The Gifted - 2020-03-26, 21:45 Temat postu: Podziemia
Seattle Underground
Podziemia Seattle to siatka podziemnych korytarzy i piwnic rozciągająca się pod Pioneer Square. W XIX wieku uliczki te znajdywały się na poziomie gruntu. Po podniesieniu ulic całe te przestrzenie przestały być wykorzystywane i stanowią dziś wyłącznie atrakcję turystyczną.
Pogłoski jednak mówią, że korytarze te wciąż kryją w sobie wiele sekretów...
Jane Hills - 2020-04-02, 00:12 Nic z tego. Jane znalazła się w pojeździe. Drzwi się zamknęły. Tu już nic nie zdziała. Miała chociaż nadzieję, że Jonathan wpadnie na to by powiadomić Ruth. Albo chociaż policję. Poczuła nagle, że spada. Krótki krzyk urwał się w momencie zderzenia z ziemią. Natychmiast podjęła próbę odsunięcia się od napastnika, ale ten złapał ją za nadgarstki wykręcając nieprzyjemnie i wiążąc z tyłu. Zaraz po tym przeciągnął ją na tył samochodu i przywiązał do jakiejś rury z tyłu. Pozycja była niewygodna i ani trochę nie pomagał fakt, że w całym procesie jej spódniczka podwinęła się z tyłu więc siedziała praktycznie gołym tyłkiem na zimnym metalu. Poniżona i przerażona. Zauważyła, że nie jest sama. Przyjrzała się tej drugiej.
-Hej.- odezwała się starając się równocześnie być na tyle cicho, by nie wkurzyć typa, ale i na tyle głośno, by tamtą ją usłyszała. Niestety nie reagowała co oznaczało, że musiała być nieprzytomna albo... chyba nie martwa, co nie? Gdyby po prostu chcieli je zabić to by zabili na miejscu, a zamiast tego zadawali sobie trud by zabrać je ze sobą. Całą drogę rozglądała się po wnętrzu vana często zatrzymując wzrok na jej porywaczach.
-Dokąd nas zabieracie?- spytała nieśmiało. Zero odpowiedzi. W sumie to ona pewnie na ich miejscu też by nie odpowiedziała -Czego chcecie?- oczywiście i na to nie poznała odpowiedzi.
Kręciła się szukając chociaż względnie wygodnej pozycji lub próbując chociaż poprawić spódniczkę co z rękoma związanymi za plecami i przymocowanymi do czegoś było dość trudne. Co do porywaczy, wystarczył nawet sam komentarz z ich strony by zamarła. A co dopiero jeśli któryś się ruszył i do niej podszedł. Już raz oberwała i nadal ta połowa twarzy piekła niesamowicie.
Gdy dotarli na miejsce Jane miała oczy opuchnięte od płaczu, rozmazany makijaż i odrętwiałą dłoń. Dopiero tutaj, słysząc antymutanckie hasła zrozumiała o co chodzi. Wcześniej jakoś wyparła kierowane w jej stronę obelgi.
-To pomyłka.- odważyła się powiedzieć zaskakująco spokojnym jak na jej sytuację i stan głosem -Nie jestem mutantem.- wątpliwe by uwierzyli. Gdyby nie byli przekonani o swojej racji raczej nie targaliby tutaj córki tak wpływowego człowieka. Jednak niewiele więcej jej zostało.Chloe Harper - 2020-04-03, 21:08 Harper stojąc tak sobie niepozornie dostała smsa. Dziwne? Od dziewczyny, którą poznali kilka minut temu! Świadek porwania? Uniosła głowę znad telefonu, dostrzegła zbliżającego się, rozochoconego osiłka, ale powiodła wzrokiem w koło. Jakby kogoś wypatrywała? Albo czegoś?
"Uważaj na siebie. Będę mieć to na uwadze. Powodzenia :) "
Odpisała krótko i wcisnęła telefon do kieszeni bo mięśniak właśnie zaczął swoją elokwentną wypowiedź. Uniosła lekko brew patrząc na typka z dołu. Kupa mięśni zero mózgu. W tym momencie dwa ciosy i frajer leżałby nieprzytomny pod jej nogami. Kolanko w krocze a potem nokaut sprawnym, szybkim ciosem w miejsce przy podstawie szyi. Karate-mistrz!
-Słodko... - Mruknęła. Nie zdążyła jednak się wkręcić w tą inteligentną wymianę zdań, bo na wszystko przyszedł Brad. Zasłonił ją sobą od oblecha jakby był jej chłopakiem co najmniej. Martwił się!? Jak uroczo!
-Czekam na busa kochanie. - Odpowiedziała z nutką jakąś zalotną w głosie. Chyba całkiem nieźle się bawiła. Wszyscy brali ją za słodką, małą, rudą laleczkę. Cudownie.
Kiedy nadjechał bus wsiadła razem z Bradem. No oficjalnie wychodziło na to, że byli parką no nie? Zajęli neutralne miejsce, a Chloe niby skupiona na telefonie słuchała tych głąbów jeśli coś gadali.
Na miejscu wysiadła, by zyskać nieco na czasie i ogarnąć gdzie zmierza grupka osiłków, pociągnęła Brada za rękę i stanęła przed nim niby to się przymilając niby coś na ucho szepcząc, by dać tamtym czas na odwrócenie się i pójście w swoją stronę. A potem dzida za nimi. Może powinni się z Bradem za ręce złapać? Byliby bardziej wiarygodni.
Gdzie ta banda gamoni zmierza?! Co oni knują!?Bradley Grey - 2020-04-05, 15:39 Miał ochotę sprzątnąć tego typa z powierzchni ziemi i gdyby nie to, że z pewnością nie przyniosłoby to wiele korzyści gdyby się ujawnił ze swoimi mocami. W sumie mógłby też spróbować zmierzyć się z nim wyłącznie siłowo. I na pewno by wygrał, o ile jego koledzy by się nie dołączyli, co było dość wątpliwe.
Na szczęście typek od razu się wycofał do swoich. Na jego szczęście, bo Brad na 100% zrobiłby mu krzywdę, o ile by go nie zabił. Na odpowiedź Chloe i nazwanie go "kochaniem" miał ochotę wywrócić oczami, ale uśmiechnął się jedynie i kiwnął głową.
W każdym razie wsiedli do tego przeklętego autobusu i cały czas obserwowali goryli, oczywiście dyskretnie. Gdy przyszło do wysiadania, musieli faktycznie trochę się ociągać, żeby nie wyglądało to podejrzanie. Miał w sumie niezły ubaw, gdy Chloe się do niego przymilała i udawała, że szepcze na ucho.
Kibole chyba nie zwracali na nich uwagi, bo od razu poszli w swoją stronę, a żeby ich nie zgubić, musieli trzymać odpowiedni dystans. Złapał dziewczynę za rękę, po pierwsze, żeby ich wersja pary była bardziej wiarygodna, a po drugie, żeby pozostać w kontakcie i się jakimś cudem nie zgubić. Różne rzeczy się działy, a dryblasy tutaj zachowywali się zupełnie inaczej i nie zwracali na siebie większej uwagi. Zachowywali więc bezpieczny odstęp, ale ani na moment nie tracili ich z oczu.Mistrz Gry - 2020-04-05, 22:52 Zmiana nastawienia tych mężczyzn mogła oznaczać jedną z dwóch rzeczy - albo to był tylko krótki performance, który właśnie się zakończył, albo... Tu działo się coś dużo grubszego.
Przejechaliście zaledwie kilka przystanków, zatrzymując się przy Pioneer Square. Tutaj nasza grupka goryli grzecznie wysiadła z autobusu, kierując się w jedną z alejek przy parku. Przez większą część drogi mogliście ich śledzić bez problemu, aż do czasu, gdy... Zbliżyli się do zamkniętej części miasta?
Mogliście kojarzyć, że w tej okolicy miał miejsce jeden z ataków, po którym władze nie mogły sobie pozwolić na odbudowę uszkodzonych budynków - pewnie dlatego lepiej się opłacało założyć ogrodzenia wokół najbliższych dwóch ulic.
Podchodząc do ogrodzenia, mężczyźni uważnie rozejrzeli się wokół, by mieć pewność, że nikt ich nie śledzi. Czy zdołacie się ukryć, zanim zwrócicie ich uwagę?
Jane za to nie miała gdzie uciec, gdy wciąż była spętana, a silne dłonie mężczyzny zdecydowanie za mocno trzymały ją w pasie. nic sobie nie robił z krótkiej spódniczki nastolatki, całkowicie ignorując fakt, że może to być dla niej niekomfortowe. Prychnął jednak, słysząc jej deklarację o byciu... Normalną.
Brunetka mogła poczuć, jak jego dłoń w złości zaciska się jeszcze mocniej na jej skórze. - Tak mordujecie zwykłych ludzi, ale jak przychodzi co do czego, nie jesteście mutantami? - Zadrwił, plując po chwili gdzieś pod swoje nogi. - Ale słuchaj, jak jesteś tego taka pewna, możemy to zrobić po staremu. Słyszałaś o Salem? - Zapytał, z zawadiackim uśmiechem na swoich ustach, choć dziewczyna nie mogła tego dostrzec. Z całą jednak pewnością do jej uszu mogły dochodzić coraz głośniejsze okrzyki nienawiści...
To była chwila, gdy ciemne korytarze ledwie oświetlone kilkoma lampami zmieniły się wręcz w oślepiająco oświetlone... Pomieszczenie? Nie, to nie był pokój. To bardziej przypominało jakiś dziwny plac, na którym zebrało się wiele osób w czerni. Większość nosiła na twarzach maski, kominiarki i chusty, pojedyncze osoby pozostawały z odsłoniętymi twarzami. Stały tu też... Kamery? Prawie wszyscy mieli wyciągnięte telefony komórkowe? Może to jednak bym jakiś głupi program w stylu "mamy Cię"?
Mężczyzna przeniósł Hills przez cały plac, przechodząc w końcu przez jakieś drzwi. Tu ogarnął ją lekki półmrok a do uszu dochodziły ciche szepty, jęki i stęki. Nie brzmiało to dobrze.
- A teraz morda w kubeł, bo skończysz jak tamta. - Padło z ust goryla, gdy odkładał młodą na ziemię, na nowo przewiązując jej ręce do ściany. Czy Jane mogła zrozumieć, o co mu chodzi, gdy odwracając wzrok we wskazanym jego kierunku, mogła dostrzec kobietę w średnim wieku z wyraźnymi śladami krwi na jej ustach?Jane Hills - 2020-04-10, 00:45 Dziewczyna może by i miała jakąś ciętą ripostę. Może komentarz, że nie każdy musi odwoływać się do przemocy by udowodnić swoją rację. Może zaznaczenie, że gdyby faktycznie była morderczym mutantem to łeb kolesia nie byłby już na swoim miejscu. Może coś jeszcze innego. Jednak Jane nie należała do szczególnie odważnych osób. Już przy swojej deklaracji trzęsła się jak osika i brzmiała bardziej jakby błagała. Teraz, na groźbę spalenia na stosie, powieszenia i co tam jeszcze robiono czarownicom w Salem całkowicie zamilkła zaciskając nogi jakby obawiając się, że zacznie robić pod siebie nie tylko w przenośni. Przez resztę drogi tylko odbijała się od pleców kolesia, bo mając ręce związane z tyłu nawet nie mogła się oprzeć jakoś lepiej.
Spódniczka brunetki była do kolan więc na szczęście nie aż tak krótka by którykolwiek z tych zwyroli mógł spojrzeć tam gdzie generalnie nie powinien. Jednak nawet gdyby było inaczej, dziewczyna nie zaprzątałaby sobie tym głowy. Jej umysł skupił się teraz na jednym pytaniu: co z nią zrobią. Póki co obstawiała, że goryl który ją niósł nie bez powodu wspomniał o Salem. Zapowiadała się egzekucja, może nawet jakaś widowiskowa ku uciesze tego całego tłumu ludzi nienawidzących Jane za wynik na jakimś teście. Dziewczyna krótko po wejściu na plac zamknęła oczy. Napatrzyła się na te zakazane mordy, nawet jeśli w większości były czymś zasłonięte. Nie licząc wciąż sztywno zaciśniętych nóg i drgających od cichego szlochu płuc można było uznać, że jest nieprzytomna.
Otworzyła oczy dopiero gdy zmieniło się oświetlenie i dźwięki otoczenia. Przynajmniej częściowo, bo krzyki zgrai z placu nadal były słyszalne. Goryl odłożył Jane na ziemię i zaczął przywiązywać ją do czegoś wystającego ze ściany. Syknęła kilka razy gdy podczas tej czynności pociągnął pod bardziej bolesnym kątem. Przez chwilę wyglądała jakby pomimo groźby chciała o coś spytać, ale spuściła tylko głowę i zwinęła starając się zająć jak najmniej miejsca. Może… dzięki temu jej nie zauważą?Mistrz Gry - 2020-04-13, 11:22 Fakt, że Jane przestała sprawiać problemy był mężczyźnie bardzo na rękę. To była chwila, gdy najpierw nastolatka została przywiązana, a po chwili jej towarzyszka z samochodu. Agresorzy, upewniwszy się, że nikt nie ma prawa się stąd ruszyć, kroczyli ku wyjściu, na odchodne rzucając tylko krótkie:
- Stulić pyski. Bo przestanę być miły.
Pomieszczenie było stosunkowo niewielkie. Podłoga wydawała się być lekko przegnita, a odrobina światła wpadała tu jedynie przez niewielkie, kiepsko zabite deskami okno. Pozwalało to się rozejrzeć po pozostałych towarzyszach tej udręki - a łącznie, było tu przywiązanych 5 innych kobiet, poza panienką Hills - wszystkie na tyle blisko siebie, że praktycznie niemożliwym było niedotykanie siebie nawzajem.
Gdy tylko kroki goryli ucichły na tyle, że z pewnością można było stwierdzić o ich oddaleniu się, kobieta znajdująca się najbliżej brunetki lekko się do niej nachyliła, wyznając szeptem:
- Groziła im prawnikami. Jest wicedyrektorką jednej z firm farmaceutycznych. Oni... Oni obcięli jej język.. - W tym cichym tonie można było wyłapać lekkie załamanie, a na jej twarzy odbijały się ślady po wylanych łzach. - Nie cofną się przed niczym. - Wyznała, jak gdyby całkowicie straciła nadzieję na wyjście stąd, zanim się wyprostowała. - Wydaje mi się... Że widziałam go. To... To Uzdrowiciel. Ten... Ten sam... Co w DOMu... - Dodała po chwili, już niemal tracąc głos, biorąc głębszy wdech i zaciskając swoje dłonie w piąstki - co było wyjątkowo bolesne przez spętanie nadgarstków.Jane Hills - 2020-04-13, 18:37 Jane milczała nawet nie patrząc w ich kierunku. Może zerkając. W reakcji na zapach, który sięgnął jej nozdrzy wypuściła gwałtownie powietrze co mogło zabrzmieć jakby prychnęła. Było jej też niewygodnie. Nie miała odwagi narzekać, ale przez chwilę się wierciła próbując chociaż ułożyć się lepiej. No chyba, że któryś z napastników coś z jej ruchami zrobił.
Gdy odeszli jedna z kobiet nachyliła się do niej i zaczęła opowiadać co stało się z kobietą wskazaną wcześniej przez goryla. No tak, to ma sens. Wycięli jej język więc krwawi z ust. Zacisnęła zęby. Nie była jej niezbędna ta informacja. I tak nie zamierzała im się sprzeciwiać.
Odwróciła głowę od tej co do niej mówiła chcąc dać w ten sposób sygnał, że nie chce o tym słuchać. Wiedziała, że to bezwzględne typy. To był lincz, a lincz nie znał moralności ani wahania. I tak chcieli je zabić więc okaleczenie przed tym wydawało się mało znaczące tak długo jak dożyją publicznej egzekucji. Swoją drogą ciekawe, że były tu same kobiety. Przecież mężczyźni mutanci, których z tego czy innego powodu DOGS zostawiło we względnym spokoju też muszą istnieć, co nie? Może trzymają takich w osobnym pomieszczeniu? Tylko po co? W sensie naprawdę miałoby im to przeszkadzać żeby zrobić koedukacyjny pokoik tortur? W sumie kij wie co im siedzi we łbie. Jednak mimo że nie chciała słuchać o okropnościach zainteresowała się wzmianką o Uzdrowicielu. Spojrzała na rozmówczynię nachylając się w jej stronę żeby jeszcze zmniejszyć dystans.
-Ten z grudnia?- upewniła się równie cicho. Przez chwilę obserwowała w milczeniu kobietę.
-Departament śledzi moją lokalizację. Jeśli informacja o moim porwaniu do nich dotrze, znajdą mnie dość szybko. Tylko nie wiem jak z bezpiecznym wyciągnięciem nas stąd.- mruknęła ni to dla własnego komfortu, ni to w ramach uspokajania kobiety.Bradley Grey - 2020-04-13, 23:14 // wybaczcie opóźnienie
Śledzenie owych typków nie było jakoś bardzo problematyczne, bo umówmy się, na mądrych to oni nie wyglądali i z zachowania też tego nie okazywali. Także większą część drogi szło gładko, po ich myśli. Para mutantów trzymała się na tyle blisko, by ich nie zgubić, ale jednocześnie tak, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. To nie pierwsze rodeo Brada, więc wiedział jak się zachować. W trakcie drogi założył czarną kurtkę, którą oddała mu Chloe. Tym sposobem będzie mniej podejrzany, w końcu czarny to ich kolor.
Mężczyzna zmarszczył nieco brwi, gdy okazało się, że zmierzają do zamkniętej części miasta, w której miał miejsce atak. I gdy osiłki miały przejść przez ogrodzenie, nagle zaczęły się rozglądać. Na ucieczkę w jakiś kąt było już za późno, dlatego Brad zwyczajnie improwizował. Odwrócił się w stronę dziewczyny i jednym ruchem przyciągnął ją do siebie i pocałował. Trwał on... dłuższą chwilę, bo nie wiadomo, kiedy mięśniaki przestaną się rozglądać, nie? I nawet Bradowi zaczęła się podobać ta konspiracja.
Po pocałunku, mężczyzna przytulił ją do siebie, a kiedy jej broda znalazła się na jego ramieniu, kobieta przedstawiła mu swój plan, który był... bardzo ryzykowny, ale jednocześnie mógł się udać.
W zamierzeniu miało wyjść tak: Brad należy do tej bandy, która chce atakować mutantów, a Chloe uwiódł i podstępem prowadzi w pułapkę. To się mogło udać, dlatego kiwnął głową, że ostatecznie godzi się na jej plan.
- Zdajesz sobie sprawę, że może się zrobić nieprzyjemnie i być może nie będę mógł od razu zareagować na twoją krzywdę? - zapytał jeszcze na ucho, by miała pełną świadomość w co się pakuje.Chloe Harper - 2020-04-14, 17:50 Niewinny spacerek śledząc kiboli... nie ma to jak poważna rozrywka młodych ludzi... nieludzi.
Kiedy na wyświetlaczu telefonu znowu pokazała się Robin, odebrała.
-Wszystko w porządku. - Powiedziała zdawkowo jakby rozmawiała z kumpelą... albo mamą. Nie mogła za dużo rozmawiać, wolała nie ryzykować podsłuchiwania.
-Jesteśmy na spacerze. Dobrze mamo... - Dodała krótko ze śmiechem nieco przekornym i rozłączyła się. A żeby Robin nie wzięła jej za totalną wariatkę, tylko połapała, że nie może gadać, napisała jej szybko SMSa z adresem miejsca, w którym zniknąć pragnęli kibole... przynajmniej mniej więcej. "Nie dzwoń teraz. Pisz." Dorzuciła w treści i schowała telefon do kieszeni. Właśnie podnosiła głowę by spojrzeć gdzie są kibole, kiedy wpadła na Brada. Zatrzymał się, zastąpił jej drogę i... pocałował.
Zesztywniała.
Biedna
Zaskoczona
Ruda
Zmiękła jednak przyjemni i dość szybko. To było... przyjemne... matko!! Nigdy jej nikt tak nie całował! Chyba zrobiła się czerwona jak burak. Nawet jeśli to tylko odwrócenie uwagi i kolejna scenka... jakoś tak żołądek jej się mruuu skręcił.
Szybko jednak musiała dać sobie na wstrzymanie, bo facet ją objął i dał możliwość krótkiej pogadanki. Streściła mu więc to co chodziło jej po głowie odkąd wysiedli z autobusu.
-Jak masz jakiś bezpieczny i bezbolesny plan to chętnie posłucham. - Mruknęła nie odstępując do niego. Starała się grać dalej ich scenkę czułości na chodniku.
-Zawsze możemy wlecieć tam na YOLO. Ale co dalej...? A jak jest ich tam dużo więcej? Jak są uzbrojeni i dostaniemy serią z uzi po zębach na przywitanie? Ja później wstanę... Ty nie. - Plan był szalony i wymagał improwizacji. Dopasowania się do nieznanych okoliczności na bieżąco. Miał jednak szansę się udać i dać im potrzebny czas i element zaskoczenia... w przeciwieństwie do akcji YOLO z buta wjeżdżam.
-Wiem kochanie. - Westchnęła nieco głośniej, trochę rozczulonym głosem, jakby tamci ich obserwowali. Chyba własnie wyznawał jej znowu miłość. Słodka scena doprawdy!
-Musisz tylko przekonująco odegrać swoją rolę... i na litość... martw się od teraz o siebie dobra. Jak dobrze to rozegramy, będziesz miał czas żeby się rozejrzeć po towarzystwie, ocenić szanse i zrobić im największe BUBU z zaskoczenia, masz większe zdolności ofensywne ode mnie. - Dodała kładąc mu rękę na policzku, patrząc mu w twarz i uśmiechając się lekko.
Nie mogła powiedzieć, że się nie boi. Bała się i to jak szlag! Ale to było miarą odwagi, stawianie czoła strachu. Jeśli mięli zakładników? Z tego co mówiła Robin wyglądało, że to grubsza akcja... do tego to porwanie... wszystko się ze sobą łączyło.
Ich wariacki plan był z gruntu rzeczy prosty... a przynajmniej proste miał założenia. Scenka od samego początku pokazywał ich jako szczęśliwą parkę... nawet jeśli ci goryle skumają ich z uliczki wcześniej. wszystko pięknie. On z nimi, ona mutantka. Uwiódł ją tylko po to by doczekać tego dnia i ją tu sprowadzić... głupią, naiwną i niczego nieświadomą.
-Jestem gotowa. Zacznij kiedy uważasz. To ja gram tu zaskoczoną ofiarę. - Skinęła leciutko głową. Serce miała prawie w gardle. W końcu Brad ubrał nawet swoją odzyskaną czarną skórę. Harper wzięła wdech by się skupić i powstrzymać instynkt samoobrony, gdy Brad uzna, że już czas zacząć show i może zechce jej przywalić, trzepnąć o ławkę, albo co... musiała robić pozory zaskoczonej i bezbronnej.Mistrz Gry - 2020-04-18, 15:09 Warunki tu panujące były dalekie od tych, do których przywykła Jane. Wszystko co się tu działo wydawało się być nierealnym koszmarem dziejącym się na jawie. Jak miło byłoby teraz o wszystkim zapomnieć, czyż nie? Zatkać uszy i myślami przenieść się do znacznie przyjemniejszego miejsca...
Aż do chwili, gdy padł ten tajemniczy pseudonim.
Kobieta kiwnęła głową na to pytanie. - Ma tę samą maskę, którą pokazywali w wiadomościach. To może być on, albo... Jakiś uzurpator? - Sama trochę zwątpiła w swoje słowa, ale czy nie układało się to w jakąś dziwną całość? Wydarzenia w DOMu również nosiły miano rytuału, wtedy niby chodziło o uzdrowienie biednych mieszkańców pozbawionych odpowiedniej opieki medycznej. Ale czy całość nie skończyła się wyłącznie śmiercią i niepotrzebną przemocą kierowaną właśnie do mutantów?
Barwa wpadającego do pomieszczenia światła uległa zmianie. Nie było ono już takie neutralne, a raczej... Dziwnie ciepłe. Zza pomieszczenia dobiegały też specyficzne dźwięki, trzaski i szumy. Czyżby... Ogień?
___
Chloe wraz z Bradleyem posunęli się chyba do jedynego, logicznego rozwiązania. Połączenie w pocałunku wydawało się teraz najlepszym pomysłem na odwrócenie od siebie niepotrzebnej uwagi - gdyby tylko nie fakt, że dziewczyna na tyle wpadła w oko jednego z mężczyzn, że ci od razu zwrócili na tę dwójkę swoją uwagę.
- A wy co, gołąbeczki?! - Warknął typek ze złamanym serduszkiem po wcześniejszym popisie Greya nad kobietą. - Mało Wam wrażeń? Dziuńki doruchać nie możesz, że nam ją przyprowadzasz? - Zarechotał po chwili, na co niemal od razu dostał lepa od swojego lepiej zbudowanego kolegi w tył głowy. Nie zmieniło to jednak faktu, że ich postawa stała się wyraźnie agresywno ofensywna - ocierali swoje dłonie o pięści, odsuwając od lichego ogrodzenia wokół uliczki, a swoje wolne kroki kierując w stronę tej uroczej parki. Widać było, że próbują w ten sposób nastraszyć swoje ofiary a wycofanie w odpowiednim momencie z całą pewnością pozwoli im wrócić do swoich "normalnych" zajęć.
Jak więc zostanie to rozegrane?Bradley Grey - 2020-04-19, 00:44 Kto by pomyślał, że niewinne spotkanie dwójki mutantów w celu zwrócenia własności w postaci kurtki, stanie się tak poważnym wydarzeniem? Czy to zrządzenie losu postawiło ich w dokładnie tym czasie i dokładnie tym miejscu, w którym zaczęło się całe zamieszanie? Ciężko powiedzieć, ale obecnie tkwili w tym po uszy.
Pocałunek był dobry, to prawda. Kątem oka zauważył jej buraka na twarzy, co w gruncie rzeczy go rozbawiło, ale teraz mieli większe problemy, niż wstydliwa natura dziewczyny.
Ten cały pomysł bardzo mu się nie podobał. Był tak wątpliwy, że statystycznie jego powodzenie musiało wynosić jakieś 2%. Bo o ile faktycznie uda im się przekonać kiboli, to dalej nie wiedzą co ich czeka i równie dobrze, mogło tam być setki takich ludzi. W dwójkę raczej sobie ze wszystkimi nie poradzą, bo jak na złość Brad dzisiaj nie miał granatu. Nie przygotował się, bo nie spodziewał się takich okoliczności spotkania.
- Dobra - mruknął przez zaciśnięte zęby, ostatecznie przyjmując jej plan.
Nie wiedział, czy jego zdolności aktorskie są aż tak dobre. Chociaż przecież na co dzień też trochę udawał, więc może jednak nie będzie to takie trudne? Teraz też włoży maskę obojętności i jakoś się prześlizgnie. Ale co, jak ich rozdzielą?
Niestety nie miał zbyt wiele czasu na próby i przygotowania, bo zaraz dryblasy zwrócili na nich swoją uwagę. Grey rzucił kobiecie porozumiewawcze spojrzenie, jeszcze tyłem do osiłków, po czym złapał ją za łokieć i zaczął prowadzić w ich stronę, a jego twarz przybrała chłodny acz dość neutralny wyraz.
- Kurwa, panowie. Prawie mi ją spłoszyliście. A tak dobrze mi szło udawanie lovelasa - po tych słowach popchnął ją, ale nie na tyle mocno, by upadła.
- Idziemy z wami - oznajmił karczychom, wskazując jednocześnie czarną kurtkę na znak, że jest z nimi w tym całym przedsięwzięciu. - Ja i to mutanckie ścierwo. Chloe Harper - 2020-04-19, 13:14 Goryle sami postawili ich w podbramkowej sytuacji. Brad nawet nie musiał się starać, żeby doprowadzić do odpowiedniej okazji. Ten sam amant z przystanku, teraz też nie mógł sobie darować... Harper widocznie wpadła mu w oko. Niestety, biedaczyna nie miał u niej szans, w żadnym życiu, w żadnym świecie i w żadnym scenariuszu. Tępy osiłek, myślący kutasem nie mózgiem, do tego zakapior i rasista. Przegrał na starcie.
Walczył jednak dzielnie, nawet Brada chciał nastraszyć, z kumplami ruszył w ich stronę.
Teraz, albo nigdy.
To była jego decyzja, musieli zacząć grać swoją scenkę w tym momencie, albo wpierdolić drabom i dalej zastanawiać się gdzie właściwie mają iść dalej, bo przewodnicy leżą w najlepszym wypadku znokautowani... choć Brad to pewnie by ich pozabijał najchętniej.
Porozumiewawcze spojrzenie powiedział jednak rudej, że zaczynają. Serce stanęło jej w gardle, ale weszła w swoją rolę. Strachu nawet nie musiała uważać. Ten plan był na tyle przerażający i niebezpieczny, że bała się go i bez scenek. Brad złapał ją za łokieć całkowicie zmieniając nastawienie, postawę i język.
-Co...? - Jęknęła zaskoczona, gdy pociągnął ją w ich stronę. Skrzywiła się... dlaczego tak mocno chwycił ją za łokieć i szarpnął jak lalkę, a nie objął ramieniem i zawrócił!? Co się działo?!
-Lov... co Ty wyprawiasz? - Zdążyła jeszcze wykrztusić, nim pchnął ją w ich stronę.
Odzyskała równowagę zatrzymując się przed nieudolnym podrywaczem. Miała ochotę przefasonować mu buźkę. Niczego się nie spodziewał... dwa ciosy i leżałby jak długi. Zamiast tego uniosła na niego mokre, przestraszone zielone oczy. Usta otworzyła i zamknęła ze dwa razy jak rybka bez wody, jakby chciała coś jeszcze wykrztusić...
I wtedy Brad powiedział słowo klucz.
-Jak mogłeś?! - Krzyknęła z wyrzutem, biedna, zdradzona, osaczona rudzinka, odwracając się gwałtownie do swojego zapewne byłego już faceta.
Wrócić do niego i przywalić mu liścia? Tak to dobry pomysł!
Jeśli drab jej nie złapał, wróciła do Brada i zasadziła się by wymierzyć mu zasłużonego, soczystego liścia prosto w policzek.
Potem zasłoniła usta dłońmi jakby zaskoczona tym co zrobiła, albo jakby docierało do niej w jakiej sytuacji właśnie się znalazła...
Jeszcze trochę i dostaną Oscara!Jane Hills - 2020-04-21, 09:38 -To tylko maska. Przez jakiś czas dało się je kupić. Zresztą nawet jeżeli, ta wiedza niewiele nam da.-stwierdziła. Faktycznie widziała podobne maski. Głównie w sieci, ale wciąż dało się taką nabyć stosunkowo łatwo. Nawet jeśli sam Uzdrowiciel zrobił swoją sam czy na zamówienie to na bank znaleźli się tacy zainspirowani tym wyglądem. Ludzie potrafią trzepać hajs na wszystkim. Jane rozejrzała się po pomieszczeniu. Nikogo raczej nie znała. Może kojarzyła jedną czy drugą twarz z internetu, ale tak to nie miała pojęcia.
-Kogoś już stąd wyprowadzali?- spytała. Zaraz po tym światło widoczne przez szczeliny w deskach zmieniło kolor. Bliskość dźwięków wiązanych z ogniem zaniepokoiła Jane. Chyba nie podpalili tego pomieszczenia, co? Pociągnęła kilka razy nosem chcąc sprawdzić czy czuć tu dym. Chcieli je zabić, ale chyba generalnie bardziej widowiskowo, co nie? Spodziewała się jakiegoś chorego procesu i dopiero potem jakiejś bardziej lub mniej wymyślnej egzekucji.Mistrz Gry - 2020-04-25, 23:26 - Tylko jedną. Krzyczała. Płakała... Chyba ich zdenerwowała. Krzyczała jeszcze chwilę po wyprowadzeniu... Przez chwilę... Bardzo strasznie... Coś... Coś jej zrobili... Bo nagle... Nagle przestała... A to jeszcze... Jeszcze młoda dziewczynka była...
- To młoda Watsonów.
- C-co?
- Watsonów, To młoda Watsonów...
Sama mogłaś kojarzyć to nazwisko. Jak się nad tym zastanowić, to podczas kilku badań spotykałaś dziewczynę, może pięć lat młodszą od Ciebie. Też pochodziła z dobrego domu. Też wykryto u niej gen X. Nie wiedziałaś, co konkretnie to dziecko potrafiło robić, ale miałaś świadomość, że była na dużych dawkach mutazyny - zaledwie po kilku spotkaniach w departamencie przestała chodzić i rodzice przyprowadzali ją na wózku. Czy przypadkiem u niektórych mutazyna nie powodowała utraty czucia w kończynach..?
Nie czułaś dymu ani zapachu spalenizny. To mogło dać Ci odrobinę nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Ten ogień musiał być gdzieś dalej, ale... Czy sam fakt, że jego światło dochodziło aż tutaj, nie był poniekąd niepokojący?
Przez większość czasu przebywania w tym pomieszczeniu, na tej małej "uliczce" dało się słyszeć rozmowy, śmiechy, podjudzanie własnych zachowań. A teraz... Teraz to wszystko ucichło. Jakby nagle wszystko się rozeszło. I tylko dźwięk tańczących iskier niósł się w powietrzu budząc w Was... Niepokój...
___________
Mogliście zauważyć, jak miny tej trójki przez chwilę układają się w niepewność i zwątpienie. Coś im wyraźnie nie pasowało na tę scenkę, aż do momentu, gdy... Pchnąłeś swą drogą partnerkę prosto przed ich oblicze.
Musieliście być doskonałymi aktorami, bowiem cała trójka zaczęła się obrzydliwie rechotać na tę scenkę. Mężczyźni starali się otoczyć kobietę, jednak żaden nie zdążył zareagować to to siarczyste uderzenie w policzek. Aua. Po tym zostanie czerwony ślad na najbliższe kilka minut.
- Przeproś, suko! - Warknął jeden z nich, łapiąc Chloe za włosy i ciągnąc boleśnie do tyłu.
- Skąd żeś ją wytrzasnął? Nie było jej na liście. - Zapytał ten, który wyglądał na ich "szefa", podchodząc do Bradleya i kładąc swoją dłoń na ramieniu mężczyzny.
-I gdzie kurwa przypinka. Wiesz, że on nie lubi braku helisy! - Zapytał kolejny, klepiąc się nerwowo po kieszeniach. Niestety, nie znalazł zapasu pomiędzy paczką papierosów, kastetem i kluczami...
- Ej, ale takiej ślicznoty to szkoda na ognisko. Płonąca jest i bez tego... - Zarechotał ponownie ten oblech, który wciąż nie puścił jej włosów, w tej chwili gładząc swoją szorstką dłonią jej twarz. Harper doskonale mogła czuć zapach tanich papierosów i potu pod swoimi nozdrzami. - Może przyda jej się mała nauka, dlaczego się tak nie rzuca? Z chęcią sam ją klepnę, nie koniecznie w tę buźkę. - Oblizał się parszywie, delikatnie uderzając otwartą dłonią po policzku dziewczyny. Z całą pewnością nie było to bolesne uderzenie, ale za to... Mocno sugestywne i upokarzające...