N. Willett - Na zewnątrz
Nathaniel Willett - 2017-12-18, 20:45 Temat postu: Na zewnątrz
/*Domek jest ogrodzony wysokim płotem*/
Evan Reid - 2017-12-18, 21:19
#1
Naprawdę nie wiedział co tego dnia go tutaj przyniosło. Z jednej strony czuł, że czegoś lub kogoś brakuje mu teraz. Trudno było powiedzieć czy chodziło o tą chwilę czy o całe życie ale jednak czuł pustkę, gdzieś głęboko w sercu. Miał wrażenie, że ciemność tej pustki powoli pochłania całe jego ego. Może właśnie dlatego znalazł się pod domem swojego byłego chłopaka, do którego czuł wciąż to samo a nawet wszystko mocniej. Mógł powiedzieć, że go kocha, że nie może bez niego żyć ale nadal nie umiał tego zrobić. Nie chciał tego mówić i dać tej satysfakcji Nathanielowi. To by oznaczało, że to on wygrał. Evan, pomimo swojej nieśmiałości wyjątkowo nie chciał przegrywać w wyścigu, którzy niektórzy nazywali miłością a on zwykł określić to jedynie głupotą.
Tego dnia lało jak z cebra. Deszcz zacinał dość mocno i w sumie normalni ludzie pewnie zostali w domach. Nie on. On poszedł do West Seattle i to dodatkowo pod dom ukochanego ale bał się nacisnąć tej cholerny dzwonek i wejść do ciepłego, suchego pomieszczenia. Dodatkowo była zima, więc w Seattle nie było wcale tak ciepło. Evan marzł ale twardo stał oparty o chłodny metal latarni i wypatrywał się z bólem w dom ukochanego.
- Szlag... - wymamrotał jedynie po czym wyciągnął chusteczki z kieszeni i w jedną z nich wydmuchał nos. Zużytą chusteczkę wyrzucił do kosza obok. Następnie schował dłoń do kieszeni, gdzie trzymał telefon komórkowy i użył swojej mocy aby napisać smsa. I kiedy miał już przygotowaną całą wiadomość do Nathaniela, zrezygnował z niej. Wykasował wszystko i puścił swój telefon. Powrócił do obserwowania domu i zastanawiania się czemu jest takim idiotą.
Nathaniel Willett - 2017-12-18, 22:08
Nathaniel miał mętlik w głowie od tego wszystkiego i najlepszą dla niego metodą było zwyczajnie bieganie. Tak też zrobił. Miał tendencje do zostawiania włączonego telewizora, czy światła, kiedy wychodził z domu, więc to mogło zmylić Evana o obecności gospodarza w domu. Nie potrafił zerwać tej znajomości i to ciągnęło go w nie lada kłopoty. Jednak mimo to nadal nie mógł, ciężko było mu zapomnieć kilka lat wstecz, a co dopiero miał wybierać, kiedy miał to czego chciał na wyciągnięcie ręki. Może nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że on sam polował na mutantów. Mógł w przyszłości zrobić krzywdę Evanowi, a tego by sobie nie wybaczył, ale jednak jego pozycja coś zobowiązywała. Nathaniel biegł prosto z tutejszego parku do swojego domu i już w oddali zauważył posturę mężczyzny. Zbliżył się bardziej i mógł zdecydowanie powiedzieć, że było to przemoczony Evan. Swoją drogą i Nathaniel był przemoczony, ale przyzwyczajony do pracy w terenie nie przeszkadzało mu to. Podbiegł do niego bliżej i jakoś nie specjalnie chciał się "miło" przywitać. Musiał też uważać by nikt ich nie zauważył. Otworzył więc bramę i gestem ręki go zaprosił.
- Chodź za nim ktoś nas zauważy.
Nie pytał, czy chce wejść, ale uznał, że coś ważnego chciał skoro przyszedł pod jego dom. Miał tylko nadzieję, że nic się nie stało konkretnego. Czekał, aż Evan ruszy cztery litery za nim.
Evan Reid - 2017-12-18, 22:22
Chyba go to zabolało, ten moment kiedy zobaczył jak Nathaniel wybiega gdzieś zza rogu. Patrzył na niego ale sam nie był w stanie przywitać się z nim w czuły sposób. Jedynie go obserwował i denerwowało go, że jego ukochany nie zrobił tego kroku i nie pocałował go na przywitanie tak jak zwykle to było kiedy jeden zakradał się do domu tego drugiego. Evan tym razem wszedł od frontu, a raczej szykował się aby wejść od frontu a w gruncie rzeczy skończyło się na staniu jak głupek od około dwudziestu minut na ostrym deszczu, do czego Reid nie był przyzwyczajony.
Nawet widząc zaproszenie Nathaniela, przez jakiś czas stal nadal oparty o tą latarnię i wpatrywał się w jego zbyt przystojną twarz jednocześnie walcząc sam ze sobą do zrobienia tego pierwszego kroku. W końcu coś w nim chyba pękło. Nadal powstrzymywał łzy ale nie przygryzał już nerwowo ust.
- Wstydzisz się mnie? - rzucił do niego kiedy przechodził obok niego i niby przypadkiem musnął jego dłoń wiedząc, że bardzo mu brakuje bliskości i ciepłego dotyku Willetta. Minął go po czym zatrzymał się przed drzwiami, które zapewne też były zamknięte. Przecież ktoś polujący na mutanty nie mógł pozwolić sobie na pełen dostęp do swojego domu.
- Może nie powinienem tutaj przychodzić...
Nathaniel Willett - 2017-12-18, 22:40
Bacznie obserwował czy Evan za nim podążał, bo w gruncie rzeczy zależało mu, aby ten został u niego. Nie wstydził się go, ale to było zbyt skomplikowane. Dlatego to pytanie lekko wzbudziło w nim niepokój. Evan wyminął go niczym pies chcący wejść do swojego domu i do swojego Pana. Nie przeszkadzało mu to, wcale a wcale. Kiedy tak za nim podążał brama zamknęła się automatycznie po naciśnięciu guziczka na małym pilociku, który miał przymocowany do kluczy. Otworzył drzwi wejściowe i najpierw popchnął Evana prosto do swojego domu, kiedy usłyszał jego stękanie o tym, że nie powinien tu przychodzić, a następnie sam do niego wszedł i zamknął za sobą drzwi bardzo dokładnie.
- Nie wstydzę się Ciebie, ale jeśli nas razem zobaczą to zabiją nas bez wachania.
Puknął go opuszkiem palca w mokre czoło. W końcu przybliżył swoją twarz do jego i oddał bardzo namiętny pocałunek na jego ustach, był tak długo wyczekiwany, że Nathaniel zapomniał już o jakichkolwiek złych pomysłach na ten temat, w końcu oderwał się od jego ust i jednym słowem kazał mu ściągnąć mokre ciuchy.
- Rozbierz się, bo się przeziębisz, dam ci suche ciuchy.
Ruszył dalej do swojej garderoby i po drodze dodał jeszcze.
- Jeśli jeszcze raz powiesz, że się Ciebie wstydzę i że nie powinieneś tu przychodzić to ci nakopie do dupy.
Wskazał a niego palcem, kiedy to mówił. W końcu zniknął w garderobie i przyniósł mu cały komplet czystych ubrań, czyli jedną parę skarpetek, bokserki, spodnie, które w sumie należały do Evana oraz koszulkę. W domu było ciepło, więc to w zupełności wystarczało i przy okazji zahaczył o łazienkę i wziął ręcznik. Wrócił do Evana i rzucił mu na głowę ręcznik, a ubrania trzymał w dłoniach, położył je na kanapie w salonie. Sam również miał ręcznik na głowie.
- Stało się coś? Nie umawialiśmy się chyba dzisiaj.
Nie, żeby miał coś przeciwko ale miał trochę złe przeczucia.
Evan Reid - 2017-12-18, 22:55
Evan doskonale wiedział, że ma swoje miejsce gdzieś w sercu Nathaniela i zdawał sobie sprawę z tego, że obojgu grozi śmierć za bycie razem. Z drugiej strony Evan raczej kryl się ze swoimi mocami i niewiele osób wiedziało, że Reid ma aktywowany gen X. Z drugiej strony organizacja, do której należał jego ukochany miała skuteczne sposoby aby sprawdzić czy ktoś tego genu nie posiada przypadkiem, więc tak czy inaczej ich uczucie było mocno zakazane. Tym bardziej, że Evan należał do bractwa mutantów, które zaciekle walczy z Genetically Clean. W gruncie rzeczy dzięki Reidowi czerwoni trzymali się z dala w sieci od mutantów.
Kiedy weszli w końcu do domu, chłopak spojrzał na mężczyznę i oddał mu spragniony pocałunek. Objął go nawet i przytrzymał jak najmocniej tylko umiał przy sobie. Bał się, że znowu straci Nathaniela, że będzie znowu coś między nimi mocno nie tak. A jednak nie umiał zrezygnować ze znajomości. Ten świat, w mniemaniu Evana był mocno przeklęty, szczególnie dla niego. W końcu go puścił i pozwolił ukochanemu iść po suche ubrania dla niego. W między czasie sam zaczął ściągać z siebie wszystkie ciuchy. No prawie, został w bokserkach. Bez słowa poszedł do łazienki, gdzie wytarł się i przebrał w coś zdecydowanie wygodniejszego. Kiedy wyszedł, był już suchy i było mu zdecydowanie cieplej.
- Nie stało. Czy musi się coś stać żebym chciał zobaczyć swojego chłopaka? - Spytał w końcu chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. Zamiast tego pociągnął Nathaniela za rękę do salonu, gdzie pchnął go na kanapę, później sam usiadł obok niego i oparł głowę o jego tors. Bardzo mu brakowało żeby posiedzieć w spokoju z kimś kto był dla niego bardzo ważny. Nie chodziło tez mu wcale o seks, po prostu chciał być z nim, teraz, w tej chwili, w tym miejscu.
/salon/
|
|
|