black lake - Stary plac zabaw
The Gifted - 2017-11-18, 19:12 Temat postu: Stary plac zabaw
Lizzy Addams - 2018-01-21, 14:46
Bardzo lubiłam to miejsce. Było tu cicho i spokojnie, nie biegały tu inne dzieci, a ich mamy mnie nie wyganiały od zabawy. Wiedziałam, że moje ubranka są brudne i nie podoba to się innym mamom. Ale przecież nie umiałam prać. Kiedyś próbowałam wyprać swoją sukienkę nad jakimś stawkiem, ale po tym pachniała jeszcze gorzej i była bardzo nieprzyjemna w noszeniu. Wolałam już nosić swoje zwykłe, brudne ubrania.
Usiadłam na huśtawce. Pręty na niej były zimne, więc schowałam dłonie w rękawy i dopiero wtedy za nie chwyciłam. Czułam delikatne bujanie, jednak wolałam się pohuśtać mocniej, więc zaparłam się nogami. Kiedyś tata bujał mnie bardzo mocno. Chodziliśmy wtedy na taki ładny, drewniany plac. Tam się mogłam normalnie bawić z dziećmi. Teraz się tylko ze mnie śmieją i uciekają ode mnie. Ale w sumie to nie szkodzi. W końcu nie jestem sama. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Może Ci zaśpiewam? Lubię śpiewać. Pamiętam tą piosenkę, bo mama mi ją śpiewała. - Powiedziałam cichutko patrząc w niebo, po czym zanuciłam znaną sobie kołysankę:
- Był sobie król, był sobie paź i była też królewna. Żyli wśród mórz, nie znali burz, rzecz najzupełniej pewna... - powtarzałam spokojnie, prawdopodobnie nie trafiając do końca w prawidłowe dźwięki. Ale to nic nie szkodzi, w końcu tutaj nikt nie mógł mnie ocenić, a mój anioł stróż nigdy mnie nie krytykował. Bo to musiał być anioł. Na pewno mama i tata zadbali o to, żebym nie była sama, gdy oni nie mogą się mną zająć. Na pewno.
Shivali Nyberg - 2018-01-21, 17:51
/Shivali tu fizycznie nie ma - używa mocy/
Minęło już kilka dni od kiedy Shivali spotkała małą, bezdomną dziewczynkę na ulicy w Olympii, a mimo tego nie mogła przestać o niej myśleć. Ledwie na siebie wpadły, Shiv nie zdążyła nawet spytać jej o imię czy jakkolwiek jej pomóc, dziewczynka właściwie od razu uciekła. W ostatniej chwili udało jej się nawiązać z nią więź, z której ciągle jeszcze nie skorzystała. Tak, miała świadomość że każdy dzień się liczył, ale równocześnie nie była w stanie się za to zabrać. Nie chciała niczego zepsuć, nie chciała jej wystraszyć, ale też równocześnie, za każdym razem kiedy o niej myślała zaczynała wracać do tych strzępek wspomnień zaraz po pożarze, kiedy mogła liczyć tylko na siebie, najpierw w swojej własnej spopielonej dzielnicy, potem w domu dziecka. Ostatnio znowu jej się śniło, że ucieka z płonącego budynku, ale wszędzie jest równie gorąco, jest równie dużo dymu, jakby była w piekle.
Nie mogła pozwolić, żeby to ją powstrzymało. Nie mogła porzucić tamtej dziewczynki, zostawić jej na pastwę ulicy. Tego dnia nie musiała iść na uczelnie, więc zamknęła drzwi do mieszkania na klucz, wyłączyła telefon i usiadła po turecku na łóżku. Wiedziała, że utrzymanie połączenia nie będzie banalnie proste, zwłaszcza że to miała być jej pierwsza wizyta, a dziewczynka była w innym mieście. Shivali wzięła głęboki oddech i sięgnęła do niej swoją świadomością.
Była niedaleko jakiegoś jeziora, na otwartej przestrzeni. Kapcie zapadały jej się w śnieg, a wiatr przedzierał się przez oczka jej swetra, ale te wrażenia były dziwnie nierealne, jak ze snu, jak ze wszystkich słabych więzi. Dziewczynka huśtała się na huśtawce, coś śpiewała. Shivali podeszła kawałek, tak żeby dziewczynka ją widziała, ale nie tak blisko, żeby się wystraszyła.
- Cześć - powiedziała delikatnie się uśmiechając. Chciała się wyglądać na miłą i sympatyczną, ale nie na przesadnie miłą i sympatyczną. Nie wiedziała jak to wyglądało o amerykańskich bezdomnych dzieci, ale te indyjskie przed niczym nie uciekały tak szybko, jak przed podejrzanie dobrym człowiekiem.
Lizzy Addams - 2018-01-21, 18:04
- ...z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana...- Skończyłam swoją piosenkę, gdy wyczułam czyjąś obecność. Mimowolnie zatrzymałam huśtawkę, nic mnie już nie kołysało. Nie wiedziałam czemu, ale miałam wrażenie, że nawet nie miałam jak stąd teraz uciec, co było śmieszne, bo w końcu było tu jednak bardzo dużo przestrzeni. Mimo wszystko, byłam jednak spokojna. Spojrzałam na panią swoimi niebieskimi kryształowymi oczami.
- No, cześć. - Wydusiłam, nie odrywając od niej wzroku. Nie byłam teraz dumna z mojej brudnej buzi i nieładnych ubrań. Ale w sumie... Ta pani jeszcze nigdy mnie nie wygoniła. Chyba nie mogła być zła. A nawet gdyby była, to mój anioł stróż na pewno mnie w porę obroni! Zawsze mnie bronił.
Ścisnęłam swoje wargi i sapnęłam nosem.
- A... Jak pani tu przyszła? Nie słyszałam pani. A tu wszystko słychać. - Wydukałam w końcu. Lubiłam dźwięk śniegu pod butami. Był taki zabawny i tak śmiesznie skrzypiał! I było to inne skrzypienie niż to, które wydawała stara huśtawka. A mim o to, nie słyszałam zbliżających się do mnie kroków. A przynajmniej nie usłyszałam ich na tyle szybko, by móc jakkolwiek zareagować. Odkąd nie było mamy i taty nie lubiłam przebywać z ludźmi i rozmawiać z nimi więcej, niż trzeba. Chciałabym wyglądać w takich chwilach jak kiedyś - jak mała, śliczna księżniczka. A teraz bardziej przypominałam raczej kopciuszka. Ale kto wie? Może na mnie też czeka moja śliczna bajka ze szczęśliwym zakończeniem?
Shivali Nyberg - 2018-01-21, 19:11
/Shivali tu fizycznie nie ma - używa mocy/
Dziewczynka chyba się trochę wystraszyła (a może speszyła?), ale chyba na razie Shivali szło całkiem nieźle, przynajmniej jak na osobę, która nie ma zbyt dużo doświadczenia z dziećmi. Jeszcze nie uciekła, więc było chociaż lepiej niż ostatnim razem. Na pewno byłoby dużo prościej, gdyby Shiv była w stanie wyczuć co dziewczynka czuje, ale na razie było na to stanowczo dużo, dużo za wcześnie. Potrzebowała mocy, żeby zdobyć jej zaufanie i nie mogła do końca skorzystać z mocy, dopóki nie zdobędzie jej zaufania. Mogło być gorzej, przynajmniej mogła próbować w nieskończoność, choć pewnie z każdym kolejnym razem będzie coraz trudniej. Dobra Shiv, dasz radę.
- Właściwie nie do końca tu jestem. To tak jakbym była tutaj tylko myślami - odpowiedziała. Chyba nie powinna za bardzo rozpowiadać o swojej mocy, ale dziewczynka prędzej czy później by się zorientowała, że Shivali nie ma tu fizycznie. Poza tym, skoro oczekiwała zaufania, to powinna wykonać pierwszy krok, prawda? Z resztą, raczej nic jej nie groziło ze strony tej dziewczynki. To ona potrzebowała pomocy, a nie Shivali. - Mogę podejść? - spytała. W końcu chyba lepiej dowiedzieć się u źródła czego ona właściwie chciała i oczekiwała, niż próbować w ciemno i jeszcze ją wystraszyć.
Jeśli dziewczynka się zgodziła, Shiv podeszła kawałek, ale i tak nie stanęła bardzo blisko niej, tak żeby nie czuła się osaczona. Jeśli się nie zgodziła, to została na swoim miejscu.
Lizzy Addams - 2018-01-21, 19:24
Dalej przyglądałam się tej (w sumie wciąż) nieznajomej kobiecie szeroko otwartymi oczami. Gdy powiedziała, że w rzeczywistości jej tu nie ma, w moich oczach pojawił się mały błysk, a sama zerwałam się lekko z miejsca, nie opuszczając jednak siedziska huśtawki.
- To Ty jesteś moim aniołem? - Zapytałam radośnie, jak gdybym czekała na tą chwilę od wieków. - Dziwne, jeszcze nigdy Cię nie widziałam. I nigdy mi jeszcze nie odpowiedziałaś. - Dodałam po chwili wciąż nie spuszczając wzroku. W tym momencie nie czułam obecności mojego opiekuna - nie bujał mnie, nie tulił i nie trzymał za rękę. Miałam prawo pomyśleć, że w końcu przybrał całkowicie ludzką formę. Wydawało mi się to całkiem logiczne. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mógł nie odpowiadać albo ze względu na brak fizycznej obecności Shivali, albo ze względu na odległość, w jakiej znajdywała się jej astralna (?) forma.
- Yhym. - Mruknęłam po chwili z lekkim uśmiechem na ustach, po czym przetarłam swoją twarz brudną dłonią, zgarniając z niej już zdecydowanie za długą grzywkę. - A możesz mnie pobujać? Tak jak tata. Tak mocno, aż do nieba! - Poprosiłam rozentuzjazmowanym tonem nie spodziewając się odmowy. Lubiłam, gdy ktoś mnie bujał, bo wtedy nie czułam się tak mocno zmęczona. W końcu machanie nogami to nie lada wyzwanie! Usiadłam wygodniej w huśtawce, poprawiając swoje rękawy by wciąż zakrywały mi dłonie, po czym mocniej się złapałam prętów, w oczekiwaniu na - jak mi się wydawało - ruch mojego "anioła".
Shivali Nyberg - 2018-01-23, 21:44
/Shivali tu fizycznie nie ma - używa mocy/
Shivali spodziewała się naprawdę wielu różnych rzeczy, różnych reakcji, ale nie nagłego wybuchu entuzjazmu. Chyba jednak nieszczególnie znała się dzieciach.
- Aniołem? Nie do końca rozumiem rozumiem - zdziwiła się.
Może chodziło o jakąś amerykańską bajkę? Choć właściwie Shivali nie wiedziała jak długo dziewczynka żyła na ulicy i kiedy ostatnio oglądała bajki. Może jakaś historia, którą opowiadała jej mama? Albo jakaś chrześcijańska modlitwa. Adopcyjni rodzice Shiv byli luteranami i to takimi nieszczególnie religijnymi, sama dziewczyna kiedy trafiła do Szwecji była już trochę za duża żeby uwierzyć w Boga. Ciężko się dziwić, że nie miała za wiele wspólnego z tą religią i nie za bardzo kojarzyła modlitwy dla dzieci, ale mimo wszystko, jakoś nie wydawało jej się, że o to chodzi.
Chętnie podeszła bliżej dziewczynki, korzystając z jej zaufania. Jeśli dalej będzie szło równie dobrze, to szybko zaczną się docierać i Shivali będzie mogła szybciej pomóc dziewczynce. Może domy dziecka nie były najlepszymi miejscami na świecie, ale i tak były lepsze niż ulica, prawda? A może dziewczynka się po prostu zgubiła, nie potrafi wrócić do domu ani przeczytać ogłoszeń, że jest poszukiwana? Wtedy mogłaby pomóc, skontaktować się z nimi i wszystko mogłoby skończyć się dobrze. Mimo wszystko, doświadczenia dziewczyny pesymistycznie podpowiadały jej, że to się nie stanie. Nie ważne jak bardzo by tego chciała, nie potrafiła uwierzyć że będzie aż tak dobrze.
- Mogę spróbować cię pohuśtać, ale tak naprawdę jestem daleko i nie mam dość siły, żeby cie mocno popchnąć - powiedziała i ustawiła się za dziewczynką. Więź na pewno była już silniejsza niż jak Shivali się tutaj pojawiła, ale ciężko powiedzieć, żeby wrażenia były szczególnie intensywne czy prawdziwe. Mimo to, huśtawka poleciała kawałek do przodu.
Lizzy Addams - 2018-01-23, 22:01
- Nie bądź głuptasem! - Powiedziałam rozbawiona. Dalej do mnie nie dochodziło, że Shivali jest kimś mi nieznanym i nie ma nic wspólnego z mocą, która we mnie tkwiła. - Codziennie mnie tulasz, obraniasz i ratunkowujesz. - Wyłuszczyłam sprawę "jasno". No bo jak to tak, żebym nie miała mojemu opiekunowi tłumaczyć, czym się zajmuje?
Chyba podobała mi się wizja posiadania bardziej realnego przyjaciela. A już z pewnością - brakowało mi takiego. Od czasu pani-matki, nie miałam do kogo się odezwać. I mimo, że minęło dopiero kilka dni, odkąd straciłam swoją "drugą rodzinę" (o ile można tak nazwać bandę bezdomnych), wyraźnie odczuwałam brak socjalizacji.
Gdy w końcu poczułam delikatny ruch, ucieszyłam się jeszcze bardziej.
- Mocniej, mocniej! - Zawołałam radośnie. - Siły wystarczająco masz! Już mnie dziś bujałaś przecież! - Dodałam po chwili śmiejąc się. W sumie miło było bawić się z kimś, nawet jeśli wiązało się to z tak niewielkim kontaktem. Mówienie do samej siebie zaczynało mnie już męczyć. Wtedy jednak, w mojej główce pojawiła się drobna, acz bardzo ważna myśl.
- To... Nie Ty? - Zapytałam wyraźnie zbita z tropu, odwracając swoją buzię w kierunku hinduski. To uczucie się nie zgadzało. Mój opiekun bujał zdecydowanie inaczej. Mogłoby się wydawać, że nie powinnam wyczuć takiej różnicy, ale jednak mój prawdziwy anioł spędził ze mną ostatnie kilka miesięcy na ulicy. To jest wystarczający czas, bym była w stanie go rozpoznać, prawda?
Shivali Nyberg - 2018-01-28, 19:48
/Shivali to fizycznie nie ma - używa mocy/
Anioł, którego nigdy nie widziała, z którym nigdy nie rozmawiała, który się nią zajmuje i który ją broni? Gdyby go kiedykolwiek widziała, to mógłby być jakiś człowiek... Może niewidzialny mutant? Albo duch. Podobno dzieci mogły widzieć duchy, ale Shivali nie była pewna czy w to wierzy, nie mówiąc już o wierze w zaświaty czy w ogóle jakiekolwiek życie po życiu. Może czuła po prostu czyjąś obecność, ale dużo słabszą niż tę Shivali? To by znaczyło, że miała kontakt z jakimś początkującym mutantem - albo sama nim była. Czy to miało jakiś związek z tym, że żyła teraz na ulicy? Shiv nie potrafiła sobie wyobrazić, żeby rodzice wyrzucili z domu kilkuletnie dziecko, ale może zgubiła się podczas ucieczki przed DOGS albo Geneticly Clean? Może któreś z jej rodziców próbowało ją znaleźć w ten sposób, ale nie potrafiło jasno się skomunikować? Shivali mogłaby spróbować ich znaleźć w ten sposób. Nigdy nie próbowała wytropić cudzej obecności, ale może to wchodziło w zakres jej mocy? Jeśli tak, to znalazłaby ich w przeciągu kilku dni. Z resztą, jeśli dziewczynka wylądowała na ulicy, bo musiała uciekać razem z rodziną przed rządem, to rodzice na pewno nie szukaliby jej oficjalnymi ścieżkami, w tym kraju policja zbyt często okazywała się być wrogiem ludzi.
Nie podobało jej się to, ale musiała rozczarować tę dziewczynkę. Nie była jej aniołem, kimkolwiek on był. Ale to przecież nie znaczyło, że nie była po jej stronie, prawda? Chyba była dość duża, żeby to zrozumieć.
- Przykro mi - odpowiedziała, obchodząc huśtawkę i kucając przed dziewczynką. - Jeśli opowiesz mi trochę o nim i o sobie, mogę spróbować znaleźć jego i twoich bliskich. - Miała powiedzieć "twoich rodziców", ale w ostatnim momencie zmieniła zdanie. Nie była pewna czy dziewczynka nie uciekła z domu przed swoimi rodzicami, w końcu i takie rzeczy się zdarzają, a lepiej jej nie wystraszyć ani nie zniechęcić.
Lizzy Addams - 2018-01-28, 20:02
Ściągnęłam brwi i ścisnęłam usta, gdy próbowałam przeanalizować, co tu się właściwie działo. Czemu ta kobieta udawała mojego opiekuna? Czemu mój opiekun nie dał o sobie znać? Czemu w ogóle ich ze sobą pomyliłam?!
To były bardzo trudne pytania dla pięciolatki. Chyba nawet nie do końca byłam świadoma tego, nad czym obecnie myślałam. Pytanie Shivali jednak szybko przywróciło mnie do obecnej chwili, przez co moja buzia przybrała zdecydowanie bardziej neutralny wyraz.
- Opowiem? - Zapytałam niepewnie, po chwili jednak szybko na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Pomożesz mi znaleźć mamę i tatę?! - Dodałam rozentuzjazmowana. Nie widziałam ich od tak długiego czasu, że wizja ponownego spotkania wyraźnie zagłuszyła we mnie jakikolwiek głos rozsądku.
- Toooo... W moje urodziny, tak, dokłądnie tak. W urodziny jechaliśmy do muzulum, i jechaliśmy, ale mama krzyknęła i już nie jechaliśmy. - Zaczęłam swoją historię. - To było dawno, bo w moje urodziny. I chyba zasnęłam. A jak się obudziłam, było ciemno i nie było już mamy i taty. - Dodałam po chwili smutno. Nie zbierało mi się jednak na łzy - poczułam już ten znajomy dotyk na mojej rączce. Ten, którego brakowało mi przez ostatnie kilka minut. Obejrzałam własną dłoń, jak gdybym szukała na niej ręki jednego z moich rodziców. - Auto zrobiło trach o drzewo. A mnie ktoś zabrał tu do miasta, ale wtedy skakałam przez okno i fiuuuu. Do parku. i tam była pani-matka. I tam dostałam kubeczek z monetkami. A za monetki dostałam cukierki, wiesz? - Dokończyłam po chwili moją piękną historię. Cóż. byłam dzieckiem. I tak całkiem nieźle mi poszło, bo większość dzieci w moim wieku ma problem z utrzymywaniem odpowiedniej kolejności zdarzeń. Ja jedynie zapomniałam kilku szczegółów. Ale przecież to nie było ważne. Powiedziałam wszystko, co Shivali mogła potrzebować do znalezienia moich rodziców, prawda? Zapytałam więc, wyraźnie podniecona:
- To znajdziesz mamę i tatę?!
Shivali Nyberg - 2018-01-28, 21:10
/Shivali to fizycznie nie ma - używa mocy/
Z jednej strony nie spodziewała się takiego potoku słów, a z drugiej strony, chyba właśnie spodziewała się właśnie takiego potoku słów. Potrzebowała jakiejś sekundy po wypowiedzi dziewczynki, żeby przetłumaczyć to z angielskiego na ludzki i przeanalizować co ona właściwie powiedziała, ale tak poza tym, to właściwie za nią nadążała. Nie była tylko pewna czym właściwie było muzulum (może nazwa jakiegoś parku rozrywki?), poza tym drobnym szczegółem (i tym że zrobiła fiuuu z okna) Shivali potrafiła to ułożyć w jakąś sensowną całość. O poważnych wypadkach zawsze zostawał ślad gdzieś w internecie, chociaż na pewno byłoby dużo prościej, gdyby wiedziała kiedy dokładnie to się stało, ale skoro to było w jej urodziny, to miała szansę pamiętać datę albo chociaż miesiąc. Choć właściwie: czy miała? Od ilu lat dzieci pamiętają swoją datę urodzenia? Shivali w podobnym wieku nie pamiętała, inaczej nie obchodziłaby swoich urodzin w sylwestra.
Na pewno potrzebowała więcej informacji i na pewno nie mogła pozwolić, żeby coś jej umknęło, zwłaszcza że może być ciężko wydobyć od dziewczynki coś konkretnego.
- Poczekaj to chwilkę, musimy jeszcze coś zrobić, zanim poszukamy twoich rodziców - poprosiła.
Szybko wróciła świadomością do swojego ciała, więc dla dziewczynki nagle zniknęła. Od razu zaczęła szukać jakiegoś notesu, ale kiedy go znalazła, zorientowała się, że właściwie raczej potrzebuje laptopa. Uruchomiła go, a potem zdała sobie sprawę, że przecież nie da radę z niego korzystać równocześnie rozmawiając z dziewczynką i to w innym mieście. Było tylko jedno rozwiązanie tego problemu.
Wróciła z powrotem do dziewczynki. Jak to zrobić, żeby jej nie wystraszyć...? Chociaż właściwie nie wydawała się być zbyt strachliwa.
- Uwaga, teraz pokażę ci coś niesamowitego - powiedziała tonem, jakby obiecywała jakąś przygodę. Boże, żeby faktycznie to łyknęła. Shivali wyciągnęła ręce, pstryknęła i...
Obydwie dziewczyny znalazły się w małej sypialni Nyberg, oczywiście dziewczynki nie było tam fizycznie, ale mogła się poczuć jakby faktycznie się teleportowała. Shivali przeczekała wybuch radości dziewczynki - bo pewnie jakiś był - a potem kontynuowała.
- Pamiętasz swoje imię i nazwisko? Kiedy masz urodziny?
/mentalnie się tu przenosimy
Lizzy Addams - 2018-01-28, 21:48
Dalej patrzyłam rozentuzjazmowanym wzrokiem na kobietę w oczekiwaniu na moment, kiedy zacznie mi pomagać w poszukiwaniach rodziców. W końcu sama robiłam to bezskutecznie od kilku miesięcy (nie że jako dziecko myśli się nielogicznie, no skądże). Wtedy jednak Shivali zadziwiła mnie jeszcze bardziej, niż w momencie gdy się tu pojawiła.
- Halo? - Mruknęłam spoglądając w pustą przestrzeń. Dla mojej małej główki niepojętym było, że coś może pojawić się i znikać. Tym bardziej, jeśli dotyczyło to człowieka. Przez chwilę trwałam na mojej huśtawce z rodziawioną buzią, gdy hinduska jednak wróciła przed mój wzrok.
- Łooooo.... - Wydukałam z siebie, nie odrywając od niej wzroku. Byłam niesamowicie zadziwiona tym, co przed chwilą się stało. Na tyle bardzo, że nawet nie zdążyłam czegokolwiek przemyśleć, gdy Shivali wykorzystała swoją moc do przeniesienia mojej świadomości.
Moje małe ciałko zostało na huśtawce, podparte o jeden z prętów siedziska. Myślami była w tym momencie bardzo, bardzo daleko...
//Ciąg dalszy tutaj.
Shivali Nyberg - 2018-02-04, 19:26
/Shivali jest fizycznie tutaj, podobnie jak fragment gry.
Z powrotem kucała przed Lizzie siedzącą na huśtawce. Od razu uderzył w nią chłód tego miejsca. Był sam środek zimy, wiało, ale też ich więź się trochę wzmocniła, wszystko zaczynało się stawać bardziej realne. Mniej jak sen, a bardziej jak faktyczna obecność duchem. Jak wędrówka dusz, samsara. Nigdy do tej pory nie wpadła na to porównanie, ale było w pewien sposób dość oczywiste. Czemu tylko przypominało, że oprócz wszystkich dobrych rzeczy jakie mogła zrobić, wszystkichnarodzin, zawsze musiała przyjść zimna, nieuchronna śmierć?
Szybko odgoniła te myśli i emocje. Więź stawała się coraz silniejsza, Lizzie w każdym momencie mogła zacząć przeczuwać, co czuje Shivali, a ostatnie czego dziewczynka potrzebowała, to strach i niepewność jej bohaterki. Da radę. Znajdzie sposób żeby znaleźć jej ciepły kąt, załatwić jedzenie i znaleźć jej rodziców.
- W czasie kiedy będę szukać twoich rodziców musimy ci załatwić jedzenie i miejsce do spania - kontynuowała swoją myśl jeszcze ze swojej sypialni. - Chociaż możesz do mnie przychodzić duchem kiedy tylko chcesz, to twoje ciało ciągle jest tutaj. Na pewno jesteś głodna, na pewno jest ci zimno i musimy coś z tym zrobić. Pójdziesz ze mną? - spytała, nie potrafiąc ukryć nadziei w swoim głosie. Liczyła, że dziewczynka faktycznie się zgodzi, ale nie była pewna czy potrafiła przekonać pięcioletnie dziecko, które właśnie zabrała z ciepłego pokoju i od którego odsunęła wizję obejrzenia Zwierzogrodu i spotkania z rodzicami.
Lizzy Addams - 2018-02-04, 21:00
I ponownie znalazłam się tutaj. Na zimnej, przemoczonej huśtawce, na starym, opuszczonym placu zabawach. Czułam się dziwnie i odczuwałam swego rodzaju dysonans. Wcześniej, łatwiej było mi się przystosować do zmiany, bo znalazłam się w milszym dla mych oczu miejsca. Teraz... Wróciłam do swojej, szarej rzeczywistości. Nie spodobało mi się to. Zaczęłam się dość nerwowo rozglądać po okolicy a moje oczy się zaszkliły. Nie tego chciałam, chciałam zwierzogród. Chciałam zostać w tym ciepłym miejscu. W tym ładnym miejscu. Chciałam patrzeć na dziwne literki pojawiające się na ekranie komputera. A byłam tu. W swojej brudnej, za dużej kurteczce i zaśnieżonych bucikach...
- Ale.. Czemu? - Zapytałam wyraźnie zawiedziona. Czy Shivali chciała mnie jednak oszukiwać? Zwodziła mnie wizją przytulnego, małego pokoiku i komputera? Przypomniała mi mój torcik, żeby było mi przykro? Mówiła że znajdzie moich rodziców, a wcale nie chciała tego zrobić?
Czułam ścisk w żołądku i to bynajmniej spowodowany głodem. Z kwaśną miną spojrzałam na kobietę, schodząc z huśtawki.
- Nie chcę! Ja wcale nie chcę! Ja już nic nie chcę! Nie! Nie! Nie!!! - Wykrzyczałam co sił w płucach. Pojedyncze łzy chyba nawet spłynęły po moich policzkach i czułam już ten bezpieczny dotyk na moich ramionach, rozchodzący się, jakby chciał stworzyć małą barierę czy skorupkę, w której mogłabym się schować. Nie czułam dzięki temu zimna, nie czułam wiatru. Nie czułam też mokrych już spodni. Czułam... Smutek. Było mi po prostu cholernie smutno. Wytarłam swój nos o brudny rękaw wciąż nie spuszczając wzroku z kobiety.
Nie mogłam teraz uciec... Nie w takim stanie. Nie dość, że byłam osłabiona po kiepsko przespanych nocach i nienajedzeniu, to jeszcze lekko kręciło mi się w głowie przez moją kilkuminutową przygodę związaną z podróżowaniem ducha poza ciałem...
Shivali Nyberg - 2018-02-06, 21:24
Najgorszy koszmar Shivali właśnie się spełnił, a mała Lizzie zaczęła krzyczeć i płakać. Jak się uspokaja pięciolatki? Shiv nigdy nawet nie miała młodszego rodzeństwa, nie mówiąc już o jakimś kursie pedagogiki czy innych tego typu luksusach. Czemu się nie zapisała? Rok temu Maggie chciała ją namówić na pracę na obozie dziecięcym, ale FPTP miało dużo roboty... Teraz Shivali naprawdę by się przydała nawet ta odrobinka doświadczenia, byleby tylko wiedzieć co powinna zrobić w takiej sytuacji.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie - sama zaczęła powtarzać próbując uspokoić dziewczynkę gestem. - To nie o to chodzi. Lizzie, przecież czujesz, że jest głodna, musi coś zjeść - zaczęła gorączkowo tłumaczyć, przy okazji nie za bardzo zawracając sobie głowę angielską gramatyką. - McDonald's. Możemy idziemy do McDonald's i wziąć zestaw z zabawką! Kiedy ostatnio wzięłaś zestaw z zabawką?
Nie była pewna czy to było do końca pedagogiczne rozwiązanie, ale dzieci kochają McDonald's, prawda? Shivali tak czy siak musiałaby jej coś kupić płacąc przez internet, więc czemu by nie kupić Happy Meala? Mała by coś zjadła, dostała zabawkę, może nawet by się ucieszyła na tę propozycję...? Proszę, niech to zadziała. Niech to zadziała. Boże, dobra karmo, Shivali pilnie was potrzebuje! Nie zawiedźcie!
/wiem że krótki, ale nie będę wydłużać na siłę ;-;
|
|
|