To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Spin-off Universe - Babe, there's something tragic about you, don't you agree?

Matilde Wallace - 2018-12-12, 23:20
Temat postu: Babe, there's something tragic about you, don't you agree?
28 lutego 2018, mieszkanie Hoppera

Wallace nie miała pojęcia co właściwie wciąż tutaj robiła. To było jak czysty masochizm i niestety, ale inaczej się tego wszystkiego nie dało wytłumaczyć. Cholera, po co jej było to wszystko? Czemu nie mogła go tak po prostu zostawić? Ale nie, oczywiście, zachciało jej się opiekować umierającym dupkiem. Cudownie. Siedziała na tym głupim krześle, paląc równie głupiego papierosa i co chwilę przyglądała się jeszcze głupszemu, śpiącemu Hopperowi. Jeszcze kilka godzin temu była naprawdę przerażona. Nie powinna być, nic dla niej nie znaczył, nie? Ale jednak kiedy to wszystko potoczyło się tak źle i kiedy była wręcz pewna, że Hopper umiera… no nie mogła stąd wyjść. Już chuj z bezpieczeństwem Cass, naprawdę… to w tamtym momencie nie miało dla niej znaczenia. Nie robiła tego dla Gardner. Po prostu nie mogła mieć go na sumieniu.
Więc została. Została i robiła te wszystkie rzeczy, których by się po sobie nigdy nie spodziewała. Okłady, nie okłady, leczenie, nie leczenie, masowanie karku, nie masowanie po prostu… po prostu o niego dbała. Po prostu nie chciała, by umarł. To do czego między nimi doszło poprzednim razem, to do czego między nimi doszło w samochodzie… cholera, jakoś ciągle to miała przed oczami. I za cholerę nie mogła się od tego uwolnić. Zwłaszcza teraz, kiedy wypuszczała z ust dym tytoniowy i upewniała się, że on wciąż był żywy i nic mu się nie pogorszyło. Jakoś nie mogłaby chyba znieść myśli, gdyby mężczyzna się nie obudził. Śmierć podczas snu… dla niektórych wydawała się błogosławieństwem, a dla Wallace? Dla Wallace to był największy możliwy koszmar. I nie zamierzała tego przeżywać po raz drugi. Więc po prostu czekała. Sama nie wiedziała na co, skoro już od dobrych trzech godzin było dobrze i spokojnie mogłaby wrócić do swojego życia, ale jednak… nie zrobiła tego. Nie umiała tego zrobić. Sięgnęła po puszkę z dietetyczną colą i upiła z niej dużego łyka. Wallace... Wallace wyglądała paskudnie, a to leczenie dało jej po prostu w kość. Nie wspominając już nawet o tym, że całe ubranie miała poplamione krwią i musiała sobie pożyczyć trochę hopperowych ubrań, a dokładniej – stanowczo za dużą koszulkę. Ale nie sądziła, by to był wielki problem, bo w końcu hej! Uratowała mu życie, nie? Matilde zgasiła papierosa, po czym znowu wbiła wzrok w mężczyznę.

William Hopper - 2018-12-13, 22:39

Było naprawdę spokojnie. Kolejne obrazy przebijały się do jego świadomości, kiedy powoli, powoli się budził. Światło sączące się przez okno, szafa, jakaś półka z książkami… Było mu całkiem przyjemnie, leżąc w tym łóżku i otwierając oczy tylko na parę sekund, wyłapując coraz więcej szczegółów. Tylko lekki ból głowy nie pasował do tego obrazka, ale tak właściwie - nie za bardzo mu przeszkadzał. Chętnie jeszcze by tak poleżał.
Rzecz w tym, że powoli zaczęło do niego docierać, że w zasadzie to chyba nie miał pojęcia, gdzie był. Chyba nawet nie miał pojęcia kim był. I kiedy tylko dotarło do niego, że to nie był normalny stan rzeczy, gwałtownie się poderwał. Obrzucił spojrzeniem całe pomieszczenie, jakby szukając jakiegoś zagrożenia (a może po prostu źródła informacji?).
Popielniczka. Papieros. Jakaś dziewczyna. Całkiem ładna. Siedziała, ale biorąc pod uwagę jej proporcje metr siedemdziesiąt plus-minus pięć centymetrów, niedowaga, ciemne włosy. Blada, zmęczona. Za duża koszulka (czyja? jego?). Puszka coli, dietetycznej, możliwe że ze względu na to zmęczenie. Czekała. Aż się obudzi? Czemu? Wiedziała coś.
Wow. To nie byłoby dziwne, gdyby nie wpadło mu do głowy dokładnie w momencie, kiedy spojrzał w jej kierunku. Jakby nie potrzebował czasu, żeby myśleć. Był naćpany? Chyba nie, zdawało mu się że bycie naćpanym to inne uczucie, chociaż nie był pewien, czy faktycznie kiedykolwiek miał porównanie.
- Cześć - zaryzykował, mimo wszystko. Huh, więc to był jego głos. Brzmiał… normalnie. - To naprawdę miłe z twojej strony, że tutaj siedzisz, ale gówno pamiętam, więc o co, kurwa, chodzi?
I niech nie myśli, że to było jego jedyne pytanie. Wydawała się być jedynym żywym źródłem informacji w okolicy, więc pewnie nie da jej spokoju aż nie dowie się wszystkiego.

Matilde Wallace - 2018-12-14, 19:00

Chyba nie spodziewała się tego, że będzie się aż tak… martwić. To było chyba trochę żałosne i pewnie zapadłaby się pod ziemię, ale hej! Nie musiała się nikomu do tego przyznawać, co nie? Cóż. A może i musiała, ale z całą pewnością nie zamierzała się do tego przyznawać. Po jej trupie. Po prostu miała nadzieję, że Hopper jak najszybciej się obudzi i że wszystko będzie w porządku, a potem po prostu ich drogi się rozejdą… Przynajmniej na jakiś czas. Ale nic nie mogło pójść wobec planu, prawda? To przecież nie byłoby jej życie, gdyby chociaż raz coś się od początku do końca udało.
Obudził się. Odezwał się. Wallace wypuściła z ust chmurę tytoniowego dymu, spoglądając na niego jak na debila. Cześć? Serio? Cześć? Prawie nie umarła ze strachu i wycieńczenia, a on mówił jej jakieś durne cześć? Wallace prychnęła pod nosem. Naprawdę, o mały włos a nie zaczęła żądać od niego Bóg wie jakich podziękowań, których swoją drogą widocznie specjalnie unikał, zgrywając jeszcze większego debila niż był w rzeczywistości.
– Jaja sobie robisz, Hopper? – wyrzuciła z siebie, gasząc papierosa w popielniczce. Cudownie. Najpierw prawie jej tutaj umarł, a teraz sobie stroił z niej żarty o tym jak to niby nic nie pamięta. Wallace wywrócił teatralnie oczami. Aha, jasne. Na pewno to kupi. Mógł się postarać bardziej. Dziewczyna pociągnęła z puszki łyka coli. – Żyjesz? – spytała mimo wszystko, bo jednak nieco interesowało ją to jak się czuł. I czy było to aż tak tragiczne.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group