To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

dzielnica ochrony mutantów - Rogatki

Nicholas Grenville - 2019-10-24, 02:19

Być może lekkie podtrucie Rebecci, tudzież Penelopy, podchodziło pod przemoc rodzinną, to jednak w tym momencie Nicholas nie miał wyboru. Robił to z bólem serca, trzymając słabnące ciało ukochanej. Ale dzięki temu jej moc traciła na sile. Przestawało padać, wiać i szaleć na niebie wyładowaniami. Mogli mieć więcej szansy na działania. Ciało Rebecci ułożył ostrożnie na ziemi, gdzie dodatkowo unieruchomił jej nadgarstki paskiem zaciskającym.
- Wrócę po Ciebie.
Powiedział jej szeptem i nie używając już mocy, ucałował jej czoło. Wstał i ruszył w stronę tłumu jak i Mary. Przez nią został jednak zatrzymany, kiedy wspomniała mu o tym, że Ci mutanci nie ufają mundurowemu. Grenville obejrzał się na brata, po czym znów na tłum. Odpowiedzieć dziewczynie nie zdążył, jako że ta już podjęła się mowy. Westchnął jedynie, pozwalając jej skończyć, przy okazji sprawdzając naboje w swojej broni. Ile ich mu jeszcze zostało, zanim załaduje magazynek na nowy.
- Przybyliśmy tutaj by ratować swoje rodziny. W tym Was wszystkich. Ten mężczyzna jest moim bratem. Ufam mu. Jest jednym z nielicznych, którzy nie dali się "przeprogramować". Jeżeli ufacie mnie i mojej koleżance, zaufajcie i jemu. O nic więcej Was nie proszę. A jedynie byście też opuścili to miejsce bezpiecznie i zaczęli żyć wolnością.
Odezwał się po przemowie Mary, dodając od siebie kilka zdań, podnosząc głos by go wszyscy z zebranego tłumu słyszeli. A także wskazał swojego brata, by to teraz jemu mu zaufali.
- Przy okazji... Zabierzcie ciało tej kobiety.
Wskazał drugą osobę, którą była Rebecca. Aż serce zaciskało, kiedy widział ją w takim stanie. Teraz musiał skupić się na akcji, jaka ma miejsce w komisariacie. Jeszcze nie miał pojęcia, co za cyrk się tam wyrabia.
Spojrzał jeszcze na Chrisa, mając nadzieję, że wypełni jego prośbę. Rozumiał, że ten będzie chciał mu pomóc z komisariatem, ale z tym ramieniem może nie podołać. Z drugiej strony, dobrze będzie jak ktoś również przypilnuje jego kobiety.
Na podium glifa nie wskakiwał, podczas przemowy dziewczyny. Ale kiedy ona z niego zeszła i dołączyła do niego, musiał to skomentować.
- Nie marnuj mocy do takich prezentacji. Mamy limity a one są cenne.
Oszczędność umiejętności bywa bardzo ważna. W końcu każdy z nich ma swoje limity.
Jeżeli nic innego się nie wydarzyło, Nicholas z Mary ruszył biegiem w stronę komisariatu, którego trudno nie było odnaleźć. W między czasie odebrał wiadomość, niezbyt pocieszającą.
- Przyjąłem. - Opowiedział sojusznikowi.
- Cholera... - Przeklął w drodze na komisariat, nie ukrywając po sobie, jak bardzo wkurzała go ta sytuacja z przesuwaniem się wszystkiego. Zatrzymał się niedaleko miejsca zdarzenia.
To co widział, było jednym wielkim "wtf". Aż tak problematyczne stało się wtargnięcie do środka budynku, by musieli hałasować?
- Wsparcie przybędzie z opóźnieniem. Zdajcie mi krótki raport ze swoich sytuacji. Gdzie jesteście i co się dzieje?
Odezwał się przez komunikator do każdego swojego sprzymierzeńca z Rebelii jak i Bractwa. Musiał dowiedzieć się, jak wygląda i każdego sytuacja i kto gdzie się znajduje. A jednocześnie zachowując czujność otoczenia, na wypadek niespodziewanego ataku.
- Trzeba dostać się do środka.
Rzucił przy Mary, gdyby miała jakiś pomysł działania. Nicholas sam również oceniał budynek, ile ma pięter, ile okien, czy były zakratowane czy też nie. Miał jeszcze w zapasie granat, który mógłby użyć do wysadzenia wyższego piętra. A moc Mary przydałaby się by dostać na jedno z nich.

Mistrz Gry - 2019-10-24, 18:31

Po każdej burzy musi w końcu nadejść słońce.

Te niewielkie opary trującego dymu, które powolnie opuszczały organizm Nicholasa wykonały tu całkiem niezłą robotę - na tyle, że osłabienie u Penelope odbiło się również zelżeniem jej mocy do tego stopnia, że burza traciła na sile. Ciemne chmury zdawały się gubić swój mrok, krople deszczu stawały się mniejsze z każdą mijającą chwilą a pioruny stały się wyłącznie smutnym wspomnieniem minionych chwil. To była kwestia kilku minut, zanim obłoki odlecą wraz z wiatrem, na nowo ukazując Wam budzący się dzień.
Kobieta miała dziś wyjątkowego pecha, a w tej chwili nieświadomości - spętanie jej rąk nie było olbrzymim wyzwaniem. Czy w tym czasie w jej głowie zaczęły się pojawiać myśli, których do tej pory się po sobie nie spodziewała? Czy strute ciało walczyło o zachowanie choć resztek świadomości?
Ona miała chwilę, by zatopić się w tej innej rzeczywistości, gdy przed rogatkami rozgrywało się prawdziwe "być albo nie być". Mary, wznosząca się teraz ponad głowami zebranych oraz głos Greenville'a niosący się po ulicach zdawały się działać na tych biednych mieszkańców, popychając ich ku wyjściu, ku wolności. Wciąż jednak kiełkowało między nimi ziarenko zaufania - spowodowane wyłącznie dziwną rezerwą Christiana, pod którego skrzydła mieli trafić. Mimo wszystko jednak - jaką mieli alternatywę?
Również sam Spivey powinien zdawać sobie sprawę, że w swoim aktualnym stanie powierzone mu zadanie może być jedynym, które wykona w stu procentach, nie ryzykując głupio swojego życia. W tej trudnej chwili mógł sobie przypomnieć, że zaledwie kilka przecznic stąd jest wejście do kanałów, które już od dawna nie było funkcjonujące - głównie przez fakt odcięcia tej części ścieków od wydzielonej części miasta na DOM. Na czas planowanego ataku mogło się to okazać najlepszą możliwą kryjówką dla tych biednych ludzi, którzy stali, czekając na jakiekolwiek wskazówki...
Między cichymi szeptami, między płaczem wzruszenia i cierpień, mogliście więc ruszać dalej - każdy w wyznaczonym przez siebie kierunku. Pond wraz ze swoim nowym "przyjacielem" bez chwili zwątpienia pognali ku rogatkom, gdzie już z daleka mogli być świadkami poniższych wydarzeń...

Komisariat wbrew pozorom wcale nie był olbrzymim budynkiem. Widać było, iż został zaadaptowany do tej funkcji po powstaniu Dzielnicy Ochrony Mutantów - wcześniej prawdopodobnie pełniąc funkcję czysto usługową.
Był to budynek parterowy z niewielką dobudówką na dachu, gdzie mieściła się mała wieżyczka strażnicza - obecnie świecąca pustkami, prawdopodobnie przez widoczne zniszczenie na jej deskach. Chyba nawet kundle nie chciały się już na nią wspinać i ryzykować upadkiem z tych kilku metrów. Stała więc - strasząc swoim widokiem i nie dając żadnych nadziei tym, którzy byli tu prowadzeni.
Wszystkie okna w tym miejscu zostały wymienione na dużo mniejsze, niż były oryginalnie - co było wciąż widać po śladach po remontach i malowaniach, które wcale nie zachwycały swoją techniką, a każde potencjalne wyjście zostało zakratowane. Mogliście mieć też pewność, że wszystkie ściany zostały wzmocnione - co najlepiej było widać po popisie naszego piromaniaka, gdy wysadził drzwi - bo choć one wypadły ze swoich zawiasów, tak beton stał niemal nie ruszony - gubiąc jedynie pojedyncze płaty obdrapanej już dawno farby. Teren za posterunkiem był ogrodzony żelaznymi drutami, które miały uniemożliwić wyjście każdemu więźniowi, który doszedłby tak daleko ze swojej celi. Kamienne płyty "zdobiące" tę powierzchnię zdążyły już popękać, ale ślady krwi nawet mimo silnej ulewy nie chciały się zmyć.

To właśnie tam - gdzieś za tymi drutami, na bocznej ścianie budynku Leilah mogła dostrzec skrzynkę, która nad wyraz przypominała te napięciowe, gdy kierowała się do jednej z klatek w celu ukrycia - prawdopodobnie idąc śladami Obiektu 36. Jak bardzo nie było to kuszące - czekało ją niemałe wyzwanie, by przemknąć pomiędzy wrogami prosto na ich teren. Czy będzie chciała tak ryzykować?
W samej klatce nie było dla niej jednak dobrych wieści. Ot, malutka skrzyneczka z korkami, z której nie zdoła wyciągnąć zbyt wiele mocy. Nawet nie musiała być elektrykiem by poznać uszkodzenia na liniach i niską siłę napięciową, która nawet jej nie wołała. Ale za tymi kratami... Ah, te wszystkie iskierki wręcz krzyczały jej imię!
Gdy jednak pragnienie tak mocno wpływało na Pannę Addams, zaledwie kilka metrów dalej miało dojść do gorącego zbliżenia pomiędzy Christopherem a ognistą kulą wyrzuconą przez Bartowskiego. Jaszczuroludź próbował odskoczyć od niebezpieczeństwa, ale na jego nieszczęście - nie miał wystarczająco szybkiej reakcji. Całe szczęście - całość zaobserwowała Ricky, która w ostatniej chwili utworzyła tarczę, po której płomień prześlizgnął się - niemalże omijając osoby, w które był wycelowany.
No. Może poza faktem, że biednemu zawsze wiatr w oczy kole.
Varcer odskoczył niemal z kocią gracją kawałek dalej, by już po chwili - poczuć na własnym ogonie resztki gorących iskier. Jak się okazało - zamiast sobie pomóc, wyskoczył idealnie poza strefę ochrony wytworzoną przez Roseberry, narażając się na poparzenia drugiego stopnia na swej dodatkowej kończynie. Z całą pewnością bąble, które będą mu towarzyszyć przez następne kilkanaście dni będą niemałym utrapieniem.
Z całą pewnością - ból, który odczuwał na własnej skórze rodził w Gekoniastym złość - podobnie jak każde bolesne słowo wypowiadane przez Greya w kierunku byłego kompana z Bractwa. Choć pogoda stawała się dla Was wszystkich coraz bardziej przychylna, atmosfera gęstniała, budząc we wszystkich istną wolę walki.

Strona atakująca nie miała zamiaru odpuścić. Vincent wraz z Bradleyem kierowali swoje bronie ku drzwiom komisariatu z nadzieją na postrzał funkcjonariuszy. Strzały padały - jeden za drugim, tworząc dziki jazgot kul przecinających powietrze. Kryjówka Edamsa nie pozwalała mu jednak na dobre wycelowanie, przez co większość jego pocisków trafiała w drzwi i kamizelki kuloodporne szwadronowców. Nieco więcej szczęścia miał jednak Bradley, któremu nawet udało się postrzelić kogoś w nogę i ramię, co widać było po zgarbionych sylwetkach malujących się przy samych drzwiach. Gdy jednak stanął na podium jako wróg Aarona, cały czar prysł, niczym bańka mydlana. Kolejna ściana ognia pojawiła się pod butami Warlock Lorda, nie tylko zmuszając go do lekkiego wycofania, ale i przypalając jego nowe bojowe spodnie, jak i przysmalając czubki butów. Żar został jednak przygaszony, nim zdołał dostać się do jego skóry, powodując jakiekolwiek obrażenia.
Widząc tę scenę, Ricky mogła być pewna jednego. Jej moc zawiodła - nie tylko nie zdołała zablokować swego dawnego przyjaciela, ale i poczuła nieprzyjemne ukłucie w głowie, a pod swoim nosem mogła poczuć ciepłą, żelazną strużkę krwi. Dziwne, przecież wcale nie nadużyła swojej mocy, co więc... Co się tu działo?
Odpowiedzią miały być świecące oczy jednego z kundli, który stał w cieniu Inferno, skupiając swoje spojrzenie na blondynce. Nic sobie nie robił z krwawiącej rany we własnym ramieniu - był w transie, a jego moc mogła odczuwać właśnie ta biedna dziewczyna.
Nie miał zamiaru tego oglądać jeden z mutantów, który zjawił się wraz z blondynką w tym tłumie. Dostrzegł, skąd pochodzi zagrożenie, a widok krwi budził i w nim chęci mordu. Krzyknął, rozkładając swoje ramiona i mogliście być świadkami, jak jego mięśnie rosną w niezwykłym tempie, ukazując każdą żyłkę malującą się pod jego skórą. Nie minęła chwila, gdy biegł w kierunku wejścia, wyskakując na blaskookiego, skutecznie odwracając jego uwagę od naszej małej kruszynki. Również plan Esther nie poszedł po jej myśli - mimo, że wiązka światła porysowała się z jej dłoni, była zbyt słaba, by przebić się przez ostatnie krople deszczu, blask płomieni i odległość, jaka ich dzieliła. Może zbliżenie się o kilka metrów rozwiąże ten problem?
Z całą pewnością - Christopher nie miał zamiaru się nad tym zastanawiać - we własnej wściekłości pędząc prosto na powiększony oddział szwadronowców. Mógł jednak... Czuć się dziwnie w tym pędzie. Kolce na jego rękach, choć wysunięte - zdawały się nie mieć tej długości i twardości, do której brunet przywykł. Nie powstrzymało go to jednak przed rzuceniem się w sam środek wrogiej jednostki, wymachując wszędzie swoim obolałym ogonem i jaszczurzymi dłońmi, niczym największy moshowiec na koncercie. Nie tylko udało mu się uszkodzić część kamizelek, ale i zrzucić hełm z głowy Theresy - ukazując stosunkowo młodą, ale wyraźnie rozgoryczoną całą sytuacją kobietę. Ona jednak wcale nie zamierzała wchodzić z tym odmieńcem w walkę - od tego miała... Swoich kundli.
Nie minęła chwila, jak Varcer mógł dostrzec pędzącą w jego kierunku pięść. Czy zdąży się przed nią obronić?

Korzystając z całego chaosu - Lasair nie tylko zdołała prześlizgnąć się do szybu wentylacyjnego, ale i bez problemu znalazła dla siebie drogę w zawiłych zakrętach korytarzy. Co jakiś czas minęła jakąś pajęczynę, czy nieprzyjemnie ciepłe ciecze rozlane po blaszanej powierzchni, czasem musiała się przecisnąć przez zdecydowanie za mały korytarzyk, ale w końcu trafiła - korytarz między celami. Znała go aż za dobrze, choć nigdy nie miała okazji zbyt długo go podziwiać od tej strony. Płynnym ruchem zeskoczyła z okienka wentylacji, mogąc zauważyć kilka okratowanych pomieszczeń - a w każdym z nich po 2-3 zaobrożowanych mutantów. Pojawił się jednak problem - nie miała żadnych kluczy, a przecież dobrze pamiętała, że właśnie z takich najczęściej korzystają strażnicy. Na ścianie co prawda wisiała jakaś skrzynka, której dźwięki aż za bardzo pamiętała, ale... Czy zdoła obejść wszelkie zabezpieczenia, by właśnie w ten sposób uwolnić swoich pobratymców?

...

- Doigraliście się. - Syknęła kobieta, będąca partnerem naszego ognistego chłopaczka, jednocześnie szturchając najmniejszą przy sobie osóbkę. Wszyscy czuliście, jak lekko zawirowało w Waszych głowach, ale... Jeszcze nie wiedzieliście, co to mogło oznaczać.

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (27.10 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Wszyscy gracze zobligowani są do uzupełnienia/zaktualizowania swoich informatorów - przede wszystkim uwzględniając wszystkie informacje w tabelkach, takie jak choroby, przyjmowane leki czy lęki i marzenia.
Wykorzystane nagrody fabularne: Pomoc NPC (Ricky Roseberry)



Rzuty:
Ukryj: 


Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 58%
Opanowanie: 70%
Inne:
znaczące obrażenia: wybity nadgarstek
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 97%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli), pistolet mutazynowy -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 56%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.



Christopher Varcer - 2019-10-24, 20:35

Strach, ból, gniew... ile bodźców docierało do głowy mutanta, który czuł jak z każdą kolejną sekundą zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Cała strategia zaczęła odchodzić w niepamięć. Mutazyna, choć obecna w jego żyłach, nie była w stanie powstrzymać tego, co działo się w umyśle mężczyzny - tej nieludzkiej żądzy wyeliminowania wszelkich czynników, które były odpowiedzialne za jego cierpienie. Gdyby tylko ktokolwiek z obecnych tutaj go znał, nie potrafiłby rozpoznać w nim tego samego promiennego chłopaka, który zawsze tak bardzo troszczył się o innych.
Poparzony przez Aarona ogon niewątpliwie wywoływał ból, lecz przy tak dużej dawce adrenaliny, Chris odczuje to w pełni dopiero za jakiś czas, podobnie jak zranioną dłoń, choć tej praktycznie nie mógł używać. Kolce skutecznie uszkadzały kamizelki, ale czy udało mu się wtopić je w miękką żywą tkankę pod kamizelką i faktycznie kogoś zranić? Tego nie wiedział. Atakował praktycznie na ślepo, skupiając się na jak najszybszym zadawaniu kolejnych ciosów. Presja robiła swoje, ale może to właśnie taki chaos ruchów sprawił, że wciąż stał na nogach i trudniej było się z nim uporać? O dziwo dawał sobie radę, mimo braku doświadczenia w walce.
Dostrzegłszy kątem oka pięść jednego z kundli, jaszczur odchylił głowę ostro w bok z zamiarem uniknięcia tak śmiałego uderzenia. Gdyby mu się to udało, nawet nie zawahałby się przed silnym zaciśnięciem kłów na owej ręce. Próby uwolnienia jej poprzez bezmyślne wyrywanie się z pewnością nie skończyłyby się dobrze dla jej posiadacza.
Cokolwiek by się nie działo, mutant zdawał się od teraz działać w pojedynkę, nie dopuszczając do siebie nikogo. W całej tej agresji krył się strach o własne życie. Kto był dobry, kto był zły? Granice te zdawały się zacierać. Głos w jego głowie krzyczał "Odejdźcie, odejdźcie!", jakby wcale nie walczył z żywymi ludźmi, a wytworami własnej wyobraźni. Atak był ucieczką od tego koszmaru. Tylko wtedy czuł, że ma nad nim kontrolę.

Leilah Addams - 2019-10-25, 01:53

W naturze Leilah nie leżało długie ukrywanie się po kątach więc nie miała zamiaru długo siedzieć w swojej kryjówce, bo raczej byłaby tutaj nieprzydatna, a sytuacja nie rysowała się na zewnątrz zbyt różowo jak dotychczas.
No, ale trzeba było wykorzystać możliwości, które dawała mała skrzynka rozdzielcza. Leilah zdawała sobie sprawę, że nie da ona tak dużo jak ona by potrzebowała, ale lepsze to niż nic. Zabrała się więc za wykręcanie bezpieczników, lub też ich wyrwanie jeśli zaszła taka potrzeba i zrobiła coś co raczej większość ludzi by wpraiło w osłupienie, mianowicie włozyła palce w miejsce bezpieczników, a kiedy poczuła przepływający przez nią prad, poczuła prawdziwie błogi stan, czuła jakby odzyskiwała ostrość widzenia. Trzymała rękę tak długo aż ze skrzynki nie zaczęły lecieć iskry, a potem po prostu cała się nie przepaliła. Nieco wzmocniona wysunęła się z klatki schodowej i padła na ziemie. Postanowiła poczołgac się strochę naprzód w stronę wroga, a kiedy nieco się zbliżyła, przyjrzała się ich butom. Jeżeli wszyscy nie stali w kaloszach, to przyłozyła rozwartą dłoń do ziemi i puściła wiązkę elektryczności po ziemi mając nadzieję, że ich usmąży, przynajmniej co po niektórych. Oczywiście puściła swoją moc tylko w kierunku strażników by nei porazić nikogo ze swoich. Jednocześnie cały czas leżała na ziemi chcąc jak najdłużej ukryć swoją obecność.

Ricky Roseberry - 2019-10-25, 07:48

Udało się przynajmniej jedną część tego co planowałam. Nie znałam wszystkich może dlatego nie wiedzieli co potrafię. Chciałam pomóc a wyszło odrobinę inaczej. Strzelanie kul i chaos który tu był nie sprzyjał myśleniu. Wytarlam krew spod nosa o rękaw i byłam w duchu wdzięczna temu mutantowi który rzucił się na osobę która zablokowała moje działania. Wyciągnęłam broń i odbezpieczylam ją. W tym momencie treningi z Aaronem mi sie przydadza.
Usłyszałam głos Nicholasa w słuchawce. No tak. Powinnam być przy rogatkach. Usmiechnelam się pod nosem.
- Sofia pod komisariatem zablokowane pierwsze dzialanie Aarona. Bede probowala unicestwic tą małą pozniej dostane sie do ognistego. - odpowiedziałam do sluchawki i wycelowalam broń w stronę dziewczyny. Strzelalam do niej z zamiarem zabicia podchodząc coraz bliżej. Gdy byłam blisko na tyle by nikogo z moich nie było na linii ugotowałam wokół siebie tarcze i z ogromną siłą ją odepchnelam prosciutko na tą dziewczynę.
Skoro odsłaniają swoje karty to są naprawdę głupi.

Mary Pond - 2019-10-25, 09:08

Gdy kundel poprosił ją o broń z mutazyną zmierzyła go podejrzliwie wzrokiem, ale raczej nie planował ich zaatakować, więc podała mu pistolet i potem zaczekała na zwrot. Człowiek wydawał się jej dość surowy. Z tych, którzy niechętnie wychodzą na mównicę. Nie zdziwiła się więc, że odmówił wejścia na glif razem z nią. Blondie za to nieco zaskoczył ją taką decyzją. Był w końcu dowódcą. W dodatku gdy już skończyła dodał coś od siebie. Jednak z dołu. Zaczęła się obniżać już gdy zaczął swoją przemowę. Spojrzała jeszcze na tłum chcąc ocenić czy coś w ich postrzeganiu się zmieniło. Pójdą ze wskazanym im człowiekiem czy będą się za bardzo bali? Idealnie nie było, ale wyglądało na to, że pójdą za Chrisem. To dobrze, bo Mary nie mogła już tu zostać.
W drodze na komisariat blondyn wyjaśnił o co chodzi.
-Nie zużyłam jeszcze nawet jednej czwartej tego limitu, a takie pokazy potrafią być ważniejsze od faktycznego potencjału.- odpowiedziała jak ona to widziała. Efekt psychologiczny potrafi być o wiele potężniejszy od prawdziwej siły. Nie zanudzała go dodatkowymi szczegółami działania jej mocy jak to, że jego wejście na podium nie miałoby dla tego limitu żadnego znaczenia. Nie potrzebował tych informacji.
Komunikat radiowy brzmiał na niezbyt napawający optymizmem, ale dopiero gdy dowódca doprecyzował co to znaczyło, Mary poczuła odpowiednią do chwili dozę niepokoju. To zdecydowanie mógł być problem. Wyglądała zza rogu na to co się dzieje usiłując ocenić za co najlepiej zabrać się na początku. Blondie wskazał potencjalne zadanie. Dostanie się do środka.
-Mogę nas zabrać na dach. Tam pewnie jest jakieś wejście i będzie mniej strzeżone niż to przy ulicy.- stwierdziła -Albo oknem, ale nie sądzę bym była w stanie wywalić te kraty.- dodała inną opcję. Już miała dopytać czy Ci na dole sobie poradzą, ale przecież ważniejsze było wejście do środka i zabranie stąd więźniów. Po to tu przecież przyszli.
Patrząc na ten cały bajzel kusiło by pójść między nich i tam pomóc. Jednak powstrzymała się na wypadek gdyby Blondie coś od niej chciał.

Esther Goth - 2019-10-26, 10:04

Nie spodziewała się, że deszcze również zablokuje jej moc i nie da to takiego efektu, jaki by chciała. Jedynym pocieszeniem było, że już coraz bardziej zniknął. Postanowiła poczekać z ponownym użyciem mocy, aż całkiem zniknie. Lepiej nie ryzykować i nie potrzebnie marnować mocy. Sięgnęła broń, kiedy w grupie, z którą przyszła rozległ się krzyk i dostrzegła mutanta. Który niczym postać z kreskówki zwiększył rozmiar swoich ramion dając im groteskowy wygląd. Po tym przestawieniu zaraz ruszył na kundla. Skupiając na nim swój atak... Pierwszej chwili Goth zamierzała go powstrzymać, bo miała wrażenie, że nie działa z głową tylko pod wpływem impulsu. A to nie zawsze dobrze kończy. Jednak ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Zamiast tego sięgnęła po swoją broń, którą zaraz skierowała na strażników najbliżej wejścia do komisariatu.
- Przed komisariatem wraz z grupą mutantów, którzy zdecydowali się pomóc w ataku - powiedziała nim obrała cel wśród strażników i za nim wystrzeliła. Po odpowiedzeniu bratu postanowiła skupić na strażnikach. Szukając z nich największego zagrożenia bądź kogoś kto mógł dowodzić. Jest powiedzenie odetnij żmij głowę a zdechnie. Najbardziej skupiając się na tej co przemawiała do nich. Miała wrażenie, że to ona tutaj jest jakąś osobą wydającą polecenia. Zwłaszcza że przy sobie miała pana ognistego i małą dziewczynkę. Co bez wątpienia oboje byli mutantami, bo co mogło robić dziecko wśród strażników. Jeśli nie miała dla nich jakiś pożytecznych mocy.

Lasair Roarkedaughter - 2019-10-26, 10:21

Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Tym też skromnym cytatem i powiedzeniem można łatwo określić to, że Lasair w ogóle udało dostać się do środka. Zapewne innych warunkach nigdy by nie dotarła pod cele, a jej obecność dość szybko została wykryta. A tak, że ci na zewnątrz skupiają na sobie całą uwagę jest tu gdzie jest, gdzie chciała. Jednak zaraz pojawił się kolejny problem. Nie miała żadnych kluczy ani mocy zwierząt, jakie by uchodziły za silne. Szkoda, że DOMu nie ma ZOO gdzie mogła czerpać ze swojej mocy, a nie tylko korzystając z tak małej liczby zwierząt, jakie tutaj przebywają. Rozejrzała się po pomieszczeniu szukając sposobu jak uwolnić mutantów. Jak na przykład plik kluczy wiszących na haku. Niestety nie zawsze jest tak jak filmach jest to przestawione. Nigdzie nie śpi strażnik z kluczami ani też nie ma ich powieszonych. Tylko skrzynka, która chyba elektronicznie działa na cele. Jednak czy da radę ją otworzyć i sprowokować spięcie lub za pomoc kabelkami otworzyć je. Hmm… Kto nie próbuje ten nie zyskuje. Podeszła szubko do niej pierw zmagając się z otworzeniem jej. Jak się jej to udało to przyjrzawszy się zawartość skrzynki i tego, jak może otworzyć cele.
Marian Cook - 2019-10-26, 15:28

Marian siedział w jakimś małym... pokoju, nie do końca wiedząc co się działo. Już trochę czasu tutaj spędził. Ale jak się dostał, oto pytanie pewnie mącące myśli wszystkich- sprawa prosta, złapany, zamknięty, bo komuś grały kiszki. Dnia pewnego gdy sobie gotował usłyszał "Atakują!" i się porządnie schował. Przyczajony niczym tygrys, ukryty jak smok, wszystko było dobrze- póki nie pewien ćwok. Wbił do kuchni gdy Marian w wentylach siedział, szukał, rorzucał- ale się zawiedział. Nic nie znalazł oprócz paru składników, koniec tygodnia był- pustki w składziku. I co Mariana oczom się ukazało- Panie Boże, by tego niszczenia było mało, w chlebaku tejże osoby leżał kotlet- schabowy! Tak źle przyprawiony, źle wyglądający, przez sprawne oko Mariana zanalizowany- do jedzenia się nie nadający. Więc oczywiście Marian pośpieszył na ratunek, po cichu wyszedł, zrobił sumienia rachunek. Gotował, przypichcił i podał biednemu stworzeniu, a w zamian otrzymał ładny ornament i wakacje- kajdany i pobyt w pseudo- więzieniu. I to byłaby historia nieznana znanego kucharzyny- Cooka Mariana.
Teraz siedziwszy wyszedł na zewnątrz- jakkolwiek płytkie historii tej niebyłoby sedno, krzyki i hałas wzbudziły w nim jedno. "Czas na wyjście"- pomyślał sobie i niemyśląc zbyt wiele o garderobie, wziął Patelnię i w dobrym nastroju udał się ku drzwiom w skąpym nieco stroju. Humor dopisywał, Patelnię mocno potrzymywał, uzbrojony i niebezpieczny- taki już ten Marian jest nasz waleczny.

Aaron Bartowski - 2019-10-26, 21:44

Wspominanie Alby bolało. Tęskniłem za nią niezmiernie, więc każdorazowo wypowiadane jej imię nie działało na korzyść nieznajomego. Pragnąłem rzucić się na niego i tłuc, tłuc i tłuc, choć przecież nie należałem do agresywnych osobników. Jednak tak tego pragnąłem… Zaciskałem już nawet dłonie w pięści i widziałem oczami wyobraźni jak biegnę w jego kierunku, jak go popycham czy sprzedaję pierwszego prawego sierpowego…
Ale się nie ruszyłem, jak gdybym przywarł do podłoża. Zabawne, bo podobne uczucie powinno towarzyszyć nieznajomemu, któremu przysmażyłem przecież nieco buty. Byłoby tak zapewne, gdyby to była jakaś bajka. Niestety, to była brutalna rzeczywistość. Byliśmy na polu bitwy, Alba nie żyła, a ja walczyłem o lepsze jutro… dla jej wspomnienia, dla marzeń, których już nie zrealizuje, ale które mogłaby, gdyby żyła. Paskudnie.
Zacisnąłem zęby. Powtarzałem w myślach, że mam jeszcze trochę rozsądku i nie zrobię nic, co naraziłoby moją ekipę na szwank, szczególnie mając na uwadze Theresę, którą atakował ten oszalały gad, oraz młodszą koleżankę, którą wcześniej wspomniana kobieta postanowiła ujawnić. Nie byłem pewien, czy to aby odpowiedni moment. Szczególnie że nie zlikwidowałem jeszcze tego szepczącego zaklęcia czarownika… Ta myśl uświadomiła mi, że jednak powinienem rzucić się na niego z pięściami by odwrócić jego uwagę od małej.
Zamiast stać dalej i udawać groźnego, postanowiłem serio być groźny, heh. Spojrzałem przelotnie na Theresę i pozostałych mutantów, czy dają sobie radę, i zaraz ruszyłem przed siebie w kierunku nieznajomego znajomego. Miałem aby nadzieję, że przez ten czas mój ogień oraz inni zajmą go na tyle, że nie otrzymam kulki w łeb… ani też nie zamieni mnie tymi swoimi klątwami w jedną wielką bańkę mydlaną. Jeśli się udało, to hulaj duszo, piekła nie ma.
Na początek wpadłem na niego z impetem.

Bradley Grey - 2019-10-26, 22:10

// z telefonu

Brad całkiem nieźle sobie poczynał. W ferworze walki czuł się zaskakująco dobrze. Był szybki i pewny, bo nie zawahał się przed zabiciem wroga. Adrenalina krążyła w jego krwi i czuł przede wszystkim ogarniający go pęd do walki. Widział, że jego strzały trafiały we wrogów, choć nie miał czasu, żeby teraz liczyć upadłych. Chciał po prostu się ich pozbyć i wejść do tego przeklętego komisariatu. Za długo to trwało i wiedział, że pomoc jakoś nie nadciąga. Obawiał się, że w ogóle nie nadejdzie i zostali wystawieni na pożarcie DOGS.
- Przed komisariatem. Robi się gorąco - mruknął do komunikatora do Nicholasa. Nie miał czasu zdawać pełnej relacji, bo nagle pod nogami buchnął mu ogień. Warknął pod nosem i odskoczył do tyłu. Buty mu się nieco przypaliły, ale odzież i obudowie nie były wysoko na jego liście priorytetów.
Poczuł lekki zawrót głowy i wiedział, że nie jest to naturalny czynnik. Spojrzał na kundli i dostrzegł dziewczynę, którą przed chwilą szturchnęła przewodnicząca tego zamieszania. Chciał ją zaatakować, ale w tym momencie Aaron postanowił się na niego rzucić. Widział jak biegnie w jego kierunku, więc postanowił użyć swojej mocy.
Wyciągnął rękę przed siebie i postanowił nieco otrzeźwić byłego znajomego. Za pomocą swojej mocy przenoszenia przedmiotów „chwycił” ciało Aarona i wyrzucił go do tyłu, prosto na dziewczynę, która przyprawiła ich o zawrót głowy. Miał nadzieję, że jego zamiar powiedzie się w 100%.

Nicholas Grenville - 2019-10-28, 00:49

Nie wszystkich usłyszał w komunikacie, co go trochę zaniepokoiło. W jednym zaś odczuł ulgę, kiedy usłyszał głos siostry. Rozumiał więc, że Esther daje sobie radę i nic jej się nie stało. Mógł z tą myślą działać dalej i wierzyć w pozostałych. Tym samym wysłuchał opinii i propozycji Mary, która podała mu całkiem dobre rozwiązanie.
- To będzie najlepsze wyjście. Sądząc po stanie drzwi frontowych do komisariatu, musieli próbować je wyważyć, co nie było prostym zadaniem. Idziemy na dach.
Zadecydował, dając dziewczynie znać, aby przygotowała swojego glifa czy cokolwiek tam tworzy, aby mogli udać się na dach, gdzie później skierowaliby się na mało przyjemnie wyglądające zapewne wejścia do środka budynku.
- Wytrzymajcie jeszcze trochę. Postaram się z naszą koleżanką dostać do środka.
Zakomunikował pozostałym, by wiedzieli także o jego zamiarach. A jeżeli ktokolwiek zacznie atak od środka, rozproszy to uwagę strażników przebywających w środku.

Christian Wilson - 2019-10-28, 11:10

Poprosił broń dziewczyny jednak nie była mu ona potrzebna. Jednak kiedy dziewczyna wręczyła mi ją to sprawdziłem stań broni. Po czym oddałem jej ją skoro miała iść z Nickiem pod komisariat to lepiej jak będzie miała czym się bronić. Faktycznie nie zamierzałem przemawiać, ani też przekonywać ich do siebie. Jeśli zaufają mu to będą mieli szanse wydostać się. Nawet jeśli do końca nie wiedziałem gdzie ich zabiorę. Jak Nick włączył się do przemowy przy okazji zdradzając, że jestem jego bratem uniosłem brew. Nie spodziewałem się, że przyzna się do tego przed obcymi ludźmi.
Odprowadziłem te dwójkę wzrokiem sam zacząłem myśleć, gdzie mogę podziać taką liczną grupę. By od razu DOGS o niej nie pomyślało. Po ataku uciekinierów będą szukać opuszczonych miejscach taki jak magazyny czy też jakieś fabryki, a nawet lasach.
- Kto zamierza tutaj zostać niech zostaje... A ci co chcą się wydostać to za mną. Nie mam zamiaru was przekonywać robiła to już ta dwójka. Od was zależy, czy mi zaufacie czy wolicie tutaj stać jak te słupy - powiedziałem do nich, bo nie zamierzałem przekonywać ich ani też przejmować się tymi, którzy zdecydowali zostać i czekać na nie wiadomo co...
Postanowiłem zabrać ich do kanałów może i DOGS sprawdzi je prędzej czy później. Jednak na czas ataku to było dobre miejsce by przeczekać go i zdecydować co dalej.

Vincent Edams - 2019-10-28, 19:45

Vincent zaklął pod nosem po raz kolejny. Miał duże problemy, by się wydostać z tego impasu. Nie miał nawet teraz głowy, by na bieżąco informować Nicholasa, co się dzieje. Jego strzały nie trafiały tam, gdzie by sobie życzył. Wiedział też, że pozbywając się Aarona, może utorować sobie i innym drogę dalej.
Wziął głęboki oddech i pędem puścił się przodem, byle do następnej kryjówki, z której mógłby celniej strzelać, ale i zbliżyć się do kundla. Czuł jak serce bije mu jak oszalałe a oddech przyspiesza. Wiedział, że to nie jest dobry moment by wpadać w berserk.
Jeszcze nie teraz.
Jeżeli udało mu się zbliżyć do Aarona na tyle, by znalazł się w jego zasięgu, uruchomił wektory i wystrzelił w jego kierunku. Chwycił za nogę mutanta i szarpnął, by go przewrócić i pozbawić przewagi. Kiedy ten będzie na ziemi, użyje broni. Ale do tego była jeszcze chwila...

Mistrz Gry - 2019-10-29, 15:55

Czy przyjdziesz dziś pod drzewo,
gdzie kazałam Ci uciekać,
byśmy oboje mogli być wolni?

Christian nie zadawał sobie podobnych pytań - gdy stanął na czele tłumu. Tłumu jego pobratymców, który nie miał tyle szczęścia, co ludzie na wolności. Cierpieli tu - od wielu miesięcy, licząc dni swojej agonii. Część z nich przyszła tu dobrowolnie, wierząc w dobre intencje Rządu, inni zostali tu umieszczeni siłą. Po takim czasie... Wolność wydawała się wręcz abstrakcją.
Bali się jej - a jednak kroczyli, wolno, za swoim nowym przewodnikiem. Nie wiedzieli, co będzie ich czekać po drugiej stronie rogatek, ale... Czy mogło być gorzej, niż tutaj?
Dwóch mężczyzn uniosło nieznaną sobie Penelope, której stan... Nie wróżył nic dobrego. Wciąż była osłabiona i chyba nie do końca pewna tego, co się wokół niej dzieje. Trucizna, którą uraczył ją rebeliant działała na nią niczym dobry narkotyk - skutecznie pozbawiając nie tylko mocy, ale i władzy nad własnym ciałem. Z całą jednak pewnością - gdy już dowie się, z jakiego powodu wszyscy opuszczali to miejsce... Będzie im wszystkim wdzięczna.
Spivey ze swoją złamaną ręką miał przed sobą nie lada wyzwanie, by podnieść właz kanałowy - ale na szczęście z jego zbiorowiska wyrwało się kilku chętnych do pomocy mutantów. Wspólnymi siłami otworzyli przejście, a część z silniejszych mężczyzn zeszła do kanałów jako pierwsza - by z dołu asekurować wszelkie słabsze osoby. Christian nie miał jednak wątpliwości, że powinien zostać na powierzchni - przynajmniej do czasu, aż wszyscy będą bezpieczni pod powierzchnią ziemi.
Zostały zaledwie ostatnie osoby, nim z pewnej odległości do jego uszu dotarły specyficzne dźwięki. Dźwięki wsparcia - i to nie byle jakiego. Nadjeżdżały pojazdy. Rządowe pojazdy. A to nie wróżyło niczego dobrego tym, którzy pozostali na terenie DOMu.
Czy jednak nasz kundel zdoła z tym faktem cokolwiek zrobić - zważając na fakt, że nie miał przy sobie radia pozwalającego mu na kontakt z rebeliantami?

Pod samym komisariatem jednak toczyły się nie tylko walki.
Lasair, która znalazła się już w jaskini lwa za wszelką cenę próbowała rozgryźć system zabezpieczeń przy celach. Mimo swoich częstych wizyt w tych okolicach, nie znała ani kodów, ani sposobu obsługi tak zaawansowanej techniki. A gdy wiedza nie wystarcza - najłatwiejszym sposobem walki okazuje się być... Czysta agresja. Z całą pewnością wykorzystanie swej mocy by zdobyć więcej sił może się tu opłacić - jeśli tylko pannie Roarkedaughter uda się zerwać skrzynkę i uszkodzić przewody wewnątrz niej - zabezpieczenia przy celach powinny puścić, a wtedy... Wystarczy odrobina siły, by wyrwać kratki z ich zawiasów.
Wkrótce w ślady za nią miał ruszyć Nicholas w asyście Mary. Oboje wykorzystali swą przewagę - w końcu nikt ich jeszcze nie obrał za cel. Nie było też trudno przemknąć bocznymi uliczkami i otwartymi klatkami na tyły komisariatu - gdzie panna Pond mogła ponownie się popisać swoimi zdolnościami. Tym razem - nie tylko udało jej się wykonać piękny glif, który poniósł ją i blondyna prosto na dach budynku, ale i nie zostawiła za sobą typowych dla swej mocy śladów. Ich lądowanie było wyjątkowo gładkie i ciche, dzięki czemu nawet kundle będący na dole nie zdołały wyczuć, że coś się dzieje nad ich głowami.
Przed oczyma naszej dwójki malował się dokładnie ten sam właz wentylacyjny, którym do środka dostała się ich... Nowa koleżanka. Wystarczyło jednak szybkie spojrzenie, by oboje zdali sobie sprawę, że Greenville... Nie ma szans się w nim zmieścić. Nie wyglądało też na to, by z samego dachu do środka prowadziła inna droga - w końcu wszystkie okna, nawet te pod samym sufitem były porządnie okratkowane. Ale... Może znajdzie inne wykorzystanie dla wentylacji?

Przedstawienie jednak wciąż musiało trwać.
Wydawało się, że Aaron wraz z Bradleyem zapominali o tym, co działo się wokół nich. Byli swoimi wrogami, i nim mogli ruszyć do dalszej walki - jeden z nich musiał najpierw pokonać drugiego. Tu nie było innego wyjścia. Pięści Bartowskiego wręcz rwały się do walki, gdy Grey zachowywał nieco więcej dystansu, chcąc bronić się własną mocą. Czego jednak żaden z nich nie przewidział - to włączenia się młodego rebelianta do tego sporu. Nim którykolwiek z bardziej doświadczonych wojowników zdążył wykonać swój ruch - Vincent już złapał Aarona swymi wektorami, powalając go boleśnie na ziemię, uniemożliwiając tym samym Warlock Lordowi zaplanowaną przez niego akcję.
Nieco więcej szczęścia miał jednak Christopher, któremu udało się uniknąć bolesnego ciosu prosto z pięści Ogara. Niestety jednak - nie udało mu się na tyle szybko odchylić swej głowy, by móc jeszcze go ugryźć, ale za to... Prześlizgnął się do środka komisariatu. Stał za plecami całej zebranej grupy, która wydawała się nie zwracać na niego absolutnie najmniejszej uwagi, gdy to właśnie Huxley upatrzył go sobie jako zabaweczkę.
Ale czy to na pewno można było uznać za fuksa?
Kamienna twarz Ivana nawet na sekundę nie zmieniła swojego wyrazu, a jego postawa nawet nie przypominała obronnej. On... Po prostu stał, odgradzając Varcerowi drogę od pozostałych szwadronowców - aż do chwili, gdy jego dłonie się uniosły i zaczął masować swoje pięści, gdy kącik jego ust... Chyba lekko uniósł się ku górze. To chyba nie wróżyło niczego dobrego...
Wydawało się, że z pomocą rusza mu Esther - wyciągając swoją lśniącą kaburę i celując w funkcjonariuszy znajdujących się w wejściu. Nie wiedząc jednak, czy to wina panującej tu atmosfery, czy jednak tych chwilowych zawrotów głowy - nie udało jej się zranić żadnego ze swoich celów.
Najgorzej jednak na te tajemnicze symptomy zareagowała Ricky - u której zawroty głowy skutecznie uniemożliwiły stworzenie wystarczająco silnej tarczy. Mimo najszczerszych chęci i zbliżenia się ku komisariatowi - wszyscy tu zebrani odczuli jej moc jako delikatne pchnięcie - które nawet nie ruszyło ich z miejsca.

Do zabawy jednak chciała również dołączyć Leilah - która niczym z doświadczeniem z Runmagedonu, przeczołgała się bliżej atakowanego budynku, by już po chwili - korzystając z wciąż utrzymującej się na powierzchni wody - przepuścić wiązkę elektryczności prosto na swoich wrogów. Jaka jednak szkoda, że sama chyba zapomniała, jak świetnie dziś są wykonywane buty wojskowe - wzmocnione gumową podeszwą, która skutecznie zablokowała każdą małą iskierkę, która chciała się dostać do ich właścicieli. Cóż za szczęście, że i nasz Jaszczuroludź miał adidasy z gumową podeszwą - inaczej mielibyśmy tu smażoną Jaszczurkę do podania na srebrnej tacy...

W całym tym chaosie wszyscy jednak zapomnieli o bezbronnych mieszkańcach. Część z nich - szczególnie z tej przecznicy - nie została wyprowadzona na wolność. Jedną z takich osób był nasz drogi Marian - który wciąż nieco zaspany (w końcu było ledwie kilka minut po 5), przytulał się do własnej patelni, by dopiero po chwili doszło do niego, co tu się dzieje.
Wśród atakujących mógł zauważyć kilka dziwnie znajomych sylwetek, których nie widział od tak długiego czasu. Czy to jakkolwiek zmusi go do zmiany dotychczasowego, dość spokojnego, ale jednak biednego życia? Czy odważy się zaryzykować i do nich dołączyć, czy jednak... Ucieknie w odwrotnym kierunku - prosto ku rogatkom?

Wszyscy zebrani przed komisariatem mieli wrażenie, że coś jest nie tak. Nikt jednak nie wiedział, skąd może pochodzić ten niepokój - tym bardziej, gdy po zaledwie kilku chwilach wszystkie symptomy wirujących głów odeszły w niepamięć.
Pojawił się jednak kolejny problem. W oddali - mimo odgłosów walki, buchającego ognia i strzałów - na nowo roznosił się turkot helikoptera. Tym razem jednak zdawał się nadchodzić... Z zupełnie innej strony.
Czy i tym razem znajdziecie sposób, by go spowolnić?

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (1.11.2019 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.
Lasair w swoim poście (lub na discordzie) może wykonać rzut na powodzenie w wykorzystaniu swojej mocy. Wynik 4-6 oznacza sukces w uszkodzeniu skrzynki - co równa się uwolnieniem uwięzionych w celach mutantów.
W następnej turze zostanie wykorzystana mechanika 3 akcji.



Rzuty:
Ukryj: 


Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 58%
Opanowanie: 70%
Inne:
znaczące obrażenia: wybity nadgarstek
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 97%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli), pistolet mutazynowy -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 56%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 96%
Opanowanie: 100%
Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.
Numer porządkowy: 13
Dane: Marian Cook
Żywotność: 70%
Opanowanie: 70%
Inne: patelnia
Numer porządkowy: 14
Dane:
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group