Imari Blanc - 2018-08-17, 15:40 - Jason? Może być - zgodziła się i skrzywiła, bo ocś ją zabolało mocniej. Nie zamierzała się zastanawiać dlaczego Jason, skoro mu to odpowiadało.. Zapewne polowa tutaj nie korzystała ze swoich prawdziwych danych. Ona też nie, chociaż tutaj wszystko zostało legalnie prawnie zmienione, kiedy adoptowała ją rodzina w Kanadzie. Nic nie było robione nielegalnie w tamtym czasie z jej papierami, a przynajmniej tak jej sie wydawało.. W sumie? Ciekawe jaka była prawda. Po tym co sie ostatnio dowiadywała..
Tak czy siak, była Imari. Tylko Will wołał ją inaczej no i czasem Mike.
- Tak, słodka, z kawałkami czekolady - zmarszczyłą nos w niezadowoleniu - Będę się roztapiać w ustach? - zastanowiła się na głos całkiem abstrakcyjnie.
- Czyli nie chciales gotować tutaj, ale i tak to kochasz robic..? Simon mnie wysłał, bo miałeś mi jakoś pomóc swoją mocą, ale nie powiedział dokładnie co robisz... - przypomniała sobie teraaz co ona wlasciwie od niego chciala tak na poczatku.
(idziemy z tym do retro powoli? tam można dograć na spokojnie)Marian Cook - 2018-08-19, 23:10 Idąc już teraz znacznie pewniej, chociaż wciąż z małym dyskomfortem psychicznym, mógł się wreszcie wyluzować. Może Imari to zauważyła, może nie, ale zdecydowanie słabo sobie radził z takimi sytuacjami. Chłodna kalkulacja nie wchodziła w grę, jeśli główną sprawą byli ludzie.
- Wolałbym, abyś się jednak nie roztapiała, nawet nie myślała o roztapianiu. Tak na wszelki wypadek.
Odpowiedział znowu pół żartem. Taki już był, taki już będzie- i tego się trzymał. Zresztą, śmiech to najlepsze lekarstwo, prawda?
- Może nie to, że nie chciałem... Po prostu tak wyszło, no nieważne. Simon? Ah, już wiem, już wiem. - zastanowił się chwilę, skąd zna to imię. No, jednak będzie trochę przydatny, świetnie! - Moja moc, hm? Bez ogródek- mogę lekko zmieniać odczuwanie smaku oraz wywoływać przeróżne problemy gastryczne, w tym także niepohamowany głód. Zakładam, że jeśli miałem nią jakoś pomóc, to właśnie w ten sposób.... No chyba że to "grubsza" sprawa.... Ale błagam cię, wolałbym aby to były tylko "problemy niejadkowe",..
Powiedział to lekko się śmiejąc, ale jednocześnie dając ewidentnie znać, że żart to to nie był. Oj tak, on przez swą moc już wystarczająco wycierpiał.... Aż przypomniał mu się ten żart sprzed wielu lat, zanim jeszcze dokładnie rozumiał swoją moc.... Ale w sumie dzięki temu kupili mu jego własną toaletę, hehe.
- Ale nawet jak, to i tak pomogę jak tylko mogę. Muszę pomóc, po coś was szukałem, nie?
Ponownie w uśmiechu parł dalej, a jego myśli zaczęły się lekko rozjaśniać. Ciekawe komu ta rozmowa bardziej pomaga.
Opuszczanie Bractwa na krótki czas, by załatwić swoje sprawy w Olympii, nie wyszło do końca Liamowi na dobre. Ryzykował dużo, ale przynajmniej zadbał oswoją anonimowość, że nikt go nie śledził. Tyle było w tym dobrego. Niespodziewanie jednak, natrafił na Magnusa, któremu pomógł się wyrwać z ukrycia. Pomógł mu, bowiem czuł że że tam gdzie mutant przebywał, nie było dla niego bezpiecznie. W dodatku schorowany i niemowa w jednym. Przez czas drogi, nieznajomy nic nie mówił. Liam nie chciał zabierać go od razu do bractwa, więc ukrył go w znalezionej chacie w lesie. Gdzieś tam dalej za Olympią. Wracając do siedziby bractwa, nieźle oberwało mu się od Hoppera. Opiernicz pojechał równy, że Liama tłumaczenia niewiele mu pomagały. William w swoich słowach miał jednak sporo racji. W ramach tak zwanej pokuty, Ellsworth dostał podwójną robotę do odwalenia. Z kolei Magnus, został już do przeskanowania w rękach wybranych osób Hoppera. Liam jedynie podał lokalizację przebywania znalezionego przez siebie mutanta.
Ponad tydzień minął, jak ostatni raz widział tego Anielskiego Niemowę. Tak przynajmniej zwykł go nazwać. Żadnego dnia nie pytał o tego mutanta, czy jest grzeczny, czy posłuszny, czy współpracuje. Nie czuł do niego żadnego przywiązania. Skupił się na tym, co przyszło mu robić w ugrupowaniu. Między innymi, musiał zaznajomić się z systemami zabezpieczeń obu organizacji rządowych, które połączyły swoje siły. Znać wszelkie ich luki i słabości. Jako informatyk, szybko lokalizował ich błędy i obejścia. Nawet spędzał godziny przy swoich laptopach, by przygotować odpowiednie narzędzia programowe go włamań, zabezpieczeń i obejść trudności. Nie oznacza to, że nie zapominał o odpowiednich posiłkach, śnie i kondycji. Najmniej jednak czasu poświęcał otoczeniu, osobom z bractwa. Może to przez nawał narzuconej na niego pracy? Kto wie. Nie był jednak dosłownym ignorantem. Jeżeli ktoś do niego zagadał, był na tyle uprzejmy by podjąć się rozmowy i wymiany zdań.
Dzisiejszego wieczora, Liam postanowił zrobić sobie przerwę od pracy. Opuścił więc pokój informatyków i udał do kuchni, rozmasowując swój kark. Wstawił w czajniku wodę i przygotował sobie kubek, wsypując dwie łyżki czarnej kawy. Zapasy na przetrwanie tutaj mieli duże, z tego co zdążył się zorientować. Miejsce w ukryciu, było bardzo dobrze przygotowane jak na bazę.
W oczekiwaniu na zagotowanie wody, oparł się tyłkiem o blat szafki i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Tak jakoś teraz dopiero pomyślał, czy ten mutant którego znalazł, w ogóle zostanie przyjęty do Bractwa czy nie. Co Hopper będzie zamierzał z nim zrobić. Może warto byłoby się podpytać?Magnus Vulcano - 2018-09-28, 20:03 Kiedy gościu który zabrał mnie z hangaru pozostawił mnie w jakiejś leśnej chatce chciałem uciekać jednak byłem za słaby. Zasnąłem zwijając się w kulkę by nie utracić ciepła. To mogłoby być niebezpieczne w moim stanie. Zasnąłem tracąc poczucie czasu aż poczułem jak ktoś mną potrząsa. Nie otwierając oczu pozwoliłem postawić się na nogi a potem gdzieś zanieść jednak nie wiedziałem gdzie gdyż straciłem przytomność po dłuższym czasie. Gdy się obudziłem byłem przykryty grubym kocem na jakiejś pryczy w małym pokojem z jednym oknem. Czułem się już lepiej niż wcześniej i dokładniej nie wiedziałem ile spałem. W sumie nie obchodziło mnie to w ogóle dopóki czułem się lepiej i było mi cieplej. Ciepło było na tyle rozleniwiające że ponownie usnąłem a obudziły mnie jakieś głosy dochodzące zza drzwi. Podniosłem się do siadu przecierając oczy dłońmi i okrywając się szczelniej kocem. Ktoś wszedł do pokoju i wypytywał się mnie skąd jestem, co robiłem w lesie i jak się nazywam. Odpowiedziałem na wszystkie pytania zgodnie z prawdą. No może oprócz tego o swoim imieniu i nazwisku. Zamiast tego użyłem swojego przydomku który pasował mi znacznie lepiej niż imię czy nazwisko. Zaraz potem osoba z którą rozmawiałem wyszła zostawiając drzwi otwarte. Nie wiedziałem czy zrobiła to celowo jednak nie miałem zamiaru jeszcze wychodzić. Położyłem się z powrotem spać jednak już niedługo dobiegł mnie zapach jedzenia. Wstałem i spojrzałem na tackę z jedzeniem. Były tam jakieś kanapki i woda. Nie chcąc się bardziej rozchorować przed zjedzeniem kanapki rozłożyłem ja by sprawdzić czy nie ma tam nic co by mi zaszkodziło. Nic takiego nie znalazłem więc ze smakiem opróżniłem tacę i popiłem to wodą. Zaraz potem znowu zasnąłem mając jeszcze tyle sił by sprawdzić czy moja torba jest gdzieś w pokoju. I rzeczywiście była jednak zabrano mi broń. Kiedyś ją odzyskam, na pewno. Takim sposobem minęły mi dobre trzy dni aż w końcu wreszcie wyzdrowiałem i zacząłem spacerować po budynku w którym się znalazłem. Na początku zawsze ktoś za mną chodził jednak po około czterech dniach odpuszczono i już nie byli aż tak podejrzliwi względem mnie. I tak większość dnia spędzałem w pokoju. Aktualnie kierowałem się do kuchni w której miałem nadzieję znaleźć trochę surowego mięsa którego naprawdę mi brakowało. Byłem przyzwyczajony do tego iż jadłem tylko je. Było pożywne i smaczne więc nie było złe! Nie mogąc pozbyć się nawyków nieufnie rozglądałem się dookoła by nic mnie nie zaskoczyło. Kiedy dotarłem na miejsce zauważyłem tego mężczyznę który to zaniósł mnie do tej chatki. A więc współpracuje z tymi mutantami. Przyjrzałem mu się uważnie i na ile pozwalała przestrzeń próbowałem się zbyt do niego nie zbliżać podczas swojej walki z zamrażarką gdzie ci ludzie pewnie trzymali mięso. Ja rozumiem że trzeba je przechować ale muszą je zamrażać na kamień?!
-Dziękuje- Mruknąłem w stronę mężczyzny nie utrzymując z nim kontaktu wzrokowego a właściwie nie patrząc na niego w ogóle. Nie czułem się w obowiązku wyjaśniać za co mu dziękuje. Ważne było przecież że ja wiedziałem co nie? W końcu wydostałem najmniejsze opakowanie z mięsem jakie znalazłem z tej lodówki i położyłem je na blacie zamykając jednocześnie lodówkę.Liam Ellsworth - 2018-09-29, 09:52 Przygody to ten młody mutant nie miał za przyjemnej. Przynajmniej zadbano o niego i sprawdzono, czy nie współpracuje z organizacjami rządowymi, zanim zabrano do bractwa. Niezależnie od tego jak bardzo Liam mu pomógł, jemu samemu się dostało za nieostrożność i narażanie nie tylko siebie alei pozostałych. Dobra lekcja jak na początek dla osoby, która właściwie to większość swego życia była sama i tak tez pracowała.
Tak czy inaczej, skończyło się wszystko dobrze. Anielski chłopak doszedł do siebie, z tego co zauważył Liam, kiedy ten pojawił w kuchni i zaczynał grzebać w lodówce. Zachowując się tak, jakby tutaj nikogo nie było. Czekając na zagotowanie wody, obserwował go, czy w ogóle jest wstanie go zauważyć. Lecz nie wydawał się być jakoś uradowany, zadowolony. Może nie traktowali go dobrze? Nie miał pojęcia jak w jego przypadku wyglądało przesłuchanie. O ile ten nie sprawiał problemów.
No i w końcu. Woda się zagotowała a Liam usłyszał to krótkie "dziękuję". Spojrzał na młodego nieco zaskoczony, że ten w ogóle coś powiedział.
- No proszę, jednak mówisz.
Stwierdził z lekkim uśmiechem. Już dawno założywszy, że trafił na niemowę, który komunikuje się tylko gestami. Trzeba przyznać, że to była miła w tej chwili niespodzianka.
/ sesja zostanie dokończona w retro /Matilde Wallace - 2018-10-07, 17:54 /10 października
Środa, godzina 16. Czy to przypadkiem nie była idealna pora, by coś przekąsić? Od obiadu minęło aż 50 minut, a Wallace zaczynała być głodna. Okej, być może nie można było porównać tego uczucia z denerwująco ssącym żołądkiem, czy jakąś jedną wielką pustką w brzuchu, ale… Właśnie. Matilde miała wrażenie, że tego dnia obiad jej nie nasycił tak jak powinien i teraz najzwyczajniej w świecie potrzebowała jakiejś przekąski, by pozbyć się tego denerwującego uczucia. Najrozsądniejszym wyjściem z całej tej sytuacji wydawała się po prostu podróż do kuchni i o dziwo tego dnia brunetka nie zamierzała się sprzeczać z prawami logiki. Właściwie nie zajęło jej to zbyt dużo czasu. Z dietetyczną puszką w dłoni weszła do tej cholernej kuchni i… właśnie. Tutaj zaczynały się schody. Matilde czuła te wszystkie aromatyczne zapachy, które zaczynały jej robić sieczkę z głowy. Matilde obserwowała jak ludzie przygotowują sobie przeróżne jedzenie. Matilde widziała tych wszystkich ludzi, którzy najzwyczajniej w świecie wiedzieli czego chcą od życia. I w tym wszystkim… w tym wszystkim była ona, która kompletnie nie potrafiła na nic wpaść. Otwierałą więc szafki, lodówki, wysuwała szuflady w poszukiwaniu inspiracji, ale za żadne skarby nie potrafiła dojść do tego, czego właściwie domagał się od niej Obcy. Właściwie nie wiedziała ile czasu zajęło jej to bezcelowe krzątanie się po kuchni, ale kiedy postanowiła na chwilę odpocząć i oprzeć się pośladkami o blat, dostrzegła, że w pomieszczeniu był właściwie tylko Liam. Nie byli jakimiś bliskimi znajomymi, czy coś. Ale Bractwo nie było zbyt wielką organizacją i każdy się tutaj znał. Chociażby z imienia. Matilde wbiła wzrok w mężczyznę, mimowolnie unosząc prawą brew ku górze.
– Co będziesz jadł? – spytała bez ogródek. Nie wiedziała do czego to wszystkie zmierza, ale najwyraźniej dziecko, które w niej siedziało, do tej pory niezwykle pochwalało to co robił Ellsworth. Oczywiście nie wiedziała na ile Obcy okaże się po prostu wybrednym i niezwykle rozpieszczonym przez swojego ojca dzieckiem, ale sam fakt, że na zapach jedzenia Liama zaczął się żywo poruszać – coś musiał znaczyć, nie?Liam Ellsworth - 2018-10-07, 18:11 Liam niestety na obiedzie nie był za bardzo obecny, jako że ze swoim informatycznym przyjacielem, siedzieli godzinami przed komputerami. Dzisiaj więc wyjątkowo postanowił przygotować sobie coś zupełnie innego niż polegać wyłącznie na towarzyszach. Nie był tak dobrym mistrzem co Marian, ale przynajmniej na podstawach znał się dobrze. Jako że większość swojego życia mieszkał sam, musiał nauczyć się gotować czy smażyć.
Tak więc dzisiaj, mając na sobie granatową w kratę koszulę z podwiniętymi do łokcia rękawami, ciemne jeansowe spodnie i trampki. Stał przy kuchence i rozgrzewał olej, by wrzucić do niego przygotowany chleb tostowy a na niego wylać ser topiony. Dodatkowo można przyozdobić sobie warzywami, ale ograniczał się do tego co mają w zapasach, jak i żeby za wiele z tego nie wykorzystywać. Nie mieszkał sam, a czasami trzeba było dzielić się z innymi.
Nie spodziewał się, że odwiedzi go Matilde. Zauważył dziewczynę posyłając jej uśmiech, ale nie odzywał się. Zauważył że zaglądała wszędzie, jakby czegoś poszukiwała. Trochę to wyglądało zabawnie, ale z drugiej strony, miał możliwość obserwowania zachowań kobiety w ciąży. W końcu zrezygnowana, stanęła przy nim, jakby chyba dopiero jego obecność zarejestrowała. A chlebek już smażył się na patelni. Na maśle, nie na oleju.
- Tosty z serem smażone.
Odpowiedział. Takie chrupiące, dobrze przysmażone i doprawione. Można było je również polać sosem czy dodać pieczarki. Coś mu mówiło, że była głodna. Tylko czy ona czy bobas?Matilde Wallace - 2018-10-07, 18:45 Bycie w ciąży nie należało do najłatwiejszych zadań. Początkowo myślała, że to poranne mdłości były prawdziwym wyzwaniem, ale z każdym kolejnym tygodniem zauważała coraz więcej uroków tego stanu. A przecież miało być jeszcze gorzej, nie? Do porodu były jeszcze ponad dwa miesiące, a ona nie wiedziała jak i czy w ogóle uda jej się to wszystko przetrwać. Ale nie chciała sobie jeszcze zaprzątać głowy tak odległymi sprawami. Teraz miała ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład to, że Obcy pozwalał sobie na coraz więcej i próbował przejąć kontrolę nad jej ciałem i zachowaniem.
– Och, okej – odpowiedziała, słysząc odpowiedź mężczyzny. Zapach topniejącego na patelni masła, przypalający się od rozgrzanego teflonu chleb… Wallace przełknęła cicho ślinę, sama nie wiedząc kiedy właściwie zaczęła tak namiętnie przyglądać się przygotowywanemu przez Liama posiłkowi. Próbowała dojść do tego, czy aby jej dziecko potrzebowało do szczęścia właśnie smażonego sera, ale nie umiała tego do końca stwierdzić. Miała wrażenie, że gdyby faktycznie chodziło tylko o to, to wszystko byłoby zdecydowanie za proste. Matilde odchrząknęła pod nosem.
– Myślisz… myślisz, że pasowałyby do tego marynowane w occie grzybki? – zagadnęła, nawet nie rozumiejąc skąd dokładnie wziął jej się pomysł na tego typu kombinację. Ale… ale wydawała jej się słuszna. W zasadzie odczuwała potrzebę, by kontynuować ten temat: – I parówka z sosem majonezowym?
Dziewczyna oderwała wzrok od patelni, by przenieść swoje wyraźnie skołowane i zamyślone spojrzenie na twarz Liama. Sama nie wiedziała czego od niego oczekiwała, ale chyba po cichu miała nadzieję, że mężczyzna będzie tak wspaniałomyślny i da jej gryza, by mogła się zorientować, czy rzeczywiście chciała zjeść tosta z tymi wszystkimi dziwnymi rzeczami.Liam Ellsworth - 2018-10-07, 19:42 Stojąca tuż obok Matilde i wpatrująca się w jego patelnię, jakoś dawała mu do myślenia, że sama pewnie by chciała coś takiego spróbować. Liam nie miał nic przeciwko temu podglądaniu. Odwrócił chleb na drugą stronę, by zaraz położyć na to ser, aby się jeszcze bardziej rozpuścił. Wtedy też usłyszał od dziewczyny coś, co normalnie go zaskoczyło.
- Marynowane w occie grzybki?
Spojrzał na nią nieco zdziwiony. On za taką kombinacją nie przepadał. A tym bardziej samych grzybek w occie. Dla niego to jakieś takie psucie smaku. Grzybki to on wolał smażone, albo ugotowaną z nich zupę.
To jednak nie było koniec jej pomysłów, kiedy zaraz usłyszał o parówkach w sosie majonezowym.
- Nie wiem... Takich kombinacji nie próbowałem.
Przyznał szczerze i nałożył w końcu dwa kawałki tostu z serem na talerz, podając Matilde.
- Domyślam się, że masz ochotę spróbować.
Stwierdził zachęcająco, by spróbowała. Cały talerz był dla niej. Smażył po dwa kawałki na patelni, bowiem więcej się nie mieściło, a nie wiedział czy gdzieś jest większa.
- Nie jestem tak dobry co Marian, ale... Najprostsze rzeczy czasami najlepiej smakują.
Dodał z uśmiechem. I jeżeli się skusiła, to wziął się za przygotowywani porcji dla siebie. Sosy jak i jakieś parówki powinni mieć w lodówce. Ale nie miał pewności co do tych grzybków w occie. Żeby nie przyszło jej do głowy by coś takiego zrobić. Nie miał zielonego pojęcia, jak! Zapewne nie wystarczy tylko grzyby zalać octem. Trzeba wiedzieć jak dużo i czy nie lepiej czymś to dodatkowo przyprawić.Matilde Wallace - 2018-10-07, 20:24 – Nie lubisz? – spytała niemal od razu, kiedy tylko usłyszała jego zdziwiony ton głosu. Zastanawiała się, czy chodziło bardziej o to, że Liam postrzegał to połączenie za dziwne i niezwykle osobliwe, czy chodziło o to, że po prostu nie przepadał za grzybkami w occie. Właściwie, jeśli miała się nad tym dłużej zastanowić to sama nie wiedziała, czy lubiła marynowane rzeczy. Huh. Ciężko było jej myśleć, kiedy właściwie nie miała nad sobą pełnej kontroli.
– Ja też nie – przyznała po chwili zawahania. Ale to, że nigdy czegoś takiego nie jadła, nie oznaczało, że nie powinna spróbować, prawda? Może właśnie miała zrobić przełom w gastronomii i wpaść na jakieś zajebiste połączenie? Nie, żeby miała się z kimś podzielić tym przepisem, ale.. mogła przynajmniej spróbować jak to smakowało.
– Och, ja… – wyrzuciła z siebie bo zrobiło jej się trochę głupio, że Ellsworth miał zamiar oddać jej całe swoje jedzenie. Ale jak nietrudno się domyślić – dość szybko jej przeszło to uczucie i chętnie przysunęła do siebie talerz z tostami. – Dzięki, mam nadzieję, że o to mu chodziło bo zwariuję.
Matilde ugryzła kawałek tosta i tak jak myślała… dzieło nie było dokończone. Zrobiła, więc krok w kierunku lodówki, by wyciągnąć z niej parówki, majonez, jakiś jogurt, ale niestety nie było śladów po grzybkach w occie, wiec zadowoliła się słoikiem ogórków korniszonych i… bitą śmietaną w sprayu.
– Jeśli chcesz mogę też przygotować dla ciebie – posłała mu delikatny uśmiech. Kiedy właściwie ona zrobiła się taka miła? Cóż, podejrzewała, że i za to był odpowiedzialny Obcy. Nieważne. Wallace odpakowała z folii parówkę, po czym w jakimś naczyniu wymieszała majonez, jogurt i kilka przypraw. Przez chwilę wahała się nad dorzuceniem do tego cynamonu, ale ostatecznie stwierdziła, że to do siebie nie pasuje.
– A więc znasz się z Hopperem – zagadnęła Liama, kiedy tak artystycznie układała parówki i ogórki na swoich tostach, by polać je przygotowanym sosem. Nie wiedziała jeszcze co zrobić z bitą śmietaną, ale na to też pewnie przyjdzie czas.Liam Ellsworth - 2018-10-07, 23:02 - Raczej nie.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. Matilde może i lubiła, ale on nie bardzo. Ocet dawał się być za mocny w swoim smaku. Jego odpowiedź też odnosiła się do samej potrawy grzybek w occie niżeli też łączenia ich z czymkolwiek innym. Jak w tym przypadku, z tostami z serem.
Nie jadła parówek w sosie majonezowym. Czas więc spróbować? To akurat nie powinno być złym połączeniem. Jednakże nie brałby pod uwagę tego, by dodatkowo walić bitą śmietaną...
Zauważył jej zaskoczenie, zdziwienie i to jak bardzo nie wiedziała co powiedzieć. Ale miała wymalowane na twarzy, że chętnie by sobie coś zjadła. Nalegał, aż w końcu przyjęła ową porcję a on wyjął później talerz dla siebie. Pilnując swoich tostów.
Przy jej słowach, spojrzał na nią a potem na jej widoczny brzuch. No tak. Mały bobas zgłodniał i wymagał od matki zjedzenia czegoś co mu zasmakuje. Bo jeżeli tak, to sobie trochę tego pokarmu pożyczy.
- Nie wiem czy mam Ci współczuć jedzenia za dwie osoby.
Tak to widział. I szczerze to faktycznie współczuł kobietom takiego "brzemienia". Lecz z drugiej strony, czy owoc jaki się w niej rozwija nie będzie piękny, kiedy wyjdzie na świat? Ta radość rodziców? Zdał sobie zaraz sprawę z tego, że rodzicem zapewne nigdy nie będzie.
Takie tosty można było posmarować nie tylko sosami ale i ketchupem. O ile jeszcze jakiś został w lodówce. Często mógł znikać, jako że wiele osób go lubi dodawać na kanapki czy do frytek.
Gdy swoją porcję przygotował i wyłączył palnik, postawił swój talerz na blacie tam, gdzie przygotowywała sobie posiłek Matilde. Nieco uniósł brew ku górze, widząc majonez i jogurt z którego zrobiła sos, oraz parówki i bitą śmietanę oraz ogórki korniszone?
- Wiesz... Aż tak wielkich kombinacji bym nie ryzykował.
Stwierdził delikatnie, ale nie odmówił posmarowania sobie swoich tostów sosem majonezowym. Wiele nie potrzebował by mu smakowało. Liam to skromny w sumie człowiek. Nie wymaga wiele by cokolwiek zjeść.
- Tak. Znam.
Potwierdził. Nie wiedząc, czemu o to pyta. Może miała ku temu jakiś powód?Matilde Wallace - 2018-10-08, 19:21 Słysząc słowa Liama, kąciki ust Wallace mimowolnie wzniosły się ku górze. Nie potrafiła stwierdzić dlaczego tak bardzo ją rozbawiło to stwierdzenie, ale nie zamierzała w to wnikać. Po prostu skinęła lekko głową.
– Taa… nie mogę się już doczekać, kiedy znowu będę mogła jeść to na co faktycznie mam ochotę – przyznała po chwili zastanowienia. Obcy był bardzo wymagającym Obcym, któremu bardzo się nie podobało, gdy Matilde nie chciała spełnić jego żywieniowych zachcianek. Nie miała zamiaru dłużej z nim walczyć. Wystarczyło jej to, że kiedy kilka razy postanowiła się zbuntować i zjeść coś innego, to dzieciak posyłał ją do toalety.
– Ale hej, dzięki temu ludzie się nade mnie litują i szczerze? Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio coś sama ugotowałam – wzruszyła niewinnie ramionami, przyglądając się kątem oka twarzy Ellswortha. Czy uważał, że zwariowała? To dlatego tak dziwnie się patrzył na nią i na jej niezwykle ciekawe tosty? Sama chyba nie potrafiła teraz dostrzec dziwności swojego posiłku. Być może wcześniej nie słyszała o tego typu dodatkach do tostów, ale… pachniało i wyglądało naprawdę dobrze.
– Wciąż nie wiem co zrobić z tą bitą śmietaną – stwierdziła tylko, przyglądając się wspomnianemu produktowi. Z jakiegoś powodu była przekonana, że go chce i potrzebuje, ale nie potrafiła do końca ułożyć wszystkich elementów układanki. Słysząc jakże krótką odpowiedź z ust Liama, Wallace skinęła jedynie głową. Chyba nie chciał o tym gadać, a ona nie ciągnęła za język, więc po prostu odpuściła. Przynajmniej ten konkretny temat.
– Dałbyś radę włamać się do szpitala i sfałszować wyniki badań krwi? – zagadnęła, biorąc gryz swojego tosta i… jakiego to było dobre!Liam Ellsworth - 2018-10-08, 23:47 To stwierdzenie było zabawne, z tego względu że kobieta musiała jeść za dwie osoby. I nie mylił się, jeżeli nazywany przez nią "obcy" ma swoje zachcianki zupełnie inne od tych, jakie miała w planie skosztować Matilde. Wiele kobiet w jej sytuacji pewnie miało tak samo.
- Do rozwiązania to już chyba blisko?
Dopytał. Może z ciekawości albo bardziej zapewnienia, że im bliżej rozwiązania, tym szybciej kobieta poczuje wolność od ciężaru i zachcianek swojego dziecka.
A jeżeli chodzi o gotowanie...
- Cóż... Niedługo to będziesz musiała się tego podjąć. Jedzenie dla dziecka samo się nie zrobi.
To ją pocieszył i jeszcze z uśmiechem powiedział. Nie może ona zapomnieć o tym, że sama będzie musiała karmić małego brzdąca.
Idąc dalej, Liam miał swoje tosty już gotowe do zjedzenia i mógłby już zacząć jeść, gdyby nie problem koleżanki odnośnie bitej śmietany.
- Schowaj do lodówki. Później zrobisz sobie deser. Choćby budyń w polewie z jakimś sokiem i na to dodając bitą śmietanę.
Podrzucił jej najprostszy pomysł, jako że mleko mieli, budynie z paczki mieli, jakieś soki czy syropy owocowe też się znajdą więc miałaby co robić w tej kuchni.
Nie spodziewał się, że Wallace nagle przejdzie też do sprawy jego zawodowej. Na to już jego uśmiech zmienił wyra poważniejszy.
- To zależy. Jeżeli dane krwi są wpisane w systemie kartotek elektronicznych, w jakimś programie, to tak. Ale jeżeli prowadzona jest kartoteka pisemna, to może być ciężko. Nie wszystkie szpitale się przestawiły na tryb komputerowy.
Wyjaśnił. Mógłby to zrobić, ale jedynie technologicznie.
W końcu też zabrał się za jedzenie swojego tosta. I również mu smakowało. Dlatego często, poza jajecznicą z bekonem, jadał tosty na śniadanie.Matilde Wallace - 2018-10-09, 15:01 – Niby pod koniec grudnia – dziewczyna wydęła usta w podkówkę. Zdecydowanie miała już bliżej niż dalej, ale jednak… musiała się przemęczyć jeszcze ponad dwa miesiące. A potem… no właśnie. Potem to już w ogóle miało być trudno. Ale nie chciała o tym jeszcze myśleć. Odkładała to gdzieś na sam tył swojej głowy, nie przyznając się przed sobą ani nikim innym, jak bardzo ją ta wizja przerażała. Jedynym plusem całej sytuacji był niezaprzeczalnie fakt, że nie musiała się zadręczać wymyślaniem prezentów bożonarodzeniowych (nie, żeby i tak miała wcześniej zamiar to robić).
– Mam nadzieję, że do tego czasu wojna się skończy i kupowanie jedzenia na wynos będzie ciut bezpieczniejsze – odpowiedziała ze śmiechem, ale tak naprawdę nie żartowała. Nie była dobrą kucharką. A już na pewno nie jeśli chodziło o zdrowe rzeczy, którym można było pożywiać dzieciaka. Wolała wydać fortunę na kupne, niż sama coś pichcić.
– Chyba ci zaufam w tej sprawie – mruknęła po chwili, ale ostatecznie nie odłożyła tej bitej śmietany do lodówki. Zupełnie, jakby się obawiała, że zaraz pojawi się tutaj jakiś wolontariusz i sprzątnie jej tą bitą śmietanę sprzed nosa. Nie, nie miała zamiaru do tego dopuścić.
– Możesz mi nie wierzyć, ale to jest naprawdę dobre – posłała mu delikatny uśmiech, po czym ponownie ugryzła tosta i wskazała gestem głowy na swoją kanapkę, tym samym zadając Liamowi nieme pytanie, czy chciałby spróbować.
– Byłoby to bardzo niebezpieczne? Jakby na przykład ktoś z nas trafił do szpitala i zrobiliby mu wyniki krwi? – wzniosła wysoko brwi.Liam Ellsworth - 2018-10-09, 23:00 - To jeszcze daleko.
A myślał, że to będzie gdzieś miesiąc oczekiwania. Według niego jej brzuch nie mógłby być większy. Ale kto tam wie, co ona hoduje w środku. Liam się na tym nie znał. Jednak nie gratulował jej tego stanu i współczuł, że musiała się męczyć. Dopiero pogratuluje po porodzie, za wytrwałość i przezwyciężenie trudności, kiedy dziecko się urodzi.
- Każdy by tego chciał... Chwila, kupowanie jedzenia na wynos? Nie lepiej byś sama coś gotowała?
Skapnął się po chwili, zauważając że dziewczyna bardziej chyba ceni sobie kupowanie jedzenia na wynos. Ale po jej reakcji nie wiedział, czy ona mówi prawdę czy żartuje. Dziecku nie ugotuje zupki czy nie zrobi jakiejś dobrej papki?
Skinął głową w uśmiechu w sprawie tej bitej śmietany, ale i tak jej nie schowała do lodówki, mając blisko siebie niczym pożądany skarb, że koniecznie musi go mieć i jeszcze dzisiaj spróbować. Nie mieszał się do tego. Wiedział, że kobietom nie wchodzi się za bardzo w drogę. A o ich upartości, się już bardzo dobrze przekonał.
- Smacznego. Ale mam swoją porcję.
Skinął jej głową i życzył dobrego posiłku. Lecz on sam na ogórki nie miał ochoty, dlatego niech Matilde je do woli. Nawet cały słoik ogórków.
- Poniekąd tak. Jeżeli od razu przeprowadzą badania, pierw zapisują wszystko w papierowej kartotece. A dopiero potem, ktoś przepisuje do systemu. Jeżeli w ich programie zmienię grupę krwi, nie będzie zgadzała się z podaną na papierze. Mogą uznać, że ktoś źle przepisał. Włamywanie się do obcych systemów, serwerów czy ogólnie komputerów, zawsze jest niebezpieczne.
Zabawa fajna, ale dość ryzykowna, dlatego wyjaśnił Matilde tak prosto jak potrafił. Nie miał pojęcia, po co jej takie informacje. Ale coś mu chodziło po głowie.
- Chyba nie chcesz rodzić w szpitalu?
Zapytał, przerywając jedzenie swoich tostów.