Mieszkania - all
Quill N. Bones - 2017-12-10, 20:44 Temat postu: all
Carver Murdock - 2017-12-11, 17:57
Jajka. Pieprzone jajka.
Uczucie niepokoju towarzyszyło mu już od dawien dawna, jednak nie spodziewał się, że przyczyną tego mogą okazać się zamordowane brutalnie w zarodku małe kurczaczki, których w pośpiechu zapomniał sprzątnąć z jednej z półek sklepowych. Teraz, po tym kiedy z dwiema beżowymi torbami wypchanymi po brzegi, wdrapał się po schodach na górę, otworzył niezgrabnie drzwi i odłożył zakupy na kuchenny blat, zaczął kwestionować ideę swojego istnienia. Skoro nie potrafi zmusić swojego zmarniałego narządu ośrodkowego układu nerwowego, złożonego ze zwojów mózgowych, by pamiętał o zakupie jaj kurzych, to jaki jest sens istnienia?
— QUILL! — wydarł się momentalnie, po długiej chwili cichego wpatrywania się w torby z zakupami. Jeśli nie całe Seattle, to z pewnością cała kamienica była w stanie go usłyszeć.
Chłodne powietrze wdzierało się powoli z klatki przez otwarte drzwi, które za sobą zostawił. Nie kłopotał się również ze ściąganiem kurtki czy butów, które pozostawiły ślady na posadzce. Spod bordowej czapki wystawały pojedyncze kosmyki siwych włosów. Czuł niepohamowaną potrzebę zawiadomienia oficjalnej już współlokatorki o tym, że jajecznicy dziś nie będzie. Ani naleśników, ani omletów, ani żadnych innych pyszności zawierających w sobie choć odrobinę małych, martwych piskląt. Mógłby udać, że od dziś przechodzą na weganizm zamiast przyznawać się do któregoś już z rzędu zapomnienia o jajkach, gdyby nie fakt, że z toreb dostatecznie widoczna była wędlina na kanapki. Cóż, jego męska godność nieco ucierpi, kiedy Bones rozpocznie wyśpiewywanie wręcz serenad o tym, jakim nieodpowiedzialnym debilem jest. Jak można było zapomnieć o jajkach?! Niby taka błaha rzecz, jednak był pewien, że Quill nie przepuści żadnej okazji, by przypomnieć Carverowi o jego niezliczonych przez los wadach. Na tym zasadniczo opierała się ich relacja - kłótnie i przekomarzanki. Nie żeby mu to w jakimś stopniu przeszkadzało, w pewien sposób było to urozmaiceniem jego i tak bogatej w kolory rzeczywistości.
Quill N. Bones - 2017-12-11, 18:16
Jej świat ograniczał się do ciasnych, czterech ścian ich mieszkania oraz podłogi, której chyba w swojej karierze współlokatorki nigdy nie widziała. Dlatego zauważenie powrotu jedynej żywej istoty, która oprócz niej (i szczurów, na których obecność nie znalazła jeszcze twardych dowodów) tutaj mieszkała nie było specjalnie trudne. Ale oczywiście jemu nie wystarczyło, że może go zobaczyć, musiała go też usłyszeć.
Jego teatralny krzyk skomentowała wywróceniem gałkami ocznymi i zerwała się z kanapy, żeby po chwili znaleźć się po jego prawicy. Nie rozumiała dlaczego on nie mógł przyjść do niej. Wprawdzie od kuchni do salonu/jej sypialni dzieliły ją jakieś trzy metry, to i tak to on był tutaj strusiem pędziwiatrem.
— CO? — krzyknęła jakieś centymetry od jego ucha, uśmiechając się z nadzieją, że go ogłuszyła.
Spojrzała na zapakowane torby, w których zachęcająco uśmiechały się do niej świeżo zrobione zakupy. W swojej głowie połowę już zjadła. Byłaby w stanie zjeść nawet całość, ale przecież była damą, więc musiała trzymać swoje żądze na wodzy.
— Ogon masz?
Z lekką irytacją ruszyła w stronę drzwi, gdy chłodne, styczniowe powietrze zaczęło ją dotykać po nagich rękach. Nawet, gdy powietrze nie miało żadnej drogi ucieczki, to w ich mieszkaniu było za zimno na koszulkę z krótkim rękawem, jednak nie przejmowała się tym zbytnio. Moda rządziła się własnymi prawami, a cool trzeba wyglądać zawsze. Nawet przed Murdockiem.
Wróciła do kuchni, tym razem nie patrzyła jednak z pożądaniem na torbę pełną jedzenia, tylko z wyraźną złością wpatrywała się w siwe włosy Carvera. Czasami wydawały jej się strasznie spoko. Właściwie to zawsze, jednak jeszcze nie miała okazji ogłosić tego na głos.
Carver Murdock - 2017-12-11, 19:10
Skrzywił się momentalnie słysząc jej krzyk tuż przy swoim uchu, posyłając zdegustowane spojrzenie jednej z toreb. W prawdzie było ono pierwotnie przeznaczone samej Quill, jednak było coś tak hipnotyzującego w beżowym odcieniu papieru, w którym owinięte były zakupy, że nie mógł oderwać od nich wzroku. To pewnie przez zawartość.
— Powiem Ci za to czego nie mam — odwrócił się do niej przodem, kiedy poszła zamknąć za nim drzwi. Ludzie się zabijają, eksperymentują na sobie, deportują z kraju, zamykają granice i dążą do wojny, a jedyne czym martwi się Quill, to to, że wieje zimny wiatr z klatki.
— Jajek.
Zdjął kurtkę i czapkę, po czym rzucił je na kanapę w salonie. Kiedyś je stamtąd zabierze. Najprawdopodobniej dopiero wtedy, kiedy znowu będzie miał potrzebę wyjść z mieszkania. Przypomniawszy sobie o czymś co wydało mu się w tamtym momencie niezwykle istotne i ekscytujące, uśmiechnął się szeroko i uniósł dwa palce wskazujące ku górze.
— Ale za to mam coś o wiele lepszego — poinformował, po czym zaczął szperać zawzięcie w jednej z toreb, odkładając niechlujnie większość jej zawartości na blacie obok. W końcu dokopał się do obiektu swoich westchnień, który zakrzątał jego głowę od momentu, w którym ich spojrzenia skrzyżowały się.
Zwrócił się do Quill, a w ręce trzymał słoik Nutelli.
— Kupiłem to po przecenie — pochwalił się. Ton jego głosu wskazywał na dumę co najmniej tego stopnia, jakby wygrał drogi samochód w lotto. — Jest co prawda dzień czy dwa po terminie, ale wciąż jest jadalne.
Obrócił słój kilka razy w ręku, przyglądając się etykiecie z podziwem i zanim dziewczyna zdążyła chociażby zareagować, on znalazł się na kanapie, przygniatając swoim ciałem kurtkę, którą jeszcze nie tak dawno tam położył, pałaszując łyżką czekoladowy krem.
Quill N. Bones - 2017-12-11, 20:30
Zamarła, uświadamiając sobie grozę jego słów. Oznaczało to, że nie będzie mogła go zmusić do zrobienia jej jajecznicy. Ani naleśników. Ani omletów. Nawet jakby nagle zamarzyła o cieście, to może jedynie pomarzyć.
— To, że nie masz jajek to dla mnie żadna nowość — mruknęła pod nosem, ale na tyle głośno, że spokojnie mógł to usłyszeć w każdym kącie ich maleńkiego mieszkania.
Przyglądała się uważnie jak wyrzuca wszystko niedbale z torby, aż wreszcie dokopał się do upragnionego celu. Nutella. Momentalnie zapomniała o zaginionych jajkach i już miała krzyczeć, żeby jej trochę dał, ale zanim zdążyła chociażby mrugnąć, on znalazł się na kanapie. Poczuła tylko jak powietrze łaskocze ją po twarzy i lekko zdezorientowana zaczęła się rozglądać po pokoju. Nienawidziła, gdy tak robił.
Zrobiła trzy duże kroki, żeby ominąć kupki ubrań porozrzucane po podłodze i usiadła obok niego na kanapie. Przez dłuższą chwilę zawiesiła wzrok na trzymanym przez niego smakołyku bogów, aż wreszcie złapała go za rękę i z szerokim uśmiechem powiedziała:
— Daj nutellę.
Gdzieś jeszcze była w niej Quill, która poczułaby się z tym źle. Ale zazwyczaj była brutalnie duszona i niedopuszczana do głosu w takich sprawach. Po co jej moc, skoro nie może z niej korzystać?
Carver Murdock - 2017-12-14, 23:10
Wywracając oczami na jej słowa zaczął się zastanawiać, jak bardzo Quill będzie musiała go zirytować, by te w końcu wypadły z orbit, wykonując ów dobrze znany już ruch. Chociaż nie mógł nie przyznać, że odzywka była dość błyskotliwa. Oczywiście wypowiedzenie tego nagłos ugodziłoby go prosto w i tak nadszarpaną godność. Wystarczy, że dziewczyna nie musi płacić czynszu, nie musi dodatkowo wysłuchiwać pochwał odnośnie jej chamskich, a jednak zmyślnych odzywek.
Błogostan, w jakim znalazł się Carver wraz z walnięciem się na kanapie ze słoikiem Nutelli w ręku, nie trwał długo. Pasożyt musi jeść, a żywiciel ostatnimi czasy najwidoczniej pozwalał sobie na za wiele. Chłopak przekonał się o tym widząc jej szeroki uśmiech i czując na swojej dłoni ciepło. Po chwili z jego mózgu została zaledwie papka, niezdolna do sprzeciwienia się zamordystycznym rządom Bones. Z dnia na dzień, bronienie się przed jej wpływowymi mocami stawało się coraz trudniejsze i Murdock był już praktycznie w całości zniewolony przez dyktaturę drobnej dziewczyny z nadprzyrodzonymi mocami. A mógł zamieszkać u matki...
— Kiedyś za to bekniesz. — wymamrotał czując, jak jego ręce przekazują jej słoik pełen czekoladowego kremu. — Nienawidzę, kiedy tak robisz.
Co prawda ustalili sobie coś na temat wpływania na umysł Carvera, ale jego kochana współlokatorka niezbyt trzyma się reguły, którą on zwykł nazywać wręcz złotą. Niesprawiedliwe i zasmucające było to, że jego zdolności nie mogły w taki sposób oddziaływać na ludzi, więc nie mógł stosować się do zasady oko za oko, ząb za ząb.
— Będziesz gruba — stwierdził, obserwując jak teraz to ona zajada się zdobytym przez niego przysmakiem. Nauczka na przyszłość: za wszelką cenę chować słodycze z przeceny przed wzrokiem Quill.
Quill N. Bones - 2017-12-15, 00:11
Zabrała mu również łyżeczkę, bo pójście po własną było zbyt dużym wysiłkiem. Nie wystarczyło jej, że zabrała mu godność i nutellę. Musiała sięgnąć również po łyżeczkę.
Zajadając się czekoladowym bóstwem z niekrytą satysfakcją patrzyła mu prosto w oczy, bo doskonale wiedziała, że nic nie może z tym zrobić. Znaczy się może, oczywiście, że może, ale po prostu nie zrobi. Moment, w którym Murdock odsłonił swoje miękkie serduszko był jego największym błędem. Powinien wyrzucić ją na ulicę, gdy tylko miał ku temu okazję. Chociaż do kogo wtedy wracałby codziennie do domu?
— Naprawdę dobra nutella — powiedziała z pełną buzią. — Wiesz, mówi się, że kradzione zawsze lepiej smakuje.
Gdyby matka ją teraz zobaczyła, to najpewniej dostałaby zawału. Zawsze była kobietą lubiącą porządek, ciszę i spokój. Pewnie dlatego najbardziej lubiła Quill, gdy ta była warzywem. Nie musiała się nią martwić, a jej nadpobudliwość zwyczajnie nie istniała. Cóż, w przyrodzie panuje równowaga, więc trzeba wyrównywać skale.
— Chcesz trochę? — spytała oferując mu łyżeczkę i uśmiechając się w sposób, który sugerował, że jej zamiary nie były do końca szczere.
Carver Murdock - 2017-12-15, 17:27
Zaczynał odczuwać coś w rodzaju silnej więzi z tą łyżeczką, dopóki nie została mu ona brutalnie odebrana. Jego serce pękło na drobne kawałki, kiedy obserwował, jak jego ukochana łyżka służy wiernie i z równie wielkim zaangażowaniem innej osobie, która w dodatku afiszuje się tym, iż to ona jest teraz w jej posiadaniu.
Zmarszczył brwi, chcąc tym dać jej do zrozumienia, że jest rozzłoszczony i nie toleruje takiego zachowania pod swoim dachem, jednak ciężko jest przekonać kogoś o swojej wściekłości, kiedy jej przyczyną jest słoik z czekoladą. Mógł wyglądać bardziej jak dziecko, ale wszak był nikim innym, jak dzieciakiem z wielkim sercem, które otwiera trochę za szybko i przed trochę zbyt dużą ilością osób. Ciężko uwierzyć, że ma tyle lat na ile wskazuje dowód osobisty, kiedy ma się w sobie buntowniczego nastolatka, dającego się ponieść burzy hormonów i emocji. Gdyby tylko los zechciał obdarować go zdrowym rozsądkiem, zamiast siwą czupryną i tendencją, do wyjątkowo szybkiego przebierania nogami...
— Mnie to mówisz... — mruknął pod nosem na jej słowa. Niczym cios wymierzony w policzek, Carvera zaczęły uderzać wspomnienia z czasów, kiedy żywił się tylko i wyłącznie rzeczami, które albo ukradł, albo zapłacił za nie kradzionymi pieniędzmi. Oczywiście robił to tylko dlatego, że sytuacja, w jakiej znalazła się jego matka, zmuszała go do podjęcia radykalnych decyzji. Jednak kradzież to kradzież i w świetle prawa nie liczyło się to, że to wszystko było kierowane dobrymi intencjami.
— Pewnie — zanim Quill zdążyła go przechytrzyć, przyjął od niej łyżeczkę, włożył sobie jej zawartość do ust (przypilnowawszy, by zostały na niej widoczne ślady użytkowania) i ponownie wręczył ją dziewczynie. Działo się to oczywiście w mgnieniu oka, bo skoro ona wykorzystuje swoje moce przeciwko niemu, to przynajmniej w taki sposób może się jej odpłacić pięknym za nadobne.
— Naprawdę dobra nutella. Idę zrobić herbatę — podniósł się z kanapy, tym razem w swoim zwyczajnym tempie i wyjął z jednej z szafek pomięte i do połowy pełne opakowanie z czarną herbatą, którą wsypał do kubka w świnki. Nie pamiętał skąd miał ten kubek, ale cholernie go lubił.
Quill N. Bones - 2017-12-15, 20:19
Zmrużyła brwi, żeby zasugerować zło-wrogość, jednak efekt był zwyczajnie komiczny.
Spojrzała na łyżkę i doszła do wniosku, że pewnie powinno ją to obrzydzić. Jednak mieszkali już ze sobą na tyle długo, że niewiele mogło ich zgorszyć. Wystarczyło spojrzeć na ich mieszkanie, żeby dojść do wniosku, że tematy tabu nie istniały.
— Ja też poproszę — krzyknęła wychylając się zza kanapy, żeby dokładnie doglądać jego poczynań w kuchni.
Murdock był przyjemny dla oka. Lubiła obserwować jego drobne zmiany w wyrazie twarzy, gorączkową gestykulację czy chaotyczne ruchy, które wykonywał. Zanim w ogóle zdążyła zauważyć, stał się w jej życiu stałym elementem. Czymś, czego od dawna nie czuła. Przyjacielem.
Zrobiła nawet dla niego świąteczną składankę, nie była jednak gotowa na taką deklarację uczuć, więc ostatecznie podarowała mu skarpety. Bardzo ładne i ciepłe, jednak bez większego wyrazu. Składanka dalej jednak czekała na półce, schowana przed światem i samą Quill.
Odłożyła nutellę na bok, co miało być niemą wiadomością dla chłopaka, że może ją dokończyć.
— Myślałam nad poszukaniem jakiejś pracy — przyznała szczerze. Bycie pasożytem było super, ale ostatnio spędzało jej sen z powiek.
Carver Murdock - 2017-12-16, 12:42
Rzeczywiście, wchodząc do ich mieszkania, można pokusić się o stwierdzenie, że wybuchnęła tam bomba złożona z męskiej jak i damskiej bielizny, resztek jedzenia i innych okropności, jakie można było znaleźć zakopane pod rozmaitymi częściami garderoby. Nie żeby Carver nie sprzątał, bo to robi. Okazjonalnie i niedokładnie, ale zawsze to coś. Z Quill było podobnie. Czasem żałował, że nie przygarnął idealistycznej pedantki pod swój dach, jednak wtedy byłoby mniej zabawy, a więcej krzyku o bokserki wiszące na lampie w kuchni.
— Nienawidzę Cię czasem — mruknął, wstawiając czajnik na kuchenkę gazową. Pomimo swoich słów i kłującego serce przekonania, że jest wykorzystywany, wyjął z szafki jeden z kubków, do którego nasypał herbaty. Tym razem był on w niedźwiadki.
Święta wspominał ciepło, co w jego przypadku nie było wielkim zaskoczeniem. Od zawsze lubił Boże Narodzenie nawet pomimo warunków, w jakich zwykł je spędzać. Zawsze były one skromne i ubogie, także w Edynburgu z matką, ale niosły ze sobą coś na tyle magicznego, że Carverowi wydawało się to w ogóle nie przeszkadzać. On kupił Quill sweter, który czasem mija walający się to tu, to tam. Oprócz tego jakieś drobne upominki, jak czekolada i rozpoczęte opakowanie żelków (był bardzo głodny tamtego dnia). Gdyby tylko wiedział, że miał szansę dostać od dziewczyny swoją własną składankę z piosenkami, to z ręką na sercu, posprzątałby cały dom byleby tylko się do niej dokopać. Kto jak kto, ale taki meloman jak on po prostu oszalałby ze szczęścia, dostawszy taki upominek.
Czajnik zagwizdał, więc zdjął go z gazu i zajął się przesypywaniem cukru z torebki do rondla. Może to nie był najlepszy materiał na cukierniczkę, ale lepszego pomysłu nie miał.
Słysząc jej słowa, wypuścił z rąk łyżeczkę, którą miał zamiar tam włożyć.
— Oh, shoot... — pochylił się, by ponieść ją z podłogi i wycierając jej miseczkę o skrawek swojej bluzy. Na jego buzi malował się zaskoczony, ale jak najbardziej zadowolony wyraz twarzy.
— Nie żartujesz? — zapytał się, uśmiechnięty od ucha do ucha.
Wpił łyżeczkę w stertę cukru, zalał dwie herbaty i zaniósł wszystko na stolik. Ruchem ręki zepchnął na podłogę wszystko co tam stało i odstawił na ich miejsce kubki i rondel z cukrem. Usiadł obok Quill, nie mogąc przestać się uśmiechać.
— I jak? Wymyśliłaś coś? — posyłał jej ciekawskie spojrzenia, słodząc swoją herbatę.
Quill N. Bones - 2017-12-29, 23:13
Przez chwilę odpowiadała mu ciszą.
Gdy tylko powiedziała na głos o swoich zamiarach zaczęła tego żałować. Nagle z jej jakiś planów czy ambicji stały się faktem. Szuka pracy, teraz nie ma już z tego powrotu. Całe życie zadziwiało ją jaką moc mają słowa. Nie tylko jej, które miały moc moc, ale również zwyczajne, ludzkie deklaracje. Niewypowiedziane na głos myśli ginęły w morzu następnych, tak jakby nigdy ich nie było. Jednak jeśli zostały przepuszczone przez usta, wtedy miały świadectwo swojego istnienia, zostały przez coś zarejestrowane i przetworzone. Oficjalnie wpuszczone do świata żywych.
— Przeanalizowałam dokładnie swoje wady i zalety — Sięgnęła po kubek herbaty, namiętnie oplatając go zmarzniętymi dłońmi. Podkuliła nogi na kanapie i ze spokojem zmieszanym z niepewnością kontynuowała swój wywód. — I doszłam do wniosku, że chyba najbardziej się sprawdzę w handlu. Tylko jako mój moralny kompas musisz mi powiedzieć czy używanie moich specjalnych talentów w pracy jest złe czy raczej... sprytne?
Podobało jej się jak coś moralnie niewłaściwego można było wytłumaczyć "sprytem" czy "instynktem samozachowawczym". A przynajmniej w jej małych wszechświecie taka wymówka była dozwolona. Nie miała pojęcia jak wyglądało to w głowach innych. Trochę ją to niepokoiło. Potrafiła kontrolować umysły, ale nie umiała ich odczytać, a przynajmniej nie ze stu procentową pewnością. Zawsze pozostawała ta granica błędu — drobna niepewność, której nie dało się obejść. Czasami żałowała, że nie da się komuś otworzyć czaszki i zwyczajnie zajrzeć do środka.
Przykładowo Murdock. Jego twarz była bardzo ekspresywna, w dodatku nerwowe ruchy również wiele mówiły, ale zawsze pozostawała na ściana, za którą nie mogła zajrzeć. Nie zawsze też czuła taką potrzebę. Teraz jednak wpatrywała się tak intensywnie w jego czoło jakby oczekiwała, że zaraz pojawi się na niej odpowiedź na dręczące wszechświat pytania.
— Wiesz, na przykład lekka sugestia, że kupienie trzeciej pary butów w tym tygodniu wcale nie jest złym pomysłem...
Upiła łyka herbaty, szybko jednak tego pożałowała, bo poparzyła się w język. Wystawiła go szybko na zewnątrz, jakby dyszenie miało jakoś ukoić ból.
— Gohronca — powiedziała z językiem na wierzchu.
Spojrzała na niego jakby to była jego wina, że herbatę robi się z wrzątku.
|
|
|