Była Siedziba GENETICALLY CLEAN - Pokój spotkań
The Gifted - 2017-12-26, 21:02 Temat postu: Pokój spotkań
Scarlett Reynolds - 2018-11-11, 00:20
// najnowszy
W życiu Scarlett ostatnio wiele się działo. Jej najdroższy brat ją zdradził - ba, nie tylko ją ale i całą organizację. Związał się z mutantką i pogwałcił tym samym wszelkie ideały, jakie kiedykolwiek ich łączyły. Nie poznawała już swojego brata i nawet mu wytknęła, że nie ma już siostry. Całość była bardzo dramatyczna i przez emocje okraszona podłużną blizną na twarzy James'a.
Teraz w zasadzie miała podobną dzięki mutantowi. Może był to jakiś kumpel jego dziewczyny, skoro zrobił jej podobną ranę co Scottie bratu. W jej mniemaniu zasłużył na to i w pełni usprawiedliwiała swoje zachowanie. Niemniej uratował ją od sadystycznego wariata, za co była mu wdzięczna. Nie obyło się bez operacji i licznych ran oraz złamań. Najgorsze co może być to złamanie wszystkich palców u rąk. Człowiek nawet się podetrzeć nie może. Musiała wynająć pielęgniarkę, która pomagała jej w codziennych czynnościach. Na szczęście od tego czasu już trochę minęło i z pomocą lekarzy i fizjoterapeutów wracała do zdrowia. Jej palce w większym stopniu odzyskały możliwości chwytania, choć nie były aż tak sprawne jak kiedyś. Rany na udach były podgojone, ale nadal bolały przy chodzeniu. Musiała używać kul, bo mutant zbił jej młotkiem rzepkę w kolanie i choć miała już operację i została jej wstawiona jakaś płytka, to nie odzyskała jeszcze możliwości normalnego chodu. Wciąż korzystała z rehabilitacji i faktycznie widziała poprawy, choć nie tak szybkie jakby chciała. Oczekiwała, że zaraz wróci do pracy w polu. Siedzenie bezczynnie było bez sensu.
Na szczęście dziś umówiła się z Brianem, więc przynajmniej trochę czasu z jej doby zostanie wykorzystane na kontakty z ludźmi. W większości się od nich odcinała niestety. Nie mogła też pogadać z bratem, bo unikała go jak ognia. Brian był natomiast osobą, z którą lubiła spędzać czas, bo nie miała wobec niego żadnych oczekiwań, więc i nie mógł jej zawieść w żaden sposób. Czasem przydaje się takie spotkanie, żeby zwyczajnie porozmawiać.
Przyszła w umówione miejsce przed czasem. Wyszła wcześniej, bo przy tempie jej obecnego chodzenia nie chciała się spóźnić. Usiadła wygodnie na kanapie i odstawiła kule na bok. Oparła głowę o oparcie siedzenia i przymknęła powieki czekając na swojego gościa.
Brian Kersey - 2018-11-11, 13:21
/ początek listopada 2018
Niemal pół roku minęło, odkąd Brian nie pracował już w Genetically Clean. Jednakże, jego zmiana miejsca pracy nie stanowiła zagrożenia dla jego kontaktów z kolegami i koleżankami dawnej organizacji. Nie trzeba ukrywać, jak bardzo niepokojące były informacje na temat GC i jej szefów. Nie zdziwiło by go już nic, odkąd widział jak bardzo schrzaniono jego operację. Do teraz był na lekach. Lecz czuł, że nic się nie poprawia. Miał mieć powtórzony zabieg. Wojna pokrzyżowała plany i musiał być na froncie. Ale kiedy wszystko się w miarę uspokoiło, powinien znów zgłosić się na badania ze swoją nerką. Nie chciał wyobrażać sobie, jak fatalnie teraz musiała wyglądać w środku.
O sytuacji Scarlett słyszał już wcześniej. Nawet odwiedził ją w szpitalu. Raz czy dwa. Nie przychodził, kiedy tego nie chciała. Rozumiał ją i również nie życzyłby sobie zbyt częstych wizyt w szpitalu. Ale też wiedział, że ona podobnie jak on - nikogo prawie nie miała. Z jednym wyjątkiem jaki stanowił jej brat. Brian rodzeństwa nie posiadał.
Przyjechał na umówioną godzinę. Ubrany po cywilnemu, w spodnie jeansowe i sweter, na sobie mając płaszcz czarny. Problemu z wejściem do GC nie miał, jako że starzy znajomi jeszcze go pamiętali. Miło było sobie zamienić z nimi parę słów. A ostatecznie, skierował się do pokoju wspólnego.
- Witaj.
Przywitał się posyłając uśmiech Scarlett. Nawet podszedł do niej, by ją lekko objąć. By nie musiała wstawać. Nawet jej tego zabronił, gdyby próbowała.
- Jak się czujesz?
Zapytał, zdejmując płaszcz i wieszając na fotelu, na którym zaraz usiadł. Mając koleżankę na przeciwko siebie.
Scarlett Reynolds - 2018-11-12, 01:07
Brian był takim starszym kolegą, którego zawsze lubiła w jakimś stopniu. A nie można tego powiedzieć o wszystkich jej współpracownikach, więc mógł się czuć wyróżniony w tym względzie.
Było jej nawet trochę przykro, że opuszcza GC, choć przypuszczała, że kontakt całkiem się nie urwie. I dobrze, bo jednak nadal jakiś mieli. Wiedziała, że sam swojego czasu był poszkodowany i do dnia dzisiejszego odczuwa skutki. Chyba taka była specyfika ich pracy, że nieważne jak dobry był żołnierz to czasem i tak musiał oberwać. Jedni bardziej, drudzy mniej, ale zawsze.
Niemniej była mu wdzięczna, bo poza tym, że mieli jakiś tam kontakt to po tym co się stało odwiedził ją parę razy w szpitalu. Była mu za to wdzięczna, bo potrzebowała towarzystwa. A poza tym czas szybciej leciał, gdy się z kimś rozmawiało. Brian nie wiedział o sytuacji z jej bratem, bo nikomu o tym nie powiedziała. Także obecnie nawet rodziny nie miała, tym bardziej wdzięczna była za jego odwiedziny. Nie wiedziała, czy robi to bo jest zwyczajnie dobrym kolegą, czy rozumiał ją poprzez własne doświadczenia i dlatego próbował wspierać. Ale to się nie liczyło.
- Brian, cześć - uśmiechnęła się do niego pogodnie i założyła mu ręce na szyję na parę sekund, gdy ją objął. Nie miała zamiaru wstawać, o to nie musiał się martwić.
- Tak jak wyglądam, czyli średnio - powiedziała z nutką rozbawienia. Potem pokręciła krótko głową i dodała: - Najgorszy problem mam z kolanem, ciągle się rehabilituję, a efekty przychodzą dość powoli.
Spojrzała na kule, a potem na swoje kolano, które utrudniało jej chodzenie. Było to męczące, ale musiała się przemęczyć.
- Chciałabym już wrócić do pracy. Siedzenie w miejscu mnie dobija, a papierkowa robota irytuje - westchnęła z miną pt. "tak, jestem trudnym człowiekiem". - Cieszę się, że czasem mnie odwiedzasz, dzięki temu mogę oderwać myśli od tego wszystkiego. Dziękuję.
Chyba jeszcze mu tego nie powiedziała. Nie było to dla niej łatwe, bo rozmawianie o swoich odczuciach było trochę tabu.
- Coś nowego się u ciebie wydarzyło?
Brian Kersey - 2018-11-13, 01:01
Mieli kontakt. Jego przeniesienie do Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego nie zaważyło na ich znajomości. Może i nie widywali się zbyt często, to jednak parę rozmów odbyli czy wiadomości wymienili. Akurat stan wypadkowy na misjach jest im dobrze znany. Scarlett zapewne pamiętała, jak to on przebywał wtedy w szpitalu po operacji. Choć nie oberwał tak mocno co ona, to jednak jego stan zdrowia do teraz się nie poprawił. Oby chociaż w jej przypadku, GC nie zawiniło w leczeniu jak u niego.
Przy powitaniu, pozwolił by zawiesiła na trochę swoje ręce na jego szyi. W końcu byli sobie takimi bliskimi znajomymi. Samotnicy, mający tylko towarzystwo kompanów w pracy.
Uśmiechnął się na jej odpowiedź. Wyglądała lepiej niż ostatnim razem ją widywał w szpitalu. I cieszył także z tego, że rehabilitacja dawała efekty. Powolne, ale skuteczne.
- Dla mnie wyglądasz pięknie. I lepiej niż ostatnim razem Cię widziałem.
Przyznał szczerze. Tego nie ma co ukrywać, skoro kobieta mogła już nawet poruszać się posiadłości. Nawet jeżeli musiała wspomagać się kulami do chodzenia.
- Jeszcze wrócisz do pracy. Póki co, korzystaj z urlopu.
Pracoholicy. Brian jednak uważał że dobrze jej zrobi taki odpoczynek. Niech pierw skupi się na sobie. By dojść do siebie w pełni i odzyskać siły.
Z kolei Scarlett zadała mu pytanie, na które nie bardzo wiedział co powiedzieć. Co się u niego działo? Niewiele. A nawet nie powiedziałby, że dobrze. Nie miał też komu wyżalić się ze swoich problemów.
- Jakoś leci Ostatnio mniej jestem wysyłany w teren a przydzielony do ochrony Dzielnicy Mutantów
Odpowiedział. Bo mogła tego jeszcze nie wiedzieć. A bywając u niej w szpitalu, unikał tematów związanych z pracą, by odpoczywała Bo potem niepotrzebnie by się przejmowała.
Scarlett Reynolds - 2018-11-25, 23:19
To też nie tak, że dziewczyna nie znała ryzyka. Była w tej branży od dawna, więc wiedziała co może się zdarzyć. Wiedziała, że nie zawsze się wygrywa, a ostatecznie może się to skończyć śmiercią. Ważne, że przeżyła dzięki Jamesowi. Leczenie było trudne, ale szła do przodu i cały czas jej stan się polepszał. Dlatego starała się nie zagłębiać w negatywnych emocjach. Trzymała się swojego planu zemsty. Była to dla niej swojego rodzaju bateria, która jeszcze trzymała ją przy zdrowych zmysłach.
- Nic dziwnego, ostatnim razem wyglądałam jak śmierć - zaśmiała się cicho, nieco zarumieniona komplementem. No, niecodziennie słyszała, że jest piękna. Nie wiedziała nawet, czy w to wierzyć. Ale przecież nie będzie się kłócić, bo to tak jakby wymuszała kolejne miłe słowa. Ale miał rację, było o niebo lepiej, niż wtedy, gdy widział ją w szpitalu.
- Nie cierpię siedzieć bezczynnie. Ale nie mam wyjścia - westchnęła. I tak żadnego z niej pożytku na froncie nie będzie.
Scarlett może nie była jakimś typem najlepszego przyjaciela wszystkich ludzi, ale jeśli już miała jakąś pozytywną relację to o nią dbała. Także Brian mógł spokojnie powiedzieć jej o swoich problemach. No, chyba że zacznie bronić mutantów, wtedy chyba całkiem oszaleje.
- Dzielnicy mutantów? Chyba jestem trochę niedoinformowana. Wprowadzisz mnie? - zapytała, zaciekawiona. Nie wiedziała na czym polegała ta cała dzielnica i miała nadzieję, że mężczyzna wszystko jej powie.
Brian Kersey - 2018-11-27, 00:48
Kobiety lubiły komplementy. A Brian wobec swojej dawnej przyjaciółki był przecież szczery. Żadne rany czy blizny tego nie zmienią. Jest piękną kobietą, jak każda inna którą spotykał. Ale też nie każdej mówił takie słowa. Tylko tym wyjątkowym, które lubił. I lubił ich towarzystwo.
- Przydajesz się na miejscu. Ale wiem jakie to uciążliwe. Sam miałem mały wypadek i miesiąc nie mogłem brać czynnego udziału w misjach.
Przyznał, bo może i o tym nie wiedziała. Mógł nie wspominać. A praca dla DOGS wiązała się z tak samo dużym ryzykiem życia co na wojnie czy pracując dla Genetically Clean.
- To nie wiesz?
Odpowiedział trochę zdziwiony. W gazetach pisano o tym. W sieci krążą różne pogłoski na temat tej dzielnicy. Scarlett widocznie nie zdążyła nadrobić wielu zaległości.
- Jakieś dwa miesiące temu, została wydzielona dzielnica w mieście, w której przebywają sami mutanci. To bardzo strzeżone i otoczone murem miejsce. Mogą tam normalnie żyć i pracować, ale na narzuconych zasadach. Są ostro pilnowani.
Wyjaśnił tak krótko jak było to możliwe by zrozumiała. Jeżeli była zainteresowana, mogła pytać o więcej.
Scarlett Reynolds - 2018-11-27, 21:05
No, gdyby się dowiedziała, że Brian myślał w ten sposób o każdej napotkanej dziewczynie to pewnie nie dziękowałaby mu tak miło. Fajnie jak ktoś docenia urodę, fajnie jak mówi komplement... chociaż jeśli mówił je małej ilości osób to mogła się czuć jakoś tam wyróżniona.
- No właśnie nie. Odcięłam się od pracy, trochę przymusowo co prawda, ale jednak - stwierdziła z nietęgą miną. Nie chciała tak całkiem jej porzucać, ale jej priorytetem był obecnie jej stan zdrowia.
Pokręciła głową na jego pytanie. No nie wiedziała. Po tym wszystkim co się stało nie mogła pracować i nie dopuszczano jej do informacji. A sama zwyczajnie nie nadrabiała zaległości w gazetach, bo nie miała czasu. Pochłonął ją powrót do zdrowia i rehabilitacja. Na jakiś czas odłożyła na bok sprawy mutantów. Miała własne problemy na głowie.
- Wow, naprawdę? Getto dla mutantów. Podoba mi się - stwierdziła z uśmiechem. Była to jakaś dobra wiadomość od dawna. - Komory gazowe też są w tej dzielnicy?
Niby żartowała, ale jednak nie. Skoro już mieli ich w jednym miejscu to mogli sukcesywnie się pozbywać. Dzięki temu ich populacja zostałaby obniżona do zadowalającego stopnia albo całkiem by wyginęli. Po ostatnim zdarzeniu jeszcze bardziej nienawidziła tej rasy. A komora gazowa byłaby całkiem niezłą karmą dla mutanta, który ją męczył.
- Kto pilnuje tam porządku? - zapytała jeszcze. Skoro miejsce było strzeżone to musiała być określona liczba strażników. GC ich zaopatrywało? DOGS?
Dopiero teraz jakby przypomniało jej się, co jeszcze niedawno powiedział Brian.
- Miałeś wypadek? Co się stało? - zapytała, nagle bacznie mu się przyglądając. Czy powinna zauważyć jakieś wyraźne ślady? Chyba kiepska była z niej koleżanka, skoro on odwiedził ją w szpitalu, a ona nawet nie zauważyła, że coś się stało.
Brian Kersey - 2018-12-01, 01:24
Nic dziwnego że takie informacje jej uciekły i przez pobyt w szpitalu jak i rehabilitację, nie była na bieżąco w wiadomościami. Właśnie gdzieś w tym czasie to wszystko się działo. Zadbano widocznie o to, by nie wszyscy o tym gettcie wiedzieli. Albo po prostu nikt takich nowości nie przekazał Scarlett.
Wspomnienie o komorach gazowych rozbawiło Briana. Choć on w przeciwieństwie do Reynolds by tego nie chciał. Ze względu na przebywającą tam jedną osobę, na której mu za bardzo zależało.
- Wybrani Szwadroni z DOGS, w tym ja.
Odpowiedział na jej pytanie zgodnie z prawdą. To rząd obmyślił projekt dzielnicy dla mutantów, która byłaby strzeżona przez ich ludzi. Wyszkolonych i do tego przygotowanych dodatkowo. Również musiał przejść dodatkowe szkolenie.
I wtem zapytała o jego wypadek.
- Wziąłem na siebie zlecenie złapania pożądanego mutanta z niebezpieczną mocą. Miałem tego pecha, że trafiłem na innych jego sprzymierzeńców. Podejrzany uciekł, a ja nabawiłem się obrażeń dłoni. Z jakiegoś powodu, strzelając z pistoletu, wybuchł mi niczym petarda.
Aż spojrzał na lewą dłoń, na której prawie nie było nic widać. Gdyby się przyjrzeć dokładniej, dałoby radę dostrzec bardzo blade blizny po obrażeniach spowodowanymi wybuchem broni w jego dłoni. Nie potrzebował leżenia w szpitalu, ale z kolejnych wielu był wykreślami.
Scarlett Reynolds - 2018-12-03, 20:57
Gdyby dowiedziała się, że Brian zakochał się w mutantce, pewnie byłby to jej gwóźdź do trumny. I nie w znaczeniu, że byłaby zazdrosna, ale Brian był jej kumplem i jedną z osób, które ceniła. Jej brat zdradził ją na każdym polu i jeśli dowiedziałaby się, że kolejny porządny facet krzyżuje się z tymi potworami... No łatwo by jej nie było.
No w każdym razie jej nastawienie od lat pozostawało takie same. Ale biorąc pod uwagę co się działo, to coraz więcej ludzi byli przychylni mutantom. Świat schodził na psy.
- O proszę, pilnujesz ich? - zapytała z delikatnym uśmiechem na ustach. Miała nadzieję, że nie stał się przez to słaby. - Jak to działa? Stoisz na wejściu i decydujesz kto wchodzi, a kto nie? Czy w środku też pilnujesz porządku jeśli są jakieś bójki itd?
Nie miała pojęcia, bo pierwszy raz o tym słyszała. A skoro mogła zasięgnąć informacji z pierwszej ręki to była bardzo ciekawa. Ponadto miała potencjalną kandydatkę do życia w takim getcie.
- Kto tam trafia? Wszyscy mutanci, ci wybrani czy jest jakaś inna selekcja? - zapytała, dalej zastanawiając się jak złapać tę osobą i wpakować ją na minę. Tylko czy jej plany są do spełnienia?
- Współczuję - skrzywiła się nieco i zerknęła na jego dłoń. Z tej odległości nic nie widziała. Te moce mutantów były niekiedy bardzo potężne i niebezpieczne. Dlatego ich praca była tak ważna. Ludzie musieli czuć się bezpieczni pomimo takich kryminalistów.
- Gdy tylko doprowadzę się do porządku, będę ścigać mutanta, który wypuszcza z rąk trujący dym. Zapłaci mi za to wszystko - powiedziała pełna optymizmu w tej kwestii. Zemści się i mutant pożałuje, że się urodził.
- Musimy się umówić na jakieś picie. Muszę odreagować to wszystko, a jesteś chyba jedyną osobą, którą toleruję - zaśmiała się. Na pewno zdawał sobie sprawę z jej ciężkiego charakteru. Znali się od dawna.
Brian Kersey - 2018-12-06, 00:56
Prawdę mówiąc, to Brian miał nieco trudny orzech do zgryzienia. Bowiem mimo swojej pracy w DOGS, nie odnalazł w tym miejscu żadnego przyjaciela. Wszyscy pracownicy byli zwyczajnie kolegami i koleżankami. Nie miał nikogo, z kim mógłby poważnie porozmawiać. Komu się zwierzyć. Kto byłby wstanie mu poradzić, i może nawet pomóc poradzić sobie z tymi uczuciami do mutantki. Właściwie, to tak by nie nazwał swojej Małej Samanthy. Ona dla niego była nadal człowiekiem. A jej moc być może jeszcze nie aktywowała. Przeżył szok, kiedy dowiedział się że jej gen X został aktywowany A mimo to, nie potrafił jej znienawidzić.
- Nie. Mnie nie przydzielono do rogatek. Pilnowania bramy. Bardziej patroluję teren, czy nie łamią zasad. Do dzielnicy mutantów nie można od tak sobie wejść i wyjść. Szczególnie zamknięci tam mutanci nie mają prawa wychodzić, bez okazania przepustki na którą w sumie muszą zasłużyć. Osoby z zewnątrz za okazaniem przepustki mogą otrzymać tak zwaną wizę tam.
Wyjaśnił jej w skrócie, jak działa owa dzielnica, jak jest pilnowana i co właściwie on robi. Nie otrzymał przydziału do przepuszczania innych do środka w obawie zapewne, że mógłby jeszcze kogoś z wewnątrz wypuścić. A trochę nagrabił sobie u przełożonego.
- Najbardziej Ci z nieprzydatnymi mocami. A także Ci którzy muszą swoje odpokutować. Mógłbym więc powiedzieć, że jest selekcja. Ci którzy mają przydatne zdolności, są raczej przekonywani do współpracy lub do niej zmuszani.
Brian w sumie nadal nie rozumiał takiego wymuszania na mutantach współpracy i wykorzystywania ich jako broni, zamiast pozamykać wszystkich w do jednego Getta czy więzienia. Po co robić im pranie mózgu? Po co się tym trudzić?
Zauważył jednak, że koleżanka była zainteresowana powstaniem takiego getta.
Lewa dłoń Briana wyglądała już dobrze, choć mogła jeszcze posiadać kilka bladych blizn. A najbardziej ucierpiała jej wewnętrzna część. Zatem kiedy Scarlett na nią spojrzała, Brian jej pokazał, szczególnie wnętrze. Z daleka nie było nic w sumie widać, ale w zbliżeniu owszem.
Słysząc jej słowa, jak bardzo chce dopaść mutanta który odpowiada za jej stan, nie zdziwił się w ogóle. Domyślił, że chęć zemsty pchnęła do tego by szybko dojść do siebie.
- Wypuszczający trujący dym? Ciekawe.
Nie ukrywał zainteresowania tym mutantem, bowiem w aktach jakie do tej pory widział z poszukiwanych, nie spotkał się z takim który by taką moc posiadał albo podobną. Wielu jednak mieli opisanych z mocami nieznanymi. Zatem ciężko będzie stwierdzić, który to.
- Może tak za miesiąc? Aż dojdziesz do siebie. Bo pewnie jeszcze jesteś na lekach.
Stwierdził z uśmiechem, ale też stwierdził, że przyda się im takie spotkanie. Może i Scarlett miała ciężki charakter, to jednak Brian był wstanie to tolerować. Nie jest ona jedyną kobietą z którą trudno się czasami rozmawia. Imogen też potrafiła taka być.
Scarlett Reynolds - 2019-01-14, 21:37
Ona nawet nie szukała przyjaciół. Bała się dopuścić kogokolwiek do siebie. Miało to podłoże psychologiczne i niestety sporą rolę odegrał tu jej brat i matka. Bo najpierw ona ją opuściła, gdy dziewczynka była mała, a potem gdy polegała tylko na Jamesie to on wyjechał do wojska. Zostawił ją na pastwę losu ojca, który nie obchodził się z nimi "lekką ręką".
Teraz minęło już tyle, że nie miała do nikogo żalu. No oprócz mutantów, bo w jej mniemaniu to oni zniszczyli jej życie i tylko to potrafili robić. Scarlett nie zrozumiałaby takiej fascynacji mutantem, a wręcz uznałaby to za zdradę - jak w przypadku Jamesa.
- To dobrze, mają pełną kontrolę co się tam dzieje. W jaki sposób ogarniacie mutantów? Wstrzykujecie mutazynę? - zapytała jeszcze o metody, jakie tam stosują. Chciałaby to zobaczyć, ale chyba nie byłaby w stanie tam pracować. Widok tylu mutantów nie byłby dobry dla jej zdrowia psychicznego. Jeszcze uruchomiłaby się w niej psychopatyczna morderczyni i w nocy wybiłaby pół dzielnicy. Raczej by się nie przyczyniła do ocieplenia wizerunku GC, ale satysfakcja murowana.
- Mam mieszane uczucia odnośnie tego wykorzystywania mutantów. Z jednej strony nie przeszkadza mi wymuszanie na nich współpracy, bo nam pomagają... ale z drugiej strony to hipokryzja, że tępimy ich, ale gdy możemy ich użyć to już w porządku.
Scarlett była raczej przeciwna takim zagrywkom, ale naprawdę nie ze względu na przedmiotowe traktowanie mutantów. Ich uczucia miała w poważaniu. Za to miała określone ideały, które przez to były narażone na szwank.
Spojrzała na jego rękę i gdy odwrócił ją, by pokazać wnętrze dłoni, zmrużyła oczy, ale faktycznie z tej odległości słabo było widać. Brian odwiedził ją w szpitalu, więc wiedział, że miała złamany każdy palec u rąk. Na samo wspomnienie tamtej nocy dostawała ciarek. Ból był nie do zniesienia i tylko dzięki Jamesowi jeszcze żyła.
- Wyjątkowo podła umiejętność. Dym mąci ci w głowie, zaburza widzenie, myślenie i pewnie mógłby mnie załatwić samym dymem gdyby nie jego sadystyczne podejście - stwierdziła. Ona również była okrutna dla mutantów, więc nie była specjalnie zdziwiona jego postępowaniem. Potwierdziło to tylko jej zdanie o mutantach. Niestety miała mało danych na temat tego mutanta, ale kiedyś go znajdzie.
- Za miesiąc pewnie jeszcze będę o kulach, ale chętnie się wyrwę zamiast tego umartwiania się w czterech ścianach - uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że jak już się umawiają to spotkanie dojdzie do skutku. No chyba że wydarzy się coś strasznego albo któreś z nich zachoruje (hehe).
- Jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie. Nawet na wojnie mnie tak nie urządzili. Czuję się jak inwalidka - niby mówiła żartobliwie, ale naprawdę bolała ją ta niemoc. Przypuszczała, że Brian zrozumie o co jej chodzi, bo sam też niejedno przeżył.
Brian Kersey - 2019-01-15, 23:28
- Ci bardziej niebezpieczni czy buntownicy dostają obrożę. Inni mutazynę. Mamy tam pewną jednostkę nawet uzależnioną od mutazyny. Wszyscy co prawda są zaznaczeni specjalnymi chipami. Więc jakakolwiek ucieczka im w niczym nie pomoże. Zostaną zlokalizowani.
Można by powiedzieć, że na każdego mutanta coś mają. Powiedział jej tylko podstawowe metody, a zapewne jest ich więcej. Bo przecież eksperymenty i prania mózgu też są praktykowane.
- Wiesz... Moc niektórych przydaje się jako broń rządu do utrzymania pokoju i walki. Chcąc czy nie chcąc, muszę z takimi kundlami też współpracować i przebywać w miejscu noclegowym.
Westchnął, wspominając to że nie bardzo widziało mu się dzielić piętrowe łóżko z mutantem, który na całe szczęście posiadał obrożę. Pokutował swoje czyny.
Brian ostatnio to traktowania mutantów podchodził odmiennie. Może i nie obchodziły go mutanty, ale jeden był dla niego bardzo ważny. O tym jednak nie musiała wiedzieć Scarlett.
- Musi się dobrze ukrywać i działać, skoro do tej pory nie został namierzony przez DOGS czy GC. Sprawdzę w kartach, czy nie ma kogoś z taką umiejętnością.
Nawet dla swojej informacji, by wiedzieć kogo unikać albo jak przygotować, na wypadek polowania. Ale do tej pory jak znał karty poszukiwanych, to nie przypomniał sobie, by ktoś taki z "trującym dymem" znajdował się na liście. Czyżby nowy mutant, nowe zagrożenie?
Bardzo chętnie by się umówił z koleżanką na jakieś picie czy inne spędzenie czasu, by oderwać się od pracy. Nie był co prawda romantykiem, więc niczego takiego jej nie zagwarantuje. W końcu jest żołnierzem, pracując dla rządu.
- Jeśli Cię to pocieszy, to ja kiedyś też przeżyłem spotkanie z mutantem, omal nie tracąc życia. Przeleżałem trochę czasu w szpitalu.
Uśmiechnął się lekko, jakby chciał pocieszyć dziewczynę, że nie jest jedyna co wyszła z takimi obrażeniami. Choć musiałby przyznać, że oberwała gorzej od niego, jak ją widział w szpitalu.
Scarlett Reynolds - 2019-01-16, 22:21
Kiwnęła głową. Prawidłowe podejście z tymi potworami. Chociaż tych uzależnionych od mutazyny raczej by tępiła, bo to strata w środkach dla kogoś takiego. Ale administracja na pewno dobrze to rozkminiła, więc nie będzie podważać ich kompetencji.
- Gorzej jak wiedzą gdzie jest chip i przy ucieczce go po prostu wytną - stwierdziła, bo to raczej problematyczna kwestia. Ale może na to też jest wyjdzie i chip się przemieszcza w organizmie? Nie znała specyfiki tego urządzenia, więc może nie powinna się wypowiadać. Ale wiadomo, że mutanci będą szukali sposobów na ucieczkę. To nieuniknione.
Wiedziała, że to co wymienił to nie wszystkie metody, ale nie oczekiwała, że opisze teraz cały mechanizm tej dzielnicy.
- Sprytu mu nie brakowało. Nawet nie widziałam jego twarzy, a głos specjalnie obniżał. No i potrafił walczyć, wiesz, że nie tak łatwo mnie pokonać - mruknęła więcej szczegółów o znienawidzonym mutancie. Była zahartowana, silna i sprytna. Potrafiła walczyć z silniejszymi facetami, a jednak pokonał ją i prawie zabił.
Cóż, ona również nie była romantyczną, a przynajmniej jeszcze jej w sobie nie odkryła. Chciała zwyczajnie wyjść z kumplem na picie, żadnych podtekstów, ale o tym przecież wiedział.
- Współczuję... nie pociesza mnie to, a bardziej utwierdza w przekonaniu jacy naprawdę są mutanci - wzruszyła lekko ramionami. Byli bezwzględni i brutalni. Ich moce były śmiercionośne, a sami byli dość bezmyślni, a co za tym idzie niebezpieczni.
- Masz ten sam numer telefonu co kiedyś? Bo ja ostatnio zmieniałam numer. Muszę ci wysłać jakiegoś SMSa to się zgadamy - stwierdziła, wyciągając swoją komórkę. Gdy zrobiła to co powiedziała spojrzała na niego z cichym westchnieniem.
- Czuję się strasznie samotna, wiesz? Muszę chyba bardziej się otworzyć na ludzi, choć nie jest to takie proste - dużo łatwiej powiedzieć niż zrobić. Dziewczyna była dość chłodna w relacjach i czasami nie potrafiła się zachować w pewnych sytuacjach. I nawet tego nie miała komu powiedzieć, od kiedy brat ją okłamał. Jeszcze trochę i Brian awansuje na przyjaciela Byłaby to chyba jedyna taka osoba w jej życiu. A właśnie ono weryfikowało, że potrzebowała kogoś takiego.
Brian Kersey - 2019-01-26, 18:25
- Ten chip został poprawiony, wzmocniony i nie pozwalający na łatwe wycięcie. Żeby mogli go sobie wyjąć, musi być dezaktywowany. Przynajmniej taką teorię nam przedstawiono. Jak wprowadzono nowe zmiany, mieliśmy dodatkowe szkolenia. U wielu mutantów przebywających w areszcie czy w dzielnicy ochrony, zostały wymienione. Nowi dostają już ulepszoną wersję.
Uspokoił Scarlett, że tak nie jest i żaden teraz mutant nie będzie mógł tak łatwo sobie zwiać i ukrywać się, a także pozbyć się czegoś, co go kontroluje i namierza. Chip się nie przemieszcza, ale jest podobno tak wszczepiony w nerwy czy gdzieś, że bez precyzyjnego neurochirurga nie da się go od tak pozbyć.
Opisywanie mutanta który skrzywdził jego koleżankę, wyglądało jak na jakiegoś bardzo doświadczonego zabójcę, który dba o ukrycie swojej tożsamości. Trudno będzie takiego znaleźć, póki sam nie wychyli się na światło dzienne i popełni drobny błąd, mogący go zlokalizować i złapać. Westchnął, nie bardzo wiedząc jak tutaj pomóc. Ale jak zapewnił, sprawdzi akta.
- Wiem... Jemu się to jednak udało się.
Uśmiechnął się, domyślając jak bardzo Reynolds znienawidziła tego mutanta i zapragnęła zemsty na nim. Tak samo by zareagował, gdy tak został potraktowany. Choć, kiedyś też kierował się zemstą za śmierć swojego ojca. Dzisiaj? Sam nie wiedział czy dalej chciał szukać zabójcy. Nawet przestał go szukać i żył jak do tej pory, wykonując zadania od Departamentu.
- Tak...
Zgodził się ze Scarlett, odnośnie tego jacy są mutanci. Ale czy na prawdę tak uważał? Ostatnio przez ujrzenie Samanthy w celi więziennej wprowadziło mu wątpliwości. A teraz to powstanie dzielnicy ochrony mutantów i warunki w niej panujące, coraz bardziej mu mieszały w głowie. A tylko chodzi mu o jedną osobę, którą zapewne chciałby uratować, ale nie mógł. Nie mógł nic zrobić...
- Tak. Mam ten sam.
Potwierdził, w duchu nieco ciesząc się na zmianę tematu. Również wyjął telefon i odebrał od niej wiadomość, od razu zapisując sobie jej numer, by nie zaginał wśród innych wiadomości.
Przy jej stwierdzeniu o otwartości do innych, zaśmiał się pod nosem. Spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nie mów, że masz ochotę zabawić się w jakimś klubie i poznać nowych przystojniaków, by potem pokazać gdzie ich miejsce.
Zażartował sobie i schował telefon, kiedy zapisał jej numer.
- Jestem chętny towarzyszyć Ci w nudne wieczory, ale od razu mówię, romantykiem nie jestem.
Dodał, a jego uśmiech nie schodził mu z twarzy. Skoro koleżanka potrzebowała zabić samotność, a on także był przecież w takiej samej sytuacji, czemu więc nie powinni się bardziej wspierać?
|
|
|