To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

C. Payne - Salon

Anna Payne - 2018-11-10, 23:42

Trochę zdziwiło ją to, iż chciał jej telefon do ręki, jednak podała mu go bez problemu. Wpisał jej nowy numer więc kiwnęła tylko głową oznajmiając jednocześnie, że rozumie i dostosuje się do tego. Jednak wiedziała, że będzie jej brakowało tych smsów o wszystkim i o niczym.
-Proszę Cię, nie mów tak jakbyśmy widzieli się po raz ostatni.
Poprosiła obserwując go uważnie. Wolała nie słyszeć takiego tonu oraz takich słów z jego ust. Nawet nie chciała myśleć o tym, że znów mógłby być złapany.
Uśmiechnęła się tylko pod nosem słysząc jego pytanie z nutką ironii. Chwilę później powiedziała mu o tym co miało miejsce w lipcu tego roku. I zaraz tego trochę pożałowała bo krzesło nagle rozbiło się o ścianę. Trochę się wystraszyła ale nie dawała tego po sobie poznać. Zamiast tego, odsunęła kawałek szklankę i usiadła na ławie naprzeciw niego.
-Hej... Spokojnie. Spokojnie...
Mówiła do niego o dziwo sama zachowując spokój jednocześnie kładąc swoje dłonie na jego pięściach i gładziła je delikatnie kciukami.
-Nie przejmuj się...
Uśmiechnęła się do niego lekko choć serce waliło jej jak młotem. Wystraszyła się, ale nie Brada tylko tego co potrafił zrobić. Nigdy nie interesowało ją jaką miał moc, jednak teraz zaczęła się domyślać.

Bradley Grey - 2018-11-11, 00:07

Nie powiedział, że ma w ogóle do niego nie pisać, bo przecież mogli wymieniać SMSy. Nie chciał natomiast, żeby pisała o czymś istotnym, o ważnych informacjach, o mutantach czy mocach. Takie wiadomości mogły być niebezpieczne, a teraz tylko to się liczyło. Wróg nie spał.
- Nigdy nic nie wiadomo, An - westchnął tylko. Niczego już nie wykluczał i ona też nie powinna. Bez sensu się oszukiwać i wmawiać, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie o ile mutanci nie wezmą spraw w swoje ręce i nie zaczną walczyć o swoje prawa. Wszystkie grupy na przestrzeni lat musiały walczyć o swoje i oni też powinni.
Wiedział, że się wystraszyła nawet jeśli tego nie pokazała. Znał ją na tyle, że nie musiała o tym mówić. Nie chciał tego, ale pod wpływem mocnych emocji nie do końca potrafił zapanować nad mocą.
Spojrzał na swoje pięści, które Anna zaczęła właśnie gładzić kciukami. Wiele to dla niego znaczyło, natomiast trudno opanować takie emocje. Westchnął ciężko i pokręcił głową. Jak miał się nie przejmować? Mogło się stać coś poważnego, a i tak została ranna.
- Świat nadal będzie w niebezpieczeństwie jeśli DOGS i GC będą istnieć. Zrobię co w mojej mocy, żeby ich zniszczyć - zapowiedział jej, co samo w sobie już oznaczało kłopoty. Znała go i wiedziała, że nie rzuca słów na wiatr, dlatego mogła się spodziewać, że nie będzie zawsze dostępny na rozmowę czy spotkanie, skoro planował takie ruchy w kierunku wielkich organizacji.
Co do mocy to była to mała część tego co potrafił. Jego moc był znacznie większa i bardziej rozbudowana i na jej szczęście nie została użyta na niej. Źle by się to skończyło, a Brad nigdy by sobie nie wybaczył.

Anna Payne - 2018-11-11, 00:38

O takich sprawach nawet nie przyszłoby jej do głowy by pisać. Nawet z bratem miała taką żelazną zasadę. Nie łamała jej. I wiedziała, że nigdy jej nie złamie.
-Wolę jednak mieć nadzieję, i myśleć, że wszystko ułoży się tak, że spotkamy się jeszcze nie raz, jeszcze nie raz będziemy coś opijać jak za dawnych czasów... Choć wiem, że te czasy nie wrócą, to i tak nie chcę myśleć inaczej. Zwłaszcza, że dopiero co Cię odzyskałam.
Anna wolała się czasem choć próbować oszukiwać, mimo, że znała prawdę. Wiedziała jak jest. Wiedziała o wiele więcej niż się wszystkim wydawało podobnie jak to, że kiedyś jak wpadnie to będzie miała przejebane. Ale do tego wolała się nie przyznawać nawet sama przed sobą.
Przełknęła ślinę słysząc jego słowa. Chwyciła delikatnie jego twarz w dłonie i zmusiła go tym samym by na nią spojrzał. Tym samym też i Anna mogła spojrzeć mu w oczy.
-Nie będę próbować Cię zwieść od tego chorego pomysłu. Bo wiem, że i tak to nic nie da. Ale masz mi coś obiecać. Nie daj się zabić. I działaj z głową, a nie jak jakiś narwaniec. I nie działaj sam.
Może i dużo w tym momencie od niego wymagała, ale jednak dla niej w takiej sprawie to nie było wiele. Puściła po chwili jego twarz po czym wstała i chwytając po drodze szklankę z alkoholem podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz.
-Zanim cokolwiek zrobisz... Znajdź kogoś kto Cię wprowadzi do Rebeliantów.
Powiedziała wciąż patrząc przez okno jednak po chwili znów wróciła wzrokiem do Brada.
-Wiem więcej niż Ci się wydaje. A mój brat pod jednym względem jest naiwny. Zawsze wierzy mi gdy mówię, że nic nie pod słyszałam z jego rozmów z Viggo....
Wiedziała, że w tym momencie się sama wydała, jednak wątpiła, by kiedykolwiek Brad miał okazję rozmawiać z Coltonem a już w szczególności, na jej temat itp. A nawet jeśli, wiedziała, że Brad jej nie wyda.

Bradley Grey - 2018-11-11, 03:48

Nie wiedziała o jej zasadach z bratem, dlatego wcześniej mówił o tych poważnych sprawach. Dobrze, że znała podstawowe zasady bezpieczeństwa.
- Niestety w dzisiejszych czasach sprawdza się powiedzenie "nadzieja matką głupich" - westchnął. Nie miał pojęcia skąd w niej tyle pozytywnych uczuć. Pewnie dlatego, że nie przeżyła tyle co on. Nie chciał się nad sobą użalać, ale taka była prawda.
Spojrzał na nią, gdy chwyciła w dłonie jego twarz. Wywrócił nimi natomiast, gdy nazwała jego pomysł chorym. Zemsta nigdy nie była chora, jeśli była na zimno i dobrze przemyślana. Mogła nie popierać jego pomysłu, ale nie mogła go powstrzymać.
- Sporo do obiecywania. Ale nie będę działał jak narwaniec, możesz być pewna. Spróbuję nie dać się zabić, ale nie mogę obiecać, że nie będę działać sam - odpowiedział jej po kolei. Nie było w bractwie ludzi, którzy podobnie jak on chcieliby zniszczyć GC czy DOGS. Im zależało jedynie na ochronie mutantów, ale to była syzyfowa praca.
Obserwował ją, gdy podchodziła do okna. Jej kolejne słowa nieco go zdziwiły. Skąd wiedziała o Rebelii? Zmarszczył brwi i przekręcił głowę.
- Taki miałem plan i jestem w trakcie jego realizowania - potwierdził. I już miał pytać, ale sama się przyznała, w jaki sposób pozyskała takie informacje.
- Twój brat należy do Rebeliantów? - zapytał jeszcze. Domyśliłby się, że podsłuchiwała, a jej brat był wyjątkowo naiwny, jeśli sądził, że mieszkając z nią pod jednym dachem przed wszystkim ją uchroni.
- Nie powinnaś podsłuchiwać. Im więcej wiesz tym więcej kłopotów to na ciebie sprowadzi - zaznaczył jeszcze, że nie zgadza się z jej poczynaniami. W ten sposób nie pozostanie bezpieczna.

Anna Payne - 2018-11-11, 10:37

Uśmiechnęła się tylko słysząc jego słowa.
-W takim razie jestem głupia. Bo czasem nadzieja, to jedyne co mamy. Nie mogę Ci pomóc w żaden inny sposób jak Cię wspierać i właśnie mieć nadzieję, że nic Ci się nie stanie. Ani Tobie, ani Coltowi...
Powiedziała spoglądając na niego wciąż lekko się do niego uśmiechając.
Dla niej ten pomysł był chory bo wyrywał się z motyką na słońce. Dzięki kilku znajomościom zdołała się nieco więcej dowiedzieć o DOGS itp. A z nimi nie jest łatwo.
-W tej sytuacji i w tych okolicznościach to nie aż tak dużo. Nie chcę słyszeć, że nie możesz mi obiecać, że nie będziesz działał sam. Masz mi to obiecać choćby się waliło i paliło. Musisz mieć kogoś kto ewentualnie Cię będzie osłaniał. Wtedy są większe szanse, że przeżyjesz.
Może i nie było w bractwie takich osób ale wiedziała, że w Rebelii o której przed chwilą wspomniała, jest takich osób mnóstwo.
-Nie wiem. Nie wiem czy w ogóle gdziekolwiek należy. Wiem jedynie tyle ile pod słyszałam. Czyli ogólnikowo o Rebelii, czym są i do czego dążą, o Bractwie....
Powiedziała odwracając się w jego stronę. Uśmiechnęła się lekko słysząc jego następne słowa. To samo zwykle mówił jej brat. Ale czy brała to do serca?
-Posłuchaj.
Zaczęła ponownie podchodząc do Brada i znów siadając na ławie.
-Postaw się na moim miejscu. Np, jesteśmy rodzeństwem. Ja jestem mutantem, Ty człowiekiem, i ja wszystko przed Tobą próbuję ukryć. Ale nie biorę pod uwagę tego, że przez to, że to przed czym próbuję Cię chronić i tak kiedyś Cię dopadnie czy cokolwiek wiesz, czy nie. Oprócz tego, nawet gdybyś dowiedział się przypadkiem, to i tak Cię nie ratuje. Już sam fakt, że wiem, że mój brat jest mutantem i jego chronię, to kiedyś dostanę karę jakbym chroniła całą Rebelię czy Bóg wie kogo jeszcze... Może i nie mam jakiś super mocy, ale mam coś innego. Nie mówię, że lepszego, ale to daje mi możliwość zbliżenia się do każdej osoby w tym mieście. Jestem zwykłym człowiekiem.
Anna zwłaszcza ostatnimi czasy miała w sobie więcej sprytu niż się każdemu wydawało. Potrafiła grać tak, że każdy uwierzyłby jej, że nie ma bladego pojęcia o mutantach lub wie tylko o ich istnieniu. Nauczyła się tego przez te kilka lat w Seattle.

Bradley Grey - 2018-11-12, 00:23

Pokręcił głową na jej słowa. Nie chciał, żeby zatracała się w beznadziejnej nadziei. Nie wróżyło to dobrze, a teraz był naprawdę zafiksowany na punkcie bezpieczeństwa.
- Nie chcę żebyś mi pomagała. Ale z tą nadzieją nie powinnaś przesadzać, Ann. Nie chcę, żeby coś ci się stało - to chyba było już jasne, więc zakończył ten temat. Ostatecznie zrobi to co zechce, chociaż szczerze się o nią martwił.
Każda rewolucja zaczynała się od niczego, więc może porywał się z motyką na słońce, ale nie mógł dłużej siedzieć na tyłku i nic z tym nie robić. Wiadomo, że od razu w pojedynkę nie pójdzie na DOGS, ale chciał zacząć działać.
- Nie wiem czy kogoś takiego znajdę Ann, nie mogę ci tego obiecać - westchnął. Miał ją okłamać? Obiecać nawet jeśli wie, że w przyszłości może okazać się różnie? Nie chciał tego. Nie wiedział też czy przeżyje. Kiwnął głową odnośnie jej dalszych słów.
- Obecnie jestem w bractwie, ale ich brak działania jest demotywujący - dopowiedział jeszcze, bo i tak już sporo wiedziała, więc po co miał ukrywać taki szczegół?
Patrzył na nią, gdy znów do niego podeszła i słuchał uważnie.
- Ciężko mi się postawić w odwrotnej sytuacji, bo nie mam rodzeństwa. Ale gdybym był człowiekiem i wiedział co mi grozi za ukrywanie mutantów to odciąłbym się od wszystkich, których znam - wzruszył ramionami. Mówił szczerze, bo zwykle miał na uwadze głównie swoje dobro. A przynajmniej tak sobie wmawiał. Ale czasem wolałby być zwykłym człowiekiem i nie mieć takich problemów jak teraz.
- Może tak ci się wydawać, ale ci z GC nie ufają nikomu - pokręcił głową. Jeśli myślała, że ich oszuka gładką gadką to raczej kiepsko to widział. No ale wiedział, że nie przemówi jej do rozsądku.

Anna Payne - 2018-11-13, 13:50

Uśmiechnęła się tylko na jego słowa.
-Spokojnie. Nie martw się tak o mnie.... Nic mi nie będzie.
Anna wiedziała, że nie powstrzyma Brada. Znała go nie od dziś. Może i zmienił się po tym co się stało, ale nie na tyle, by go całkiem nie poznawała. Zawsze były pewne rzeczy które zostają niezmienne.
-W Rebelii znajdziesz....
Powiedziała tylko chcąc jednocześnie zakończyć temat. Domyślała się, że bractwo nie będzie zbyt skore do podjęcia działań. Nie jedno słyszała na ich temat.
-Jeśli miałbyś wśród mutantów osoby na których Ci zależy, nie byłbyś w stanie tego zrobić. Cały czas zamartwiałbyś się czy wciąż żyją, czy nic im nie jest... I tak czy siak wszystko by do Ciebie wracało z podwójną siłą. Prędzej czy później i tak byś wrócił...
Wyjaśniła, jak ona to widziała. Chciała sprawić by ją choć w pewnym stopniu zrozumiał. Choć nie wierzyła zbytnio w to, że zrozumie i bardziej obstawiała, że dalej będzie stawiał na swoim. Nie skomentowała jego słów o GC, tylko sięgnęła po butelkę i nalała ponownie wódki do szklanek i podała mu jego i wzięła swoją po czym napiła się.

Bradley Grey - 2018-11-25, 20:10

- Zawsze się o ciebie martwię - westchnął i podszedł do niej. Pogłaskał ją po policzku, po czym pocałował czule w usta. Byli przyjaciółmi, ale też niejednokrotnie ze sobą spali. Znali swoje ciała na wylot, a ten pocałunek był takim wyrazem tęsknoty, która go trawiła przez te pół roku.
- Zobaczymy - stwierdził wracając na swoje miejsce, bo nie chciał tylu szczegółów jej zdradzać. Zwłaszcza że sam nie miał jeszcze określonego planu. Bractwo było dobrą organizacją, ale aż za dobrą. Nie chcieli atakować, choć to przecież najlepsza obrona. Ale przestał już ich winić. Rozumiał ich założenia, choć do niego już po prostu nie pasowały.
Nie ma co ukrywać, że Bractwu wiele zawdzięczał. Zawsze będzie dobrze ich wspominać, a osoby, które mu pomogły po porwaniu na zawsze pozostaną w jego sercu. Niemniej ich drogi w pewnym momencie się rozejdą. Tego był pewien.
- Wątpię. Jestem egoistą, Ann. Nie wiesz co musiałem zrobić w życiu, żeby przeżyć - co prawda oceniał siebie trochę zbyt surowo, bo dla przyjaciół jest w stanie zrobić bardzo dużo. Ale miał o sobie mniemanie zimnego skurwysyna, który zrobi wszystko dla siebie. Nie do końca tak było, ale faktycznie ziarno prawdy gdzieś tam się kryło.
Odebrał od niej szklankę z napełnionym alkoholem i westchnął ciężko.
- Proszę cię, uważaj na siebie. Nie pchaj się w niebezpieczeństwo, nie jest ci to potrzebne.

Anna Payne - 2018-11-26, 22:22

Uśmiechnęła się lekko słysząc jego słowa po czym oddała pocałunek. Ona również tęskniła. Przez te całe pół roku bała się o niego, próbowała wymyślić w jaki sposób mogłaby go uwolnić. Bądź po prostu pomóc komuś w uwolnieniu go. Jednak niewiele jako zwykły człowiek mogła zdziałać.
Nie chciała już komentować tego więcej. Widziała, że Brad nie bardzo chce dalej rozmawiać na ten temat. Więc nie naciskała. Cóż. Może gdyby okoliczności były inne... Może gdyby dowiedziała się pół roku temu o tym, że jej najlepszy przyjaciel jest mutantem, to wtedy wierciłaby mu tak zwaną dziurę w brzuchu. Teraz jednak okoliczności były inne.
-Po pierwsze.... Nie jesteś egoistą. Bo gdybyś nim był nie przyszedł byś dzisiaj do mnie chcąc wszystko wyjaśnić bo chronił byś własny tyłek ponad wszystko i nie ryzykowałbyś, że ktoś Cię może zobaczyć. A po drugie. Nie ważne co musiałeś zrobić.... Ważne, że żyjesz. Że jesteś i Ci się udało przejść przez cały ten życiowy syf, a teraz siedzisz tu ze mną jak gdyby nigdy nic i popijasz wódkę. Czasem by przeżyć, nawet taki zwykły człowiek musi sięgać po drastyczne środki. A mutanci mają jeszcze gorzej. Chociażby przez wzgląd na aktywny gen X.
Powiedziała uśmiechając się do niego lekko. Nie kłamała. Nie interesowało ją, co robił kiedyś. Dla niej liczyło się to, jakim był przyjacielem i jaki jest dla niej. Wiedziała, że może mu zaufać. Miała nadzieję, że Brad również zdawał sobie z tego sprawę, że i on może zaufać jej w każdej kwestii.
-Spokojnie. Nic mi nie będzie. Obiecuję, że świadomie w nic się nie wpakuję.
Ostatnie słowo powiedziała niemal pół-żartem. Nie mogła mu tego obiecać, zwłaszcza, że już od kilku lat ładowała się w kłopoty. Dodatkowo - rządowe. Jakby nie było, ukrywanie mutantów jest dość srogo karalne.

Bradley Grey - 2018-11-27, 22:45

To nieuniknione, bo przecież byli przyjaciółmi już długo. Nic w tym dziwnego, że oboje za sobą tęsknili.
To już nie jest kwestia tego, że dziewczyna jest zwykłym człowiekiem, bo w GC również nie ma mutantów i jakoś mają takie zasoby, że mogą niemalże góry przenosić. Anna nie miała mocy mutanta ani środków, by go uwolnić. Działając w pojedynkę nie była w stanie zadziałać. Nawet tego nie chciał, bo martwiłby się o nią, gdyby wiedział, że pakuje się w kłopoty. Za bardzo szanował jej życie, mimo że ironicznie była tylko człowiekiem.
- Okej, gdy mi na kimś zależy to nie jestem całkowitym egoistą. Za to gdy ktoś jest mi obcy to mogę zniszczyć jego i osoby w jego kręgu bez wyrzutów sumienia - Brad działał po swojemu. Po trupach do celu, bo tak go nauczyło życie. Praktycznie od dziecka miał przekichane, a na dodatek zamordowanie matki w wieku nastoletnim to spore obciążenie psychiki dla osoby. Oczywiście mało kto wiedział o tym jego sekrecie, nawet z Anną się nim nie podzielił. - Miło, że tak na to patrzysz, ale jesteś zbyt łagodna w tej ocenie.
Nie mógł narzekać, bo dzięki temu nie wychodził na takiego skurwiela, jakim był naprawdę. Miła odmiana.
Wiedział, że może jej ufać, ale często zwyczajnie nie chciał jej obciążać swoimi problemami. Zwłaszcza że nie miała jak się bronić.
- No mam nadzieję - zaśmiał się, po czym oparł wygodniej na kanapie i rozluźnił. Wódka powoli robiła swoje i już nie był taki zesztywniały jak zawsze ostatnio. Podniósł szklankę w niemym toaście i łyknął połowę z zawartości.
- Cieszę się, że tu przyszedłem - powiedział z uśmiechem, patrząc jej w oczy. Obawiał się tego spotkania, ale ostatecznie chyba wyjdzie im to na dobre.

Anna Payne - 2018-11-27, 23:24

Owszem. W GC też byli to zwykli ludzie, jednak oni, w przeciwieństwie do Ann, są uzbrojeni, nie działają sami, są wyszkoleni... Długo by wymieniać. Ale Ann nie chciała już z nim się wdawać w większą dyskusję. Bo jak to z nimi często bywało-każde trzymało się swoich racji i nie zawsze któreś z nich odpuszczało.
-Albo Ty po prostu jesteś dla siebie zbyt surowy...
Powiedziała uśmiechając się do niego. Jednak po chwili zaśmiała się wraz z nim. Cieszyła się, że wreszcie znów mogła go zobaczyć, i usłyszeć jego śmiech.
-I ja się cieszę...
Już chciała dodać coś więcej, ale usłyszała dzwonek do drzwi. Podejrzewała, że może to być już dostawca pizzy. Rzuciła tylko krótkie "zaraz wracam" do Brada i skierowała się w stronę drzwi wejściowych po drodze łapiąc portfel. Była zdziwiona, że jeszcze potrafi się normalnie utrzymać na nogach. Zwłaszcza, że ostatnio miała dni typu "jeden kieliszek i zgon".
Przeczucie jej nie myliło. Po chwili była już z powrotem w salonie z pizzą.
-Smacznego.
Powiedziała kładąc karton z pizzą na stoliku po czym usiadła na sofie obok Brada.

Bradley Grey - 2019-01-07, 00:31

To prawda. Ale gdyby Ann zdecydowała kompletnie zmienić swoje życie, mogłaby np. wkraść się w szeregi GC. Na pewno wyciągnęłaby wiele przydatnych informacji, ale to niebezpieczne i Brad nie chciałby, żeby ryzykowała swoje życie.
- Proszę Ann. Przestań mnie usprawiedliwiać - westchnął jeszcze. Wcale nie był zbyt surowy, był prawdomówny w tym momencie. Dziewczyna widocznie próbowała szukać w nim coś więcej, ale tak naprawdę nie był bohaterem. Chciał tylko przeżyć i nie liczył się z innymi.
- Smacznego - odpowiedział z lekkim kiwnięciem głowy. Pizza wjechała na stół i choć mężczyzna nie miał apetytu to zmusił się do wciśnięcia jednego kawałka. Gdy skończyli posiłek, wytarł usta serwetką i dopił drinka. Robiło się późno, a on nie powinien włóczyć się po nocach. Nie chciał kolejnych kłopotów.
Zresztą nie chciał tez sprawiać problemów Annie. Nie wiedział, kiedy jej brat wróci i czy nie będzie przeszkadzał. Poza tym nie wiadomo czy GC go nie poszukuje. Jest to prawdopodobne, dlatego wolałby nie narażać swoich przyjaciół. Nie wybaczyłby sobie gdyby Annie coś się stało, zwłaszcza przez niego.
- Dziękuję ci za gościnę. Jesteś kochana, ale muszę już iść - powiedział, wstając na nogi. Dziewczyna chyba była już trochę wcięta, więc sen jej się przyda. Uporządkuje sobie to co się stało.
- Nie wiem kiedy się zobaczymy. Odezwę się, ale w tym czasie nie szukaj mnie, żeby nie wpaść w kłopoty - uśmiechnął się do niej. Objął ją i pocałował w usta na pożegnanie, bo w końcu nie wiadomo czy jeszcze się kiedyś zobaczą. Zaczesał jej niesforny kosmyk za ucho, po czym pożegnał się krótko i wyszedł z mieszkania.


z/t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group