Imari Blanc - 2018-07-28, 18:23 Tak, zapewne dla niego bylo to kompletnie bez sensu, ale ona tak własnie widziała moc. Zwykle była to energia w jakimś punkcie, choć nie zawsze, ale u Willa była ona spleciona ze wszystkim. Używał jej w końcu od bardzo dawna.
Tak, była wykończona - zapewne miała anemię w tym momencie, mało jadła chociaz Michael ją napychał różnymi rzeczami, teraz jeszcze ten płacz i gdy zbyt gwałtownie się podniosla zwyczajnie zakręciło jej się w głowie.
- Jasne - uśmiechnęła się do niego. Otwarcie kłamała, ale moglo nie dać się tego łatwo wyczuć, w końcu to nie było wielkie kłamstwo i naginanie faktów, tylko jedno słowo.
Wiedziała, że to będzie ciężkie, bo moc jest inna, Will korzysta z niej cale życie prawie, bardzo intensywnie, ta się rozrosła niesamowicie, co Imari widziala..
Ale przeciez nie powie mu "sory, ale bedzie mnie po tym bolała głowa, nie mogę tego zrobić". Jasne. Umieraj sobie, bo krwotoków z nosa nie lubię!
Pamiętał już pewnie jak się to robi więc nie zdziwił się specjalnie gdy oczy Imari ściemniały, zawirowały kolorowymi galaktykami i.. pojawili się znów w jego głowie. Koloru wydawało się więcej niż poprzedno, przynajmniej wyczulonej na takie rzeczy Imari.
Rozejrzała się uważnie. Jasnoniebieski, zimny kolor przelewał się naokoło.
- No dobrze.. spróbujmy. Jeśli masz jakąkolwiek kontrolę nad mocą możesz spróbować mi pomóc, czasem działa. Będe ściągać moc do siebie, potem ją blokować. Możesz pomóc mi ją ściągać.. myśleć o tym jak zacznę to robić - może zadziała. A może da mu coś do zajęcia się zwyczajnie - obojętne, obie opcje były dobre.
Westchnęła, rozejrzała się jeszcze raz i wyciągnęła dłonie na boki. Wyglądała całkiem epicko, trzeba przyznać, gdy moc zaczynała spływać powoli i bardzo, bardzo niechętnie do jej dłoni i owijać się wokół nich i jej sylwetki.William Hopper - 2018-07-28, 19:24 Uwierzył swojej siostrze, przecież nie miał powodu, żeby sądzić, że właśnie kłamała... a może zwyczajnie nie chciał mieć. Bo przecież widział, że była zdesperowana, że szukała każdej możliwej opcji. Wiedział, że nie była okazem zdrowia i pamiętał, jak to się dla niej skończyło ostatnim razem. Mógł się domyślić, że to było dla niej niesamowicie męczące... ale nie chciał. Chciał spróbować, nawet jeśli to nie miało żadnych sensownych szans na powodzenie. Choć przez moment chciał mieć tę odrobinkę nadziei, że to faktycznie może zadziałać, nawet jeśli za chwilę miał się przekonać jak bardzo był w błędzie.
Chyba Will już był przekonany co do tego, że nie przepadał za wchodzeniem do własnej głowy, nie rozumiał tego wszystkiego, tych mieszających się kolorów, mgieł i całej reszty. Miał wrażenie, że w jakiś sposób to niesamowicie dużo o nim mówi, a równocześnie nawet nie miał pojęcia z czym się zdradza. Cholernie mu się to nie podobało.
- Nie mam - odpowiedział jej tylko. To nie była umiejętność. To nawet nie była moc. To była mutacja genetyczna wywołująca określoną nieprawidłowość w funkcjonowaniu jego organizmu... a że odpowiadał za nią gen X, Hopper nie mógł dostać opieki specjalisty, a ludzi polujących na jego głowę.Imari Blanc - 2018-07-28, 19:46 Skinęła glową na jego odpowiedź, właściwie takiej własnie się spodziewała. Nie sądziła, by miał jakąś dużą kontrolę nad mocą. Ona po prostu była i tak właśnie wyglądała, działała sobie, a on sobie i tyle. Imari mogła nie uzywać mocy, swiadomie i mogła jej uzywać świadomie. Nie bylo innej opcji, moc nie działala jeśli ona tego nie chciala.
Ściagała do siebie coraz więcej niebieskiego światła, które otaczało ją, okrążało, momentami wydawało się zaciskać na niej co wydawało się być całkiem nieprzyjemnym uczuciem. Imari miała zamknięte oczy, zmarszczone brwi i zaciśnięte zęby, to nie było łatwe. Moc była niechętna, wyraźnie opierała się, próbowała wracać i uciekać, momentami wydawalo się, że Imari wypuści całość i nic z tego nie bedzie. Jakby wyciągała ją zza zakamarków jakiś, ta się platała.. widok dość ciekawy, ale równocześnie wyraźnie było widac jak bardzo ją to męczy. W końcu otwarła oczy i przez moment nawet one wydawały się płonąć niebieskim światłem.
Spojrzała na siebie i rozejrzała się po okolicy, jeśli tak można to nazwać. Przeniosła spojrzenie na Williama, jakby chcąc sprawdzic jak ten się czuje.
- Wszystko ok? - głos miała trochę słabszy, odchrząknęła.William Hopper - 2018-07-28, 22:56 Hopper nie wiedział, co miał właściwie ze sobą począć, kiedy Mercy odprawiała te wszystkie swoje czary ze ściąganiem jego mocy. Szczerze mówiąc, wyglądało to naprawdę wymagająco i niebezpiecznie. Nie jak coś, podczas czego byłaby ostrożna, zwłaszcza kiedy ta jego moc coraz ciaśniej ją otaczała, a on... nawet nie mógł nic zrobić i szczerze tego nienawidził. Nie znosił być bezradnym, ale coś takiego? Jak miałby pomóc? Nie miał żadnej kontroli nad swoją mocą i chociaż mimo wszystko starał się jakoś myślami przesunąć swoją moc bliżej siostry, najwyraźniej na nic to się nie zdawało.
Może powinien był ją powstrzymać, kiedy tylko zorientował się, że nie pójdzie tak łatwo. Zadbać o nią, a nie o jakieś nierealne mrzonki... ale nie mógł odpuścić. Nie kiedy miał chociaż najmniejszą szansę, że to zapewni mu kolejne kilka lat życia. Ciągle miał zbyt wiele do stracenia, żeby nie spróbować.
Podszedł bliżej Mercy, kiedy tylko skończyła. Wyglądała źle, jakby miała mu tutaj zaraz paść na ziemię, na co nie miał zamiaru jej pozwolić... a on miał całą masę pytań, które nie mogły poczekać ani minuty,
- Wszystko okay? Raczej: czy u ciebie wszystko w porządku? To nie wyglądało jakbyś była ostrożna - stwierdził z wyrzutem, ale nie był w stanie zbyt długo robić za odpowiedzialnego, starszego brata. - Zadziałało?Imari Blanc - 2018-07-29, 17:15 Moc kotłowała się naokoło niej, oplatajac ją czasem całkiem przyjaźnie, mogło by się wydawać, a czasem jak wąż, ktry chciał ją udusić, gdyby tylko mógł. Oddychała ciężko, ale uśmiechnęła się do Williama. Nie wyglądała najlepiej już jakiś czas wiec w sumie to nic niespodziewanego, że miała worki pod oczami i tak dalej, ale pewnie mógł się o nią martwić, jak to brat jakby nie było.
- Jestem ostrożna, ostrożniej się nie da - zapewniła go i uśmiechnęla się, trochę zmeczona, ale jeszcze nie było najgorzej.
- Nie, jeszcze nie. Zebrałam ile.. wydaje mi się, że będzie dobrze. Chociaż.. - rozejrzała się po okolicy głowy Hoppera.
- Chyba jeszcze trochę. To się odbudowuje, tak? - czekala na jego potwierdzenie zanim zebrała jeszcze trochę, z większym trudem niż poprzednio, każdy kolejny kawałek mocy ciężej było jej wyrwać.
- Uh.. ok.. Jeszcze trochę, trzeba to zebrać i zamknąć - zaczęła powoli, z oporem mocy formować imedzy swoimi wyciagnietymi dłonmi kulkę jego mocy, niebieską, która rosła i rosła aż cała nie zeszła z ciała Imari i nie znalazła się miedzy jej dłońmi. Po chwili zaczęła pokrywać ją szklopodobna powłoka, przeźroczysta, lekko tylko mleczna, oplatając moc, która kłębiła się i próbowała uciec.
Zamknęła ją w końcu całą w kuli i odsunęła się o krok. Wyglądała znów gorzej, ale trzymała się uparcie, żeby nic po sobie nie pokazac.
Odchrząknęła zanim się odezwała, dla pewności, że wydobędzie z siebie głos.
- Możesz.. obejść kulę i powiedziec czy coś wycieka? - poprosiła, bo miala wrażenie, że jak tylko da krok w przód to padnie na twarz. Wolała więc tego nie robić.
I tak, przeciekało jakimś cudem, wydaje się że przez jakieś niedomknięcie. Minimalnie, ale jednak ciurkiem, dyskretnie ulatniała się moc ze swojego zamkniecia.William Hopper - 2018-07-31, 02:16 To... To stanowczo nie wyglądało dobrze. Mercy była wykończona, widział to po niej. A ten uśmiech? Chciała tylko to zamaskować, jakby mówiła wszystko w porządku. Nie było. Nie powinien się na to zgadzać, nie powinien na to pozwalać. Kiedy ona była wystarczająco głupia, żeby o siebie nie dbać w imię cudzego dobra, powinien to po prostu przerwać. Rzecz w tym, że... to mogło zadziałać. Mógł już nie umierać. To była jego szansa na życie, najprawdopodobniej jedyna, nie ważne jak marna by nie była. Nie mógł z tego zrezygnować. Nawet dla Mercy.
- Okay... - odpowiedział tylko na te jej zapewnienia. - Uhm... nie mam pojęcia - odpowiedział jej, jakże elokwentnie. Nie znał się na metaforycznych manifestacjach mocy mutantów za pomocą jakichś świetlistych, kolorowych mas. Nie miał pojęcia, czy ta jego się odbudowywała. Huh, nie wyglądało, jakby z powrotem się tutaj pojawiała. - Chyba nie - dodał, chcąc jakoś rzucić światło na sytuację, ale koniec końców nie będąc pewnym, czy nie mieszał bardziej.
Patrzył na to jej całe czary-mary i to jak wyraźnie słabsza z zaskakującym spokojem. Nie mógł teraz odpuścić, po prostu nie był w stanie. Skinął głową na tę jej prośbę i obszedł całą kulę dookoła.
- Tutaj - powiedział, kiedy znalazł miejsce, z którego wylewała się jego moc. - Mała szpara, przez którą cały czas cieknie.Imari Blanc - 2018-07-31, 20:07 Wiedziała, że będzie się martwił, a to było.. bez sensu. Nie ma takiej opcji, by odpuściła sobie pomoc mu. Może się nie uda, a może jednak. Nie mogła nie sprawdzić, nawet jesli miala by po tym paść na pysk i dochodzić do siebie następny tydzień. To nie bylo teraz istotne, najważniejsze było życie Williama. Ten na szczęście nie wpadł na żaden idiotyczny pomysł z próbą zatrzymania jej, chyba by go za to zatłukła, gdyby umierając chciał jej jeszcze zabraniać tego robić. Nie. Stawka była za wysoka. Na szczęście brat wydawała się to rozumieć, tym razem.
Gdy Will obchodził kulę Imari starała się wyglądać jakby wcale nie było jej tak źle, jak było naprawdę.
Przeciek.. a jednak. Zmarszczyła nos w niezadowoleniu i przeszła tam, podpierając się o kulę. Klęknęła przy niej, bo szpara znajdowała się gdzieś na dole, a raczej opadła na kolana ciężko i przyłożyla do niej dlonie, zamykając przeciek.
Uniosła wzrok na Willa.
- To tyle - uśmiechnęła się, ale widać było, że jest na skraju.
Nagle wszystko zniknęło, rozpłynęło się, wrócili do Stołówki, której w sumie przecież w ogóle nie opuścili.
Imari podparła się na ramieniu brata, pochylając się i oddychając ciężko. Zamknęła oczy na moment, próbując dojść do siebie...
Nogi się pod nią uginały, połsiedziała na stole. Z nosa zaczęła kapać jej krew..William Hopper - 2018-08-03, 23:25 Och, widział, jak ledwo trzymała się na własnych nogach, jak próbowała udawać, że wszystko jest w porządku. Nie był ślepy ani głupi. Po raz kolejny ryzykował zdrowiem osoby, na której mu zależało tylko po to żeby przedłużyć sobie życie… Ale wiedział że nie podjąłby innej decyzji. Taki już był, beznadziejny czy nie, nie obchodziło go to. Chciał przeżyć i wiedział że podjąłby dokładnie taką samą decyzję, nawet gdyby od początku widział jak mocno to się odbije na Mercy.
Uważnie ją obserwował, kiedy opadła na kolana i łatała tamten przeciek. Szczerze mówiąc, nieszczególnie by się zdziwił, gdyby w tym momencie straciła przytomność, ale zamiast tego po prostu podniosła na niego wzrok, uśmiechnęła się i stwierdziła… że to tyle.
Will natychmiast przerzucił swój mózg na wyższe obroty, gotowy łapać mdlejącą siostrę kiedy tylko ich świadomość wróci do ich ciał. Cóż, chyba nie było aż tak tragicznie, skoro tylko pomógł jej usiąść i bez żadnego zastanowienia, wręcz mechanicznym ruchem wyciągnął z opakowania kolejną chusteczkę i jej ją podał.
- Nie mdlej przez dwie minuty, okay? – poprosił i jeżeli tylko Mercy wyglądała bardzo źle, a nie umierająco, szybko skoczył do kuchni po jakąś czekoladę, batona czy cokolwiek innego zawierającego glukozę i dużo kalorii.Imari Blanc - 2018-08-05, 12:02 Żadne z nich nie zrobiło by tego inaczej i zapewne to wiedzieli. Ryzyko, jasne, ale w konkretnym celu. Ani ona ani Will by nie odpuścili, choćby miała z łóżka tydzień nie wychodzić i obydwoje to zapewne wiedzieli. Cieżko się dziwić, jeśli idzie o czyjeś życie, prawda? Jeśli możesz mu je przedłużyć i to zapewne nawet znacznie, w porownaniu z tym co było. Nie mogli mieć pewnosci, jasne. Ale jeśli był choćby cień nadziei to Imari zamierzała spróbować.
Była bliska, bardzo bliska i zapewne gdyby np. wstała to już dawno musiał by ją cucić, ale przytomnie postanowiła się nie ruszać, najlepiej wcale, o ile się da. Will usadził ją na krześle, podparła się o stół. Nawet nie zamierzała udawać, że jest dobrze. Nie było, a ona nie miała siły pokazywać mu teraz jaka to jest twarda. Czuła się jakby ją ktoś wywrócił na lewo. Przytknęła sobie chusteczkę do nosa bez słowa.
- Mhmm.. - mruknęła jedynie, opierajac się mocniej o blat, bo kręciło jej się w głowie. Wpatrywała się w wirujace płytki podlogi i słyszała tylko krew szumiącą jej w uszach. Wiedziala, ze jest pół kroku od zemdlenia i nie miała pojęcia kiedy to się stanie.
Jeśli dostała batona to pewnie musial jej go otworzyć. Chwilowo nie była w stanie tego zrobić sama.
- Myślisz, że to coś da? - mruknęła cicho, ale pewnie nie miał problemu z usłyszeniem jej ze swoimi umiejetnosciami.
- Jak się czujesz? - jak zwykle były rzeczy ważne i ważniejsze, a ważniejsi zawsze byli inni.William Hopper - 2018-08-05, 19:17 Nie, w zasadzie nieszczególnie ciężko było się dziwić. Jasne, ludzkie życie było sporo warte... ale to własne o wiele, wiele więcej. Hopper potrafił zrozumieć, że Mercy była w stanie zrobić coś takiego dla niego, koniec końców, był jej bratem, nawet jeśli z jego winy nie mieli kontaktu przez ostatnie jedenaście lat... ale dla kogoś obcego? Zwłaszcza, że Will nie wierzył, że to po prostu przerosło ją w trakcie, za długo używała swojej mocy. Od początku znała konsekwencje, ale wolała o nich nie mówić, a na koniec i tak to zrobiła.
W końcu taka była jego młodsza siostra. Zawsze taka była. Kto wie, może lata temu on też był taki w jakimś stopniu? Zbyt wiele czasu minęło, było już dla niego stanowczo za późno. Nawet jeśli kiedyś miał w sobie tego szaleńca, który kazał mu wyżej cenić cudze dobro niż to własne, już dawno umarł, kto wie czy nie z pierwszym człowiekiem, którego Will zabił.
Rzecz w tym, że Mercy ciągle taka była. W przeciwieństwie do niego cały czas była dobra i niewinna. Hopper nie chciał pozwolić, żeby to się zmieniło, ale równocześnie... to sprawiało, że łatwiej było ją zabić. Ile razy to już widział? Mutantów ginących z własnej głupoty, zawsze tak to nazywał. Niepotrzebnie się narażali, tak jak teraz Mercy, na tyle nieprzytomna, że kiedy najszybciej jak był w stanie wrócił do niej z batonem, nie była w stanie go nawet sama otworzyć. Musiał jej z tym pomóc. Cholera, co on z nią zrobił?
A jednak... jeśli to tylko zadziałało - było warto. Wiedział, że za każdym razem podjąłby taką samą decyzję. To ich właśnie różniło. Hopper walczył o przetrwanie za wszelką cenę, nie przejmując się moralnością, a tymczasem Marceline... Była Marceline.
- Nie wiem. Znaczy, nie znam się na tym. Zamknęłaś to, prawda? - odpowiedział jej, bez problemu wyłapując poszczególne słowa z tego jej pomruku. - Jeżeli ci się udało... Tak. Stanowczo tak. Całe lata.
Chyba dopiero kiedy to powiedział, zaczęło to do niego docierać. Lata. Miał mieć przed sobą całe lata życia. Może to nijak nie cofało jego mutacji, może ciągle będzie musiał użerać się z migrenami... ale cholera, co z tego? Będzie żył! Lata! Ha! To brzmiało niemal jak wieczność. Z resztą, kiedy nie musiał się martwić rosnącą objętością mózgu, był w stanie wymyślić coś lepszego, jakieś trwałe rozwiązanie... o ile to zadziałało. Przecież nie musiało, prawda?
- Żadnych fajerwerków - zrelacjonował siostrze. Równie dobrze jego moc mogła być wyłączona albo dalej działać. Ale przecież Mercy się tym zajęła, prawda? - Ty? Jak daleko na skali fatalnego samopoczucia jesteś? - W końcu nie było co udawać, widział jak ledwo siedziała. Nie powinien jej zawracać głowy, ale nie mógł się powstrzymać przed zadaniem tego pytania: - Myślisz, że zadziałało?Imari Blanc - 2018-08-05, 19:38 Tacy jak ona być może byli pierwszymi, by zginąć. Ale ona już raz wybrała swoje życie zamiast czyjegoś.. I dręczyło ją to wciąz po nocach. Wiedziałą dlaczego to zrobiła, a jednocześnie nie potrafiła zaakceptować tych wyjaśnień, nawet jeśli miały sens.
Wyrzuty sumienia zapewne jeszcze długo będą ją budzic po nocy. Z drugiej strony, takie osoby jak Mercy czasem właśnie, wbrew wszystkiemu, nie ginely. Plot armor, opatrzność, Los, nazwij to jak chcesz. Być może były po prostu potrzebne, żeby balansować takich dupków jak jej brat.
I faktycznie, nie przerosło jej to w trakcie. Widziała już jego moc, mogła się spodziewać konkretnych skutków ubocznych i zapewne sama była zdziwiona, ze jeszcze nie straciła przytomności. I nie zamierzała informować wcześniej Williama o tym co mogło jej sie stać, bo mógłby się zawahać, dopytywać, a na co to komu? I tak musieli to zrobić. Tak, była gotowa poświecać się za innych, taka już była i życie nie nauczyło ją, że to bardzo głupi pomysł.
Wyprostowała się, podpierajac jedną ręką o stół, bo cieżko było jej zachować pion i była pewna, że nawet jakby się o coś oparła, to zjechała by w bok, nie majac chociaż z jednej dodatkowej strony podparcia.
Zakrwawioną chusteczkę miala na kolanach.
- Zamknęłam - potwierdzila, wgryzajac się w batona, co zajeło jej koszmarnie długo i nie była w stanie mówić w czasie gdy przeżuywała go powoli i metodycznie, bo nawet to było ogromnym wysiłkiem. Zapewne męczylo samo patrzenie na nią i jej spowolnione ruchy i reakcje, odpowiadała też ze znacznym lagiem, jakby usłyszenie słów, ulożenie ich w głowie, a potem sformowanie w niej i wypowiedzenie odpowiedzi bylo już czymś kosmicznie trudnym.
- Oby. Bo jak nie.. - cieżko jej było mówic coś więcej, złożone zdania byly chwilowo nie do osiagnięcia. Ugryzła znów batona i zamilkła na dobre trzydzieści sekund, które dla niego pewnie były jak wieczność. Ona jak w spowolnionym tempie, on jak zawsze na wysokich obrotach i do tego z wizją, że jednak nie umrze jako roślina do końca tego roku.
- Jak? - zapytala chyba samą siebie, zeby przywrócić sobie w głowie pytanie Williama - Najdalej - dawno się tak nie cuzła, dawno nie blokowała nikomu mocy tak specyficznej i działającej caly czas i to w tak destrukcyjny sposob. Być może wszystko się na siebie nałożyło, łącznie z jej wycieńczeniem od dobrego miesiaca. Zapewne. Ale to nic, przejdzie jej, za dzień. Czy tydzień. Nie zmieniła by zdania, gdyby ktoś ją zapytał czy było warto.
Zaczęła przechylać się niebezpiecznie w jedna stronę na krześle, więc podparła się mocniej ręką, ale niewiele to dało.William Hopper - 2018-08-05, 21:19 Och, Hopper doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie było proste, żyć z tym co się zrobiło, żeby przetrwać. Taki był ten świat, gdzie wyborem było człowieczeństwo albo życie. W pewien sposób, martwym było łatwiej, nie musieli przez to przechodzić. Koniec końców, osobę która umarła nie obchodziło, że była martwa. To był problem tych, którzy przeżyli i musieli potem poradzić sobie ze złożeniem tego wszystkiego do kupy.
Hopper uważnie obserwował siostrę, gotowy w każdym momencie ją złapać. W końcu to on jej to zrobił. Cholera. Za kilka godzin poczuje się lepiej, na razie najważniejsze było, żeby dopilnować, żeby do tego czasu była w jednym kawałku. Mimo wszystko... Hopper nie mógł opanować jakiegoś dziwnego podekscytowania. Zamknęła to. Zrobiła to. Zatrzymała jego moc. Nie zostało mu już góra pół roku. Nie będzie mu się pogarszać. Nie musiał się martwić czasem, który mu pozostał. Nie musiał martwić się, że za kilka miesięcy umrze, zostawiając złamaną Wallace, która znowu wróci do heroiny. To wszystko nie miało okazać się najgorszą decyzją, jaką podjął w życiu, zniszczeniem dziewczyny, na której z jakiegoś dziwnego powodu mu tak niesamowicie zależało. Cholera jasna, musiał jej powiedzieć, że to nie był dla nich koniec. Już nie.
Mimo wszystko, Will spokojnie pokiwał głową, nie pokazując tego nagłego wybuchu radości w jego głowie. Zajmie się tym... za chwilę. Na razie Mercy.
- Dobrze - odpowiedział jej, patrząc jak przeżuwała tamten kęs batonika. To powinno jej choć trochę pomóc, w końcu węglowodany proste i taka ilość kalorii zawsze robiły swoje.
- Mercy. Zrobiłaś to. Zablokowałaś moją moc. Właśnie kupiłaś mi kilka lat życia - odpowiedział jej, zdanie po zdaniu, nie mogąc już dłużej powstrzymywać uśmiechu. Cholera, to było dziwne uczucie. Chyba do końca do niego nie pasowało.
Błyskawicznie podparł ją jedną ręką, kiedy zaczęła się przechylać, żeby potem złapać ją już porządnie i nie pozwolić jej się przewrócić. Cholera, ona naprawdę była ledwo żywa.
- Hej, co ty na to, żeby odstawić cię do twojego pokoju, gdzie będziesz mogła się położyć? - spytał łagodnie. I tak, był gotowy i przenieść ją na drugi koniec Bractwa, choćby miał ją nieprzytomną sobie przerzucić przez ramie jak jakiś worek ziemniaków.Michael Ryan - 2018-08-05, 23:28 // po zebraniu
Michael nie zdążył na zebraniu powiedzieć Willowi ani reszcie o swoim klonie nazywającym się Richard, a raczej o bracie, który miał taką samą mordkę jak on, dlatego postanowił poszukać prawdopodobnie przyszłego lidera Bractwa na własną rękę. Nie byłoby to trudne jeśli od razu by go zaczepił, ale nie Mike musiał jeszcze załatwić parę spraw jak nagła toaleta. Cóż zwykły ludzki kaprys i może z jego mocą by poszło szybko, gdyby nie jego przypadłość powolnego czytania komiksów na kibelku...
Dlatego po jakimś czasie zaczął szukać mózg Bractwa po całym terenie. Może dla jego umiejętności nie było to trudne, ale zgubienie się nadal w tym nowym terenie było czymś zwyczajnym. Stołówka nie była na szczycie listy do sprawdzenia, przecież kantorek, który kiedyś służył na mopy był ważniejszy... Jednak otwierając jej drzwi od razu zobaczył niecodzienną scenerię. Willa podtrzymującego Imari. I może i by się cieszył z tego znaleziska, gdyby dziewczyna wyglądała jakby miała prawdopodobnie wyzionąć ducha. Podbiegł do nich znienacka i stanął z drugiej strony Imari.
- Szukałem cię Will, ale co się stało Imari, wygląda jakby zużyła zbyt dużo energii na coś i miała za chwilę odlecieć. - sam przygotował się na łapanie dziewczyny
Czy katem oka mógł jednak zauważyć blask radości w oczach Hoopera? Prawdopodobnie, jednak teraz liczyło się jego przyjaciółka, która wyglądała tragicznie. Mike mógł rozpoznać co jej jest, sam cierpiał na tę przypadłość niestety. Jakby nie pilnował wagi, kaloryczności i innych badziewi to równie dobrze by mógł zdechnąć z głodu i to w znacznie krótszym czasie niż przeciętny człowiek.
- Potrzebujemy jakiś napojów z izotonikami, by uzupełnić elektrolity w pierwszym ruchu. - popatrzał na Willa z pretensją, bo widział batona owszem, ale przy jej stanie przeżuwanie raczej mogło skończyć się jeszcze zadławieniem.
To przecież jej brat do jasnej anielki był mózgiem, Mike mało wiedział o takich rzeczach, jednak dość szybko się uczył i treningi jakie miał z Chris, trochę mu uświadomiły na temat jego własnej mocy. Zawsze wiedziała jak jego przeforsowany organizm dożywić.
- Zaraz wrócę jakieś napoje powinienem mieć w pokoju, ale mogą dużo nie zdziałać, bo tutaj powinno być nieco większe sprężenie potrzebne. Oj Imari stracha mi napędzasz. - zagryzł wargę zerknął jeszcze na Willa – Nie pozwól by zemdlała, będzie musiała wypić, bądź skończy się co najmniej czterema kroplówkami, co by też jej nie zaszkodziło. Zaraz wracam. - i tyle go było
Mike był zły, chociaż tak naprawdę nie wiedział co Imari zrobiła. Wiedział natomiast o jej złym samopoczuciu ostatnim czasy i wcale mu to nie pomagało w racjonalnym zrozumieniu tej sytuacji. Jak jeden z kandydatów na Lidera mógł doprowadzić drugą osobę do takiego stanu. Dlaczego Imari zużywał więcej energii niż powinna? To mu się kołatało w głowie podczas biegu do pokoju. Szybko zatrzymał się w nim i wyciągnął dwie butelki napojów. Czuł jednak, że może skończyć się to na kroplówkach, bo jej organizm był już słaby wcześniej...
Wrócił bo niespełna minucie i postawił dwie butelki przed dziewczyną otwierając jedną i lecąc na kuchnie w poszukiwaniu czegoś takiego jak słomka do picia. Musiała tam być, bo ostatnio robił lekką dostawę i dodał tam jedno opakowanie. Wrócił z nią i szklanką, gdzie wlał napój i podał w stronę prawdopodobnie słaniającej się dziewczyny.
- Pij moja droga, wszystko będzie w porządku. - powiedział z troską w głosie i popatrzył na nią z czułością. Naprawdę bardzo ją polubił i nie chciał by jej organizm zbyt długo potem dochodził do siebie...Imari Blanc - 2018-08-06, 12:31 Złożenie wszystkiego do kupy jak widac na razie szło Imari dość słabo, by nie powiedzieć - wcale. Nie spała dobrze, nie mialą ochoty na jedzenie, schudla, zmizerniała. Zmuszała się do robienia czegoś ze sobą, żeby nie popaść w jakieś odrętwienie, ale i tak się tak czuła. Wiedziała, że tą pomocą Willowi się dobija, powoli ale skutecznie jak widać. Starała się wziać w garść, ale za każdym razem wyskakiwalo coś nowego co to uniemożliwiało i.. tak jakoś to szlo, a raczej spadało powoli, jak na zwolnionym tempie. W końcu musiało jej się jakoś udać wziac za siebie.. prawda? Nie mogła trwać w takim pogarszajacym się stanie. Na chwilę obecną jednak mało co o tym myślała. W ogóle mało co myślała, czemu ciężko się dziwić. Wiedziala, że Will zapewne cieszy się z tego co się stalo, co mogło się udać - i według Imari udalo się i to calkiem sprawnie. Wiedziała, że będzie musiała to kontrolować, ale.. ale to potem. Nie teraz przecież. Gdyby musiała włąśnie użyć swojej mocy jeszcze raz zapewne byloby z nią słabo. Chociaż kroplówka przydała by się kobiecie już teraz.
- Wiem - uśmiechnęła się, widzac jaki jest zadowolony i jak go powoli zaczyna roznosić ta świadomość. Wiedziała, że zapewne bedzie chciał powiedzieć komukolwiek, kto jest dla niego ważny. Cieszyła się razem z nim, ale ciężko było jej to teraz pokazać po prostu.
- Dobry pomysł. Nie bede zajmować czasu.. - i w tym momencie wparował Majki, ale Imari naprawdę długo zajęło by zrozumieć kto się pojawił. Dopiero gdy odezwał się za drugim razem. Wdzięczna była Willowi, że ją przytrzymał, inaczej leżała by już nosem w podlodze i miała chyba siłę tylko na to, by odwrócić twarz w bok.
Co prawda z batona zrobiła tylko dwa gryzy, bo potem stwierdziła, że boli ją szczęka i to może poczekać, ale na szczęscie nie zadławiła się nim. Chociaż przez chwilę myślała nad tym, by wpakować go sobie do ust i połknąć całego, zeby nie męczyć się z gryzieniem.
Usłyszała, że mówi jej imię, ale nie miała czasu zareagować, bo teraz dla Michaela pewnie miała tempo i szybkość reakcji porównywalną do leniwców z Zootopii. Pewnie musiał by przy niej wykorzystywać całe swoje pokłady cierpliwości obecnie.
Zmarszczyła brwi, nie dotarły do niej wszystkie slowa, które wypowiedział, bo zapewne mówił dla niej za szybko - w końcu kierował swoje słowa do Williama.
- Gdzie poszedł? - proste, krótkie formy, tak. Na nic wiecej jej nie stać. Uniosła wzrok na Hoppera, marszcząc brwi.
Nie miała siły dyskutować z tym, że ktoś podstawia jej pod nos jakiś napój. W sumie to by się napiła. A potem poszła spać ,tak na miesiac. Czy może zapaść w sen zimowy? Wiosenny? Obojętne, byle długo. Wyciągnęła rękę po butelkę, ale zapewne Majki musiał nadal ją trzymać, bo mogła ją upuścić i rozlać zawartość.
- Będzie - potwierdziła po prostu - Jak.. się wyśpię - dodała jeszcze. Chociaż z tym pierwszym to raczej miała na myśli WIlliama. I nawet nie zauważyla tego moja droga.
Izotonik miał dziwny smak i dopiero po kilku łykach doszło do niej co właściwie pije i po kilku kolejnych, że to mądre całkiem, taki napój teraz. Nie miała pojecia czy Hopper go przyniósl a Majki tylko pomaga czy co innego, bo jego przemieszczanie się z użyciem mocy w ogóle umykało jej uwagi. Zresztą czas był teraz dość.. względny. Wszystko bylo trochę jak w kisielu i za mgłą.William Hopper - 2018-08-14, 06:02 Miał kontynuować upewnianie Mercy, że absolutnie nikomu nie przeszkadzała i że jej brat powinien nosić ją na rękach przez co najmniej tydzień. Kiedy nagle, znikąd (a raczej z drzwi do stołówki) wyłonił się Mike. Cóż, tyle dobrze że nie zrobił tego kilka minut wcześniej... ale i tak, powinni byli znaleźć sobie lepsze miejsce na rozmowę.
Początkowo zapowiadało się naprawdę niewinnie, ot, był zmartwiony o Imari... A sam Hopper pewnie musiał wyglądać, jakby właśnie radośnie tańczył na jej grobie. Szybko zapanował nad swoją mimiką, ale cóż, Mike działał na znacznie szybszych obrotach niż zwykli ludzie, a nawet jeśli tak by nie było, ciągle miałby spore szanse zauważyć radość Willa. Cóż, trudno, najwyżej za tydzień dowie się, że nie dość że zamordował Wallace, to jeszcze próbuje zamordować własną siostrę.
- Właściwie, to zużyła i całkiem prawdopodobne, że ma dokładnie taki zamiar - skomentował. Ale hej, to przecież nie wydarzy się na warcie jej starszego brata.
Problem pojawił się, kiedy Ryan wpadł na pomysł, żeby ratować Mercy, swoim sposobem, a Hopper nawet nie za bardzo miał kiedy się wciąć w ten jego monolog, co jakiś czas przerywany kolejnymi zniknięciami Mike'a i uświadomić go, dlaczego to nie zadziała. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak dopilnować, żeby siostra mu nie zemdlała przez następne kilka minut.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział jej. - Po prostu zjedz do końca batona, okay? Powoli, małymi gryzami. - W końcu przecież widział jak się z tym męczyła, a była w stanie, gdzie trzeba było przypominać jej podstawy.
Kiedy Mike w końcu przyniósł butelki, Hopper podniósł jedną z nich, żeby zerknąć na tabelę wartości odżywczych. Tak jak myślał, napój był dedykowany do ciężkich treningów, więc miał w sobie naprawdę sporo węglowodanów. Dlatego, kiedy Mike postawił szklankę przed Mercy, Will ją po prostu zabrał.
- Po pierwsze, musimy podnieść jej stężenie glukozy we krwi, żeby nie zemdlała. Moglibyśmy to zrobić jakimś napojem, gdyby nie: po drugie. Po drugie, jest wycieńczona i wychudzona, a w takim stanie, jeśli gwałtownie podniesie jej się poziom glukozy bez wcześniejszego wypełnienia jej żołądka czymś, co nie jest płynem, zrobi jej się cholernie niedobrze i zacznie wymiotować. Nawet jeśli dostarczy się jej jakieś sole, praktycznie nic nie wchłonie ze względu na wymioty - wyjaśnił. - Swoją drogą, z minerałów które dostarcza większość izotoników tylko sód i potas mogą jej się względnie przydać, w zasadzie to do końca nie mam pojęcia, nikt chyba nigdy nie badał jak właściwie zachowuje się jej organizm w trakcie używania mocy. O ile tylko nie wstaje i nie zaczyna biegać, to w zasadzie ich nie potrzebuje, raczej właśnie energii - dodał jeszcze. Przy tych bardziej fizycznych mocach, jak ta Mike'a to miało znaczenie... ale nie przy mocy Mercy, ona po prostu nie miała jak tego zużyć. Nie żeby izotoniki były ogółem kiepskim pomysłem, w końcu zawierały ten mistyczny cukier. Po prostu, kiedy już zje tego batona.