William Hopper - 2018-09-20, 19:19 Och, uwielbiał kiedy tak odwracała kota ogonem. Tak, to był idealny moment na to, skąd ona miała tak świetne wyczucie czasu? Dostała w pakiecie z empatią?
- I mówię ci, że nie ma - odpowiedział zupełnie spokojnie, nie dając po sobie poznać, że już udało jej się go zirytować. - Będzie okay, Mattie - dodał jeszcze łagodnym tonem, żeby ją uspokoić. Oczywiście, nie miał pieprzonego pojęcia czy będzie okay. Całkiem przydałoby mu się w tym momencie. Rzecz w tym, że musiał coś zrobić, żeby bardziej nie panikowała.
Nie znosił tego, jak uniosła tę brew. Przecież doskonale wiedziała, co o tym myślał, prawda? Nie musiała przewiercać go takim świdrującym spojrzeniem, nie musiała wymuszać od niego odpowiedzi. Przecież wiedziała. Musiała. Przecież w zasadzie niemal to powiedział, tak? Poza tym, znała go lepiej niż ktokolwiek inny... A mimo to, musiała go zmuszać, żeby to powiedział na głos. Cholera, dlaczego to było takie trudne? Nie miało żadnego szczególnego powodu, żeby było. To przecież były tylko słowa.
- Nie, ja nie... - wybąkał, robiąc nienaturalnie duże przerwy między słowami i nawet nie kończąc zdania. Była zadowolona, huh?
I to, co to wszystko dla nich znaczyło... To było naprawdę dużo. Will myślał, że sporo się zmieniło, kiedy zaczęli nazywać to związkiem. Ale teraz, kiedy zaczęli mieć wspólną przyszłość, tak wyraźnie namacalną... Zabawne, nigdy sobie tego nie wyobrażał. Kiedy jeszcze miał coś przed sobą, był dzieciakiem, nie myślał o czymś takim. Potem zaczął się ten cały syf, musiał się ukrywać, najpierw przed tymi, którzy go porwali, potem przed ludźmi Gardnera. Sprawa nie zdążyła wystarczająco przycichnąć, a zaczął się ten cały cyrk z DOGS i polowaniem na mutantów. Tak,myślał, żeby wyjechać, ale nie chciał zostawiać tego wszystkiego za sobą, myślał że ciągle miał tutaj rodzinę. Tak naprawdę nie miał prawdziwego powodu żeby to zrobić, potrafił się ukrywać i chyba już nie wierzył, że będzie potrafił być normalny. Nie miał dla kogo. A potem okazało się, że wcale nie zostało mu tak dużo życia, że podróż samolotem nie wchodziła w jego wypadku w grę. Chciał to wszystko po prostu zamknąć, a wtedy stało się to. I o ile wcześniej myślał, że kilka lat to jak wygrana na loterii, to teraz rozumiał jak to było cholernie mało. Jak miałby zostawić Matilde samą z małym dzieckiem? Chciałby zobaczyć jak dorasta. Chciałby jakoś wrócić do tej pieprzonej normalności, mieć ten głupi dom z ogródkiem, w którym ciągle trzeba coś naprawiać, bo budowali go jacyś skończeni idioci. To była cholernie dziwna wizja... ale co, jeśli to wszystko zmierzało właśnie w tę stronę? Obydwoje na to zasługiwali... o ile ona też tego chciała. Nie rozumiał jakim cudem może mieć równocześnie tak duży mętlik w głowie i wrażenie, jakby coś stało się tak niesamowicie proste. Równocześnie miał gulę w gardle, nie miał nawet pojęcia dlaczego, i tak cholernie chciał ją pocałować... Więc po prostu wstał i to zrobił. Nawet nie wiedział, kiedy jego ręka wylądowała na jej brzuchu.
Ale te jej kolejne słowa... To nie miało sensu. Przecież mówiła mu, że to była okropna wizja. To po niej sięgnęła znowu po heroinę. Zmarszczył brwi, próbując ją zrozumieć. Wydawało mu się, że... że jej też podobała się ta wizja, ale skąd w ogóle miałaby o tym wiedzieć. Przecież nawet nie powiedział nic na głos. Był skończonym idiotą, który po prostu dopowiadał sobie w głowie rzeczy, które mu się podobały.
- Co zobaczyłaś? - spytał. Chciał to jakoś zrozumieć.Matilde Wallace - 2018-09-20, 21:28 – Dlaczego nie możesz mi tego ułatwić i tak po prostu być na mnie zły? – wyrzuciła z dość niezrozumiałym i irracjonalnym wyrzutem. I… tak, chyba właśnie go prosiła o to, by się na nią zaczął wściekać. Ale po prostu to jak ją uspokajał, to jak ją próbował pocieszyć… nie zasługiwała na to. Po prostu. Przez swoje głupie zachowanie mogła doprowadzić do tragedii i bynajmniej nie powinien być teraz dla niej taki… taki dobry. Nieważne, jak wiele to dla niej znaczyło. Po prostu potrzebowała, by był na nią zły.
I w sumie chyba rzeczywiście była zadowolona, kiedy uzyskała od niego tę odpowiedź. I nie chodziło o to w jaki sposób jej odpowiedział, nie. Po prostu… Tak – znała go, ale w tej jednej kwestii… nie była aż tak bardzo pewna siebie. W tej jednej kwestii potrzebowała jasnej odpowiedzi. W tej jednej kwestii nie potrafiła czytać między wierszami. Ale to co jej powiedział… To, że on też nie chciał… Tym razem to Matilde się uśmiechnęła. Ciepło, radośnie i… w sposób zupełnie niepasujący do niej. Cholera, to nie było aż tak straszne jak się wcześniej spodziewała. I po co było to wszystko? Po co był ten cały stres przez ostatnie cztery dni? Wallace z jakąś dziwną nadzieją w oczach wpatrywała się w twarz Willa. Wierzyła, że im się uda. Kiepsko, chujowo, ledwie, ale… ale w ich stylu. I choć nie potrafiła czytać w myślach, to z jakiegoś powodu chyba wiedziała co krążyło po głowie Willa. To jak na nią patrzył… to było coś czego zawsze przecież chciała. I ona też tego wszystkiego chciała. Nie miała więc powodów, by nie odwzajemnić tego pocałunku. Nie miała powodów, by nie zacząć tonąć w tym dziwnym, zupełnie dla niej nowym szczęściu. I kiedy poczuła jego dłoń na swoim brzuchu, Matilde na moment zamknęła oczy, niezgrabnie kładąc swoją dłoń na jego ręce. Byli rodziną.
– Ja… rozmawiałam o tym z Simonem i… –westchnęła, z jakiegoś powodu zaczynając się denerwować. Może po prostu wyczuła to, że Will źle ją zrozumiał...? Matilde potrząsnęła głową. – Ta dziewczyna… Ona pokazuje coś czego bardzo chcesz i… – zaschło jej w gardle, dlatego na moment przerwała, by odchrząknąć. Czuła się z tym głupio. Zwłaszcza teraz, kiedy to wszystko się naprawdę działo. – Ja… widziałam ciebie i… i jego – spuściła wzrok na ich dłonie, ale tym razem nie odważyła się ponownie na niego spojrzeć. Policzki zaczęły wręcz ją palić. Czuła się tak bardzo głupio. – Po prostu… wiedziałam, że… że nigdy tego nie będziemy mieć, bo… bo jesteśmy nami… – Wallace wzięła głęboki oddech, by po chwili odsunąć się od niego i obrócić w kierunku drzwi. Było jej wstyd i nie potrafiła dłużej się na niego patrzeć. Z jakiegoś powodu wiedziała, że prawdopodobnie ją zrozumie, ale mimo to nie chciała zobaczyć na jego twarzy tego co o tym wszystkim myśli.
– Tak, wiem jak żałośnie to teraz brzmi! – powiedziała stanowczo zbyt nerwowo. – Ale ja nigdy nikogo nie miałam i… wtedy byłam przekonana, że nigdy nikogo mieć nie będę, a teraz… a teraz… Pewnie wszystko zepsułam. I och… – jęknęła. I za cholerę nie potrafiła wyjaśnić dlaczego tak nagle zaczęła zmierzać w kierunku wyjścia. Po prostu nie chciała widzieć tego, jak bardzo jest nią rozczarowany.William Hopper - 2018-09-22, 22:36 Słysząc jej pretensję, Will po prostu na nią spojrzał. Naprawdę? Naprawdę? Nawet nie miał siły się zastanawiać, jak bardzo to co mu powiedziała, nie miało sensu i było wbrew jakimkolwiek prawom logiki. Ale czego innego miałby się po niej spodziewać? To była Wallace. Dopiero gdyby zrobiła coś, co byłoby najlogiczniejszym i najprostszym wyjściem z danej sytuacji, powinien zacząć się martwić.
- Jesteś najdziwniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek poznałem - poinformował ją tylko. A mimo tego, z jakiegoś powodu ciągle z nią tutaj był, a ten jej uśmiech chyba nawet zupełnie wynagradzał mu to, jak zmusiła go do wybąkania tych kilku słów. Jak wielkiego dziwaka to z niego robiło? Chyba byli siebie warci.
To było naprawdę dobre uczucie, po prostu stać tutaj z nią, z ich dłońmi na jej brzuchu. Warto było spróbować. Być normalnymi, przynajmniej jak na ich standardy, mieć jakąś przyszłość. W głowie Hoppera mnożyło się coraz więcej wątpliwości, ale przecież musieli dać radę. Skoro dali radę znaleźć sposób, żeby ciągle był żywy, czy cokolwiek jeszcze mogło ich przerosnąć? Byli zbyt uparci, żeby przegrać.
Will w milczeniu słuchał kolejnych słów Matilde, próbując sobie to wszystko poukładać w głowie. ...był jej marzeniem? On i dziecko? To była naprawdę dziwna perspektywa, być czyimś marzeniem... Ale czy on przypadkiem nie zobaczyłby tego samego? Nigdy nie zastanawiał się nad takimi rzeczami, w jego życiu już od lat nie było miejsca na jakieś mrzonki, musiał trzymać się rzeczywistości... Myśl, że to marzenia doprowadziły ją do takiego stanu wydawała mu się kompletnie surrealistyczna... Ale to chyba właśnie przez to nie pozwalał sobie o nich myśleć od tych jedenastu lat. Złapał ją za dłoń, kiedy tylko zorientował się, że zamierza się stąd ruszyć.
- Naszą najlepszą kryjówką jest hiszpański ląd. Dokąd myślisz, że się wybierasz? Nie mam zamiaru jeść obiadu sam - stwierdził po prostu.Matilde Wallace - 2018-09-23, 18:25 Matilde zgromiła go spojrzeniem. Dlaczego on nigdy nie robił tego o co go prosiła? Czemu musiał mieć aż tak złośliwą i wkurzającą naturę? Wallace zacisnęła usta w cienką linijkę, by ostatecznie po prostu się poddać i wywrócić oczami. On nie miał zamiaru się na nią wściekać, prawda? Nie miał zamiaru tak po prostu zacząć jej obwiniać? Najwidoczniej nie było sensu mu więcej tłumaczyć jak bardzo to co zrobiła było złe i szkodliwe, bo i tak nie miał tego zrozumieć. I niby był tym wielkim mózgiem, huh?
– No i świetnie – wyrzuciła ze złością na ten jego jakże wysublimowany komplement. Ale czy właściwie było możliwe zbyt długie wściekanie się na niego? Zwłaszcza w takich okolicznościach? Cholera, właściwie nie potrafiła do końca uwierzyć w to co się działo. To jak Will zareagował na wiadomość o ciąży… to, że chyba… chyba nawet się cieszył… Matilde chyba jeszcze nigdy wcześniej nie czuła do niego więcej niż w tym momencie. To zabawne, jak los bywał przewrotny. Kiedy go poznała prędzej, by uwierzyła, że się pozabijają niż to, że dotrą w takie miejsce. A jednak… a jednak była dla nich nadzieja. I zasługiwali na to wszystko.
I kiedy tak będąc bliska płaczu zmierzała ku wyjściu, nagle poczuła dłoń na swojej dłoni… nie wytrzymała. Po prostu całe to ciśnienie nagle z niej zeszło w tej jednej pojedynczej łzie. Ale nie chciała, by na to patrzył. Po prostu nagle się zatrzymała, oddychając głęboko aż ostatecznie nie była pewna, że to się nie powtórzy. Wtedy obróciła się w jego kierunku i uśmiechnęła się w ten swój typowy, cyniczny uśmiech.
– Och, wiedziałam, że jednak nie jestem aż tak wielkim wrzodem na tyłku – odparowała, nawiązując do tych wszystkich razów, kiedy jęczał, że jest zbyt zajęty na obiad. A potem skinęła lekko głową, by zrobić krok w jego kierunku, położyć dłoń na jego ramieniu i pocałować go w usta. Nie długo po tym w końcu poszli na ten obiad, przy którym Wallace pewnie mu marudziła, że chciałaby, by zrobił sobie trochę wolnego i pojechał z nią do miasta.
Większość Bractwa kończyło swój dzień, a Hopper właśnie go zaczynał dwoma tabletkami metadonu. Po stanowczo zbyt krótkim śnie i przy stanowczo zbyt mocnym bólem głowy wylądował za tym pierdolonym biurkiem, w duchu modląc się, żeby przeżył jeszcze ten tydzień. Właściwie to tylko pięć dni - tyle wystarczy. Tylko do tej pieprzonej operacji. Może akurat podczas niej nie umrze, a ktokolwiek kierował tym światem może w końcu wpadnie na pomysł, że dawanie Williamowi Hopperowi po dupie nie jest najzabawniejszą rzeczą, którą można robić, kiedy w afryce giną małe sierotki. Już nie wspominając o tym, że urządzanie wojen nie było najlepszą rzeczą, którą można zrobić w wolnym czasie. Cholera, Hopper byłby lepszym Bogiem niż ten cały światowy panteon razem wzięty.
Niestety, nikt jeszcze nie zaproponował mu tej posady. Zamiast tego, miał tylko pilnować, żeby banda mutantów nie zginęła, żyjąc w samym środku wojny. Nic trudnego, prawda? Zwłaszcza, jak połowę zadań mógł porozdzielać dalej. Właśnie z tego powodu czekał teraz na Alexa, w międzyczasie zagrzebując się we własnych papierach. Dał mu ostatnio znać, żeby podszedł do biura siódmego wieczorem, ale nie sprecyzował godziny.Alex Parker - 2019-02-28, 21:14 Alex był nieco zdziwiony, gdy Hopper go do siebie wezwał. W końcu nie zdarzało się to nad wyraz często. Zastanawiał się, czy mógł coś przeskrobać, ale po dłuższym namyśle uznał, że nie. Był pewien, że William nie wiedział o jego romansie z Imari, więc też nie mógł wiedzieć o ich rozstaniu. Za porozstaniowe piwkowanie bury zebrać nie mógł, bo Parker sumienie wypełniał swoje obowiązki.
Uznał ostateczne, że być może Hopper ma dla niego jakieś zadanie. Zjawił się mniej więcej o wyznaczonej porze i zapukał do drzwi.
- Chciałeś mnie widzieć? - zagadnął do dowódcy, stojąc przed jego biurkiemWilliam Hopper - 2019-03-01, 17:00 Och, Hopper miał świadomość, że Parker kręcił się wokół jego siostry. Nie był ślepy, z resztą mógł odebrać wymykającą się w środku nocy z pokoju Alexa Mercy, jako pewną subtelną wskazówkę. Cóż, była dorosła, mogła robić co chciała - i jeśli nie chciała się zwierzać z kim sypiała, to nic mu do tego. Nie był nią, żeby na siłę wyciągać informacje ze swojego rodzeństwa.
Aczkolwiek. Hopper nie miał pojęcia o jakichkolwiek perturbacjach w ich związku - czy czymkolwiek tam sobie byli. Wiedział tylko tyle, że od tamtego porwania, Mercy nie była tą samą osobą. Powinien coś z tym zrobić... ale nawet nie miał pojęcia co. On był w tym chujowy, to ona znała się na tych psychologicznych sztuczkach. Jak miałby w ogóle pomóc?
Cóż, to nie był problem na ten moment. Chwilowo, miał na głowie wojnę i dobrze by było, gdyby wszyscy w niej nie zginęli.
- Tak - rzucił do wchodzącego Parkera. To chyba było dość oczywiste, prawda? Dał mu gestem znać żeby usiadł gdzieś tam po drugiej stronie biurka, dokończył czytać akapit (cały czas irytowało go, że od kiedy jego moc była wyłączona, nie pamiętał w połowie którego zdania skończył), zanim wyciągnął z biurka pendrive... i rzucił nim do Parkera. - Powinno jak najszybciej stać się viralem, wśród ludzi. Free Voice of Seattle nie wystarczy. Bardziej od szybkiego działania liczy się to, żeby nie byli w stanie tego ściągnąć i żeby od razu wybuchło w paru miejscach w sieci na raz.
Nie, nie powiedział co było na pendrivie. Alex sam sprawdzi albo spyta, był dużym chłopcem.Alex Parker - 2019-03-03, 17:46 Parker złapał pendrive, bo refleks miał bardzo dobry i obrócił go między palcami, obserwując.
- Nie ma sprawy - powiedział spokojnie, przenosząc spojrzenie na Hoppera.
Alex był człowiekiem ugodowym i raczej nie drążył za bardzo, kiedy kazano mu wypełnić jakieś zadanie. Tu jednak zwyciężyła czysta ciekawość.
- Co to takiego? - zagadnął, znów przenosząc spojrzenie na pendrive.
Zakładał, że coś wspólnego z mutantami. Mógł w sumie sam zaspokoić głód wiedzy i sam to sprawdzić za jakiś czas, ale skoro już siedział naprzeciwko Hoppsia...który w sumie najlepiej nie wyglądał.
- Może dobrze, jakby obejrzał cię jakiś lekarz? Nie wyglądasz najlepiej - nie znali się na tyle dobrze, by Parker wiedział, co Hoppsiowi dolega. Mógł więc to uznać za zwykłą troskę.William Hopper - 2019-03-05, 00:03 - Wygląda na to, że ten cały atak na Cormica z końca listopada to zwykły bullshit. Ustawił to z GC, zwalił na mutantów... Ludzie zginęli, żeby zrobić z niego bohatera, opinii publicznej nieszczególnie się to spodoba - wyjaśnił. Przy odrobinie szczęścia tyle wystarczy, żeby do końca zniszczyć GC i sprawić, żeby przeciwnicy mutantów szarpali się między sobą, zamiast skupiać się na Bractwie i Rebelii. Skoro mogli zyskać nieco spokoju od DOGS i przy okazji zniszczyć jednego z najgorszych wrogów nie brudząc sobie rąk, dlaczego mieliby z tego nie korzystać? Powinien myśleć o przyszłości, mimo wszystko.
- Dzięki - rzucił lekko na ten komplement dotyczący swojego wyglądu. Bez śladu jakiejś złośliwej nutki, bardziej żeby zwyczajnie uświadomić Alexowi jak sympatyczny był ze swoją troską. Mimo wszystko, Hopper powinien mu coś powiedzieć. - Moce, powinieneś wiedzieć jak chujowe czasami mogą być - dodał z krzywym uśmiechem. Musiał dać mu jakieś wyjaśnienie, inaczej prędzej czy później ktoś zacznie grzebać, a ostatnie czego Hopper potrzebował, to żeby całe Bractwo traktowało go jak umierającego. Chujowe skutki uboczne były dość powszechne, większość mutantów przez nie nie umierała, a Alex ze swoimi migrenami powinien móc się szybko do nich odnieść. Nic przyjemnego, ale równocześnie nic szczególnego.Alex Parker - 2019-03-06, 13:44 Oho. To wiele wyjaśnia. Cała ta sprawa śmierdziała z daleka, więc skoro mogli teraz to wyjaśnić, to Parker się do tego chętnie przyczyni. Przy okazji wykończą GC i będzie jednego wroga mniej.
- Jasne. Puszczę to w sieć. Postaram się, by mówili o tym wszędzie - uśmiechnął się i na tej poczciwej twarzy, zaczaił się chochlik pt" Kpt. Awesome " Ot taka złośliwa podnatura.
Gdy Hopper wspomniał o swoich mocach, a raczej jej skutkach ubocznych, pokiwał głową ze zrozumieniem. Dokładnie, sam wiedział jak to jest z nimi, mózgowcami, zwłaszcza gdy ich moce obracały się głównie wokół mózgu,
- Jasne, znam ten ból. Jakby co, mam świetne tabsy, powinny przynieść ulgę, choć na moment - nie wiedział w jakim stopniu Hoppsiu cierpi, ale tableteczkami skłonny był się podzielić.William Hopper - 2019-03-09, 17:00 Hopper patrzył, jak wszystkie kawałki układanki w głowie Parkera w końcu wskakują na swoje miejsce. Tak, nie powinni być zszokowani, to było GC... Cholera, powinien ich wykończyć wcześniej, kiedy pierwszy raz dowiedzieli się o torturach, które przeprowadzali na mutantach. Byli bezlitośni, byli ich wrogami... a w tamtym zamachu mogła zginąć Wallace. Hopper nie zapomniał wypisać sobie wszystkich ważniejszych nazwisk z tamtych dokumentów.
- Jeśli będziesz potrzebował kogoś do pomocy, sprzętu, podpiąć się do sieci gdzieś poza naszą siedzibą - droga wolna - dodał jeszcze, tym samym, niewzruszonym tonem. Cóż, może nie było go na akcji dotyczącej szczepionek, ale właściwie wszystko do niego dotarło. Parker może nie umiał walczyć, ale sprawdzał się w terenie i był wystarczająco odpowiedzialny, żeby w ogóle dawać mu wolną rękę.
Wymówka zadziałała, aż za dobrze. Dobre intencje Parkera były wręcz absurdalne. Co on mógł mieć? Kodeinę, ketonal? Pewnie uważał, że ma koszmarne migreny. Chryste, Hopper tęsknił za czasami, kiedy podobnie myślał.
Oczywiście, Parker nie mógł o tym wiedzieć. Hopper robił wszystko, żeby wyglądać lepiej, niż się czuł, właściwie cały czas był na sporej dawce metadonu... a mimo tego, musiało być po nim w cholerę widać. Ile czasu minie, zanim wszyscy zaczną go o to wypytywać? Stamtąd był tylko krok od bycia traktowanym jak umierający. Bo był umierający.
- Nie trzeba, mam własne - wyjaśnił. - Masz jeszcze jakieś pytania...? - ...bo jeśli nie, Hopper miał zamiar wracać do pracy.Alex Parker - 2019-03-12, 15:07 Alex kiwnął głową. Zadanie było proste i jasno określone. Nie trzeba było mu go dodatkowo tłumaczyć. Miał zamiar jednak skorzystać z pomocy Liama, wszak im więcej osób działających na froncie, tym lepiej dla całego zadania.
- Jasne. W razie czego dam znać - zapewnił go i w zasadzie mógł chyba wracać do siebie
Nie znając ponurego losu Hoppera i widma śmierci wiszącego nad nim, nie rozwodził się zbytnio też nad jego stanem zdrowia.
- Nie, to wszystko. Dam znać, jak będzie po wszystkim - wstał, mając już w głowie zalążek planu. Kwestia dopracowania i wszystko powinno pójść bez zarzutu.
- Do zobaczenia - pożegnał się z byłym-niedoszłym szwagrem i wyszedł
.ztMistrz Gry - 2019-12-31, 21:39 //8 kwietnia
Ostatnie miesiące nie były łatwe - szczególnie dla biednej Irminy, która po raz kolejny musiała się zmagać z absencją lidera bractwa. Rozumiała tę sytuację, w końcu Hopper walczył teraz o normalne życie, o własne zdrowie. Większość jego obowiązków była też podzielona na poszczególnych członków bractwa, ale jak to już los jej pokazał - na nią spadły w dużej mierze kwestie organizacyjne.
A po tym ataku na DOM sprzed kilku dni... O rany, rączki to miała pełne roboty! Zorganizowanie zapasów dla tak wielkiej grupy ludzi, transportów, tymczasowych lokali mieszkalnych... To wszystko, nawet mimo połączenia sił Bractwa, Rebelii i pomocy z Europy wciąż wydawało się misją nie do zorganizowania. Może właśnie dlatego przez ostatnie kilka dni Dimitrov nie opuszczała tego biura? Zanurzona w papierach, obliczając dostępne środki i możliwości praktycznie nie zwracała uwagi na ludzi przechodzących przez to marne pomieszczenie - praca z całą pewnością pochłonęła ją doszczętnie.
Przynajmniej do czasu, aż nie wyczuła, że jednak nie tylko papiery jej potrzebują...Liam Ellsworth - 2020-01-02, 20:28 // 8 kwietnia - z kuchni
Nikt nie gratulował dziewczynie awansu, ale ktoś musiał pokierować dalej Bractwem pod nieobecność Hoppera. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy chodziło o przyjmowanie nowych członków, udzielaniu porad i pomocy a także utrzymywaniu sojuszu z Rebelią.
Dzisiejszy wieczór również można zaliczyć do pracowitych. Liam z towarzyszącą mu Imari, przyprowadzili pod drzwi biura Chloe. Liam zapukał i kiedy usłyszał pozwolenie, nacisnął klamkę otwierając drzwi i wpuszczając pierw dziewczyny do środka. Sam wszedł na końcu, zamykając skrzydło za sobą.
- Przepraszam że przeszkadzamy, ale nowa koleżanka szukała bractwa i chciała przyłączyć się do nas.
Przedstawił powód przybycia z przeprosinami za zakłócenie spokoju i analizie papierkowej. Bo nie da się nie zauważyć w czym teraz jej uwaga była skupiona.Imari Blanc - 2020-01-08, 20:45 /8 kwietnia z kuchni
Weszła do pomieszczenia po Chloe, uśmiechnela sie do zastepcy Lidera. Mało miała z nią kontaktu, tyle ile było trzeba. Nie miała potrzeby tej znajomości pogłębiać.
Liam już wyjaśnil co tutaj w trójkę robią, więc Imari nie dodawała niepotrzebnych trzech słów, które niczego nie zmienią. Rozejrzała się po pomieszczeniu, przyzwyczajona do przebywania tutaj, gdy byl tu jeszcze William.
Serce ścisnęło jej się na moment, zagryzła wargi i wróciła spojrzeniem na Liama, by oderwać myśli od przeszłości.