Penelope Mares - 2020-02-19, 16:54 Ta rozmowa coraz bardziej robiła się uciążyliwa. Po co ja w ogóle z nimi rozmawiam. Przecież i tak nie zrozumieją, że nie jestem kobietą za którą mnie uważają. Naprawdę przykro mi było z powodu tej małej. Co mogłam zrobić? Nie wiedziałam jak się zachowywać w jej obecność, a ciągłe jej powtarzanie słowa ,,mamo" powodowało we mnie dziwne uczucie. Może dla tego, że tak bardzo chciałam usłyszeć to jedno słowo. Sama nie wiedziałam, dlaczego i nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Jednak w tedy Nicholas zapytał o mojego męża... Już wcześniej o niego pytał. Lecz teraz zadał pytanie bezpośrednio o to... Jak się nazywa? Gdzie on teraz jest? Niby proste pytania, ale nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Już otwierałam usta aby mu odpowiedź na to pytanie. Jednak zaraz je zamknęłam... Nie wiedziałam jak się nazywa mój mąż, a ojciec moich dzieci. Spojrzałam na obrączke na palcu. Jakby tam miała znajdować się odpowiedź. Ale przecież wiedziałam, że nic na niej nie... Nic kompletnie nic... Przecież mu tego nie powiem.
- Nie ważne jak się nazywał... Odszedł, zostawił mnie samą. Nie zwracając uwagi na to, że go potrzebowałam - odpowiedziałam i o dziwo nie kłamałam. Czułam, że te słowa są prawdziwe. Nawet jeśli nie wiedziałam jak się nazywał.Nicholas Grenville - 2020-02-21, 10:04 Widząc jak znosiła to spotkanie tym razem Vanessa, Nicholas nic nie powiedział. Obaj byli przecież tym przybici. Córka jednak oddaliła się pod kraty, trzymając jakieś zdjęcie. Kątem oka zauważył fragment, że musieli to być chłopcy, o których jest mowa. Zmarszczył brwi, licząc na to, że córka nie odda tego zdjęcia Rebecce i będzie go sam potrzebował na odszukanie tych dzieciaków. Mali, bo musieli mieć około cztery lata. Ale gdzie są?
Rebecca jednak nie potrafiła mu odpowiedzieć wprost o swojego męża. Choćby to jak się nazywa. Matka dzieci, która nie na danych ich ojca? Nie powie mu, że ją zgwałcił i zostawił. Zauważył nawet na jej dłoni obrączkę. I jeżeli to była ta sama, jaką kiedyś sobie wzajemnie podarowali obiecując miłość na wieki. Sięgnął do kieszeni by wyjąć swoją. Zawsze ją nosił. Zdjął z palca kiedy stracił nadzieję, że ją odzyska.
- Nie wierzę, by Cię zostawił. Albo nie chcesz powiedzieć, albo nie wiesz jak się nazywał. To nie jest normalne Rebecca. Gdybyś mi powiedziała, być może bym go odszukał. Podobnie z chłopcami. Nie wierzę, by zostali zamordowani. Oni mogą wciąż żyć. Po prostu Ci ich odebrano, wmawiając inną historię. Pozwól sobie pomóc.
I tutaj, Nicholas włożył swoją obrączkę na palec i ujął jej dłoń w swoją, tak jakby chciał dodać jej otuchy, zaciskając lekko, jak robił to kiedyś. Drugą dłoń położył na jej policzku, by odwrócić jej głowę w swoim kierunku i móc patrzeć w jej oczy. Z uczuciem, miłością i pragnieniem. Takim, jakie zawsze mogła w nim widzieć w przeszłości. Ten sam Nicholas jakiego kiedyś znała. Zanim ich rozdzielono. Podjął nawet próbę pocałunku, namiętnego z oddaniem, mając nadzieję, że może tym razem coś to da. Najwyżej zaliczy liścia.Vanessa Grenville - 2020-03-01, 14:32 Przyglądała się zdjęciu totalnie zaskoczona. Miała braci? BRACI?! Gdzie oni byli...co się z nimi działo. Przerażona nie wiedziała co ma powiedzieć i jak się zachować. Nie odwróciła się do rodziców tylko stojąc tyłem odezwała się cicho.
- Nigdy Cię nie zostawił. Zawsze walczył i walczy. Nie pamiętasz jak ma na imię prawda? Nic nie pamiętasz...mamo...Eryk i Billi...
Przyznała ze smutkiem w głosie i przeniosła wzrok na zdjęcie. Schowała je zaraz do kieszeni, nie odda go, to była jedyna pamiątka jaką miała teraz jeszcze z braćmi. Jak oni mogli im to zrobić? Jak mogli zabrać ich mamie...jak mogli zabrać jej matkę i braci. Co się z nimi działo? Gdzie byli, czy byli zdrowi, czy wszystko z nimi było dobrze? Czy wiedzieli o jej istnieniu...wątpiła w to. Mimo wszystko pragnęła odnaleźć ich tak jak odnaleźli mamę. Teraz musieli odnaleźć jej braci.
- Musimy ich odnaleźć tato. Musimy...
Odezwała się do ojca przenosząc spojrzenie na mamę a potem na niego.Penelope Mares - 2020-03-12, 17:47 To wszystko nie miała sensu... Nie mogła być osobą za którą mnie uważają. Zwłaszcza, że jetem tylko Obiektem 478g... Jednak to była prawda nie wiedziałam jak nazywał się mój mąż. Nie mogłam sobie przypomnieć nawet jak wyglądał. A podobno go kochałam? Czułam, że kochałam i byłam tego pewna... Jednak czemu nie mogłam sobie przypomnieć jak wyglądał, czy się nazywał. Czemu miałam kompletną pustkę. Kiedy zaczęli mówić, że nie wierzą iż mnie zostawił oraz te wszystkie inne rzeczy. Niby ich słuchałam ale miałam wrażenie, że te słowa dobiegają mnie gdzieś za ściany. Wpatrzona byłam w obrączkę... Te, która była symbolem mojej miłość i tego, że istniał mąż. Przecież wiedziałam, że istniał, tak samo jak moje dzieci... Czułam to oraz miałam bliznę po porodzie. Erick i Billy... Dopiero jak powiedział, że moi chłopcy mogą żyć spojrzałam na niego...
- To nie możliwe... widziałam ich... lekarz powiedział, że nie żyją - powiedziałam do niego. Nie możliwe by Billi i Eryck żyli. Byłam w tedy z nimi samochodzie... Nie... Chciałabym by to była nieprawda, żeby mi ich poprostu odebrano. Przynajmniej by żyli i byli bezpieczeni.
Czułam jak mnie boli głowa.... Próbując sobie przypomnieć męża oraz samo to zdarzenie, kiedy straciłam moje małe aniołki. Jednak nic... Tylko przed oczami mam jak zapinam dzieci w fotelikach, a później budzę się na sali szpitalnej. Gdzie lekarz mówi, że z trudem uratowali mi życie oraz, że mu przykro, bo chłopcy zginęli na miejscu. Jeśli tyczyło się mojego męża... Nie pamiętałam niczego z nim związanego. Tylko ból oraz to, że mnie zostawił po tym wszystkim.
Początkowo nie wiedziałam do czego zmierza Nicholas, jak pierw położył dłoń na mojej, a później drugą dłonią.... Którą położył na moim policzku skierował mój wzrok na siebie. Widziałam w jego oczach więcej niż chciałam w tym momencie wiedzieć. Nie wiedziałam co działo się z moim ciałem.... i ze mną. Bo nie mogłam zareagować w żaden sposób. Nawet w tedy, kiedy mnie pocałował. Nie wiedziałam jak miałam na to wszystko zareagować. Poza tym trzeba było pamiętać, że tutaj była jeszcze ta dziewczynka. Jak ona miała na imię...? Jednak przez ten pocałunek poczułam wiele i też wielką pustkę. Nie wiedziałam czy oddać pocałunek czy też go potraktować z liścia. Jednak położyłam dłonie na jego pierwsi i odsunęła od siebie.
- Przestań - powiedziałam.... Chciałam jeszcze dodać, żeby nigdy więcej mnie nie całował ale te słowa nie mogły przejść mi przez gardło.. Dlatego zdecydowałam się wrócić do poprzedniego temu... Wolałam już ten ból głowy i gadanie... Niż myśleć o tym pocałunku.
- Czemu miałabym nie chcieć ci powiedzieć? Przecież mówiąc ci jego dane mogłam by udowodnić ci, że nie jestem osobą za którą mnie wszyscy bierzecie. Nie nazywam się Rebecca Mcadams... Nawet już nie jestem Penelope Mares... Jestem Obiekt 478g. Jedena z ogarów DOGS, która ma na celu łapać mutantów. Nie wiem pamiętam jak się nazywał i uprzedzając twoje pytanie nie pamiętam jak wyglądał... Tylko...- miała dość tego wybuchłam. Ostatnie słowo wypowiedziałam ciszej, normalnej, jakby do samej do siebie. - Nie ważne - dodałam już normalnie, bo jakbym powiedziała, że jego głos mi przypomnia głos mego męża, a ojca moich dzieci. Dałam mu nadzieję, a nie chciałam dawać im nadziej.... Nie byłam Rebeccą ani też nie byłam już Penelope. Byłam Obiektem, ogarem, maszyną w rękach DOGS... Moim zadaniem było łapać mutantów. Takich jak oni... Jednak wątpiłam w to, bym była wstanie ich wydać. Coś we mnie na samą myśl o tym powodowało paniczny strach, że mogło im coś złego się stać. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Przed żadnym mutantem... Przez ostatnie trzy lata natrafiłam na swojej drodzę na wiele mutantów i nie miałam dla nich nawet cień współczucia.Nicholas Grenville - 2020-03-12, 22:44 Nicholas zauważył, że Rebecca miała problem z przypomnieniem sobie o mężu, jakiego powinna znać i pamiętać. Z imienia, nazwiska, wyglądu i zachowania. Ale nic z tego. Nie potrafiła mu od razu na te pytania odpowiedzieć. Nawet Vanessa o tym wspomniała. Grenville nawet założył obrączkę, skoro i Rebecca ją miała na palcu, co by przypomnieć jej, że jej model jest ten sam i to on jest tym, który ją kocha. Z którym ma dzieci.
- Lekarze mogą wmówić wszystko. Pokazali Ci ich ciała?
Dopytał. Zakładał jednak, że nie widziała martwych ciał dzieci. Nieskładnie musieli jej zmodyfikować pamięć, że miała w niej luki. Które w końcu zaczynała chyba dostrzegać. Ponieważ zbyt długo myślała nad odpowiedzią.
Kiedy ją dotknął i pocałował, miał nadzieję że mu odwzajemni. Ale nie. Nawet nie dostał z liścia, ale kulturalnie go odsunęła od siebie, kładąc dłonie na klatce piersiowej.
- Przepraszam... Myślałem, że to pomoże...
Zaryzykował, ale uszanował jej prośbę. Będzie musiał z tym i tak poczekać. Wtedy też odpowiedziała mu.
- Tylko...?
Dopytał, chcąc by dokończyła swoją myśl. Skoro jednak stwierdziła, że to nie ważne. Westchnął. Postanowił więc odpowiedzieć jej na wcześniejsze stwierdzenie.
- Nie jesteś obiektem. Nikt nie jest. Zaopiekowałem się chłopcem który mówił podobnie jak Ty. Tylko, że on ma zachowane wspomnienia. Zajęło mu trochę czasu, aby zrozumieć, że nie jest maszyną do zabijania i łapania mutantów a człowiekiem takim samym jak my. Ty tez nim jesteś. Uzdolniona i obdarzona darem. Jesteś kobietą mojego życia. Zrobię wszystko co możliwe, abyś sobie nas przypomniała. Mnie i Vanessę.
Tego był pewny. Pomoże jej odzyskać wspomnienia. Jeżeli będzie trzeba, to rozwali nawet DOGS byleby dorwać się do tego mutanta, którego prawdopodobnie używają do modyfikowania pamięci. Christian wspomniał mu, że kogoś takiego Departament posiada.
Nie chciał też męczyć kobiety swoimi najściami wspomnień z przeszłości i zdecydował, że da już jej spokój. Powinna też pomyśleć sama. Spuścił trochę głowę, ale zaraz spojrzał w stronę samotne siedzącej w kącie córki. Wstał i podszedł do niej, by ją przytulić. Będą się zbierali. Niedługo otwierają bar.Vanessa Grenville - 2020-03-14, 20:16 Ściskała w dłoni zdjęcie chłopców. Z tego co mówiła mama byli to jej bracia, młodsi bracia. Miała rodzeństwo, mogła się nimi zaopiekować a tym czasem Oni znowu skrzywdzili jej bliskich. Spojrzała na ojca i podała mu zdjęcie.
- Nie mamo, nie jesteś żadnym ogarem. Jesteś moją mamą, od kiedy nas zaatakowali odkładałam na Twoje urodziny czekoladki...pamiętasz mamo ostatnie urodziny? Zawsze obchodziłaś je w święta 24 grudnia. ostatnie święta jakie spędziłaś z nami...dałaś mi sweterek z moim imieniem, pamiętasz jak podjadałam ciasteczka, które miałaś schowane? Przypomnij sobie proszę...albo ten dzień gdy Ciebie zabrali powiedziałaś tacie by mnie zabrał. Byśmy uciekali...widziałam jak Ciebie zabrali. Wszystko widziałam, wtedy obudziły się we mnie moce...
Odezwała się wracając bliżej kobiety. Nie wiedziała co ma robić i jak pomóc tacie by mama odzyskała wspomnienia.
- Właśnie mamo, tylko co? Nie pamiętasz jego imienia prawda? Nie pamiętasz jak wygląda...ale coś Ci zaczyna świtać prawda? Coś sobie przypominasz?
Spojrzała na nią błagalnie łapiąc za dłonie. Musiała sobie przypomnieć, musiała!
- Proszę spróbuj...jeśli udowodnisz nam, że wiesz jak wyglądał i kim jest, jeśli podasz nam jego namiary przestanę nazywać Cię mamą. Ale chcę wiedzieć w takim razie kim on jest. Pamiętasz...chciałaś pomówić z tatą i ze mną w ten dzień gdy Ciebie zabrali, spróbuj sobie przypomnieć o czym chciałaś z nami rozmawiać. Jeśli nie jesteśmy Tymi, za kogo się podajemy zostawimy Cię mamo, odejdziemy tak jak Ty, wrócisz do swoich...pracodawców. A potem...możesz nas wydać. Możesz skazać własną córkę na utratę kolejnego rodzica. Możesz nawet mnie zabić.
Odezwała się a by się nie popłakać podniosła się i stanęła przed kratami musiała znaleźć ujście dla złości, bólu, cierpienia. Złapała kraty czując jak te nagrzewają się pod jej dotykiem. Zagryzła zęby ze złości, uderzając dłonią w kraty.Penelope Mares - 2020-03-15, 21:10 Nie wiedziałam sama co mam myśleć, bo przecież nie mogłam zrozumieć. Zrozumieć... Jak? Jak mogłam zapomnieć swojego męża? Nie pamiętałam o nim czego... Nie miałam z nim niczego, ani jednego zdjęcie. Tylko miałam zdjęcie naszych dzieci. Nie potrafiłam sobie na wiele pytań odpowiedzieć? Co mnie irytowało? Byłam zła na samą siebie? Na nich, że mi uświadamiają jak mało wiem? Jak to możliwe, by obcy ludzie wiedzieli o mnie więcej niż ja sama? Widziałam jego obrączkę i to, że była podobna do mojej. Nie mogłam tego wyjaśnić... Ale przecież musi być jakiś powód? Musi być jakieś racjonalne wytłumaczenie tego wszystkiego. Tylko jakie?
- Żadna mama nie chce oglądać zwłok swojego dziecka, a tym bardziej dwójki z nich - powiedziałam do niego, bo nawet jeśli lekarz mi proponował to sama nie chciałam ich oglądać. Która matka była wstanie na to patrzeć? Na pewno nie ja... - Jaki mieli by sens wmawiać mi, że moje dzieci nie żyją - powiedziałam do niego, bo przecież to nie trzymało się kupy. Czemu mieli by to robić? Przecież widziałam w jego oczach ten smutek oraz słyszałam w głosie to, że nie chciał tego mówić. Czułam też jego współczucie... Tego nie mógł udawać... Po prostu nie mógł.
Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Jednak to wszystko było niczym w porównaniu z tym co powiedziała to dziecko... Skąd? Skąd ona wiedziała, kiedy się urodziłam? Skąd wiedziała o tym? Tak samo jak wiedziała, że przepadam za czekoladkami. Jednak nie wiedziałam skąd mogła to wiedzieć? Może po prostu zgadywała... Przecież nie podawała ich nazwy... Jednak pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłam jeść czekoladki Reese`s, które kojarzyły mi się z tatą. Zmarł gdy byłam jeszcze dzieckiem. Jednak zawsze po obiedzie otwierał skrzynkę z czekoladkami i dawał mi większą połowę. Do dzisiaj pamiętam ich słodko-słony smak. Chociaż dawno ich nie jadłam.
- Mylicie się nie jestem już człowiek nawet obdarzonym. Moje człowieczeństwo zginęło 2015 roku... Teraz jestem ogarem i moim obowiązkiem jest służyć i wypełniać rozkazy przełożonych - powiedziałam do obojga. Było w tym wiele prawdy oraz wyuczonych rzeczy. Przestałam być człowiekiem, mutantem zostając ogarem, obiektem... - Nie wiem jaką miał historię ten chłopak, ale też mam swoje wspomnienia.... Przykro mi nie pamiętam swetra ani tego by mnie gdzieś zabierano... Przepraszam... Jednak masz racje do czekoladek lubiłam jadać jedne na swoje urodziny - dodałam i naprawdę było mi przykro... Czułam się winna oraz ciężko było patrzeć im oczy i widzieć ten smutek oraz złość.
- Masz racje nie pamiętam tego jak się nazywał ani jak wyglądał. Jednak pamiętam jego głos... Nic mi nie świta zawsze pamiętałam - powiedziałam do tej mały... Zawsze pamiętałam jego głos. Tak samo jak pamiętałam jak pierwszy raz usłyszałam jej ojca. Jak byłam w szoku... Podobieństwa ich głosów, nie podobieństwa. Brzmiały identycznie.
Słuchałam jej słów, bo mężczyzna na razie nie mówił, a ja nie chciałam wracać do tematu pocałunku. I tego co czułam pod czas niego... Już jej powiedziałam, że nie pamiętam jak się nazywał ani jak wyglądał. Nie będę się powtarzać tak samo... Jak nie wiedziałam o czym mówi. Jednak jak wspomniała o tym, żeby miała wydać ją i jej ojca bądź nawet zabić. Poczułam paniczny strach jak coś mnie ściskało w środku.
- NIE!! Nigdy nie waż się mówić tego. Jasne?! Nie wydam cię, ani tym bardziej nie zabije! - powiedziała nim sama zapanowałam nad sobą. Pierwszej chwili nawet nie spostrzegłam, że mówię to głośno.Nicholas Grenville - 2020-03-15, 23:35 Do Rebecci nie docierało, że jest człowiekiem. Nie tylko jego słowa nie docierały do niej tak, jakby tego chciał, ale i Vanessy. Widział, że córka ledwo nad sobą panuje. Nawet podejmując próbę przytulenia jej i oderwania od krat nie pomogło. Pomimo tych wszystkich wspomnień, ostatnie zdania wypowiedziane przez ich córkę, były dla Nicholasa zaskoczeniem i ciosem. Rebecca od razu zareagowała podniesieniem głosu. To dało mu sygnał, że kobieta posiada jednak uczucia i jest możliwa dla niej pomoc, by odzyskała pamięć.
- Vanessa. Idź do pokoju. Zaraz do Ciebie przyjdę.
Powiedział do córki ze spokojem i nawet podjął próbę odebrania od niej zdjęcia chłopców, wskazując jej na kraty co z nimi robi, gdyby nie poczuła iż używa mocy. Nicholas chciał z żoną chwilę porozmawiać sam na sam. Bo być może miał w tym jakiś plan. A kto wie, czy nie spróbuje posłuchać się nawet rady siostry? "Rozkochaj ją na nowo". Nie był to przecież głupi pomysł.
Niezależnie od tego, czy też Vanessa zechciała o posłuchać, choć liczył że tak, zwrócił się do ukochanej.
- Skoro nie przyjmujesz do wiadomości tego, że jesteś człowiekiem i wykonujesz polecenia przełożonego, to od dzisiaj ja nim będę. Nie masz szans wrócić do DOGS. A ja na pewno na to nie pozwolę. Tutaj masz lepsze warunki. Nie musisz nikogo zabijać ani na nikogo polować. Chcę, byś tu z nami była. Jestem wstanie nawet zamienić dla Ciebie tę celę na normalny pokój. Tylko musisz z nami współpracować.
Rzekł spokojnie ale i pewnie, patrząc na żonę. Tak, obrączki mieli te same, z różnicą wielkości na palec. Nie byli małżeństwem na papierze ślubując sobie przed urzędnikiem, ale między sobą. Nie potrzebowali do tego papierów. Tak było. Ale czy ona to będzie pamiętała?
Druga sprawa - głos mężczyzny. Co mu jednak da, jeżeli o to zapyta. Westchnął, stwierdzając, że może lepiej będzie dać już kobiecie odpocząć od siebie i młodej. Do rozmowy na pewno jeszcze wrócą.Vanessa Grenville - 2020-03-18, 23:08 Poddała się? Owszem, było wszystko jej jedno, czy matka ją pozna czy nie. Miała dość walki, dość tego wszystkiego. Może pragnęła za bardzo by ta w końcu się odnalazła i by znów byli rodziną? A teraz jeszcze takie coś...do tego świadomość, że ma rodzeństwo. Nie, zdecydowanie tego było za dużo jak dla niej. Spojrzała na mamę, gdy ta krzyknęła.
- Przecież uważasz, że jesteśmy zagrożeniem. To Twoje zadanie, zabijać takich jak ja...takich jak my.
Odezwała się chłodno i spojrzała na ojca gdy do niej się odezwał. Miała iść do siebie. Nie, nie tym razem.
- Dobrze, pójdę skoro mnie nie chcecie.
Wypaliła po chwili jednak nim wyszła na dobre, podeszła do stolika, na którym leżała paczukszka.
- Odkładałam przez te lata...z nadzieją, że wrócisz, a teraz...nie wiem czy było to warte.
Rzuciła i po prostu rzuciła czekoladkami na pryczę. Te, które uwielbiała.
- Mówiłaś mi gdy byłaś z nami, że dziadek je zawsze wyciągał i wspólnie jedliście gdy byłam smutna też tak robiłaś. Siadałaś obok mnie i wyciągałaś czekoladki każąc mi wybrać pierwsza..
Rzuciła na koniec i po chwili spojrzała na ojca z żalem. Nie było w niej już tej radości i nadziei. Była zrezygnowana. Po chwili wyszła zostawiając rodziców samych sobie.
zt.Penelope Mares - 2020-03-19, 21:16 Sama do końca nie wiedziałam co się ze mną dzieję. Wiedziałam czego oczekiwało odde mnie DOGS. Jednak na samą myśl, że mogli by oni skrzywdzi Vanessę, bądź jej ojca. Ogarniały mnie nieznane mi uczucia. Czułam jakby coś zaciskało mi się na sercu... Nie potrafiłam nawet tego obrać słowa. Nie chciałam, żeby ktokolwiek ich skrzywdził. Chociaż jak to sama powiedziała ,,to było moje zadanie". Nigdy wcześniej nie odczuwałam czegoś takiego. Przecież nie jednokrotnie sprowadzałam do DOGS dzieci, czy też inne kobiety. Nie czułam nic..., a teraz wiedziałam, że nie byłam wstanie tego im uczynić.
Chciałam powiedzieć, że ona nie jest zagrożeniem, że nie byłam wstanie jej skrzywdzić. Jednak nie mogłam tego powiedzieć. Jej słowa sprawiły, że poczułam się jakbym dostała twarz. Co swojego rodzaju było ironią, bo przecież to były moje własne słowa. Słowa, które słyszałam od czterech lat...
Nic nie mówiłam... Bo tak było prościej. Słysząc słowa jej ojca by poszła spojrzałam na nią. To nie tak, że jej nie chciałam, ale też po części tak było. Jej obecność wywoływała we mnie emocje, która sama nie znałam. Nie potrafiłam ich nazwać, ani też opisać. Nawet nie miałam pojęcia skąd się one biorą.
Kiedy rzuciła paczuszkę podniłam ją, by zobaczyć co jest wśródku. Chociaż już się spodziewałam co może tam być... Jednak to co zobaczyłam w środku sprawiło, że zaczęłam się trząść cała... To były czekoladki Reese's. To wszystko było za dużo: czekoladki, Chris i mężczyzna mówiący to samo, zdjęcie, obrączka, moja data urodzenia i jego głos... Za dużo tych podobieństw... Ale to nie mogła być prawda.
Podniosłam oczy znad paczki, ale nie było już tej małej... Słyszałam, że Nicholas coś do mnie mówi... Ale jego słowa docierały do mnie jak za ściany. Patrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze nie tak nie dawno stała jego córa... Czy to mogła być prawda? Czy ona mogła być moją córką?
- Jak to wszystko możliwe?- powiedziałam do niego nie chodziło mi o to co przed chwilą powiedział do mnie. Bardziej o to wszystko... Czy rzeczywiście mogłam być tą całą Rebeccą. Jak to możliwe bym tego nie pamiętała? Jak to możliwe, że uważam się za Penelope? - Nie chce pokoju, ani wracać do DOGS... Nie zasługuje na to... Zabiij mnie - powiedziałam do niego. Czułam blokadę przed pracą dla niego, ale też nie chciałam wracać do DOGS. NIe chciałam ich doprowadzić do niej...Nicholas Grenville - 2020-03-20, 18:57 Widząc że Vanessa nie panowała nad emocjami, a już tyle lat zna swoje dziecko, to wiedział kiedy lepiej będzie jeżeli córka odpuści i wróci do swojego pokoju. Emocje za bardzo brały w tym momencie górę, że nie kontrolowała swojej mocy. A nie chciał, by kraty były uszkodzone. I to nie tak, że jej nie chcieli. Nicholas westchnął na jej słowa. Nie wyganiał jej, ale prosił, by na chwilę zostawiła ich samych. Bo nie da się ukryć, że nie podobały mu się wcześniejsze słowa Vanessy odnośnie zabijania czy oddania w ręce DOGS. Mimo iż wystosowała grę emocjonalną, to poruszyła wnętrze Nicholasa, swojego ojca.
Nie da się ukryć, że zagrywka była trafiona i Rebecca od razu zareagowała sprzeciwem. Co nie zmienia faktu, że i tak będzie musiał z młodą porozmawiać.
Zostali więc sami. Zapadła chwila milczenia, gdzie obserwował Rebeccę. Siedziała w bezruchu patrząc się w otwarte już pudełko z cukierkami, jej ulubionymi. Wcinała je jak była z Vanessą w ciąży. Nic więc dziwnego, że obie lubią to samo. Dał jej czas do namysłu, stojąc przy kratach z rękoma opartymi o biodra. Cela była otwarta, tuż po wyjściu Vanessy. Zamknął ją, kiedy kobieta do niego odezwała. I kolejna, która o zabiciu mówi. Westchnął z rezygnacją. Jego własne kobiety już tymi słowami go jeszcze zabiją.
- Christian powiedział, że zrobiono Ci pranie mózgu. Wymazano z pamięci wszystko to, czego teraz nie pamiętasz i zastąpiono innymi wspomnieniami. Wspomniał, że Departament może posiadać mutanta, mieszającego w głowie innym. O więcej musiałabyś Chrisa się zapytać. Mogę mu powiedzieć, by zajrzał do Ciebie.
Podszedł do niej bliżej i kucnął przed nią. By z dołu spojrzeć w jej oczy.
- Nie zabiję Cię. Nie wrócisz do DOGS. Zostań ze mną i z Vanessą. Pomożemy Ci odzyskać wspomnienia. Odnajdziemy chłopców, jeżeli faktycznie ich urodziłaś. Zdobędę Twoje akta z Departamentu by wiedzieć co z się z nimi stało. Już raz Cię straciłem. Drugi raz nie wiem czy to zniosę. Ty i Vanessa jesteście dla mnie wszystkim. Zaufaj mi, Rebecco. Możesz nawet zacząć życie na nowo, z nami.
Patrzył jej w oczy szczerą miłością. Nie robił nic więcej, nie chcąc być znów odpychanym a wiedział, że powinien dać jej czas do przemyśleń. Bo faktycznie, ten dzień dał zbyt wielki impuls emocji, jaki dołożyła jeszcze ich córka.Penelope Mares - 2020-03-21, 14:23 Kim ja jestem...? Już sama nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiedziałam czy byłam Penelope Mares czy też Rebecca. Kim ja właściciwie byłam...? Czy byłam jedną czy też drugą, a może obiema? Jednak jak to wszystko możliwe i czemu am takie luki w pamięci... Jedne rzeczy pamiętam bardzo dobrze, a inne nie. Co jest prawdą, a co nie? To wszystko nie miała sensu. Jednak chociaż nie pamiętałam i też nie wiedziałam kim ja byłam. To wiedziałam co czuje i tego co tej chwili myślę. Trzymając na kolanach te czekoladki, których już nie jadałam od tak dłuższego czasu... Te, które przywołują w pamięć moja tatę oraz też mamę. Zginęli wypadku samochodowym, jakiś pijany kierowaca uderzył w nich samochód. Pamiętam, że później jadałam je by nie zapomnieć o moich rodziców. Czy było możliwe, że po zmieniali tak mi w pamięć. Musiałam Christiana zaptać się co wie o tym mutancie... Musiałam się dowiedzieć kim naprawde byłam. Jednak też czułam, że nie powinnam. Bałam się, żę im bardziej będę grzebać to czego mogę dojść. A co jeśli znowu wpadałam bym w ręcę DOGS. Co jeśli kazali by mi ich wszystkich zabić. W tedy rogatkach, gdyby Chris mnie nie powstrzymał zastrzeliłabym go. Później rozpętała prawdziwe tornado, gdy ona mnie nie powstrzymał. Wiedziałam, że mogłam ich w tedy zabić? Ale teraz nawet nie mogłam o tym myśleć... Czułam ból w klatce piersiowej na samą myśl o tym... Nienawidziłam siebie za to co robiłam... Im dłużej przebywam tutaj tym coraz bardziej czuje... czuje, że nie jest osobą. Za którą się uważałam, że nie jestem Penelope. Jednak cały czas uważam się za obiekt oraz ogara. Dlatego chciałam by mnie zabił, bym nie była zagrażoeniem dla nich... Bałam się, że ktoś mnie następnym razem mógł nie powstrzymać.
- Urodziłam ich... Eryk i Billi moi chłopcy... nasi chłopcy. Obaj mieli piękne niebieskie oczy... czułam, jabym miała zaraz się rozpłakać. Na samo wspomnienie... Biliemu wystarczyło się pokazać by mu buzia się uśmiechała. - powiedziałam do nich tego była pewna stu procentach tak samo jak jego głosu, jak tych czekoladek. Zresztą chciałam teraz wierzyć, że oni żyją, że nie zginęli żadnych wypadku ani nikt ich nie zabił... Tylko gdzieś tam są.
-Nie rozumiesz oni nie odpuszczą... Będą nas szuakć, mnie i Chrisa. Wolę umrzeć niż miały sprawić się słowa Vanessy. Nie chce by wam się stała krzywda. Nawet jeśli nie pamiętam to wiem co czuje - powiedziałam i położyłam dłoń na jego policzku. - Ja zniosłabym tego, gdyby następnym razem ktoś mnie nie powstrzymał. Boje się, że mogą dostać się do mnie, do Chrisa wykorzystać byśmy skrzywdzili was. Nie chce decydować za niego, ale ja wolę umrzeć niż do tego dopuść - powiedziałam do niego. Wiedziałam, że DOGS nie przestanie nas szukać. Nawet tego, że mogą wysłać Gabriela... Mojego przyjaciela z stamdąt, a zaraz największego konkrenta. Wiedziałam do czego był zdolny.Nicholas Grenville - 2020-03-21, 21:16 Tym razem Rebecca potwierdziła mu na sto procent, że ich urodziła. Najważniejsze w tej wypowiedzi było to, że to on jest ich ojcem. Dziwne i przyjemne ciepło rozgrzało się w jego wnętrzu. Miał tę pewność, więc pozostawało tylko ich znaleźć. Cokolwiek na ich temat. Upewnić się, że oni żyją.
Słuchał jej dalej i widać było, że przypominała sobie już cząstkowe informacje. Miała tę mętlik w głowie, nie wiedząc kim jest. Co ważniejsze, zaczynała obawiać się o życie jego i ich córki. Nie potrzebnie.
Zabrał pudełko i położył na łóżku tuż obok niej. Dotknął jej dłonie w swoje i spojrzał jej w oczy.
- Nie dostaną się do Ciebie. A do Chrisa tym bardziej. Drugi raz nie da się im złapać. Sama widziałaś jaką mieliśmy zjednoczoną siłę, że zniszczyliśmy Dzielnicę Mutantów. Departament ma teraz spory problem finansowy i w ludziach. To kwestia czasu, aż i on upadnie. Uwierz mi. Tutaj nic Ci nie grozi. Ani naszej córce.
Po tych słowach wstał i usiadł obok niej, by zaraz objąć i przytulić do siebie. Bo być może i tego potrzebowała. Jego wsparcia, po tym przez co przeszła. To w jego obowiązku było zapewnić bezpieczeństwo żonie i córce.
- I proszę byś przestała mi o swojej śmierci gadać, bo się pogniewam.
Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.Penelope Mares - 2020-03-22, 09:17 Nie wiem czemu powiedziałam, że to byli również jego synowie. Rozum mi podpowiadał, że nie... Jednak serce mówiła, że to prawda to co powiedziałam. Był ojcem moich chłopców. Naszych chłopców. Chociaż głowa tego nie pamiętała to serce nie zapomniała. Wewnątrz mnie toczyła się odwieczna walka pomiędzy sercem, a rozumem. Każde z nich miało swoje wspomnienia oraz uczucia. A ja byłam w tym wszystkim pośrodku nie wiedząc, którą stronę pójść. Raz przechylałam się w stronę serca, bo krzyczało głośnie, a innym razem rozumu. Ponieważ przemawiała przez niego logika. Widziałam, że nawet rozum nie potrafi wyjaśni kilku rzeczy... To co czuje serce, te wszystkie podobieństwa oraz te wspomnienia, które pojawiają się nagle i niespodziewanie oraz trwające zaledwie kilka sekund.
Przerażała mnie jego pewność siebie i to jak mówił... Wiedziałam, że zrobi wszystko by spełniły się jego słowa. Tak samo jak znałam DOGS. Nie odpuszczą... Znjadą jakiś sposób bądź lukę, którą wykorzystają. Już teraz pewnie przeglądają akta, kamery z okolicy DOMu... Szukają, grzebią... Aż nas znajdą.... To było pewne, a nie chciałam żyć jak to nastąpi. Nie chciałam by mnie wykorzystali przeciwko im...
- Uwierz mi nie updadnie, podniesie się z tego. Pewnie już teraz robią wszystko by was i nas znaleźć. Pracują tam fanatycy, oddani kundle oraz ogary, tacy jak ja. Zostaliśmy wyuczeni by wykonywać rozkazy i nie mieć litość dla mutantów. Nie zawachają się przed zabiciem dziecka... Ba nawet w zarządzie jest kobieta, która publicznie zabiła małą mutankę.... Czy też mój przyjaciel Gabriel, bądź Huxley oni nie odpuszczą już pewnie szukają. Ja bym szukała - powiedziałam do niego... Źle czułam się wydając te szczępy informacji o swoich współpracownikach. Jednak pewnie Chris im wszystko wyśpiewał. Skoro nawet wiedzieli o pogłoskach o mutancie mający moc zmienia pamięci.. NIkt nie wiedział czy to prawda, czy też straszak dla niegrzecznych kundli czy też ogarów.
Kiedy podszedł do mnie i mnie objął tym razem go nie odpychałam.. Próbowałam zebrać swoje myśli... opanować swoje emojce. Zrobić to co mnie uczono, aby nad nim zapanować nie przycimieniały mi mojego osądu.
Nic nie mówiła na jego późniejsze słowa... Zrozumiałam, że będe musiała znaleźć kogoś innego. Chris? Nie on również mi odmówi... Praktycznie nie dopuszcza do mnie nikogo innego prócz siebie, Vanessy oraz Chrisa. Będę musiała znaleźć inny sposób...Nicholas Grenville - 2020-03-22, 15:16 Dla Nicholasa innego wyjaśnienia nie było i nawet on był przekonany, że Ci dwaj chłopcy to jego synowie. Ale do tego tematu będą wracali później. Zbierze na spokojnie tyle danych ile obecnie posiadała Rebecca, a potem spotka z odpowiednią osobą, która zdobędzie dla niego potrzebne akta.
Nicholas był pewny swego, tak samo jak obiecywał bratu uwolnienie go z rąk Departamentu - co jak widać, słowa dotrzymał. Wystarczyło zebrać ludzi, określić teren i zapoznać się z nim, rozplanować akcję i podjąć działania. Trwało to trochę długo, ale z jakim efektem się zakończyło.
Rebecca jednak trzymała się swojego przekonania, jakby zbyt dobrze znała Departament. Nicholasowi to nie przeszkadzało. Bo przecież jej wiedza im pomoże rozwalić to miejsce.
- Jeżeli powiesz mi wszystko co wiesz o Departamencie, jak wygląda układ terenu i budynków. Co gdzie się znajduje, ile ludzi i mutantów tam pracuje, wszystko co wiesz, to nawet z Twoją pomocą będziemy wstanie ich rozwalić. Nie mówię o wszystkich departamentach w Stanach, ale o tym w Seattle. Wyzwólmy miasto całkowicie spod władzy rządu. Nie chcesz tego? To samo tyczy się Twoich tamtejszych przyjaciół. Jeżeli powiesz jak na nich uważać, nikomu nic się nie stanie. Po prostu zaufaj mi.
U ucałował ją w czubek głowy. Widział że się najwyraźniej bała i była zagubiona. To normalne. W końcu dopiero powracały do niej jakieś cząstki utraconej pamięci. I widać, że czekoladki Vanessy były mocnym bodźcem.
- Chcesz odpocząć?
Zapytał. Nie chcąc jej męczyć tym tematem. Najwyżej później zajrzy i zobaczy jak się czuje.