To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

downtown - Ulica #2

The Gifted - 2017-11-21, 20:35
Temat postu: Ulica #2



Imari Blanc - 2018-07-06, 21:32

7.04, koło 10?


Miała wrażenie, że ten Tinder przynosi jej jedną dziwną sytuację za drugą. Znacie taki moment, kiedy z nudów robicie wszystkim swipe w prawo, żeby zobaczyć ile będzie matchy pod koniec, jak już się wyprztykacie z serduszek? Tak właśnie zrobiła, ale jej ciche "fuck" zatrzymało swipowanie gdzieś w połowie.. Phil. Phil? Co..? Cholera. Tutaj? No już trudno, there's a match! Chciała unikać znanych twarzy, ale jak widać nie wyszło.
Mężczyzna napisał do niej, a jakże.
Rozmowa potoczyła się całkiem ok, jak na takie warunki i na zażenowanie Imari swoim brakiem refleksu wystarczającego, by tej sytuacji uniknąć. Skonczylo się na tym, że jakoś w trakcie rozmowy wyszło, że dzisiaj będzie na mieście, bo musi pozałatwiać kilka spraw. Jakieś zakupy, poczta, coś takiego, trochę biegania, trochę czekania, trochę czasu. Nie było jednak ani słowa o spotkaniu, bo nie zamierzała tego proponować. Przemierzała więc ulice, będąc obecnie w drodze na pocztę - taki był przynajmniej plan. Nie czuła się super dobrze, ale to już "norma" od dobrego miesiąca. Zaczynała się przyzwyczajać, choć nie było to wcale przyjemne.

Phil Neumann - 2018-07-07, 14:43

| 7 kwietnia, przed południem

Dziwne sytuacje to była moja specjalność, tak skromnie mówiąc. Już niejednokrotnie, szczególnie w sytuacjach awaryjnych, to jest takich, kiedy coś się paliło, wybuchało, zalewało, poślizgało, zamrażało, ogólnie zagrażało mojemu życiu albo mojej męskości, bo też jakaś panna zaczynała rzucać we mnie losowymi przedmiotami, dawało się odczuć, szczególnie przez osoby nieprzywykłe, dziwny układ rozkładu siły – zwanej niekiedy losem albo PHIL, TY KRETYNIE – wpływającej na ich życie. Blablabla. Przechodząc do podsumowania, ja miałem szczęście, a reszta niekoniecznie.
Nie miałem pojęcia, co z takim moim fartem zrobi Imari Blanc aka mam inne imię, ale nikomu o tym nie mówię, bo się nie przyznaję, więc Phil też o tym nie ma pojęcia, bo niby skąd, ale on ma, ale ja o tym nie wiem, jak o tym, że nikomu tego nie powie, bo mnie na swój kochany sposób kocha i nie pozwoliłby zrobić krzywdy, ojej, jaki ja jestem słodki. Przewidywałem, że nie będę musiał nadwyrężać losu, który najpewniej zepsułby jej torebkę, byleby ta nie spoczęła na moim ciele z zatrważającą gwałtownością kobiecej wściekłości.
- C'est incroyable! Nous nous rencontrons dans ces rues grises d'Olympie! Je t'aime, Imari! – zacząłem wydzierać się na cały głos niemalże od kolejnego skrzyżowania, kiedy ona stała tam, a raczej szła sobie niewinna i nieświadoma, że taka persona zacna zwali jej się zaraz na głowę. Musiałem przyznać, że wyglądała ślicznie. Hasztag, tulałbym, zatuliłbym na śmierć.
- Que fais-tu ici? – zapytałem, kiedy już do niej podbiegłem. Bardziej obładowany torbami niż ona, ale to wina okazji i ogólnie faktu, że musiałem ogarnąć trochę rzeczy w Olympii. Trochę więcej niż chciałem.
Cóż, nieistotne, bo cisnąłem wszystko pod nogi i porwałem w ramiona Imarkę, jak gdybyśmy byli starymi najlepszymi najlepszkami czy coś i jak gdybyśmy wcale nie widzieli się od dobrych paru lat, i jak gdybyśmy wcale nie rozstali się… W sumie chyba po prostu się z nią pożegnałem i wyjechałem, a ona chyba nie była zadowolona. Może powinienem jej kupić jakieś takie super czekoladki? Albo nazwać Imarkami jakieś takie nowe? Znałem kogoś, kto zajmował się produkcją pralinek?
- Jak dobrze cię widzieć – stwierdziłem po angielsku. Właściwie, biorąc poprawkę na te spinanie dup w związku z mutantami, które zaczęły mi nieco komplikować bardziej interesy, to serio się cieszyłem, że tu jest, że była na Tinderze, że jest cała, żywa i że nie zmieniła się w jakąś straszną kreaturę. – I dobrze cię czuć – dodałem, kiedy już zaciągnąłem się jej zapachem. Albo to jej mocne perfumy, albo to był jakiś mój fetysz.

Imari Blanc - 2018-07-07, 15:35

Takie spotkania to chyba była jego specjalność, ale Imari nie miała pojęcia o jego mocy, najmniejszego. Nie mogła się wiec spodziewać, że "przypadkiem" na nią wpadnie, gdy ta załatwia swoje sprawy. Sprawę rozmów na tinderze zostawiła więc za sobą i po prostu ruszyła do miasta. W pierwszej chwili nie zareagowała też na ten francuski, ale potem usłyszała swoje imię.. Uniosła wzrok w tamtą stronę. Nie miała pojęcia, że mężczyzna zna jej prawdziwe imię i nazwisko.. Pewnie nie byłaby z tego powodu zadowolona. I tak, Phil po prostu zniknął. To znaczy znikał już wcześniej, robił rzeczy, o których miała nikłe pojęcie, ale też nie miała nigdy potrzeby dowiadywać się specjalnie wiecej i wracał. Ale raz nie wrócił trochę za długo, Imari pewnie pełna była obaw o to co i jak, potem dowiedziała się jednak, że żyje. Tylko.. no, nie wrócił. Najpierw płakała, gdy myślała, że coś mu się stało. Potem była wściekła, gdy okazało się, że żyje ale po prostu udaje, że jej nie zna. A potem.. potem jej przeszło. Machnęła ręką, miała inne sprawy na głowie, włąsne życie, wyjazd na studia, plany i problemy. Trudno. To nie tak, że to był jedyny facet w okolicy.
Wracając jednak do głównego wątku.
Phil. Jakimś cholernym cudem pojawił się akurat tutaj, akurat w tym czasie. Obładowany torbami, które właśnie rzucil na ziemię, zanim Imari zdążyła przyswoić co, jak gdzie i właściwie po co.
- Je t'aime? Kilka lat bez słowa, a ty mi je t'aime? Masz tupet, Phil.. - zmarszczyła nos, odzywając się do niego po francusku.
Ale nie była zła, już nie była zła, kilka lat minęło, dużo się zmieniło.
- ...dobrze cię widzieć - dodała jednak, obejmując go za szyję i przytulając do siebie. Różne rzeczy się działy, obecnie, tym bardziej.. A on zajmował się całkiem niebezpiecznymi rzeczami, więc..
- ..nadal? - uniosła brew, słysząc ten ostatni komentarz. Zawsze jej to wypominał. Myślała, że chodzi o perfum, więc w pewnym momencie przestala ich uzywać, poza antyperspirantami. Nic to nie zmieniło, właściwie podobało mu się bardziej. Nie rozumiała tego ani trochę.
- Co tu robisz? To znaczy.. tutaj już wiem, ale teraz akurat tutaj?

Phil Neumann - 2018-07-07, 23:14

Oj, wiele się działo, wiele rzeczy przywiodło mnie do Olympii. Rzekłbym, że miasto jak miasto, nudnawe trochę, ale jakimś takim naprawdę dzikim zbiegiem okoliczności, w którym maczać palców nie maczałem, chyba!, działo się tu tyle rzeczy. I to tyle rzeczy przydatnych w mojej branży. Cała lista kontaktów, dostawców, odbiorców, dawnych miłostek, Lucas-lamek i Bractwo, i D.O.G.S., i niekiedy też tu GC wpadało. Dla każdego coś dobrego. Pełen miszmasz ofert.
A w tym wszystkim, całym tym chaosie, który jakimś cudem – załóżmy – ogarniałem, znajdowała się Imari, TA Imari, cała i zdrowa, cała i żywa, cała i tak samo pachnąca jak wtedy, kiedy po raz pierwszy przytuliłem się do niej po tym, jak skradłem jej całusa. Głębokiego takiego. Ach, to pewnie było za drugim takim pocałunkiem, bo przy pierwszym najpewniej coś mnie odciągnęło. Całe życie coś mnie odciągało, dlatego też przywykłem do słów pełnych wyrzutów i zawodu, słów jawnie oświadczających, że ich autorka mnie potrzebowała, ja zaś nie mogłem być, nie mogłem.
Ale teraz byłem.
- Schudłem – rzuciłem w odpowiedzi na jej nadal. Schudłem, ale też nabrałem mięśni. Hasztag, wspólne śniadanka i wspólne ćwiczenia z Lucasem, a gdzieś w przerwach pomiędzy robieniem masy i jej spalaniem, oczywiście musiałem znaleźć chwilę na ratowanie Lucasa, największego mojego lamka chyba, i jeszcze – tu wpisz losowy ciąg cyferek – innych osób, które pisały coś w stylu SPRAWA JEST, ZRÓB TO albo AGENCIE LUCASA, POMÓŻ MI, POMÓŻ MI BARDZO.
Odstawiłem Imarkę na ziemię, tylko dlatego by zaraz obślinić jej połowę policzka pocałunkami, a przy okazji nie myśleć o innych sprawach. Trzeba było korzystać z czasu, póki pager nie pykał, telefon nie dzwonił, zaś nad głowami nie przelatywał nam helikopter Departamentu. Nie daj Boże, jeszcze by do nas strzelali… Ale ludzie D.O.G.S. nie są aż tak narwane. Pewnie zmienię zdanie, kiedy Lucasowi przestanie podobać się działanie na ich chwałę. Może już powinienem zaznaczyć piesłom, że istnieję? Choć chyba lepiej było ich wziąć z zaskoczenia, z mroku, z cichociemności.
- Teraz akurat tutaj przytulam Imari Blanc, którą nie widziałem wieki. Pytanie, co ty tu robisz? To nie Kanada, a Stany to niezbyt przytulne miejsce na wakacje – zauważyłem z troską, odsuwając tak trochę twarz od jej policzków, by na nią spojrzeć. Rękoma nadal ją trzymałem, bo jakoś tak było lepiej, wygodniej. Wiadomo, miałem te swoje jazdy.
I wiedziałem, że ma tu herbaciarnię, ale to było takie… Nie na miejscu? Ciekawe, co by powiedziała, gdyby wiedziała wszystko o mnie i moich skarpetkach we wściekłe osy. Albo łagodne pszczoły. Może to raczej pszczoły były?
- Mam znajomego na Bali… Myślę, że potrzebowałby kelnerki albo coś, gdybyś chciała się stąd wyrwać. W Brazylii też kogoś mam, moi rodzice bardziej, ale jak coś wystarczy słowo – zaoferowałem się. Może niektórzy byli stworzeni do życia w chaosie, ale Imari zasługiwała na coś więcej, nie powinna się szlajać amerykańskimi ulicami, a na pewno nie tymi w Olimpii.

Imari Blanc - 2018-07-08, 10:48

Czasami w ciągu tych kilku lat zastanawiała się co ją przyciągnęło do takiej osoby jak Phil, ale teraz to widziała, znów. Głupota, ale ciągnęło ją do takich uroczych chłopców, jak się potem okazywało, z jakimiś tajemnicami mniej czy bardziej niebezpiecznymi albo jakimś nie do końca dobrym zajęciem. Nie zawsze, oczywiście, ale jakoś podswiadomie udawało jej się takich wybierać. Zrobiła sobie na pewno niejedną analizę psychologiczną w tym temacie, ale nie doszła do niczego, na pewno nie niczego, co by ją powstrzymało od wybierania takich następnym razem. Dlatego zapewne jej związki nie trwały długo, chłopięca dusza tych facetów pchała ich dalej, nawet jak była ważna, to nie potrafili się zatrzymać. Plusy i minusy..
- Widzę - skomentowała, spojrzała na jego sylwetkę, co nie było najłatwiejsze w obecnej sytuacji - Zmężniałeś, to chyba lepsze słowo - stwierdziła, jedną rękę mając zarzuconą na jego szyję, a dłoń drugiej opartą na barku męzczyzny.
Myślała, że się z niego wyleczyła. Teraz zastanawiała się co z nią jest nie tak, skoro jednak wydaje jej się nagle, że mogłaby się wcale nie wyleczyć?
Kontakt fizyczny jej nie przeszkadzał, sama chętnie go nawiązywała z osobami, które znała i którym to nie przeszkadzało. Jemu, jak widać, nie. Jej moc opierała się w końcu na emocjach i fizycznym kontakcie, poniekąd to było już kawałkiem jej samej. Może gdyby nie mutacja w ogóle by taka nie była?
- Zyję, to już nie wakcje.. Nie od kilku dobrych lat. Mam na głowie dług studencki, chociażby. Dlaczego wszyscy chcą mnie wysyłać gdzieś daleko, hm? Daję sobie radę - jakoś, bo jakoś. Chwilowo gorzej niż lepiej. Nieważne.
- Unikasz mojego pytania.. - zmarszczyła nos w niezadowoleniu, jak zwykle, to się nie zmienilo. Tak samo jak to, że przygryzała wargę gdy nad czymś myślała albo się stresowała.
- To powiesz mi co tu robisz, poza oczywistym?

Phil Neumann - 2018-07-12, 18:56

- Może, dlatego że jesteś drobniejsza od twoich wszystkich? Widzą w tobie kogoś kruchego i chcą cię ratować? Nie czuj się z tym źle, bo to akurat zaleta i może ci pomóc w jakichś niebezpiecznych akcjach. Lepiej mieć ocaloną skórę niż być bohaterką ratującą wszystkich i wszystko – podsumowałem zgodnie z moimi własnymi odczuciami. Taka prawda, gdyż Imari może było nieco wyższa od reszty dziewczynek… ale była chudziutka w opór. No, i jeszcze przemilczałem jedno. Tak mi się teraz przypomniało, że… - I ewidentnie wszyscy cię kochają.
- Ale trafiłem w sedno! Czyż nie jestem cudowny? A gdybym miał jeszcze dalej wymieniać, bo ja tak pewnie mogę cały dzień, to za przyczynę podałbym jeszcze umiejscowienie w Olimpii!!! Jedno z najgorszych miejsc, jeśli chodzi o organizacje uprzykrzające życie mutantom – kontynuowałem, bo się trochę rozgadać musiałem, bo miałem wenę. Wybaczy. Ale to o Olimpii, to ja już mówiłem po francusku, by przypadkiem nikt nie podsłuchał. Albo podsłuchał mniej?
Co do moich spraw na mieście, to w sumie dziś nie robiłem nic złego. Zakupy na spóźniony obiad, kilka rzeczy do nowego domu, jeszcze więcej drobiazgów w samochodzie. Rano sfinalizowałem drobne przemyty, ale bez jakichkolwiek komplikacji. Rano albo raczej w nocy. Co nie oznaczało, że tak łatwo zamierzałem się dzielić z Imari swoimi słodkimi grafikami. Jeszcze potem by na mnie „przypadkiem” wpadała.
- O rany… Co ty tak nalegasz z tą spowiedzią? Chcesz być aresztowana za współudział? – zapytałem i zabrzmiało to tak, jakbym miał dziś na swoim koncie dwie ofiary śmiertelne i ze cztery ze sporym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym. – Bo wiesz… Jak tu zajedzie nam drogę FBI, to ja mogę wskazać na ciebie. Bez problemu – zaśmiałem się zaraz i puściłem ją w końcu, bo dziewczyna pewnie nie miała czym oddychać. Och, ale za to zrobiło mi się tak pusto…
Choć właściwie, pytanie co ona tu robiła. Nie powinna właśnie otwierać tej swojej herbaciarni?
- O której otwierasz tę swoją kawiarnię? – zapytałem z ciekawości, ale też by nie dać jej zanadto znać o tym, ile wiem. A ja wiedziałem, jaki rozmiar stanika nosi. Nosiła… Ale chyba za wiele się nie zmieniło przez te lata. Może numer więcej.

Imari Blanc - 2018-07-12, 20:54

- Myślisz, że mi to pomoże zamiast przeszkodzić? - zdziwiła się - Raczej sprawia, że mało gdzie i jak mam szansę sobie poradzić. Ale nie martw się, mam kilka osób naokoło od ratowania, w razie jakbyś zaraz zniknął - oj. Jak chciała, to potrafiła być złośliwa. A prawdą było, że kobiety urazę potrafią trzymać bardzo bardzo długo! Teraz miał tego przykład, chociaż Mercy nie mówiła tonem bardzo poważnym, sugerującym, że wciąż jest zła czy obrażona na to, co stało się lata temu. Było minęło, poradziła z tym sobie, ale jednak mogła mu wytknąć czasem conieco.
- Z tym kochaniem to nie wiem, ale ty byłeś bardzo otwarty w tym dzisiejszym wyznaniu - prychnęła z rozbawieniem. Nie sądziła, by wszyscy ją kochali ani nawet lubili. Tak się nie dało nawet jakby chciała.
- Tak, to nie najlepsze miejsce, ale.. Tak wyszlo i zostało - wzruszyła ramionami - Czasem żałuję, czasem nie. Różnie to bywa - uśmiechnęła się do tego, ale jakoś zadziwiająco smutno jak na Imari, którą znał. Cóż, oberwało jej się nielicho od marca i ciężko jej było życie do kupy poskładać.

_T OBE CONTINUED

Imari Blanc - 2018-07-12, 23:29

- Myślisz, że mi to pomoże zamiast przeszkodzić? - zdziwiła się - Raczej sprawia, że mało gdzie i jak mam szansę sobie poradzić. Ale nie martw się, mam kilka osób naokoło od ratowania, w razie jakbyś zaraz zniknął - oj. Jak chciała, to potrafiła być złośliwa. A prawdą było, że kobiety urazę potrafią trzymać bardzo bardzo długo! Teraz miał tego przykład, chociaż Mercy nie mówiła tonem bardzo poważnym, sugerującym, że wciąż jest zła czy obrażona na to, co stało się lata temu. Było minęło, poradziła z tym sobie, ale jednak mogła mu wytknąć czasem conieco.
- Z tym kochaniem to nie wiem, ale ty byłeś bardzo otwarty w tym dzisiejszym wyznaniu - prychnęła z rozbawieniem. Nie sądziła, by wszyscy ją kochali ani nawet lubili. Tak się nie dało nawet jakby chciała.
- Tak, to nie najlepsze miejsce, ale.. Tak wyszlo i zostało - wzruszyła ramionami - Czasem żałuję, czasem nie. Różnie to bywa - uśmiechnęła się do tego, ale jakoś zadziwiająco smutno jak na Imari, którą znał. Cóż, oberwało jej się nielicho od marca i ciężko jej było życie do kupy poskładać. Obecnie jakoś częściej żałowała.
Sama też przeszła płynnie na francuski.
- A robiłeś dzisiaj coś, za co mógłbyś być aresztowany? - nadal nie mówiła po angielsku, tak było jakoś.. naturalniej. Chociaż w Kanadzie zdarzało im się rozmawiać w obu językach przecież.
Potem przypomniała sobie, że też tak skakali z jednego na drugi, czasem kompletnie bezwiednie, przynajmniej dla blondynki.
- Herbaciarnię - poprawila go od razu, odruchowo - Nie otwieram. Od jakiegoś czasu mam pracownika. Chciałeś się wprosić na herbatę i ciasto? - zapytała rozbawiona, bo pewnie o coś takiego by go właśnie podejrzewała, wprosić się, zjeść cos dobrego i lecieć dalej. Nie, żeby miała mu żałować, oczywiście, po prostu mógł się przyznać, jeśli chciał!

Phil Neumann - 2018-07-20, 17:24

- Kupiłem bakłażana i inne warzywy, więc mogę zostać swobodnie ukarany – zaśmiałem się, choć to żart-nie-żart. Nie wiem, czy bardziej zabawny, czy raczej taki luzerski. Cóż, jakikolwiek by on nie był, sam zacząłem rozważać nad kwestią możności zostania aresztowanym. W moim przypadku to raczej nie istniała taka ewentualność, a jeśli już, to naprawdę musiałaby mi nieźle zaowocować w przyszłości i być tą jedną z okazji na miliard. Mwohohoho.
- Jaka tu z ciebie pani detektyw wyrosła! Ale prawda jest taka, że by cokolwiek ze mnie wyciągnąć, to musisz porwać na prywatne tortury, podać mi serum prawdy albo zaprosić na naprawdę wyśmienitą herbatkę, a do niej to zapodać chyba najlepszą na świecie szarlotkę, tę porównywalną do mojej babuni – wyjawiłem, bo skoro już była moją dobrą ziomalką, to czemu miałbym jej nie pomóc? I to pogrążyć siebie? Hahaha. Wszystko za tym przemawiało, a jeśli jeszcze ostatecznie wylądujemy w łóżku, to będzie mrau-mrau, bo w sumie tęskniłem za nią, a teraz była tu, ja co prawda dalej w pogoni za Bóg wie czym, ale mniejsza nas dzieliła odległość. Pozostawała jedynie kwestia narażania jej osoby na niedogodności… Ale takiemu Lucasowi, dla przykładu, nic złego się nie działo. Załóżmy, bo miewał te swoje przygody, z których to go musiałem niczym szofer-drajwer namber łan ratować.
- To jak, najdroższa? – zapytałem po francusku, bo to po francusku tak pięknie brzmiały takie słodkości. – Porywasz mnie? Mam tu niedaleko samochód, a w tylnej kieszeni kluczyki – podkusiłem tak niecnie. Babiarz ze mnie paskudnik chyba. Albo po prostu troskliwy bardzo mężczyzna.

Imari Blanc - 2018-07-20, 20:15

- Warzywa - poprawiła go, choć wiedziala, że nie ma to najmniejszego sensu, bo mówił tak specjalnie tylko po to, by ją irytować. Albo przynajmniej te lata temu robił to właśnie po to. Teraz? Nie miała pojęcia czy pamiętał czy nie o tym, co się działo wtedy. Właściwie nie do końca wiedziała jak do tego podchodził - skoro zniknął. Nie miała pojęcia dlaczego się ulotnił. Strach przed zobowiązaniem czy jeszcze coś innego? Imari była emocjonalna, ale nie była histeryczna, wiedziała mógł z nią porozmawiać i mogli rozejsć się jak ludzie, ale.. co się stalo to się nie odstanie.
- Serum prawdy w formie dobrej herbaty? - uniosła brew i uśmiechnęła się - To się da zrobić. Szarlotkę.. zobaczymy. Jakieś ciasto na pewno - dodała zastanawiajac się i zagryzając wargę na moment, bo nie pamietała co na chwilę obecną powinno być na miejscu.
Zapewne gdyby wiedziała, że przez głowę przeszła mu wizja wylądowania w łózku to roześmiała by się w głos, bo w życiu by nie doszła do takich konkluzji tak szybko jak on. Ale chyba można to skomentować tylko jednym - faceci. Jakoś okropnie szybko im przychodziły takie pomysły do głowy. Szli porozmawiać, zjeść ciasto, wypić herbatę, wrócić do wspomnień albo i nie, może nawet coś sobie wyjaśnić? Nie mogła chyba liczyć przy nim aż na tak wiele, cieżko czasem z niego bylo wyciągnąć chwile powagi. Chociaż gdyby zapytał pewnie bez problemu przyznała by, że tęskniła. Nie miała z tym problemu.
- Porywam. Czuj się uprowadzony. Ale ty prowadzisz! - roześmiała się i pokręciła z lekkim niedowierzaniem głową. Czasem nie wiedziała, była tak naiwna, tak ufna, tak pozytywnie nastawiona i optymistyczna czy coś jeszcze innego, że robiła takie rzeczy? Mogł się zmienić okrutnie. Ale w to nie wierzyła, ponoć jej common sense był mocno rozwinięty i nauczyła się mu ufać. A jeśli kiedyś zawiedzie? Wtedy pożałuje zapewne. Nie miała tez pojęcia skąd jej się bierze słabość do niego, po tych wszystkich latach? Nie, że miękły jej kolana. Ale rozczulał ją tym łobuzerskim uśmiechem.


ztx2 ?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group