To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

dzielnica ochrony mutantów - Rogatki

Esther Goth - 2019-10-17, 17:58

Udało się jej trochę przekonać ludzi z getta do siebie lub też była to zasługa Mary. Skoro sprawnie im poszło przedostanie się do Rogatek. To być może będą chcieli dalej walczyć z nimi. Czasem ludzie bardziej słuchają głosu zemsty, zapłaty za krzywdy niż rozsądku. Jeśli ci zdolni do walki chcieli iść z nią pod komisariat. To nie będzie im tego zabraniać. Zwłaszcza że z tego, co słychać przydadzą się tam każde ręce do pomocy. Jednak miała tylko nadzieję, że nie sprawdzą się słowa Rowling z Baśni Brada Beedlea, że ludzie mają dziwną skłonność do wybierania tego, co doprowadzi ich do zguby. Liczyła, że tym przypadku będzie inaczej.
Jak znalazły się na Rogatkach i Mary poszła dowiedzieć się co dalej z tymi, którzy zdecydowali się uciekać. Dostrzegła w budce obu swoich braci i kobietę, która była mamą Vanessy. Już raz wplątała się między nią, a Vanessą. Więc wolała teraz sobie to odpuść i pozostać z bezpiecznej odległość nawet na deszczu. Byle tylko nie pokazywać się... Poza tym wiedziała jak Chris zareaguje. Będzie miał pretensje, że tutaj była, że się naraża i będzie chciał ją odesłać. O to, co nie... Nie zamierzała stąd odchodzić i się chować pod kątach.
- Przekaż mojej koleżance, że poszłam pod komisariat - powiedziała do jednego z mutantów, który czekał na decyzję co z nimi. Po czym spojrzała na tych co chcieli dalej walczyć. - Jeśli nadal chcecie walczyć i zniszczyć getto to chodzie ze mną - powiedziała do nich. Teraz w ich rękach decyzja, czy nadal chcą walczyć, czy wolą stąd uciec i zapomnieć o tym miejscu. W obu przypadkach nie będzie miała do nich żadnych pretensji. To był ich wybór i nie mogła im niczego narzucać.

Ricky Roseberry - 2019-10-18, 09:15

// że swojej kryjówki

Miałam czekać. Miałam być wsparciem i miałam chronić tyły tym którzy dadzą radę uciec. Nie spodziewałam się jakiś kwiatków ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Założyłam kaptur i naciagnelam chustę na nos by było widać tylko oczy.
Czekałam cierpliwie do momentu jak usłyszałam eksplozję. Przestraszylam się nie na żarty. Miałam nadzieję że nikomu nic się nie stało chociaż ofiary musiały być by zdobyć nasz cel. Wyjrzalam z mojej kryjówki w stronę rogatek. Stało tam dwóch mężczyzn i jakaś kobieta. Z daleka nie wiedziałam o czym rozmawiali ale bez ryzyka nie ma zabawy. Ruszyłam prosto do nich a raczej miałam w planie ich minąć.
Przeszłam obok nich. Widząc że dwóch facetów na jedną babę. Nie miałam ochoty się im wtrącać z resztą jeśli oni nie dadzą rady z nią to co ja bym poradziła?
Lało a grzmoty nie pomagały w zebraniu swoich myśli. Akurat do dodatek podchodzili grupa ludzi. Widać po nich było że są to mieszkańcy DOMu. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyłam biegiem w stronę z której dobiegł mnie wcześniej odgłos eksplozji. Dobiegajac na miejsce schowalam się za czymś by obserwować sytuację.
To co zobaczyłam a raczej kogo tam zobaczyłam. Zamurowalo mnie...
Aaron....

Aaron Bartowski - 2019-10-18, 18:10

Przekrzywiłem głowę w bok, bo ten mój jakże celny strzał się nie powiódł. Wymierzony był perfekcyjnie, gorzej miały się panujące tu warunki, nieprzewidywalne warunki. Mutanci… Sprawiali, że tym bardziej nienawidziłem siebie, nienawidziłem swojej mocy, nienawidziłem świata, w którym żyliśmy. Zbyt wiele strat, zbyt wiele bólu, a to wszystko ich wina! Rozwydrzonych mutantów, którzy walczyli w imię czego? Wolności czy może jednak sadystycznego zadawania bólu i cierpienia?
Wsunąłem broń do kabury. To bez sensu. Strzelali ludzcy strażnicy, więc powinienem ich wesprzeć, dezorientując nieco mutantów swoją mocą. To był idealny moment, gdyż kobieta – załóżmy, że mówię jej Theresa – ze Szwadronu, moje osobiste wsparcie, odezwała się, dając im dosadnie znać, że mają ostatnią szansę na poddanie się. Cóż, a potem… Potem po prostu miało być gorąco.
Trochę jak na niemo rzucone przez nią hasło, wykorzystałem swoje karwasze. Buchnęły ogniem, który podsyciłem. Z początku niezbyt stabilnie, przesadzając nieco ze swoją mocą, ale zaraz ją ustabilizowałem i zacząłem tworzyć przed sobą kulę ognia. Mniejsza wersja słońca, większa wersja płomyka świecy. Robiła się coraz większa i większa. Miałem nad nią kontrolę.
Kątem oka skontrolowałem, czy mutanci postanowili się poddać, czy może jednak dalej stawiają opór. Jeśli postanowili zaatakować, zamierzałem rzucić w ich kierunku stworzoną kulą ognia. Najchętniej uczyniłbym to pod adresem syczącego stwora. Wyglądał dziwnie. Nieludzko.

Bradley Grey - 2019-10-18, 19:54

Bradley nie zwracał uwagi na innych ze "swojej drużyny". Najważniejsze było dla niego powodzenie misji, ale działał solo i nie był przyzwyczajony, żeby liczyć się z kimś jeszcze. Także mimo, że Leilah również miała swój udział w dobiciu szwadronowców, on nawet jej nie skinął ani nawet jej nie zauważył. Był pochłonięty misją i obowiązkami, musiał być skupiony.
W nie tak dalekiej odległości od niego zobaczył tego dzieciaka, z którym wcześniej szedł i jeszcze jednego. Domyślał się, że jest z nimi, skoro stał na linii ognia wrogów. No właśnie, to nie było zbyt ciekawe, zwłaszcza że Brad również oberwie jeśli zaczną strzelać. Powoli zaczął przysuwać się coraz bliżej do nich, żeby mieć jak największy zasięg użycia mocy.
Gdy był już na tyle blisko, by zobaczyć twarze wrogów coś go uderzyło. Nie fizycznie oczywiście, ale nagle doznał jakby olśnienia. Bo jednym z kundli okazał się Aaron. Tak, ten sam, który był z Albą i Colleen kiedyś. To niezłe spotkanie po takiej przerwie. Nie żeby kiedykolwiek żywił do niego jakiekolwiek uczucia, ale będąc w jednym bractwie przynajmniej grali do tej samej bramki. Teraz wyglądało to zupełnie inaczej. Przez ułamek sekundy nawet zastanawiał się czy Alby również tu nie ma, ale nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie. Wszyscy byli w niebezpieczeństwie, skoro wszyscy przy wejściu do komisariatu celowali do nich z broni palnej. Jego twarzy nie mogli zobaczyć, dzięki jego hełmowi.
Ponieważ jego poprzednie zaklęcie nie wyszło, bo nawet nie miał okazji, by go użyć, gdy został odrzucony przez wybuch to teraz była idealna okazja, żeby spełnić swój poprzedni zamiar.
Wobec tego stanął w skupieniu i swoje ręce skierował we wrogów. Wypowiedział inkantację zaklęcia cicho, tak jakby mówił do siebie. Wykonał też przy tym odpowiedni gest i poczuł jak przez jego palce przepływa energia. Zaklęcie miało za zadanie zastąpić prawdziwe bronie strażników na takie gumowe, zabawkowe, które nie mają zastosowania w walce. Włożył w to zaklęcie wiele skupienia, ale widział też, że Aaron nie próżnuje i wytwarza swoją własną kulkę ognia czy tam śmierci.
- Nie bądź głupi Aaron! Co by powiedziała Alba, gdyby widziała jak atakujesz swoich? - celowo wspomniał imię jego (miał nadzieję, że jeszcze są razem) ukochanej, bo liczył, że w jakiś sposób go wyrwie z transu? Zwróci na siebie uwagę? Pytanie czy mężczyzna go pozna czy wręcz przeciwnie, będzie chciał go zabić. W każdym razie był gotowy na walkę.

Nicholas Grenville - 2019-10-18, 23:04

Niezłe szambo zrobiono Penelope w pamięci i wspomnieniach, skoro mówiła o wypadku, jaki tak na prawdę nie miał miejsca. Skoro Nicholas mógł się do niej zbliżyć, objąć, przytulić to jednak czuł że ona nie reagowała. Jego dotyk nic nie dawał. Nie wierzyła im.
- To może to ci pomoże.
Wygrzebał z kieszeni portfel i wyjął z niego fotografię, jak oboje się obejmują a mała, pięcioletnia Vanessa siedzi jej na kolanach.
- To Twoja rodzina. Nasza córka żyje. Żadnego wypadku samochodowego nie było. Nowy York, byliśmy w Bractwie, DOGS nas zaatakował i zabrał Ciebie oraz Chrisa. Twoje ostatnie słowa brzmiały... "Zabierz małą idioto i uciekaj...". Nie chciałem Cię zostawiać, ale musiałem chronić nasze dziecko.
Starał się streszczać, bo wiedział że sytuacja im nie sprzyja. Akurat też w tej sytuacji, kiedy pojawiła się Mary zebranymi mutantami.
- Tak. Chris ich zabierze. Ty pójdziesz ze mną do komisariatu bo nie dają tam rady.
Odpowiedział Mary, po czym spojrzał na Chrisa.
- Zabierz mutantów w bezpieczne miejsce jak najdalej stąd.
Po tych słowach, zbliżył się do niego, by wyszeptać do ucha. Nie chcąc ryzykować wiedzą swojej ukochanej, by ich nie wydała.
- Niebawem powinno pojawić się nasze wsparcie. Zrujnują to miejsce.
Dodał, dając bratu do zrozumienia, że nie ma sensu tutaj kotwiczyć i lepiej się ruszyć. Przy czym wzrok spojrzał na żonę.
- Jeżeli mi zaufasz, pomogę odzyskać Ci pamięć.
Już miał odejść, ale nie zrobił tego jeszcze. Cofnął się, podszedł jeszcze bliżej żony i pocałował ją w usta. Jeżeli próbowałaby się rzucać, bronić, przytrzymałby ją mocno. Pocałunek niby namiętny, ale z domieszką jego mglistej mocy.
- Wierzę, że sobie poradzisz z mocą. Uspokój jedynie umysł. Przypomnij sobie, jak Ci się oświadczyłem w ogrodzie przy pełni księżyca. Nie było zbyt romantycznie, ale... zawsze coś... I proszę Cię nie próbuj nas powstrzymywać. Chcemy tylko wszystkich uratować z tego piekła.
Nie mógł dłużej zostać, kiedy inni go teraz potrzebowali. Podszedł do Mary i dał znać, że ruszają do komisariatu. Tym samym dał komunikat dla obecnych tam:
- Idziemy do Was.
Co zrobi Penelope, musiał zostawić jej wyborowi. Teraz potrzebny był gdzie indziej.

Mistrz Gry - 2019-10-20, 00:13

Tej historii bieg,
stary jest jak świat...

A mowa tu nie tylko o miłości.
Nienawiść, strach, walka o przetrwanie. Ludzkość z tym wszystkim zmagała się od wieków - niegdyś rzucając kamieniami i bijąc się patykami, by dzisiaj... No wcale z tych kamieni nie zrezygnować. Patyki jednak wymieniliśmy na broń - nie tylko tą mechaniczną, nie tylko kule i lasery - ale i na broń żywą, która pozostawiała znacznie większe uszkodzenia. Przekonał się dziś o tym Nicholas, który musiał walczyć z własną żoną. Jednak to nie jej szalejąca moc bolała go najbardziej, a fakt, że kobieta go nie pamiętała. Jej umysł był teraz tak słaby, a jednak... Nie chciał dać się po raz kolejny złamać. Jej wspomnienia były inne niż te, o których starali się jej przypominać blondyn, jak i Christian. Czy mogło się więc okazać, że Mary wybrała najlepszy moment na wtrącenie się w tę małą dramę rodzinną?
Nie musiała nawet długo czekać. Reakcja mężczyzny była niemal natychmiastowa. Nie tylko wydał kolejne rozkazy, kierując wystraszonych mutantów prosto w ręce uzbrojonego i odzianego w mundur DOGS kundla, ale i złożył na ustach swojej ukochanej Penelope trujący pocałunek. Niewielka ilość dymu powoli zaczęła rozprzestrzeniać się po organizmie kobiety, znacznie ją osłabiając. Mares czuła, jak siły ją opuszczają, ale i jak zaczyna ogarniać ją dziwny, wewnętrzny spokój. Zupełnie, jakby ktoś ją potraktował silnym środkiem uspokajającym. Czy to pomoże jej ułożyć swoje myśli, gdy widziała tłum mieszkańców zbierający się po drugiej stronie ulicy? A może to tylko iluzja wywołana przez tego paskudnego mutanta?
Burza ostatni raz przybrała na sile - tworząc silne wyładowania elektryczne na całym obszarze swojego działania, by po chwili - chmury zaczęły powoli zanikać. Deszcz powoli stawał się coraz słabszy, wiatr zaczynał się uspokajać - i mógł to odczuć każdy, czując wiosenne ciepło poranka.
Tłum nie był jednak przekonany do miejsca, w które został wyprowadzony. W końcu... Mieli dostać wolność, a to wyglądało na zasadzkę. Czy ktokolwiek zrobi cokolwiek, by Ci ludzie nie rozeszli się w popłochu pomiędzy ulicami? Czy jednak zostaną pozostawieni na łaskę departamentowców?
Szansę na zmianę ich losu mieli przede wszystkim Greenville oraz Pond. Ale może jednak sam zraniony Spivey zdoła ich do siebie przekonać?

Esther już dawno wyruszyła w drogę ku komisariatowi - wraz z kilkoma odważniejszymi mieszkańcami. W tym całym chaosie chyba nawet nie zauważyła, jak przy ich boku pojawiła się mała, zamaskowana blondynka, która wślizgnęła się tu wbrew rozkazom. Trochę szkoda, że zmarnowała swoją szansę - w końcu właśnie przy rogatkach pojawił się tłum, który... Potrzebował jej bardziej, niż mogła sobie wyobrażać. Czy to nie ich miała bronić? Ricky jednak poczuła iście brawurowy instynkt, każący jej ruszać w kierunku głównego zamieszania. A już po chwili cała grupa mogła być świadkiem kolejnych rzezi...

Płomienie, które buchnęły ze wspomaganych dłoni Aarona mogły oślepić niejedną ofiarę - a przecież wzrok niemal wszystkich był teraz skupiony na nim i kobiecie przy jego boku. Mimo początkowego, niewielkiego braku kontroli, ognista kula w końcu zaczęła się formować - z każdą sekundą przybierając na sile. Ten czas doskonale wykorzystał Bradley - bo ta utworzona niewielka płomienna ścianka blokowała wzrok nie tylko z jednej strony. Żaden strzał, żaden zniecierpliwiony szwadronowiec nie wchodził mu w drogę, gdy zaklęcie zostało wypowiedziane z jego ust, zmieniając wszystkie bronie przeciwników na gumowe zabawki. Czasu nie marnował też Vincent, szukając dla siebie schronienia. W końcu doskonale znał swoje możliwości - wiedział, że w obecnym stanie nadużywanie mocy nie skończy się dla niego dobrze. Szybki bieg w kierunku jednej z klatek, by po chwili przywrzeć plecami do starych drzwi może i nie był najbardziej efektywnym sposobem obrony, ale z całą pewnością - jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Jego broń była przygotowana, by wystrzelić w każdej chwili - jeśli tylko nadejdzie taka potrzeba.
W całym tym zamieszaniu wszyscy zdawali się też zapominać o Lasair - która czując się zbyt pewnie z własnymi zdolnościami, zdecydowanie za szybko zmieniła rodzaj umiejętności. W normalnych okolicznościach jej bolesny upadek byłby wyraźnie słyszalny dla każdej osoby na terenie komisariatu, ale dzisiaj - chyba mieli większe zmartwienia na głowie. Dziewczyna dość boleśnie wybiła sobie nadgarstek, a twarzą zaliczyła nieprzyjemny ślizg po betonowym dachu - co zostawiło na jej policzku i skroni liczne, krótkie zadrapania. Zdołała jednak szybko się podnieść, by już po chwili znaleźć wejście do szybu wentylacyjnego. Nic nie stało na przeszkodzie, by z niego skorzystać...
Swoją szansę zmarnowała jednak Leilah, która chyba za bardzo cieszyła się tym małym sukcesem w postaci pokonania pierwszej fali wrogów. Doskonale jednak powinna wiedzieć, że to wcale nie koniec ich drogi, przecież była żołnierzem! Wtedy ją też oświeciło - to właśnie komisariat był sercem tego miejsca. Tak... Tam na pewno zdoła podładować swoje moce!
Skupianie się Bartowskiego nie mogło jednak trwać wiecznie. Jego płomienna zabawka właśnie została wystrzelona, a wraz z nią - miały się pojawić kolejne strzały. Nikt nie zdołał ukryć zdziwienia, gdy grad kul wcale się nie posypał, a bronie wyginały się dziwnie w rękach ich posiadaczy. Czy Christopherowi uda się uniknąć przysmażenia na otwartym ogniu? Jego ciepło mogło się zdawać niezwykle kuszące, ale czy na pewno to był powód by dać się porwać w sam jego środek - tym bardziej teraz, gdy funkcjonariusze zdawali się być... Bezbronni?

Nie mogło być jednak za kolorowo. Dowódca rebelii otrzymał kolejną informację na swoje radio - i nie można powiedzieć, by ta napawała go optymizmem. - Utrzymajcie się. Mamy problemy techniczne. Burza zmusiła nas do odwrotu. Przyjmujemy drogę awaryjną. Greenville aż za dobrze wiedział, co to oznacza. Musieliście przeżyć znacznie dłużej, niż tylko 15 minut...

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (23.10 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.



Rzuty:
Ukryj: 


Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 100%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 58%
Opanowanie: 70%
Inne:
znaczące obrażenia: wybity nadgarstek
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 100%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli) -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 60%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.



Mary Pond - 2019-10-20, 01:57

Dostała rozkazy, a blondyn w międzyczasie załatwił do końca swoje sprawy. Nie wynikała o co chodziło z tym pocałunkiem. Mieli ważniejsze sprawy na głowie. Dużo ważniejsze. No i też to nie powinno jej interesować. Nie zna tych ludzi. Na rozkaz zareagowała kiwnięciem głowy i krótkim
-Tak jest.- sceptycznie spojrzała na kundla, ale nie rzucał im się do gardeł i słuchał komandor blond. Uznała, że widocznie był z nimi. Potem jednak spojrzała na nastrój tłumu przy rogatkach. Na nich również Chris zrobił mierne wrażenie. Nie pasowało im jak to wszystko wygląda. Mary czuła, że nie może odejść bez słowa. Jeśli tak zrobi, ci ludzie nie będą chcieli podążyć za człowiekiem w pełnym rynsztunku kundla. Zatrzymała na chwilę Nicolasa.
-Nie możemy tak ich teraz zostawić z nim... - wskazała wzrokiem człowieka, któremu kazał wyprowadzić tłumek -Skoro przydzieliłeś mu takie zadanie to wierzę, że mu ufasz, ale oni mają powody, by nie wierzyć w jego dobre intencje. Trzeba chociaż spróbować ich przekonać.- mówiła na tyle cicho, by tylko ta dwójka słyszała. Nie obgadywała Chrisa za jego plecami. Wszystko słyszał.
-Jak macie coś do powiedzenia to zapraszam na mównicę.- dodała tworząc dwumetrowy glif na wysokości przeciętnego krawężnika i wchodząc na niego. Dała tamtym chwilę by mogli dołączyć jeśli zechcą lub odmówić w przeciwnym wypadku. Niezależnie od tego czy dołączyli czy została na platformie sama, wywindowała się kilka metrów w górę, by było ją dobrze widać. Pora na przemowę. Nie planowała użyć na to więcej niż jeden - dwa glify podkładając drugi tuż pod pierwszym w razie jakby ten miał zniknąć. Musieli się w końcu spieszyć.
-Rozumiem, że się boicie. Macie dobry powód by nie ufać temu mundurowi.- zaczęła głośno, wskazując Chrisa. Modulowała przy tym swój głos na nieco niższy, by dalej się niósł. Starała się streszczać, ale też mówiąc wyraźnie -Jednak ten człowiek to nasz człowiek. Ryzykując zdrowiem i życiem infiltrował DOGS, by cała ta akcja była w ogóle możliwa. Teraz zwieńczy swoją pracę prowadząc was w bezpieczne miejsce.- kontynuowała pozwalając sobie na małe zmyślanie. Po krótkiej dramatycznej przerwie na złapanie oddechu dokończyła równocześnie obracając się bokiem i wskazując bramki rogatek -Na zewnątrz.
Skradła trochę show. Jeśli ktoś był z nią na glifie, obejrzała się czy chce coś dodać. Dała im powiedzieć co chcieli i opuściła platformę.
Była gotowa biec na komisariat. Brzmiało jakby działo się tam dużo. Bardzo dużo. Od razu szykowała się do stworzenia w razie czego tarczy z glifu dla siebie i blondyna. O ile za nim nadążyła.

Christopher Varcer - 2019-10-20, 13:12

Co mogli wtedy zrobić? Żaden z mutantów nie ośmielił się zaatakować uzbrojonych funkcjonariuszy. Czy to z obawy o siebie, czy z obawy o pozostałych. Widoczny był brak zorganizowania, jakby każdy z mutantów czekał na ruch tego innego.
Przemoc często rodzi przemoc. Tak było i w tym przypadku, kiedy mimo narastającej chęci poddania się, on wraz z mutantami zostali zaatakowani. Widok wystrzelonej kuli ognia zaskoczył jaszczura, który niczym zwierzę w sytuacji zagrożenia miało do wyboru jedną z dwóch opcji - atak lub ucieczkę. Natychmiast spróbował wykonać unik, odskakując na bok nie tylko z pomocą nóg, ale i ogona, który po uderzeniu w twarde podłoże zadziałałby niczym odskocznia. Powinien w ten sposób znaleźć się poza strefą rażenia. Domyślił się już wcześniej, że jeśli zostanie zaatakowany i wykona unik, da przeciwnikowi czas na kolejny atak, jednak powinien być on słabszy od poprzedniego, mniej precyzyjny. Dodatkowo mutant był przemoczony do suchej nitki, co powinno dać mu dodatkową ochronę przed podpaleniem. Zagrożone więc pozostałyby w głównej mierze odsłonięte partie skóry.
Jeśli unik był skuteczny, wściekły mutant od razu rzucił się w kierunku funkcjonariuszy (nawet nie wiedząc o podmianie broni).
- Z drogi..! - wrzasnął prawie niezrozumiałym, ochrypłym głosem, jakby już zatracał samą zdolność mowy. Kolce na przedramionach (klik) dosłownie wyrosły spod jego skóry i miał zamiar potraktować nimi ludzi przy drzwiach, celując na wysokość ich szyi oraz ramion. Jedno celne dźgnięcie mogłoby zabić. Jakby tego było mało, atak nastąpił również od dołu, przy użyciu ogona.
Jeśli Aaronowi nie spodobał się już wcześniej nieludzki wygląd Chrisa, teraz miał szansę spojrzeć na jego gadzie ślepia z bliska. Być może miał też okazję na spotkanie trzeciego stopnia z kolcami gada, gdyby w tym chaosie któreś z machnięć zostało wymierzone w jego stronę lub mężczyzna próbował go jakkolwiek powstrzymać, bo wtedy jaszczurowaty nie pozostałby obojętny i się bronił. Mutant zamierzał zaryzykować i brutalnie przebić się przez ten żywy mur, by czym prędzej dostać do wnętrza komisariatu. Gdyby mu się to udało, pierwszą rzeczą wcale nie byłoby bezmyślne błądzenie po budynku, lecz... zablokowanie funkcjonariuszom oraz kundlowi ich jedynej drogi ucieczki i zmuszenie ich do pozostania na zewnątrz - na łasce pozostałych mutantów. Ruchliwy ogon za jego plecami z kolei uniemożliwiałby zbliżenie się do niego od tyłu bez uprzedniego wykrycia.

Leilah Addams - 2019-10-21, 00:30

Leilah z chęcią by zaatakowała frontalnie, jednak było ich za mało by to uczynić, a już na pewno za mało z prawdziwie ofensywnymi mocami. Większość mogła co najhwyżej obronić się, albo może kontolować umysły w ten cyz inny sposób, ale nie takiej dużej liczby ludzi, albo leczyć czy robić inne rzeczy, które średnio były przydatne. Leilah obiecała sobie, że po popwrocie trzeba poważnie porozmawiać o strategii ataku bo to co się tutaj działo dalekie było od jakiejkolwiek organizacji. A zorganizowane ataki miały dużo większą szansę powodzenia.
No, ale na razie Leilah widząc klatki i w sumie nic innego, uznała je, ża najlepsze schronienie przed ogniem. Z jednej strony będzie mniej widzieć co się dzieje i mniej będzie można zrobić, ale chyba przyszedł czas by poczekać na ruch i błąd drugiej strony. Dlatego, powoli, posuwając się do ziemi dobrnęła do najbliższej dla siebie klatki i weszła do środka. Zdawała sobie sprawę, że najlepiej byłoby na komisariacie w kwestii elektyrcznego podładowania, ale na to nie mogła na razie liczyć, dlatego po wejściu do klaktki zaczeła się rozglądać, za jakąś skrzynką z bezpiecznikami chociaż. Choć marzyło się jej odnalezienie całej elekttowni to jednak lepsze to niż nic prawda?

Ricky Roseberry - 2019-10-22, 07:42

O wiele latwiej poszło mi wejście tam niż myślałam. Akurat podczepilam się pod osoby które szły chyba w stronę komisariatu więc nie miałam problemu z tym żeby być niezauważona. Ostatnio właśnie w ten sposób pracowałam. Wolałam by nikt nie wiedział kto po co i dlaczego. Może to przez to jak wtedy porwali Rocky bo pomylili ją ze mną? Teraz nie łatwo nas pomylić Ro ścieła włosy a ja jestem blondynką.
Wchodząc w całe to zamieszanie zobaczyłam jak osoba po stronie DOGS wytwarza ogniska kule a raczej właśnie nią rzucił w naszych. To był moment. Od razu postawiłam tarcze pomiędzy nimi na tyle dużą że nawet jeśli kula zniszczy się i ogień w jakiś sposób się rozejdzie nie dosiegnie moich współpracowników.
Bardzo chciałam być pożyteczna. Gdy już kulą uderzyła w tarczę / bądź nie. Zamierzalam zamknąć mutant który to zrobił w takim jakby kokonie z mojej umiejętności by nie mógł choć przez chwilę używać swoich umiejętności.

Christian Wilson - 2019-10-22, 17:30

// z telefonu

Do kobiety nic nie docierało albo nie chciała by coś do niej doszło. Być może też tak, że nie chciała wierzyć to co do niej mówimy. Wola żyć z tym co wpoiło jej DOGS. Sam też na początku chciałem im wierzyć, że moja rodzina jest bezoieczna. A co się okazało? Siostrą żyje pod obcym nazwiskiem ale i tak mają ją na oku, rodzice nie żyją zostali zamordowani. Jednak w porę się powstrzymałem. By przestać żyć złudzeniami i Peny też musiała.
Jak Nick zapytal się o specyficzny środek, który pozbawia nas mocy. Spojrzałem na broń, którą jeszcze nie tak dawno zamroziłem. Jednk jak rudo włosa dziewczyna weszla akurat z bronią.
- Moge? - spytałem się jej, bo gdybym próbował jej ja wyrwać moglo to być źle zrozumiałe. Cóż co prawda Nick zaczął bawić się swoją moca. Ale czy podtrówanie żony nie podchodzi pod przemoc domową.
Nie uśmiechało mi się iść z pola walki i szukać dla tej licznej grupy schronienia. Nie wiedziałem gdzie ich podziac zwłaszcza, że wszystkie mi znane miejsca DOGS zna.
- Nie - odpowiedziałem jej, bo nie zamierzałem nikogo przekonywać do siebie.

Aaron Bartowski - 2019-10-22, 20:00

Nie byłem jedynym mutantem w szeregach D.O.G.S. Phi. Bzdurnym byłoby myślenie o sobie jako o kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju. Było nas wielu. Różniliśmy się mocami, mieliśmy własne przekonania odnośnie misji, którą wykonywaliśmy i, cóż, niezbyt często o tym rozmawialiśmy, ale jedno nas łączyło – każde z nas zasilało grono funkcjonariuszy. Nie każdy miał pozytywne, chwalebne pobudki, by tu być i unieszkodliwiać tych, którzy robili ferment, ale byliśmy tu, by to robić i to właśnie robiliśmy. Byliśmy tu, by zdusić atak na D.O.M. wraz z ludzką częścią oddziałów. Załączyła mi się swego rodzaju zawziętość w osiągnięciu tego celu.
Jeśli gryzoniowi udało się uniknąć mojego ataku, pozostawiłem go tym obok. Nie miałem głowy do zajmowania się oszalałymi płotkami, szczególnie że moją uwagę całkowitą uwagę skupił inny mutant. Dziwnie znajomy, niezbyt przychylnie. Mógłbym rzec, że nie miałem pojęcia, skąd brała się we mnie niechęć do tego typa, ale znał moje imię, uważał najwyraźniej, że zna mnie na tyle dobrze, by móc mi mieszać w głowie, i – co chyba najgorsze – chwilę później mogliśmy się przekonać między innymi dlaczego sprawiał wrażenie wkurwiającego. Nasza broń… Nie miałem pojęcia, jak to określić. Zmieniła się, przeistoczyła. Była do niczego.
- Alby w to nie mieszaj – warknąłem. Zalała mnie fala nienawiści, podkręconej rozpaczą. Wspominanie biednej Alby… Mojej Alby… Zacisnąłem zęby z wściekłości i wyciągnąłem ręce przed siebie. Posłałem [o ile litościwe kostki pozwolą] falę ognia wprost pod jego nogi, zamierzając za chwilę wznieść płomień wyżej i roztopić mu tę irytującą twarz.
Musieliśmy się w przeszłości nie lubić. Czułem to w kościach.

Bradley Grey - 2019-10-22, 22:07

Na szczęście płomienie Aarona nie oślepiły Brada, bo miał maskę na twarzy, która przeciwdziałała takim sytuacjom. Generalnie przydawała się w wielu aspektach. I domyślał się, że chłopak z przeciwnej drużyny ma jakoś sprany mózg, ale to nie zmienia faktu, że Brad będzie jakoś walczył o jego życie. Nigdy się specjalnie nie lubili, a teraz gdy walczyli przeciwko sobie to już w ogóle nie czuł się ani trochę zobowiązany. Niemniej gdzieś z tyłu głowy miał w pamięci Albę, której nie spodobałoby się takie zachowanie. Ale nawet nie wiedział co się z nią dzieje. To też było frustrujące.
Na szczęście miał pełne pole do manewru, kiedy wypowiadał swoje zaklęcie i udało mu się! Bronie przeciwników były bezużyteczne, więc nie mogli zacząć strzelać. Ale bronie Brada nadal były w porządku. Nie tracąc czasu sięgnął po karabinek, który miał przy sobie i zaczął strzelać we wrogów. Chciał ich wszystkich pozabijać, dlatego podchodził coraz bliżej drzwi.
- Dlaczego nie? Wstydziłaby się ciebie, gdyby cię teraz widziała - odkrzyknął Aaronowi, na którego jednak imię Alba zadziałało. Może mógł przemówić mu do rozsądku?
Jeśli Aaronowi udało się posłać ogień pod nogi Brada to mężczyzna odskoczył do tyłu i zmienił swoje miejsce położenia. Dalej strzelał do bezbronnych obecnie strażników przy drzwiach i kierował się do środka. Wiedział, że będzie musiał pokonać najpierw Bartkowskiego, ale jeśli trzeba to zabije i jego.
- Przestań z nami walczyć. Uwolnimy cię od tego miejsca i nie będziesz już kundlem obronnym ludzi. Wrócisz do Alby- powiedział, a w jego głosie kipiała złość. Nie wiedział czy przemówi mu do rozsądku, ale zamierzał dostać się do środka tego pieprzonego komisariatu.

Esther Goth - 2019-10-23, 11:45

Nie chciała brać udział w tej rodzinnej szopce. Raz nie znała kobiety za dobrze, a ich ostatnie spotkanie nie zakończyło się najlepiej. Po nim Goth nie ma zbyt dobrego zdania o matce Vanessy. Jednak też nie zamierzała jej oceniać tak samo, jak Chrisa. Każdy miał swoje motywacje i nie należy oceniać innych ludzi. Wolała się z stamtąd ulotnić nim jej obecność zostanie zauważona. Poza tym, co mogła zrobić... Stać, czekać jak sytuacja się rozwiąże, kiedy była potrzebna gdzieś indziej. Zdecydowanie nie... zebrała grupę ludzi i ruszyła po komisariat. Nie zauważyła, że do jej grupy doczepiła się inna osoba, ba nie znała wszystkich twarzy. Jednak pewnie za bardzo jej by to nie przeszkodziło. Byle tylko nie szła aby popatrzeć co się dzieje. Tylko dołożyła swoje cegiełki do zniszczenia domu.
Widząc co tutaj się dzieję i, że ognisty szykuje się do kolejnego ataku. Postanowiła działać nie trafi swojego celu nie widząc go. Skierowała wiązkę światła w stronę komisariatu zwłaszcza na kundla, który stał drzwiach i próbował ich usmażyć.

Lasair Roarkedaughter - 2019-10-23, 12:06

Skok nie udał jej się tak jak to zamierzała, bo wylądowaniu nie było tyle gracji ile by chciała. O ile w ogóle była jakaś gracja w tym. Ponieważ zaliczyła dość bolesny upadek, który skończył się wybitym nadgarstkiem i kilka siniaków. Pomimo tego wszystkie udało jej się znaleźć wejście do szyby wentylacyjnego. Postanowiła z niego korzystać o ile nie miała problemu ze wśliznięciem się do środka to zrobiła. Od razu skierowała się do cel by wypuścić wszystkich mutantów z nich. Może któreś z nich pomoże tym na zewnątrz. Przynajmniej tak zakładała, bo przecież chcieli jak ona odpłacić się za wszystkie krzywdy.
Jeśli wszystko jej pozwoliło na dostanie się do cel, czy też do środka i uwolnieniem mutantów. Zaczęła kombinować co mogła by zrobić. Na przykład dostać się do centrali... jednak pierw cele, mutanci, a później się zobaczy...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group