The Gifted - 2017-11-24, 15:27 Temat postu: Bush Garden
Nancy Flanagan - 2017-12-16, 23:18 Odkąd dołączyła do Niebieskich Szwadronów właściwie nie opuszczała terenu poligonu. Musiała w trybie ekspresowym nadgonić długie miesiące szkoleń innych członków swojego oddziału. Jako dowódca nie mogła wyszkoleniem odstawać od swoich podwładnych.
Teraz jednak powiedziała dość. Musiała zwolnić, dlatego postarała się o przepustkę. Przez większość dnia po prostu wałęsała się po Seattle, czując się wyrwana z rzeczywistości, która ją otaczała.
W końcu dotarła, aż do Chinatown, gdzie poczuła się jak w zupełnie innym świecie. Dookoła kolorowo, gwarno... Słyszała głosy, których nie rozumiała. Mogła się jednak całkowicie rozluźnić, przynajmniej na tyle, na ile pozwalała jej obecna sytuacja.
Głód zapędził ją do pierwszej lepszej restauracji. Jakoś nigdy nie była fanką japońskiej kuchni, ale w Olympii też nie za bardzo miała dostęp do takowej. Człowiek powinien próbować nowych rzeczy, więc i tym razem się nie zraziła. Może kelnerzy jej pomogą wybrać odpowiednie dania.
Czekając na menu oraz kelnera, wyjęła z torby teczkę, którą zwinęła z działu technicznego Niebieskiego Szwadronu. Dokumenty zawierały schemat budowy oraz działania czipów, które posiadali wszyscy członkowie zmilitaryzowanej części Departamentu. Nancy cały czas wydawało się, że czuje swój pod skórą na szyi, mimo że tak naprawdę w niczym jej nie przeszkadzał. Drażnił jedynie świadomość. Liczyła za to, że uda jej się pozbyć własnego albo zwyczajnie go zdezaktywować, czy coś w tym stylu. Niestety niewiele rozumiała ze zdobytych dokumentów.William Hopper - 2017-12-17, 01:14 Płynnie mówiący po chińsku Amerykanin, który nigdy nie postawił swojej stopy poza Ameryką Północną, pracujący w japońskiej restauracji? Mogła być tylko jedna większa ironia losu: najmilszy człowiek na świecie, William Hopper, pracujący jako kelner. A jednak, to się wydarzyło i to nie pierwszy raz. Sztuka przetrwania to nic innego jak elastyczność i dopasowywanie się do nowego środowiska, a Will, a właściwie Daniel potrafił się dostosować do nowych warunków jak mało kto na tej ziemi. Odnajdywał się jako najmądrzejszy dziesięciolatek w klasie z którym wszyscy wiązali swoje nadzieje, jako poszukiwany zbieg uciekający przed własnym cieniem, jako tajemniczy haker pociągający za sznurki i jako kelner w małej, japońskiej knajpce. Ot, jakoś trzeba było zarabiać na życie i przy okazji nie rzucać się w oczy.
To ostatnie było właściwie najtrudniejsze. Już powoli zaczynał rozumieć co kucharz mówi po japońsku, ale musiał to ignorować. Sudoku kupował w trzech różnych kioskach, a i tak sklepikarki dziwiły się, że tak szybko je kończy. I co najgorsze - musiał słuchać wszystkich skończonych idiotów i z pełnym przekonaniem im potakiwać. Ależ to genialny pomysł! Stanowczo ma pan rację. Właściwie to nie mam na ten temat pojęcia, jestem tylko prostym chłopakiem, który nawet nie skończył studiów. Chyba to był główny powód, przez który miał ochotę przestać się ukrywać, wyjechać do Europy i pracować pod prawdziwym nazwiskiem nad prawdziwymi problemami. Cóż, minęło dziesięć lat, a on ciągle tego nie zrobił. Może wróci do tego, kiedy w końcu uda mu się znaleźć rodzinę, na razie miał salę do obsłużenia.
Jego uwagę zwróciła kobieta, która siedziała sama przy stoliku. Nie byłoby w niej nic szczególnego, gdyby nie trzymała w ręku teczki z Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego. Will chyba nie byłby sobą, gdyby to nie on poszedł ją obsłużyć. Nie mógł odpuścić takiej okazji.
- Dzień dobry, witamy w Bush Garden - zaczął po angielsku, kobieta nie wyglądała na kogoś, kto zrozumiałby chiński. Ustawił się tak, żeby przypadkiem widzieć zawartość teczki. Wiedział, że czytanie jej zajmie stanowczo za dużo czasu, więc po prostu starał się wyłapać same najważniejsze hasła, tak żeby to nie wyglądało podejrzanie. - Dla pani będzie jedna karta?Nancy Flanagan - 2017-12-19, 14:40 W połowie Amerykanka o irlandzkim imieniu i nazwisku, świeży nabytek D.O.G.S. oraz pierwsza zdrajczyni Bractwa, którą każdy by chciał dopaść. Gdyby tylko wiedziano, że żyje... Całe szczęście dalej uchodziła za martwą.
Z pewnością jednak wyglądała nie na miejscu, jeśli chodzi o Chinatown. Blada, wręcz o białej skórze i jasnobrązowych włosach, wyróżniała się z tłumu Azjatów. Do tego nie zmieniona przed wyjściem kurtka mundurowa D.O.G.S narzucona na czarny top, a na wierzch ubrany szary płaszcz. Jednak do tego nie pasowała nieco spłoszona postawa kobiety, która uważnie przyglądała się otoczeniu, mimo że pozornie skupiona była na dokumentach.
A propo dokumentów, gdy tylko William podszedł do stolika pozornie niedbałym ruchem zakryła większość teczki za pomocą rąk. Może i chciała się uwolnić od rządu, może ich nienawidziła, ale zdawała sobie sprawę, co jej grozi za ujawnienie treści tych papierów. Musiała sama wykombinować, jak wyrwać się na wolność, a wcześniej uratować swoją matkę.
- Tak, jedna karta wystarczy. - Nancy zauważyła, że William zamiast niej przygląda się niezasłoniętej treści dokumentów. Zbyt wiele to się nie dowie, ale uważnie go obserwowała. Nigdy wcześniej nie widziała go w Bractwie, ale w ciągu dwóch tygodni z pewnością przybyłoby im kilku członków, których wcześniej nie poznała.
- Co polecasz? - Nancy kątem oka spojrzała na podaną jej kartę, żeby błyskawicznie powrócić wzrokiem do Williama. Była ciekawa, czy faktycznie tutaj pracuje i zna menu, czy raczej jest randomowym człowiekiem, a może przyszedł tutaj za nią, a ona tego nie zauważyła.
Paranoja... Pomyślała Nancy, żeby za chwilę się uspokoić. To paranoja tyle pozwoliła jej przeżyć. Gdyby nie oglądała się za siebie, to z pewnością już dawno zostałaby złapana, gdy jeszcze była jednym z uciekających przed rządem mutantów.William Hopper - 2017-12-21, 23:08 Skoro kobieta zasłoniła ręką dokumenty, to musiały być one ważne albo miała paranoję, najprawdopodobniej oba na raz. Skoro była ostrożna, a papiery dość istotne, aby chronić je przed losowym kelnerem z japońskiej restauracji, to czemu nie zajmowała się nimi w domu? Nie było tam dość bezpiecznie, innymi słowy chciała to ukryć przed kimś lub była monitorowana albo nie chciała ściągać kłopotów do swojego bezpiecznego miejsca, domu albo nawet dzielnicy. Tak czy siak, te dokumenty oznaczały problemy, nawet dla niej. Mogły dotyczyć czegoś niebezpiecznego, co dopiero zachwieje jej życiem w jakiś sposób, a ona podświadomie nie chciała zabierać tego do siebie, jakby nie chciała wpuszczać zagrożenia. Z drugiej strony, mogła je mieć po prostu nie do końca legalnie. Czy ktoś w ogóle wypuściłby ją z takimi rzeczami z biura? Szacując po wyglądzie mogła powoli dobiegać trzydziestki, raczej nie była na na tyle istotnym stanowisku, żeby mogła wynosić akta z siedziby DOGS, miała szansę na jakieś wyższe stanowisko tylko jeśli była mutantem, ale wtedy niemal na pewno nie pozwoliliby jej nic wynieść. Tak czy inaczej, musiał się liczyć z tym, że miał przed sobą mutanta.
Poprosiła o jedną kartę. Will ją jej podał z typowym uśmiechem kelnera numer pięć, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek rozkojarzenie. Plusy mózgu rozrastającego się do niebotycznych rozmiarów: możesz niezależnie myśleć na kilku płaszczyznach. Skoro zamówiła jedną kartę, to nikt do niej nie przyjdzie, lubiła pracować sama albo faktycznie ukradła te dokumenty, a jednak lepiej żeby nikt o tym nie wiedział. Możliwe że obydwa na raz.
Dwa i czterdzieści dziewięć setnych raza za rzadko spuszczała z niego wzrok, to nie dobrze. Na pewno go oceniała, choć z pewnością nie w takim tempie jak sam Will oceniał ją, Możliwe że coś podejrzewała. Mógłby rzucić jakiś komentarz o ciężkiej pracy przeciwko mutkom... ale wtedy będzie wiedziała, że zwrócił uwagę na zawartość teczki, a nie na teczkę. Chyba lepiej żeby go zapamiętała jako zwykłego ciekawskiego kelnera niż jako ciekawskiego kelnera, który jest zainteresowany mutantami i najwyraźniej za nimi nie przepada, mniej będzie się wtedy wyróżniał. Oby tylko nie była telepatką. Nienawidził telepatów. Złapał kontakt wzrokowy z kobietą.
- Osobiście najbardziej mi smakują Spring Rolls, ale wielu klientów bardzo poleca California Lion Roll... - TY GŁUPIA KURWO, dodał w myślach. Nie żeby coś do niej miał, ale jeśli to usłyszy, to nawet jeśli niesamowicie panowała nad swoją mimiką, da po sobie coś poznać, nawet jeśli tylko na ułamek sekundy. Z resztą, trochę jej się należało. Żeby tak bezceremonialnie przechodzić na "ty"? Nieładnie.
Pozostawała jeszcze kwestia samego dokumentu, ale o ile spektrum ostrego widzenia Willa nie zwiększy się nagle z tych marnych piętnastu procent, to nie miał po co w ogóle zerkać w stronę teczki. Za duże ryzyko.Robin Alexander - 2020-03-09, 14:40 29 maj
Po kolejnym udanym zleceniu miałam dużo wolnej gotówki. A na co kobiety lubią najbardziej wydawać pieniądze? Oczywiście, że na jedzenie! No dobra nie wiem jak reszta, ale ja najbardziej na to lubiłam wydawać na to pieniądze. I to najlepiej na moje ulubione jedzenie. Weszłam do jednej z najlepszych susharni w tej dzielnicy i od razu zajęłam stolik. Ucieszyło mnie, że nie ma dużo ludzi. Im mniej tym spokojniej, Dostałam kartę i spokojnie przeglądałam jej zawartość, zastanawiając się co zamówić, albo raczej czego nie zamówić, żeby się nie przejeść.Amber Jackson - 2020-03-10, 12:45 /Najnowsza gra - 29 maj/
Amber martwiła się o Chris'a. Jakoś ostatnio Pan Gekon się do niej nie odzywał telefonicznie. Czy coś się stało? Nie miała pojęcia. Czyżby go schwytali ci ludzie co wtedy? Nie wiedziała.
Uspokajała się jak mogła. Ubrała nawet kapelusz, bo gdyby kocie uszy wyszły to naprawdę dziwnie by to wyglądało. Jednak nie chciała też by szukali i ją tamci ludzie.
W jakiś sposób Jackson obawiała się wychodzenia na miasto. Jednak nie mieli jej portretu, więc chyba mogła spać spokojnie?
Jej wewnętrzny kot zaprowadził ją do uliczki chińskiej na sushi.
Gdy weszła do lokalu na wejściu zamówiła sobie największy zestaw. Już w myślach zacierała ręce na myśl o tych pysznościach.
Następnie po zamówieniu zajęła wolne miejsce i zaczęła szkicować
Ostatnio sprzedała swój obraz za nie małe pieniądze, więc dlatego mogła sobie pozwolić na sushi.Robin Alexander - 2020-03-11, 19:35 Podczas czytania menu, kątem oka zauważyłam rudowłosą dziewczynę siadającą przy jednym z stoliku. Mimowolnie na nią spojrzałam. Ciężko nie zauważyć takiego koloru, bardzo rzuca się w oczy. I to był błąd, że się tam spojrzałam. Moja moc od razu mi mówiła, lub wręcz krzyczała, IDŹ TAM, IDŹ TAM. Wiedziałam, że nie zjem na tym miejscu spokojnie, więc wstałam zderzając się z kelnerką chcącą przyjąć zamówienie. Zamówiłam Jakiś dobry zestaw i dodałam, że poproszę go do tamtego stolika, przy którym siedzi rudowłosa dziewczyna. Gdy kelnerka odeszła, podeszłam do wspomnianego stolika i bezceremonialnie i bez żadnego słowa usiadłam przy nim. No bo co miałam powiedzieć? Nie mam na to ochoty ale moja moc kazała mi z tobą usiąść? Wiem, że mojej mocy nie chodziło tylko o to, żebym tu usiadła, będzie mi podpowiadać coś więcej, ale póki co milczała. Więc i ja milczałam, po prostu wpatrując się w dziewczynę, zastanawiając się czy wstanie i wyjdzie, czy może zagada.Amber Jackson - 2020-03-11, 22:31 Trudno było nie słyszeć pewnego hałasu, ale Jackson nie zwróciła na to uwagi. Dalej coś raz dwa szlifowała by pomysł nie uciekł jej z głowy. Gdy już stwierdziła, że może tak być. Wyczuła, że ktoś się na nią patrzy. Uroki zmiennokształtności. Dobrze, że Amber miała kapelusz to nie było widać jej rudych kocich uszu.
Zauważyła, że przygląda jej się jakaś blondynka.
- Cześć, nie przypominam sobie byśmy się znały. Dosiadłaś się do mnie bo nie lubisz siedzieć sama czy nie ma miejsca w tym lokalu? - zapytała.
No bo jak miała Kitty inaczej sprecyzować pytania. Chciała się dowiedzieć czemu ta nieznajomą dosiadła się do niej.
Zaraz zamknęła swój szkicownik.
Spokojnie czekała na odpowiedź.Robin Alexander - 2020-03-11, 23:28 Wzruszyłam ramionami - Tak.- to nie była odpowiedz na konkretne pytanie. To było stwierdzenie od tak, żeby nie wyjść na nie miłą, bo na dziwną i tak i tak wychodziłam. Zawsze. Takie uroki moje mocy. Postanowiłam użyć głosu, bo kobieta nie wydawała się na groźną, wręcz przeciwnie. Wyglądała jakby się łatwo z nią zakumplowało.
Dopiero gdy dziewczyna zamknęła szkicownik to go zauważyłam. Póki moja moc nie powiedziała za mnie nic konkretnego, to może warto uciąć pogawędke. - Co tworzysz? - wiadome było, że sztukę, ale jej było tyle rodzaji! Malowanie, rysowanie, szkicowanie, tworzenie nowych przedmiotów czy stroi! Kompletnie się na tym nie znam. To nie to co matematyka, gdzie wszystko ma swoje zasady i schematy. Wiadomo w zadaniach matematycznych też trzeba użyć trochę wyobraźni, ale ogranicza się to do wybrania dobrego schematu.
Zauważyłam też w niej coś dziwnego. Pochyliłam się odrobinę do niej jakbym miała powiedzieć sekret, albo roważyć teorie spiskową. - I czemu nosisz nakrycie głowy w pomieszczeniu? - z tym akurat wydawała się większym dziwakiem niż ja, a to już wyczyn!Amber Jackson - 2020-03-12, 18:43 Jackson nie bardzo wiedziała co chciała od niej nieznajoma. Nie sprecyzowała na które pytanie odpowiada, które zadała mu Amber.
- Szkic krajobrazu - odrzekła.
Zaraz kobieta pochyliła się do Kitty i zadała pytanie. Zdziwiło to Rudowłosą. Przecież co w tym dziwnego?
Amber pomyślała, że może ma doczynienia z jakąś osobą, która ją poszukuję po tej akcji z Panem Gekonem.
Jednak postanowiła zachować zimną krew tak jak wtedy w tamtej sytuacji w restauracji.
A może to po prostu to ciekawska osoba dosiadła się do Jackson i nic jej nie zagraża.
Kitty postanowiła, że będzie postępować ostrożnie.
- Po prostu lubię, a tu nie ma zakazu by zdjąć kapelusz. A czemu pytasz? - zapytała.
Czekała na odpowiedź nieznajomej.Robin Alexander - 2020-03-12, 19:53 Kelnerka przyniosła nam nasze zestawy. Dostałam całkiem fajny. Od razu zabrałam się do jedzenia, nie nalewając sobie sosu sojowego do miseczki. Nie lubiłam jego smaku, a smakował jak rozpuszczona sól. Czemu ludzi po prostu nie solą sobie rolek sushi. Może sprawia im satysfakcje maczanie jedzenia w czarnej cieczy. I ja bym mogła zobaczyć w tym coś przyjemnego, ale w smaku już nie.
Wzruszyłam ponownie ramionami - W niektórych kulturach uważane jest za niegrzeczne noszenie nakrycia głowy w pomieszczeniu. W innych przynosi po prostu pecha. - A po trzecie jest dziwne. Nakrycie głowy chroni przed przegrzaniem lub zmoknięciem, ale w pomieszczeniu? Może być tylko ozdobą. Po kolejnych dwój kawałkach surowej ryby nawiązałam do wcześniejszej odpowiedzi. Po co szkicujesz krajobraz? w moich oczach to strata czasu, równie dobrze można zrobić mu zdjęcie. No chyba, że za to płacą to co innego! Fajnie, że nieznajoma tak sobie z nią gadała na luzie. To było miłe, że nie uciekła patrząc się na mnie jak na dziwaka. Z drugiej strony zastanawiało mnie czemu tak po prostu ze mną gada. Czyżby była po prostu miła? Moja moc szeptała mi bardzo cicho, że rudowłosa się trochę mnie obawia. - Jestem Robin. - postanowiłam się przedstawić, ale nie wyciągałam ręki na przywitanie. Skoro kobieta była miła i nie uciekła, co ja bym na jej miejscu zrobiła od razu, wypadało się odwdzięczyć też czymś miłym - Znam dobrego hakera jakbyś potrzebowała. - czemu by nie zareklamować swoich usług jak szykował mi się spokojniejszy okres?Amber Jackson - 2020-03-12, 20:16 - To prawda. Jednak tutaj nic takiego nie zobowiązuję. Kapelusz jest moją ozdobą - wyjaśniła.
Co miała innego powiedzieć? Że jak się denerwuję to jej się kocie uszy pokazują?
Zaraz obie kobiety dostały swoje zamówienie.
- Smacznego - odrzekła.
Gdy wzięła pierwszy kawałek sushi do ust oczy Amber zmieniły się na zielone, kocie. Jednak zaraz zmieniły się się na normalne, ludzkie.
- Mam takie zamówienie. Jednak i tak więcej muszę użyć wyobraźni niż rysowania z danego obiektu - wytłumaczyła.
Po chwili nieznajomą się przedstawiła Jackson.
Hmm... gdyby ta kobieta chciała jej zrobić krzywdę to już by to zrobiła. Kitty stwierdziła, że zaryzykuję.
- Miło poznać, ja jestem Amber - mówiąc to obdarowała kobietę szerokim uśmiechem.
- Dobrze, może skorzystam. Dasz mi na tą osobę namiary? - zapytała.
Zamyśliła się.
- Widzę, że i Ty nie lubisz sosu sojowego ani innych dodatków do sushi. To wręcz nie wiarygodne, że to nas łączy - odrzekła radośnie.Robin Alexander - 2020-03-13, 15:44 Trochę zaskoczyło mnie, że mi powiedziała smacznego, Jest strasznie miłą osobą! Jednak nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową co miało znaczy Wzajemnie.
- Po co ktoś zamawia szkic krajobrazu? - nadal wydawało mi się to bez sensu. Niech zrobi sobie zdjęcie, albo ściągnie z googla. Bez sensu.
- Musisz wejść a forum poświęcone geologi treasurenet i napisać w wątku o wymianie rubinów. To trochę skomplikowane, ale wiesz chodzi o bezpieczeństwo. - taki rodzaj kontaktu był najbezpieczniejszy. Wzięłam kolejny kawałek do ust i wyciągnęłam notatnik z kieszeni bluzy. Napisałam na czystej kartce jeden z moich nr. teflonów, wyrwałam kartkę i przesunęłam w kierunku dziewczyny. Albo możesz skontaktować się ze mną, a ja to przekaże dalej. .
Pierwszy raz słyszę. że komuś miło jest mnie poznać. Aż mi się cieplej na sercu zrobiło. A jeszcze cieplej na słowa, że mamy coś wspólnego. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Bardzo miłe spotkanie.
-Amber. Ładnie. Jak zastygły kawałek żywicy? - też odparłam z uśmiechem. Oczywiście chodziło mi o bursztyn. Miał piękny kolor i potrafił skrywać w sobie wiele tajemnic jak szczątki zwierząt z er prechistorycznych.
Wszystko byłoby idealnie gdyby nagle moja moc nie podesłała mi przeczucia z Amber. Dość dziwnego przeczucia. Zapytałam pomiędzy kęsami - Lubisz jaszczurki? - starałam się mieć neutralny ton jakby pytanie o te zwierzęta było równie normalne jak spytanie "wolisz koty czy psy?". Nie wiem co współnego Amber miała z jaszczurkami, ale to chyba nie chodziło o ich hodowle. Byłam zdecydowanie ciekawa odpowiedzi.Amber Jackson - 2020-03-13, 16:08 Jackson na chwilę się zamyśliła.
- Trochę źle sprecyzowałąm. Teraz robię szkic by potem na tej podstawię namalować obraz - wyjaśniła.
Można było zrobić zdjęcie oczywiście w świecie takiej technologii jaka teraz była, ale są koneserzy, którzy lubią obrazy. W tematyce nie tylko krajobrazy.
A czemu Amber miała być nie miła? Widać było z dalszego zachowania Robin, że nie jest zagrożeniem. Rudą trochę się uspokoiła.
- Dzięki - powiedziała.
Zaraz wzięła od niej karteczkę.
- Jaszczurki? A skąd to pytanie? - zapytała.
Amber trochę myślała o Panu Gekonie czyli Chris'ie który miał gadzie atrybuty i martwiła się o niego.