To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

fremont - Garaż #1

Nicholas Grenville - 2019-04-12, 15:20

Telefon Vincenta był nie tylko niespodziewany, ale i tez reakcja młodego na doświadczenie miesiączki u kobiety. Po rozłączeniu się, Nicholas mógł dać upust rozbawionej sytuacji. Ale z drugiej strony, była im niekorzystna. Szybko się opanował i westchnął, wracając do pokoju. Wyłączył laptopa i zamknął klapę. Ubrał kurtkę a Vanessę ucałował w czółko, kiedy tak słodko spała.
Opuścił pokój, zabierając ze sobą plecak. Udał do ich magazynu, gdzie wziął jedną paczkę z podpaskami, paczkę chusteczek, rolkę papieru toaletowego i opatrunki. Przy okazji przypomniał sobie o usztywniaczu dla złamanej kończyny Caroline, zatem zabrał ze sobą jakieś dwie średnie deski. Wpakował się do samochodu i odjechał.
Po drodze, zatrzymał się przy jakimś punkcie odzieży używanej, sprowadzanej i sprzedawane za grosze. Naciągnął szalik na twarz i ubrał czapkę. Zrobił włamanie do tego sklepu od tyłu i skradł jakieś dresy, bluzkę i gacie. Doświadczanie życia z trzema kobietami czegoś go w sumie nauczyło i wyszło mu na plus. Żona, siostra i córka. Więcej mówić nie trzeba.
Udało mu się uporać z tym wszystkim w jakieś czterdzieści minut, pamiętając zrozpaczony głos Vincenta by się pospieszył. Zatem pierwsza pomoc Nicholas Grenville zawitał normalnie przed planowaną godziną.
Drzwi od garażu się otworzyły. Jeżeli w ramach odruchu Vincent by zaatakował, Nicholas zdąży zrobić unik. Od razu młody powinien go rozpoznać.
- Jestem. Jak sytuacja?
Zapytał zamykając zaraz porządnie drzwi garażowe. Zdjął z siebie jedynie czapkę. Szalik nadal miał naciągnięty na połowę twarzy, by dziewczyna nie musiała go zapamiętywać w całej okazałości. Bez zbędnego zażenowania czy coś, podszedł bliżej Caroline, by przy niej kucnąć i ocenić je sytuacje. Skulona, rozpłakana siedziała samotnie przy miednicy z brudną w sumie od krwi wodzie.

Vincent Edams - 2019-04-12, 16:09

Kretynka. I do tego histeryczka. Mógł ją zabić od razu, naprawdę. Gdyby tylko nie była potrzebna Nicholasowi...
W końcu przyszedł. Edams nieznacznie drgnął, ale też się nie rzucił na Grenville'a, bo wektory były wciąż w gotowości. Zapytany o sytuację, wywrócił oczyma, wskazując na chlipiącą Caroline.
- Histeria. - prychnął. - W końcu, to nie są warunki godne Wielkiej Pani Doktor - dodał z przekąsem.
Miał dość. Chciał stąd wyjść i ponapierdalać w worek treningowy.

Caroline McCoy - 2019-04-12, 16:23

Nie mogłam przestać szlochać. Oni... Oni tego nie rozumieli. Wbrew temu co mogło im się wydawać, to była dla mnie tortuta psychiczna. Źle się czułam z faktem, że nic nie chroni mojej skóry, że jestem skazana na ich łaskę nawet w takiej sytuacji. I jasne, można było mi zarzucać, że przesadzam, że pozwalają mi na jakiekolwiek ogarnięcie się, ale... Sama nie wiedziałam, co mną teraz kierowało.
Gdy drugi z oprawców w końcu się zjawił, wcale nie było lepiej.Wewnętrznie miałam ochotę jak najszybciej wybiec przez te ledwo otwarte przejście do garażu, wiedziałam jednak, że zarówno noga, jak i moja obecna sytuacja mocno by mi w tym przeszkodziły...
Skuliłam się jeszcze bardziej, gdy blondyn się do mnie zbliżył.. Nie czułam się przy nim pewnie, a jego wzrok wprawiał mnie w dyskomfort jeszcze większy, niż czułam przy Vincencie. Tym bardziej teraz, gdy miałam na sobie jedynie bluzkę, koc i ręcznik, a jakikolwiek fałszywy ruch czy szarpnięcie mogło skutkować tak poniżającym obnażeniem...
- Zrobię c-co chcecie, t-tylko pozwólcie mi s-stąd wyjść... - Wypłakałam żałośnie nie podnosząc swojego wzroku. Wstydziłam się i miałam świadomość, że to na nic się zda. Resztki logicznego myślenia jednak powoli zaczynały mnie opuszczać - razem z nadzieją, którą żywiłam do tej pory...

Nicholas Grenville - 2019-04-12, 16:45

Oho, to się porobiło. Widocznie jego obecność jest tutaj niezbędna. Vincent wkurzony, dziewczyna rozpłakana, bo okres dostała. Słysząc jednego i drugą, Grenville westchnął. Ale też powstrzymywał się od rozbawienia sytuacją. Dobrze, że miał szalik zakrywający mu połowę twarzy, bo uśmiechu nie był wstanie teraz wycofać.
- Mała, o wyjściu stąd, zapomnij. Jesteś dla mnie zbyt cennym obiektem, bym z powodu miesiączki miał Cię wypuścić. A po drugie, teraz histeryzujesz, a jutro byś pewnie poleciała zgłosić nas na policję, do Dolores i jeszcze DOGS. W końcu tam pracujesz.
Wyjaśnił jej spokojnie. Ściągnął plecak i otworzył go, wyjmując z niego ciemnoczerwone dresy, czarną białą koszulkę i jakieś gacie damskie. Kładł na podłodze blisko Caroline. Dodatkowo dorzucił jej paczkę podpasek.
- Ogarnij się do końca.
Rzucił jej polecenie dość poważnie. Parawanu nie zamierzał jej robić. Wstał zabierając plecak i podszedł do Vincenta, plecak swój rzucając na kanapę.
- Najwyraźniej w przypływie silnego stresu dostała miesiączkę. Możliwe że według jej kalendarza, przypadało na ten termin albo stres jej przyspieszył krwawienie. Kobiety tak mają co miesiąc.
Wyjaśnił chłopakowi. W końcu dość często Rebecca dawała mu zamówienia by oprócz innych środków higieny osobistej czy drogeryjnych, wziął dla niej podpaski. Często też w dużej ilości, kiedy w Bractwie był łowcą. A jak żyli sami i była w ciąży, sam robił. Zakupy. Rebecca go do tego wszystkiego przygotowywała, więc będzie też wiedział, jak pomóc w przyszłości córce.

Vincent Edams - 2019-04-12, 19:23

Vincent znów przewrócił oczyma. Co za bzdury. Naprawdę myślała, że pozwolą jej wyjść, bo ta dostała jakiegoś okresu? Ona naprawdę była głupia.
Pepper ucieszona widokiem Nicholasa, podeszła na zasłużone drapanko za uchem. Vincent zaś słuchał całej tej skróconej lekcji biologii z bardzo nietegą miną. Nadal nie wiedział skąd to krwawienie i na co jej te podpaski, ale miał zamiar to szybko doczytać.
- Co miesiąc? - skrzywił się. - Dziwne i obrzydliwe zarazem - skwitował
Na Caroline nie patrzył. Miała koc, to mogła się jakoś oporządzić. Nie miał nawet zamiaru jej podglądać.

Caroline McCoy - 2019-04-12, 19:53

Wzdrygnęłam się słysząc jego słowa.
Obiektem
Byłam obiektem.
Stałam się tym, czym wcześniej byli dla mnie mutanci. Powinnam to już wiedzieć tego pierwszego dnia, gdy wyryli na mojej piersi te przeklęte numery. Jednak wtedy... Wtedy tak wiele się działo, że to chyba do końca do mnie nie doszło. Gdy jednak teraz to do mnie zwrócono się w ten sposób... Zamarłam. Z całą pewnością nie zdołałam powstrzymać kolejnych szlochów, uzmysławiając sobie w jak paskudnej sytuacji się znalazłam.
Na nic zdawał się ten spokojny ton, ani wszystkie rzeczy, które mężczyzna tu doniósł. Dalej czułam się upokorzona całą tą sytuacją. Nie wspominając o tym, że przecież nie miałam tu toalety, parawanu czy choćby kawałka ściany, za którymi mogłam się skryć. A przebieranie się na ich widoku... Och, to było uwłaczające...
Tylko na krótką chwilę odwróciłam się w kierunku Edamsa, upewniając się, że jego spojrzenie wcale na mnie nie spoczywa. Wtedy też przekręciłam się do nich plecami, starając się zakryć tym kocem. Nie wstawałam z ziemi. Teraz... Teraz wydawało mi się to wręcz awykonalne.
Przetarłam dłonią swoje powieki, patrząc na rzeczy przyniesione przez mężczyznę. Z całą pewnością sama nigdy bym się nie odważyła na wzięcie jakiejkolwiek z nich, ale... Chyba lepsze to, niż latanie wyłącznie w ręczniku.
Chyba w tym momencie zaczęłam przeklinać każdego odmówionego obozu czy wyjazdu pod namioty. W końcu to właśnie w takich miejscach uczysz się przebierania w nietypowych warunkach, czyż nie? A ja tak strasznie bałam się własnej nagości...
Starałam się jednak wciągnąć na siebie zarówno tę bieliznę, w międzyczasie zakładając też podpaskę, a po chwili i spodnie. Były nieco za duże, jak i za długie, ale całe szczęście to tylko dres, więc zdołałam je jakoś dopasować przez ściągnięcie sznurka w pasie. Bluzki jednak nie miałam zamiaru zmieniać. Wystarczyło mi, że każdego dnia i tak odkrywali mój dekolt. Nie musiałam pokazywać im się w pełnej okazałości.
Ręcznik jak i koc, po zakończeniu przebierania się odłożyłam gdzieś koło miski, nie ruszając się z miejsca. Dopiero teraz zaczęłam opanowywać łzy, jednak choć przez chwilę chciałam ignorować fakt, że jestem więźniem. Może... Może chociaż kilka chwil odpoczynku mnie czekało, gdy oni rozmawiali między sobą? Nawet, jeśli każde z tych słów dochodziło do moich ust, a sam Vincent uznawał mnie za obrzydliwą...
- Dziwnie, że nie zauważyłeś tego wcześniej u Dolores... - Wycharczałam, chyba bardziej do siebie niż do nich. W końcu wciąż byłam od nich odwrócona i... Nie wiem, czy wierzyłam, że mnie nie usłyszą z tej odległości? Wciąż ciężko mi było uwierzyć, że tak wysoko postawiona kobieta dobierała by się do byle obiektu badawczego, tym bardziej - nieletniego. A jeśli tyle lat miałaby to robić... To czy wcześniej nie powinien wiedzieć o takich przypadłościach u kobiet? A przecież... Spanikował, tak samo jak ja, tyle że z nieco innego powodu, prawda?

Vincent Edams - 2019-04-12, 20:31

Cóż, nie nazwał Caroline obrzydliwą, lecz cały ten miesiączkowy proces, ale szczegół tam. Ważne było to, co wypłynęło z ust kobiety później.
Ona naprawdę nie wiedziała, gdzie jest granica. Nie wiedziała kiedy przestać. A wplątanie w to wszystko Dolores, było niczym próba gaszenia ogniska, karnistrem pełnym benzyny.
Ani Nicholas, ani Caroline nie zdążyli zareagować. Chłopak momentalnie stracił nad sobą kontrolę. Odwrócił się na pięcie, ruszył do Caroline, chwytając za ramię odwrócił gwałtownie w swoją stronę i kopniakiem w brzuch posłał kobietę na ziemię.
- Ty wstrętna zdziro! ....- wydyszał, podniósł ją wektorami za fraki i przycisnął do ściany garażu. Nie panując już nad sobą, chwycił ją za gardło i zacisnął palce mocno, pozbawiając kobietę tchu. W jego oczach była tylko żądza mordu.
Nicholas widział go już parę razy w tym stanie. Chłopak wytłumaczył mu, że był to stan "Berserku", jak to mawiali w AlterGen, gdzie tracił kontrolę nad sobą, za to zasięg i siła mutacji gwałtownie wzrastały. Był to jednak stan tak wyczerpujący, że szybko przychodziły efekty uboczne i zwykle potrzebował czasu, by dojść do siebie. Udało mu się osiągnąć ten stan raz, czy dwa, podczas treningów z Nicholasem i doskonale wiedział, czym to może się skończyć.
Zabije ją. Zabije i więcej nie będzie musiał tego słuchać. Zabije....zabije....

Nicholas Grenville - 2019-04-12, 20:49

- Tak natura ukształtowała kobiety. Ciesz się, bo to one rodzą dzieci a nie my.
Pocieszył go, mimo iż ta miesiączka wydawała się dla Vincenta czymś obleśnym, obrzydliwym, tak lepiej jak one cierpią niż oni. I jeszcze że to one wydają na świat potomstwo. Czego nie musiał chyba chłopakowi tłumaczyć. Jeżeli wiedział, że dzieci bocian nie przynosi.
Kiedy poczuł przy swojej nodze psa domagającego się pieszczoty, spojrzał na suczkę i pogłaskał ją po główce i za uszami. Na dłoniach miał rękawiczki. Na Caroline, spoglądał kątem oka, sprawdzając czy niczego nie kombinowała. Jeżeli by próbowała, źle to się dla niej może skończyć.
Póki co, zachowywała się spokojnie, ogarnęła i siedziała cicho, przez chwilę. Odzywając się, popełniła najprawdopodobniej błąd. I to zdecydowanie duży. Nim cokolwiek Nicholas zdążył zrobić, Vincent był już przy niej. Zadał jej cios kopnięciem a następnie przycisnął do ściany podduszając. Grenville znał ten stan Edamsa. Doświadczył go już nie jeden raz. Łatwiej było go opanować, gdy byli sami. Ale nie w obecności osoby trzeciej.
- Opanuj się!
Warknął do chłopaka podchodząc do niego dość szybko. Nie zastanawiając się długo, jeżeli Edams go nie posłucha, uderzył go w tył głowy z całej siły, by młody stracił przytomność. Inaczej mogłoby się to nie tylko źle skończyć dla dziewczyny, ale i dla niego, jeżeli Vincent nie zapanuje dostatecznie nad swoją mocą. A pamiętając o jego skutkach ubocznych, chciał też mu tego oszczędzić. Drzemka dobrze mu zrobi. Dziewczyną, zamie się za moment. Przeskrobała sobie na amen.

Caroline McCoy - 2019-04-12, 21:10

Myślenie w takich warunkach zdecydowanie nie było moją mocną stroną. Naprawdę miałam wrażenie, że nie zwrócą uwagi na mój i tak osłabiony od płaczu ton, a gdzieś musiałam przecież rozładować swoje emocje. Na moje nieszczęście - nasz obiekt chyba wychowaliśmy na zdecydowanie zbyt dobrego żołnierza, skoro i słuch go nie zawodził, o czym miałam się za chwilę przekonać.
Nie zdążyłam zareagować, ale jedno jest pewne - gdyby nie ta fala bólu, która ogarnęła moje ciało, z całą pewnością bym się cieszyła z wcześniejszego odmówienia sobie obiadu.
Pisnęłam, czując uderzenie plecami o ścianę. To nie było nic przyjemnego. Wręcz mogłabym powiedzieć, że przechodzę przez istne DejaVu - jak przed laty, gdy skończyłam ze złamaną ręką. Wtedy jednak to nie na mnie był skupiony ten atak. Wtedy... Wtedy byłam postronnym obserwatorem. Dzisiaj za to mogłam obserwować wściekłość w jego oczach, gdy sam był tak blisko mnie. Gdy jego paliczki wbijały się boleśnie w moją szyję, pozbawiając mnie oddechu...
Na nic były próby złapania go za rękę. Zupełnie, jakby wtedy przybierał na sile. To... To takie dziwne uczucie, gdy zaczynasz się godzić ze śmiercią. Czy nie byłaby to przyjemna wizja w mojej sytuacji? Istne odejście od problemu. Nie będzie ich, nie będzie mnie, skończy się cierpienie...
Przyrzekłabym, że już zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, gdy jednak ścisk ustąpił, a sama wylądowałam na nowo na ziemi - na moje nieszczęście, na tej złamanej nodze, co wyraźnie przywróciło mi pełnię świadomości. Krzyknęłam, gdy ból zaczął się rozchodzić po moich kościach i dopiero wtedy podniosłam swój wzrok, widząc blondyna nad obiektem 36.
Siedziałam więc na ziemi, powstrzymując kolejną falę płaczu i starając się przestać kaszleć, od tego ponownego napływu tlenu.
- Mogłeś... Mogłeś mu pozwolić... - Wycharczałam, chyba samej zaczynając rozumieć, czemu tak zodważniałam. Nie do wiary, do czego jest zdolny człowiek tracący wszelką nadzieję...

Nicholas Grenville - 2019-04-12, 22:25

Szybka reakcja pozwoliła uratować Caroline od śmierci przez uduszenie, z kolei Vincenta pozbawiła przytomności. Nicholas złapał młodego w locie, by nie padł mu na podłogę. Wziął jego ciało na ręce i położył go na kanapie. Lepiej jak trochę odpocznie. Ale też sam poczuł ulgę, że chłopak się przez własną moc nie wykończy.
Usłyszał słowa dziewczyny, do której zaraz zbliżył się. Wziął jedynie sznurek, jakim wcześniej miała związywane ręce za plecami. Podszedł do niej blisko i złapał za włosy, ciągnąc ją za sobą na koniec pomieszczenia, puszczając. Kucnął za jej plecami i wykręcił pierw jedną rękę i przewiązał sznurkiem nadgarstek, po czym wykręcił jej drugą rękę. Używał siły, gdy próbowała się szarpać. Chyba, że w sytuacji lęku na dotyk, reagowała ulegle.
Upewniwszy się, że ma mocno związane ręce za plecami, wstał i podszedł do jednej szafy z szufladami, grzebiąc w nich w poszukiwaniu jakichkolwiek narzędzi. Jako iż to był garaż, musieli mieć narzędzia. Wyciągnął obcęgi. Wrócił do dziewczyny, klękając na jedno kolano przed nią dosłownie. Prawą ręką zmusił ją do otwarcia ust naciskając na szczękę, po czym wsadził jej do środka obcęgi by końcami złapać ją za język i pociągnąć go na zewnątrz. Zaciskał na tyle mocno, by ją bolało.
- Ostrzegam. Jeszcze raz zaczniesz pyskować, czy się wymądrzać, stracisz ten język. Albo zacznę na żywca wyrywać Ci zęby. Zrozumiałaś?
Mówił o dziwo spokojnie i patrzył w jej oczy dość chłodno i poważnie, nie żartując z takimi torturami. A trzeba przyznać, że znał się na zadawaniu bólu bardzo dobrze. Mógł wzbudzać w niej lęk do siebie, po to by mu nie podskakiwała, nawet jeżeli go nie ma. Obcęgi nadal trzymał zaciśnięte na jej języku. Odpowiedzieć by nie mogła, ale chociaż niech spróbuje z kiwaniem głową.

Caroline McCoy - 2019-04-12, 22:48

Los nie był po mojej stronie. Moja tendencja do otwierania gęby zanim cokolwiek przemyślę też nie działała na moją korzyść. A mężczyzna... Mężczyzna zamiast odpowiedzieć na moje żałosne pytanie wolał mi pokazać, że są rzeczy gorsze, niż uduszenie przez własny obiekt badawczy...
Znowu nie zdążyłam zareagować, gdy poczułam szarpnięcie. Tym razem jednak nikt mnie nie przenosił własną siłą. Teraz byłam zmuszona do wstania i opierania swojego ciężaru na niesprawnej nodze, gdy ciągnięto mnie na drugi koniec pomieszczenia. Normalnie by się wydawało, że to przecież niewielka klitka, jednak gdy stoisz przed wizją wyrwania włosów wraz ze skalpem, a każdy krok sprawia Ci tak olbrzymi ból... To wydaje się drogą nie do pokonania.
Krzyczałam i płakałam z każdym kolejnym tupnięciem. Z każdym mijanym metrem. Nim jeszcze byliśmy pod tą ścianą, nim liny na nowo obcierały moje nadgarstki, byłam już zalana łzami. Nawet nie miałam z czym walczyć. Nie miałam wystarczająco sił, by się mu odeprzeć i tak dobrze czułam, że jakakolwiek próba uwolnienia się z jego uścisku boli jeszcze bardziej...
A to... To wcale nie był koniec.
Zgarbiłam się, gdy blondyn w końcu ode mnie odszedł, próbując złapać oddech między kolejnymi szlochami. Nie sądziłam, że całe ciało może mnie tak piekielnie boleć. I byłam niemal pewna, że na nowo uszkodziłam sobie nogę... Byłam kompletnie rozkojarzona, nie potrafiłam na niczym skupić swojego wzroku, aż do chwili... Do chwili gdy... Gdy...
Gdy to narzędzie mignęło przed moimi oczami, a moja twarz została podniesiona. Poczułam ból w szczęce i spanikowałam kompletnie.
Ja tu kurwa zginę. I to wcale nie szybką śmiercią, jaka jeszcze przed chwilą mogła być mi zaserwowana. Zginę, wykrwawiając się po paskudnych zabiegach tego faceta!
Z całą pewnością mógł widzieć strach i ból malujący się w moich oczach. Z całą pewnością już po moim spojrzeniu widział błaganie o litość. Tak bardzo bałam się ruszyć, gdy te zardzewiałe obcęgi tak boleśnie ściskały mój język. Mimowolnie zaczęłam się hiperwentylować, czując, jak serce niemal próbuje wyskoczyć z mojej piersi. Mógł widzieć, jak próbuję poruszyć głową, jednak za każdym razem gdy ból się nasilał - z tego rezygnowałam.
Ja... Po prostu nie wiedziałam co robić, by się ratować.
Pewne było jednak jedno. Następnym razem będę wolała się ugryźć w ten przeklęty język, niż stracić go w takich okolicznościach...

Nicholas Grenville - 2019-04-12, 23:15

Tego typu tortury fizyczne, działały mocno na psychikę. Bowiem mózg dość często będzie rejestrował ból, aż nie dojdzie do momentu przyzwyczajenia się do niego. W zależności od częstotliwości zadawania bólu, tak szybko będzie przyzwyczajał się organizm, co może nawet z człowieka zrobić wrak lub dosłownie zmienić go wewnętrznie.
Caroline zgodnie z jego przewidywaniami, krzyczała i płakała, kiedy ciągnął ją pod ścianę na koniec pomieszczenia. Związał jej ręce i wyszukawszy obcęgi, zaprezentował jej część swoich metod bardzo krzywdzących nieposłuszne osoby.
Jak zauważył, bała się i to bardzo. Wręcz spojrzeniem błagała o litość. To chciał widzieć. To poddanie się i uległość. Nie interesował go jej płacz.
- Mogłem mu pozwolić Cię zabić. Ale wspomniałem wcześniej, że jesteś dla mnie cennym Obiektem. Jakie to uczucie być nazywanym przedmiotowo? Przyjemne? Pomyśl, jak mogą czuć się tacy jak my, przez Twoją organizację zamykani i poddawani torturom Waszego pokroju, jak eksperymenty. Przez Wasze działania, wiele dzieci pozbawionych jest rodziców. Żyją jak sieroty na ulicach, zmuszone do ukrywania się i żebrania. Niekiedy tez i podejmują się kradzieży. Wszystko by tylko przeżyć. Tak samo działa to w drugą stronę, kiedy dzieci zabiera się rodzicom. Bądź faszeruje tym ludziom mózgi fałszywymi historyjkami o zapewnieniu edukacji i pomocy ich potomkowi. Bo jest niezwykły. A tak naprawdę jest cenną maszyną do badań zrobienia z niego maszyny do zabijania. Powiedz, chciałabyś by Twoje dziecko spotkało taki los jak mojego kolegę? By zostało Ci odebrane i eksperymentowano na nim?
Otworzył obcęgi i uwolnił jej język od uścisku. Jeżeli miała na tyle odwagi, mogła cokolwiek powiedzieć. Bądź kiwnąć głową. Jednak, Nicholas miał dla nie już zadawanie do wykonania.
- Powtórz, co powiedziałem jeżeli zaczniesz pyskować.
Chciał sprawdzić jej słuch, czy jego słowa do nie dotarły. Szybko wtedy zapamięta jego zasady i będzie bardziej posłuszna.

Caroline McCoy - 2019-04-12, 23:48

Wiedział, jak mnie złamać. Nie kierował się wyłącznie wizją zemsty czy gniewem. On... On wiedział, jak osiągnąć swój cel. A ja musiałam się do tego dostosować...
Z każdym jego kolejnym słowem miałam wrażenie, że ścisk tych obcęg się zwiększa. Jakby już podjął decyzję, że pozbawi mnie języka. Jakby już mnie skreślił. Jakby, mimo danej szansy - wcale nie chciał jej dawać. Każde wymawiane przez niego zdanie odbijało się w mojej głowie, wprowadzając mnie w stan coraz większego przerażenia. Sam jego ton głosu, ta odległość od mojej twarzy, to narzędzie przy moich ustach... Panikowałam coraz mocniej nie mogąc przerwać płaczu, gdy paskudne obrazy malowały się przed moimi oczami.
Tylko jednej rzeczy nie przewidział - ja przecież wcale nie chciałam mieć dzieci.
Do tego trzeba było obojga rodziców, a ja... Ja dalej tak strasznie bałam się mężczyzn. I miałam dość silne przeczucia, że po ostatnich kilku dniach moje zdanie się nie zmieni - o ile kiedykolwiek będę jeszcze miała szansę decydować o takich sprawach. Zaczynałam wątpić, czy zdołam odzyskać wolność, czy odzyskam swoje dawne życie.
Czy w ogóle wyjdę stąd żywa...
Jedyną różnicę, którą blondyn mógł zaobserwować, był coraz mocniej szklący się wzrok...
Gdy w końcu mnie wypuścił, gdy dał mi tę odrobinę wytchnienia, mimowolnie krzyknęłam na nowo spuszczając swój wzrok i garbiąc się boleśnie. Gdybym tylko mogła - podniosłabym swoje dłonie do własnych ust. Przyrzekłabym, że czułam żelazny smak we własnych ustach... I tylko nie wiedziałam, czy to wina tego metalowego narzędzia, czy jednak powoli sączącej się krwi...
Tylko że... Tortura wcale nie miała się skończyć. Samo to, że wymagał ode mnie powtórzenia swoich gróźb... Było tak nieludzkie...
- Że... Że... - wycharczałam przez łzy, przełykając głośniej ślinę, gdy kolejne słone krople torowały sobie drogę po moich policzkach. - Stracę... język... zęby... - Nie potrafiłam już teraz składnie ułożyć zdania. Lęk wyraźnie mnie przed tym blokował. Tak bardzo bałam się, ze znowu coś źle powiem. Że znowu coś mu się nie spodoba. I co najgorsze - to nie był ten sam poziom strachu, co przy Vincencie. Po młodym Edamsie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wiedziałam, jak u niego kończy się utrata opanowania. Wiedziałam, że posunie się do szybkich metod. Po nieznajomym jednak - nie mogłam spodziewać się absolutnie niczego...

Nicholas Grenville - 2019-04-13, 00:24

Nie mógł przewidzieć tego, że dziewczyna nie będzie miała dzieci. Ale nawet jeśli nie, pytanie było ważne i gdyby nawet takie dziecko spotkała, przygarnęła, adoptowała, to czy chciałaby dla niego jak najlepiej czy jak najgorzej? Oddałaby w ręce obcych osób, nie wiedząc co tak na prawdę mogliby mu zrobić? Nicholas nie pojmował zachowania rodziców Vincenta, że bez zawahania byli wstanie go oddać obcej kobiecie. Czy nawet znajomej, która dobrych zamiarów nie miała.
Nicholas wiedział jak zadać ból. Jak osiągnąć cel posłusznego więźnia. Jak sprawić by bardzo bolało. Nie ważne z której strony. Powiedział jej jaka jest prawda i co nie jest dobrze robione przez nią i jej pracowników z tego samego obiektu badań. Chciał jej zwrócić uwagę na błędy wyboru kierunku zawodowego, że może gdzieś się pomyliła. Mogła być neurochirurgiem ogólnym, nie musząc pracować dla rządu w celu badań nad mutantami, torturując ich lekami, zastrzykami i badaniami. Bo sama może tego też doświadczyć. On wiedział, jak do tego się zabrać. Jak przygotować jej tę wspaniałą scenerię. Wystarczająco miejsc także zwiedził, by znajdować nawet interesujące kryjówki na przetrwanie nocy.
W momencie jak puścił jej język i nakazał powtórzenia tego, co jej powiedział wcześniej, dał chwilę na dojście do siebie. Był cierpliwy. Nie tak jak Vincent. Choć tylko jeden raz, wypowiadając nazwisko jego brata, przegięła pałę, omal dosłownie nie wyprowadzając Grenvilla z równowagi.
- Grzeczna.
Odpowiedział na jej słowa. A następne co zrobił, to pogłaskał po główce. Jak dobrą dziewczynkę, która zrobiła coś dobrego.
- Popracujemy jeszcze nad Twoją składnią zdań.
Dodał i zerknął w stronę młodego, po czym powrócił tym samym spojrzeniem na Caroline.
- Jak on się obudzi. Przeprosisz go za swoje słowa. Klęcząc przed nim, pochyliwszy się do przodu. Jakbyś bardzo żałowała swoich słów. Przeprosisz go także za wszystko, czego nieprzyjemnego doświadczył w AlterGen od Twojej osoby. Nawet jeżeli tam tylko stałaś i patrzyłaś. Zrozumiano? Jeżeli tak, powtórz. Co masz zrobić?
Kolejne słowa wypowiedział w jej kierunku z poleceniem, co ma jako następne zrobić, kiedy Vincent odzyska przytomność. Nie powinna mieć problemu a przy tym, nauczy się ładnie mówić. Tak, jak chce tego Nicholas.

Caroline McCoy - 2019-04-13, 00:43

Nienawidziłam siebie. Nie za to, czego dopuszczałam się w ostatnich latach. Nie za to, czego doświadczył Obiekt 36. Nie za to, że własną głupotą doprowadziłam się do tej sytuacji.
Nienawidziłam się teraz za swoje słabości. Za fakt, że czułam się tak brudna od jego dotyku. Za fakt, że czułam upokorzenie za każdym razem, gdy głaskał mnie po głowie. I za fakt, że tak strasznie było to po mnie widać...
Nie mogłam opanować drżenia mojego ciała, nie byłam w stanie powstrzymać spięć mięśni, ani kolejnych łez zbierających się pod moimi powiekami. Co najgorsze - dobrze wiedziałam, ze on tym lękiem się karmił. A dalej nie potrafiłam nad nim zapanować, dalej nie miałam nic, dzięki czemu mógłby przestać...
Dalej przez to byłam jego zabawką...
Gorzki szloch wydarł się z mojego gardła. Czemu musiało to spotkać akurat mnie? Czy naprawdę aż tak zgrzeszyłam, by teraz odpłacać winy całego laboratorium? Czemu tamta szmata dalej szlajała się na wolności, zapewne w towarzystwie dobrze opłaconych ochroniarzy, gdy ja tu cierpiałam katusze?
Nie podniosłam swojego wzroku. Jego polecenia jednak świdrowały boleśnie mój umysł. Czułam się, jakby robił ze mnie zwykłą szmatę. I co najgorsze... Wiedziałam, że nie powinnam protestować, ale jednak...
- Proszę, nie... - Wyjęczałam żałośnie między kolejnymi szlochami. Wystarczyło jednak krótkie spojrzenie na jego osobę, by wiedzieć, ze za chwilę te przeklęte narzędzie może wrócić w okolice mojej twarzy. - Prze-przeproszę... - Wydukałam po chwili, ledwie słyszalnie. Tak bardzo nie chciałam powtarzać wszystkiego, co kazał. Czy wystarczającym upokorzeniem nie będzie sam fakt, że muszę to zrobić?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group