Leilah do tej pory siedziała w swojej czarnej skórzanej kurtce i ciężkich butach na jednym z foteli z nogą przerzuconą przez oparcie na rękę, w pewnym oddaleniu od centrum zebrania i bawiła się jednym ze swoich noży dłubiąc w paznokciach lub po prostu nim podrzucała. Tak wiele się ostatnio wydarzyło. Tak wiele, że stało się coś co wcześniej uważała za niemożliwe. Zepchnęła śmierć córki nieco dalej w swojej głowię, Stałą przy boku Colleen. Ale Colleen teraz nie było, nie było taj, którą przyrzekła chronić najbardziej. No i atak na Bractwo, w którym wałczyła, i w wyniku którego była ranna na tyle, że dopiero niedawno doszła do pełni sił. Wsłuchała się w słowa Hoppera. Zdecydowanie nie podobało się jej to, że akurat on przewodził ostatnio. Pomijając juz fakt, że nie mogła mu wybaczyć faktu, że nic nie zrobiła dla jej córki, nie ufała, że cokolwiek dobrego wydarzy się w trakcie rządów faceta, którego jedyną zaletą jest jego super inteligencja. To tak jakby szalony profesor fizyki czy chemii miał przewodzić całemu państwu. Nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Leilah przytsłuchiwała się też wypowiedziom kolejnych osób. Chyba najbardziej z nich wszystkich szanowała i lubiła Ricky. Dlatego jakże wielkim zaskoczeniem były słowa Matilde. Leilah uniosła brew lekko do góry spodziewając się jakiegoś głupiego żartu ze strony Wallace po tych słowach.
-Cóż to trochę niespodziewane. Nie jestem dobra w przemowach czy autoreklamie, ale mogę obiecać, że będzie inaczej niż było. Bardziej aktywnie choć z rozsądkiem. Ale nie obniecuję złotych gór. Zresztą decyzja jest w waszych rękach. Jeśli powierzycie mi tą odpowiedzialność zrobię co w mojej mocy by było dobrze. Ale każde z was musi mi w tym pomóc. Przydałoby się zacząć od rozwiązania wewnętrznych napięć. To zawsze osłabia morale Leilah powiodła wzrokiem po wszyskich. Nigdy nie myślała wcześniej o roli przywódcy. Zawsze była wojownikiem. Ale czasy się zmieniają prawda?Dale Fowler - 2018-07-03, 14:34 Tak wiele zdarzyło się w ciągu ostatnich dni...
Ten cały atak na bractwo, uprowadzenie Colleen, to, co spotkało jego. Fowler nie mógł sobie wybaczyć tego, że zabrakło go tutaj - przy niej. Co prawda... Chyba uczucie, którym ją darzył swojego czasu wygasło, ale nie zmieniało to faktu, że była mu bliska. Powinien był ją obronić, gdyby... Gdyby tylko był obok.
Niestety nie pozostało mu nic innego, jak tylko wpisać ją na bardzo długą listę osób, którym powinien pomóc, ale nie potrafił.
W tej chwili? Nie było jej, mnóstwo ludzi zginęło, a pozostała przy życiu resztka próbowała jakoś ogarnąć ten chaos, który powstał po wyżej wspomnianych wydarzeniach.
Na zebraniu znalazł się również Dale - który na samym początku nie traktował tych ludzi jak 'swoich', który nie potrafił się odnaleźć wśród nich. Po tym wszystkim jakoś... Cóż, poczuł się z nimi w pewien sposób związany. Być może też częściowo odpowiedzialny za nich - co było dla niego zupełnie nowym uczuciem. Przez całe życie radził sobie sam, nie potrzebował właściwie nikogo... W tej chwili miał wrażenie, że jest na swoim miejscu - przynajmniej częściowo. Nawet nie rozważał już opuszczenia bractwa, przynajmniej nie na chwilę obecną.
Dlatego stał teraz w kącie oparty o ścianę i słuchał tego, co mają do powiedzenia inni członkowie bractwa. Sam nie zamierzał się udzielać, w końcu... Nie miał zbyt wiele do powiedzenia, nie był kimś, kto mógłby im powiedzieć co mają robić.
Podobnie jak on nie uważał ich za swoich - oni mogli myśleć, że nie jest jednym z nich. Dlatego milczał.
No, a przynajmniej do chwili, gdy nie usłyszał swojego nazwiska. Zmarszczył nieco brwi słysząc, że Matilde (której swoją drogą bardzo wiele zawdzięczał) wytypowała jego jako przywódcę. Poczekał, aż wypowie się Lelilah i aż uśmiechnął się pod nosem słysząc jej wypowiedź. Och, zdecydowanie zabrzmiało to tak, jakby miała parcie na władzę. Nie znał jej, być może się mylił, ale takie właśnie było jego pierwsze wrażenie.
Odsunął się trochę od ściany i zrobił krok do przodu, by wszyscy mogli go dobrze usłyszeć.
- Nie wydaje mi się, żebym nadawał się na lidera. Mogę... Mogę wam pomóc pod względem militarnym, pod względem obrony nowej siedziby, ale to chyba wszystko czego możecie ode mnie oczekiwać. Tak naprawdę mnie nie znacie, ani ja nie znam was - może z drobnymi wyjątkami. Nie mógłbym przewodzić grupie ludzi, która nie ufa mi i której nie ufam ja. - powiedział pewnym tonem, po czym obrzucił spojrzeniem wszystkich obecnych i wrócił do swojej poprzedniej pozycji. Skrzyżował ręce na piersi i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.William Hopper - 2018-07-03, 15:51 Hoppera naprawdę zdziwiło te nagłe słowa uznania i poparcia ze strony Michaela. Szczerze powiedziawszy, nie uważał się za materiał na lidera, może i był inteligentny, ale nie był kimś, za kim inni mogliby pójść, przynajmniej sam się za kogoś takiego nie uważał. Nie był inspirujący. Nie wzbudzał zaufania. Nie potrafił tworzyć zdrowych relacji ani funkcjonować w społeczeństwie... i miałby przewodzić jakąś grupą wystraszonych, żądnych zemsty ludzi, którzy byli o krok od własnego upadku? Po prostu nie był do tego odpowiednim człowiekiem.
Legion też miał rację. Od ataku na Bractwo Will pracował za wszystkich martwych i nieobecnych i, prawdę mówiąc, miał już tego serdecznie dość. Chociaż, prawdę mówiąc, nie miał pojęcia czy kiedy nie będzie miał tyle na głowie, będzie mniej pracować. Prawdziwe pytanie brzmiało: co było skutkiem tego wszystkiego, a co przyczyną.
Za to Hopper kompletnie nie spodziewał się nagłego poparcia ze strony Ricky Roseberry. Czy ona przypadkiem ostatnio nie uznała, że jest fatalnym przywódcą? Ludzie. Hopper uwielbiał ludzi, ich niekonsekwencje i ciągle zmiany zdania. Mimo wszystko, nie miał zamiaru zwracać na to uwagi, zamiast tego wolał zająć się kwestiami merytorycznymi.
- Wydaje mi się, ze rozdzielenie obowiązków lidera na więcej osób jest dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek potrzebujemy jednej, konkretnej osoby, która będzie rządzić tym syfem. Nie możemy sobie pozwolić na obrady i dyskusje, kiedy będziemy potrzebować szybkiej decyzji w kryzysowej sytuacji - zauważył. - Z resztą, ewentualne, nowe rozdzielenie obowiązków to już decyzja przywódcy, kimkolwiek on będzie.
Nieszczególnie zdziwiła go reakcja Wallace, przecież dobrze go znała, wiedziała jaki był i dlaczego się do tego nie nadawał. I o ile ta nagła myśl rewolucyjna u Matilde lekko go zdziwiła, w końcu nigdy nie wydawała mu się szczególnie zainteresowana sprawami Bractwa ani walką samą w sobie, to to nie było nic szczególnie dziwnego. Nie rozmawiali na takie tematy, a to, że Wallace nie miała szczególnie dużo cierpliwości nie było niczym nowym. Dopiero kiedy zaproponowała na nowego przywódcę Leilah Addams Hopper zrozumiał, co ona robiła.
Ona nie dbała o Bractwo. Nie próbowała znaleźć najlepszego możliwego rozwiązania. Ona nawet nie mówiła czegoś, w co wierzyła. Chciała dać innym rozwiązanie - jakiekolwiek rozwiązanie - inne niż wybieranie Hoppera na przywódcę. Nie obchodziło jej ile szkód wywoła ten jej pomysł i jak fatalnym wyborem była Addams, z czego przecież doskonale zdawała sobie sprawę. I właśnie to go w pewien sposób zirytowało, a równocześnie rozczarowało..
- Jeśli mam być szczery, jesteś jeszcze bardziej chujowym wyborem ode mnie, Addams. Bez obrazy, oczywiście - stwierdził. - Jesteś kimś, kto najpierw działa, o petem myśli, a w naszej obecnej sytuacji nie możemy sobie na to pozwolić. Poza tym, masz obecnie własne problemy, z którymi powinnaś się uporać. - Problemy za które był przecież odpowiedzialny. Nie mógł sobie odpuścić, że gdyby wtedy nie przejął się jak Leilah tragiczna była i jak fatalne wrażenie na nim wywołała, to pomógłby jej. Może nie miał wpływu na to, czy Lizzy miała znaleźć się na tamtym marszu, ale przynajmniej kobieta miałaby szansę po raz ostatni spotkać swoją córkę.
Hopper tylko skinął głową, na wypowiedź Dale'a. To była jego decyzja i Will nie miał nic do gadania,Ricky Roseberry - 2018-07-03, 18:53 Miałam dziwne wrażenie że Tilda powiedziała kandydatów na odpierdziel. Po prostu by byli, a nie dla dobra bractwa. Westchnęłam ciężko, ale z drugiej strony powiedziała osoby, które znałam i szanowałam, bo chyba tak mogę to powiedzieć. Nie chciałam wybierać, nie potrafiłam, ale byłam zmuszona choć trochę nakierować swoje myśli na którąś z tych osób. Byłam przekonana, że wybór nie będzie łatwy. Na szczęście trochę ułatwił mi sprawę Dale, bo sam zrezygnował. Wpatrywałam się w Niego przez chwilę nie wierząc że odmówił, ale z drugiej strony trochę miał racji, bo rzadko widywałam go z kimkolwiek z bractwa i nie bardzo się z nami integrował. Nie miałam mu tego za złe.
Zdziwiłam się słysząc jak Hopper twierdzi że mój pomysł nie był zły, ale po następnych słowach spiorunowałam go spojrzeniem. Rozumiem że nie przepadał za Leilah tak samo jak za mną z resztą powtarzał się. Spojrzałam na kobietę o której była mowa a następnie wróciłam do naszego WSPANIAŁEGO i CUDOWNEGO lidera.
- Hopper zacięła Ci się płyta, czy tylko udajesz że jesteś inteligentem? - zapytałam przez zęby, ale po chwili się do niego uśmiechnęłam. - A co do własnych spraw podejrzewam że każdy je ma Ty również. - ostatnie dwa słowa podkreśliłam dając mu do zrozumienia że wiem o nim więcej niż zakładał. Przeniosłam spojrzenie na osoby tu zgromadzone i co jakiś czas zerkałam na dłużej na Simona.
- Dale, jeśli dobrze zrozumiałam rezygnujesz, więc na razie jedynym chętnym jest Leilah. Ja nie widzę przeszkód oprócz jednej szowinistycznej świni, który najchętniej sprowadziłby kobiety do mycia podłóg. Myślę również, że każdy się ze mną zgodzi, że Leilah była najczęściej i najbliżej z Colleen, więc na pewno zna podstawy i będzie orientowała się co można organizować a czego nie. - mówiłam całą sobą wierząc w to co mówię. Może nie byłam zbyt blisko tej kobiety, ale wiedziałam jaką ma moc i że może nam pomóc. Fakt czasem postępujemy zgodnie z emocjami, a nie z rozumem, ale to jest właśnie ludzka cecha. Odwróciłam wzrok w stronę Williama.
- A co do robienia i myślenia, ale wybacz nie jesteśmy robotami i nie potrafimy wyłączyć uczuć tak jak Ty. - dodałam już spokojnie, ale całkowicie poważnie. Zaczynałam pałać do Niego jakimś rodzajem przyjaźni, lubiłam go irytować, a wymianą zdań z nim odreagowywałam. To było miłe uczucie, zwłaszcza gdy widziałam jak próbował na to nie reagować, lub za szybko reagował. Oparłam się o krzesło i przeleciałam spojrzeniem po sali. Zatrzymałam się odrobinę dłużej na Leilah, ale moje ostateczne spojrzenie padło na Simona.Rocky Roseberry - 2018-07-03, 18:56 Na pierwszy rzut oka widać było, że sprawy Bractwie nie układały się za dobrze, bo brakowało wiele osób. Niektórzy działali za kilka osób by utrzymać w całość ten syf. Rocky siedziała obserwując całe to otoczenie szukając wzrokiem znajomych lub próbując dopasować do twarzy imiona. Niestety nie wszystkich znała i nie wiedziała nawet kim są. Na szczęście w tym siedzeniu spokojnym pomagała jej obecność Rix. Jednak jej opiekuńczość stawała się delikatnie irytująca. Na razie Rocky nic nie mówiła siostrze, bo nie widziała takiej potrzeby. Kiedy ta przekroczy granice na pewno jej powie. Tej chwili należy skupić się na innych sprawach. Jak przemówienie Hoppera, człowieka, którego ledwo kojarzyła z ostatniego spotkania oraz z tego, że był inteligentny. Uważnie wsłuchała się w jego słowa w których można było wyciągnąć jeden wniosek. Hopper nie chciał dalej pełnić funkcji lidera. Co starał się powiedzieć innym. Po jego słowach rozpoczęła się dyskusja. Z której część osób zauważyło bądź byli takiego samego zdania co obecny lider, że należy wybrać nowego lidera.
Najbardziej skupiła się na słowach Matilde przyjaciółki jej siostry. Jaka bierność Colleen? Bardziej trafniejsze było to, że Colleen brała zbyt wiele na siebie dodatkowo zmagając się własnymi demonami. Jak powiedział Simon zbyt dużo obowiązków na jedną osobę. Dodatkowo wiele osób zarzucało jej młody wiek i często ją atakować. Jak można coś planować jak się miało bałagan na podwórku.
- Raczej bym powiedziała, że głównym problem były konflikty wewnątrz bractwa - powiedziała to co myślała i uważała za główny problem. Po Matlidzie odezwała się dwójka, którą mianowała. Cóż oboje mieli własne problemy i inne sprawy. Nie sądziła by Leilah była dobrym przywódcą. Czy poradziła sobie ze śmiercią z córki? Czy nie będzie dążyć do wymierzenia sprawiedliwość? Czy chcą takie przywódce? Co się tyczy Dale... na którego spojrzała Rocky. Bo jak dla niej ostatnio zbyt często słyszy to nazwisko. W sumie dobrze było teraz przypisać do niego twarz. Doskonale wiedziała, że mężczyzna również miał problemy. Jednak nie zamierzała na tym się rozwodzić. Ponieważ to przywoływało wspomnienia, którymi nie chciała się mierzyć.
- Bractwu potrzebne są zmiany, skoro mamy nową siedzibę czemu nie wprowadzić więcej zmian. Ostanie wydarzenia powinny nam pokazać, że ostatni system nie zdał egzaminu. Każda poprzednia liderka bractwa mierzyła się z pretensjami do własnej osoby. Czy to Yvonne czy też Colleen. Nawet jeśli wybierzemy teraz jedną osobę, a później ona wybierze innych do poszczególnych zdań. Za tydzień bądź miesiąc znowu będziemy mierzyć się wewnętrznymi sporami - zaczęła mówi po siostrze, która wcześniej popierała Hoppera, a teraz zmieniła osobę na którą głosowała nazywając mężczyznę szowinistyczną świnią. Naprawdę chociaż znała siostrę dość długo nie nadążała za nią. Wolała nie komentować jej wypowiedzi jedynie zaproponować coś innego. - Zmienimy system zarządzania Bractwem na piramidowy. Powinniśmy wybrać kilka osób z poszczególnych funkcji jak ochrona szpital, łowcy, informatycy czy też administracja. Takich brygadzistów by zajmowali się tym czym się znają. Oczywiście zgadzam się z tobą Hopper, że powinna być osoba do szybkich decyzji. Jednak czy do tego nie będzie idealnie nadawał się mózg? - powiedziała do wszystkich tutaj zgromadzonych. Nawet jeśli wybiorą teraz jednego lidera, a on rozdzieli zadani. Czy nie będą zmagać się tym czy już zmagali się przez ostatnie lata. Zawsze mogą wróć ci zaginieni co nie zostali w czasie ataku zabici ani pojmani. Którzy mogą mieć jakieś ale do lidera, który zostanie wybrany.Matilde Wallace - 2018-07-03, 20:03 Tak, Addams zdecydowanie była najgorszą możliwą opcją i Matilde doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ale kiedy patrzyła po szeregach Bractwa nie widziała nikogo, kto miałby wystarczający staż, by w ogóle zająć to stanowisko. Słuchała słów Hoppera i bez wahania była w stanie się podpisać pod każdym jednym jego słowem. Leilah się nie nadawała. Ale musiała kogoś zaproponować, prawda? Nie miała zamiaru się poddać bez walki. Nawet teraz, kiedy Dale odmówił, a Hopper stwierdził, że Leilah była chujową opcją (bo była).
– No to Ronnie Henderson – nie chciała odpuszczać, po prostu nie mogła. Ta sprawa była dla niej dużo ważniejsza niż jakieś tam Bractwo. Miała gdzieś Bractwo. Miała gdzieś tych ludzi.
– Wiem, że odszedł, ale zrobił to ze względu na Colleen. Teraz jej nie ma, a on jest jedną z najdłuższej siedzących tu osób. Jestem pewna, że doszlibyśmy z nim do porozumienia. Pomyśl o tym. Dużo ludzi odeszło, tylko dlatego, że on odszedł. Jeśli wróci, oni też wrócą.
Nie mówiła do zgromadzonych. Mówiła do Hoppera. To jego chciała przekonać. I szczerze? Ronnie naprawdę był dobrą opcją. Ludzie go lubili. Fakt, zbuntował się i ruszył na DOGS, ale tym samym pokazał, że jest odważny i lubi ryzykować. Hopper taki nie był. Hopper wolał chłodne kalkulacje, a to nie zawsze było dobre. I pewnie nie powiedziałaby nic więcej i czekała na odpowiedź Willa, gdyby nie te słowa Ricky. Matilde kilkakrotnie zamrugała oczami, po raz pierwszy spuszczając wzrok z Williama i przenosząc go na Ricky.
– Szowinistycznej świni? – powtórzyła po niej, wysoko wznosząc brwi, a potem po prostu prychnęła pod nosem. Zupełnie jakby ją to zajebiście rozbawiło. – Nie powinno się używać słów, których znaczenia się nie zna, Roseberry.
Bo czym do cholery Hopper zawinił? Mogła powiedzieć o nim naprawdę wiele złego. Zdecydowanie był dupkiem, zdecydowanie nie nadawał się na lidera, ale szowinistą? Wallace przesunęła koniuszkiem języka po dolnej wardze. Była naprawdę zniesmaczona zachowaniem Ricky.
– Mylisz pojęcia, złotko. To się nazywa opanowanie i zdolność logicznego myślenia. I masz rację. Nie każdy to potrafi. – powiedziała aż zbyt spokojnym tonem głosu, dość jasno dając do zrozumienia Ricky, że ona należała do tej drugiej grupy. Ugryzła się jednak z dodaniem czegoś w związku z wątpliwą inteligencją Ricky. Może powinna to wszystko przemilczeć, ale nie potrafiła. Nie, kiedy kuźwa, obrażano jej Hoppera.Simon Govain - 2018-07-03, 20:43 Nie spodziewał się do końca, że część osób przedstawi stanowisko tak skrajnie na nie względem Hoppera. Oczywiście, wiele można było o nim powiedzieć, ale czy był ktoś lepszy od właśnie mózgu? Na pewno był, ale Simon nie był w stanie dokładnie ocenić kto nim był. Pierwsza wypowiedź Ricky potwierdzała to co on sam myślał. Obowiązki zdecydownie należało rozłożyć i należało zrobić to od razu, by nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto za co odpowiada.
Wtem jednak odezwała się skrajna opinia Matildy Wallace, typująca dwóch kandydatów na przywódcę. Leilah i Dale. Oboje dobrze znani przez Simona, oboje uznawani za bardzo cenne i wartościowe osoby. Dale nie był zdaniem Simona złym wyborem, jednak ten doskonale zdawał sobie sprawę że były żołnierz nigdy nie zechce przyjąć tej posady. Leilach natomiast była niesamowitą osobą i niezwykłą wojowniczką, lecz nie był pewien, czy była to dobra kandydatka na lidera. Poszedłby za nią w ogień, lecz jak szybko kazałaby mu to zrobić?
W końcu jednak uczennica spojrzała się na niego wyczekując od niego wyrażenia opinii, tak jak i on wcześniej tego od niej wymagał. Opinia za opinię. I już w głowie formował wypowiedź która najprawdopodbniej mogłaby kogoś urazić, lecz w tym momencie wcięła się siostra Rix ze swoim ryzykownym pomysłem. Potem znów Tilda i kontra w kierunku Roseberry. Sytuacja stawała się, musiał działać. I to szybko
- Ciężko nie zgodzić się ze stwierdzeniem Ricky - Odpowiedział, ryzykując dość dużo - Każdy z nas ma swoje demony. Każdy z nas... - Przed oczyma przeleciały mu obrazy. Grób matki, brat, siostra, ojciec wychodzący z domu by nigdy nie wrócić - Każdy z nas kogoś lub coś stracił. Przepraszam, każdemu z nas coś odebrano. I wciąż się odbiera, a raczej próbuje odebrać. Próbuje się odebrać nam nasze człowieczeństwo. To dlatego tu jesteśmy prawda? By odzyskać naszą godność. - Znów jego wzrok przeszedł po zebranych - I to Ci, którzy pragną nas zdemonizować są naszymi wrogami, to tam powinniśmy kierować nasz wzrok. - Westchnął lekko, czym zapewnił sobie krótką pauzę - Większość z was znam. Lepiej lub gorzej, ale znam. Jesteście naszą rodziną i tak na was patrzę. Przez cztery lata tej organizacji, a może raczej zgrupowaniu, udało się wypełnić dawno powstałą lukę w moim sercu. Kiedy Colleen przejmowała władzę stwierdziła że to ona straciła matkę, lecz to nie była cała prawda. Bractwo również staciło matkę. Teraz próbujemy znaleźć kogoś, kto ją zastąpi. Moim zdaniem, to się nie uda. Nie znajdziemy drugiej matki dla tego zgrupowania. Toteż popieram zdanie Rocky, powinniśmy wybrać spośród każdej roli osobę reprezentującą ten segment organizacji i razem podejmować decyzje. W razie potrzeby jedna osoba, czy to Mózg, czy to ktokolwiek inny, przejmie obowiązki i ustabilizuje sytuację. Takie jest moje zdanie. - Och, Szymuś, zaleciało patosem. Powiedział jednak wszystko co grało mu w tym momencie w duszy. Pomysł z reprezentowaniem każdej części organizacji wydawał się naprawdę udany. Oczywiście, należałoby to wszystko dograć i wyjaśnić szczegóły, ale ogól wydawał mu się łatwiejszy do osiągnięcia i mniej konfliktowy niż wybranie jednego wodza.Ricky Roseberry - 2018-07-03, 20:43 Słuchałam ich uważnie miałam gdzieś to całe przewodnictwo bractwu. Dobra wiem należę do nich, ale od momentu gdy sama musiałam ratować Rocky nie miało dla mnie to znaczenia. Byłam tu, ale tylko ciałem. Duchem byłam przy Sami. Spojrzałam na Matilde którą od początku zebrania jakoś olewałam. Teraz wkurzyła mnie i to poważnie. Rozumiem, zakochana nastolatka leci do faceta, który stoi wyżej, ale podobno była moją przyjaciółką. PODOBNO. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na nią. Nie zareagowałam jakoś agresją na jej pierwsze stwierdzenie przynajmniej na początku. Zaśmiałam się pod nosem i spojrzałam jej w oczy. Czułam się urażona, ale nie tym że mnie wyzywa, a tym że się do mnie nie odzywała. Mogła dla mnie nie istnieć i w sumie właśnie tak było. Do momentu jak nie usłyszałam jej drugiego zdania. Wstałam z krzesła i zrobiłam jeden krok w jej stronę.
Wiedziałam że robię źle wiedziałam że powinnam dbać o to bym miała gdzie mieszkać, ale w tym momencie miałam do niej wyrzuty. Powinna się do mnie nie odzywać, a to że broni tego ćwoka oznaczało dla mnie tylko jedno, a raczej potwierdziło moje domysły.
- Jeśli nie powinno się używać słów których się nie zna to Ty nie powinnaś się w ogóle odzywać kochaniutka. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem. - A co do myślenia się nie wypowiadaj bo akurat tobie ono nie grozi. Po za tym od kiedy znowu jesteś w bractwie i na ile? Dwa dni? trzy? A później znowu uciekniesz jak jebany tchórz i zerwiesz kontakt, bo jesteś niezależną kobietą co? A nie sorki, teraz przykleiłaś się do Hoppera i będziesz podkładała świnie bractwu żeby tylko twoja miłość miała czas dla Ciebie. - mówiłam coraz bardziej się denerwując. Byłam wściekła, ale nie na Hoppera czy resztę tylko na nią. Była dla mnie nikim i mam nadzieję że tak zostanie. Po tych słowach odeszłam od nich i stanęłam obok Dale'a, którego znałam na tyle, że wiedziałam że w razie wybuchnę mógł coś zrobić. Tak jak wtedy w mieszkaniu Samanthy.William Hopper - 2018-07-03, 21:14 - Wallace, nie możemy wybrać na przywódcę kogoś, kto nie jest w Bractwie. Nie wiadomo nawet, czy Henderson jest żywy - powiedział zmęczonym tonem, jakby tłumaczył coś dziecku. Henderson pewnie był żywy, ze zbyt wielu takich sytuacji wyszedł żywy... Ale nie był dobrym kandydatem na przywódcę. Już nie.
Hoppera nieszczególnie ruszył cały ten wybuch Ricky Roseberry. Miejscami miała rację, miejscami nie mogła się dalej minąć z prawdą, ale to by było na tyle. Nie czuł szczególnej potrzeby odpowiadać cokolwiek dziewczynie, ale za to Wallace najwyraźniej czuła się w obowiązku wdawać się z nią w dyskusję. Och, świetnie. Roseberry przesadziła, ale Matilde tylko dolała oliwy do ognia. Czy ona w ogóle miała zamiar zrobić cokolwiek dla Bractwa na tym zebraniu?
A kiedy Ricky wstała z krzesła... Hopper od razu wiedział, że to nie wróży nic dobrego i - niesamowite zaskoczenie - miał rację. Nie podobało mu się to, że stał się pretekstem dla ich wojenki, ale nie dał po sobie tego poznać. Jak zwykle, stał niewzruszony nawet kiedy Ricky określiła go jako miłość Wallace. Huh. Dziwne słowo. Z resztą, skąd ona mogła o tym wiedzieć. Willowi nie wydawało się, żeby Matilde miała zamiar szczególnie o tym wszystkim opowiadać innym ludziom. To były ich prywatne sprawy... nie żeby chciał to ukrywać, ale to po prostu nie było w ich stylu.
- Wallace, Roseberry, pójdźcie się przejść. Najlepiej, na dwa różne końce Bractwa - stwierdził pozbawionym szczególnym emocji tonem. - Skoro już skończyliśmy zajęcia z radzeniem sobie ze złością i grupę wsparcia dla osieroconych mutantów, chciałbym zaznaczyć, że pomysł z decentralizacją władzy wydaje mi się całkiem sensowny. Początkowo myślałem, żeby zaproponować wam jakiegoś rodzaju demokrację bezpośrednią, ale potrzebujemy jednej osoby, która będzie mieć decydujący głos - i właśnie o to się rozchodzi.Leilah Addams - 2018-07-03, 21:33 Leilah przyszłuchiwała się kolejnym wypowiedziom i szczerze mówiąc w duchu była przerażona. Budowanie całej piramidy władzy tylko osłabia obojętnie czy jest to duża organizacja, państwo, firma, czy szkoła za rogiem. Może przy najwyższych stadiach rozwoju, w bezpiecznych warunkach kiedy nie trzeba podejmować szybkich decyzji to się sprawdza. I nawet jeżeli będzie jedna osoba, która miałaby ich wziąść za mordę w razei potrzeby, to inne osoby z tej 'najwyższej rady' będa protestować czemu jest tak a nie inaczej bo uznają, że mają prawo do podważania każdej decyzji. Słysząc właśnie takie wypowiedzi poczuła się jeszcze bardziej zdeterminowana by jednak objąć to stanowisko przywódcy. Przelotnie uśmiechnęła się do Ricky, która na razie jako jedyna dosyć otwarcie ją poparła. Uśmiechnęła się do Hoppera kiedy usłyszała jego słowa.
-Dziękuję, uznam to za komplement z Twoich ust po czym wstała z fotela i wyszła nieco bardziej na środek pomieszczenia.
-Naprawdę uważacie, że takie rozkładanie władzy to dobry pomysł? Myślę, że powinniśmy uczyć się z historii? Jak bardzo skuteczne jest ONZ a wcześniej Liga Narodów, które miały właśnie tak rozmyte ośrodki władzy? Czy cokolwiek zrobiły skutecznie? A chyba na skuteczności nam zależy. Kto jest silny? Ten kto ma jednego przywódce. Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny. Firmy takie jak Mircosoft czy Apple. Myślę, że tym śladem powinniśmy podążać zamilkła na chwilę i spojrzała na wszystkich.
-Każdy z nas ma osobiste problemy i mamy je jako Bractwo. I ja osobiście skupiła bym się najpierw na rozwiązaniu napięć wewnątrz między nami popatrzyła tutaj na Ricky i Matilde.
-Takie zachowanie nie prowadzi do niczego. Drugą rzeczą jaką bym się zajęła to rozmowa z każdym z was czego tak naprawde oczekujecie od Bractwa. Potem trening z każdym kto ma umiejętności bojowe, chciałabym je poznać na własnej skórze. Z tymi, którzy mają innego rodzaju talenty, róznież chciałabym je zobaczyć. WSzystko po to a by dało się z nas poskładac dobrze naoliwioną maszynę. Oczywiści są sfery o ktorych nie mam pojęcia. spojrzała po raz kolejny na Matilde. -Jak uzdrawianie na przykład. Stąd doradca na przykład w tej dziedzinie byłby bardzo na miejscu. Myśle, że dobrze by było jeśli Ci, którzy chcą sobie teraz skakać do gardeł odpuściliby. Tyle ode mnie. Znacie moje pierwsze pomysły. Nie jestem typem dobrej i ciepłej matki. I tak bywam wybuchowa. Ale to nie znaczy, że nie chcę by Bractwo było silne. Teraz wybór jest w waszych rękach. zakończyła przemowę po czym wróciła do swojego fotela by rozsiąść się na nim nonszalancko..Matilde Wallace - 2018-07-03, 21:45 – Jest żywy – broniła swojego pomysłu, bo czemu nie? Ronnie nadawał się na przywódcę i szczerze? Z każdą kolejną sekundą Matilde była coraz bardziej przekonana co do jego kompetencji. Miała kontakt z Fay, a od Fay do Ronniego nie było ciężko dotrzeć. Wystarczyło spróbować. Poza tym.. razem z nim odeszło kilku łowców i informatorów, w wyniku czego Bractwo było naprawdę liche.
I jeśli Roseberry myślała, że jej słowa w jakikolwiek sposób ruszą sumienie Wallace, to się grubo myliła. Matilde nawet się nie zdenerwowała, nawet nie poczuła irytacji. Bo niby dlaczego miałaby? Nie obchodziło ją zdanie Ricky, a w niektórych sprawach nawet i miała rację. Nie było sensu tego komentować. Dlatego, gdy ta skończyła odstawiać tą cudowną szopkę, Wallace jedynie wzruszyła ramionami, by ponownie przenieść wzrok na Hoppera. Och, a więc jednak już zaczynał się wczuwać w rolę przywódcy? Pewnie zajebiście mu się podobało to posiadanie ostatniego zdania, rozstawianie ludzi po kątach. Nieważne, to nie zrobiło na niej wrażenia. Nie po tych wszystkich kłótniach, jakie odbyli.
– W takim razie Simon – rzuciła kolejną propozycję, zaplatając dłonie na wysokości klatki piersiowej. Lubiła Simona. Był sensownym człowiekiem i naprawdę dużo jej pomógł odkąd przybyła do Bractwa. Mogła go słuchać. Tak, zdecydowanie. Natomiast słów Leilah nie skomentowała. Przynajmniej nie w tym momencie. Ale jedno było pewne – Wallace nie zamierzała nikogo uzdrawiać. Nigdy więcej.Michael Ryan - 2018-07-04, 18:09 Michael starał się ogarnąć to wszystko co zaczynało dziać się na sali. Wypowiedział się jako jeden z pierwszych i podtrzymywał swoje zdanie jeśli chodziło o tą jedną osobę, która powinna być tym najwyżej. Zawsze ktoś musiał potem kierownikami kierować, potrzebny był po prostu dyrektor. A na to stanowisko najlepiej nadawał się mózg, od wydawania rozkazów a nie akcji w terenie.. Taka wizytówka ect. Nie mógł zrozumieć zachowania Matildy z Ricky... Zachowywały się jak dwa jelenie podczas rykowiska, mimo ze były kobietami.. Nie rozumiał jak na zebraniu mają wychodzić takie dramy. On sam przyszedł tutaj by posłuchać innych dojść do jakiegoś celu, a to... Dajcie popcorn i kisiel, to przynajmniej popatrzy sobie jak walczą dziewczynki.
Te mówienie kto powinien być i to jak wszyscy nie chcieli brać tej ogromnej odpowiedzialności na swoje barki. Mike to rozumiał, on się po prostu nie nadawał na bycie przywódcą i wiedział o tym nie od dziś. Jednak patrząc na proponowanych ludzi i późniejsze komentarze dalej popierał Willa w swojej głowie. Bo przekrzyczeć te wszystkie osoby by było niezwykle trudno. Przyznał rację dotyczącą demonów. Każdy z nich miał ciężko i przeżył swoje, a może i nawet przezywał. Stracił kogoś bliskiego, martwi się czy też żyje w ciągłym strachu. To ich powinno zjednoczyć, mieli podobne doświadczenie w tych stratach, a jeśli ktoś bardziej cenił własne problemy ponad kogoś innego, to na pewno nie nadawał się na przywódcę.
Popierał słowa Simona i Rocky. To pasowało właśnie do tego o czym myślał, szef i kierownicy mu podlegający, a potem reszta.... Główny łowca i reszta mu podlegająca, którzy dostawaliby zadania od głównego.. Podzielenie obowiązków było jak najbardziej za.
- Zgadzam się z Rocky i Simonem. Dyrektor i kierownictwo. Moim zdaniem idealnie by było. - dodał spoglądając na resztę – Dalej piastuję za najwyższym stanowiskiem dla Willa. - spojrzał na Matilde i pokręcił głową – Również popieram słowa Leilah. Powinniśmy coś zrobić z tym co wewnątrz się zaczyna między nami dziać. Mamy mniej ludzi, od czasu ataku, powinniśmy zjednoczyć się bardziej, by znów nie mieć powtórki z rozgrywki...
Tilda naprawdę miała problem z Hoopsem albo coś skrywała, o czym nikt oprócz niej nie wiedział.. Dlaczego tak bardzo nie chciała go na tym miejscu. To było zastanawiające, jednak nie po to się tutaj zebrali, by rozmawiać o takich sprawach. I o tym, ze Ronnie naprawdę żyje, w końcu pół miesiąca wcześniej osobiście się z nim i Fay spotkał. Jednak on i przywództwo.. Z jego narwaniem... Naprawdę Tilda...Dale Fowler - 2018-07-05, 11:03 Dale pokręcił głową z niedowierzaniem słysząc tą śmieszną dyskusję, która się tutaj rozpętała. Serio? Czy to był odpowiedni czas na wytykanie sobie jakichś tam miłostek, czy innych bzdur? I przede wszystkim - dlaczego oni zachowywali się jak banda rozkapryszonych dzieciaków, jakby im ktoś zabrał lizaka.
Uśmiechnął się delikatnie i czekał na rozwój wydarzeń, dopiero, gdy wypowiedzieli się wszyscy postanowił ponownie zabrać głos.
- Matilde, wybacz, ale to raczej nie jest loteria. Moim zdaniem ma to jakieś znaczenie kto zostanie liderem. A Ty jak do tej pory typujesz chyba każdego po koleji. byle ktoś się znalazł. - rzucił spokojnym, opanowanym tonem. W pewnym sensie był w stanie ich zrozumieć - w końcu GC, oraz D.O.G.S zadali im ogromny cios, pozostali przy życiu członkowie bractwa musieli czuć się przynajmniej zagubieni. Może okazywali to właśnie w ten sposób? Inna sprawa, że musieli w końcu dojść do porozumienia, ustalić kto ogarnie ten cały pierdolnik.
- Tak, czy inaczej... Też uważam, że podzielenie władzy na kilka segmentów będzie najlepszym rozwiązaniem. Myślę, że faktycznie - Will powinien piastować najwyższe stanowisko. - zastanowił się przez parę chwil, po czym przeniósł wzrok na Lelilah.
- I... Przykro mi, kochana, ale teraz nie potrzebujemy ciepłych słów, czy rozwiązywania wewnętrznych problemów. To brzmi jak jakaś jedna wielka zjebana terapia, coś rodem z AA. Teraz, gdy jesteśmy najsłabsi nasi wrogowie mogą uderzyć znowu. Moim zdaniem potrzebujemy broni - ja wiem, wszyscy posiadamy jakieś moce - jedni bardziej ofensywne, inni mniej. Chyba jednak nikt nie powie mi, że broń nie jest przydatna. Dlatego, gdy już uporamy się z wyborem szanownego kierownictwa - myślę, że powinniśmy zrobić coś w tym kierunku. Możliwe też, że wiem, gdzie ją znaleźć. Nie pogardziłbym kilkoma chętnymi gotowymi pójść ze mną.Simon Govain - 2018-07-05, 18:17 Jak widać, jego wspaniała, pełna patosu, emocji, wzruszeń, odwołań do filozofii, lieratury, okraszona retorycznymi figurami a wypowiedziana podniosłym, adekwatnym głosem, na nic się zdała. Lecz czy to zniechęciło Szymka? Czy podkopało jego pewność siebie? Wręcz przeciwnie, cieszył się że nie zrobił z siebie idioty. Choć może raczej zrobił, w ograniczonym stopniu.
Dalej uważał że decentralizacja władzy była lepszym wyborem. I mógłby mówić tu o tym, że Lidze brak było twardych środków przymusu, a Rada Bezpiczeństwa nie miała wspólnego wroga, lecz kłóciła się wewnętrznie, przez co stawiała się w pacie. Mógłby mówić o tym, że UNICEF wciąż pomaga dzieciom, a WHO jest najlepszym źródłem wiedzy na temat światowego stanu zdrowia, lecz zrobiłaby się z tego dyskusja polityczna i to z zakresu polityki zagranicznej.
Poza tym, coś nagle przykuło jego uwagę. Rozumiał że Matildzie bardzo zależało na tym, by Will nie został liderem, ale zasugerować Simona? Znaczy, był tu bardzo długo, prawdopodobnie najdłużej ze wszystkich zebranych, znał sporą część Bractwa i miał w sumie przydatną umiejętność która mogła wiele pomóc, ale on? Nigdy nie patrzył na siebie jak na osobę która mogłaby kierować organizacją, ale co on mógł wiedzieć?
Pomysł decentralizacji został generalnie dość ciepło przyjęty, co potwierdzili Mike i Dale, co po dodaniu głosu Simona, Rocky i Hoppera dawało dość znaczące poparcie. Poza tym, Dale powiedział coś, przy czym Simon musiał zabrać głos.
- To prawda, potrzeba nam broni. Lecz potrzeba nam również czegoś więcej. Potrzeba nam Zwycięstwa. Od kiedy pozbyto się naszej siedziby nie daliśmy światu znaku życia. Nie daliśmy nadziei mutantom tam na zewnątrz. A potrzeba nam nowych członków, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Skoro wiesz, Dale, skąd możemy wziąć zapasy, to mamy szansę załatwić obie rzeczy za jednym zamachem - Biorąc pod uwagę że Bractwo uznawane było za organizację terrorystyczną, słowo zamach wydawało się niebywale adekwatne. Simon pod koniec odwrócił się wyraźnie w kierunku byłego żołnierza - Jak na razie nie możemy potwierdzić naszej kandydatury, zbyt wiele zmiennych. Odezwę się do Ciebie po zebraniu, dobrze? - Zapytał go jeszcze, a po otrzymaniu odpowiedzi wrócił wzrokiem na resztę zebranych, jakby wyczekując dalszego biegu spotkania.William Hopper - 2018-07-05, 20:04 Hopperowi nawet nie chciało się komentować tej przemowy Leilah. Nie kupował tego i to nie tylko ze względu na ich niezbyt pozytywne relacje. Może to była kwestia jego przebrzydłego charakteru, ale po prostu wizja wspólnego siedzenia w kółeczku i rozwiązywania problemów nieszczególnie do niego przemawiała, podobnie jak ta grupka wsparcia Simona.
A te porównania Leilah... w zasadzie mógł równie dobrze powiedzieć, że w Stanach władza skupiała się w rękach jednej osoby, natomiast w większości krajów Europy była rozdzielona przynajmniej na kilka kluczowych osób. Wystarczyło tylko spojrzeć jak w kraju świetnie się wiodło mutantom, a jak za oceanem. Fakt, kiedy jedna osoba miała pełnię władzy mogła bez problemu realizować swoje dobre pomysły... ale nie miał kto jej zatrzymać, kiedy wprowadzała w życie te fatalne. W tej sytuacji, nie mogli sobie pozwolić na żadne błędy. Ostatni kosztował ich pięćdziesięciu ludzi.
Hopper nijak nie skomentował słów Matilde, na szczęście Dale się tym zajął. Rozumiał, nie chciała, żeby się tym zajmował, ale ona nie miała żadnej innej sensownej opcji w zamian. Ktoś musiał się tym zająć, a Addams się do tego nie nadawała, podobnie z resztą jak Henderson, który, jak się okazało - ciągle żył. Hopper chyba powinien się ucieszyć, ale póki co nawet nie miał zamiaru zastanawiać się co o tym myślał i dlaczego. Miał ważniejsze rzeczy na głowie - jakiś samoistnie formujący się plan.
- O ile zgadzam się, że potrzebujemy broni, to ataki na razie powinniśmy sobie odpuścić. Nikt nie sądzi, że ciągle żyjemy i to jest nasza przewaga - nikt nas nawet nie szuka. - A przynajmniej taką nadzieję miał Hopper. - Powinniśmy przejść do ofensywy dopiero, kiedy nasza wewnętrzna sytuacja w pełni się ustabilizuje... Ale to nie jest temat naszej dyskusji. Na ten moment z realnych propozycji mamy mnie, Leilah i Simona - zerknął na mężczyznę. Nie miał pojęcia, jak on w ogóle odnosi się do tej kandydatury, ale cóż, nie protestował wystarczająco głośno, żeby wylecieć z puli. - Jesteśmy w stanie urządzić głosowanie w ciągu godziny czy dwóch, ale nie ma sensu się śpieszyć, poza tym trzeba to rozgłosić. Wybory odbędą się jutro. Jeśli nikt nie ma nic do dodania - najwyraźniej skończyliśmy.