To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Opuszczona elektrownia - Wejście

The Gifted - 2017-11-18, 20:30
Temat postu: Wejście



William Hopper - 2018-02-25, 23:27

/Po grze z Colleen i Ronniem, środek nocy

Cóż, skoro mutazyna nie przyszła do Hoppera, to Hopper przyszedł do mutazyny. Nie miał zamiaru czekać na cud z nieba, zwłaszcza że miał teraz do dyspozycji Wallace, dzięki której będzie w stanie wziąć dawkę czarnorynkowej mutazyny i nie umrzeć. Jeżeli będzie potrafiła doprowadzić do stanu używalności jego mózg, to możliwe, że odbędzie się bez jakichś nieprzyjemnych komplikacji. A jeśli to nie zadziała... cóż, najprawdopodobniej nawet w szpitalu nie byliby w stanie równie skutecznie zatrzymać udaru albo wznowić jego akcji serca, a Matilde miała całkiem niezłą motywację, by nie pozwolić mu zginąć.
Już dawno temu słyszał gdzie w Olympii może zdobyć nieco mutazyny i miał zamiar skorzystać z tej wiedzy w praktyce. Miał dość pieniędzy, miał też dość oleju w głowie, żeby wziąć ze sobą broń. Oczywiście, nie obnosił się z nią - nigdy tego nie robił, nie miał też zamiaru dawać jasno do zrozumienia, że ciągnie za sobą jakieś kłopoty. Za dużo razy był po drugiej stronie pliku banknotów i miał zbyt dobrą pamięć, żeby nie wiedzieć jakie powinien sprawiać wrażenie. Zwykły facet, który chce zdobyć trochę mutazyny dla swojej dziewczyny - wiecie, ostatnim razem jak za długo jej nie brała wysadziła wazę z zupą i zostawiła mu te dwie piękne blizny na policzku.

Mistrz Gry - 2018-02-26, 19:08

Ukryj: 



Znalezienie odpowiedniego handlarza czarnorynkową mutazyną stanowiło nie lada wyzwanie, jednak pan Hopper nawet z tym zadaniem sobie bez problemu poradził. Nie minęło więc wiele czasu, gdy skuszony wizją zarobku młody mężczyzna w kapturze pojawił się u jego boku.
- E, to Ty? Ten od panienki? - Zapytał, przegryzając zapałkę między swoimi zębami, jednocześnie grzebiąc w wewnętrznej kieszeni swojej kurtki. - Podwójna stawka, 4 dawki. Bierzesz wszystko, albo wypierdalaj. - dodał po chwili, nie podnosząc na Ciebie wzroku. W tym momencie mogłeś też w jego dłoni dostrzec niewielką papierową torbę. Chłopak potrząsnął nią, przez co mogłeś usłyszeć, jak wewnątrz stukają się o siebie jakieś plastikowe naczynia...
A gdyby pokusiło Cię o sprawdzenie... Cóż, na wierzchu oczywiście znajdywały się pojemniki z możliwie najlepszym jakościowo lekarstwem.
Nie trzeba być też geniuszem, by wiedzieć, że jeśli zaczniesz coś kombinować, chłoptaś na pewno przywoła swoich kolegów, którzy nie będą mieli nawet najmniejszych skrupułów, by się z Tobą rozprawić. Co jak co, wiedzieli w jak niebezpiecznym biznesie działają...

William Hopper - 2018-02-28, 20:45

Cóż, Will nie za bardzo miał jakikolwiek wybór, zwłaszcza że potrzebował tej mutazyny stanowczo dużo bardziej niż jego wyimaginowana osobowość i wyimaginowana dziewczyna. Rzucił okiem na zawartość torby, zapłacił i grzecznie się ulotnił. Dopiero później, kiedy spokojnie oszacował jak świetnej jakości są to dawki, zwątpił. Nawet nie szkoda mu było pieniędzy, kiedy jesteś geniuszem który może się wzbogacić w kilka tysięcy w ciągu jednej nocy zaczynasz nieco inaczej postrzegać kwestie finansowe. Bardziej chodziło o zmarnowany czas, którego Hopper nie miał aż tak wiele. Nigdy nie lubił go marnować, a od jakiegoś roku zaczął tego szczerze nienawidzić.
Po pewnym czasie, zauważył pewien plus tej sytuacji. Tak czy siak musiał choć trochę oczyścić tę mutazynę, miał w planach odwirować ją na tyle, by wyodrębnić poszczególne fazy. Wcześniej miał tylko jeden, drobny problem: nie miał pojęcia, które będą lekiem, a które zwykłym zanieczyszczeniem. Skoro miał próbki wyraźnie różniące się jakością, mógłby porównać to jak po odwirowaniu będzie wyglądać najgorsza i najlepsza i na tej podstawie wyciągnąć wnioski. Oczywiście, nie będzie miał czterech dawek, jeżeli niczego nie zepsuje, to skleci z tego dwie, może trzy. Ale hej, teraz przynajmniej wiedział jak to zrobić.

/zt

Dale Fowler - 2019-05-06, 22:03

~~27.02
Musiał tu wrócić. Prędzej czy później. Doskonale o tym wiedział - mimo tego, że wspomnienia z tego miejsca wciąż pozostawały żywe... Wreszcie jej się pozbył. Starał się zamknąć za sobą przeszłość, więc musiał pożegnać również i to miejsce - miejsce w którym tak wiele stracił. Chwile spędzone tutaj z tą pieprzoną wariatką sprawiły, że zapomniał co to znaczy być człowiekiem. Odebrała mu więcej niż ktokolwiek inny, pokazała mu czym jest prawdziwe cierpienie i pozostawiła na jego ciele blizny. Blizny, które już zawsze będą mu o niej przypominać.
- Jej już nie ma... - szepnął cicho sam do siebie i kopnął kamień, który znajdował się obok jego stopy. Zabrzmiało to trochę tak jakby musiał sam siebie do tego przekonywać.
Czy ulżyło mu, gdy odebrał Verze Neumann życie? W pewnym sensie tak, ale nie do końca. Przez tak wiele dni wypełniał każdą chwilę myślą o zemście na niej. Gdy patrzył jak wydaje z siebie ostatnie tchnienie poczuł pustkę, ale nie tylko. Poczuł również, że przekroczył kolejną granicę. Po raz kolejny udowodnił sam sobie, że jest pieprzonym potworem.
Westchnął cicho i przeniósł ponownie wzrok na elektrownie. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów i wyjął z niej jednego. Rozpalił go i oparł się o murek, który znajdował się za jego plecami.
Pozostała tylko jeszcze jedna rzecz do zrobienia. Uwolnienie Sam, a ten dzień zbliżał się wielkimi krokami. Potem... Cóż. Odejdzie. Taki był plan.

Użytkownik nieaktywny - 2019-05-06, 22:33

/Po długiej przerwie, 28.02//

W Olympii zatrzymała się dłużej niż zamierzała pierwotnie. Jednak choroba nie pozwoliła jej na szybszy powrót do Seattle. Jednak gdy już czuła się lepiej, postanowiła ostatni raz zawitać do starej elektrowni. Można powiedzieć, że częściowo była jej miejscem do uspakajania myśli jednocześnie miejscem do ćwiczenia swojej mocy z dala od zgiełku ludzi. Bez strachu, że ktoś zaraz zgłosi ją do DOGS czy innego ścierwa...
Starała się ćwiczyć już kilka godzin i czuła jak powoli opada z sił. Nie chciała się zanadto przeforsować, więc postanowiła na dziś dać już sobie spokój. Chciała już wychodzić z niemal zrujnowanego budynku, ale w ten zobaczyła jakąś stojącą postać. Szybko schowała się za murek. Tak bardzo żałowała, że nie potrafi stać się niewidzialna i modliła się w duchu, by ten ktoś jej nie zauważył. Jednak znając jej szczęście było za późno.
Skierowała powoli swe kroki do pomieszczenia z którego wyszła, próbując być jak najciszej. Co było dość ciężkie zważywszy na porozwalane kamienie i cegły.

Dale Fowler - 2019-05-06, 22:50

Mężczyzna stał tak jeszcze przez parę dobrych chwil kontemplując nad wszystkim co go w życiu spotkało. Wypalił papierosa i wyrzucił go wzdychając ciężko. Wbił wzrok w niebo i uśmiechnął się pod nosem sam do siebie. Już niewiele zostało - to był sam koniec drogi. Gdy wreszcie załatwi wszystkie swoje sprawy będzie mógł odejść i rozpocząć nowe życie - z dala od tego wszystkiego. Być może nawet odnajdzie szczęście?
Nie miał tylko jeszcze pojęcia dokąd powinien się udać, ale z tym akurat nie miał problemu. Wsiądzie w samochód i ruszy przed siebie - tam gdzie go poniesie. Spędzi trochę czasu tu, trochę tam... Wiódł taki tryb życia od wielu lat i nie przeszkadzało mu to. Opanował ukrywanie się przed służbami do perfekcji, prawie niemożliwym było odnalezienie go...
No, dobra. Chyba, że pakował się w kłopoty - co zdarzało się dość często.
Poza tym... Za parę dni ruszał na misję, którą inni nazwaliby samobójczą. Inni tak - ale nie Dale. On wierzył, że się uda, ba... Nie widział innej możliwości.
Poprawił na nosie okulary - mimo tego, że mieli jeszcze luty dzisiaj był wyjątkowo ciepły i słoneczny dzień.
Z rozmyślań wyrwał go ruch, który wychwycił kątem oka, oraz towarzyszący mu dźwięk. Był na tyle dobrze wyszkolony, by wychwytywać takie niuanse. Natychmiast przeniósł wzrok w tamtą stronę i wytężył wszystkie zmysły. Pomógł sobie trochę mocą, dzięki której znacznie lepiej słyszał. Gdy tylko z niej skorzystał miał już pewność - w budynku ktoś był i właśnie próbował się oddalić.
Być może to tylko jakieś dzieciaki, lub narkoman, ale... Postanowił to na wszelki wypadek sprawdzić. Dłoń oparł na kaburze w której tkwił długi wojskowy nóż i ruszył wolnym krokiem w takmtym kierunku. Po drugiej stronie pasa spoczywał pistolet, którego jednak Dale wolałby nie używać.
- I tak wiem, że tam jesteś, nie musisz się ukrywać! - krzyknął, gdy znalazł się na tyle blisko, by tajemnicza postać go usłyszała.

Użytkownik nieaktywny - 2019-05-06, 23:22

Kłopoty to miała ale Coockie i to w tej chwili. Przynajmniej takie miała wrażenie. Zwłaszcza, gdy okazało się, że ów osoba jest bliżej niż jej się wydawało, przez co niewiele myśląc rzuciła się do biegu starając się uciec. Nie chciała dać się złapać. A echo w pustym budynku robiło swoje by nie mogła rozpoznać głosu.
Starała się biec jak najszybciej mijając co rusz kolejne pomieszczenia. Serce waliło jej jak oszalałe... Teraz dopiero przyszło jej na myśl, że przecież mogła na spokojnie udawać że tak o przyszła pozwiedzać lub po prostu na spacer i tu trafiła a nie się chować. Może wtedy by wszystkiego uniknęła - to po pierwsze, a po drugie - niemal od razu wiedziałaby, że to Dale i nie musiałaby uciekać. Ale tak to jest jak się najpierw coś robi a później myśli.
W pewnym momencie zobaczyła kawałek rury która mogła jej posłużyć jako ewentualna broń. Schowała się za wąski murek po czym wystawiając rękę w kierunku zardzewiałego kawałka metalu, chcąc jakby przywołać go do siebie, jednocześnie wokół dłoni pojawiła się charakterystyczna zielona poświata. Na całe szczęście, metalowy kawałek rury nie był na tyle ciężki by jej nie "posłuchać" i chwilę później miała go już w ręce. Słysząc jak mężczyzna jest już odpowiednio blisko, wyszła z ukrycia próbując jednocześnie, przywalić w niego tym kawałkiem metalu.

Dale Fowler - 2019-05-07, 00:02

No dobra, może nie przesadzajmy. Niekoniecznie miała kłopoty, mogło jej się tak tylko wydawać, ale pewnie - jestem w stanie zrozumieć jej sytuację. Gdyby tylko wyszła na spotkanie domniemanemu przeciwnikowi wszystko by się wyjaśniło i obyło by się bez tego całego przedstawienia, no, ale wybrała taką drogę.
Dość szybko zrozumiał, że tajemnicza postać postanowiła biegiem oddalić się z tego miejsca, ale on nie zamierzał biec. Znał tą elektrownie - po pierwsze spędził tu swojego czasu kilka dobrych dni, po drugie zaraz po tym co go tu spotkało postanowił ją zbadać w poszukiwaniu śladów. Pamiętał doskonale każdy zakątek tego pomieszczenia. Dlatego też wiedział, że przeciwnikowi cięzko będzie się stąd wydostać bez przejścia obok niego jeśli tylko pójdzie odpowiednią drogą. W międzyczasie wyciągnął nóż z kabury.
Szedł w miarę szybkim krokiem jednak starając się jak najostrożniej stawiać stopy - nie chciał zdradzać swojego położenia.
Parę chwil później jednak wydarzyło się coś co wprawiło go w osłupienie. Ujrzał lecący w powietrzu kawałek metalu, a parę sekund później zza rogu wyszła kobieta dzierżąc tą prowizoryczną broń.
W pierwszej chwili pomyślał, że to musi być Colleen, że ona żyje i w tej chwili chce go zabić, ale... Szybko zdał sobie sprawę z tego, że to niemożliwe i odruchowo cofnął o dwa kroki unikając przedmiotu. Wyciągnął nóż przed siebie, ale szybko cofnął dłoń, gdy ujrzał twarz 'napastnika'.
- No proszę... Coockie Lyon. - mruknął takim tonem jakby był niezbyt zadowolony jej obecnością. Prawdą było to, że ta chwila radości, gdy myślał, że odzyskał Colleen... Okazała się zwykłym złudzeniem i to sprawiło, że jego nastrój znacznie się pogorszył.

Użytkownik nieaktywny - 2019-05-07, 00:37

Cóż, ze strachu o własny tyłek, nie koniecznie przemyślała wszystko jak należy. Często tak jest, że ludzie najpierw coś robią a później myślą.
Coockie również znała elektrownię. Może nie perfekcyjnie, ale coś tam wiedziała. A już z pewnością wiedziała o tym, że innego wyjścia nie ma. Dlatego nie pozostało jej nic innego, jak starać się jakoś obronić. Dlatego też użyła mocy. Miała nadzieję, że wyceluje i ogłuszy na tyle by uciec. Jednak mężczyzna okazał się szybszy i cofnął się w porę, jednak wyjął nóż. Wtedy dostrzegła kim był ów mężczyzna...
-Dale... Co Ty tu robisz?
Spytała odrzucając metalową rurkę na bok. Jego akurat by się tu nie spodziewała. Z resztą sam nie zareagował jakby cieszył się z ich spotkania. Sama również nie była zbyt zachwycona. Zważywszy na to, że po pierwsze; chcąc nie chcąc, wystraszył ją, po drugie, poznał miejsce jej treningów o ile zauważył, w jaki sposób metal znalazł się w jej ręce. Modliła się w duchu by okazało się, że przeoczył ten szczegół. Starała się, by jak najmniej osób wiedziało o jej mocy. Przynajmniej do czasu aż nie opanuje jej w odpowiednim stopniu. Wściekała się sama na siebie, że ma tak mało czasu i siły na trenowanie mocy.

Dale Fowler - 2019-05-07, 16:48

Dokładnie tak - Dale mógłby sporo powiedzieć na temat nieprzemyślanych działań. W końcu to właśnie przez nie stracił w swoim życiu właściwie wszystko co było dla niego ważne.
Życie na froncie było o wiele prostsze, chłodny spust pod palcem pozwalał zapomnieć o wszelkich problemach. Nie liczyło się nic poza zadaniem, które było do wykonania, oraz ludźmi o których się walczyło. Mam na myśli oczywiście przyjaciół z oddziału. Tak właśnie ich traktował - jak przyjaciół, mimo tego, że był przez pewien okres ich przywódcą.
Czasami myślał o tym, by tam powrócić, w końcu jedyne co potrafił to zabijać ludzi - i robił to naprawdę świetnie.
Tutaj, cóż... Nie było tak łatwo. Został skrzywiony psychicznie najpierw przez armię Stanów Zjednoczonych, a potem przez tego potwora w ludzkiej skórze. Nie potrafił się już odnaleźć, nie było w nim części, która nie zostałaby złamana i poskładana od nowa. Jakkolwiek nie starał się tego złożyć w całość ciągle miał wrażenie, że tutaj nie pasuje.
Nawiedzały go demony przeszłości, a jeden z nich stał właśnie przed nim.
Wdowa po człowieku, którego niegdyś nazywał przyjacielem, a który odwrócił się od niego i okazał się wilkiem w owczej skórze.
Wracając do teraźniejszości...
Schował nóż do kabury i rozluźnił się nieco. Sięgnął po kolejnego papierosa i rozpalił go rozglądając się po pomieszczeniu. Wreszcie wolno przesunął wzrok na Coockie.
- Hmm... Dobre pytanie. Zwiedzam? Wspominam? Tak się składa, że mam parę nieciekawych wspomnień z tym miejscem. - opuścił na moment głowę i parsknął krótkim śmiechem. Nieciekawe wspomnienia to określenie, które kompletnie nie oddaje tego co tu przeszedł. W końcu przez dobre trzy dni ta elektrownia stała się jego prywatnym piekłem. Był pewien tego, że gdyby pójść w odpowiednie miejsce można by do tej pory znaleźć kałuże jego krwi.
Oczywiście, że zauważył to co zrobiła. Zabawna historia - spotkał kolejną kobietę, która potrafiła władać metalem. No dobra, może nie taka zabawna. Pierwszą z nich kochał nad życie i nawet była z nim w ciąży, a potem została mu odebrana i zamordowana. Dlaczego? Ponieważ znowu był za słaby, znowu nie potrafił jej uratować.
- Mógłbym Cię spytać o to samo. Swoją drogą... Przy naszym ostatnim spotkaniu nie pochwaliłaś się tym, że jesteś mutantką. - rzucił twardo i ponownie podniósł na nią wzrok, a Coockie mogła odnieść wrażenie, że świdruje ją spojrzeniem.

Użytkownik nieaktywny - 2019-05-07, 17:51

Coockie nie mogła porównywać życia w ten sam sposób. Jednak sądząc po opowiadaniach jej zmarłego męża, nie koniecznie zgodziłaby się z tym, że na froncie jest łatwiej. Jednak sama nie była w stanie tego ocenić. Nigdy jej tam nie było.
A czy była demonem z przeszłości? Możliwe. Gdyby tylko miała pojęcie o tym czego dopuścił się jej zmarły mąż... Niestety nie było jej dane się tego dowiedzieć. Przynajmniej na razie. Co to będzie, czas pokaże.
Nie skomentowała jego słów. Jedynie co to przewróciła oczami widząc jego reakcję na jego własne słowa. Cóż... Sądząc po tym śmiechu, mogła wnioskować, że albo było to zbyt mało powiedziane, lub po prostu rżnął głupa. Nie znała go na tyle by to ocenić. W sumie, wcześniej widzieli się tylko raz. Jedyne co o nim wiedziała to tyle, ile opowiadał jej Edwin.
Spojrzała na niego ponownie gdy tylko usłyszała komentarz odnośnie tego, że jest mutantką. Uśmiechnęła się lekko pod nosem krzyżując ręce na piersiach. Jak już wcześniej wspomniane, Lyon nie chciała by zbyt wiele osób wiedziało o jej mocy. Im mniej osób wie, tym lepiej i łatwiej dla niej. Dzięki temu, nie musiała się martwić czy ktoś jej nie wyda lub nie będzie miał problemów przez fakt ukrywania jej bądź pomaganiu.
-Zabawne. Bo również nie przypominam sobie, byś i Ty coś wspominał o tym, że jesteś mutantem.
Nie podobało jej się zbytnio jego spojrzenie jednak nie dawała po sobie nic poznać. Cały czas na twarzy miała wymalowaną powagę. Typowa maska którą miała już przyodzianą niemal na stałe.
-A tutaj ćwiczę...
Odpowiedziała jedynie. Chociaż w sumie nie wiedziała po co mu to powiedziała. Zwłaszcza, że nie musiała. Sam też jej odpowiedział ogólnikowo.

Dale Fowler - 2019-05-07, 18:45

No pewnie, że nie mogła. Jak to mówią - każdy swój krzyż niesie. Z pewnością miała swoje przeżycia, swoje doświadczenia i przez ich pryzmat postrzegała życie. W ten sposób funkcjonował świat, nikt nie mówi przecież, że jej było lekko.
Straciła kogoś kogo naprawdę kochała, więc wie doskonale czym jest strata. Dale naprawdę potrafił to zrozumieć - nawet wiedząc jak złym człowiekiem okazał się jej mąż.
Nie mogła przecież tego wiedzieć. Po swojemu dokopywała się do prawdy, ale brakowało jej jednego elementu. A tym elementem był właśnie Dale, który nie zwykł wyjawiać tajemnic - zamierzał większość z nich zabrać ze sobą do grobu. Tylko, że w tej chwili miał dylemat. Prawdopodobnie Coockie zasługiwała na prawdę, powinna ją poznać, ale kim był, by burzyć jej pogląd o człowieku, który był dla niej kimś ważnym? Być może lepiej by zapamiętała go jako kogoś dobrego kto robił coś dla swojego kraju i stracił życie. Jakby się poczuła słysząc, że to właśnie on wpakował mu kulkę między oczy?
- No to jesteśmy vice versa. - odparł wzruszając ramionami i znów podniósł papierosa do ust.
Wysłuchał jej następnych słów i kiwnął głową na znak zrozumienia. W sumie to nie najgorsze miejsce do ćwiczeń. Opuszczone - nie przyciąga zbyt wielu ciekawskich z powodu swojej reputacji. Nie raz nie dwa było słychać stąd krzyki - wiedział to dobrze z własnego doświadczenia. W końcu sam w pewnym momencie stał się ofiarą tej elektrowni.
Poza tym na pewno można tu znaleźć mnóstwo metalowych przedmiotów.
- I jak sobie radzisz? Ze swoją mocą? - spytał w zasadzie dość obojętnym tonem. Zrobił kilka kroków w bliżej nieokreślonym kierunku rozglądając się po pomieszczeniu.
Podszedł do metalowego prętu wystającego ze ściany i złapał za niego. Pociągnął kilka razy,a gdy wreszcie przedmiot poddał się jego sile bez ostrzeżenia rzucił nim w jej kierunku.

Użytkownik nieaktywny - 2019-05-07, 19:41

Owszem, nie było... Najpierw dom dziecka w którym była aż do 18 roku życia. później śmierć męża, syna, pani Finch.... Nie koniecznie chciała to wszystko wspominać. Lecz czasem samo to do niej wracało. Chcąc nie chcąc nie dało się o czymś takim zapomnieć. Można powiedzieć, że była całkiem sama. Niby jej rodzice żyli, ale jednak dla niej samej byli martwi. W domu dziecka nie ukrywano przed nią faktu, dlaczego tam trafiła. Choć początkowo był to dla niej cios, nauczyła się z tym żyć.
Nie można chyba przewidzieć, jak jakąkolwiek osoba zareagowałaby w takiej sytuacji. Pytanie też, czy nie oberwałoby się Dale'owi. Bo jak by nie było, to On pociągnął za spust.
-Można tak powiedzieć...
Odpowiedziała tylko. Obserwowała go uważnie jakby chciała się dowiedzieć, czego może się po nim spodziewać. W końcu już szykował na nią nóż. Choć z drugiej strony, ona zamachnęła się na niego metalową rurą... Nie ma to jak piękny początek spotkania.
-Ujdzie... Szału nie ma, ale jakoś sobie radzę.
Po raz kolejny dała nieco ogólnikową informację. Widząc co Dale wyczynia, zmarszczyła brwi. Miała nadzieję, że nie kombinuje niczego w stylu "pokaż co umiesz". Myliła się. Odskoczyła gdy tylko zauważyła, jak Dale rzuca w jej kierunku pręt który ostatecznie z hukiem runął na ziemię. Spojrzała na niego wściekła.
-A to co miało być? Chcesz mnie zabić?
Spytała. Nie miała ochoty na "popisywanie się" swoją mocą. Zwłaszcza, że trenowała kilka godzin i już czuła, że jej organizm powoli nie daje rady. A nie chciała przegiąć, bo znów albo będzie rzygać jak kot albo zasłabnie... Wolała tego uniknąć.

Dale Fowler - 2019-05-07, 22:18

Och tak, jeśli chodzi o wracające wspomnienia Dale też mógłby sobie z nią zbić piątkę. Do tej pory nawiedzały go koszmary, widział twarze ludzi, których zabił oraz tych... Którym nie pomógł. Mimo tego, że minęło tak wiele lat wcale nie potrafił o tym zapomnieć - chociaż nie raz próbował. To stało się częścią jego istnienia, widział zmarłych i przyzwyczaił się do tego... Poniekąd. Tak jak mówiłem wcześniej - gdyby nic go tu nie trzymało dawno by odszedł. Z tym, że przecież zostało jeszcze coś do zrobienia. Coś, czego nie mógł tak po prostu olać, bo... No, to zwyczajnie nie jest w jego stylu.
- Można tak powiedzieć? Czego więcej oczekujesz? - spytał unosząc brwi do góry. Może częściowo było to pytanie retoryczne ponieważ doskonale wiedział czego oczekuje. Prawdy. Chciała dowiedzieć się o swoim byłym mężu jak najwięcej, a on celowo unikał tego tematu. Już podczas pierwszego spotkania grali w tą dziwną grę... I wcale nie była ona zbyt przyjemna, ale przynajmniej ze strony Dale'a - potrzebna. Musiał wybadać grunt, a przede wszystkim zaufać jej na tyle, by móc jej wyjawić tajemnice, których jakby nie było - nie powinien wyjawiać. I nie ze względu na rząd - ponieważ ten dawno temu się na niego wypiął. Ze względu na ludzi, którzy brali w tym wszystkim udział, na ich bezpieczeństwo. Na tych, którzy jeszcze stąpali po tym świecie i podobnie jak on - zmuszeni zostali do ukrywania się.
Chwilę później odwalił dokładnie ten numer, którego się spodziewała. Och, oczywiście, że chciał zobaczyć co potrafi - bo niby dlaczego nie? Zbierał informację i nawet to, że odskoczyła zamiast użyć mocy powiedziało mu wiele.
- Faktycznie, szału nie ma. Gdybyś sobie naprawdę radziła odepchnęłabyś od siebie ten kawałek metalu bez najmniejszego zastanowienia. Prędzej pomyślałabyś o użyciu mocy niż o cofnięciu się. - zauważył podnosząc papierosa do ust. Zbliżył się do niej na parę kroków i uśmiechnął delikatnie wypuszczając nosem dym.
- Nie zrozum mnie źle, po prostu... No, wiesz jak jest. Jestem po pierwsze żołnierzem, a po drugie naprawdę nieźle panuję nad swoją mocą. Wiem jak ciężko przychodzi dojście do pewnego pułapu. - powiedział i ponownie się zaciągnął. Być może dla niej wyglądał jak ktoś, kto się popisuje, czy coś w tym stylu, ale jego motywy były inne. Naprawdę chciałby, żeby Coockie potrafiła odpowiednio ukierunkować swoją moc tak, by to ona władała nią, a nie na odwrót. Chciał, by mogła sama się obronić. Nawet jeśli była wdową po człowieku, który go zdradził, to... Kiedyś byli przyjaciółmi, prawda? Poza tym nie była niczemu winna.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group