The Gifted - 2017-11-23, 15:46 Temat postu: Sugarhill
Scarlett Reynolds - 2018-04-19, 22:11 // pierwszy
Była przemęczona. Pracowała więcej niż powinna, w międzyczasie ćwiczyła i spędzała czas aktywnie, na doskonaleniu siebie. Ostatnio rzadko miała okazję, by zwyczajnie się polenić. Chciała spędzić cały dzień w łóżku, włączyć jakieś filmy czy seriale i nie wychodzić ze swojego pokoju.
Dziś naszła ją taka myśl, że musi zrobić sobie dzień wolny w przyszłym tygodniu. Jej oddział był wymagający, tak samo zresztą jak jej dowódca. Poza tym czasami widywała się też z bratem. W żadnym z powyższych przypadków nie miała zbyt lekkich relacji, więc musiała odpocząć od tego wszystkiego. Dlatego dzisiejsze popołudnie postanowiła spędzić samotnie. Wzięła do torebki książkę i poszła w miasto, nawet nie znając konkretnego celu tej podróży.
Przez dłuższy czas spacerowała bez celu, obserwując ludzi i ich zachowania. Mimowolnie szukała też oznak nienormalności, jakichś mutantów. Miała w torebce telefon, więc mogła w każdej chwili wysłać patrol. Nienawidziła tych kryminalistów, ale nie zawsze mogła sama ruszyć w pole. Czasami trzeba było zostawić pole do popisu dla innych. Nic podejrzanego jednak nie zauważyła, dlatego weszła do Sugarhill na kawę. Była zmęczona, więc dodatkowa dawka kofeiny na pewno jej się przyda.
Zamówiła cappuccino oraz muffinkę czekoladową i usiadła przy stoliku. Wyciągnęła książkę, ale otworzyła ją dopiero kiedy kelnerka przyniosła zamówienie. W idei relaksu, zatopiła się w lekturze, nie zwracając uwagi na otoczenie.Michael Ryan - 2018-04-19, 22:49 // zaczęcie 1 marca popołudnie
Mike był przerażony tym co działo się w bractwie. Chęć przeciwstawienia się ich dowódcy nie była jego powołaniem. Co z tego, ze Coli póki co nic nie robiła, wszem jej matka zmarła parę miesięcy temu na pewno nie było jej łatwo z tym wszystkim. On ją rozumiał po części, ale większość jego przyjaciół i tak chciała zrobić swoje. Zagryzł wargi odmawiając im by przyłączyć się do ataku, nie był gotowy na objaw buntu w miejscu, które mógł nazwać domem i ludźmi nazywanych rodziną... Jednak czy nią będą po takim powstaniu wewnątrz? Tego nie mógł wiedzieć. Dlatego by ochłonąć postanowił zebrać swoje wszystkie myśli w Seattle, odpocząć i się zrelaksować. Mimo, ze nie był mózgiem przeżywał to na swój sposób. Czemu ludzie nie mogli dać dziewczynie trochę czasu? Tak była wojna, ale stracenie dowódczynie i przejęcie obowiązków na Coli nie mogło wpływać dobrze. Presja, stres i depresja tak to widział Mike i chyba tylko on, skoro nawet Fay postanowiła się buntować.
Użył mocy tylko by dostać się do miasta, resztę dreptał w tym powolnym ludzkim kroku, by nie wyróżniać się z tłumu, a przy okazji obrobić dwoje przy garniturze mężczyzn z ich gotówki. Rzadko kiedy zabierał portfele, z resztą mało kto się orientował w tym... Miał przynajmniej pieniądze na swoje zachcianki i to nie aż tak małe, bo jeden z mężczyzn miał sporo gotówki przy sobie. Zatrzymał się dopiero przed klubo-kawiarnią zwaną Sugarhill. Nie był tam jeszcze, nie był to raczej jakoś mocno odwiedzany budynek. Przyszedł tutaj potańczyć i napić się, dlatego nawet nie zauważył jak niechcący idąc pomiędzy stolikami pchnął kelnerkę, która leciała z gorąca kawą na jakąś kobietę. Widział to i musiał opanować swój pierwszy dryg by złapać za tackę i kawę, która powoli leciała, by po chwili był tylko szloch kelnerki, nad długowłosą kobietą. Dopiero teraz Mike zobaczył kogo oblał, nie wiedział czy się śmiać czy maiło mu być głupio.
- To ja przepraszam, niechcący panią popchnąłem. - odezwał się i przepraszająco uśmiechnął do Scarlett i kelnerki. - Ja cię znam, widzieliśmy się w klubie prawda? - odparł wyciągając w jej stronę chusteczki - Pokryje koszta pralni, w razie czego. I jeszcze raz najmocniej przepraszam.Scarlett Reynolds - 2018-04-23, 19:49 Scarlett pewnie by się ucieszyła słysząc o wewnętrznych sporach mutantów. Według niej nie zasługiwali na życie, a jeśli mieli się zniszczyć od środka, to mogła im tylko kibicować. Co prawda nie mówiła tego głośno, nie był to jej temat nr 1 z każdą napotkaną osobą.
Nie wiedziała też oczywiście o planach mutantów i ich ataku. Co prawda chciałaby być w tym czasie po drugiej stronie barykady i brać w tym czynny udział, ale akurat ich grupa nie będzie pod "ostrzałem" niestety. Ale gdyby o tym wiedziała wcześniej, na pewno nie próbowałaby ich powstrzymać. Wręcz przeciwnie, ich atak był bardzo korzystny, ponieważ to pokaże prawdę całemu światu. Jeszcze jeśli ktoś zginie to już w ogóle ludzie będą uchodzić za męczenników, a mutanci za kryminalistów, którymi tak naprawdę są. Nic tylko czekać na te nagłówki w gazetach!
W każdym razie teraz była w kawiarni. Skupiła się na swojej książce na tyle, że nie zauważyła sytuacji, dopóki bezpośrednio jej nie dotknęła. Poczuła na sobie gorącą kawę i krzyknęła. Nie mogła się tego spodziewać, a czarny płyn nie dość, że pobrudził jej ubranie to jeszcze poparzył jej skórę. Nie były to jakieś dotkliwe obrażenia, wiadomo, ale i tak bolesne. A jej próg bólu i tak był nieco przesunięty po tym wszystkim co przeżyła.
Zerwała się na równe nogi i stanęła twarzą w twarz z kelnerką, która jej to zrobiła. Jej wyraz twarzy mówił więcej niż słowa. Chyba dobrze widziała, że chciała ją zwyczajnie zabić. I pewnie Scottie odwinęłaby się dość szybko, gdyby nie to, że nie chciała się wyróżniać. Poza tym za chwilę zorientowała się, że wszystkiemu winny był jakiś chłopak. Spojrzała na niego z iskierkami w oczach, bo gdyby mogła zabić wzrokiem, to już leżałby martwy.
- Znowu ty? Wziąłeś sobie za cel uprzykrzanie mi życia przy każdym przypadkowym spotkaniu? - warknęła do niego całkowicie rozeźlona. Kelnerka zaproponowała jej w ramach rekompensaty, że nie zapłaci za swoje zamówienie, co Scarlett skwitowała skinieniem głowy i machnięciem reki odprawiła niezdarną kelnerkę.
- Ta? Maść na oparzenia też mi załatwisz? - powiedziała wciąż chłodnym tonem, mimo jego przeprosin. Wzięła od niego chusteczkę zamaszystym ruchem i zaczęła wycierać plamy, ale tylko bardziej je rozmazała. Warknęła coś pod nosem i wyciągnęła z torebki katanę, którą na siebie narzuciła, żeby choć trochę zakryć plamy.Michael Ryan - 2018-05-07, 23:43 Gdyby Mike wiedział co jutrzejszy dzień przyniesie, to część swoich przyjaciół którzy się tam wybierali, by chciał powstrzymać. Niestety nie znał przyszłości, nie wiedział co się wydarzył, był jednak przygnębiony tym ich całym rozłamem. Powinni się jednoczyć, ale kto by chciał się jednoczyć przy tak młodej i mało doświadczonej osobie.. Nie każdy był Mike'm by dawać wpierw czystą kartkę do wypełnienia. Zdawał sobie sprawę, ze Marsz mutantów nie wypalił, ale to co planowała część z nich to było jak misja samobójcza.. W tym Ronnie i Fay... Musiał jednak się rozluźnić.. I tak się rozluźnił, że wiadomo jak to się skończyło...
Mike oglądał jak dziewczyna gromiła piorunami z oczu wszystkich, a zwłaszcza ta biedną kelnerkę. No tak oparzyła ją, ale czasem zdarzają się tak niefortunne zdarzenia jak teraz.
- Wiesz to musi być jakiś pech po prostu, ze w takich sytuacjach na siebie wpadamy. - uśmiechnął się lekko przepraszająco.
Na prawdę nie miał ochoty jej oparzyć, ani nic z tych rzeczy.. Mógł złapać kawę, ale czy by nie naruszył wtedy swoich kryteriów nie ujawniania się? Nie mógł wiedzieć, kto w pomieszczeniu jest wrogiem, a kto przyjacielem. Nie mógł wiedzieć czy by nie przyprowadził do bractwa ich przeciwników.. Nie mógł pozwolić na ujawnienie kryjówki.
- Hym... Mam tabletki przeciwbólowe jeśli chcesz? I plasterki, ale to raczej się nie przyda. - odparł znów z lekko skruszonym uśmiechem.
Sam nie wiedział czemu, ale przysiadł się do jej stolika, może dlatego by ją po prostu przeprosić, lub by bardziej uprzykrzyć jej życie.
- Naprawdę nie chciałem byś cierpiała, ale ta kelnerka jakoś niefortunnie się ustawiła i źle ja wyminąłem. - odparł po czym westchnął – Jeśli mogę coś dla Ciebie zrobić to powiedz. - dodał po chwili.Scarlett Reynolds - 2018-05-16, 21:32 Swoją drogą, jeśli Mike był superszybki, to czy nie wiązało się to z jakimiś zagięciami czasoprzestrzeni? Czy gdyby rozpędził się odpowiednio nie mógłby zmienić przeszłości albo wyskoczyć w przyszłość? Nie jestem naukowcem i właściwie bazuje jedynie na popularnym serialu, ale jednak wydaje się to całkiem prawdopodobne - przynajmniej w tym świecie.
Scarlett nie wiedziała o zamiarach Mutantów, ale gdyby wiedziała z pewnością zrobiłaby z tego użytek na ich niekorzyść. Swoją drogą sam rozłam w ich organizacji przyniosłaby dość sporą satysfakcję, ale tego się raczej nie dowie w dzisiejszym spotkaniu. Chyba, że jakimś cudem język Mike'a okaże się szybszy od mózgu i powie coś czego nie powinien.
To nie było tylko niefortunne zdarzenie, to był prawdziwy ból. Nic dziwnego, że biedna przeklinała wszystkich dookoła. W tej chwili nienawidziła ich wszystkich, a zwłaszcza powód całego zamieszania, czyli naszego sprintera. Swoją drogą, jeśli wiedziałaby, że mógł powstrzymać taki bieg wydarzeń swoją szybkością, z pewnością jeszcze bardziej by go nienawidziła.
- Tak, to musi być pech, że na siebie wpadamy - powtórzyła jego słowa, nieco je przeinaczając. Ale podobno taka cecha kobiet. Jego uśmiech nie wywołał żadnego efektu, bo jej mina nadal mogłaby zabijać, gdyby była mutantem. Swoją drogą to dopiero byłaby moc!
Domyślała się, że nie zrobił tego specjalnie. Dodatkowo jego skruszenie na twarzy było zbyt oczywiste, żeby brać to jakoś do siebie. No i ostatecznie taka sytuacja zdarzyła się po raz drugi, więc kwalifikowała go po prostu jako ciamajdę.
- Nie trzeba, przejdzie - odpowiedziała. Znosiła gorsze rany, a poza tym zanim tabletka zacznie działać to już dawno przestanie ją boleć. No i nie lubiła się ogłupiać przeciwbólowymi substancjami. Zdjęła z siebie mokry sweter, pozostając w samej koszulce. Miała na sobie brązową plamę, ale nie zamierzała stąd uciekać tylko dlatego.
- Dobra, zrozumiałam, nie chciałeś - podsumowała krótko, tym samym ucinając jego wyjaśnienia. Nie potrzebowała ich. - Hm, mógłbyś na przykład nie zadawać mi bólu przy każdym przypadkowym spotkaniu. Chyba, że to wcale nie są przypadkowe spotkania. Coś ci zrobiłam, a ty próbujesz się mało dyskretnie odegrać? Lamerski sposób według mnie, ale o gustach się podobno nie dyskutuje.
No proszę, się dziewczyna rozgadała. Chyba ta gorąca kawa na jej ciele tak podziałała na jej komunikację międzyludzką.Michael Ryan - 2018-06-02, 22:08 Niestety Mike nie miał takich zdolności jak jeden z jego ulubionych bohaterów świata DC Comics, a mianowicie Flash. Oj próbował tak wibrować by móc przez ściany przechodzić, okazało się to porażką, tak samo jak jego regeneracja na rany, też nie była tak szybka jak szybciora. Nie potrafił wykrzesać z siebie błyskawic, ani zrobić huragan pędem. Uczył się dopiero wbiegania na budynki, można powiedzieć, że był nieudaną kopią samego Flasha. Niestety nie mógł mieć wszystkiego, sam wiedział, ze jego ulubiony bohater był trochę bardzo przekokszony.
Mike nie pisnąłby słowem na temat tego co chcieli jego pobratymcy robić. On sam odsuwał się od tego, nie potrafiłby zdradzić nie potrafiłby pójść w parę osób i ratować innych mutantów, no o ile by nie miał jakiegoś wielkiego bodźca. Jakby się dowiedział, ze np. jego brat się tam znajduje to pewnie by się zdecydował na zdradę, jednak w takiej sytuacji pozostawał lojalnym pieskiem. No powiedzmy lojalnym... Właśnie łamał jedną z reguł panujących u nich. Nie powinien wychodzić sam bez wiedzy Colleen na miasto. Jednak czego oczy nie widzą temu sercu nie żal i dlatego właśnie tutaj się znalazł.
Ryan chciał być miły, chciał chociaż wspomóc tabletką. Właśnie teraz mógł się zastanowić skąd się w ogóle one wzięły u niego? Zazwyczaj nie nosi takich rzeczy przy sobie. Niestety nie mógł długo się na tym rozwodzić, bo dalej miał minę jakby naprawdę mu było przykro, bo tak przecież było! Gdyby jednak wiedział, ze to był jego wróg to by wylał i całą kawę na jej łepek... No ale nie wiedział, nie czytał w myślach, był tylko speedsterem.
- Hym.. To niestety nie jest zależne ode mnie. Może to los pcha nas w swoje ręce. - uśmiechnął się lekko do niej pomimo tego, że dziewczyna mówiła te brzydkie i złe rzeczy – Może zamiast myślenia, ze coś mi zrobiłaś, to po prostu moje bycie fajtłapą spycha nas do siebie. Szkoda tylko, że zawsze z uszczerbkiem na zdrowiu. - pomyślał chwile – Jeśli chcesz to jakiegoś drinka czy ciastko czy kawę ci chociaż zaproponuję jako rekompensatę. - lekko uśmiechnął się do niejScarlett Reynolds - 2018-06-07, 20:59 Wszystko jeszcze przed nim, jeśli dopiero uczy się swoich mocy to prawdopodobnie jego umiejętności nabiorą rozpędu (he, he). Nie można mieć wszystkiego od razu. Może gdyby Scottie nie była tak uprzedzona do mutantów to podobałyby jej się niektóre moce? Obecnie widziała w nich wszystkich potworów i wynaturzenie, które trzeba zniszczyć. Wobec powyższych ta dwójka to połączenie wybuchowe, niebezpieczne i dla jednego i dla drugiego. Dziewczyna sama nie miała żadnych zdolności, z czego po pierwsze była zadowolona, ale po drugie oznaczało to, że nie jest w stanie w żaden sposób wykryć tożsamości Pana Szybkiego. No chyba, że by go na tym przyłapała, ale z jego mocą ciężko zarejestrować to za pomocą wzroku. Musiałaby nosić wszędzie kamery, a w taką paranoje jeszcze nie wpadła.
Tak samo ona nie powiedziałaby mu o żadnych sprawach wewnętrznych w GC. Oboje mieli swoje tajemnice, co było całkiem normalne. Może waga tych tajemnic była nieco cięższa niż standardowe, ale to już szczegół.
- W takim razie los ma wyjątkowo kiepskie poczucie humoru - mruknęła mało przyjaźnie. No bo to było naprawdę podejrzane! Widzą się zaledwie drugi raz i po raz drugi zostaje przez niego zaatakowana. On mógł się śmiać razem z losem, bo pozostawał nietknięty w tym wszystkim.
- Nie gadaj - żachnęła się, kiedy wspomniał o uszczerbku na zdrowiu. Coś o tym wiedziała. Wywróciła oczami i odwróciła wzrok. Była podła od początku znajomości, chociaż chłopak był prawdziwie skruszony. Westchnęła i pokręciła głową. Nie miała zbyt wielu atrakcji na co dzień, więc może chociaż pozwoli sobie na taką odskocznię?
- Nie wiem, czy twoja teoria jest prawdziwa. Nie zauważyłam, żebym była magnesem na fajtłapy. Jesteś pierwszy, który robi mi krzywdę przy każdym przypadkowym spotkaniu - znów się rozgadała. To chyba dobry dzień. W sumie nie mówiła do końca prawdy, bo wiele osób robiło jej krzywdę, ale w trakcie wojny było to normalne i nie można tego raczej nazwać spotkaniami, więc chyba aż tak bardzo nie odbiegała od prawdy.
- Nie piję alkoholu, a kawy mam aż nadmiar - wskazała swoją brudną koszulkę, po czym zawahała się. - Ciastko to dość marna rekompensata, ale niech będzie.
Czy ona się... uśmiechnęła?! No dobra, było to lekkie uniesienie kącików ust, które równie dobrze mogło być grymasem. Ale było najbliższe uśmiechowi od początku ich rozmowy, więc to chyba plus.Michael Ryan - 2018-06-07, 21:30 Oj naprawdę wiele by dał by jego moce się znacznie szybciej rozwijały niżeli to co teraz miał. Nie mógł jednak narzekać, był w dużej mierze odporny na trucizny, używki, widział dużo szczegółów, ale nie wiedział czy ktoś chciałby być w jego skórze. Czy chciałby wymiotować przy ciągłym biegu lub też kiedy twoja siatkówka oka nie jest przyzwyczajona do wolniejszego płynięcia czasu. Mike na co dzień widział jak na zwolnionym filmie, musiał poruszać się w ślimaczym tempie, byleby się zrównać z ludźmi. Lata treningu, ale ile by dał za chociaż chwilę normalności. Mógł pozazdrościć mocy innym. Tworzenie ognia, panowanie nad wodą, czy też latanie. Czyż te moce nie byłyby o wiele fajniejsze?
Teraz jednak musiał się ogarnąć siedział z dziewczyną, której zrobił niechcący krzywdę. No dobra to nie on zrobił, ale z jego winy. Musiał się pokajać i porobić z siebie słodkiego szczeniaka. Z resztą naprawdę było mu przykro, nie lubił robić nikomu krzywdy jeśli nie wymagało to ratowania jego zatka lub kogoś mu drogiego.
- No widzisz, na taką fajtłapę jak ja jesteś wystarczającym magnezem. - odparł z uśmiechem – Naprawę nie zamierzałem ci za pierwszym razem i za drugim razem zrobić krzywdy.. Hym.. Za trzecim razem cię uratuję! To by było zupełnie coś nowego. - zaśmiał się, myśląc że żart mu się całkiem udał.
Chłopakowi nie przeszkadzało rozgadanie dziewczyny, sam miał tendencję do rozgadania się, więc był mile zaskoczony, ze znalazł sobie kogoś z kim mógł trochę po klekotać.
- Zatem ciasto, sok, herbata, woda, co będziesz chciała. Zawszę mogę zabrać cię na parkiet i wspólnie potańczyć jeśli będziesz miała później ochotę. - puścił do niej perskie oko i się sympatycznie zaśmiał.
Skinął ręką na kelnerkę, tym razem inną niż przedtem.
- Ja poproszę zieloną herbatę z cytryną i pięcioma saszetkami cukru, oraz bezę, spory kawałek tego torciku owocowego i kawałek ciasta czekoladowego. - przez chwilę się zastanowił co powiedzieć – A Pani tutaj powie swoje zamówię. - spojrzał w kierunku Scarlett
Tak naprawdę nie wiedział jak ją nazwać, znajoma, kobieta, co prawda przeszli na ty, ale nadal nie znał jej imienia, co było cholernie przez moment niezręczne.Scarlett Reynolds - 2018-07-09, 20:20 Scarlett nie miała pojęcia jakie są możliwości i limity mocy mutantów. Mieli pojęcie o paru, tylko tych, których złapali. Ale źle skończyli po tych wszystkich eksperymentach zostali straceni jeśli nie było z nich żadnego pożytku.
Dziewczyna nienawidziła mutantów, więc ani razu im nie współczuła. Nie widziała w nich ludzi, jedynie potwory, które trzeba wyeliminować. Miała wrażenie, że jeśli nic nie zrobią to ludzie zostaną masowo mordowani i będzie miała krew na rękach. Poza tym służba w wojsku nieco wyprała jej mózg i postrzeganie świata.
Pewnie gdyby była po drugiej stronie barykady, zupełnie inaczej by na to patrzyła i chciałaby mieć jakieś fajne moce, które mogłaby wykorzystać do pomagania ludzkości.
Gwoli ścisłości po raz kolejny zrobił jej krzywdę. Nawet jeśli nie bezpośrednio to był przyczyną jej bólu. Ona była zła i jakimś cudem jeszcze mu nie oddała. Swoją drogą ciekawe, czy ochroniłby się przed ciosem swoją szybkością, czy pozwoliłby się uderzyć. Jedno jest pewne, jeśli jeszcze raz zrobi jej krzywdę to na pewno mu odda. Wywróciła oczami, gdy wspomniał o magnesie.
- Jeśli twój ratunek będzie tak samo skuteczny jak brak zamiaru zrobienia mi krzywdy to pewnie następnym razem mnie zabijesz - mruknęła, choć nie wiedziała do końca, czy to co mówi ma sens. Ale takie miała wrażenie, że jeśli spotkają się jeszcze kiedyś to chłopak pewnie pozbawi ją życia.
- Pewnie, nie ma to jak tańczyć w kawiarni - powiedziała sceptycznie. Nie potrafiła zbyt dobrze tańczyć, miała małe doświadczenie w tańcu w parze także wolała się nie wychylać. Szczególnie, że nadal mu nie ufała.
- Ciastko z kremem i sok z czerwonej porzeczki - zamówiła u kelnerki, która właśnie podeszła. Skoro się zaoferował to postanowiła skorzystać, bo w końcu sam to zaproponował. Natomiast zauważyła jego bogate zamówienie i podniosła brwi.
- Jaki jest twój problem? Masz cukrzycę albo jakąś inną chorobę, dlatego czasem nie panujesz nad tym co robisz i bijesz ludzi po głowie albo wpadasz na kelnerki z pełną tacą? - zapytała nadal nawiązując do ich wypadków. Tak szybko nie odpuści tematu. - Jakim cudem jesteś szczupły, skoro jesz tyle słodkiego? Michael Ryan - 2018-07-10, 00:49 Oj Mike na pewno cios by przyjął. Nie obawiał się oberwać po mordzie, a z mocy starał się na mieście jak najmniej korzystać, pomimo ciągłego zauważania kątem oka drobiazgów, jak np. bardziej kwaśna mina dziewczyny, czy też zmiana w jej oczach. To wszystko sprawiało, ze czasem wolałby być zwykłym człowiekiem, nie mieć problemów. Z drugiej strony jednak 15 lat z mocą równa się, ze bez niej byłoby mu ciężko funkcjonować, prawdopodobnie by wymiotował, bo oczy by zaczęły zbyt szybko z powrotem widzieć dla niego, a ciało by nie wyrywało się do pędu za każdym razem. Problem z błonnikiem, prawdopodobnie murowany.
- Oj naprawdę cię nie zabiję. Nawet w najgorszych snach bym o tym nie pomyślał. - dalej się do niej uśmiechał.
Jednak na jej kolejne słowa lekko zmarszczył brwi, a potem popatrzał na nią w zdziwieniu.
- Przecież to klubokawiarnia, na górze jest klub i można wypić coś mocniejszego i się zabawić. Tam zmierzałem, zanim na Ciebie znów nie wpadłem. - odparł zgodnie z prawdą
Jej zamówienie nie zrobiło na nim wrażenia, jednak jego na niej już tak. Widział te jej brwi, cóż.. To była akurat kawiarnia, a ona równała się ciasta, a te Mike lubił ponad życie... No może, nie aż tak, ale wielbił to...
- Mój problem? - zamrugał oczami – Mam szybką przemianę materii. - odparł ze śmiechem
Cóż nie było w tym nic dziwnego, w końcu nawet zwykli ludzie byli tacy co wpierdalali mnóstwo, a nie tyli, więc mógł zaliczyć się do takich ludzi, prawda?
- Czyżbyś zazdrościła mi sylwetki? Czuje się mile połechtany. - odparł ze śmiechem – Ty też jesteś szczuplutka, więc czemu narzekasz? Poruszamy się na górze, to spalimy szybciej kalorie co pochłoniemy. - nagle ściszył głos i nachylił się w jej stronę – A tak naprawdę to nie potrafię sobie ciasta odmówić, ale to niech będzie naszym małym sekretem. - znów puścił do niej oczko, wybitnie rozbawiony tą sytuacją.
Dopiero po chwili zmarszczył lekko brwi i spojrzał na nią.
- W ogóle to świnia jestem. Ten. - wstał i podszedł naprzeciwko niej, wyciągając dłoń – Michael, ale możesz do mnie Mike mówić. - odparł w końcu przedstawiając sięScarlett Reynolds - 2018-07-10, 18:10 W takim razie ciekawe, czy Mike nie miał chwil zapomnienia, gdy działał szybciej niż zdążyłby pomyśleć. Czasem reakcje są spontaniczne i Mike może w pewnym momencie przyśpieszyć tempo mimowolnie. Dziewczyna nawet nie potrafiłaby sobie wyobrazić jak to jest widzieć świat z takimi szczegółami.
- Ulżyło mi - mruknęła nadal nie bardzo przekonana. Już dwa razy spotkali się w dziwnych okolicznościach i o tym też nie pomyślały w najgorszych snach. Nie wierzyła w jego ratunek i miała nadzieję, że więcej się już nie spotkają, skoro za każdym razem robił jej krzywdę. Inaczej naprawdę mu odda.
- Nie wiedziałam - przyznała, choć nie było lekko wypowiedzieć te słowa. Przyznanie się do błędu nigdy nie było lekkie, a taka pomyłka choć mniejsza również nieco ją zawstydziła. Z drugiej strony nie bywała tu tak często, więc nie czuła się zobowiązana, żeby znać każdy zakątek. - Jeśli psuję ci teraz plany to możesz iść się bawić tak jak chciałeś.
Nie oczekiwała, że będzie z nią siedział przecież. Widać było, że jest zabawowy i ma spore poczucie humoru. Czuła jakby był jej całkowitym przeciwieństwem, choć tak naprawdę nie było z nią tak źle jak o sobie myślała.
Może to dlatego, że rzadko przebywała wśród obcych ludzi i nie miała pojęcia, że ludzie robili takie zamówienia słodkości. Ona by tyle nie przejadła, więc dziwiła się, że chłopak tyle wchłonie mimo swojej postury. Gdyby ważył dwa razy więcej to by się tak nie dziwiła, w końcu wiąże się to z większą pojemnością żołądka.
- Tak, to chyba nie jest problem - powiedziała w końcu, bo szybka przemiana materii to raczej plus. Był tak pozytywny, że ciężko było zachować maskę zołzy przez cały czas. Nie mogła powstrzymać nieco rozbawionego uśmiechu, gdy pomyślał, że zazdrości mu sylwetki.
- Nie pochlebiaj sobie - odpowiedziała po krótkim odchrząknięciu. Potem wzruszyła lekko ramionami i odpowiedziała zanim zdążyła przemyśleć wszystkie za i przeciw. - Sporo trenuję, więc to same mięśnie.
Żeby nie było, że się głodzi, żeby być szczupłą. Trenowała też nie dla figury tylko do pracy. Furknęła pod nosem na temat poruszania się na górze. Nie wiedziała, czy naprawdę da się na to namówić. Kiwnęła głową na ten niby sekret, który tak naprawdę nim nie był, ale już postanowiła nie wnikać.
- Cześć Michael - podała mu dłoń w geście tego małego przedstawienia, dając tym samym znać, że nie zamierza skracać jego imienia. - Scarlett.
W międzyczasie kelnerka przyniosła ich zamówienie i dziewczyna zabrała się za swoje ciastko. Patrząc też na stos talerzyków, które przynosi chłopakowi.Michael Ryan - 2018-07-11, 01:09 Oj Mike'owi zdarzały się takie przygody, teraz jednak było to niezwykle rzadkie, obcował ze swoją mocą od piętnastu długich lat, a jedyna z niewielu osób, które mogły sprawić, ze widział normalnie to był jego brat Richard, którego moc było spowolnienie, co na nim działało jakby ktoś mu część mocy odebrał. Nie chciałby widzieć już jak zwykły człowiek, nie potrafiłby się przystosować do tego, a zapewne jego błędnik by szalał i by wymiotował... Mógł się modlić by nie dostać nigdy z mutazyny.
Dziewczyna nie brzmiała na przekonaną, dlatego Mike'owi pozostało tylko się uśmiechnąć. No cóż nie mógł obiecać jej w 100%, ze następnym razem by ją uratował, na pewno by jej nie zabił. Nie chciałby mieć jej na sumieniu.
- No to teraz jesteś bogatsza o ta informację. - odparł z rozbrajającym uśmiechem jakby chciał ja poprawić na duchu, widząc to zawstydzenie – A tam plany są po to by móc je zmienić. - chciał dodać, ze nie pozbędzie się go tak szybko, ale darował to sobie.
Oo i proszę, wychylił żółw głowę ze skorupy. Mike szybko zobaczył jak dziewczyna zaczęła się śmiać. Od razu milej mu się zrobiło, ze jednak nie ma kołka w tyłku, a jego teksty chociaż w minimalnym stopniu są odbierane pozytywnie!
- Oo same mięśnie, aż chciałbym zobaczyć. - odparł zanim ugryzł się w język – Znaczy to nie tak miało zabrzmieć. - podrapał się po głowie – Boże idiota czasem ze mnie jest. Wybacz... - chrząknął
Nie uważał by się głodziła, wręcz przeciwnie wyglądała całkiem normalnie, jak na niego. Mike nie zamierzał ustąpić, za pierwszym razem poznali się w klubie, co prawda obił ją wtedy i pocieszał... Rozmawiali nawet na zewnątrz, ale pamięć bywała ulotna i hałasy z klubu...
- Scarlett.. Ładne imię. - odparł szczerze i usiadł na swoim miejscu – Mam nadzieję, ze to jedzenie chociaż troszkę zrekompensuje ci moje towarzystwo. - odparł znów ze śmiechem
Oj tak przy nim się pojawiło tyle kawałków ciast, od czego było zacząć... Beza wydawała się idealnym pomysłem, dlatego zaczął od niej.
- Jeśli chcesz trochę spróbować jakiegoś ciasta to nie musisz się krepować. - znów powiedział coś głupiego, ale to był Mike to wyjaśniało dużo.Scarlett Reynolds - 2018-07-11, 22:29 Gdyby dziewczyna nie była tak uprzedzona i nie było w niej tyle nienawiści do tej rasy, to pewnie zaciekawiłyby ją te wszystkie umiejętności. Pewnie badałaby ich limity i możliwości, a potem sama chciałaby taką mieć.
Czy jej podejście kiedyś ulegnie zmianie? Nigdy nic nie wiadomo, chociaż ostatnio nieco łagodniała. Za dużo cierpienia się naoglądała i tortury na mutantach nie sprawiały jej przyjemności jak dawniej. Nie chciała sprawiać zbyt dużo bólu, ale musiała. Taką miała pracę. I nikt nie widział jej wahań, bo bardzo dobrze nosiła swoją maskę chłodu. Praca to ciężki temat, więc o niej nie rozmawiała.
Jego komentarz nie pokrzepił jej ducha, jego uśmiech również nie. Co prawda nieco łagodniała, ale przecież nie zwali jej z nóg. Poza tym nie będzie się katować, że nie wiedziała jakiegoś szczegółu o tym klubie. Bez przesady. Podniosła delikatnie brwi na jego kolejne słowa.
- Jak dla mnie plany są po to, żeby się ich trzymać - odparła. Byli maksymalnie różnymi osobowościami. Wręcz każda cecha wydawała się różna. Jak we wszechświecie mogliby się dogadać? Ale może dlatego, że byli tak skrajnie różni, zaciekawił ją na tyle, że jeszcze nie uciekła.
Gdyby przeżył tyle co ona pewnie też miałby kołek w tyłku. Nie potrafiła porozumiewać się z ludźmi, nigdy nie było jej to specjalnie potrzebne. Teraz też nie była, ale może warto zdobyć jakieś doświadczenie? Może przyda jej się to w pracy? Powinna rozszerzać horyzonty zamiast je zawężać. Poza tym chłopak chyba był dość zabawny, a nie poznała jeszcze nikogo takiego.
"Chciałbym zobaczyć"? Aż zakrztusiła się swoim sokiem, gdy to usłyszała. Gdy zaczął się tłumaczyć, nie mogła powstrzymać się od nieco głośniejszego śmiechu. I wydawało się, że naprawdę nie robi z siebie głupka celowo.
- Możesz je poczuć jak ci przyłożę - odpowiedziała i wzięła kęs ciastka. Mówiła poważnie? A może żartowała? Zostawmy to do interpretacji Mike'a. Nie miała znowu takiej groźnej miny, ale kto wie?
- Dzięki. Moja mama je nadała - powiedziała niby od niechcenia, ale jednak jakaś nutka nostalgii się wkradła na myśl o zmarłej matce.
- Hm, nie jest aż tak dobre - odpowiedziała i znów nie wiadomo, czy przemawiała przez nią wredność czy rozbawienie. W końcu zamówiła tylko ciastko i może było dobre, ale jadała lepsze. Nic tej zepsutej dziewczynie nie pasuje, ot co!
- Nie krępuję, po prostu nie chcę. Jakbym zjadła tyle cukru to możliwe, że bym umarła. Chyba że o to ci chodzi to powiedz od razu - zaczęła snuć podejrzenia, że naprawdę chce ją wykończyć w ten czy inny sposób.Michael Ryan - 2018-07-13, 15:07 No tak mieli całkowicie odmienny styl wartości. W Bractwie nie można było czasem trzymać się sztywnie planu, często to była po prostu czysta improwizacja, jakby coś poszło całkowicie nie po ich myśli. No ale ogólnie Mike zazwyczaj trzymał się planu o ile naprawdę był wazny, a impreza... Cóż nie zaliczała się do nich.
- Tak? A w planach miałaś dziś rozmowę ze mną? - odparł z rozbrajającym uśmiechem
Zdawał sobie sprawę, ze byli innymi światami, ale chłopakowi nigdy to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, jak ktoś miał własne zdanie czy też był zupełnie inny od niego. Miał to coś, co nazywało się przyjacielska aura i możliwości nawiązywania łatwych kontaktów, co było słychać zaraz w śmiechu Panny poważnej.
- Ale to będzie pięść. Wiesz zawsze możemy iść na basen, pokażesz się w bikini i sam ocenie, lepsze to niż rozkwaszony nochal, przez który ocenię tylko Twoją siłę, a nie mięśnie. - roześmiał się znów, czy proponował randkę? Skądże, po prostu to była pierwsza rzecz jaka przyszła mu do głowy.
Może i zauważyłby, ze dziewczynie trochę smutniej na wieść o mamie zrobiło, jednak w tym momencie jego oczy przesunęły się na ludzi co wchodzili do kawiarni i na nich sekundę za długo zostawił wzrok.
- No to zmienisz zdanie jak wyciągnę cię na parkiet. - odparł i puścił jej perskie oko – Umarła? Nigdy nie zjadłaś czegoś od nadmiaru? A może chora jesteś? - zapytał z lekko zatroskanym głosem – Jeśli tak, to sorrki nie chciałem urazić. - odparł po czym zaczął do końca jeść swoje pierwsze ciastko
Podejrzewał, ze dziewczyna się nie skusi, ale by umrzeć od słodkiego? Słyszał o przypadkach nadmiernego pobudzenia po nim, ale tak... Musiał się chyba do edukować...