To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

dzielnica ochrony mutantów - Ściana Płaczu

The Gifted - 2018-12-01, 20:45
Temat postu: Ściana Płaczu


Maysilee Griffith - 2018-12-01, 21:08

|ranek [19.11.]

Nie planowała pozostać w DOMu, tym bardziej nie na tak długo. Prócz jednego, dosyć wyjątkowego - choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu - epizodu, nigdy nie zostawała w getcie na noc. Nie to, by nie miała, gdzie przenocować. Znała tu wielu mutantów skorych do użyczenia kawałka podłogi w przydzielonej im ruinie. Miała tu przyjaciół, u których mogła czuć się dosyć bezpiecznie... Na pewno bezpieczniej niż z człowiekiem, który po raz pierwszy zapewnił jej podobną przyjemność. Nie o to jednak chodziło.
Maysilee się obawiała... Maysilee najzwyczajniej w świecie lękała się tego, iż zbyt długa wizyta w Dzielnicy Ochrony Mutantów zagwarantuje jej brak możliwości powrotu na zewnątrz muru. Teoretycznie przepustki działały od momentu wejścia aż po moment wyjścia. Zawsze mogła także wymówić się kłopotami z mutazynistami, do których rzekomo tu przyszła, jednak kompletnie nie wiedziała, jak spojrzą na to strażnicy. Czy nie będą niczego podejrzewać? A co, jeśli postanowią dokładniej jej się przyjrzeć?
Była lekką panikarą - nie mogła temu zaprzeczyć. To właśnie z tego powodu zazwyczaj tak bardzo pilnowała zegarka i czasu, aby opuścić getto przed nadejściem godziny policyjnej. Tym razem tak się jednak nie stało. Była zbyt rozkojarzona, aby zorientować się, iż nie powinna zajmować się zakupami, a sprzedawca - prawdopodobnie zbyt zadowolony z płacenia mu prawdziwymi pieniędzmi, nie zaś typowymi kartkami - nijak jej nie uprzedził. Dopiero napotkana znajoma wciągnęła Mayę do swojego mieszkania, chroniąc ją przed patrolem.
A potem? Potem Griffith została... Została na całą noc i cały kolejny dzień, z niepokojem obserwując dziecko mutantki, u której się zatrzymała. Była sanitariuszką... Oczywiście, że nie mogła tak tego zostawić, poświęcając dziecku całą swoją uwagę. Dopiero następnego poranka, gdy słońce dopiero zaczęło wschodzić po niebie, a godzina policyjna ledwo się skończyła, kobieta opuściła lokum na parterze kamienicy. Nadal nie planowała jednak wracać do domu. Musiała tylko zaopatrzyć się w kilka rzeczy do leczenia małej Clary.
Przez czas spędzony w tym miejscu, orientowała się już trochę w topografii, jednak sama nie umiała stwierdzić, jakim cudem i tak się zgubiła. Zawędrowała w kompletnie nieznane sobie miejsce, bezradnie rozglądając się dookoła, kiedy jej wzrok przyciągnął nietypowo wyglądający budynek. Dokładniej mówiąc - kawałek budynku. Jeszcze dokładniej? Jego ściana... Zadziwiająco kolorowa, jak na szary i ponury DOM, pełna poprzyklejanych kartek, fotografii, kawałków wycinanek... Wszystkiego, co dało się do niej przyczepić.
Maysilee wlepiła w nią oczy, po prostu stając w miejscu. No, a właściwie - usiłując stanąć, gdyż dokładnie w tej samej chwili poczuła, jak ktoś wchodzi jej prosto w plecy. Wbrew pozorom, nie chciała go nawet ofukać, instynktownie obracając się tylko twarzą w stronę nieuważnego pieszego...
I momentalnie tę chęć zyskując.
Pomimo bluzy z obszernym kapturem i przygarbionych ramion, momentalnie poznała tego człowieka. I nawet jeśli wcale nie chciała z nim rozmawiać, zanim odeszła, z jej ust wydostało się urażone:
- Nie musisz na mnie wchodzić, żeby udawać, że mnie tu nie ma. Są lepsze sposoby na podkreślenie tego powietrza. - Po tych słowach, obróciła się i czym prędzej odeszła w kierunku, w którym - jak wierzyła - mógł się znajdować sklep. Do ściany mogła wrócić później.

[z/t]

Toby Jensen - 2018-12-03, 21:57

Nigdzie nie był w stanie zdobyć leków. Chyba już się nawet nie łudził, że jakiekolwiek w tym miejscu znajdzie. To musiała być zwykła grypa. Musiał to jakoś wytrzymać. Były domowe sposoby na zbicie temperatury i poradzenie sobie z katarem, czy kaszlem. Bułka z masłem.
Tak. Bułka z masłem. W każdym innym miejscu niż to…
Brak ciepłej wody, częsty brak prądu, zero ogrzewania, zero ciepłych ubrań, nie wspominając już o herbatkach czy czymkolwiek. To była przeklęta pułapka, a grypa wydawała się o wiele poważniejsza niż była w rzeczywistości. Właściwie w tym miejscu wszystko wydawało się o wiele poważniejsze. Każda pierdółka wymagała walki o przetrwanie.
Musiał sobie skądś skombinować jakieś specyfiki. Miejsca zrzutów wydawały się idealne do szukania pomocy. Nie spodziewał się jednak, że to wszystko potoczy się w innym kierunku. Ludzie umierali. Na ulicach widział tych wszystkich mutantów, którym zostało zaledwie kilka dni życia. To było niesamowicie dziwne uczucie i prawie nigdy się nie mylił. Nie w tej sprawie. Wiedział jak wyglądała śmierć, a tutaj było jej pełno…
Walker skierował swoje kroki do Ściany Płaczu. Musiał sprawdzić, czy ktoś tam dołączył. Musiał wiedzieć kogo poszukać. Ale czuł się tak okropnie źle. Doskonale zdawał sobie sprawę, że z każdą godziną jego temperatura niebezpiecznie rosła. Prawdopodobnie miał też zwidy, majaki. Bo jak inaczej wytłumaczyć to całe zajście? Mętnym wzrokiem wpatrywał się w twarz Sally, wysłuchując jej zarzutów. Nic z tego nie rozumiał. Po prostu na nią patrzył, mrużąc oczy. Chciał zrozumieć. Ale ona… ona po prostu odeszła. Zniknęła. Jak zjawa. Chyba miał naprawdę wysoką temperaturę, bo nie było możliwe, że ona wciąż tutaj była. Przez tyle czasu. Nie była aż tak głupia…

/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group