To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown - Captain Little

The Gifted - 2017-11-21, 20:39
Temat postu: Captain Little



Conor Govain - 2018-06-14, 10:50

/14 marca

Po ostatnich akcjach rozwiązaniu FPTP i ataku na bractwo nie chciało mi się w to wszystko wierzyć. Chciałem im pomóc chciałem, ale nie miałem jak jedynie miałem kontakt z Mikem. Ale co to da? W sumie to chyba nic. No dobra teraz do biedoty się nie zaliczam, ale czy byłem gotowy prosić go o dołączenie mnie do bractwa? Tego nie byłem pewny. Miałem jednak nadzieję, że właśnie w taki sposób ochronię siebie i Esther. Miałem taką nadzieję, może i złudną ale nadzieję.
Przyszedłem na śniadanie modląc się żeby nie było dzisiaj zbyt dużego ruchu, ale tak by móc normalnie rozmawiać. Na szczęście było tak jak mówiłem, zamówiłem sobie kawę i napisałem do mojego znajomego. Wiem że mogłem na niego liczyć i tylko wyczekiwałem jego przyjścia. Chciałem tego. Chciałem dalej im pomagać jak mogłem, a teraz potrzebują ludzi i mocy. Na pewno będą chcieli prowadzić odwet, a jeśli nie to na pewno odzyskać Colleen. To ona nimi przewodziła, a teraz muszą stanąć na nogach. Czekałem w ciszy i spokoju.

Michael Ryan - 2018-06-14, 12:02

/ 14 marca godziny poranne

Mike smsa od Conora dostał akurat, kiedy karmił śniadaniem małą dziewczynkę imieniem Penny. Na jego szczęście jeszcze sam nie zdążył nic zjeść, więc perspektywa darmowego jedzenia zawsze mu się uśmiechała. Zwłaszcza, ze ostatnio miał mnóstwo na głowie. Hopper dopiero znalazł się wczoraj, a Bractwo od tej rzeźni ogarniał chaos... Musieli szukać zaginionych, bo część mutantów nie znała lokalizacji nowego miejsca, nie wszyscy byli w to wtajemniczeni.. Niektórzy ze strachu pouciekali. Nie wiedział, ze po rozwiązaniu FPTP jeszcze na nich przyjdzie czas. Mike się cholernie martwił o całą załogę co poszła walczyć z Dogsami, ale zdawał sobie sprawę z tego, ze ktoś mógł ich wydać. Bo jak inaczej wytłumaczyć to co się stało parę dni temu?
Po tym jak udało mu się udobruchać młodą, mógł iść się spotkać z kumplem. Szczerze szedł z dziwnym niepokojem, zazwyczaj to on prosił go o pomoc, nie odwrotnie.. Coś czuł nosem, ze może to chodzić o to, ze ich ugrupowanie zeszło do podziemia. Kawałek batona do buzi, by mieć energii i pobiegł, zostawiając nową siedzibę za sobą.
Na miejscu pojawił się praktycznie pół godziny później, praktycznie niczym w zegarku. Z pobocznej uliczki, gdzie się zatrzymał, wbił się w ludzi idących do pracy. Ręce włożył w kieszeń kurtki i ruszył w kierunku umówionego spotkania. Po chwili dało się usłyszeć otwierane drzwi i Ryan odszukał wzrokiem kolegę, podszedł do niego i uścisnął mu dłoń, po chwili przyciągając go i przyjacielsko klepiąc po plecach.
- Co to za pilna sprawa, że nie pozwoliłeś mi zjeść śniadania w spokoju. - dodał spokojnym głosem – Co prawda darmowego jedzenia nigdy nie odmawiam, ale ten sms mnie zaniepokoił. Masz jakieś problemy? - odparł patrząc mu się w oczy

Conor Govain - 2018-06-15, 07:56

Miałem ogromne wątpliwości do tego co robię. Nie konsultowałem tego z Esther, postanowiłem sam i to parę minut temu. Ostatnio nie czułem się bezpieczny czułem się obserwowany, ale może to było tylko dziwne nieprawdziwe odczucie. Nie chciałem ryzykować. Jedynym wyjściem było dołączyć do bractwa. Będę im pomagał tak jak mogę. Mam trochę odłożonych funduszy i kilka znajomości dzięki F.P.T.P, więc mogłem się im przydać.
Uśmiechnąłem się do Mike'a, gdy go zobaczyłem i odwzajemniłem gest. Dobrze nam się zawsze gadało i miałem nadzieję że tak zostanie. Poprosiłem kelnerkę o naleśniki i czekałem jak mój przyjaciel zamówi coś dla siebie.
- Zamawiaj co chcesz. Stać mnie na posiłek dla ciebie. - zaśmiałem się na razie olewając jego pytania. Chciałem być pewien że nikt nas nie usłyszy.
Kiedy kelnerka odeszła spojrzałem na towarzysza.
- Nie wiem czy problemy. Czuję się ostatnio obserwowany, a to w naszych okolicznościach nie wróży nic dobrego. - powiedziałem trochę ściszonym głosem rozglądając się dookoła. Nikogo nie było bo i kogo się spodziewać tak rano w tej knajpce. Mieli dobre żarcie, ale dość drogie jak na taki lokal. Osobiście lubiłem tu przychodzić zwłaszcza na naleśniki i kawę. Dość dobrze zna mnie tutaj obsługa i czasem nawet mam jakieś zniżki, ale ta kelnerka która nas obsługuje bardzo często próbuje na mnie wywrzeć dobre wrażenie co jest odrobinę męczące. Na szczęście dzisiaj zapatrzyła się na mojego znajomego z czego pod nosem się podśmiewałem.
- Mam trochę kasy i znajomości nie chciałbym żeby ktoś to wykorzystał przeciwko wam. Wolałbym żeby było to odwrotnie jeśli wiesz o co Cię proszę Mike. - oznajmiłem jeszcze ciszej nie mając pewności czy ściany nie mają uszu.

Michael Ryan - 2018-06-15, 21:50

Nie miał pojęcia o co mogło chodzić Conorowi, po prostu przyszedł na miejsce, jednak miał swoje obawy. Ucieszył się jednak widząc go i jak odwzajemnił jego przyjacielski gest.
- Byś tego potem nie żałował. - odparł na temat zamawiania i zerknął w kartę.
W sumie cieszył się, ze to Conor zachował na moment zdrowy rozsądek w odpowiedziach, dziś musiał być rozkojarzony i to mocno, skoro najpierw zbytnio nie obadał sytuacji. Ale ostatnie zdarzenia wszystko go po prostu przytłaczało. Nie było tego po nim absolutnie widać, ale jeśli wcześniej miał sporo obowiązków, to znajdował jeszcze sporo czasu by się gdzieś odreagować. Teraz jednak obowiązki plus rekrutacja nowych, szukanie pozostałych, opieka nad dzieckiem, pomoc przyjaciołom, zaopatrzenie i miejsce na spotkanie z bratem tego było nawet za dużo jak na jego osobę ze specjalna umiejętnością jaki dawał mu zwolniony czas...
- Oj nie dobrze. - powiedział lekko marszcząc brzmi – Tak jak mówisz, to nie wróży niczego dobrego. Możesz być na celowniku. - odparł też nieco ciszej
Mike zerknął w stronę kelnerki i to jak się poprawiła przyglądając się mu. Przetarł lekko swój kark czując się odrobinę nieswojo. Spoglądając na nią zamówił trzy porcje naleśników z syropem klonowym oraz gorąca czekoladę. Mike posłał dziewczynie swój szczery uśmiech. Poczekał, aż odeszła i dopiero teraz mógł odpowiedzieć na dalsze jego pytanie tez ściszonym głosem rozglądając się powoli, jakby szukał oznak czegoś dziwnego. Nie zaważył, poza tą dziewczyną, która go trochę rozpraszała.
- Jesteś pewien, ze jesteś gotów na takie życie, zwłaszcza po tym co ostatnio się wydarzyło? - spojrzał mu prosto w oczy jakby chciał doszukać się chwili zawahania.
Mike wiedział, ze to będzie kosztować Donovan'a porzucenie dotychczasowego życia, ana życie w stadzie i „w ścisłych zasadach” o ile ktoś je przestrzegał, bo Mike już wielokrotnie je łamał... On sam jakby miał bardziej normalne życie wolał by je mieć niż to co teraz, życie w ciągłym strachu zwłaszcza po ostatnim ataku...

Conor Govain - 2018-06-16, 09:27

Zaśmiałem się gdy ten miał wątpliwości do tego czy może sobie pozwolić na duże zamówienie. Liczyłem się z tym że zamówi przynajmniej pięć posiłków, ale ten zaskoczył mnie zamawiając tylko trzy porcje naleśników. No cóż nie wyjdzie mnie to tak drogo jakby mogło. Rozejrzałem się i wyjrzałem przez okno nikogo podejrzanego nie było, a od rana nie czułem nic. Po prostu chciałem uwolnić się od tego wszystkiego, a teraz byłem w środku gówna które nie chciało się skończyć. Byłem wdzięczny Sam za to że mnie wciągnęła do FPTP ale teraz gdy straciłem przyjaciółkę, a druga była możliwe że w niebezpieczeństwie bo rząd postanowił wzmocnić poszukiwania mutantów musiałem jakoś sobie radzić. No właśnie MUSIAŁEM a nie CHCIAŁEM. Ale teraz nie było odwrotu. Uśmiechnąłem się do mojego towarzysza.
- Wątpię. Nie znajdą na mnie nic konkretnego. Jedynie mogą wiedzieć że należałem do FPTP. - powiedziałem i wskazałem na swój telefon który leżał na stoliku obok kawy. Michael dobrze wiedział w czym się specjalizuję i że ukrycie pewnych danych nie jest dla mnie problemem.
- Właśnie dlatego chcę do was dołączyć. Mogę wam pomóc udostępnić wam moje drugie konto i załatwić parę rzeczy jeśli będzie potrzeba. Przydam się wam, a ja potrzebuje bezpiecznego miejsca nic innego mnie nie interesuje, a moje mieszkanie stoi dla ciebie nadal otworem jak zawsze. - powiedziałem i podałem mu drugi zestaw kluczy. Nie wiedziałem jak często będę tam zaglądał, ale podejrzewałem że będzie nadal mu potrzebne.

Michael Ryan - 2018-06-23, 21:19

Trzeba przyznać, że Mike'owi przeszło przez myśl zamówić coś więcej niżeli trzy porcje jedzenia. Jednak ta kelnerka dostałaby oczopląsów, a już trochę tymi uśmieszkami speszyła chłopaka. Cóż nie przepadał za flirtami, zdecydowanie nie był w tym mistrzem, a wręcz odwrotnie.
Rozumiał trochę sytuacje swojego kumpla, to wszystko musiało być dla niego nad wyraz ciężkie. Stracić całe swoje dotychczasowe życie by być członkiem terrorystycznej grupy... Nie chciał być teraz na jego miejscu, ale czy sam był na lepszej pozycji? DOGSi GC ciągle siedzieli im na ogonach, a ostatnio nawet na plecy się przerzucili.. Podejrzewał, ze to kwestia czasu kiedy zagryzą ich.
- Dla nich każdy powód jest dobry, a co jeśli znajda coś co jest w tobie. - odparł ciszej
Chodziło mu oczywiście o mutacje Conora. Mike wiedział o niej, obaj sobie na tyle ufali, dlatego tutaj siedzieli i mieli się raczyć wspólnym śniadankiem.
- Skoro tak stawiasz sprawę.. - wziął od niego klucze – Wiesz, ze dla mnie zawsze możesz wstąpić, tylko zresztą jeśli chodzi o finanse będziesz musiał z Hooperem porozmawiać, teraz to on pełni funkcje najwyższego. - dodał o wiele ciszej rozglądając się na boki – Jeśli dziś będziesz chciał dołączyć to nie ma problemu. Weźmiesz najpotrzebniejsze rzeczy i witamy w rodzinie. - westchnął – Chciałbym pozwolić ci wziąć więcej z domu, ale skoro mówisz, ze możesz mieć jakieś oczy na sobie to nie możemy ryzykować. Wszystko co będzie ci potrzebne, będę mógł zabrać z twojego domu. - oparł swoja dłoń na jego ramieniu, chcąc go pocieszyć.

Conor Govain - 2018-07-05, 08:12

- Powodzenia im życzę, ale dlatego właśnie chcę mieć kogoś blisko siebie. - powiedziałem ściszonym głosem i rozejrzałem się. Nic nadzwyczajnego nie widziałem kilku ludzi jedzących śniadanie. Wypiłem łyk już chłodnej kawy i blado się uśmiechnąłem kiwając głową na zgodę.
- Michael mam jeszcze jedną prośbę. - powiedziałem poważnie, znając przynajmniej część zasad bractwa, a raczej jedną członkom nie wolno wychodzić z bractwa. I tak będę ją łamał co jakiś czas, ale miałem nadzieję, że chociaż Mike'a będę miał jako swojego przyjaciela nadal po swojej stronie.
- Chciałbym żebyś miał na kogoś oko. Nie wiem czy pamiętasz ale w lutym zmarła moja przyjaciółka. Mieszkała z niejaką Esther Goth i były jak siostry. Prosiłbym Cię żebyś na nią uważał, bo ma talent do wpadania w kłopoty, a jeśli coś niepokojącego widział to dał mi znać. - powiedziałem do niego przy nazwisku ściszając głos. Nie mówiłem Mikiemu że te "siostry" też są mutantami, ale miałem tylko nadzieję, że Esti nie wpakuje się w nie wiadomo jakie kłopoty. Wypiłem kawę do końca i uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.

Michael Ryan - 2018-07-05, 10:04

Mike rozumiał Conora, nikt nie lubił być sam w takiej chwili, zwłaszcza jak było się członkiem FPTP, dlatego bał się też o swojego brata.. Ale do niego nie docierało to, ze mogliby go zabrać. Nie potrafił do niego dotrzeć na tyle, by schować go w swojej kryjówce pełnej mutantów i chronić.. Richard był dorosły, był młodym prawnikiem, to działało na jego plus, ale był tez mutantem, jeśli kiedyś to zbadają to będzie miał przejebane...
- Tak? - odparł i pozwolił mu dalej mówić.
Nie lubił jak ktoś miał tak poważny głos, to oznaczało większą prośbę, lub coś na co niekoniecznie chciałby się zgodzić. Przysłuchał się temu co miał do powiedzenia i lekko zmarszczył brwi. Nie potrzebował kolejnego problemu do upilnowania.
- Conor, chciałbym pomóc, ale jak ty to widzisz. - odparł spokojnie i dalej ściszonym głosem – Mam teraz obowiązków razy trzy ze względu na zaistniała sytuację sprzed paru dni... Nie wiem czy będę w stanie jej ciągle dogadać. Nawet moje .. Hym.. Specjalnie umiejętności, – tak chodziło mu o mutacje – nie sprawiają, ze nagle będę mógł doglądać wszystko i wszystkich. Mogę jedynie powiedzieć, ze parę razy mogę zajrzeć, ale nie licz na stróża. Tak to nie działa. Każdy z nas ma własne życie. A zwłaszcza po takich wydarzeniach. - dodał
Po jego słowach podeszła do nich kelnerka z zamówieniem, znów się do niego uśmiechnęła, ale Mike nie nie odwzajemnił tego. Podziękował za jedzenie i krojąc kawałek naleśnika i nabierając go na widelec, zerknął swoimi brązowymi oczami w stronę kumpla. Nie wiedział na co on liczył. Mike miał teraz więcej roboty.. Zdecydowanie za dużo, by brać na siebie jeszcze jedną osobę więcej...

Conor Govain - 2018-07-10, 22:24

Fakt niektórzy woleli nadal działać na własną rękę co się dziwić skoro nadal wykonywaliśmy to co wcześniej. Może nie tak na widoku, ale przynajmniej ja starałem się pomagać. Uśmiechnąłem się lekko, ale widziałem jak Michael staje się nie pewny, a później uderzyły mnie jego słowa. Miał trochę racji jak ja sobie to wyobrażam. Westchnąłem ciężko i spojrzałem mu w oczy.
- Stary to jest moja dziewczyna nie łaź za nią bo stwierdzę że wpadła Ci w oko tylko co jakiś czas na nią zerknij, a i nie mów jej o bractwie jest dość negatywnie do was, a raczej do NAS nastawiona. - powiedziałem ciszej, ale po chwili dopiero zdałem sobie sprawę jak mogło to zabrzmieć. Odchrząknąłem i poprawiłem się na krześle rozglądając dookoła. chyliłem się nad stołem by być bliżej mojego przyjaciela.
- Też jest obdarowana, ale przez kult Yvonne została uprowadzona i to właśnie oni zabili An.. Nie chciałbym żeby to znów się powtórzyło. - dodałem cicho tak by tylko on mnie słyszał. Tą historię w głowie obrazowałem sobie setki razy jak nie tysiące, ale z jednej strony wydawała mi się dobra, a nie zła, bo przez to co się stało zbliżyłem się do Esther i dotrzymałem obietnicy Anneliese, w której miałem pilnować Esti.

Michael Ryan - 2018-07-11, 00:19

Myślał, ze jego kumpel to zrozumie. Mike miał napięty grafik do granic możliwości i cóż kolejna rzecz naprawę nie była mu na rękę. Starał się wszystko ogarnąć, ale czasem miał wrażenie, ze za dużo na siebie brał. Nie chciał tego robić, ale musiał. Powiedział swoje zdanie, więc gdy Conor powiedział pierwsze słowa o tym nie łażeniu, poczuł się dziwnie. Przed chwilą prosił o zupełnie co innego, a potem oskarża go o odbijanie dziewczyny? Mike nawet nie wiedział, ze to była jego dziewczyna.
- Nie zamierzam nikomu odbijać partnerów życiowych. - odparł spokojnie – Zobaczę co da się zrobić, ale serio nie licz na za dużo. Lubie pomagać jak mam na to realny czas, który w obecnej sytuacji jest znikomy. - westchnął
Nie wiedział czego dokładnie Conor od niego oczekiwał. Miej oko na nią, ale to moja dziewczyna, więc nie łaź za nią... Ale jednak uważaj na nią... Co do cholery tu się wyrabiało. Nie Mike nie chciał o tym myśleć.
- Kult Yvonne? Chodzi ci o tych fanatyków co nie popierali Colleen? - zapytał ciszej – Nie ma co na nią naciskać. Może kiedyś będzie chciała jednak dołączyć. Jak pogodzi się ze śmiercią najbliższej osoby. -odparł spokojnie
To wyjaśniało czemu Conor miał świra na punkcie tej dziewczyny i się o nią martwił. Mike zabrał się za jedzenie, a jego myśli sięgały śmierci jego Mentora, człowieka którego nazywał swoim drugim ojcem.
- Współczuje jej, ale nie mogę obiecać, ze się nią będę opiekować. - odparł stanowczo spoglądając mu w twarz, a na sztućcu mając nabity kolejny kawałek naleśnika.

Conor Govain - 2018-07-13, 11:22

Oj rozumiałem i to nawet za dobrze, teraz było więcej roboty niż zazwyczaj, ale Esther była dla mnie najważniejsza. Uśmiechnąłem się na zagubienie mojego przyjaciela i parsknąłem śmiechem.
- Chcę byś raz na jakiś czas do niej zajrzał i powiedział mi co u niej. Postaram się wychodzić do niej jak najczęściej, ale z tego co wiem będzie to trudne i prawie niewykonalne. - powiedziałem nadal się uśmiechając, ale po chwili spoważniałem.
- Nie wydaje mi się by było to takie łatwe. Straciła dwóch braci którzy zaginęli, później rodzice, a teraz An. Podejrzewam że będę miał jazdę za dołączenie, bo nie ufa bractwu. - ostatnie słowo powiedziałem bardzo cicho. - Chcę ją wciągnąć, ale najpierw musi odzyskać zaufanie, a do tego właśnie będziesz mi potrzebny. - powiedziałem zamyślony, ale logicznie łączyłem fakty. Popatrzyłem na Michaela gdy ten wcinał naleśniki.
- A co do opieki to zostaw mi. Obiecałem to przyjaciółce. - uśmiechnąłem się blado i rozejrzałem. Może to było dość dziwnie że co jakiś czas się rozglądałem, ale nie chciałem by mój przyjaciel miał przeze mnie problemy.

Michael Ryan - 2018-07-13, 15:26

No teraz już mówił z większym sensem niż wcześniej. Nikt nie powinien od Mike'a myślenia w tych dniach wymagać, bo on naprawdę mózg zostawił gdzieś daleko stąd i tylko czasem łapało połączenie.
- Będzie na pewno utrudnione, ale póki wszystko się nie ustabilizuje to wiesz jak jest... Czasami naginać zasady można, byleby się nikomu krzywda nie stała. Więc raz na jakiś czas jak będę w pobliżu mogę zobaczyć, czy żyję. - dojadł pierwszego naleśnika i zabrał się za kolejnego – Będę stalkerem, boże jak to brzmi. - pokiwał tylko głową lekko rozbawiony
Oj siebie w takiej formie jeszcze nie wyobrażał, a skoro dziewczyna miała jakąś mutację.. Może pojawianie się przedmiotów jakich chciała i gdzie chciała, to czuł.... By dostał patelnią w swoją pusta mózgownicę. Oj nie chciałby tego poczuć...
- Na pewno nie będzie zachwycona, nie zmusisz jej jednak do tego. - chciał dodać jak on nie mógł własnego brata, ale ugryzł się tylko w język, męzczyzna póki co nie musiał wiedzieć, ze Mike miał brata bliźniaka, a raczej był jednym z trojaczków o tej samej twarzy... - Ej Conor. - dodał ściszonym głosem – Jaką zdolnością włada Esther? - spytał by wiedzieć z czym mieć do czynienia
Mike sam co chwila, badał wzrokiem co się działo. W przeciwieństwie do Conora nie wyglądało to tak oczywiście, bo robił to w szybszym tempie, które tylko niektórzy mutanci raczej by wychwycili.

Conor Govain - 2018-09-25, 20:04

Parsknąłem śmiechem gdy opisał siebie jako stalkera. Nie mogłem sobie odmówić że nawet to do niego będzie pasowało, ale ugryzłem się w język gdy tylko chciałem to powiedzieć. Nie mogłem również nie zauważyć tego, że po drugiej stronie ulicy stanął koleś który przez chwilę im się przyglądał, ale po chwili zniknął. Nie chciałem ryzykować wolałem się ulotnić, ale musiałem jakoś to wytłumaczyć. Kiwnąłem ręką na kelnerkę, a gdy ta podeszła uśmiechnąłem się.
- Dla tego pana jeszcze jedna taka sama porcja ale na wynos, bo je jakby nie widział jedzenia od miesiąca, a na torbie możesz w gratisie dać swój numer, bo kolega chyba się zakochał. - powiedziałem z serdecznym uśmiechem do niej, a ta się zarumieniła, ale pokiwała głową. - rachunek na mnie proszę. - dodałem i spojrzałem na Michaela, wiedziałem że mnie za to zabije, ale nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności, żeby go trochę podręczyć. Po chwili jednak jak już dziewczyna odeszła usłyszałem pytanie przyjaciela.
- Olśni cię jaką ma gdy jej użyje, ale nie radziłbym wtedy patrzeć wprost na nią. - zaśmiałem się zagadkowo, a kelnerka wróciła z kawałkiem świstka i torbą na której był napisany numer telefonu. Parsknąłem cicho i podpisałem rachunek dając jej solidny napiwek. Wstałem i poklepałem przyjaciela po ramieniu.
- Smacznego młody. Ja mam jeszcze coś do załatwienia. - uśmiechnąłem się puszczając mu oczko i pokazując na kobietę która była w niego wpatrzona. - a tam chyba jest deser. - dodałem śmiejąc się i wychodząc.
Zastanawiałem się przez chwilę jak on się wywinie ze szponów tej dziewczyny, ale od razu przypomniałem sobie tego kolesia i zacząłem zwijać się szybciej i przy użyciu mocy bym mógł go zgubić.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group