych helis zajęło się zgarnięciem Hetfielda z dala od chatek, zapewne do wozu bojowego, jak można było łatwo wykalkulować, podczas gdy pozostali zebrani na dawnym placu bractwa, coś przekazywali między sobą, jednak z tej odległości trudno było dokładnie usłyszeć słowa.
Pewne jednak było, że wszyscy żołnierze wiedzą o waszej obecności. A może tylko ją podejrzewają? Jeden z dowódców trzymał w ręku dziwne urządzenie, nieco przypominające smartfon, które wydawało charakterystyczne piknięcia. Nie minęła też chwila, gdy po raz kolejny po niebie sunęły czerwone światła w towarzystwie nieprzyjemnego, głośnego dźwięku.
Hopper bez większych problemów mógł dostrzec, że broń trzymana przez helisy nieco różni się od tej, którą sam tak dobrze zna. Którą widział tak wiele razy. Już na pierwszy rzut oka widać było, że pistolety są dużo lżejsze, a wszyscy zebrani na plecach mają zebraną większą zbrojownię, niż kiedykolwiek wcześniej. Czy zasługą mogły być egzoszkielety? Czy jednak aż tak jest to inna technologia?
- Trzy. Przeszukać teren. Żywi albo martwi! - Rozniósł się rozkaz wydany przez wysokiego mężczyznę, który niemal natychmiast wskazał na domki. Oddziały zdawały się rozdzielić na 3 osobowe grupy i jedynie ten dowódca pozostał na środku, dokładnie obserwując poczynania swoich podwładnych, którzy kolejno wchodzili do następnych domków. Cóż za nieszczęście, że w jednym z nich znajdowała się nasza biedna, samotna Valerie... Czy zdoła się ukryć?
Matilde oraz William zdawali się być natomiast bezpieczni... Jeszcze...
____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [4.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
Domek, w którym znalazła się Valerie składa się z trzech części - pokoju przechodniego, w którym znalazła się dziewczyna, oraz dwóch pomieszczeń na tyłach. Do jednego z nich prowadzi otwarta framuga, do drugiego - dziura w ścianie. Blanc nie widzi, czy ostały się tam jakiekolwiek meble. Matilde Wallace - 2018-10-03, 20:35 Z miejsca, w którym znajdowała się Wallace, dziewczyna nie miała zbyt dużej widoczności. Nie wiedziała co działo się tam dalej, a była zbyt odrętwiała, by podnieść się z ziemi i ogarnąć o co chodziło z tymi wszystkimi niepokojącymi dźwiękami. Z całą pewnością jeśli zombie byłyby prawdziwe to wyglądałyby tak jak Wallace w tej chwili. Dziewczyna nie spuszczała wzroku z Willa. Zapewne cały jej nastrój i to, że wciąż siedziała cicho i spokojnie zależało tylko i wyłącznie od działań chłopaka. Jeśli jakimś cudem ten chciałby się gdzieś przemieścić, czy zrobić coś heroicznego, Wallace nie miała zamiaru pozostać sama w tym miejscu. Zwłaszcza teraz, kiedy znowu świeciły nad nimi te dziwne, mrożące krew w żyłach światła. Wallace objęła się ramionami, zaciskając mocno usta.Valerie Blanc - 2018-10-03, 21:43 Musiała wcisnąć pięść w usta, żeby powstrzymać się od krzyku, kiedy mundurowi powalili "Mikołaja". Z punktu w którym się znajdowała widziała, tylko część tego zdarzenia i szczerze... założyła, że po prostu go zabili. Co wcale, ani trochę, nie pomogło jej się uspokoić. Drżącą dłonią zaczesała za uszy wpadające jej do oczu mokre włosy, mocno zaciskała wargi, starając się nie rozpłakać i czuła, że jest jej niedobrze. Jej żołądek był jednym wielkim supłem, a jej samej zbierało się na wymioty z nerwów. Generalnie - bywało lepiej.
Cały czas wpatrywała się poruszające się na zewnątrz sylwetki. Z miejsca w którym się znajdowała, widziała jedynie skrawek tego co znajdywało się na zewnątrz, dobrze jednak wszystko słyszała. Coś do siebie krzyczeli. 3... żywi lub martwi... musiało chodzić o nich! Usłyszała kroki zbliżające się w jej stronę i w panice zaczęła rozglądać się na boki. Pokój za framugą, dziura przez którą się zmieści... Wiedziona instynktem zerwała się i przeskoczyła przez dziurę w ścianie, mocno przyciskając pistolet do piersi. Zaraz przywarła do ściany, aby nie zostać zobaczoną przez dziurę przez którą przed chwilą przeskoczyła i wzrokiem szybko ogarniając pomieszczenie w poszukiwaniu kolejnej kryjówki.William Hopper - 2018-10-04, 20:21 Will przeklinał w głowie swój genialny pomysł, żeby się rozdzielić. Powinien był to przewidzieć, a teraz...Teraz nie był w stanie obronić Claire nie zostawiając Wallace samej bez broni - bo przecież nie da rady sam, przeciwko dwóm oddziałom, uzbrojony jedynie w nóż. Nawet z bronią nie miał pewności, że da radę się przekraść do budynku w którym była jego młodsza siostra, a przecież nie mógł ryzykować że zostawi je na pastwę losu. I chociaż miał ochotę rzucić się tam i osobiście upewnić że Claire wyjdzie z tego cała, nie mógł tego zrobić. Nie chciał myśleć o tym, co może się stać. Musiał liczyć na to, że spróbują ją schwytać, zamiast po prostu wpakować jej kulkę w głowę. Jedyne co Will mógł z tym zrobić nie ryzykując bardziej ich życiem, to po prostu chwycić nóż lewą ręką, na wypadek gdyby musiał kogoś załatwić po cichu i nie spuszczając wzroku z domków, gotowy w razie czego osłaniać Claire.
A chyba najgorsze było to, że mieli jakieś urządzenia, które potrafiło ich wytropić. Mogła to być kwestia podczerwieni, która powinna działać naprawdę fatalnie w deszczu, albo jakiejś futurystycznej technologi wykrywającej mutantów. Nawet nie miał szans zgadnąć co zrobić, żeby ją obejść, ale i tak starał się coś znaleźć.Mistrz Gry - 2018-10-04, 22:05 Liczyła się każda sekunda, każda chwila zawahania mogła być zgubna. I oh, jakże Valerie musiała się zdziwić, gdy tuż po przeskoczeniu do drugiego pomieszczenia usłyszała srogo brzmiący kobiecy głos.
- Stać! Poddać się! - Stukot wojskowych butów rozniósł się po mokrych, podniszczonych panelach, zapewne powodując nieprzyjemny ścisk w żołądku osaczonej dziewczyny. Los zdecydowanie nie był dla niej łaskawy...
Co gorsza - słowa te mógł usłyszeć również William, jak i Matilde, będący zaledwie kilkanaście metrów od domku. Rachunek był prosty - w środku były cztery osoby - młoda panna Hopper i trzech członków helis. W pozostałych trzech domkach również znajdywali się żołnierze. Na środku polanki, pomiędzy niedbale zapisanymi nagrobkami za to pozostał główny dowódca, który wciąż ukradkiem spoglądał na poczynania swych podwładnych. Czy było tu jakiekolwiek dobre wyjście, poza ucieczką?
Axon mógł być pewien jednego - kierując się w głąb lasu, z całą pewnością w końcu natknie się na stary sklepik z pamiątkami. Ale czy to była jakakolwiek ochrona?
Czym jednak były te rozmyślania, gdy Claire mogła przysiąc, że zaraz tu zginie. Kroki były coraz bliżej, z każdą mijającą sekundą czas zdawał się spowalniać, powodując jeszcze większą paranoję. A gdy tylko przed nią pojawiła się sylwetka umundurowanej kobiety, z wyciągniętą przed siebie bronią... Czy miała czas na reakcję?
Nie wiedząc, kiedy, tuż przed nią pojawiła się... Jakby z nikąd... Inna kobieta. Ubrana była bardzo niedbale, jej włosy były mocno rozczochrane, a drobna budowa ciała wyglądała niezwykle... Znajomo. To wszystko jednak zdawało się być niczym, gdy spod blond kosmyków wydobywał się dziwny, czerwony, niemal laserowy błysk. Na jej skórze gościły liczne blizny, nawet mimo tego, że niewielki jej skrawek był odsłonięty. W dłoni trzymała bardzo podobny rewolwer do tego, który panna Blanc właśnie przyciskała do piersi... Z jej broni padły dwa strzały, tuż po sobie, nim złapała za rękę naszą biedną, spanikowaną bohaterkę i... Zniknęła.
W domku padły kolejne strzały i dało się usłyszeć padające na ziemię ciało. Co najgorsze... Na ustach dowódcy zagościł dziwny, cwany uśmieszek. Czy to źle wróżyło?
___________
Valerie dobrze znała to uczucie. Doświadczała go tak często, choć przecież... Zawsze zdawało się być dużo krótsze. Pojawił się u niej przyspieszony oddech, choć mięśnie wcale nie dawały o sobie znać. Użyła swojej mocy? Ale jak? I dlaczego... Nie sama?
Otoczenie wokół niej się zmieniło. Panował tu półmrok, ale gościło tu przyjemne ciepło, przez które przemoczone ubrania zaczęły o sobie jeszcze bardziej dawać znać. Był to niewielki pokoik, z pryczą, starą, podniszczoną komodą, niewielkim biurkiem i wiszącą z sufitu żarówką o ciepłym świetle. A przed nią... Znowu stała ta kobieta, teraz jednak chowając broń do kabury na udzie. Czy... Czy ona mogła znać odpowiedzi?
____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [7.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci. William Hopper - 2018-10-05, 18:59 Will doskonale widział ile osób wchodziło do tego jednego, malutkiego domku. Widział uzbrojenie tych ludzi. Wiedział, że jego młodsza siostrzyczka pierwszy raz miała w rękach broń. Wiedział, że nie była w stanie skorzystać ze swojej mocy, nie ważne jak niebezpieczna była. Słyszał okrzyki żołnierzy, żeby się zatrzymała. Słyszał strzały i - co gorsza - słyszał tą rozdzierającą ciszę, która zapanowała tuż po nich.
Żadnych odgłosów walki. Żadnych krzyków rannych, żadnego znajomego głosu.
Powiedział jej, żeby tam została. Sam ją tam wysłał, obiecał jej że po nią wróci. Ona przecież ciągle była tylko dzieciakiem, nie miała nawet tych dwudziestu jeden lat. Zachowywała się tak samo jak te jedenaście lat temu, była tą samą irytującą dziewczynką, robiącą tyle zamieszania i histeryzującą o wszystko.
- Trzymaj nisko głowę - usłyszał swój własny, cichy, choć zdecydowany głos, zanim ruszył z Mattie wgłąb lasu, wręcz mechanicznie szukając kolejnych osłon i zbliżających się wrogów. Przecież robił to tyle razy.
Dlaczego kazał jej tam iść? Przecież to była oczywista kryjówka. Czemu zgodził się, żeby Mercy zablokowała jej moc? Przecież wiedział jak wyglądała sytuacja w Stanach. To, że nie miała aktywnej mocy nie znaczyło, że nie była mutantką. Wiedział o tym, ale ona... Ona nie miała takiej świadomości. To on był za nią odpowiedzialny, on miał dopilnować żeby wróciła do domu cała... Cholera, przecież ona była taka bezbronna. Nie miała szans sama. Dlaczego ją tam zostawił?
Ręce mu delikatnie drżały. Poprawił nieco chwyt broni na taki, który wymagał większego wysiłku mięśni. To był dobry pomysł, to niwelowało drżenie dłoni, dawało większą kontrolę nad bronią. Jeśli na kogoś trafią, nie mógł chybić. Mattie... Nic nie mogło jej się stać.Matilde Wallace - 2018-10-05, 20:13 Chociaż do tej pory Matilde była pogrążona w swoim nowym, paskudnym świecie, w którym najwyraźniej nie było miejsca dla jej Williama Hoppera, dziewczyna zdołała wyłapać donośny głos wypowiadający te okropne słowa. Wallace ocknęła się z tego całego marazmu, nerwowo rozglądając się na wszystkie strony. Ktoś ich dopadł? Coś złego się stało? Kompletnie tego nie rozumiała. Kompletnie nie wiedziała co się tutaj działo. Jedynie po wyraźnie twarzy Willa, a może raczej braku wyrazu na jego twarzy, zrozumiała, że coś było nie tak. Dziewczyna przełknęła cicho ślinę, nie mając zamiaru się z nim kłócić. Obejrzała się jeszcze za siebie, a potem tak jak jej rozkazał schyliła głowę i – jak na jej możliwości – dość żwawym krokiem podążała z nim w głąb lasu. Miała mnóstwo pytań, chciała powiedzieć naprawdę wiele, ale chyba nie była na tyle odważna. Nie mogła zaryzykować, że przez to ktoś ich znajdzie. Nie mogła zaryzykować, że jeszcze bardziej rozczaruje Willa. Nie wiedziała co się tam wydarzyło, jej przyćmiony smutkiem i rozpaczą rozum nie pozwalał jej na wyciągnięcie wniosków. Ale zdawała sobie sprawę, że cokolwiek się tam wydarzyło było tylko i wyłącznie jej winą.Valerie Blanc - 2018-10-06, 09:53 Odruchowo podniosła ręce do góry, kiedy usłyszała rozkaz. W jednej nadal ściskała broń, na szczęście palców nie zaciskając na spuście i nie marnując cennej amunicji... Jeśli w ogóle byłaby w stanie do kogoś strzelić. Słysząc kroki wszystkie mięśnie w jej ciele chyba się skurczyły, czuła się jak jeden wielki skurcz, w myślach odmawiała już modły do jakiegoś Boga X (przeszła przez życie nie wierząc w żadnego konkretnego Boga, więc trudno jej byłby w takiej sytuacji któregoś z nich wybrać!)
Z jej ust wydobył się zduszony okrzyk, kiedy nagle pomiędzy nią a mundurowymi pojawiła się jakaś kobieta. Wyglądała jakoś.... bardzo znajomo. Valerie czuła, że nie potrafi odwrócić wzroku od jej przeraźliwie czerwonych oczu, być może ten blask chwilowo jakby zahipnotyzował Val? Kiedy 2 strzały wypaliły, cała skuliła się w sobie, miała wrażenie, że kule trafiły właśnie w nią.
Kiedy ponownie otworzyła oczy oddychała głęboko i... była gdzie indziej. Użyłam mocy? pomyślała z przerażeniem. Imari mówiła, że tylko mocna trauma przebije się przez jej blokadę. Wydawało jej się, że właśnie oberwała kulami, czy to wystarczyło? Przełknęła głośno ślinę, powoli się prostując i rozglądając po pomieszczeniu. Wyglądało jej to trochę... więziennie. Na środku pomieszczenie znajdowała się blondynka. Blanc sztywno rozejrzała się na boki, stwierdzając, że same były w środku.
-Umarłam? - wykrztusiła z siebie dosyć durne pytanie biorąc pod uwagę że pomimo jakiś drobnych otarć od kucania i przeskakiwania przez dziury w ścianach nadal nic jej było.