To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Westcrest Park - Ścieżka

The Gifted - 2017-11-23, 14:31
Temat postu: Ścieżka



Jeremy Blood - 2017-12-13, 21:15

Spacery mogą być naprawdę przyjemne kiedy nie musi się słuchać ględzenia pracowników firmy którzy dzwonią w "bardzo ważnej" sprawie. Czy oni naprawdę nie umieją się ze sobą porozumieć by zaraz nie było sprzeczek o to co kto ma robić? Trzeba im wszystko dokładnie tłumaczyć jak małym dzieciom co muszą zrobić i co powinni zrobić oraz czego mają nie tykać nawet palcem. Szedłem więc trzymając się prawej strony ścieżki i rozkoszowałem się spokojem ubrany w czarne wygodne buty. ciemne dżinsy, białą koszulę i najnowszą ramoneskę bo tamtą wyrzuciłem a właściwie wyczyściłem i oddałem jakiemuś bezdomnemu którego mijałem ciągle w drodze do pracy. Czyż nie byłem wspaniały? Byłem...no przynajmniej w moim mniemaniu bo moi pracownicy mogli mieć zupełnie inne zdanie. Przy nich zachowywałem się niczym tyran bo tylko tak mogłem zmusić ich do pracy. Patrzyłem przed siebie oddychając spokojnie i uśmiechając się lekko.
Michael Wintour - 2017-12-14, 20:22

Lubił spacerować po lesie. Ogólnie lubił chodzić. Rzadko kiedy siadał w jakiś pojazd, bo wierzył że grozi mu mniej, gdy chodzi pieszo. W końcu znacznie mniej wypadków zdarzało się pieszym, o ile nie wchodzili w drogę tym, którzy prowadzili samochody. Dlatego, gdy nie miał co robić, to wybrał się na przechadzkę. Wiedział też, że dzięki niej uda mu się nieco odprężyć. Uważał, że nie było lepszego sposobu na odpoczynek i relaks. Uśmiechał się pod nosem i spokojnie szedł przed siebie, słuchając ulubionej muzyki. Rozluźniał się coraz bardziej.
Niebo było piękne i czyste. Nie wiedział, że może go spotkać pewna niespodzianka, więc spokojnie wędrował i podziwiał zachodzące słońce. Podobał mu się taki klimat. Nie było zbyt ciepło, ale i to nie przeszkadzało mu to w dalszym wędrowaniu. Szedłby więc dalej, gdyby nie to, że gdy wychodził z jednej uliczki, to wpadł na kogoś i wszystko, co miał w dłoniach, nagle mu wypadło.
Spojrzał na mężczyznę, którego nie znał i który na niego wpadł, a wzrok który mu posłał nie był zbyt przyjazny. Schylił się, by podnieść swój telefon i słuchawki, które wypadły mu z uszu.
Przydałoby się nieco patrzeć, gdzie się idzie – pouczył go, patrząc jednak cały czas na ziemie.

Jeremy Blood - 2017-12-15, 16:45

Naprawdę?! Dlaczego ktoś ciągle musi na mnie wpadać kiedy próbuje się zrelaksować? Toż to jakieś przekleństwo chociaż jakby tak dłużej się chłopakowi przyjrzeć był nawet przystojny. Nie skupiłem na tym jednak uwagi.
-Ja mam patrzeć gdzie idę? To ty nie uważałeś i na mnie wpadłeś- Nie zrobiłem sobie nic z pouczenia które i tak nic nie da. Zbyt przyciągałem ludzi bo niedługo któryś nabije mi niezłego siniaka. Jakby wpadł na mnie jakiś byczek to to by było raczej pewne.
-Rzeczy całe?- Spytałem patrząc na chłopaka uważnie. Te rzeczy wypadły mu gdy na mnie wpadał więc czułbym się źle gdyby się zepsuły. Może nawet zdobyłbym się na to żeby mu je odkupić? Taki dzień dobroci dla rodzaju ludzkiego.

Michael Wintour - 2017-12-16, 02:55

Kucał, starając się zebrać swoje rzeczy z ziemi, przy okazji znajdując kilka centów, leżących na ziemi. Uśmiechnął się pod nosem, bo znajdywanie pieniędzy podobno przynosiło szczęście, a tego nigdy za mało. Spojrzał jednak z dołu na mężczyznę. Był przystojny, musiał to przyznać. Niemniej jednak z jego postawy wyczytał, że jest on raczej jednym z tych zarozumiałych i niedostępnych ludzi. Oczywiście mógł się mulić w tym wypadku.
Przydałoby się jednak zerkać – powiedział, podnosząc się, gdy już wszystko zebrał. Poobracał telefon z każdej ze stron, by zobaczyć, czy nic poważniejszego mu się nie stało. Poza lekką ryską wszystko było okej, więc nie miał zamiaru robić afery. – Tak, chyba całe[/b] – odpowiedział, widząc, że telefon działa. Był to najważniejszy sprzęt w jego życiu, gdyż miał na nim wszystko, co było mu potrzebne, więc nawet nie chciał myśleć o tym, co by się stało, gdyby go stracił.
A tobie nic nie jest? – zapytał. W końcu gdy na siebie wpadli, to nie wykluczone, że się nie obili. Jego co prawda nic nie bolało, ale nigdy nic nie wiadomo.

Jeremy Blood - 2017-12-17, 21:17

Słysząc słowa chłopaka uśmiechnąłem się lekko.
-Chyba nic nie zaszkodzi jak zastosuję się do tej rady. Zbyt wiele ludzi ostatnio na mnie wpada- Uśmiechnąłem się lekko do młodego mężczyzny. Jego sprzęt wydawał się być w całości więc raczej nie miałem za co płacić. Słysząc jego pytanie zaśmiałem się w duchu. Ja pewnie po sprawdzeniu czy mój telefon działa poszedłbym dalej ignorując gostka by nie wdać się w niepotrzebną rozmowę. A ten tutaj spytał się mnie czy nic sobie nie obiłem. No cóż ciekawa sytuacja z którą nie często miałem styczność.
-Nic mi nie jest- Odpowiedziałem mu nadal mając na ustach lekki uśmiech. Wydawał się być nawet spoko a mi się nigdzie nie śpieszyło. Te tłumoki muszą się nauczyć same wykonywać swoje zadania.
-Śpieszy ci się gdzieś?- Spytałem widząc w chłopaku szansę na pozbycie się nudy. A jeśli coś jest przydatne to jest i warte bycia dla tego czegoś (lub w tym wypadku kogoś) miłym.

William Hopper - 2018-10-13, 22:28

/drugi tydzień października

Hopper miał świadomość, jak głupi to był pomysł. Jak bardzo nie powinien tego robić. Przecież nawet miał dowody na to, że jego matka pracowała dla DOGS, rodzice musieli wiedzieć coś o mutacjach jeszcze zanim się urodził, a mimo wszystko milczeli. Musiał rozważyć myśl, że nie musieli być po jego stronie, możliwe że nigdy nie byli... a mimo wszystko, nie mógł po prostu odpuścić. Nie potrafił. Czy to nie paradoksalne, jak łatwo szło mu ignorowanie rodziny przez jedenaście lat, ale kiedy choć raz mogło wyjść z tego coś dobrego, nie był w stanie wytrzymać? Może to kwestia tego pieprzonego miasta. Nie bez powodu nigdy do niego nie wracał. A teraz, kiedy wszyscy byli tak blisko Seattle...
Rzecz w tym, że nic nie było takie jak dawniej. Tata jeździł na wózku, mama pracowała dla DOGS, obydwoje przez lata ukrywali przed dziećmi nie wiadomo ile rewelacji. Trwała wojna, a mimo wszystko, dziewczyny ciągle tutaj były. Obydwie były mutantkami, obydwie widziały rzeczy których nie powinien, obydwie zawiódł. To był jego obowiązek, nie tylko jako starszego brata czy lidera Bractwa, ale też po prostu kogoś, kto widział w życiu więcej i wiedział jak to wszystko musi się skończyć.
A on sam... Nawet nie było sensu wymieniać jak bardzo zmienił się przez ten czas. Niech wystarczającym dowodem będzie to, że już półtorej godziny chodził za własnym ojcem po mieście. Nie byli już tą samą rodziną, przez to do czego doprowadził te jedenaście lat temu. Kto wie czy w ogóle byli jeszcze rodziną? Will powinien po prostu stąd odejść, przecież to nawet do niczego nie prowadziło. Wiedział, że nie powinien rozmawiać ze swoim tatą, to wprowadzi tylko więcej komplikacji, najlepiej żeby ten nawet nie wiedział, gdzie właściwie znajdował się Will... Ale mimo wszystko, Hopper cały czas go śledził. Jak na najinteligentniejszego człowieka na ziemi był naprawdę głupi, co?

David Hopper - 2018-10-13, 22:56

David opuszczał pokój w hotelu tak często jak tego potrzebował. A świeże powietrze dobrze mu robiło. Odpuszczał sobie spacerów po mieście, kiedy pogoda była deszczowa. Dzisiaj miało być pochmurnie z przejaśnieniami. Dość często zostawał sam w wynajmowanym pokoju hotelowym, rzadko nawet widując się z żoną. Zapracowana kobieta.
Na mieście, kupił sobie nową gazetę, by być w miarę na bieżąco z wydarzeniami miasta i kraju. A może i nawet gdzieś znajdzie wzmiankę o swoim synu. Jej brak nieco go uspokajał, bo dzięki temu mógł mieć pewność, że chłopak zmądrzał. Ale czy na pewno?
Kolejnym jego przystankiem była kawiarenka na zewnątrz, gdzie zamówił kawę i przeczytał sobie prasę. Coś jednak nie dawało mu spokoju, mając dziwne wrażenie bycia obserwowanym. W tym rodzinnym mieście, nie można być bezpiecznym. Nie miał z nikim ani niczym powiązań. Więc kto mógłby się nim interesować? Wątpił by żona kogoś wynajęła do jego pilnowania. Albo sam zaczynał przez to wszystko popadać w dziką paranoję.
Po kawie i przejrzeniu prasy, skierował się w stronę parku. Nieco męczące bywało pchanie swojego wózka. Póki nie sfinalizuje spraw z zakupem nowego domu, nie zatrudni sobie kogoś do pomocy.
Będąc w parku, na ulicy zatrzymał się. Obejrzał z ostrożną uwagą, czy ktoś faktycznie nie szedł za nim. To uczucie wciąż go nie opuszczało. Choć mogło także być dla niego mylące. Ostatecznie "zaparkował" przy jednej z ławek i wyjął sobie książkę, by trochę poczytać. Nogi miał przykryte granatowym kocem w kratę. Na sobie miał czarny płaszcz. Jesień przyszła, trzeba było się ciepło ubierać. Na dłoniach miał rękawiczki, co by sobie nie otrzeć dłoni przy kierowaniu kołami. Nawet nie myślał, by wystąpić o nieco lepszy wózek zesterownikiem. Może kiedyś o tym pomyśli?

William Hopper - 2018-10-16, 20:51

Trafił na zupełnie zwyczajny dzień. Właściwie, ciężko stwierdzić, czego Will się spodziewał. Chyba... Chyba właśnie tego. Normalności. W pewien dziwny sposób, było to dla niego dość egzotyczne, ale też chyba dawało największe szanse zrozumieć kim była tamta osoba. Cóż, wszystko wskazywało na to, że jego ojciec był jego ojcem. Kawa i gazeta, potem książka w parku. Will miał za dobrą pamięć żeby nie rozpoznawać tych drobnych gestów. Czego on szukał? Wizualnego potwierdzenia, że jego rodzice pracowali dla DOGS i właściwie powinien traktować ich jak wrogów? Cóż, o ile jego tata nie miał zamiaru sięgnąć po broń ukrytą gdzieś w wózku i zacząć strzelać do kociątek, to mógł się naczekać. To byli dokładnie ci sami ludzie... a Will nie był pewien czy to dobra, czy zła wiadomość. Od początku tacy byli? Mylił się względem nich? Czy ciągle mieli szanse wrócić do starego status quo - albo czegoś w jego stylu? I czy on był jedyną osobą w tej rodzinie, która tak cholernie zmieniła się przez jedenaście lat?
Z każdą kolejną minutą Hopper utwierdzał się w przekonaniu, jak bardzo bezsensownie się zachowywał. Niczego się tutaj nie dowie, tylko marnował czas - i to dlatego w końcu nie zatrzymał się, kiedy jego ojciec zajął miejsce przy ławce. Will chciał go zwyczajnie minąć i wrócić do domu. Miał obowiązki na głowie.

David Hopper - 2018-10-16, 22:22

U każdego człowieka, niektóre elementy życia codziennego się nie zmieniają. Tak jak w przypadku Davida. Kawa i gazeta były podstawą. A później, przy dobrej pogodzie, czytanie książki w wolnej chwili. Kiedy dzieciaki miał małe i musiał nimi zajmować, czas dla siebie miał tylko wtedy, kiedy spały lub były w szkołach. W przeciwnym wypadku musiał każdego mieć na oczu. To były piękne czasy, które na długo pozostają w pamięci. Zanim zaczął czytać książkę, założył też swoje okulary.
Minęła jedynie chwila a nie mógł o dziwo skupić się na czytaniu. Coś nie dawało mu spokoju. Wnętrze kazało mu się spojrzeć na alejkę. Tak uczynił. Dostrzegł zbliżającą się osobę, jakby nie zwracała a niego uwagi. Ale te rysy twarzy, były tak dziwnie znajome. Może i bardziej dojrzałe. Ale czy jest jakiś rodzic, który by swojego dziecka nie rozpoznał? Nawet po latach?
Książę zamknął i wcisnął między udem a wózkiem. Zdjął nawet okulary, jakby chciał dobrze przyjrzeć się osobie, która od tak sobie przeszła dalej.
- William?
Rzucił w jego stronę pytanie, chcąc się upewnić czy faktycznie ujrzał syna, czy po prostu wzrok mu plata już porządne figle. Najwyżej chłopaka przeprosi. Lecz z drugiej strony, ujrzenie syna po tylu latach to byłaby prawdziwa radość. I ta wielka ulga, że on żyje i jest cały. Tylko jak wyglądał od środka? Zapewne nie był już tym mały Willem, jakiego pamiętał.
Starszy Hopper nawet skierował koła wózka na dróżkę, mając nadzieję że chłopak się odwróci i spojrzy na niego. Nawet podjechał bliżej, chcąc się tego upewnić. Czy to on mógłby być nawet tym cieniem, dającym powody to odczucia bycia śledzonym?

William Hopper - 2018-10-19, 15:49

Nie powinien był tego robić, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jeżeli chciał mieć pewność, że nikt nie zauważy jego obecności, lepiej było się zwyczajnie wycofać. Zmiana kierunku zwracała uwagę, ale był zbyt daleko, żeby ktokolwiek połączył to z człowiekiem, którego śledził. Człowiekiem, którego śledził? To był jego ojciec. I jeśli Will nie chciał, żeby dowiedział się co się działo z jego synem, nie powinien tamtędy przechodzić. Był skończonym idiotą? Przecież wystarczyło żeby jego tata podniósł wzrok znad książki. Nie zgadniecie co akurat zrobił. Przecież tyle różnych rzeczy mogło się wydarzyć. Prawo Murphy'ego. Nie ważne jakie było prawdopodobieństwo, wszystko zawsze nie tylko się posypie, ale posypie się w najgorszy możliwy sposób.
Najlepsze co mógł w tym momencie zrobić? Po prostu nie dać się zbić z tropu, ciągnąć tę farsę i mieć nadzieję że jego ojciec zwyczajnie odpuści. Och, to z pewnością było coś w jego stylu. Z resztą, prawo Murphy’ego. Wszechświat by implodował, gdyby choć raz coś poszło po myśli Hoppera.
- Nie sądzę - rzucił, nawet nie zwalniając czy na niego nie zerkając, chociaż naprawdę go kusiło. Nie widział go tak cholernie długo… Zdjęcia nie oddawały wszystkiego. Hopper był ciekaw co zmieniło się w twarzy jego taty. Ze swoją mocą mógłby to wszystko wyłapać. Zawsze go intrygowało to jak duży wpływ na skórę miały te drobne ruchy mięśni. To jak duży wpływ miał sposób życia i temperament na coś tak oczywistego jak wygląd. Jak życie odbijało się na twarzach. Dziwna myśl, ale chyba to dotyczyło też samego Willa z tymi jego bliznami.
Nieistotne. Nie miał zamiaru dać się pochłonąć bezsensownym rozważaniom i sentymentom, nie miał zamiaru zerkać. Wszystkim najlepiej wyjdzie, jeśli zwyczajnie udadzą, że to spotkanie nie miało miejsca.

David Hopper - 2018-10-19, 18:43

To nie mogła być pomyłka. Mężczyzna który sobie poszedł dalej, zareagował na wypowiedziane przez niego imię. Ale nie raczył się zatrzymać ani spojrzeć. David był przekonany, że to musi być jego syn. Żył. Dojrzał. Wydoroślał. Ale czy tak było na prawdę? Nie przekona się, jeżeli tego nie sprawdzi od razu.
Ruszył wózek, pchając koła rękoma. Przyspieszył na tyle, by dogonić a nawet i prześcignąć młodego, by zaraz zakręcić i zagrodzić mu drogę, zatrzymując się. Stanął bokiem od jego prawej strony. Wymusił tym samym by mężczyzna się zatrzymał.
- Sądzisz, że rodzic nie pozna własnego syna?
W większości przypadków taki "dar" przypisuje się matkom, ale u nich to najwięcej czasu spędzał David, wychowując trójkę pociech. Rozpoznałby swoje dziecko, które zniknęło mając szesnaście lat, a teraz mają te ponad dwadzieścia. Lecz z drugiej strony, w oczach Davida można było wyczytać tę radość, szczęście i nieopisane emocje związane z "odnalezieniem" czy bardziej "ujawnieniem się w końcu" jego syna.
Cóż więc mogło się zmienić u Davida przez te kilka długich lat, kiedy nie widział go William? Mężczyźnie na pewno przybyło lat, co tym samym bardziej dojrzał na ciele i twarzy. Bo nie powiemy "zestarzał". Do wieku emerytalnego mu jeszcze brakuje. Co się nie zmieniło, to zarost który mógł być charakterystycznym jego znakiem, kiedy już w młodości nie miał czasu się porządnie ogolić, mając na głowie trójkę ukochanych pociech. Ale starał się nie zapuszczać brody i wąsów. Raz zapuścił, żona wygoniła go do łazienki. Miłe wspomnienia.
W oczach z kolei mógł wydawać się być przytłoczonym człowiekiem przez los i życie, jakby coś w czymś mu się nie układało. Ale też chęć życia i nie poddawanie się. Mimo iż wózek staje mu na drodze do wielu możliwości, szuka innych możliwych dla niego rozwiązań. Choć wierzy, że i ten problem się u niego kiedyś rozwiąże. Że wstanie na własnych nogach o własnych siłach. Choć nie będzie ukrywał, że momentami bywa to problematyczne w niektórych sytuacjach.
Blizny na twarzy syna mogły jedynie mówić o tym, że nie miał łatwo w swoim życiu. Ze doświadczył wiele i zetknął z nieprzyjemnym zdarzeniem losu. Czy teraz, jego syn go wyminie? David by go chętnie wyściskał. Pytanie tylko jak bardzo Will zmienił się wewnętrznie?

William Hopper - 2018-10-23, 20:28

Oczywiście, że musiał go rozpoznać. Inna opcja nie wchodziła w grę, prawda? Will musiał być tym idiotą, który robi coś, chociaż doskonale zna tego konsekwencję. Czasami miał wrażenie, że to wszystko co przeżył niczego go nie nauczyło. Ciągle był równie bezmyślny co te jedenaście lat temu, kiedy ściągnął sobie na głowę to wszystko. Miał zbyt dużo na swojej głowie, żeby ciągle pozwalać sobie na takie błędy.
Z tym już nic nie mógł zrobić. Tata wyraźnie go rozpoznał i nie miał zamiaru pozwalać mu zniknąć. Will właściwie nijak się temu nie dziwił, pewnie sam na jego miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Wszystko było do przewidzenia, prawda? Jeśli ktoś odpowiadał za to, że sprawy prędzej czy później przyjmą nieciekawy obrót, to właśnie Hopper.
- Nie ma czego rozpoznawać - rzucił tylko, nawet nie próbując zaprzeczyć, że był kim był. Był w ogóle jakikolwiek sens to robić? Cały czas był Williamem Hopperem, chociaż cholernie różnił się od tego sprzed jedenastu lat. Zrujnował swój potencjał i zmarnował zbyt wiele szans, przeżył rzeczy, o których wolałby zapomnieć, dorósł. Może ciężko w to uwierzyć, biorąc pod uwagę jaki w tamtym momencie był Hopper, ale spokorniał. Cholera, za dzieciaka był strasznym gnojkiem. Nie miał pojęcia dlaczego nikt go jeszcze wtedy nie próbował zamordować. Choć, biorąc pod uwagę czym się zajmowała jego matka... nie mógł być tego taki pewien.
Nie miał zamiaru się zatrzymywać, nie miał zamiaru zastanawiać się co właściwie działo się w jego głowie. Chyba był zły, chociaż nawet nie miał pojęcia czemu i o co. Wolał zwyczajnie ominąć wózek swojego ojca (ciągle czuł dziwną gulę w gardle, kiedy na niego patrzył, chociaż teoretycznie zdążył przywyknąć do myśli, że jego tata jest niepełnosprawny) i iść dalej. I tak, obydwoje zmienili się też fizycznie. Cholera, to było jedenaście lat. Dość oczywiste, że Davidowi przybyło zmarszczek, a Will pozbył się resztek dziecięcej twarzy.

David Hopper - 2018-10-23, 21:20

David miał nadzieję, że jego syn nie tylko wydoroślał, ale i dojrzał. Może i nawet stał się bardziej inteligentniejszy, lecz tutaj o to się chyba najbardziej obawiał. Odkąd wiedział, jaka jest jego zdolność mutancka. Nie miał jednak informacji o tym, jak bardzo mogła być dla niego niebezpieczna. Jego żonie widocznie nie udało się wszystkiego "wybadać". A kiedy William uciekł, nikt dalej nie wiedział jak to jest z jego mocą. Może to i lepiej? David jednak cały czas o nim myślał. Nawet szukał, przed swoim wypadkiem. Śladu jednak jasnego nie było. A niektóre urywały się, gdy myślał że jest blisko. Chłopak był inteligentny i sprytny, ale czy na pewno?
Tak. Nie było czego rozpoznawać. Oboje znali się dobrze. A David nie zamierzał w tej chwili pozwolić odejść synowi, póki z nim nie porozmawia. Musiał wiedzieć, co się z nim działo. Czy spotkał siostry? Czy dalej go poszukują? Nie oczekiwał tego, by ten mu dodatkowo zdradzał gdzie zatrzymał i co robi obecnie. Jest mutantem i takich rzeczy raczej nie powinien mówić.
- Co się z Tobą działo?
Zapytał od razu wprost. Nie ukrywając tego, jak bardzo się o niego martwił. Czas zapewne mógł być ograniczony, więc chciał go wykorzystać. Mimo wielu pytań, zadał pierw to jedno. Wciąż wpatrując się w twarz syna. Gdyby William zdecydował się go wyminąć, David będzie przesuwał się wózkiem tak, by nadal zagradzać mu drogę, dopóki z nim nie porozmawia. Bowiem kiedy znów go zobaczy?

William Hopper - 2018-10-24, 17:40

Dlaczego nie mogli się po prostu rozejść i wrócić do swoich żyć? Obydwoje nie narzekali ze swoimi problemami na głowie. Will musiał jakoś utrzymać Bractwo przy życiu, a David... Cóż, biorąc pod uwagę że jego żona, a matka Willa właśnie w najlepsze pracowała w DOGS, najprawdopodobniej zajmował sobie głowę dokładnie odwrotnością tego, co próbował osiągnąć jego syn. Ciekawe ile czasu minie, zanim niesamowitym przypadkiem rząd bardziej się nim zainteresuje? Nie dość że ucieka prawu od jedenastu lat, to jeszcze jest mutantem. Tragedia. Will będzie musiał uważać na własne słowa. Ostatnie czego potrzebował, to żeby świat dowiedział się kto przewodzi Bractwu i gdzie ono się znajduje.
- Nie chcesz wiedzieć - odpowiedział tylko, z resztą najpewniej zgodnie z prawdą, chociaż telepatą nie był. Miał wystarczająco dużo wyobraźni, żeby zdawać sobie sprawę, jak to opowieść o tym jak trafił na ulicę, został wciągnięty do mafii i był ścigany jak zwierzę nie była tym, co chciał usłyszeć jego tata. Choć z resztą, kto wie. Skoro jego matce nie przeszkadzało badać jego moc kiedy był małym dzieckiem, a teraz pracowała dla DOGS wiedząc że co najmniej dwójka jej dzieci jest mutantami, nie mógł być niczego pewien. I nie, tym razem nieszczególnie przejmował się tym, żeby nie zamartwiać swoich bliskich, nie unikał tematu jak w przypadku Mercy i Claire. Chciał wiedzieć? Proszę bardzo, oto najlepsza odpowiedź jaką dostanie. Niech jego niesamowita wyobraźnia, która pozwoliła mu napisać ostatnią książkę pójdzie w ruch. Może akurat uda mu się coś trafić.
Tak, Hopper zdawał sobie sprawę z tego jak irracjonalnie i absurdalnie co do wagi sytuacji był zły... Ale kim on do cholery był żeby próbować ogarnąć co do cholery siedziało w jego głowię, huh? Jeśli Mercy o tym marzyła, niech sobie prowadzi te swoje cudowne psychoanalizy i uważa że doskonale wie o czym myślał.
A najbardziej w tym wszystkim go irytowało to, że nie mógł zwyczajnie stąd zniknąć. Nie chciał prowadzić tej cholernej rozmowy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group