The Gifted - 2019-11-19, 01:41 Temat postu: Główny hol
Mistrz Gry - 2019-11-24, 17:24 / 4 marca, po ataku na DOM
Ilość pojazdów była zapewne nie zliczona, ale na pewno ograniczona. Niektórzy brali prywatne, inni skradzione transportowe, część użyczona została z bractwa i rebelii, a do pomocy włączyła się także Armia X. Uwolnieni mutanci zostali przewożeni do miejsca docelowego w różnym odstępie czasowym. Oprócz kierowcy w pojeździe była dodatkowa osoba na miejscu obok, która podejmowała rozmowę z pozostałymi i oceniała, kto ma rannych poważnie bądź krytycznie. Dzięki krótkofalówką zapewnionym przez Armię X, "pojazdy" komunikowały się ze sobą, kto obiera dłużą a kto krótszą trasę. Nie mogli wszyscy jechać w tym samym kierunku niczym kordon, ponieważ naraziłoby to wszystkich na śmierć i niepotrzebne pościgi. Pierwszy samochód w poważnie rannymi zajechał pod fabrykę i od razu przeniesiono rannych do sali chorych. Innych przekierowano do sali głównej, gdzie mieli oczekiwać na pozostałych i pomoc. Dostawali także koce na otulenie i zyskanie dodatkowego ciepła. Niestety, nie mogli przewidzieć liczby mutantów ilu przyjdzie im uwolnić, więc istniało ryzyko że koców nie starczy. Zatem musieliby jeden koc z kimś jeszcze dzielić.
Do sali zabiegowej też powoli kogoś przyprowadzano, lecz na razie jedną osobę by dowiedzieć się, czy obroża na szyi mutanta nie będzie przeszkodą dla Caroline, w usunięciu chipa. Jeżeli tak, będą musieli poczekać albo znaleźć sposób na ich usunięcie.
Pojazdy z DOMu docierały na miejsce w różnym odstępie czasowym. Czasami było to pięć minut różnicy, czasami dochodziło do piętnastu.
/ post naprowadzający, może tutaj pisać każdy do woli, bez kolejki, samotnie lub w grupie /Vincent Edams - 2019-11-25, 20:14 Udało się. Nie wiedział jakim cudem, przy towarzyszach broni typu Bradley i nie poszło tak, jakby chcieli, ale część mutantów udało się uwolnić. Nie wyszedł z tego bez szwanku, ale żył, był wolny i wykonał zadanie na tyle, na ile warunki pozwalały. Dlaczego więc czuł się tak źle? Przecież to ledwie połamane żebro i parę zadrapań.
Póki działał na adrenalinie, pruł na pełnych obrotach. Dopiero gdy dotarł bezpiecznie do miejsca zbornego i dezaktywował moc, poczuł potworną słabość. Dowlókł się na pierwszą, lepszą skrzynię i opadł na nią, pochylając się do przodu. Charakterystyczny, metaliczny posmak w ustach i wilgoć w nosie, podpowiedziały mu, że nadużył mocy i krew właśnie mu kapie z nozdrzy na koszulkę. Nie zważał jednak na to. W jego głowie kotłowały się same pesymistyczne wizje - że Nick nie da rady uciec, że ich tu znajdą i uwiężą, że znów trafi do laboratoriumi tym razem wypiorą mu mózg na dobre...
Czuł nieprzyjemny, tępy ból w klatce piersiowej, będący pokłosiem ataku zwierzoludzia. Otarł zakrwawiony nos o rękaw,skupiając się na swoim oddechu.
Nie myśl.Poprostu nie myśl...Imari Blanc - 2019-11-27, 19:10 Pojawiła się na miejscu tak szybko, jak tylko jej się udało. Więc pewnie trochę to zajęło, bo nie miała jednak własnego środka transportu (może nawet przyjechała z Philem?). Wparowała do pomieszczenia rozglądając się po znanych i nieznanych twarzach.
- Vinc! - poderwała się do niego, gdy go w końcu dojrzała. Stanęła pół kroku przed chłopakiem i ogarnęła go spojrzeniem, jakby bała się, ze nie ma wszystkich kończyn.
- Coś ci jest..?Vincent Edams - 2019-11-27, 21:54 W pierwszej chwili nie zareagował. Jakby był zupełnie gdzie indziej. Wpatrywał się, tym nieludzkim spojrzeniem, w coś, czego ona dostrzec nie mogła. Zacisnął splamione, zaschniętą już krwią dłonie, na swoich kolanach. Nigdy nie myślał, że w obronie własnej przeleje krew swojego pobratymcy. A jednak- zabił, ratując siebie. Fakt, że wyszedł z tego starcia jedynie z połamanym żebrem, był co najmniej imponujący.
Minęła naprawdę długa chwila, nim potrząsnął przecząco głową, wciąż milcząc. W końcu tu było tylko kilka zadrapań. A na to, co mu dolegało, lekarstwa nie miała. .Imari Blanc - 2019-11-27, 21:59 Klęknęła przed chłopakiem, by spojrzeć mu w twarz, jakby nie dowierzała.
Obejrzałą go jeszcze raz, chociaż pobieżnie, bo przecież nie dotknęła go nawet.
Nie wydawał się być ok, ale.. nie wiedziała dokłądnie CO się tam stało, więc też nie miała pojęcia co musial przejsć.
- Możesz wstać, żebym mogła cię dokładnie obejrzeć? - wyciągnęla do niego dłoń i czekała na reakcję.Vincent Edams - 2019-11-27, 22:28 Choć klęczała przed nim, on myślami jakby był gdzie indziej. Nie nawiązał kontaktu wzrokowego, jedynie znów potrząsnął przecząco głową. Był chłodny i wycofany. Jakby tych paru miesięcy jej ciężkiej pracy, po prostu nie było. Jakby znów był tym samym chłopakiem, którego odwiedziła w Rebelii i jej nawet nie pamiętał.
- Nic mi nie jest - rzucił cierpko.
Nie przyjął jej dłoni, choć pewnie normalnie by to zrobił. Nie chciał nic czuć, nie chciał myśleć. Po prostu... miał teraz ochotę zniknąć. Odwrócił głowę na bok.Imari Blanc - 2019-11-27, 22:34 Na moment coś zaciążyło jej w żołądku, aż zrobiło jej się niedobrze. Zacisnęłą zęby, cofnęła rękę. Obserwowała go uważnie, ale Edams nie chciał na nią nawet spojrzeć.
W końcu podniosla się z kolan i cofnęła o krok.
- Wstań - poprosiła trochę bardziej stanowczym głosem niż zwykła się do niego odzywać - I to nie jest prośba. Przyszłam tutaj opatrzeć rannych i zamierzam to zrobić, nie utrudniaj mi pracy proszę. Vincent Edams - 2019-11-27, 22:53 Och, z pewnością, gdzieś z tyłu głowy, pojawiła się myśl, że mógł jej tym sprawić przykrość. Teraz jednak, jego otępiały, zmęczony użyciem mocy umysł, marzył tylko o jednym - zniknąć. Albo zawinąć się w koc i spać parę tygodni. Jeden pies.
- To się nimi zajmij. -warknął. - Powiedziałem, że nic mi nie jest.
Oj robiło się nerwowo.
Vincent nigdy nie zrobił nic, co mogłoby zagrozić Imari, ale trudno było przewidzieć jego zachowanie w tym stanie. Może lepiej nie ryzykować?
Póki co jednak, sięgnął do kieszeni spodni, krzywiąc się nieznacznie.. Żebro dało o sobie znać. . Wyciągnął chusteczkę do nosa i wydmuchał go, chcąc pozbyć się nadmiaru juchy.
- Nie chcę, by mnie ktokolwiek dotykał. Więc przestań. - spojrzał na nią w końcu.
To nie był jej przyjaciel z dzieciństwa. Patrzyly na nią zimne oczy Obiektu Trzydzieści SześćImari Blanc - 2019-11-27, 22:58 Jego podejście do niej zmieniło się od czasu, gdy się pierwszy raz widzieli, ale teraz miałą wrażenie, że cofnęli się nawet dalej. W końcu nie zaglądała mu do głowy, to znaczy nie w poszukiwaniu wspomnień, które mogły by być problematyczne. A tutaj..
Bolało ją to, jasne. Nawet nie próbowała tego ukrywać.
- Jeśli nic ci nie jest to mi to udowodnij, wtedy dam ci spokój i nikt nie będzie musiał cię dotykać - nie dawała się tak łatwo zbyć, stojąc przed nim wciąż. Szukała w jego spojrzeniu czegokolwiek znajomego, ale chyba na próżno..Vincent Edams - 2019-11-27, 23:16 Naprawdę, Imari miała szczęście, że osiągnął swój limit. Gdyby nie to, mogłaby podzielić los małej Vanessy i móc zaśpiewać "I believe I can fly!". Szczęśliwie dla Blanc, mógł co najwyżej nasilić krwotok z nosa.
Mierzyli się spojrzeniami w milczeniu. On zdenerwowany, ona zraniona. Kobieta nie mogła być pewna, czy jej dawny przyjaciel, nie straci w końcu panowania nad sobą i nią nie miotnie przez pół hali. A rąsia chyba jeszcze się dobrze nie zagoiła.
Minęło kilka, pełnych napięcia chwil. W końcu chłopak powoli wstał, mierząc ją spojrzeniem, temperaturą zbliżoną do kadzi pełnej ciekłego azotu. A że twarz miał przy okazji napiętą z maskowanego bólu, ojtamojtam. Miał wysoki próg wytrzymałości, wytrzymywał górze gorsze rzeczy.
- Zadowolona? Imari Blanc - 2019-11-27, 23:25 Dawała sobie jakoś z tym radę, z jego podejściem.. bardziej martwiła się teraz o to czy jest cały, czy n ie potrzebuje pomocy medycznej, czy nie ma ran i złamań.. Potem będzie się zastanawiać jak mu pomóc dalej, z ranami innymi niż fizyczne. Po prostu trzeba było priorytetyzować potrzeby w tym momencie..
Jakoś przeżyje jego oschłość, świat się od tego nie zawali, a ona miała mu pomóc, a nei użalać się nad sobą.. Nie tym razem przynajmniej.
Może tez nie wierzyła, że mogłby jej obecnie zrobić krzywdę, czy w ogóle zrobić krzywdę.. Najwyżej wylądowała by na ścianie. Nie była jednak głupia i nie zaskoczyła go rzuceniem się na szyję, co pewnie zrobiła by jeszcze.. cóż, z pół roku temu? Mniej więcej.
Cofnęła się jeszcze krok czy dwa, by dać mu więcej przestrzeni, by czuł się swobodniej. Widziała jak jest skrzywiony i jak jest spiety.
- Nie. Ściągnij koszulkę proszę, obejrzę Cię i dam ci spokój, ok? - zapewniła Vincenta. Najchętniej by go rozebrała do bielizny, ale nie chciała mu tego robić. Gdyby miał złamane nogi to by na nich nie stał. Gdyby miał rany, to by było widać po rozszarpanych spodniach.Vincent Edams - 2019-11-28, 01:56 Borze Tucholski, gdyby wiedziała, jak była blisko tego wylądowania na ścianie. Dobrze, że do tego nie doszło, bo na tym wesołym incydencie, zakończyłaby się ich znajomość. Bo przecież, Imari nie była masochistką, PRAWDA? PRAWDA?!
Teraz już nie dyskutował, bo wiedział, że to uparte stworzenie nie da mu spokoju, dopóki się nie upewni, że jest cały. Spojrzał na nią cierpko, ale już bez gadania zdjął koszulkę. Może pomogło to, że się od niego odsunęła.
Mercy wiedziała już wcześniej, że chłopak ma pokaźną kolekcję blizn, więc nie było to dla niej nowością. Nie widziała jednak wcześniej znaku jego zniewolenia - numeru seryjnego na jego piersi "036" . Symbol pozbawienia go praw, jako człowieka. Widać było, że zrobiono go lata temu, bo był nieco zdeformowany, przez to że chłopak przez te lata sporo urósł.
A poza tym, przy zlamanym żebrze kwitnął mu soczysty krwiak.Imari Blanc - 2019-11-28, 11:28 Na szczęście dla siebie Imari nie zdawała sobie z tego sprawy, a Vincent postanowił w końcu współpracować, choć z miną.. nietęgą.
Blizny już widziała, i owszem, chociaz nie zmieniało to faktu, że byłu one dla niej ciężkie do zaakceptowania. Skrzywiła się nieznacznie, ale ten grymas zaraz się pogłębił, gdy dojrzała krwiaka na żebrach. Odruchowo prawie uniosła rękę, ale powstrzymała się praktycznie od razu. W końcu obiecała, że go nie dotknie.
Obeszła go jeszcze, by spojrzec na plecy i westchnęła.
- No dobrze.. Powinieneś miec opatrzone te otarcia i zabandażowane żebra.. Ale wiem, że mi tego nie dasz zrobić - splotła ręce na piersi, stajac znów przed Vincentem.
- Więc to zostawię w spokoju. Zebro się zrośnie i tak, chociaz będzie to mniej wygodne bez obandażowania. A na resztę przyniosę ci wodę utlenioną i gazę, poradzisz sobie z czym możesz, tak? - spojrzała wyczekująco, najwyraźniej oczekując odpowiedzi.Vincent Edams - 2019-11-28, 12:36 Nie zareagował na jej skrzywienie. Wiedział jak wyglądał, ale Nick pomógł mu się z tym uporać. Wszak nie było to ani jego wina, ani niczego to nie zmieni. Pozwalało to za to utrzymać motywację. Wystarczyło spojrzeć na tą szatkownicę na jego ciele, a od razu sobie przypominał, kto mu to zrobił.
Być może to spokój Imari, być może to, że uszanowała jego przestrzeń, ale trochę się uspokoił.
Pokiwał głową, ale poczuł się dziebko słabo, więc klapnął z powrotem na skrzynię. Otarł znów nos i pochylił się nieco do przodu, wbijając wzrok w swoje dłonie. Odwrócił je wnętrzem do góry i wpatrywał się w nie w milczeniu. Krew. Nie jego. Innego mutanta.
CO z drugą grupą ? Czemu jeszcze nie dojechali, gdzie był Nick ?