To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Westcrest Park - Modele samolotów

The Gifted - 2017-11-23, 14:29
Temat postu: Modele samolotów



Olivier Whitmore - 2017-12-11, 18:59

F.P.T.P. i Bractwo działają ze sobą praktycznie od samego powstania obu organizacji. Do organizacji często zgłaszali się mutanci poszukujący pomocy, a oni kontaktowali się wtedy z Bractwem. Wiadomo było, że cały czas są pod lupą i wszyscy ważniejsi członkowie są obserwowani praktycznie przez cały czas. Często wykorzystywano zwykłych szarych ludzi do kontaktów, naprawdę rzadko się zdarzało żeby ktoś z wyższej półki stawiał się osobiście. Sytuacja zmieniła się kilkanaście dni temu kiedy zginęła założycielka i przywódczyni bractwa Yvonne. Teraz każdy mógł być na celowniku, dlatego F.P.T.P. postanowiło się na chwilę obecną wycofać z jakichkolwiek kontaktów. Gerthrude nie chciała aby którykolwiek z jej przyjaciół ucierpiał.

Oczywiście sytuacja Olliego w organizacji była trochę inna. Sam był mutantem, wiedział jak bardzo mają oni obecnie przesrane. Ciągła nagonka, cały czas trzeba uciekać i się ukrywać. On był na wygranej sytuacji. Nikt nie wiedział o tym że ma aktywny gen X. Z jednej strony sam pilnował tego, żeby się nie ujawniać, z drugiej, czuł że w tym wszystkim mógł maczać palce jego ojciec. Na pewno nie byłoby mu na rękę, gdyby całe miasto dowiedziałoby się, że jego dzieci są mutantami.

To właśnie z tego względu postanowił spotkać się z Naomi, która napisała do niego chwilę temu. Wiedział jak bardzo ważna jest dla niej ta sprawa, tak samo jak dla niego. Inaczej sama by się nie odezwała. Postanowił nagiąć trochę reguły i spotkać się z nią osobiście. Miał nadzieję, że wszystko ułoży się bez żadnych większych komplikacji. Kiedy zakończyli wymianę wiadomości, ubrał się i udał się na miejsce spotkania. Samoloty w Westcrest Park, nie były zbyt uczęszczanym przez ludzi miejscem, dlatego pomyślał, że to będzie idealne miejsce.

Anonymous - 2017-12-11, 21:44

Naomi szła na to spotkanie z sercem w gardle. Starała się przemykać bocznymi uliczkami, dodatkowo mając na głowie kaptur - ogólnie była ciemno ubrana, a nuż udałoby się jej przetrwać - ale i tak czuła ten niepokój, że zaraz ktoś złapie ją za ramię i zaciągnie do więzienia, albo jeszcze gorzej. W sumie czuła się tak do pamiętnego wybuchu, jakby cały czas miała kogoś na karku i czuła jego oddech na skórze. Chociaż pewnie większość ściganych mutantów się tak czuła, ale co się dziwić, kiedy, cóż, byli ścigani?
Jakoś nie uśmiechało jej się spędzenie reszty swojego życia w więzieniu, dlatego była wyjątkowo ostrożna ostatnimi dniami, jednak musiała wiedzieć, czy nie ma żadnych nowych informacji. Bo może, tak ciupinkę, mogłoby się okazać, że jej chłopak wydostał się z więzienia? Aż ją dreszcz przeszedł na tę myśl, ale bardziej przerażenia, niż jednak radości. Powędrowała więc myślami do organizacji mającej dumną nazwę From People to People - była ona przyjazna mutantom i współpracowała z Bractwem, za co ono było jej wdzięczne, jednak Naomi wiedziała, że nic nie trwa wiecznie. Bo ile czasu tak naprawdę byłoby trzeba, żeby rozbić F.P.T.P? Ile czasu rząd potrzebowałby, żeby tak solidnie się do nich dobrać i na dobre uniemożliwić im pomoc mutantom? Mało ludzi tak jak członkowie tej organizacji ich wspierali. Zbyt mało. Większość i tak była przeciwna samemu istnieniu odmiennych, tych z mocami. Bali się? Brzydzili? Naomi do dzisiaj nie wiedziała. Może nawet nie chciała wiedzieć.
Szczerze ucieszyła się, gdy Olivier zgodził się na spotkanie z nią. Wiedziała, że teraz mieli cięższą sytuację, więc nie dziwiła się, że rzadko kiedy kontaktowali się z Bractwem, ale Ollie wiedział, że to jest dla niej ważne - dla niego chyba też tak samo było. Po wysłaniu ostatniej wiadomości prędko zebrała się z siedziby Bractwa i zanim ktokolwiek ją powstrzymał, wymknęła się na zewnątrz. W sumie dawno nie opuszczała siedziby, bo jakoś tak nikt ostatnimi czasy nie potrzebował ich znaleźć, a żywności na razie mieli wystarczająco, więc jej dni mijały na trenowaniu albo na lenieniu się, tudzież pomaganiu innym w jakichś drobnych sprawach. Tak szczerze, tęskno jej się zrobiło za zwyczajnie spędzonym popołudniem na spacerze albo na innej przyziemnej czynności. Z jednej strony cieszyła się, że ma moc, a z drugiej brakowało jej chwil, gdy mogła normalnie udać się do sklepu bez obawy, że wpadnie. Szybko dotarła na miejsce spotkania, naciągając kaptur jeszcze głębiej i równie prędko wypatrzyła Oliviera - podeszła do niego spokojnym krokiem, nadal utrzymując pozory, że wszystko jest w porządku.
- Cześć. Dzięki, że przyszedłeś - powiedziała, gdy była już odpowiednio blisko i uniosła wzrok, przypatrując mu się uważnie.

Olivier Whitmore - 2017-12-12, 00:46

Ollie stał pomiędzy samolotami, otwarty teren ułatwiał mu sprawdzenie bezpieczeństwa. Widział i słyszał wszystko co dzieję się w okolicy. Pewnie zbyt wiele by mu to nie pomogło, gdyby teraz ktoś postanowił go zaatakować. Nie posiadał on super szybkości, ani żadnej mocy w tym stylu. Więc po prostu wcześniej niż inni słyszał by, że jest głęboko w dupie. Ewentualnie jak będzie miał kogoś do pomocy, to może uda mu się uratować tyłek. Może i jest bardzo wysportowany i potrafi się bić, ale jakby nagle przyszło D.O.G.S., raczej nie miałby z nimi większych szans.

W pewnym momencie w oddali usłyszał, że ktoś się zbliża w jego stronę. Jedna osoba, po krokach było słychać, że jest dość drobna. Raczej kobieta. Pewnie to była właśnie ta osoba, która chciała się ze mną spotkać. Pisali wiadomości, Ollie nie miał pojęcia z kim się spotka. Jakby nie patrzeć, był dosyć odważny, a może raczej głupi. No cóż, raz się przecież żyje.

- Witam. - Ollie uważnie przyjrzał się kobiecie, która do niego podeszła. Mała blondyneczka, ubrana na ciemno, z kapturem na głowie, spod którego uciekały jej pasma włosów. Nigdy wcześniej jej nie widział, w sumie jedyną osobą typowo z bractwa, którą kiedykolwiek spotkał, to było jednorazowe spotkanie z Yvonne. W większości przypadków kontaktowali się przez informatorów, czyżby nowe rządy i nowe zasady? - Jestem Olivier. - dziewczyna pewnie to wiedziała, ale przecież nie wypadałoby się nie przedstawić. Zmierzył ją od stóp do czubka głowy, musiał wiedzieć czy nie czeka go żadna dziwna niespodzianka. Nie mógł za bardzo używać swoich zdolności, żeby dokładnie ją sprawdzić, ponieważ cały czas nasłuchiwał czy nikt do nich nie podchodzi. - Mam nadzieję, że to coś pilnego, skoro tak bardzo narażasz nasze życia. - powiedział uśmiechając się do niej. Jak to mówią, kto nie ryzykuje ten szampana nie pije!

Anonymous - 2017-12-15, 20:49

Naomi długo i uważnie przyglądała się mężczyźnie, zanim w ogóle ruszyła się lub odezwała. Musiała być pewna, że nie jest to nikt z rządu - oboje dużo ryzykowali, a Naomi niespecjalnie mogła sobie teraz pozwolić na to, żeby ją pojmano.
I w sumie chyba nie chciała, żeby ją pojmano.
Jej mięśnie były cały czas napięte, a ona rzeczywiście przypominała posąg, bo przecież tylko stała i gapiła się na faceta, w głowie przygotowując sobie ewentualny plan ucieczki. Gdyby coś, mogłaby zrzucić na niego któryś model samolotu, albo kilka. Nie miała jednak wielkiego pola do popisu, bo jedyne, czym mogłaby rzucić, to właśnie słupki modeli - nie widziała nic innego, a przecież nie miała super zmysłów, więc ciemność wcale nie ułatwiała jej zadania.
Wbrew temu, co oczekiwała, nieznajomy przedstawił się jej. Zalała ją fala zaskoczenia, choć nie wiedziała, czy to jego prawdziwe imię - ale zdecydowanie nie spodziewała się, że poda jej jakiekolwiek. Sama zamierzała używać tylko swojego pseudonimu, tak na wszelki wypadek. Kiwnęła powoli głową, ale znowu minęła chwila, zanim zdecydowała się odezwać.
- Jestem Poltergeist - odparła, utrzymując spokojny ton głosu i szybkim ruchem odgarnęła włosy z twarzy, jednak nie zdejmowała kaptura. Nie musiała. Nie chciała. Nie miała zamiaru (pewnie jednak inaczej by myślała, gdyby wiedziała, że Olivier i tak widzi jej twarz). - Wybacz, że nie podam imienia, ale wiesz, lubię swoje życie.
Uniosła lekko brew, gdy stwierdził, że oboje ryzykują swoje życia. Tak naprawdę wiedziała tylko, że jest z FPTP. Czym on właściwie ryzykował? Samo rozmawianie z mutantami nie było zakazane, a ktokolwiek by ich nakrył, potrzebowałby chwili, żeby rozpoznać Naomi. Chwili, którą ona zdecydowanie wykorzystałaby na ogłuszenie i Oliviera, i ewentualnego napastnika. Nie mogła ryzykować, a tym samym dostarczała wymówki koledze, że oni tylko rozmawiali i nie wiedział, że go zaatakuje. Prawda?
- Dla mnie jest to bardzo pilne. Pewnie uznasz to za bzdurę, czy coś. Nie wiem, nie znam Cię. - wzruszyła ramionami, robiąc lekki krok w tył i odwracając głowę w bok, żeby sprawdzić teren. - Szukam innych. Jako, że masz większe, hm, wolne pole działania, niż ja i w sumie nie chowasz się jak szczur po kątach, to pewnie wiesz więcej, niż ja. Nie słyszałeś nic? Żadnych ucieczek, żadnych wypadków, żadnych innych mutantów? Dla nas to bardzo ważne. Szczególnie teraz. Więc jeżeli cokolwiek wiesz, to byłoby naprawdę super, gdybyś się zechciał podzielić.
Rzuciła mu jeszcze uśmiech, ale nawet nie starała się ukrywać, że jest zmęczona tym wszystkim. A sam uśmiech był blady i ledwo widoczny, ale cóż, chyba lepszy taki niż żaden, co nie?

Olivier Whitmore - 2017-12-16, 08:46

To było dosyć niekomfortowe spotkanie. Tak właściwie to żadne z nich nie chciało tu być. Niestety było zbyt niebezpiecznie żeby wykorzystać informatorów. Od razu było po Niej widać, że wyjątkowo bardzo zależy jej na nowych informacjach. Wielu mutantów musiało uciekać, byli poszukiwani i prześladowani. Większość z nich straciła rodziny, ponieważ musieli opuścić swoje domy, aby reszta rodziny była bezpieczna. Wiadomo, że byli długi czas męczeni, przesłuchiwani i cały czas na podglądzie rządu, ale przynajmniej nie byli narażeni na żadne większe ataki. Możliwe więc było, że również ona kogoś straciła uciekając przed rządem. Może właśnie dlatego jej tak bardzo zależało na kolejnych informacjach. - W ostatnim czasie, po wydarzeniach w Bractwie zrobiło się poruszenie. - Ollie przyglądał jej się uważnie - Wielu informatorów się wycofało, więc ludzie nie mają gdzie szukać schronienia dla siebie i swoich rodzin. - Chłopak zaczął grzebać w kieszeni, co od razu przykuło uwagę Poltergeist. W końcu nie mogła wiedzieć co on stamtąd zamierza wyciągnąć. Na szczęście był to mały kawałeczek kartki, zapisany z obu stron. - Tutaj masz listę imion młodych mutantów, którzy ostatnio błąkali się po Seattle. - wręczył jej kartę, wskazując palcem na listę - Masz tam też ostatnie lokalizacje w jakich ich widziano. - Widać było po jej minie, że to co właśnie zobaczyła nie bardzo ją satysfakcjonowało. Na szczęście to nie było jeszcze wszystko. Złapał kartkę i odwrócił ją na drugą stronę. - Tutaj masz natomiast coś bardzo ciekawego. - Z tej strony widniał zapis kilku lokalizacji, które znajdowały się w Kanadzie. - Za naszą wspaniałą północną granicą ostatnio się dzieje. - uśmiechnął się do niej - Wielu naszych próbuje tam uciekać, niestety właśnie wtedy najczęściej są łapani. - mówił wspominając kilku mutantów, którzy za wszelką cenę chcieli przenieść się do Kanady, a skończyli w więzieniach D.O.G.S.'ów. - Ostatnio jednak, głośno było o małej grupce mutantów, która próbowała przedostać się na naszą stronę. - kontynuował - Podobno przedostali się do Kanady uciekając z Londynu, a teraz chcieli by się dostać właśnie tutaj. - wskazywał kolejne pozycje na liście. - Nie ma żadnych konkretnych informacji na temat ich danych, to jest wszystko co wiemy. - Od razu dało się zauważyć że po użyciu słowa Londyn, zainteresowanie dziewczyny podskoczyło o jakieś miliom procent. Być może właśnie dostała informacje, na które tak bardzo czekała. - Podobno zatrzymali się w Vancouver.
Anonymous - 2017-12-24, 09:35

- No tak, po śmierci Yvonne Bractwo jest nieco rozbite - powiedziała, nieco krzywiąc się z niesmakiem, gdy musiała to wspomnieć. Słyszała dużo o Yvonne, choć rzadko kiedy ją widziała, więc jej śmierć też ją przygnębiła. Może to właśnie dlatego, przez śmierć matki, Colleen zachowywała się tak, jak się zachowywała? Naomi przestała skupiać wzrok na Olivierze dosłownie na chwilę, ale wtedy sięgnął do swojej kieszeni i instynktownie spięła się, unosząc nawet dłoń, by w razie czego móc się bronić.
Ale on wyciągnął jakąś... Kartkę. Ukryła ulgę, która chciała wypłynąć jej na twarz i opuściła rękę, z większym zainteresowaniem już przyglądając się, co takiego ciekawego miał na swojej karteluszce. Jej nadzieje wysoko się wzniosły, lecz tylko po to, żeby opaść. Była wdzięczna za te informacje, pewnie, ale... Nie tego chciała. Nie tego się spodziewała. Tak, Naomi nadal desperacko poszukiwała swojej grupy z Portland, bo tam osiedli się nadłużej, ale za każdym razem, gdy wydawało jej się, że ma jakiś trop, ten okazywał się być fałszywy lub nic nieznaczący. Nie wiedziała nawet, czy nadal byli w Seattle! Kiedyś próbowała na własną rękę szukać też swojego chłopaka, ale zbyt bardzo się bała rządu, bo zapewne tam trafił. Nic nie wiedziała i to ją niemiłosiernie irytowało.
Kanada. Londyn. Na te słowa zwróciła szeroko otwarte oczy na Oliviera, zapominając całkowicie o trzymaniu spokojnej twarzy. Czy to mogli być oni? Nawet jeżeli nie, to łatwo było jej w to wierzyć, a nie rozważać, czy przypadkiem w Londynie nie było większej grupy mutantów, których nie zdołała zgarnąć.
- Vancouver... - powtórzyła cicho, niemalże delikatnie wyjmując kartkę z rąk Oliviera i wpatrując się w te informacje długą chwilę. - Do Vancouver nie dam rady. Trzeba ich poszukać.
Widać było, że mówiła do siebie, nawet zrobiła kilka kroków w tył, potrząsając głową, jakby sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Ale jak? Do granicy wolę się nie zbliżać. Colleen mnie nigdy nie puści, a jakoś nie mam ochoty tracić stanowiska.
Momentalnie spojrzała na Oliviera, znowu do niego podchodząc. On mógł pomóc. Należał do FPTP, prawda? Czyli prawdopodobnie był człowiekiem.
- Możesz przekroczyć granicę - mruknęła, kręcąc znowu głową. - Ciebie nie będą próbowali łapać, prawda?

Viggo Hetfield - 2018-07-23, 19:32

/po tym wszystkim tamtym.
W życiu mężczyzny ostatnio dużo się działo. Powrót przyjaciela, niespodziewana lokatorka, jak i zapatrywanie się na nowy biznes w który miał wejść... Viggo musiał to naprawdę dobrze przemyśleć, w końcu bardzo dużo ryzykował nie mniej zysk, jaki mógłby z tego wyniknąć wydawał się być, hm delikatnie mówiąc pociągający. Barman musiał to jednak dokładnie przemyśleć, rozważyć wszystkie za i przeciw i znaleźć odpowiedni sposób działania, w końcu jeśli ktoś ich nakryje z pewnością nie będzie ciekawie. Dlatego też tego słonecznego dnia mężczyzna wybrał się na spacer do parku, nogi same powiodły go w okolice modeli samolotów, tych które tak bardzo zawsze go śmieszyły, nie raz zastanawiał się, czy ten wątpliwej zdolności artysta kiedykolwiek widział cokolwiek takiego jak samolot. Mężczyzna usiadł na ławce, odpalił papierosa po czym pogrążył się w swoich rozmyślaniach.

Mistrz Gry - 2018-07-23, 19:48

W taki uroczy, słoneczny i ciepły dzień nie tylko drogi pan Hetfield postanowił sobie poodpoczywać na łonie natury wśród wątpliwej jakości sztuki. Co jakiś czas na drodze przed nim przemykali kolejni przechodnie - samotnie, zauroczonymi parkami, czy szczęśliwymi rodzinami. To nie było nic nadzwyczajnego, gdy leniwy dzień wyganiał ludzi poza ich bezpieczne domy.
Można by się wręcz zatracić w tak dobrej rzeczywistości, gdzie nie wyszukujesz na każdym kroku wroga, patroli czy kamer - bo o dziwo tutaj ich brakowało. Można więc było z czystym sumieniem oddać się wszechogarniającej spokojnej ciszy, przerywanej jedynie szumem drzew i świergotem ptaków...
No, przynajmniej do czasu, aż spod rzeźb dało się usłyszeć specyficzny dźwięk przypominający burczenie, wydawany przez jakieś dziecko, które widocznie udawało samolot. Ile to mogło mieć lat? Dwa, może trzy? Nie znałeś się na dzieciach, więc trudno było Ci przyswoić fakt, że coś tak maleńkiego może być w wieku przedszkolnym! Ale było ubrane na różowo, więc to chyba dziewczynka? Z tej odległości ciężko było Ci to powiedzieć...
Mogłeś próbować ignorować tę irytującą brzęczawkę, jednak w pewnym momencie, na Twoich oczach, przywaliła ona z rozbiegu w jeden ze słupów, na których znajdowało się jedno z dzieł sztuki. Z małego noska dziecięcia zaczęła lecieć krew, a z gardła wyrwał się głośny płacz.
Halo?
Gdzie są rodzice?
Rozglądając się po okolicy nie udało Ci się dostrzec absolutnie nikogo. Nikt nie zareagował na krzywdę dziecka, które teraz siedziało pod słupem, brudząc swoją nową sukienkę wciąż kapiącą po buzi szkarłatną mazią, wymieszaną już ze smutnymi, krokodylimi łzami...

Viggo Hetfield - 2018-07-23, 20:15

Och ten dzień byłby piękny i dla mężczyzny gdyby nie fakt że jakieś dziecko pojawiło się w jego otoczeniu. Mężczyzna nigdy nie znosił dzieci, były głośne, brudne i większość z nich nie potrafiła przynieść mu browara z lodówki, co tu mówić o aportowaniu... Trzydziestotrzyletni letni mężczyzna w całym swoim długim życiu nigdy nie miał styczności z dziećmi, do 12 roku życia w jego otoczeniu byli tylko dorośli i rówieśnicy a po tym czasie... Cóż chyba nigdy nie wrócił do stuprocentowej stabilizacji psychicznej. Owszem miał kobiety, ba nawet bardzo dużo tych kobiet z żadną nie spędził jednak więcej niż kilka dni. Jego matka, po tym co mu się przytrafiło, postanowiła z nikim się już nie wiązać, w końcu blizny na ciele mężczyzny były spowodowane podejrzanymi kontaktami jego ojczulka. Mężczyzna rozejrzał się paląc papierosa, szukał wzrokiem właścicieli tego dzieciaka tylko po to by ich opierdolić że jak nie umieją tego wychować to powinni trzymać to na smyczy albo w jakimś pudełku czy czymś. Nie widział jednak żadnych ludzi, może było to bezpańskie dziecko? Chyba są jakieś schroniska dla nich, nie?
Wszystko byłoby okej gdyby nie to, że mało inteligentne stworzenie wyrżnęło twarzą w słup. Mężczyzna zaśmiał się cicho, cóż takie wypadki śmieszą większość ludzi, najwidoczniej malcowi musiała nawalić nawigacja czy na co one tam działają. Dziecko zaczęło ryczeć,a Viggo starał się to ignorować, w końcu to nie jego czyż nie? Nikt jednak nie przychodził a z małej twarzyczki zaczęła lać się krew. W tym momencie w mężczyźnie coś pękło. Przypomniał sobie jak on modlił się by ktoś mu pomógł przez te przeklęte cztery miesiące gdy służył za ostrzałkę do noży... A weź się pierdol Hetfield
Norweg zgasił papierosa po czym przegrzebał kieszenie, miał ze sobą butelkę wody i jakieś chusteczki to też nie miał jak się już wymigać i ruszył na pomoc małej... Dziewczynce? No pięknie, jedyne co miał wspólnego z dziewczynkami to, to jak je wyrwać i zaliczyć i żadna nie miała poniżej 18 lat a ta panienka mogła mieć maksymalnie z pięć. Viggo przykucnął przy dziewczynce i uśmiechnął się, mając nadzieję że nie wystraszy jej tymi wszystkimi tatuażami i bliznami.
- Hej mała... potrzebujesz pomocy?- gratulujemy panie Hetfield idiotyzmu, widziałeś przecież jak przyjebała o ten słup. - Jak się nazywasz? Ja jestem Viggo..- powiedział wyciagając do niej dłoń, a może powinien dać jej ją powąchać?

Mistrz Gry - 2018-07-23, 21:46

W tym momencie maleństwo było zbyt zaaferowane krzywdą, jaka je spotkała, by przerazić się byle prawie dwumetrowym dryblasem, przypominającym jedną wielką bliznę. To jej maleńki, śliczny nosek właśnie krwawił i to jej kręciło się teraz w głowie.
Gdy jednak otrzymała chwilę atencji, jej płacz zdawał się nieco stracić na sile, przez co chociaż już nie piszczał Ci w uszach. Dziewczynka niemal machinalnie wyciągnęła swoje rączki ku górze, kiwając jedynie potwierdzająco głową na pytanie o pomoc. Bardzo potrzebowała teraz pocieszenia i zatamowania wciąż cieknącej krwi z jej nozdrzy. W tym wszystkim chyba nawet sama zdawała się zapomnieć o tym, że powinna raczej szukać swoich rodziców i nie rozmawiać z obcymi. A może rodzice jej nigdy nie nauczyli, że nie powinna tego robić?
Zainicjowanie rozmowy, nawet przez to głupie pytanie o imię z pewnością było dobrym posunięciem, bo dzieciątko mogło skupić się na czymś innym, niż wciąż spływająca ciecz po jej buźce. Aż czasem trudno było uwierzyć, jak łatwo odwrócić uwagę dzieci od nieszczęść...
- Cześć Viggo... - Mruknęła, smutno pociągając noskiem. A kto kiedyś zrobił coś takiego, podczas krwawienia, z pewnością wie, że nie jest to dobry pomysł - specyficzny smak metalu uderzył dziewczynkę wyjątkowo mocno, przez co próbowała odkaszlnąć, tylko wzmagając szkarłatny wodospad. Nie powstrzymało jej to jednak przed przedstawieniem się - jak kultura nakazuje!
- Annika. - Wyrzuciła w końcu z siebie, skupiając swój wzrok na Twojej dłoni, która właśnie zmierzała w jej kierunku. Wystarczył ten ułamek sekundy, by jej oczy się zaświeciły a cały smutek zdawał się uciekać w siną dal. - Co to jest? - Zapytała, wyraźnie zaciekawiona, zarówno Twoimi bliznami jak i tatuażami, które rozciągały się na Twojej skórze...

Viggo Hetfield - 2018-07-23, 23:09

Gdy dziewczynka wyciągnęła do niego rączki nie wiedział co powinien zrobić. Poklepać po łebku? Dać smakołyka? Rzucić patyk? A może zrobić zastrzyk w łapę? Viggo kurwa to nie pies... skarcił się w myślach po czym zrezygnowany wziął dziewczynkę na ręce, to uczucie było dziwne. Miał wrażenie jakby ktoś dorzucił mu LSD do krwioobiegu. Mężczyzna przeniósł ją na ławkę, na której ją postawił i znów przyklęknął. Nie przeszkadzało mu to, że jego koszulka byłą teraz pokryta plamkami jego krwi, no w końcu choć raz w życiu zrobił coś dobrego! A może drugi?
Mężczyzna uśmiechnął się gdy się do niego odezwała i przestała płakać, cóż przynajmniej to udało mu się osiągnąć, teraz tylko zatamować tą krew, znaleźć i opierdolić rodziców i będzie mógł okrzyknąć się mianem wcale nie anty bohatera! A może zrobią nawet o nim film? Kto wie. Gdy dziewczynka pociągnęła nosem mężczyzna cmoknął z niezadowoleniem.
- Nie rób tak dobrze? Przez to krew mocniej Ci leci.- powiedział powoli i spokojnie przyglądając się dziecku. Wyjął z kieszeni butelkę wody i chusteczki po czym zmoczył jedną z nich.
- Piękne masz imię. - w końcu jak mogło mu się nie podobać imię które zwykł słyszeć naprawdę często w swoich rodzinnych stronach. No masz ci babo placek, jak miał wytłumaczyć małej dziewczynce co to są tortury? Albo na czym polega znęcanie się nad ludźmi... No chyba nie tędy droga.
- Opowiem Ci jak coś dla mnie zrobisz. Muszę ścisnąć ci nosek żeby zatamować krew, to może trochę boleć ale musisz być dzielna Anniko dobrze? Opowiem Ci w tym czasie o tym co mam na ręce. - Mężczyzna przyglądał się jej z zaciekawieniem, bał się że jeśli dziewczynka poczuje ból będzie próbowała go ugryźć czy coś, no nie wiedział jak dzieci działają. Gdy dziewczynka przystała na tę propozycję mężczyzna wskazał palcem na swój tatuaż. - To jest tatuaż.. - w tym momencie przyłożył chusteczkę do nosa dziewczyny i go ścisnął by zatamować krwotok, na szczęście u dzieci potrzebne były tylko dwie minuty - Tatuaże to takie obrazki które ludzie robią sobie na ciele żeby je ozdobić. - powiedział spokojnie wyciągając wolną rękę przed dziewczynkę, powoli ją obracając by mała mogła obejrzeć tatuaże.- Jeszcze tylko chwilka, tak trzymaj ! Jesteś bardzo dzielna wiesz? - pocieszył ją trochę po czym jedynym palcem którym nie trzymał jej nosa wskazał na bliznę na swojej ręce - A to są blizny, to takie ślady po wypadkach, dlatego musisz uważać jak się bawisz żeby ich nie mieć.- no kurwa, panie Hetfiled chyba dobrze ci idzie ! A ta elokwencja ! Mężczyzna odjął dłoń od noska dziewczynki, sprawdzając czy nadal cieknie jej krew.

Mistrz Gry - 2018-07-27, 11:31

Dziewczę dało się ponieść na tę ławkę bez większych sprzeciwów, a chyba nawet była tym faktem zachwycona - w końcu jeszcze nigdy nie znajdowała się tak wysoko! To prawie, jakby sama teraz była tym latającym samolotem, unoszącym się tak wysoko na niebie. Wszelkie smutki ginęły w obliczu tak wielkich radości a o wszelkich bolączkach można było zapomnieć!
Dziewczynka też, mimo swojego młodego wieku, zdawała się bardzo wiele rozumieć. Dlatego na prośbę, by więcej nosem nie ciągnąć pokiwała ze zrozumieniem główką, jednocześnie przecierając swój nos rękawem - na którym zostały smutne smarki i krew. Ale za to jaki uśmiech zagościł na jej twarzy, gdy usłyszała tai komplement!
- Wiem... - Odparła z tym dziwnym, nieco nienaturalnym uśmiechem, jaki pokazują dzieci gdy są nazbyt pewne siebie. - Twoje jest za to śmieszne. Kojarzy mi się z piosenką! - Dodała po chwili, mimowolnie zamieniając płacz na chichot. Och, jak dobrze że dzieci tak szybko zapominają o wszystkim co złe! W tej też chcwili zaczęła radośnie nucić pod swoim noskiem tak dobrze nam znane "Wiggle", nawet mimo tego, że przecież nie znała do tego słów. W czym jej to jednak miało przeszkodzić?
Po chwili jednak dostała bardzo trudną misję, od której zależało, czy jej ciekawość zostanie zaspokojona, to też pokiwała z pewnością głową na znak zgody za ten układ. Gdy jednak chusteczka dotknęła jej nosa, ta, jakby mimowolnie i z przyzwyczajenia próbowała wydmuchać swój noc, powodując tylko rozbryzg krwi, zanim płatki jej noska zostały ściśnięte. Cóż... Tyle dobrze, że już tego nie powtórzy.
- Przepraszam. - Powiedziała, zerkając swoimi wielkimi, niebieskimi oczętami prosto na Twoją twarz. No jakaż ona była urocza! Nawet, jeśli prawie wszystko miała już uwalone własnymi płynami ustrojowymi. Jakim cudem w ogóle dziecko mogło naprodukować tego tyle?
Słuchała jednak z zaciekawieniem, prawie, jakby była zahipnotyzowana każdego słowa. Łał. akie to łądne ozdóbki. Ciekawe, czy jej mama również pozwoli ozdobić sobie ciało takimi obrazkami?
Ostatnie zdanie jednak wywołało na jej buźce nie lada niezadowolenie, gdy jej brwi się zmarszczyły, a usta ułożyły w kwaśny dziubek.
- Mama mówiła co innego! - Odparła z pewnością w głosie, po czym zdjęła ze swoim pleców mały puchaty plecaczek przypominający pluszaka, gdy tylko odsunąłeś od niej swoją dłoń. Krwawienie to nie było jednak na tyle poważne, na ile mogło wcześniej wyglądać, bo zdawało się, że już nie ma po nim śladu - no, może poza zasychającymi już plamami na jej skórze i waszych ubraniach.
Rozpinając zamek Anika wyciągnęła z pluszowego wnętrza niewielki kartonik, z którego dobyła niewielką bletkę. Swoimi mało sprawnymi rączkami, rozerwała ją, a Twoim oczom mógł się ukazać mały różowy plasterek z grafikami rodem z tych dziewczyńskich bajek disneya. Maleństwo odkleiło zabezpieczenie na kleju, wypuszczając je gdzieś na ziemię, a sam plasterek nakleiła na Twojej dłoni, na jednej z blizn, po czym zaczęła się drapać po własnej brodzie.
- Chyba jest za mały. - Stwierdziła z dziwną powagą wciąż przyglądając się Twojej ręce i wszystkim bliznom, które wybijały się spod tatuaży...

Viggo Hetfield - 2018-07-28, 15:54

Mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie widząc iż udało mu się rozchmurzyć dziewczynkę i sprawić, by przestała płakać. W końcu nie ma nic bardziej irytującego niż ostatni papieros w paczce, końcówka wódki i płacz dzieciaka. Gdy dziewczynka zaczęła śpiewać tę piosenkę w pierwszej chwili miał ochotę rozbić jej te nos do końca, każdy kto się z niego nabijał zwykle tak kończył ale ona... Ona była w tym wszystkim taka urocza, no i w końcu nie płakała! Uśmiechnął się tylko, pozwalając jej pośpiewać a gdy skończyła nawet jej zaklaskał! Taki był dziś łaskawy a co !
Gdy Annika tak się w niego wpatrywała tymi wielkimi, niebieskimi oczami poczuł ukłucie ciepła w serduszku, ciepła którego nie czuł od dawna.. I gdyby nie to jakim skurwiałym i podstępnym typkiem był mógłby nawet mieć takie własne coś. Bo to śmieszne, da się sztuczek nauczyć a i w przyszłości zarobi na emeryturę... Pomińmy fakt że Viggo pewnie jej nie dożyje, w końcu jakim cudem miałby dożyć do tego dnia ? Przy jego biznesach jak i trybie życia było to raczej mało prawdopodobne... Takie stare psy jak on nie uczą się nowych sztuczek.
Mężczyzna przyjrzał się dziewczynce.
- Tak? A co mówiła Twoja mama? - spytał z zaciekawieniem po czym wyrzucił chusteczkę, wyjął kolejną i ją również zmoczył wodą - Wytrzemy ci trochę twarz, co? Będziesz wtedy najpiękniejsza w okolicy...- powiedział starając się ją do tego przekonać po czym, jeśli mu pozwoliła wytarł jej buzię z zaschniętej krwi, przynajmniej na tyle na ile cało się to zrobić mokrą chusteczką.
Gdy zdjęła swój plecaczek przyglądał się uważnie co robi, a na widok różowego plasterka zaśmiał się cicho. No cóż, czego nie robi się dla dzieci... W tej chwili znów zaczął rozważać czy jednak pies nie jest lepszą opcją.. Musiał przyznać iż dziewczynka go zaskoczyła. Większość osób krzywiło się ze wstrętem na widok jego blizn, odwracało wzrok a ona... Ona wydawała się być nimi naprawdę zainteresowana i wcale nie zaczęła płakać na ich widok.
Mężczyzna uśmiechnął się widząc jak dziewczynka nakleja plasterek na jego bliznę po czym z powagą stwierdza że jest za mały. Mężczyzna zmierzwił jej włosy.
- Potrzebowalibyśmy ich więcej żeby je zakryć, wiesz? - mężczyzna odpowiedział po czym wyprostował się i rozejrzał dookoła. Niestety nie zauważył nikogo dorosłego w okolicy.
- A tak w ogóle, gdzie twoja mama? Powinniśmy jej poszukać, wiesz?- powiedział znów przyglądając się małej. No wypadałoby znaleźć jej właściciela, nawet jeśli był na tyle głupi by puścić ją luzem i bez smyczy. Wiedział jednak że niedługo pewnie właściciel zacznie jej szukać, a on nie był osobą z którą chciałoby się zobaczyć swoją córkę gdy miała lat 18, tym bardziej gdy dziecko nie miało nawet lat dziesięciu.

Mistrz Gry - 2018-07-29, 16:13

Dziewczynka dzielnie trwała, tak, jak została poproszona, starając się nie dmuchać nosem, jednak wciąż mając ściągnięte ku sobie brwi, przez co musiała wyglądać nawet zabawnie.
- Mama zawsze mówiła, że jak się podmucha albo ucałuje, to do weselenia się zagoi! - Stwierdziła z niezwykłą pewnością w głosie, nawet nie zdając sobie sprawy z błędu, jaki właśnie popełniła. - Tobie mama nie dmuchała na ałki? - zapytała po chwili, już wyraźnie zmartwiona. Jak tak można, na takie paskudne zranienia nie dmuchać, i pozwolić im w takie blizny się przeobrazić!
Szybko jednak jej kwaśna mina ustąpiła miejsca uśmiechowi, gdy tylko usłyszała, że może zostać najpiękniejsza.
- Yhym! - Odparła, pokazując Ci swój szczerbaty uśmiech, po czym zacisnęła swoje usta w wąską kreskę tak, by zwilżona chusteczka nie daj borze tucholski jej do ust nie wpadła. Bez większego problemu dała sobie wytrzeć całą buźkę i w sumie rzeczywiście – całkiem ładna dziewczynka z niej była. Nawet, jeśli nos miała teraz prawdopodobnie lekko przetrącony...
Dziewczę zachichotało radośnie, gdy jej i tak roztrzepana fryzurka została zmierzwiona jeszcze bardziej. Widać, tego typu gesty wcale jej nie przeszkadzały. Spokoju jej jednak nie dawał fakt, że jeden plasterek to może być zdecydowanie za mało na tak liczne i rozległe blizny.
Jej buźka przybrała wyraz głębokiego rozważania i walki z samą sobą, przez przymrużenie powiek i ściągnięcia ust w wąski dzióbek. Po chwili jednak wyprostowała rączkę, w której dalej znajdował się kartonik z opatrunkami.
- To proszę. Bardziej Ci się przydadzą. - Rzuciła z rozbrajającym uśmiechem, wierząc, że to naprawdę może coś dać. Chociaż kto wie? Może ten drobny gest małego dziecka rozwieje chmury zbierające się w sercu starego Hetfielda?
W tej też chwili zarzuciła na swoje ramiona swój pluszowy plecaczek i zeskoczyła zgrabnym ruchem z ławki, po czym również zaczęła się rozglądać po okolicy.
- Nie wiem. - Odpowiedziała lekko, jakby właśnie została spytana o to, co jadła na śniadanie. - Byłam z mamą i tatą na ławeczkach, z takimi daszkami i zobaczyłam samoloty. Lubię samoloty to chciałam je zobaczyć blisko. - Dodała po chwili, umieszczając swój palec wskazujący na własnych ustach i zastanawiając się przez krótką sekundę. Nie minął jednak nawet moment, gdy maleństwo próbowało Cię złapać za rękę, czy też palec, i pociągnąć w kierunku, z którego – jak miałeś wrażenie – musiała przybiec. - Zaprowadzisz mnie do mamy? - Zapytała, spoglądając tymi swoimi wielkimi oczyskami do góry. Cóż. Musiała teraz wyglądać, niczym kot ze Shreka...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group