To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

inne części stanu - Przydrożny motel

Colleen Marie - 2020-01-10, 18:03

Nie do końca wiedziałam, kto jeszcze oprócz Dale’a był moim sprzymierzeńcem, czy przyjacielem, czy kimkolwiek, kto generalnie nie chce mnie zabić. Wiedziałam już, kim jestem ja sama, i kim jest mężczyzna, którego wciąż trzymałam za dłoń, ale duża część mojego życia wciąż była jedną, wielką niewiadomą. Gdy zamykałam oczy, to widziałam twarze mutantów, którzy z pewnością kiedyś przewinęli się przez moje życie. Słyszałam śmiech, płacz, i krzyk, długie rozmowy, i krótkie wymiany zdań. Doświadczałam pocałunków i wielu uczuć. Radość, wściekłość, rozpacz, zdrada, chęć zemsty i to dziwne, przedziwne uczucie, gdy pozbawiało się kogoś życia. Pojęcia nie miałam jednak, jak wiele z tych twarzy wciąż żyło, i które z nich nie było moimi wrogami. Musiałam w całości opierać się na wiedzy Dale’a w tym aspekcie, a ufałam mu bezgranicznie, i wiedziałam, że jeżeli będziemy potrzebowali czyjejś pomocy, to on z pewnością będzie wiedział gdzie się udać. Czułam jednak, że dzisiejszej nocy nie byłam już w stanie przyjąć więcej rewelacji i nowych-starych informacji niż to, o czym dowiedziałam się do tej pory. Jutro przecież też był dzień, prawda? Mogłam poczekać do jutra i dopiero jutro wypytać o resztę rzeczy…
I tak samo jak dopiero jutro ruszyć dalej, a dzisiaj pozwolić sobie na chwilę spokoju i… szczęścia.
- No to dobrze. – powiedziałam tylko, chwilowo się już nie chcąc niczym przejmować, a nie pamiętałam już, kiedy ostatnio mogłam sobie na to pozwolić. Może nigdy? Dale mnie przytulał, a ja czułam się dobrze, i bezpiecznie, i wszystko było tak, jak powinno być.
- Nie, chyba nie jestem. – spytałam i zmarszczyłam czoło, zastanawiając się przez chwilę – Ale jestem zmęczona, chyba pójdę spać. – dodałam, bo choć głodu nie czułam, to zmęczenie już owszem. Głowa bolała mnie znacznie mniej, przez co znacznie bardziej mogłam skupić się na senności, która powoli mnie ogarniała.

Dale Fowler - 2020-01-16, 00:09

Na to wszystko jeszcze przyjdzie czas. Odzyskiwanie pamięci nie mogło być przecież łatwym i przyjemnym procesem, te słowa po prostu się ze sobą nie łączyły.
Najważniejsze, że zrobili wreszcie jakiś krok do przodu i Colleen przypomniała sobie chociaż część swojego życia.
Dale mógł tylko przypuszczać co mogli jej tam zrobić, jak bardzo się nad nią pastwili...
Wzbierała w nim wściekłość, gdy tylko o tym pomyślał. Nie zasłużyła przecież na to wszystko, nie Colleen...
Jednak czy mógł się dziwić? Świat dawno temu postawił na nich wszystkich krzyżyk. Byli ścigani, nie mogli żyć w normalny sposób, musieli się codziennie mierzyć z jakimiś przeciwnościami losu. Większymi, mniejszymi... I nic nie wskazywało na poprawę sytuacji.
Bractwo, rebelia, kim oni byli w obliczu siły jaką jest rząd?
Te organizacje jedynie nadawały złudny cel życiu, zbierały mutantów w jednym miejscu i Dale o tym doskonale wiedział. Przystał do rebelii jakiś czas temu, ponieważ po prostu ich potrzebował, a teraz... A teraz będzie ich potrzebował jeszcze bardziej, ponieważ jedna ważna kwestia wymagała jego uwagi.
To, czego nie zdradził Colleen - kwestia ich potomstwa. Dlaczego tak właściwie jej nie powiedział?
Hej, przecież ta informacja nie była tak naprawdę pewna. Coś mu podpowiadało, że nie jest to żaden dowcip, ani pułapka, gdzieś w głębi duszy wiedział, że to prawda, Colleen urodziła, a ich dzieci są teraz królikami doświadczalnymi. Nie mógł jednak polegać tylko na swoim instynkcie. Nie tym razem, dlatego na razie postanowił zachować to dla siebie - aż się nie upewni, że jest o co walczyć.
-Mmmhm. - potwierdził cicho, a jego spojrzenie utkwiło w ścianie naprzeciwko nich. Pogrążył się na te parę chwil we własnych myślach.
Uśmiechnął się delikatnie pod nosem słysząc jej następne słowa.
- Jasne, ja zaraz do Ciebie wrócę. - pocałował ją w czubek głowy i z wielkim bólem serca wypuścił ją ze swoich objęć. Czy będzie się czuł tak już za każdym razem, gdy odsunie się od Colleen chociaż na parę centymetrów? Chyba po raz kolejny przeżywał wszytkim dobrze znany haj miłosny, jakby od nowa poznawał dzięki niej uczucia. Pragnął jej bliskości, dotyku, rozmowy z nią... Huh. W którymś momencie chyba zapomniał jak brunetka mocno na niego działa, ale wystarczyło, że przez parę chwil znalazła się w jego ramionach. I przypomniał sobie, przypomniał sobie jak cudownie jest ją mieć.
I chociaż bardzo chciał z nią zostać - musiał przecież zejść na dół. Dlatego też wstał z łóżka i ruszył w kierunku wyjścia z pokoju. Miał cichą nadzieję, że na niego poczeka, ale przecież nie mógł tego od niej wymagać. Była zmęczona, miała do tego prawo, a on doskonale to rozumiał. Zamykając drzwi odwrócił się jeszcze do niej i po raz kolejny dziś na jego twarzy zagościł uśmiech.
Dotarł do schodów i złapał za poręcz.
Stanął na chwilę w miejscu i oparł jedną dłoń na klatce piersiowej. Serce waliło mu jak oszalałe. Potrzebował kilku chwil, by się uspokoić, kilku głębszych wdechów. To... To było naprawdę dużo emocji, dawno nie czuł tyle na raz.
Po kilkunastu sekundach zdecydował się ruszyć dalej.
Podszedł do lady i nachylił się nad nią, by ściszonym głosem zakomunikować recepcjoniście, że jeszcze przez chwilę tu zostaną.
Wyciągnął z portfela zdecydowanie za gruby plik pieniędzy jak na jedną, czy nawet kilka nocy w tym wątpliwej reputacji lokalu i położył je na ladę.
- Rozumiem, że mogę liczyć na dyskrecję? - powiedział patrząc prosto na mężczyznę. Tamten gorączkowo pokiwał głową, a Dale ujrzał ten znajomy błysk w jego oczach. Instynkt podpowiadał mu, że gdyby ktokolwiek tu przyszedł mężczyzna będzie milczał jak grób - ma nadzieję na jeszcze więcej. Dobrze, że w tym kraju są jeszcze ludzie, którzy są gotowi umrzeć dla paru stów. Tacy ludzie też byli potrzebni.
Blondyn zakręcił się jeszcze chwilę przy automacie z napojami, oraz tym drugim z przekąskami - w końcu powiedział, że po to właśnie idzie - i już po paru chwilach wracał po schodach z dwoma puszkami coli i jakimiś batonikami, chipsami. W takich miejscach ciężko o coś lepszego, ale powinno wystarczyć. Nawet jeśli Col teraz nie jest głodna, to może jutro będzie chciała coś przekąsić. Przezorny zawsze ubezpieczony, nie?
Wszedł do pokoju - uprzednio oczywiście zapukał i powiedział, że wrócił.
Zamknął drzwi na klucz od środka.
Colleen jeszcze nie spała, chociaż po jej twarzy łatwo było wywnioskować, że właśnie o tym teraz marzy.
Postawił zakupione rzeczy na stole, a z siebie ściągnął kurtkę.
Wyjął z tylnej części spodni pistolet i położył go na stole.
- Jeśli chcesz, zdrzemnij się, będę tu jak wstaniesz. - powiedział odwracając od niej wzrok. To, że go sobie przypomniała wcale nie oznaczało przecież, że musi chcieć, by położył się razem z nią.

Colleen Marie - 2020-01-17, 21:28

Gdy Dale oznajmił, że zaraz do mnie wróci, ja jedynie kiwnęłam potakująco głową, niemo zgadzając się na to, by wyszedł na chwilę. Nie zatrzymywałam go, bo wiedziałam przecież, że nie zniknie, nie zostawi mnie o, tak po prostu. Znalazł mnie, a ja znalazłam go w odmętach mojej zaburzonej pamięci, razem ze wszystkimi wspomnieniami, tymi dobrymi, i złymi. Wiedziałam, kim byłam, i ta wiedza totalnie i całkowicie mnie przytłaczała.
Odprowadziłam mężczyznę wzrokiem, gdy wychodził, i gdy zamykał za sobą drzwi. W momencie, w którym to zrobił, a ja przestałam słyszeć już jego kroki na drewnianym tarasie, od razu wsunęłam się głębiej pod kołdrę, pozwalając, by opadła na mnie miękko, i było mi teraz tak wygodnie, jak chyba nigdy wcześniej, a już na pewno nie w tym życiu. Położyłam się na jednym boku, starając się nie zamykać oczu. Chciałam poczekać na to, aż Dale wróci do pokoju, a wiedziałam, że gdy tylko zamknę oczy, to od razu zasnę. Byłam wykończona, i czułam się tak cholernie dziwnie… Byłam szczęśliwa. Czułam spokój, i szczęście, i taką swobodę, jakiej nie czułam już dawno, ale jednocześnie… nie czułam nic. Chyba w takiej sytuacji, w jakiej znalazłam się teraz, powinnam cieszyć się znacznie bardziej, prawda? Powinnam ze szczęścia skakać aż pod sam sufit, wiedząc, że znów mam przy sobie człowieka, którego kocham, i który kocha mnie, a jednak… a jednak te wszystkie uczucia były stłamszone, a ja chciałam to wszystko zrzucić na cholerne zmęczenie, jakie niewątpliwie mnie teraz męczyło. Może podświadomie nie chciałam uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe, i dlatego te uczucia były tak cholernie niewyraźne? A może… to dlatego, że przecież kiedyś byłam chora?
Ciężko było mi określić, jak długo leżałam tak w łóżku, pogrążona we własnych, przytłaczających mnie samą myśli. Może minęło piętnaście minut, a może trzydzieści… ale w końcu usłyszałam pukanie do drzwi, a potem ten cholernie znajomy głos, i Dale znów był ze mną w pokoju, zamykając drzwi na klucz. Przyglądałam mu się, będąc zmęczoną już tak strasznie, że już nawet nie umiałam się uśmiechać, ale mimo to jednak uniosłam oba kąciku ust ku górze w jakimś dziwnym grymasie, który miał przypominać uśmiech.
- Idź się po prostu wykąpać, i chodź spać. – oznajmiłam, i gdy tylko skończyłam zdanie, drzwi do łazienki tak po prostu otworzyły się na oścież, niemal zapraszając Dale, by tam wszedł. Ja sama zaś przesunęłam się nieznacznie na łóżku, robiąc mężczyźnie miejsce obok siebie. I teraz zdecydowałam się zamknąć oczy, wiedząc, że wkrótce zasnę, więc jeżeli Dale chciał położyć się obok zanim stracę kontakt z rzeczywistością, to powinien się pospieszyć z prysznicem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group