To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Westcrest Park - Ścieżka w lesie

The Gifted - 2017-11-23, 14:28
Temat postu: Ścieżka w lesie



Jeremy Blood - 2017-12-11, 14:08

Podążałem powoli ścieżką ubrany w czarne sportowe buty, jasnoniebieskie dżinsy które opinały moje nogi i tyłek oraz szmaragdową koszulkę na krótki rękaw na którą zarzuciłem nową czarną ramoneskę. Na jednym ramieniu miałem zawieszoną dużą ciemnoniebieską torbę w której leżała zwinięta Tessi. Nie wypuszczałem jej z torby więc nie bałem się że kogoś ukąsi a jej też przecież należy się trochę świeżego powietrza. Obserwowałem przyrodę mnie otaczającą oddychając głęboko rześkim leśnym powietrzem. Takie coś naprawdę poprawiało człowiekowi nastrój po ciężkim tygodniu w pracy. Na moje usta wpłynął delikatny uśmiech.
Rosario Acosta - 2017-12-11, 14:50

Odwiedziła rodziców w Seattle, bo na święta nie przyjechała, na sylwestra siedziała w dziupli, obserwując miejsce przerzutu narkotyków, więc dopiero teraz udało jej się znaleźć chwilę dla rodziny, co okazało się kompletną porażką. Dlatego założyła swoje dresy, adidasy, sportową koszulkę i bluzę, a do tego, w kolorze tym samym co reszta, czyli czarnym, chustkę na twarz, aby nie wdychać zimnego powietrza.
Nigdy nie zakładała słuchawek, muzyka ją drażniła, podczas gdy cisza, cisza pozwalała jej osiągnąć katharsis po cało weekendowym marudzeniu matki, że za mało je, ciągłym płakaniu nad zmarłym bratem, martwieniem się o Chrisa oraz głośnymi meczami softballa oglądanymi przez ojca z jego kumplami, krzycząc i kłócąc się głośno o stawki rynkowe papryczek jalapeno.
Biegła rytmicznie, oddychając prawidłowo, czując pot na skroniach.
Omal nie wpadła na idącego z torbą faceta.
- Hej! Uważaj jak łazisz głąbie! - krzyknęła do niego.

Jeremy Blood - 2017-12-11, 15:03

Kiedy ktoś na mnie wpadł spojrzałem w stronę głosu. Jakaś kobieta na mnie wpadła i jeszcze to mnie o to oskarżała.
-To ty na mnie prawe wpadłaś więc się nie drzyj- Syknąłem w jej stronę a Tessi poruszyła się niespokojnie w torbie żeby po chwili wysunąć z niej głowę tak by tamta go nie zauważyła. Moje dzielne zwierzątko syknęło ostrzegawczo w stronę tej głupiej baby pozostając w ukryciu. Uspokoiłem jednak kobrę nie chcąc żeby ukąsiła te przekupkę. Miałbym wtedy naprawdę duże problemy. Ta schowała się z powrotem a ja ignorując tą głośną przedstawicielkę płci żeńskiej ruszyłem w dalszą drogę wdychając uspokajająco powietrze.

Rosario Acosta - 2017-12-11, 18:08

Zaszła mu drogę. Teraz, gdy opadało z niej rozgrzanie ruchem, pojawiła się gęsia skórka oraz dreszcze zimna, w końcu było raptem około trzydziestu stopni Farenheita i jeszcze trochę, aż zaczną zamarzać kałuże. Rosario nie lubiła tej pogody tak samo jak wiosny, lata i jesieni.
- Idziesz środkiem, kretynie, jeszcze z wielką torbą - warknęła na niego, zdejmując z twarzy maskę do biegania. Parowało z niej, jakby otworzyła pokrywę garnka, a jej usta skrzywiły się w grymasie. Była chyba gotowa kogoś potłuc i szukała zaczepki.

Jeremy Blood - 2017-12-11, 18:34

Westchnąłem zrezygnowany kiedy ten babsztyl zastąpił mi drogę. Słysząc co powiedziała prychnąłem.
-To leśna ścieżka więc nikt mi nie zabroni a to że na mnie wpadłaś oznacza że biegłaś środkiem w dodatku nie patrząc czy nie ma kogoś przed tobą więc się idiotko ode mnie odpieprz- Warknąłem w jej stronę i przeszedłem koło niej unikając kontaktu cielesnego. Jeszcze by mnie czymś zaraziła na przykład głupotą i co ja bym biedny zrobił? Na głupotę jeszcze leku nie wynaleźli a szkoda.

Rosario Acosta - 2017-12-12, 16:31

- Seksistowska kupa mięśni - warknęła Rosario swoim niskim głosem, z chrypką nabytą przez bieganie na zimnie. Oczywiście, wina była również jej, ale ona się do tego na pewno nie przyzna, nie przed kolesiem, który używa więcej kosmetyków do włosów niż ona do całego ciała. Już miała odbiec, właściwie pokonała kilka kroków, niby wracając do rozgrzewki, biegnąc z jednym palcem uniesionym w górze w stronę mężczyzny. Łatwo się domyślić, którym. Zatrzymała się, aby chciała się porozciągać, aby uniknąć kontuzji. Przechyliła biodra na bok, jedna noga w przód, prosta, druga zgięta na dziewięćdziesiąt stopni. Dłonie ciągną do dołu. Podniosła się i rzuciła w mężczyznę, trafiając prosto w jego klatkę piersiową zużytym, jeszcze ciepłym tamponem.
I tak właśnie Rosario Acosta sprawiła, że Jeremy stał się gejem.

Jeremy Blood - 2017-12-12, 18:02

Udałem że nie słyszałem co ta baba mówi. I jak tu się dziwić że na świecie powstali geje? Nikt normalny by z takim czymś nie wytrzymał przecież. Kiedy rzuciła we mnie tym...czymś miarka się przebrała. Najszybciej jak mogłem podbiegłem do kobiety wysuwając kły jadowe gotowe do wbicia się w jej szyję co też zrobiłem. Właściwie to tylko na dosłownie moment wbiłem jej kły w ciało by nie wpuścić do jej krwiobiegu zbyt dużo środka paraliżującego który powinien zacząć działać w przeciągu pół minuty. Odskoczyłem więc od tej starej prukwy chowając kły i spoglądając na nią z satysfakcją pozostając jednak czujnym. Kto ją tam wie czy w tym czasie czegoś nie spróbuje? Pewnie gdybym od dawna nie był gejem to teraz na pewno bym się nim stał. To nie budzi żadnych wątpliwości.
Rosario Acosta - 2017-12-12, 18:32

Gdyby usłyszała myśli Jeremy'ego, powiedziała mu dosadnie, że nie może być gejem, bo geje to mężczyźni, a on jest taką ciapą, że nie jest w stanie powiedzieć tampon. Mężczyźni potrafią to zrobić, ba, nawet kupić paczkę dla swoich sióstr, matek, dziewczyn czy koleżanek. Może on nie ich nie miał?
Wiecie jaka jest naczelna zasada? Nie zachodzi się policjanta od tyłu, bo może grozić to ręką wyłamaną z barku, kolanem w krzyżu i bardzo niemęskim piskiem bólu. Lata treningu i pracowania jako krawężnik spowodowały, że Rosario nie była łatwa w zaatakowaniu od tak. Plus, spodziewała się, że ktoś (i mam tu na myśli mężczyznę, na którego kurtce tampon zostawił śliczny, pociągły, krwawy ślad) postanowi się zrewanżować za ten niecny i niespodziewany atak.

Podsumowując: Rosario broni się przed atakiem, starając się złapać napastnika za rękę i ją wygiąć lub podciąć mu nogi, zależnie do tego jak jest ustawiony. Utrudnienie do ugryzienia to bluza i materiałowa maska na twarzy, zsunięta na czas kłótni.

//Czekam na MG.

Christopher Varcer - 2019-12-28, 02:14

//8 kwietnia, godzina 11:00

Cichy i spokojny las. W takim miejscu dwójka mutantów nie powinna się martwić o ryzyko zostania zauważonymi przez nieodpowiednie osoby, które mogłyby przyciągnąć do nich kłopoty. Nie chcieli ich. Zamierzali jedynie znaleźć nieco bardziej ustronną przestrzeń, gdzie ich mutacje nie będą obiektem krzywych spojrzeń.
Jak tylko znaleźli się na obrzeżach lasu, do uszu zaczęły docierać radosne ćwierkania ptaków oraz relaksujący szum drzew. To tutaj. Christopher uśmiechnął się do siebie, zdając sobie sprawę, że to był pierwszy raz od kilku miesięcy, kiedy znalazł się w otoczeniu dzikiej przyrody. Dopiero teraz zrozumiał jak bardzo mu tego brakowało. Czuł jakby z jego łuskowatych barków spadł ciężar bezustannego wewnętrznego poczucia zagrożenia.
- Gdyby nie moje zamiłowanie do towarzystwa innych ludzi, mógłbym tu zamieszkać. - powiedział rozbawiony do dziewczyny idącej obok niego i jeszcze przez chwilę ciesząc swój wzrok zielenią dookoła. Potem kontynuował.
- Chciałaś mi coś więcej opowiedzieć o swojej mocy, prawda? Zmieniasz się w kota czy coś w tym stylu? - zapytał, zerkając krótko na jej uszy oraz ogon. Wszystko na to wskazywało, ale może potrafiła znacznie więcej?
- Bez obaw. Nikomu nie wygadam. Tacy jak my powinni trzymać się razem. - zapewnił dziewczynę. Do tej pory z nawyku trzymał ręce w kieszeniach, ale potem postanowił je swobodnie opuścić. Pazury, które jeszcze przez chwilę zdobiły jego dłonie zniknęły i ręce ponownie przypominały ludzkie. Chris zrobił to dla większego komfortu Amber, co by jej nie straszyć szponami. Może w takim odludnym miejscu czuła się mniej pewnie w towarzystwie nowo poznanego mutanta, więc mężczyzna chciał sprawić, by ta nie musiała się niepotrzebnie stresować. Prawdopodobnie nie domyśliła się, że jaszczur do tej pory miał pazury po to, aby w razie zagrożenia móc ją obronić. Dopiero gdy byli już w lesie uznał, że są wystarczająco bezpieczni.

Amber Jackson - 2019-12-28, 20:14

/ciąg dalszy/

Fajnie, że oboje mutantów lubi dziką przyrodę. Dla Amber jest odpoczynkiem po ruchliwym mieście. Poza tym las jak most przy plaży daje ukojenie oraz wspomaga wenie twórczej.
Rudzinka nie spodziewała się, że teraz Chris zapytała o jej przemianę.
- Cóż... najczęściej zmieniam się w psa, rudego owczarka szetlandzkiego. A tak to trudno mi powiedzieć, ale myślę, że tylko w ssaki. Nie mam pojęcia do jakich rozmiarów mogę się przemienić. Ostatnio ćwiczę walkę broniami oraz wręcz. Jestem hmm... samoukiem. Nie mam z kim się uczyć - wyjaśniła.
Nie tam by Amber bała się swojego nowego znakomego, raczej była nim zaciekawiona i zauroczona, bo jakby nie patrzeć Chris jest przystojnym mężczyzną.
Tak raczej by ją nie przyłapał oglądała jego mutację i nie umknęło jej, że schował swoje pazury.
- Nie jest mokro, a w torbie mam dość gruby kocyk, to jak znudzi nam się chodzenie to możemy sobie posiedzieć - odrzekła.
Jackson zastanawiała się nad pewną propozycją, ale nie wiedziała czy nie będzie zbytnio nachalna jeśli o to spyta. Jednak miała zamiar zaryzykować.
- Może za wcześnie na takie pytanie. Jednakże jeśli śpisz po znajomych, a mi niedużo brakuję na kupno domu. To chciałam zapytać czy nie chciałbyś być moim lokatorem? Wiesz dokładał byś się do opłat. - odrzekła.
Na chwilę przystanęła i czekała na odpowiedź Pana Gekona.

Christopher Varcer - 2019-12-28, 22:28

Brwi mutanta uniosły się ku górze ze zdziwienia. Dziewczyna obok naprawdę potrafiła całkowicie zmienić swoją formę? Czyli jednak jej moc nie była aż tak bardzo podobna do jego, jak mężczyzna początkowo przypuszczał. Mutacja Amber wydawała się być o wiele bardziej rozwinięta od mutacji pasiastego, co wzbudziło u niego niemały podziw.
- Nie boli Cię to? - niemal natychmiast o to zapytał, spoglądając na nią ze zmartwieniem. U Chrisa przemiana wywoływała ból wyłącznie wtedy, kiedy kierowały nim negatywne emocje, bo to właśnie wtedy jego ciało ulegało największym deformacjom. Wieść o tym, że jego towarzyszka mogłaby przechodzić przez to z każdą swoją przemianą wzbudziła w nim naturalne współczucie. Oczywiście nie powiedziane, że faktycznie odczuwała ból. Może Christopher niepotrzebnie się zamartwiał.
- Jestem za. Jak natrafimy po drodze na jakąś przyjemną polanę to możemy tam odpocząć. - odparł z uśmiechem na wzmiankę o kocyku. Spodobała mu się ta wizja. Mutant potem uniósł ręce nad głowę i wyprężył je, przeciągając się z cichym mruknięciem. Gdy przeszli jeszcze kawałek w ciszy, nagle padła propozycja od Amber, po której oboje się zatrzymali. Christopher usłyszawszy ją lekko się zarumienił. Nie spodziewał się tego.
- To by bardzo poprawiło moją obecną sytuację... ale nie sądzisz, że to trochę za wcześnie? W sensie... znamy się krótko. Naprawdę jesteś gotowa zaufać mi tak bardzo? - rzucił do niej pytaniem. W końcu spałaby pod jednym dachem z postawnym mężczyzną, o którym wciąż wszystkiego nie wiedziała. Mimo tej niepewności Chris wydawał się być jednocześnie zachwycony tą propozycją. Lubił Amber. Można nawet powiedzieć, że sprawiał wrażenie zauroczonego jej osobą już od momentu pierwszego spotkania, choć chyba sam nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy.
- Musiałbym też znaleźć pewniejsze źródło zarobku. Obecne finanse to może być trochę za mało. - podrapał się z tyłu głowy z zamyśleniem. Chris miał wykształcenie, miał ambicje, jednak praktycznie nikt nie chciał go zatrudnić ze względu na mutację. Musiał pracować na czarno i to nieraz bywało problematyczne.

Amber Jackson - 2019-12-29, 00:02

Amber zastanawiała się jak wytłumaczyć mu wady swojej przemiany.
- Bardzo mnie boli, najgorzej jak dane zwierzę ma wysuniętą szczękę. Rozumiesz? Jakby to ująć wydłużenie kości. Poza tym utrzymuję się mój stan po przemianie długo i strasznie jest bolesny. Poza tym miałam takie akcje, że przy jakimś koszmarze zmieniałam się w zwierzę. Teraz jest lepiej, bo przed snem usiłuję się wyciszyć, także nagłe zmiany mam przy wielkim stresie i trudno mi zmienić się znów w człowieka. Gdy jestem w nieswojej formie to kontrola bestii daje górę i poluję jak zmieniam się w zwierzyniec drapieżny. Ciężko mi jeszcze dojść do siebie po przemianach. Więc naprawdę mi trudno - wyjaśniła.
Naprawdę nie chciała by Chris nad nią się litował, a także współczuł. Amber jakoś musiała z tym żyć.
- Zmieniam się w prawdziwe zwierzę dopiero kiedy już nie panuję nad emocjami i uczuciami czy stresie, jak są na granicy. - dodała.
Usłyszawszy odpowiedź na jej pytanie o lokatorze. Zastanowiła się, jakoś nie chciała powtórki z rozrywki jak to było z Chase'm. Cóż... za bardzo się zauroczyła, ale w "łóżku" nie przemieniła mu się znów w psa. Jednak potem nie umiał zrozumieć, że zostawiła go dlatego, że jej się znudził tylko... nie mogła zaakceptować swojej mutacji i wycofała się. Jednak jak zwykły człowiek mógł ją zrozumieć, a ona potrzebowała czasu. Poza tym gdy wyjaśniała mężczyźnie wszystko miała ona wrażenie, że mówi do niego po chińsku czyli nie zrozumiałe. Jak się potem okazało, ona rozpaczała po rozstaniu, a Chase? Znalazł sobie nową dziewczynę, to w jakiś sposób dobiło Amber, ale cóż... musiała się pozbierać i iść dalej w świat. Teraz ta cała sytuacja jej się przypomniała, ale to było dawno. Pogodziła się z tym. Zanim odezwała się coś bardzo interesującego zauważyła. Czyżby Pan Gekon się zarumienił? Niemożliwe!
- Myślę, że tak i w sumie już Ci zaufałam mówiąc tyle o sobie. Jednakże masz rację, że krótko się znamy. Poza tym nie wiem kiedy do zbieram jeszcze te pieniądze. Zdradzę Ci coś. Kiedyś byłam lokartorką u pewnego mężczyzny, który uratował mnie przed dwoma pijakami gdy potem przemieniłam się w psa. Niestety jak szybko się poznaliśmy tak rozstaliśmy i zostałam bez dachu nad głową oraz obiecaną posadą. Tylko różnicą była taka, że on był zwykłym człowiekiem, a ja mutantem. Jak już mówiłam inny z różnymi zdolnościami nie umieli mnie zrozumieć czy zaakceptować to co taki człowiek, który nie rozumiał czemu trudno mi jest z moją mocą. W jakiś sposób wiesz o co mi chodzi prawda? Mogę, więc z doświadczenia powiedzieć, że... lepiej poczekać i poznać się by wszystkiego nie zniszczyć i zaprzepaścić znaczy naszej rozwijającej relacji. - stwierdziła
Jackson nie chciała być na tyle hmm... nie rosądna i nie tylko by znów popełnić błąd i wszystko zepsuć. Naprawdę Rodzice zależało na rozwinięciu relacji z Christopherem na pozytyw.
Zaraz Amber ruszyła dalej. Nie wiedziała ile szli, ale doszli do polany.

Christopher Varcer - 2019-12-29, 18:19

Tak jak podejrzewał - przemiana Amber nie była tak kolorowa i fajna jak mogłoby się wydawać. Ból, problemy z ponowną przemianą w człowieka, aktywowanie się instynktów drapieżnika. Wiele osób po wysłuchaniu tego prawdopodobnie zaczęłoby spoglądać na dziewczynę jak na potencjalne zagrożenie, lecz Christopher... wciąż pozostawał spokojny. Po poznaniu informacji jego nastawienie wobec Amber ani trochę się nie zmieniło. Wciąż miał przyjazne spojrzenie, wciąż miał ten ciepły uśmiech. Jedynie wzmianka o towarzyszącym jej bólu w trakcie przemiany wywoływała u niego smutek, który mimo wszystko starał się zamaskować. W miarę skutecznie. W tym przypadku współczucie niestety w niczym nie pomoże. Christopher mógł jej jedynie pokazać, że mimo wszystko zamierza ją dalej wspierać i wciąż darzy ją tym samym zaufaniem.
Historia opowiedziana przez Amber była bardzo przykra i mężczyzna nawet nie przypuszczałby, że mogło ją coś takiego spotkać, gdyby mu o tym teraz nie powiedziała.
- Masz rację. Nie każdy jest w stanie zrozumieć Twoją mutację, jednak sądzę, że każdy może ją zaakceptować - bez względu na to czy ta osoba jest mutantem czy też nie. - stwierdził na podstawie własnych doświadczeń. Przykładem mogli być chociażby rodzice, którzy mimo wystąpienia mutacji u swego syna wciąż potrafili go kochać. Zwyczajni ludzie nie wiedzieli jak to jest być mutantem, prawda, lecz nic nie stało na przeszkodzie, by spróbowali zaakceptować ich odmienność.
Choć myśl zamieszkania razem pod jednym dachem jako współlokatorzy była miła i rozwiązałaby wiele ich problemów, oboje byli świadomi, że pierw trzeba było lepiej się poznać i pielęgnować dopiero co kwitnącą relację. Zbyt pochopne decyzje potrafiły być problematyczne. Mimo wszystko wciąż nie wiedzieli o sobie wszystkiego.
- To miłe, że Ci tak zależy i chcesz uniknąć błędów z przeszłości. Postaram się o to, abyś nie żałowała tej znajomości i nie poczuła się ponownie skrzywdzona. - powiedział do niej z ręką na sercu, jednak atmosfera robiła się trochę zbyt poważna, więc mutant oparł swój ogon na plecach Amber i zachęcał ją tym samym do kontynuowania ich wspólnego spaceru. W takich momentach często słyszało się teksty w stylu "Ej, ręce przy sobie", ale ogon chyba się nie liczył...
Wkrótce leśna ścieżka zaprowadziła ich do całkiem okazałej leśnej polany zewsząd otoczonej drzewami.
- No i proszę, szczęście nam dopisuje. - powiedział rozpromieniony mężczyzna, widząc ten wspaniały widok. Zaraz zerknął na torbę swojej towarzyszki.
- Podaj mi ten kocyk, który trzymasz w torbie. Rozłożę. - zaproponował, idąc jeszcze kilka kroków dalej i szukając dla nich odpowiedniego miejsca. Gdy już je znalazł, zaczekał aż Amber poda mu materiał, by później jak na dżentelmena przystało zajął się przygotowaniem wygodnego podłoża dla siebie i rudowłosej damy. Ćwierkające ptaki dookoła podsunęły w międzyczasie Christopherowi nowe pytanie.
- Skoro umiesz się przemieniać, to potrafisz również zrozumieć mowę zwierząt? Porozumiewać się z nimi? - zapytał w trakcie rozkładania koca, a gdy skończył, gestem ręki zaprosił Amber do zajęcia swojego miejsca.

Amber Jackson - 2019-12-29, 20:10

Tak Jackson przez to, że nie panowała nad swoją mocą była niebezpieczna. Może jednym z powodów było to, że stroniła od ludzi? Po prostu nie chciała nikogo skrzywdzić. Do Bractwa też chodziła sporadycznie. Odkąd stała się samodzielna żyła w przekonaniu, że że wszystkim sama sobie poradzi. Jednak po tym jak przyjechała do tutaj i po tym incydencie w barze i jej przemianie trochę w to zwątpiła. Lecz to, że szybko zaufała Chase'owi, wybawcy Rudzinka jak widać dało Amber do myślenia. Usiłowała teraz być ostrożniejsza czyli raczej zamknęła się na ludzi. Choć człowiek jest istotą społeczną to musiała zrobić zakupy, poszukiwać kupców na swoje obrazy i też ma zamiar wystawić jedno z dzieł co teraz ma zrobić wystawić do galerii. Jednak jeszcze nie znalazła co to będzie.
Jackson wolała powiedzieć Christopherowi o swoich przeżyciach by umiał ją w jakiś sposób zrozumieć.
- Sprawa była dość skomplikowana. No cóż najgorzej jest gdy chciałam wszystko jakby naprawić to okazało się, że on szybko się pocieszył, a ja głupia przeżywałam to rozstanie. No cóż... jednak sprawa już dawno jest przedawniona tylko przez ten czas prawie cały czas zmieniałam się w jakieś inne zwierzę. Przez to prawie nabawiłam się anemii, a w lesie i gdzieś co były opuszczone miejsca byłam stałym gościem. Jednak teraz jest ok i pogodziłam się z tym, że więcej nic nie będę miała wspólnego z Chesem, więc nie martw się moje serduszko jest zaleczone. Bym powiedziała, że to było głupie zauroczenie, a nie miłość. Wybacz, że to Ci opowiadam, ale chcę Ci powiedzieć, że... hmm... wolna jestem. Jakby to nie brzmiało - wyjaśniła i puściła do niego oczko.
Chciała tym wszystkim ukazać, że ten rozdział w życiu ma zamknięty.
- Dlatego chciałabym pomalutku. Pomożesz mi z moją mutacją? Może dasz jakieś rady? - pytała.
Gdy poczuła ogon Chris'a na swoich plecach uśmiechnęła się tylko i ruszyła dalej. Gdy usłyszała o tym by podała mu kocyk. Zaczęła szperać w torbie i zaraz podała mu go. Zaraz ruszyła w stronę gdzie już był Christopher.
- Umiem rozmawiać, ale jak jestem zmieniona w zwierzę. Wtedy też nie umiem rozmawiać z ludźmi, więc tak słabo - wyjaśniła.
Gdy zobaczyła, że gestem ręki mężczyzna zaprasza ją by usiadła tak zrobiła.
- Może masz chęć coś zjeść? Mam kanapki i herbatniki oraz herbatę w termosie - stwierdziła.
Czekała na jego odpowiedź.
- Poza tym dziś wyszłam z hotelu, bo szukam inspiracji na mój nowy obraz - powiedziała.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group