To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown - Fresh Market

The Gifted - 2019-05-07, 21:12
Temat postu: Fresh Market



Sebastian Morrison - 2019-05-07, 22:55

/ 22 luty 2019

Minęły kolejne tygodnie a Sebastian mógł już normalnie wrócić do codzienności. Jednakże nie tak prostej jakby się mu to wydawało. Rehabilitacje dawały mu mocno w kość. Podczas ostatnich dni pobytu w szpitalu, udało mu się wynająć mieszkanie na określony czas, by móc w miarę funkcjonować przez poruszanie się na wózku. Dzięki drobnej pomocy brata, część jego rzeczy została przeniesiona do nowego mieszkania.
Nie da się ukryć, że zupełnie inny tryb życia stał się dla niego trudny. Nawet ograniczało go z wejściem do wielu miejsc, które posiadały schody lub wysokie progi. Nieprzyjemnie też czuł się prosząc kogokolwiek o pomoc. Spojrzenia litości go irytowały. Nie raz też przygnębiał go ten stan rzeczy w jakim się znalazł. Jeszcze w szpitalu był przekonany że da radę. Mylił się. To wszystko go przerastało.
Tak też dzisiaj, odnalazłszy sklep z wejściem przyziemnym, mógł bez problemy wjechać na wózku inwalidzkim. Od razu wziął koszyk na kolana i ruszył przed siebie pomiędzy regały. Najgorsze miało się zacząć w momencie, kiedy przystanął przed regałem z makaronami i nie mógł dosięgnąć tego rodzaju, jaki zazwyczaj kupował. Był umiejscowiony wysoko. Gdyby mógł wstać, dosięgnąłby bez problemu. Ale nie mógł. A w tym przedziale, nikogo nie było by podał. Mimo prób dosięgnięcia, poddał się z westchnieniem, przeklinając w myślach. Nie ukrywając też tego, jak bardzo ten stan zaczynał go dobijać. A na kolejną operację, musiał jeszcze trochę poczekać.

Anna Payne - 2019-05-07, 23:45

Minął zaledwie miesiąc od tego nieszczęsnego wypadku. Na szczęście, chociaż przetransportowanie zwłok do Vancouver się w miarę szybko udało. Jednak przez to wszystko była spłukana. Tak jakby... Niby miała jeszcze jakieś oszczędności, które znalazła pochowane w mieszkaniu brata. Na tyle, by pozwoliły jej wynająć skromną kawalerkę w Olympii i się tu przeprowadzić. Wiedziała, że nie może dalej tam mieszkać. Zostało jej jeszcze do sprzedania parę rzeczy, których na pewno nigdzie nie wciśnie. Na samym końcu sprzeda mieszkanie. Przynajmniej taki miała plan.
Jednak wracając do dnia dzisiejszego... Po powrocie z rodzinnego miasta, postanowiła zrobić szybkie zakupy w pobliskim sklepie. Przechadzając się bez celu między regałami nagle zauważyła Sebastiana. Podeszła do niego, ubrana typowo jak na okres żałobny, cała na czarno. Włosy spięte w luźny kucyk opadały jej na plecy przez co wyglądała na jeszcze szczuplejszą niż wcześniej. Choć nie da się ukryć, że i tak przez ostatni miesiąc schudła dość sporo.
-Cześć..
Zaczęła wymuszając uśmiech. Po śmierci brata nie potrafiła już żyć pełnią życia jak dotychczas.
-Jak się masz? Dobrze wyglądasz. O wiele lepiej niż wtedy, w szpitalu.
Na samą myśl tamtego dnia i kilku następnych, miała ochotę paść na ziemię i zacząć płakać. Jednak starała się jakoś trzymać. Choć nie było to proste. Niemniej jednak mówiła prawdę. Sebastian o wiele lepiej wyglądał niż wtedy, gdy widziała go po raz ostatni. Powrócił kolor skóry, nie był już tak blady, wymęczony i obolały. Co prawda, wózek nie sprawiał zbyt dobrego wrażenia, jednak z dwojga złego, lepsze to, niż śmierć.

Sebastian Morrison - 2019-05-10, 18:27

Słysząc niemal znajomy głos, Sebastian spiął się lekko i odwrócił w stronę kobiety która pojawiła się w tym korytarzu.
- Cześć...
Odpowiedział trochę zmieszany, ale posłał jej lekki uśmiech. Nie czuł się zbytnio komfortowo w tym stanie, że musiał poruszać się na wózku. Wręcz raczej nie chciał, by ktokolwiek znajomy go widział w takim stanie. Nie przywykł do tego, by traktowano go jak inwalidę.
- Nie powiedziałbym...
Odparł, przy czym uśmiech zszedł mu z twarzy, zaciskając dłoń na obręczy koła. Przenosząc wzrok na swój wózek. Jakby chciał jej uświadomić, że ten wózek wcale nie poprawia jego wyglądu czy samopoczucia. Ale by nie zignorować jej osoby, spojrzał na nią ponownie marszcząc brwi.
- Za to Ty wyglądasz chyba gorzej niż ostatnim razem. Coś się stało?
Zapytał. Mało interesowało go to, jak się ubierała. Nie zawsze czerń symbolizuje żałobę. A nie miał pojęcia, przez co przechodziła w ostatnich tygodniach. Nie odwiedzała go zbyt często. Nie wymagał tego od niej. Miała przecież swoje życie.

Anna Payne - 2019-05-10, 19:45

Widząc jak uśmiech zniknął z jego twarzy, i ona nie chciała ani nie miała siły więcej udawać.
-Akurat tutaj mam rację. I nie mam na myśli wózka. Podejrzewam, że to nic przyjemnego. Jednak miałam na myśli, że ostatnio gdy Cię widziałam, byłeś blady, obolały, na szprycowany lekami... Teraz przynajmniej bladość zniknęła i nie masz tego bólu wymalowanego na twarzy.
Nie mogła powiedzieć, że go rozumie. Bo nigdy nie była w jego sytuacji, więc jedyne co mogła to sobie wyobrażać. Chociaż nawet to przychodziło jej ciężko. Jeszcze bardziej spochmurniała gdy spytał czy coś się stało. Nie chciała go obarczać swoimi problemami.
-Niedawno wróciłam z Vancouver... Chciałam Cię odwiedzić jeszcze kilka razy, ale zmarł mój brat, i musiałam zorganizować pogrzeb...
Powiedziała, jednak głos zaczynał jej drżeć przez co chciała jak najszybciej zmienić temat, by tylko znów się nie podłamać.
-Pomóc Ci w czymś? Może coś podać?
Spytała z trudem łykając ślinę.

Sebastian Morrison - 2019-05-12, 21:04

Sebastian westchnął przy jej odpowiedzi. Wiedział co miała namyśli, ale i tak nie zmieniało to faktu, jak bardzo ten wózek mu przeszkadzał. Wszędzie jakby nie spojrzał na ludzi, to miał wrażenie, że patrzą na niego z litości i współczucia. Nie chciał tego.
- Wiem... Pod tym względem to może i lepiej. Sądziłem że jestem silny i to nie będzie dla mnie przeszkodą. Ale rehabilitacje mi pokazały, że łatwo nie jest...
Ukrywać tego nie próbował. Bo widać było, że nie potrafił na razie pogodzić się z tym losem. Ale był przy nadziei, że to się zmieni. Że kolejna operacja da dobre znaki.
Słysząc powód jest stanu, współczuł jej bardziej niż sobie. Stracić brata, nie było przyjemnym doświadczeniem. Sam jednak nie wiedział jakby zareagował na wieść o śmierci Leviego. Dobrze że tym dupkiem ma jakikolwiek kontakt i wie gdzie go szukać w razie czego.
- Przykro mi.
Cóż więcej mógł powiedzieć. Nie chciał teraz roztrząsać tematu, by pytać o powody jego śmierci. Ta rana musiała być nadal świeża.
Jej pytanie wyrwało go z zamyślenia, że spojrzał na półkę z makaronami...
- Głupio mi przyznać. Ale chyba tak.
Normalnie czuł, że mu głupio, wstyd i robi się czerwony. Bo jak tak można kobietę o coś prosić? O taką błahostkę?
- Tę paczkę makaronu.
Wskazał jej o półkę wyżej, której jak widać, nie mógł dosięgnąć. Dla niej problemem być nie powinno sięgnąć. Nie było zbyt wysoko. Ale dla niego, teraz było zbyt trudne zadanie. Nie spojrzał na nią. Jakby się wstydził, choć nie miał czego. Czyżby cierpiała jego duma?

Anna Payne - 2019-05-12, 21:43

Wysłuchała go uważnie po czym podeszła bliżej i kucnęła przy jego wózku i spojrzała na niego.
-Nie możesz się poddać. Wierz mi, że jesteś silny. I przetrwasz to. Teraz możesz czuć się beznadziejnie, ale pomyśl, jak już staniesz na nogi, i myślami cofniesz się wstecz, będziesz mógł z dumą powiedzieć, że dałeś radę. Jesteś silniejszy niż Ci się zdaje, ale tą siłę musisz w sobie po prostu znaleźć. Na tą chwilę musisz też wiedzieć, że pomimo tego co się stało i pomimo wózka, miałeś ogromne szczęście. Wiesz dlaczego? Bo przeżyłeś.
Po tych słowach uśmiechnęła się blado do niego (na tle ile była w stanie).
Anna nie życzyła śmierci bliskiej osoby nawet największemu wrogowi. Sama nie potrafiła się jeszcze pozbierać po stracie Colta. Nie było jej łatwo. Zwłaszcza, że Brada znów gdzieś wcięło, a potrzebowała go. Był jedyną bliską jej osobą która jej została.
Przytaknęła jedynie głową na słowa Sebastiana. Nie była w stanie wykrztusić nic więcej. Po chwili jednak wstała i podała mu makaron o który prosił.
-Nie wstydź się prosić o pomoc. Czasem nawet największy twardziel jej potrzebuje.
Łatwo było jej to powiedzieć, jednak czy sama się do tego stosowała? Zwłaszcza teraz? Nie koniecznie. Nie raz proponowano jej pomoc, ale ona odmawiała. Odmówiła nawet gdy koleżanka z pacy, zaproponowała, że pojedzie z nią do Vancouver na pogrzeb. By Ann nie była tam sama. Jednak ona nie chciała.

Sebastian Morrison - 2019-05-16, 00:41

- Wszystko zależy od tego, czy kolejna operacja się powiedzie. Wtedy mogę tak myśleć. Na razie, mimo prób ciężko mi się przestawić na takie myślenie, kiedy widzę jaka jest rzeczywistość.
Wiedział że nie może się poddawać. Mimo iż los go ukarał, to jednak on uratował życie obcej dziewczyny. Musiał wierzyć w to, że odzyska sprawność. Tylko przy trudnościach z codziennością, nie było łatwo o tym myśleć.
Odebrał od niej ten makaron, który podała i wrzucił do swojego koszyka. Westchnął po jej odpowiedzi. Największy twardziel... Też dobrała sobie określenie na jego sytuację.
- To samo mógłbym powiedzieć w Twojej sytuacji. Bo mam nadzieję, że Ty chociaż się z tego pozbierasz.
Mogliby się pocieszać wzajemnie, dodawać sobie sił i prawić moralne kazania. A samemu się do tego nie stosując, póki nie dostanie się wykładu od drugie osoby. Czy to nie wyglądało zabawnie? Jak o tym pomyślał, sam się uśmiechnął i pokręcił głową.

Anna Payne - 2019-05-19, 00:26

- Powiedzie się. Nie planowali by drugiej operacji, jeśli miała by ona nie pomóc.
Była pewna tego co mówiła. Nie raz słyszała, że lekarze nie podejmują się operacji, jeśli miała by ona nie pomóc lub pocieszyć dotychczasową sytuację. Jednak wiedziała też, że dla Sebastiana nie było to łatwe. Widziała to po nim.
Westchnęła słysząc jego słowa.
-Pozbieram się. Kiedya na pewno. Chociaz jest to ciezkie. Zwlaszcza wiedzac gdzie i jak zginął.
Powiedziała tylko. Nie wiedziała do kończą czy byłaby w stanie mu o tym powiedzieć. Cóż.... Na pewno nie teraz. Teraz to nawet ciężko jej było myśleć o tym wszystkim na trzeźwo. Rana była jeszcze zbyt świeża.

Sebastian Morrison - 2019-05-19, 14:03

- Sugerowali mi, że mógłbym podjąć się drugiej operacji, by mogli sprawdzić co poszło wcześniej nie tak i poprawić. Wyjaśnili też, że ostatnim razem skupiono się na ranach, bym nie odszedł z tego świata. Nawet Caroline mówiła, że mam na prawdę sporo szczęścia.
Wyjaśnił dokładniej. Nie musiał, ale to zrobił. Nie przypuszczał tylko, że codzienność będzie taka uciążliwa w takiej sytuacji. Oby to się skończyło. Pragnął tego jak nic innego.
- Mówiąc tak, mam wrażenie że potrzebujesz czegoś mocniejszego na ten problem.
Stwierdził lekko się uśmiechając, nie chcąc jasno sugerować, że potrzebuje ona wypić coś mocniejszego. Być może oboje tego potrzebowali? I tak los skrzywdził ich obojga obierając pewną ich część. Sebastianowi władzę nad nogami, zaś Annie brata.

Anna Payne - 2019-05-19, 18:19

-I to szczęście Cię nie opuści. Będzie lepiej. A z czasem, powrócisz do dawnej formy. Trochę wiary...
Nie wiedziała czy Sebastian był wierzący czy nie. Ona sama przestała już wierzyć. Z jednej strony, nie wierzyła, że może być lepiej. Z drugiej zaś, wiedziała, że w końcu będzie musiała się ogarnąć. Jednak było to dość trudnym zadaniem.
-Próbowałam nie raz... Jak tak dalej pójdzie to będzie mi potrzebny odwyk...
Powiedziała wykrzywiając usta w coś na kształt słabego uśmiechu.
-Ale tu masz mój nowy adres. Możemy się któregoś wieczoru spotkać i pogadać. Będzie to jednak lepsze miejsce niż sam środek sklepu...
Mówiąc to wyjęła kartkę i długopis z torebki, napisała na niej adres i podała Sebastianowi. Może rzeczywiście nie byłby to zły pomysł, aby się spotkać i porozmawiać.

Sebastian Morrison - 2019-05-19, 20:10

Wierzącym w jakieś religie nie był. Pod tym względem mógłby zaliczać się do ateistów. Jednakże w siebie wierzył. W swoje możliwości i działania. Nie poddawał się. Ale ta sytuacja go przerosła i mimo walki, czasem czuł się na skraju poddania. Odpowiedział zaś uśmiechem w podzięce za dobre słowa, ale nie chciał już dalej ciągnąć tego tematu.
Ze słów Anny wynikało, że próbowała zapić smutki. Więc nie powinien jej tego proponować. Miała rację, że to później zamieni się w coś w rodzaju uzależnienia i będzie potrzebować odwyku.
Druga rzecz, podała mu swój nowy adres. Spojrzał na kartkę, ale miał mieszane uczucia. Bo problemem stał się wózek. A co jeżeli mieszka na piętrze? Albo ma dom ze schodami na wejściu?
- Dzięki ale...
Szukał słów jak z tego wybrnąć.
- Mam chyba lepszy pomysł.
Spojrzał na nią odstawiając na razie koszyk na podłogę ze swoimi towarami.
- Może ja zapiszę Ci mój nowy adres, ewentualnie umówimy się gdzieś w lepszym miejscu? Park? Kawiarnia? Albo ogród zoologiczny? Porobilibyśmy coś, co odwróciłoby nam uwagę od problemów.
Zaproponował inne rozwiązanie. O ile ona jest na to gotowa. To tylko spędzenie czasu ze znajomym. O niczym więcej na razie nie było mowy. Musieli odreagować to co ich spotkało. Szukał lepszego zamiennika niż alkohol.

Anna Payne - 2019-05-19, 22:29

Podobnie jak Ann. Jednak z tą różnicą, że nie wierzyła nawet w swoją siłę. Jedyne w co wierzyła, to w to, że tą siłę straciła kilka tygodni temu. Aż dziwne, że znalazła w sobie resztki sił, by ogarnąć pogrzeb, i to w dodatku w Vancouver. Jednak na tym jej siła się skończyła. Chociaż w sumie, wciąż tu stoi, więc może nie jest aż tak źle. Może jeszcze trochę tej siły w sobie ma? Ciężko było stwierdzić, czy to siła ją trzyma przy życiu, czy może wspierający ją w trudnych chwilach Brad.
-Jasne... Nie ma problemu.
Powiedziała jedynie po czym podała mu kartkę i długopis.
-To może zróbmy tak, że odezwę się do Ciebie, jak już mniej więcej uporządkuję parę spraw... Muszę jeszcze sporo rzeczy sprzedać po Coltonie w tym mieszkanie... Niestety nie stać mnie na utrzymanie mieszkania po nim. Z resztą, nie byłabym w stanie tam mieszkać....
Nie wiedziała do końca po co mu to mówi, ale jednak z drugiej strony, i tak sporo o niej wiedział. W końcu niejedno musiała mu powiedzieć, zaraz na początku znajomości, gdy tylko pojawiła się w jego kancelarii w sprawie Ewangeliny.

Sebastian Morrison - 2019-05-19, 23:27

Zgodziła się na małą zamianę informacji i spotkania. Co prawda, jej adres Sebastian sobie schował, bo być może kiedyś przyda się. Odebrał od niej notes i długopis, notując od razu swoje nowe miejsce zamieszkania. Telefonami nie musieli się wymieniać, mieli do siebie kontakt.
- Nie ma sprawy. Mogę poczekać na Twój telefon i wtedy się umówimy. Z tym że...
Zrobił chwilę przerwy i poniżej adresu, zapisał datę.
- Szóstego marca mam operację. To tak byś wiedziała, że wtedy raczej wspólne wyjście odpada.
Oddał jej własność, dodając jeszcze.
- Gdybyś miała w czymś problem i nie mogła czegoś załatwić, daj znać. Postaram się pomóc.
Sam może i nie, ale przez znajomych, których mógł popytać o kolejnych z polecenia. Choćby w przypadku sprzedaży nieruchomości, gdyby coś chciało nie pójść po jej myśli. Tym samym posłał jej lekki uśmiech. Zgarnął swój koszyk ponownie na kolana i cóż. Pewnie się zaraz rozejdą by dokończyć swoje zakupy.

Anna Payne - 2019-05-20, 00:35

Odebrała od niego notesik z długopisem i spojrzała na to, co napisał.
-Spokojnie. Będę pamiętać. W tym tygodniu już większość powinnam mieć sprzedane, więc będzie nieco luźniej. Zdążymy się spotkać jeszcze przed operacją.
Zapewniła.
-Może uda nam się trochę rozluźnić... Bo w tym akurat masz rację... Przyda nam się to.
Dodała. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc o pomocy. Mimo wszystko miło jej się zrobiło, wiedząc, że ma wokół siebie ludzi którzy sami wykazując chęć pomocy czy wsparcia. Choć wiedziała, że w tym przypadku to nie ona miała najgorzej.
-Dziękuję. Będę pamiętać.. Ty również daj znać jeśli czegoś byś potrzebował. Pomocy czy cokolwiek. Również postaram się wtedy pomóc.
Na szczęście większość rzeczy miała już załatwione. Jednak najbardziej obawiała się właśnie sprzedaży mieszkania. To był chyba największy problem. Ale wierzyła, że sobie poradzi.
-Wybacz, ale powoli muszę się zbierać. Padam z nóg, po podróży. Jakby coś to dzwoń. No i do zobaczenia niedługo. Trzymaj się.
Powiedziała i po chwili posyłając mu coś na kształt uśmiechu ruszyła w kierunku kas.

/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group