Joe Ross - 2020-06-06, 13:50 Wśród młodszej części towarzystwa było widać wzrastające napięcie. Miałam wrażenie, że tylko Phill potrafił do tego wszystkiego podejść w ten dziwny, dorosły sposób, z którym ja jeszcze nie do końca potrafiłam patrzeć na świat. Joker już stał, jakby w gotowości, chyba tylko czekając na odpowiedni rozkaz od Edamsa. Sam Vincent za to zdawał się być zdenerwowany bardziej, niż kiedykolwiek dotąd mogłam go oglądać. W mojej prostej główce nie zaskoczyło, że chodzi o tę nagość ze strony Wairuy, bo przecież... Ani nie zdawałam sobie sprawy z jego mrocznej przeszłości, a sama byłam dość mocno przyzwyczajona do negliżu - niejednokrotnie zajmowałam się "ściąganiem" ran z praktycznie obdartych z odzienia ciał.
Wyłapałam to spojrzenie bladolicej skierowane w moją stronę, samej marszcząc nieco swoje brwi. Pociągnęłam kolejne łyki z napoju który został mi zaserwowany i w tej chwilowej ciszy... Siorbnęłam, chyba nieco odbierając powagi całej sytuacji. No cóż...Phil Neumann - 2020-06-06, 20:00 Najchętniej to bym zdzielił Wairuę po głowie. Kretyn. Tylko, no, tymże gestem zdzieliłbym również Inną, a ta z kolei nie zasługiwała na podobne reakcje z mojej strony i właśnie tu był pies pogrzebany. Wairua zdawał sobie sprawę, że nie zrobię dziewczynie krzywdy i że tym samym mógł sobie robić, co mu się żywnie podoba… Do czasu, do czasu. Póki żyłka mi nie pęknie! Mógł być pewien, że wtedy nie zawaham się strzelić biednej Innej w środek czoła. Choć… Zawahałem się, kiedy tak spojrzałem na nią, a właściwie jej ciało, takie delikatne i pod władzą demona-paskudy.
- O, a to Miszel – dodałem jeszcze, kiedy ten wyłonił się z basenu i stanął u boku Vincenta. Dzieciak był… przerażający. Taki psychopata. Poruszał się cicho. Nie zwracał uwagi. Przynajmniej póki nie rzucał gromami z oczu. – Ale spokój. Wszyscy. Vincencie, możesz się uspokoić… WAIRUA JUŻ NIE BĘDZIE CI DOKUCZAĆ! – odparłem, zaraz ponownie spoglądając a tego drugiego. Raczej wątpiłem, że ten daruje sobie dokuczanie Vincentowi, ale warto było spróbować, nie? A poza tym to…
- Ogólnie to trochę delikatna sprawa, w której prosiłbym o dyskrecję i wyrozumiałość. To ciało – zacząłem, wskazując na prowodyra zamieszania. – Ma w sobie jakby dwie osobowości. Do końca nie zostało to zbadane, ale raz jest Inną, naprawdę sympatyczną i kochaną dziewczyną, potwierdzam, że kwiaciarką z Fremont, a raz tym śmieciem – Wairuą. Rad byłbym, gdybyście nie dali się mu sprowokować. Inna nie zasługuje na złe traktowanie… swojego ciała?
- A to jest impreza, a nie tłok. Mieliśmy omawiać misję, ale wyszła z tego impreza. Chyba nie pogardzisz alkoholem, hę? – zapytałem z kolei demona. Tak nam dobrze szła ta wixa, póki ten nie wpadł do basenu jak ta śliwka w kompot. Negliży mu się zachciało… Zawsze lubił tworzyć wokół siebie zamieszanie, a przecież to ja tu byłem panem i władcą najcudowniejszym!Vincent Edams - 2020-06-06, 20:31 Vincent prychnął niezadowolony. Co to ma być?! W sensie, że mutacją Innej ( ona jest mutantką?!) jest....druga osobowość? W sensie, że ma schizofrenie? Chyba, że ten demon ma jakieś faktyczne, nadprzyrodzone moce, ale to wyjdzie w praniu. Póki co, ograniczał się do zawstydzania Vincenta, który na myśl o nagiej kobiecie dostawał spazmów.
Chłopak odwrócił się, zmrużył niebezpiecznie oczy ( NIE PATRZ NIŻEJ) i zmierzył Waiurę spojrzeniem. Nie podobał mu się.
- Spokojnie - uspokoił Jokera, który był chyba już w trybie bojowym. - To jest Michael, a tam Joe. To moi... podopieczni, powiedzmy - Nie bardzo wiedział, jak to inaczej ująć, więc tak musiało zostać. Joker pewnie to przyjmie pozytywnie, bo Edams wciąż mu gadał że są równi, a Joe.. cóż...albo nauczy się gadać, albo nie zaprotestuje.
- Dobra, do rzeczy. Bo chyba nas nie zaprosiłeś na pool party. Możesz mówić przy nich, nie mam przed nimi tajemnic. - i tak się za nim będą plątać, więc whateverMichael Shugart - 2020-06-06, 20:52 Joker obserwował interakcję kobiety z mężczyzną, który ich tu zaprosił. Wspomnienie o drugiej osobowości przypasował do tego co widział w aurze nieznajomej. Nie pierwszy raz widział moc, której skutki były mocno związane z psychiką, ale tej konkretnej nie do końca umiał rozgryźć. Była dziwna. Nie telepatyczna ani telekinetyczna, ale mocno związana z umysłem użytkownika i chyba… z rzeczywistością? Joker miałby problem żeby to określić słowami. Tym bardziej, że wymagała wyobraźni, która była w nim tłumiona.
Też stąd jego początkowa reakcja. Myślał, że ta zrobiła coś Vincentowi używając mocy i dlatego opiekun tak nagle wyskoczył z wody, mimo że nie było widać żadnego fizycznego ataku. Jednak na znak Vincenta wyraz twarzy RS12 stał się ponownie neutralny, a sylwetka nieco bardziej rozluźniona choć wciąż obserwował poczynania Innej. Czy też w tym przypadku niejakiego Wairuy.
I tak, nazwanie go podopiecznym ucieszyło Jokera. Aprobata opiekuna miała być z założenia jedyną rzeczą, z której czerpałby przyjemność. Nie wyszło to Doktorowi Shugartowi idealnie, ale wciąż to właśnie było największą motywacją Jokera.Inna Kulikov - 2020-06-07, 14:39 Podły uśmiech nie opuszczał moich ust. Patrzyłem na was wszystkich z lekką drwiną, a gdy Phileusz wspomniał o nie dokuczaniu cicho zachichotałem. Mój śmiech był taki delikatny, ale głos lekko zachrypnięty. Nie wiedziałem, czy go specjalnie tak modulowałem, ale inaczej nie potrafiłem. Chyba, że chciałem udawać Inną – nie raz udało mi się kogoś na to nabrać. Inna była taka łatwa w obyciu, łatwo było nią manipulować, łatwo było nią kierować. Była taka prosta i delikatna. Przyglądałem się im czasami nie słuchając słów przez nich wypowiadanych. Zacząłem lekko głową ruszać przypominając sobie beat jakiejś muzyki, którą niedawno słuchałem. Phil mógł się zorientować, że się już rozproszyłem.
— Ja nie dokuczam. Jak możesz mnie o tak haniebne czyny posądzać. Myślałem, że… – mój głos był teatralny i sarkastyczny. Wybuchnąłem kolejną salwą śmiechu. Mimo wszystko Phil był chyba jedyną osobą, która w jakiś sposób mogła ode mnie cokolwiek żądać. Chyba nawet Ave nie potrafił ode mnie wymusić posłuszeństwa, ale czasami mu się zdarzyło. Uśmiechnąłem się do swoich myśli, ale zaraz wróciłem do zebranych. To było z mojej strony niegrzeczne ignorować gości, prawda?
— Oh… – zakrzyknąłem urażony na jego słowa o mnie. Prychnąłem i spojrzałem mu w oczy. Nie były delikatne jak te Innej, moje spojrzenie zdecydowanie miało siłę, a cała postawa robiła się bardziej pewna siebie. Podniosłem się na wspomnienie alkoholu, a humor wskoczył mi na poziom dwusetny chyba. Zgarnąłem jakiegoś kolorowego drinka i padłem na leżaczek niedaleko ciemnoskórej dziewczyny.
— Podopieczni? – zapytałem prostując się i patrząc na Vincenta. Kusiło mnie, aby coś dodać, ale odpuściłem wciskając w usteczka napój płynący alkoholem. Tak będzie lepiej. — Dawaj, dwaj Philuś. Nie mogę się doczekać, aż mnie łapki swędzą – zamruczałem cichutko przyglądając się tykającej misiaczkowej bombie. Ten Joker brzmiał jak miś. Marionetka? Dziwnie reagował na Vincenta. Nie lubiłem go. Wolałbym, aby Inna się do niego nie zbliżała. Jeszcze zacznie myśleć, a to może się chyba źle skończyć.Joe Ross - 2020-06-07, 21:11 Cała ta sytuacja chyba była dla mnie trochę za trudna do zrozumienia. Gubiłam się we własnych myślach, gdy próbowałam je złożyć w jakąś logiczną całość. Z tego dziwnego transu wyrwały mnie dopiero słowa wypowiedziane przez Vincenta. Nie wiedzieć czemu, chyba poniekąd coś mnie nieco w środku zakuło. Z jakiegoś powodu po tych kilkunastu dniach w rebelii myślałam o naszej trójce (mimo wcześniejszych, okrutnych wspomnień) bardziej jak o przyjaciołach, a może rodzinie - ale takiej na równi, niczym rodzeństwo, nie jako... Ciężarze. Czy ja właśnie zrozumiałam, że z Jokerem byliśmy ciężarem dla Vincenta? Na krótką sekundę moje spojrzenie zawisło na Edamsie, po chwili na Shugarcie i nie zauważyłam, by ten poczuł się szczególnie tym dotknięty. Więc ja chyba też nie powinnam?
Potrząsnęłam lekko swoją głową, bo mimo dziwnego gościa w basenie, czy raczej już na leżaczku koło mnie, mieliśmy się tu poniekąd bawić. Na moje smuty nie było tu miejsca.
Odstawiłam pustą już szklankę na ziemię, a na mojej twarzy dalej malowała się wyłącznie konsternacja. Nie mogłam oderwać wzroku od tego dziwnego wydania śnieżki i chyba... Nie byłam pewna, czy podobała mi się tak bliska jej prezencja.Phil Neumann - 2020-06-11, 14:56 Miałem niechybną słabość do Innej, ale nie zamierzałem się tak łatwo poddać. Ta, to mój tron, kochanieńki. Byłem królem na tym terenie, a jeśli coś Ci się nie podobało, to zawsze mogłeś wrócić do jakiejś zapomnianej przez świat Syberii.
Nie dziwić się, że kiedy ten rzucił mi surowe, poważne spojrzenie drapieżnika, ja nie pozostałem obojętny i również mierzyłem w niego wzrokiem. Wieczna walka z nim, głuptasem. Nie chciał władzy, wolał psocić, jednakże na każdym kroku próbował ze mną wygrać, być ponad mną, coś udowodnić… Aż mnie niekiedy kusił pojedynek godny rewolwerowców. My dwaj, odliczanie kroków, bronie w naszych rękach i STRZAŁ. Niestety, to z kolei nie było w stylu Waiury. On preferował jazdę bez trzymanki, zero zasad czy skrupułów… Między innymi dlatego miałem do niego również słabość i radowałem się jego obecnością w naszych szeregach. Meh.
Na szczęście ponownie wygrałem, gdyż się rozproszył. Ciągle się rozpraszał, szczególnie kiedy w grę wchodziła powaga… Przypominało mi to kogoś, ale wolałem tego teraz nie analizować, bo mnie wkurwił co nieco. Ale dobra. Impreza.
- Nie wolicie się pobawić? Mamy czas. Chwilowo związane ręce. Robią rekonesans – oświadczyłem pokrótce, ale zaraz również wzruszyłem ramionami i postanowiłem wrócić po swojego drinka. Nie miałem problemu z tym, że miałem mówić w obecności Jokera i Joe o planach mafii. Nie uznawałem ich za osoby, które mogłyby chcieć w jakikolwiek sposób mi zaszkodzić, a już z pewnością nie z własnej woli, a woli, hmm, Vincenta? Ten to był charakternym dzieciakiem… Ogólnie, rany, oni wszyscy tacy młodzi. Jak gdybym wysyłał wilki w przebraniach owiec na samobójczą misję… A raczej niezwykle krwawą. Będzie fajnie – czułem to w kościach.
- Mamy towar do odzyskania. Policja podjebała kontener broni. Mam zamiar ją odzyskać. A przy okazji zabrać jeszcze więcej – stwierdziłem z łobuzerskim uśmiechem. Popiłem tę piękną wizję drineczkiem. – Miałem iść sam, ale samo przerzucenie towaru to sporo roboty, a co dopiero mowa o strażnikach i zabłądzonych glinach. Lepiej, kiedy już namierzymy broń, zrobić to szybko i możliwie jak najciszej… Przynajmniej na początku, bo potem możemy sobie pozwolić na drobne szaleństwa – dodałem, mrugając okiem do Wairuy. Choć on to lubił wszystko, czy ciche, czy głośne, byleby rozlewało krew. Z kolei Vinz… Wiedziałem już, że był specem od wysadzania. I miał wiele rąk do roboty. Może nawet warto by było wkręcić do tego jego podopiecznych?
- Jak wam się widzi podobna wycieczka? – zapytałem tak kontrolnie.Vincent Edams - 2020-06-12, 02:21 O nie nie, Joe, Vinc nigdy nie powiedział o ciężarze! To już była mocna nadinterpretacja. No, ale kobiety chyba tak miały. Tak czy siak, wyjaśni nieporozumienie, gdyby Ross jakoś mu dała o tym znać..nie wiem. Smsem?
Patrzył na Phila, starając się ignorować Wairuę/Inną czy cokolwiek to było.
- Brzmi spoko. - odbijanie towaru połączone ze skradanką i ewentualną krwawą bitką. Czego tu nie lubić? - Myślę, że Michael nadałby się też w terenie. Dobrze mu zrobi mała akcja na świeżym powietrzu. - powiedział - Co do Joe...w terenie się nie sprawdzi, co najwyżej po samej akcji... ale też nie chcę, żeby używała mocy, chyba że w ostateczności. Nie chcę by cierpiała - powiedział wprost, choć brzmiało to dość górnolotnie i patetycznie...no ale tak było! Wiedział że wyciągając obrażenia z innych, sama odczuwa ból.
- Co wy na to ?- zagadnął podopiecznychMichael Shugart - 2020-06-12, 12:34 Zatem postanowione. Joker i Wairua się nie polubią. Dobrze żeby nie wchodzili sobie nawzajem w drogę, bo może nie skończyć się na słowach. RS12 sam nie zaatakuje, ale nie zawaha się bronić jeśli temu dziwakowi w kobiecej skórze coś strzeli do głowy. Chłopak obserwował Wairuę jeszcze chwilę, ale gospodarz zaczął opowiadać po co ich tu w ogóle zebrał więc tylko stanął między Vincentem a leżakami i skupił się na Philu.
Chodziło o odzyskanie broni zabranej przez policję. Jasne, dla Jokera żaden problem. Może szaleństwo pod koniec wydawało mu się zbędnym elementem, ale nie powinien oceniać. Vincent wyraził zainteresowanie i zwrócił się do Joe oraz Jokera z pytaniem co oni na to. A jak myślał? Obiekt 54 nadal nie wykształcił wolnej woli.
-Tak jest.- zgodził się kiwając głową. Raczej nie można było się po nim spodziewać czegokolwiek innego.Inna Kulikov - 2020-06-14, 16:08 Uśmiechałem się szeroko, gdy Phil opowiadał swoją historyjkę. Jego poważny wzrok i próba dominacji na mnie była zabawny. Nie można zdominować psychola. My nigdy nie czujemy władzy innych. Zacząłem nerwowo przebierać nogami chcąc już się wyrwać do krwawej sieczki.
— Psiaki?! Auuuu – zawyłem zadowolony widząc już martwych policjantów. Odstawiłem tego drinka i sięgnąłem po puszkę piwa. Zdecydowanie wolałem to pić niż te niskoprocentowe, słodkie drineczki. Jakby było więcej wódki, a mniej soku, albo lepiej bez soku byłoby zajebiście. Upiłem łyk. — To ja mogę wam oczyścić trasę – Phil doskonale wiedział, że moje oczyszczenie będzie miało barwę koloru czerwieni, ale będzie to skuteczne. Już sobie w głowie wyobrażałem czym ich posiekam lub jak ich powstrzymam. Czułem dreszcz emocji i nawet dla tej akcji mogłem pokochać Vincenta, aby tylko się świetnie bawić. — Dobra, ale wiesz co mnie wkurwia – podniosłem się nagle mówiąc zdecydowanie zbyt głośno. — Kompletnie nic nie wiem o tych… dzieciach! – spojrzałem na Phila, a potem na stoliku za nim dostrzegłem coś cudownego. — Czy to wódka? – podszedłem do stoliczka patrząc na przezroczysty napój bogów.Phil Neumann - 2020-06-17, 20:01 - Wiecie, to będzie niebezpieczna wyprawa, więc mogę wam wykupić polisę ubezpieczeniową, ale nic więcej zagwarantować nie zagwarantuję… Poza tym polisa nie tyczy się w przypadku uszczerbku na zdrowiu w trakcie włamania do budynków państwowych… Nawet jeśli to tak w ramach pracy… Czyli jednak nic nie mogę wam zagwarantować – stwierdziłem z uśmiechem i napiłem się drineczka.
- Ale za to dziś rzeczki drineczków, wódeczki i takie tam… Ale nim się upijesz, Wairua, to się zapisz na szkolenie operatora wózka widłowego, haha. Już cię widzę jak któregoś tam przebijasz… Ale serio-serio mówiąc, to zrób, to się przyda nam na magazynie. Tej broni będzie od chuja – przyznałem do demona w kobiecej skórze, po czym odwróciłem się w kierunku Vincenta.
- Rozumiem, że oboje w to wchodzicie. Joe postawimy na czatach i będzie nam k r z y c z a ł a, kiedy jakiś się ochroniarz napatoczy. Co nie, Joe? – zaśmiałem się, po czym mrugnąłem do niej okiem, wznosząc toaścik za nasze zdrówko, by mi się tu nie obraziła. Lubiłem ją.Vincent Edams - 2020-06-30, 14:43 Zdecydowanie - między Wairuą a Vincencikiem chemii nie było. Co innego między Vincem a Inną. To było tak cholernie skomplikowane ! On nie rozumiał podstawowych ludzkich emocji a co dopiero jakieś rozszczepy osobowości ??
Edams łypnął nieprzyjaźnie, gdy Wairua nazwał go dzieckiem, ale też nie zareagował w żaden inny sposób. Z chęcią by nim miotnął za pomocą wektora, ale też nie chciał zrobić krzywdy Innej.
- Czemu nie. - mruknął do Phila - Zawsze to jakaś akcja. Myślę, że Michael też się zgadza - w końcu robił to, co Trzydzieści Sześć sobie zażyczył.
A on bardzo pragnął działania, takiego czy innego. Po akcji odbicia mutantów z Alter Genetics nieco przycichło, a to Edamsowi nie odpowiadało.
Na uwagę o krzyczeniu Joe, otworzył usta by przypomnieć Philowi, że przecież Joe nie mówi, ale po chwili zrozumiał, że to był żart, więc zacisnął je z powrotem. SZLAG, CZEMU TO TAKIE TRUDNE ?!
Wrócił do siorbania swojego drineczka.
- Rozumiem, że trup ma się słać gęsto - zapytał, w sumie retorycznie bo jeńców na pewno brać nie zamierzaliMichael Shugart - 2020-06-30, 21:22 Joker słuchał wytycznych zadania. Wydawało się całkiem proste choć RS12 raczej nie brał udziału w takich akcjach. Umiał strzelać i walczyć, bo tego był tego uczony i miewał w laboratorium dużo okazji do praktyki. Dodatkowo wpojona mu natura pozwalała pozostawać praktycznie niewidocznym dopóki sam nie chciał zwrócić na siebie uwagi. Trochę jak obsługa w hotelach tylko bardziej creepy. Jednak ze względu na politykę Doktora Shugarta względem jego podmiotu, obiekt 54 nie wychodził nigdy na zewnątrz, a co za tym idzie, przed upadkiem Alter Genetics nie miał okazji uczestniczyć w takich szerzej zakrojonych misjach. To będzie coś nowego, ale może nie aż tak różnego od jego dotychczasowych doświadczeń. Tak czy inaczej jego odpowiedź na słowa Vincenta była oczywista.
-Tak jest- może i się powtarza, ale gdy słyszy od opiekuna polecenie to to jest jedyna odpowiedź jaką ma zaprogramowaną. Co do Wairuy… Vincent pewnie zdążył już poznać moc swoich krzywych spojrzeń. Chłopak zanotował sobie w myślach, że ta drobna kobietka, a przynajmniej osobowość jaką teraz ma to WRÓG. Darował sobie atak. Zdążył już przyswoić, że Vincent nie zna i nie używa sygnałów, które z Doktorem Shugartem mieli wypracowane. Twardo jednak oddzielał Wairuę od opiekuna żeby zawsze być na jego drodze gdyby z jakiegokolwiek powodu zdecydował się do podbiec do Edamsa. I nie zamierzał z tej drogi schodzić choćby nie wiadomo co się działo. Pozornie nie zwracał na kobietę uwagi, ale jednak gdyby wstała i przeszła kawałek, to Joker odpowiednio by się przesunął.