To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

black lake bible camp - Sala gimnastyczna

The Gifted - 2017-11-17, 18:14
Temat postu: Sala gimnastyczna


Alec Campbell - 2017-12-13, 12:57

#2 tak to wyglada


Czasem było mu ciężko to wszystko ogarnąć. Poradzić sobie z tymi wszystkimi emocjami, które w nim siedziały, a jednak nie mógł sobie pozwolić, aby w nim długo siedziały. Wszystko to, co działo się w jego wnętrzu potem wpływały bardzo na jego panowanie nad mocą. To była także jego forma treningu nie tylko nad ciałem, ale także i nad mocą. Wiadomo, są chwilę, w których bardziej się męczył i musiał jakoś przywyknąć do tego, aby od razu pierwszą osobę, którą dotknie nie pozbawić energii. To dobrze mu robiło, ćwiczył już naprawdę długo i skutkowało to, a to było najważniejsze. Chciał panować nad sobą, a jakby nie patrzeć, szykował się do czegoś ważnego z Vee, a wtedy to się na pewno trochę zmęczy. Może i tak czeka go dużo pracy, to musiał jeszcze połączyć to z kontrolą w czasie silnych uczuć, a najgorzej mu szło z podnieceniem jakby nie patrzeć. Gniew i miłość mu nie służyły jednak na to wychodzi, a jednocześnie dawały mu wielkiego kopa do działania. Był zły na siebie, że nie potrafi i zrobił krzywdę swojej dziewczynie, a dzięki temu i miłości do rudowłosej były motywacją do poprawy.
Nie miał nic do roboty, jednak bycie w wolontariacie dawało mu dużo wolnego, bo gdy tylko ktoś go potrzebował, to był na telefon i zaraz mógł się umówić, albo pogadać. No ale miał czas dla siebie i zawsze przeznaczał go do treningu. Tym razem było tak samo, chciał się wyżyć, bo jednak gdzieś to wszystko musiało z niego zejść, a że nie mógł swojej energii i chęci zostawić w łóżku, czy innym meblu musiał znaleźć inne wyjście i była to siłka. Przebrał się, zabezpieczył dłonie specjalnymi paskami i zaczął walić w worek treningowy przez bardzo długi czas. Spocił się, to i musiał zdjąć koszulkę, którą na siebie miał, rzucił ją w kąt i dalej zaczął uderzać w worek. Był na tym bardzo skupiony, na każdym uderzeniu, które robił i nawet nie wiedział tam naprawdę co się dzieje wokół niego.

Venus Westford - 2017-12-13, 21:14

#2 wdzianko

Siedziała sobie w sali odpraw i stukała coś na klawiaturze przeglądając zapisy z kamer. Tu poszła coś zjeść, tu z kimś pogadała i znów wracała do pracy. Dziś jednak był bardzo spokojny dzień, większość łowców siedziała w obozie, więc nie musiała się martwić zbytnio o ich tyłki. Ronniego nigdzie nie widziała, więc znudzona, kręcąc się na stołku stwierdziła, że pójdzie poszukać kogoś, komu zawsze mogła pozawracać dupkę. No szkoda, naprawdę szkoda, że wypadało głównie na rudego, ale takie to już jego życie. Musiał ze swoim małym rudzielcem wytrzymywać. Przeszła się więc po obozie, oczywiście zahaczając najpierw o ich super duper chatkę, jednak nie znałazła go tam więc sprawdziła sale treningową - tą od mocy, a potem zapytała kilka osób, czy go nie widzieli. Ktoś powiedział, by sprawdziła salę gimnastyczną, bo bodajże ktoś tam nawala w worek od dobrych dwudziestu minut, więc skierowała swoje kroki w tamtą stronę nucąc coś pod nosem. Stanęła w progu, opierając się o framugę i spojrzała na Aleca, który był bardzo skupiony. Nie wiedzieć czemu zawsze sprawiało jej przyjemność, gdy ćwiczył, a ona mogła sobie popatrzeć na jego ciało, każdy mięsień, który pracował podczas wyprowadzania ruchów. Uśmiechnęła się pod nosem i zrobiła dwa kroki do przodu po kilku minutach wpatrywania się w Campbella.
- Ciężki dzień? - Zapytała cicho, nie chciała go przestraszyć, a poza tym, byli sami, nie musiała przekrzykiwać ścian. Podeszła do niego powoli i stanęła przed chłopakiem, opierając głowę o worek, w który walił, a który po chwili się zatrzymał przed nimi. - Szukałam Cię w sumie.. - tak bez powodu, ale nudziła się. Chętnie by gdzieś na chwilę z obozu zniknęła. Chociaż na kilka godzin, zabawić się i wrócić, bezpiecznie. Nie byli zbytnio poszukiwani, właściwie mało kto o nich wiedział - całe szczęście, bo Aleca na pewno by wykorzystali, a ją to bardziej do jakichś psychologicznych shitów.

Alec Campbell - 2017-12-14, 14:54

Mieli swoje obowiązki. Myślał, że w obozie będą tylko uczyć się, zapewnić im ochronę i na tym się skończy. W sumie na początku mieli opiekę, pomoc i ochronę przed całym złem, nawet przed samym sobą,bo pomogli poradzić sobie z nową mocą. Długo byli tylko na ich łasce, bo rodzice aby ich nie narażać, to nie mogli co chwila się z nimi spotykać. Jednak lata leciały, coraz bardziej panowali nad sobą i mocami, a że dalej dostawiali jeść i dach nad głową to trzeba było coś robić. Alec uważał, że to nawet lepiej, że mogli pomóc w Bractwie, a nie musieli radzić sobie w normalnym życiu. Wiedział, że Vee jakoś by się odnalazła na pewno, no ale Alec? Przecież nie mógł iść do pracy, bo różne są sytuacje i jednak większe zagrożenie stwarzał. Jednak nie było tak że chciał tylko siedzieć w obozie. Ile to razy chciałby pójść sobie na miasto, odwiedzić starych znajomych czy też zabrać gdzieś rudą. Będzie musiał nad tym pomyśleć, bo już w obozie nie mieli co robić.
Dopiero zorientował się, że ktoś jest w sali, gdy usłyszał głos swojej ukochanej. Wcześniej był tak skupiony, że nawet nie był wstanie wyczuć czy ktoś pojawił się obok niego. Tu mu nic nie groziło, a jednak wiedział, że jedyna osoba, która mogła go szukać, było tylko Venus. - Powiedźmy, może trochę. Ale trening regularny też musi być. - Wcale i nie miał ciężkiego dnia, a przynajmniej miewał już cięższe w obozie. Jednak musiał mimo wszystko musiał starać się ćwiczyć i kontrolować siebie. Zatrzymał worek przytrzymując go rękami i spojrzał na rudowłosą uśmiechając się do niej. - No to znalazłaś. A coś chciałaś, czy tylko tak?- Mogła się stęsknić przecież tak po prostu i niekoniecznie bez powodu konkretnego. Uśmiechnął się i spojrzał na nią. Alec mógł tak na nią patrzeć bez końca. Był z piękną istotką, kochaną i szaloną dziewczyną, dla niego idealną, że nie mógł nigdy oderwać od niej wzroku.

Venus Westford - 2017-12-14, 16:16

Lubiła na niego patrzeć, nie wiedziała co jest takiego w tym, ale no.. podniecał ją, w każdym calu, nie ważne co robił. Może po prostu była już zbyt napalona i hormony w niej świrowały, jednak sprawiało jej przyjemność obserwowanie jak ćwiczy. Zagryzła delikatnie wargę widząc jak kolejne kropelki potu spływają po jego czole czy karku na plecy. No i mięśnie - trzeba było przyznać, że był młody i naprawdę dbał o swoje ciało, co było widoczne. Na jego brzuszku mogła trzeć serek, co nie? Hehe, takie anegdotki. - No i bardzo dobrze, służy Ci to. - Uśmiechnęła się szerzej, obczajając go z góry na dół bezczelnie, ale zrobiła to specjalnie, by nie musieć mu mówić jak bardzo jej się podoba jego ciało. Chronił go teraz tylko pot! Szczęściarz. - Tak tylko.. nudziłam się odrobinę, zrobiłam wszystko i tak stwierdziłam, że pomęczę Ci dupkę. - Urocza i kochana jak zawsze. Ale faktycznie nie mieli za wiele do roboty w obozie. Mogli przebywać w domku, pracować, pomagać innym czy ćwiczyć/trenować. Znajdywali sobie na pewno jakieś rozrywki, ale raz na czas wyjście do miasta nie było niczym złym, wystarczało uważać. Byli trochę jak w klatce i urozmaicenie powinno być, by nie ześwirować kompletnie. - Chyba nie masz nic przeciwko, prawda? - Nie mogła się oprzeć i przesunęła palcem po jego torsie zadowolona, zupełnie jakby dotykała go pierwszy raz. Ale co jej się dziwić? Alec ostatnio bardzo unikał wszelkich większych zbliżeń byle tylko nie narażać rudej, ale ona lubiła się narażać i klops. Doskonale zdawała sobie sprawę, że mieli lepiej w Bractwie pod wieloma względami, bo tu sobie pomagali i mogli liczyć na innych, a skoro wojna się zbliżała na pewno ktoś by się zorientował, że są mutantami i ich życie nie byłoby takie kolorowe. Vee nie raz nie dwa zastanawiała się jakby to było, gdyby tak rzucili to wszystko, spróbowali pozbyć się genuX, ale wiedziała, że nie byliby już sobą, bo każde doświadczenie ukształtowało tych młodych ludzi, którymi teraz byli.
Alec Campbell - 2017-12-14, 17:57

Co się dziwić, że lubiła się patrzeć na jego ciałko, szczególnie, gdy pracował, ćwiczył i każdy jego mięsień pracował. Ćwiczył już, gdy chodzili do szkoły, wtedy siłka, biegania, treningi sportowe, więc już wtedy miał fajnie wyrzeźbione ciało, chociaż dopiero zarys pewnie. Jednak i tak już wtedy musiał się podobać, skoro Vee na niego poleciała. No ale teraz, to już całkiem było na co popatrzeć, bo cztery lata siłowni, walenia w ten worek, aby się porządnie wyżyć i bieganie, zrobiły swoje. Dumny był ze swoich mięśni brzucha czy ramion, a jeszcze bardziej był zadowolony, że Westford się bardzo podobało. Gdyby nie jego moc, przeklęta moc, to wykorzystywałby to bardzo często, no jednak nie mógł dopuścić do bliższego i dłuższego kontaktu. Żałował tego bardzo i na siebie był wściekły tak naprawdę. Sam miał ciśnienie wielkie, wiadomo, a zwłaszcza, że miał obok siebie i mieszkał z rudą, która była piękna i podniecała go bardzo. Dlatego właśnie miał swój boks i worek, na którym nawet takie emocje, które w nim siedziały się pozbyć, chociaż było mu coraz trudniej. - Jak miło. Myślałem, że usłyszę, że się bardzo bardzo za mną stęskniłaś, albo coś w tym stylu.- Zaśmiał się cicho opuszczając na chwilę głowę patrząc w ziemię. Jednak po chwili uniósł wzrok, a przy okazji obczaił ją od dołu do góry. Nie wiedział jej cały dzień, a tu się okazało, że miał dziś co podziwiać. Musieli sobie jakoś czas wolny organizować, bo przecież ile można było leżeć i gapić się w telewizor? No może długo, ale na pewno, aby nie mieli ochoty na mizianki wieczne na kanapie to musieli sobie wymyślać i coś robić innego. Pewnie już im się znudziło, wszystkie zakamarki obozu znali na pamięć. Dlatego tak bardzo chciało im się wyjść, pójść do kina, do jakiejś knajpki coś zjeść. Alec bardzo chciałby gdzieś zabrać Vee, tak jak za dawnych czasów. - Nie, nie mam. I tak niedługo powinienem kończyć.- Siedział tu już trochę, chociaż wiedział, że przesadzać też nie może, bo jeszcze się skończy pragnieniem, ale nie rudej, a energii. Uśmiechnął się jednak puszczając worek, który trzymać, aby się nie kołysał robiąc krok do tyłu powoli i następny, ale podszedł zaraz do ławek, aby wyciągnąć butelkę z wodą.
Venus Westford - 2017-12-14, 18:40

- Doskonale wiesz, że tęskniłam. Bardzo. Nawet jeśli nie widzieliśmy się zaledwie kilka godzin. - Zagryzła wargę i westchnęła cicho, rozkładając ręce. Nie wiele mogła na to poradzić. Nawet jeśli zdradzał ją teraz z workiem treningowym i więcej czułości dostawała ta bezosobowa rzecz, to cóż, nie zmieni to faktu, że nie lubiła się z nim rozstawać na długo. Może przez te lata powinni już mieć siebie dość, swojej obecności, tego, że większość kroków wykonują wspólnie, ale tak naprawdę pierwsze miesiące mieszkali osobno, spali w różnych pokojach w hotelu na terenie obozu, uczyli się, trenowali, widując się na posiłkach i wieczornych spacerach, gdzie rozmawiali. Jednak zmęczenie robiło swoje i noce znów spędzali osobno, byli bardziej skupieni na sobie, niż na drugiej połówce. Teraz chciała to nadrobić i przyzwyczaiła się do jego obecności, bała się, że gdy go nie będzie, gdy zniknie, znów utraci jakąś cząstkę siebie i wiedziała, że z Campbellem może być podobnie, w końcu już raz mieli taką przerwę i żadne z nich nie przeszło jej zbyt dobrze. - Okej, to może.. jesteś głodny? Wiem, że wiele nie jesz po treningu, ale może.. uciekniemy na dwie godzinki? - Zaproponowała szeptem, jednak była na tyle blisko, że na pewno ją usłyszał. Nie chciała by ktoś ich śledził, czy się zorientował, bo poniekąd było to niebezpieczne, ale faktycznie musieli coś zrobić ze sobą. A skoro oboje się w tym zgadzali, to może warto było nagiąć trochę zasady bezpieczeństwa i udać się na miłą randkę, czy zwał jak zwał, po prostu coś zjeść, przespacerować się po Olympii. Spojrzała za nim i również skierowała się do ławki. Usiadła sobie na jednej z nich i patrzyła uważnie na Aleca.
Alec Campbell - 2017-12-14, 19:44

- Kilka godzin to już długo.- Pokiwał głową, bo taka była prawda. Teraz praktycznie byli nierozłączni, chociaż mogło się tak zdawać, ale przecież mieli swoje obowiązki. Może i by się sobą znudzili, gdyby już wszystkiego ze sobą by spróbowali, a tak to jeszcze mają tyle w sobie do odkrycia. No i na pewno długo nie mieszkają razem, na początku to na pewno oddzielnie mieszkali, byli pod obserwacją, aby w razie czegoś ktoś mógł zainterweniować i pomóc im, gdy nie będą nam sobą panować. No a do tego sytuacja między nimi nie była zbyt dobra na początku. Vee na pewno miała za złe, że ją zostawił, wyjechał i nie powiedział, że posiada w sobie gen X. No a Alec bał się powtórki z rozrywki i pewnie unikał rudej jak ognia. Jednak odnaleźli się, bo przechodzili przez ciężki okres, a zawsze byli dla siebie wsparciem i tylko siebie znali w obozie tak naprawdę. Wcześniej dużo czasu na spotkania nie mieli niestety, zwłaszcza, że jeszcze zaczęli potem pomagać Bractwu. Teraz przecież sami dużo czasu nie spędzali razem, pracowali, trenowali i mieli dla siebie ranki i wieczory dla siebie. To też wcale nie dużo, a jednak dużo. Jednak oni się kochają, więc zawsze będzie mało czasu razem. Zwłaszcza w obozie, gdzie nie mieli gdzie chodzić, czasem Vee wzywali do kompów, a Alca do pomocy przy nowych. -No staram się nie jeść, wiesz to… Uciec? Do miasta coś zjeść?- Zmarszczył brwi i czoło, jak to KJ zawsze robi i mnie śmieszy. Spojrzał jednak na Vee sprawdzając, czy aby dobrze usłyszał i zrozumiał sens jej słów. Jasne, że by chciał, bo to by była jakaś miła odmiana, ale nie wiedział czy im na to pozwolą. Było to niebezpieczny, chociaż przecież potrafili się już jako tako opanować ze swoimi mocami, Vee to w sumie bez problemu, a Alec po prostu nie będzie dotykał ludzi, ani nie chodziliby w tłoczne miejsca. Ale on był ten rozważny i musiał wszystko dobrze przemyśleć.
Venus Westford - 2017-12-16, 18:02

- Prawda. To już sporo, a co.. Ty się bardzo stęskniłeś? - Uśmiechnęła się szerzej zadowolona, wiedziała przecież, że skoro ruda za nim tęskniła, to i pewnie on. Chociaż mógł nawet nie zauważyć jak mu przeleciał ten czas w ciągu dnia, szczególnie na siłowni. Dla zasady jednak, przyjmowali wersję, że tęsknił, bo pewnie byłoby dziewczynie smutno. Jasne, że miała mu za złe na początku. Była wściekła, rozgoryczona, pewnie nawet jak go tu spotkała to rzuciła się na Aleca z pięściami. Wcale bym się jej nie dziwiła, w końcu zakochała się, a on po prostu tak o postanowił ją zostawić. Zerwał, mówiąc tylko, że nie mogą być razem, że boi się, że coś jej zrobi i na drugi dzień go nie było. Z czasem jednak wszystko sobie jakoś poukładali, wyjaśnili i próbowali znów być bliżej, przynajmniej jako przyjaciele. Ale jak mogła się jedynie z nim przyjaźnić, jeśli tęskniła za jego ustami? Za pocałunkami, chodzeniem za rękę. Spacery w rękawiczkach nie zawsze wystarczały, bo byli głodni siebie - coraz to bardziej. I tak, gdy zamieszkali razem i Campbell uczył się jak powstrzymywać swoje ciało przed odbieraniem mocy (przynajmniej z Vee), to od czasu do czasu doszły inne przyjemności. - Będziesz patyczkiem. - Pokręciła głową, bo brzmiało to jakby się głodził, hehe, a wiadomo, że chętnie by coś wsunął dobrego. Bo jedzonko jest super. - Nie wiem, możemy zjeść, albo gdzieś pójść, zaszyć się w kinie.. - zagryzła delikatnie wargę, bo czuła, że jemu się wcale ten pomysł nie spodobał, ale chyba wiedział, że tu już było po prostu nudno. - Dawno nigdzie nie byliśmy. - Próbowała go jeszcze jakoś przekonać i znała najlepszy na to sposób, ale wiedziała, że teraz było to zbyt ryzykowne. Musiał się naładować, by jego moc nie chciała zjeść żywcem rudzielca. Zrobiła za to te swoje wielkie smutne oczy, patrząc na niego, więc jak mógł odmówić?
Alec Campbell - 2017-12-17, 11:38

- Pewnie, że się stęskniłem. - Uśmiechnął się szeroko, bo mówił prawdę. Nie myślał, że tak Vee będzie na niego działać, a tu mija kolejny rok, w którym byli razem, a on dalej za nią szalał i tęsknił, gdy nie widział jej pół dnia. Nawet jak już razem mieszkali, mieli siebie na co dzień i noc, gdy spędzali razem wspólnie dużo czasu, to i tak za nią tęsknił. Nie chciał od niej odpoczywać, jeszcze nie. Mogła mu przeszkadzać, wcale mu to nie przeszkadzało. Nawet lepiej mu się pracowało, gdy ruda była obok i patrzyła, czy zajmowała się swoimi sprawami. Samo to uczucie, które mówiło mu, że dziewczyna jest blisko niego, go uspokajało i dawało siły. Mogli też siedzieć, nieodzywać się do siebie i oglądać telewizję, przytulając się przez koc. Trzeba było sobie jakoś radzić, jednak zawsze byli nierozłączni, a po tym, co ich spotkało, to chyba jeszcze bardziej ich to zbliżyło. Alec bardziej się o nią bał, chciał się o nią troszczyć, aby już nic złego się jej nie przytrafiło.
- Nie patyczkiem, ale cały wysiłek pójdzie na marne i będę miał oponkę zaraz.- Poklepał się po brzuszku i zaśmiał się cicho. Nie głodził się, jadł tyle ile mu dali tak naprawdę. Jadł sporo, ale jednak, gdy już ćwiczył to wolał zrobić to porządnie i dlatego po już nie jadł i tylko starał się dużo pić. - No tak, fajnie by było, gdzieś wyjść.- Uśmiechnął się blado, ale to nie znaczyło, że mu się ten pomysł nie spodobał. Z chęcią by to zrobił, jednak nie wiedział co na to powiedzą inny. Pewnie reszta by wcale z entuzjazmem nie pozwoliłaby im iść na randkę. - Bardzo dawno, ale nie wiem czy nas puszczą.- Westchnął cicho biorąc kolejnego łyka wody. Chciałby ją gdzieś zabrać, znowu poczuć się jak dawniej, jak cztery lata temu, gdy wychodzili bez mocy, byli normalni i liczyła się tylko miłość. Campbell chciałby gdzieś ją znowu zabrać.

Venus Westford - 2017-12-17, 18:57

- Do oponki to Ci daleko, także się nie przejmuj. - Pokręciła głową z niedowierzaniem, bo musiałby przestać ćwiczyć, leżeć i wpierdalać cały dzień pizzę, czy inne syfki, by tak przytyć - na tyle, by miał tą oponkę oczywiście. Spojrzała na jego idealny brzuch i westchnęła cicho, zdecydowanie cieszyła się, że byli tylko tutaj we dwójkę, bowiem kiepsko by było, gdyby jakaś jeszcze panienka zawiesiła na rudym oko. To nie skończyłoby się dla niej najlepiej. Vee potrafiła być bardzo zazdrosna i terytorialna jeśli chodzi o Campbella, nawet jeśli nie byli oficjalną parą, nie mówili o sobie w takich kategoriach, to jednak nie szło przeoczyć, że ta dwójka miała się ku sobie. Miała do niego zaufanie, ale innym już nie ufała, dlatego może też tak spod byka często patrzyła na Albę czy Colleen, chociaż nie powinna. Alba była jego przyjaciółką, a Colleen kogoś miała, więc w sumie raczej by się do niego nie dowalały - ale lepiej być ostrożnym! - Nikt nie musi wiedzieć. - Szepnęła mu do ucha, podchodząc bliżej i pocałowała go delikatnie w policzek. Ruszyła do wyjścia. - Chodź. Weź prysznic i czekam na Ciebie w domku. Trzeba ubrać się cieplej. - Zaśmiała się cicho, odwracając się do niego pleckami i wychodząc z sali gimnastycznej. Szybciochem udała się do ich domku, przebrała w cieplejsze rzeczy i zaczekała na Aleca. Gdy i on był gotowy wymknęli się do miasta.

zt x2

Gabriel Belmont - 2018-01-19, 16:08

// #2

Siłownia byłaby o stokroć lepszym miejscem, ale on w sumie nie chciał pompować, ani poprawiać swojej muskulatury – i tak posiadał dość zacną i w pełni go satysfakcjonującą. To, co tu robił, było… swoistym sposobem na rozluźnienie się, rozerwanie tudzież rozruszanie. Jak kto woli. Do niskich mężczyzn nie należał, a gra solo zawsze mu lepiej wychodziła niż gra w zespole. Nic zatem dziwnego, że tańczył z piłką samotnie. Kozłował, rzucał do kosza, kiwał niewidzialnych przeciwników, robiąc niemalże zawodowe zwroty i uniki.
Ciemne włosy miał rozczochrane, a skórzana kurtka już dawno poszła pod stawkę. W samym T-shircie i ładnie opiętych na jego zgrabnym tyłku dżinsach, a także na boso – nie miał butów do biegania po parkiecie – bawił się w najlepsze. Żałował tylko, że nie przyniósł sobie nic do picia, a momentami przez umysł jego przebiegała myśl – że miło byłoby mieć towarzystwo. Jeśli nie do gry, to chociaż do podziwiania jak się rusza. Bo zdecydowanie było na co popatrzeć.
Gdy się zmęczył, stanął parę metrów od kosza i próbował rzuty do niego. Lewą ręką, prawą ręką, obiema rękami. Część wychodziła, większość raczej słabo. Może dlatego nigdy nie chciał się uczyć, korzystać z broni palnej, cela miał po prostu tragicznego.
-Jak można mieć tak złego cela? – Warknął na siebie, gdy piąty rzut z rzędu skończył się uderzeniem w tablice, a nie lądowaniem w koszu. -Potrafię z godną komputera precyzją wyciągnąć z czyjegoś ciała pocisk albo zszyć rozerwane tkanki, ale nie potrafię trafić do cholernego kosza! – Marudził, naprawdę głośno.

Alison Blake - 2018-01-19, 16:29

#1

Alison przebywala na sali gimnastycznej od dobrych dwoch godzin. Miala na sobie troche mokry od potu t-shirt i szorty. Przed zwisal duzy i ciezki worek treningowy na ktorym to renowala swoje uderzenia i kopniecia. Byla na boso, bowiem nie chciala zeby sila jej kopniec zalezala od tego jakie ma obuwie na sobie. W ogole nie chciala polegac jedynie na swoich ponadnaturalnych zdolnosciach, bo te jak wiadomo maja swoja cene. Nie zalezalo jej rowniez na formowaniu sylwetki, a jedynie na zwiekszaniu sily i skutecznosci jej ciosow.
Nie zwrocila wczesniej uwagi na kozlujacego mezczyzne, byla skupiona na swoich wlasnych celach, poza tym koszykowka nigdy nie byla sportem, ktory jakos specjalnie przyciagal jej uwage. Nie przepadala za druzynowymi sportami, tym bardziej za takimi gdzie za nawet lekki dotkniecie przeciwnika dostawalo sie kare. To bylo bez sensu. Boks, tajski boks, karate oraz wrestling to bylo cos co mogla godzinami ogladac w telewizji.
Dopiero kiedy mezczyzna sie odezwal to Alison zatrzymala swoje kopniecia i uderzenia i przyjrzala
sie mezczyznie po czym wyjela ze swojej torby dwie butelki wody do picia. Jednak odkrecila i wziela z niej duzego lyka po czym podeszla pare krokow w strone Gabriela.
-Nigdy nie rozumialam urokow tej gry. powiedziala po czym rzucila butelke z woda w jego strone.

Gabriel Belmont - 2018-01-19, 17:26

Oczywiście jego towarzyszka nie była jedyną, która nie zauważyła, iż ma towarzystwo. Gabriel był po prostu mistrzem niedostrzegania innych ludzi. Chociaż może ktoś inny bardzo się starał o odebranie mu tego tytułu. Swoją drogą monotonny dźwięk odbijającej się od parkietu piłki może być idealnym wyznacznikiem rytmu wyprowadzania ciosów. Z kolei rytmiczne uderzenia w worek treningowy i dźwięczne dzwonienie łańcuszka, na którym był zamontowany, na pewno dobrze wpływało na koncentrację Gabriela.
Wywnioskować można, że poniekąd sobie pomagali, nie zdając sobie faktu z tego, że nie są sami. Genialne.
Akurat walka wręcz to również czynność dla dwojga. Chociaż prawdą jest, że pewnych rzeczy można się uczyć na sucho, atakując na przykład worek treningowy.
Wkurzony kolejnym niepowodzenie rzucił piłkę zza głowy, obiema rękami. Oczywiście ta, jak na złość uderzyła w tablicę, a potem poszybowała na drugi koniec sali gimnastycznej. Piłką stracił zainteresowanie, bo na horyzoncie pojawiła się Alison. Uśmiechnął się do niej ciepło, a także złapał bez trudu butelkę wody.
-Przyznam się szczerze, że również nie rozumiem tego fenomenu. Niemniej lubię sobie trochę pobiegać lub po kozłować, by pozbierać myśli. A ty? Preferujesz… inne sporty? – Uśmiechnął się do niej czarująco. Otworzył sobie butelkę, z której wypił kilka szybkich łyków, gasząc w ten sposób swoje pragnienie.

Alison Blake - 2018-01-19, 21:06

Coz trzeba bylo przyznac, ze czesto ludzie sami byli sobie winni temu, ze Alison ich nie do dostrzegala. Byli po prostu szarzy i przecietni, a panna Blake raczej gardzila szara masa bez charakteru, czesto wlasnie ignorujac ich. Faktem jednak bylo, ze w tym wypadku faktycznie pomagali sobie dzieki monotonnym uderzenion czy to pilki o parkiet czy tez nogi o worek treningowy. I tak rowniez do walki potrzebna jest druga osoba, nie ma jednak zespolu i kazdy odpowiedzialny jest tylko i wylacznie za siebie.
Akurat Alison ciezko bylo o jakies cieple usmiechy, tutaj jej alias mial w pelni zastosowanie. Zazwyczaj usmiechy jakie rozdawala byly pelne ironii lub wyzszosci. Tym razem jednak zrobila co mogla i uniosla kaciki ust do gory. Sama teraz wziela kilka lykow.
-Tak zdecydowanie wole sporty, ktore wymagaja...blizszego kontaktu fizycznego powiedziala z blyskiem w oku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group