Toby Jensen - 2018-12-28, 19:21 – To wszystko czego pragnę – powiedział cicho. Był zaskoczony tym zwierzeniem, był zaskoczony tym jak bardzo intymne było to wyzwanie. Ale miał wrażenie, że ona go zrozumie. Że nie wykorzysta tego przeciwko niemu. Miał wrażenie, że… cóż… że zrozumie. Ale czy chciał od niej pomocy? Był zagubiony. Pragnął dowiedzieć się kim był, czy miał rodzinę, czy jeszcze żyją, czy go szukali, ale… co jeśli to właściwie nic nie zmieni? Co jeśli tam nie było nikogo, kto by na niego czekał? Co jeśli był jakimś totalnym psychopatą? I to jej zainteresowanie… wydawało mu się dziwnie szkodliwe. Nie wiedział, czy miał omamy przez tą głupią chorobę, czy na jej twarzy rzeczywiście pojawiły się wątpliwości. Ale nie chciał jej w to mieszać. Chciał, by była z dala od tego. Chciał, by była bezpieczna.
– Może kiedyś mi powiedzą… za dobre sprawowanie – dodał, posyłając jej lekki uśmiech. Wcale nie było mu do śmiechu, ale miał przecież spędzić tutaj jeszcze całkiem dużo czasu. Może faktycznie kiedyś się zlitują. Może kiedyś mu powiedzą w zamian za… właśnie… chyba nie chciał myśleć, co musiałby oddać w zamian za te informacje. Znowu miał kogoś sprzedać? Znowu miał być wiernym kundelkiem? Thomas parsknął gardłowym śmiechem. Coraz bardziej ją lubił. Wydawała mu się dziwnie znajoma. – Tyle lat minęło, a ja dopiero dzisiaj spotykam swoją ulubioną laborantkę – ale nie patrzył dłużej na nią. Odwrócił wzrok, wbijając go w to przeklęte urządzenie. To mogło być ponad jego siłę. Wiedział to on, wiedziała to ona, wiedziała to ta druga kobieta. A jednak mimo wszystko nikt nie robił z tego tragedii. Ot, dzień jak co dzień. A potem… to zaczęło się dziać. Na początku poczuł tępy ból w głowy i usłyszał dziwne dzwonienie w uszach, jednak z każdą kolejną sekundą to stawało się coraz bardziej nie do wytrzymania. Zaczęło nim boleśnie telepać, a obraz przed jego oczami się całkowicie rozmył. Walker kompletnie stracił poczucie rzeczywistości. Nie wiedział gdzie był, nie wiedział co się działo. Czuł jedynie te okropne wstrząsy i słyszał wydobywający się – prawdopodobnie z jego ust – wrzask…Wichita Schopenhauer - 2018-12-29, 17:58 - Musisz zadbać, żeby przestało być "wszystkim" - uśmiecham się pocieszycielsko - powinno być "tylko spełnionym pragnieniem".
Myślę, że życzę mu tego, żeby tak było... z całego serca. Sama nie wiem co ujmuje mnie w jego podejściu, ale jest wyjątkowe. Żaden mutant, który tu przebywa nie podchodzi do nas tak po ludzku. Zazwyczaj jesteśmy obrzucane wulgaryzmami, krzykami, słownymi atakami.
Nierzadko musimy wzywać ochronę, która ma specjalne miejsce w bliskim pokoju. Są tutaj na nasze potrzeby. Nie zawsze mutazyna udaremnia ataki mocą, zwłaszcza, że elektrowstrząsy są nieprzewidywalne. Nie raz widziałam jak wyzwalają zdolności, które powinny być zablokowane.
Kiedy myślę o tych wspomnieniach zaczynam zastanawiać się, z jaką mocą Thomasa mamy do czynienia. Mam pewność, że Alexia czytała akta, ale ja rzuciłam na nie okiem... tylko tak całkiem przelotnie. Niestety myślę, że dowiemy się na własnej skórze. Tak samo my jak i sam Walker.
- Schlebiasz mi - odpowiadam, bo żaden mutant nie nazwał mnie inaczej jak bardzo brzydkim słowem.
To moje pierwsze doświadczenie z byciem docenioną podczas badań. Nie sądzę, że mówi ironicznie. Naprawdę brzmi jak ktoś kto jest szczery i pogodzony ze swoim losem. Powinnam cieszyć się z naszej "współpracy", ale poczucie winy jest jeszcze gorsze. Targa mną jak ten prąd, który mamy wykorzystać. W tej chwili nienawidzę mojej pracy, mocniej niż zazwyczaj.
- Jeśli będziesz grzeczny to zobaczę, co da się zrobić - odzywam się mimo, że nie powinnam składać obietnic. Ale akta są dostępne a ja chcę odpokutować te krzywdy.
Łudzę się, że mogę to zrobić. Niestety to jest kłamstwo. Wystarcza pierwszy z wielu potwornych wrzasków a ja zaczynam słabnąć. Obserwuję ekrany i nie mogę tego słuchać. Tym razem ciężko mi udawać obojętność.
- To nic nie daje! - krzyczę. Mogę udawać, że to po to, żeby przekrzyczeć wrzaski, ale jestem przerażona. Całe szczęście Alexia kiwa głową i przestaje. To koniec. Ochroniarze mogą odprowadzić pacjenta do pokoju.