David Hopper - 2018-11-19, 20:16 Temat postu: #1Zakupiwszy odpowiednio przystosowany dom dla siebie, David zamieszkał w nim opuszczając pokój hotelowy. Starego domu nie sprzedawał, decydując się w przyszłości go wyremontować i ewentualnie oddać swoim dzieciom. Albo jednemu z nich. A jeżeli nie zechną, to najwyżej będzie wynajmował. Przez jedną rozmowe, córka właśnie podrzuciła mu dobry z tym pomysł.
Dodatkowo przygarnął wytresowanego psa, który by mu trochę pomagał. A tym samym, nie będzie mieszkało mu się samotnie. Żona postanowiła mieszkać w miejscu pracy, nie mając nic przeciwko temu, by David kupił sobie dom.
Inną niespodzianką dla niego była wiadomość od syna, że planuje wpaść z wizytą z rodzeństwem na święto dziękczynienia. Nie tyle co Davida to wzruszyło, ale i od razu się zgodził. Moze była jeszcze szansa by odzyskać zaufanie swoich dzieci? Może ich relacje się naprawią? Od razu też poinformował, że ich mamy nie będzie na wsólnym obiedzie czy kolacji. W zależności od tego, na którą porę postanowią przybyć.
Wiedząc że sprawy kulinarne nie są jego mocną stroną, a dodatkowo dochodził problem z wózkiem, dwa dni wcześniej złożył zamówienie do firmy cateringowej, by przywieźli wymienione przez niego potrawy. Tak będzie szybciej.
Gdy nadszedł ten dzień, w miarę swoich możliwości i z pomocą sąsiadki, udało mu się przygotować i uprzątnąć nieco dom. A także przygotować zastawę stołową. Jedzenie które przyjechało, prosił o postawienie na stole. Tym samym przyjechał też pięknie upieczony indyk. Kilka sałatek i innych tradycyjnych potraw. Czas uciekał, a David oczekiwał swoich gości w salonie, głaszcząc leżącego psa na kanapie. Z jednej strony ogarniała go radość, z drugiej obawy. Czy to spotkanie przebiegnie dobrze.Matilde Wallace - 2018-11-23, 21:16 Wiadomość o spędzaniu święta Dziękczynienia z rodziną Willa była dla Matilde lekkim zaskoczeniem. Nieważne, jak bardzo poważny był ich związek, sam fakt o poznawaniu rodziców i inne tego sprawy… to stresowało Wallace. Wiedziała jak bardzo chujowa był w tych sprawach. Wiedziała jak kiepskie sprawiała pierwsze wrażenie. Jeszcze bardziej chyba przerażała ją reakcja Davida Hoppera na to, kiedy dowie się kim rzeczywiście była Judy Hallen. Nie znała tego mężczyzny, nie potrafiła przewidzieć co pomyśli o tym cudownym zbiegu okoliczności. Jedynie mogła mieć nadzieję, że miał niesamowite problemy z pamięcią, a ona nie wywarła na nim żadnego wrażenia i nie zapadła mu w pamięci.
W każdym razie, nie chciała dać tego po sobie poznać. Nie chciała, by Will czuł jakąś tam satysfakcję. A w życiu. Stanęła przed drzwiami z niesamowitą pewnością i zdecydowanie ani razu nie poprawiła swojej luźnej, ciemnej, ciążowej tuniko-sukienki. Nie umiała jednak ukryć przed samą sobą tego jak bardzo przyspieszyło bicie jej serca. To chyba nie był najlepszy pomysł. Nawet nie należała do tej rodziny. Po cholerę się w to wszystko pakowała? Właściwie to jeszcze miała czas, by odwrócić się na pięcie i stąd uciec. Rany, powinna pozwolić załatwić swoje sprawy w rodzinnym gronie, a nie… Wzięła głęboki oddech, kiedy drzwi wejściowe zaczęły się otwierać. Cholera. Cholera. Cholera.
Matilde zmusiła się do wykrzywienia ust w miłym i niesamowicie uprzejmym uśmiechem, którym obdarowała gospodarza. Miała tylko niesamowitą nadzieję, że David bardziej skupi się na swoim synu i córkach, a ją pozostawi w spokoju. Jakoś tak… do końca wieczora? Byłoby przyjemnie.
– Dzień dobry – powiedziała po prostu, czując się niesamowicie niezręcznie. Ugh, czemu to wszystko było takie… takie trudne? Nawet nie umiała rozmawiać z rodzicami. Ci od Aarona jej nienawidzili, z ojcem Cass nigdy nie miała dobrych relacji, nie wspominając o swoich własnych, którzy woleli ją uśmiercić niż… Jesteś tragiczna, Wallace.Imari Blanc - 2018-11-24, 14:10 Nie chciała tu być. I nie ma co jej się dziwić. Nie za bardzo gdziekolwiek wychodziła, a spotkanie z ojcem.. nie uśmiechało jej się wcale. Szczególnie teraz. Może jeszcze półtora miesiąca temu dała by się na to namówić, a teraz Will po prostu zawiózł ją na miejsce. Nie chciało jej się tłumaczyć dlaczego nie chce go widzieć.
Na sobie miała zwykłe jeansowe spodnie, na górze bluzę z kapturem, na to narzuconą rozpiętą kurtkę. Głowę chowała pod kapturem, ręce w kangurku bluzy. Wzrok wbijała w ziemię.
Miała nadzieję, że nie otworzy. Móglby nie otworzyć. Naprawdę nie miała by mu tego za złe.
A jednak.
Westchnęła cicho, nie podnosząc wzroku. Mogłaby zacząć odliczać czas. Will obiecał, że nie bedą tu bardzo długo.
Oby.William Hopper - 2018-11-24, 23:35 Czy to było normalne, że tak dziwnie się czuł, idąc na spotkanie, gdzie miał przedstawić Wallace swojemu ojcu? Nie miał pojęcia. Nigdy nikogo nie przedstawiał rodzicom, nie wiedział jak powinien się z tym czuć. W zasadzie, nawet o niej nie wspominał. Tylko tyle, że z kimś przyjdzie. A tymczasem... To było poważne, wystarczyło tylko spojrzeć na brzuch Matilde. Za miesiąc mieli być rodzicami i chociaż to zabrzmi tragicznie, Hopper nie wyobrażał sobie swojego życia z kimkolwiek innym. Ich tragiczne charaktery się dopełniały i nigdy nie znajdą kogoś innego wystarczająco zepsutego, żeby tak do siebie pasowali. I to nawet nie była jakaś cholernie zła perspektywa, nie ważne jak Wallace potrafiła być uparta i irytująca.
Mieli być rodziną, więc proszę bardzo, będą rodziną. Rodziny spotykały się na święto dziękczynienia, więc się spotkają, w tak pełnym składzie, jak byli w stanie. Cóż, może nie mogli zaufać mamie, może Mercy nie chciała przychodzić... ale mogli chociaż spróbować być normalni, prawda? Jak te jedenaście lat temu, zanim spieprzył wszystko swoim zniknięciem. Walczył o to, żeby odzyskać wszystko co kiedyś miał, perspektywę długiego życia, szansę na założenie rodziny, świadomość, że nikt nie zamorduje jego bliskich... więc czemu nie o jakiekolwiek relacje z tatą i siostrami? Nawet jeśli miały być cholernie dziwne - warto było spróbować.
Zapukał do drzwi, nie wiedząc czym właściwie się tak denerwuje. Przecież to był tylko obiad, niebezpieczniejsze już było to jak stał na ulicy... Właśnie. Wiedział co zrobić, kiedy ktoś próbował go zamordować, ale kiedy był w jednym pokoju z ojcem, siostrami i Wallace? Cholera. Przypomniało mu się jak świetnie wyszło pierwsze spotkanie Mercy i Matilde.
- Cześć - powiedział, kiedy w końcu drzwi się otworzyły.David Hopper - 2018-11-25, 01:49 Oczekiwanie na gości dobiegło końca, kiedy David usłyszał pukanie. Jego pies zerwał się na nogi, zeskakując z kanapy. Zaszczekał, podbiegając do wejścia.
- Alec, wracaj.
Zawołał psa, zmierzając wózkiem za nim, do przedpokoju aby otworzyć gościom. Pies był dobrze wytresowany i słuchał poleceń. Zatem zawrócił do salonu i położył się na dywanie.
David otworzył drzwi i odjechał trochę by zrobić przejście gościom. Na jego twarzy zawitał ciepły ojcowski uśmiech, nie ukrywając tego szczęścia, że znów może ujrzeć swoje dzieci. Z tym wyjątkiem, że był tylko William i jedna z córek. Przez kaptur na twarzy Marceline, nie rozpoznał jej od razu. Choć, domyślał że to ona, bowiem Claire nie chowałaby w ten sposób twarzy. Kolejna osoba również była dla niego zaskoczeniem. Judy. Również i jej posłał ten uśmiech, przenosząc zaskoczone spojrzenie na jej brzuch.
- Witajcie. Wejdźcie.
Od razu zaprosił ich do środka. Wycofał się tak, by mieli też przestrzeń na zdjęcie odzieży wierzchniej. Starszy Hopper na sobie miał białą koszulę, granatowy sweter i czarne spodnie. Ubranie typowe jak na ojca rodziny.
Butów nie musieli zdejmować.
- Bardzo się cieszę, że przyszliście.
Podziękowanie kierował do wszystkich. Spojrzenie skierował pierw na Judy. Mimo ich ostatniego spotkania i dostrzegając w niej zdenerwowanie, nie zamierzał na razie nic zdradzać, że ją skąd zna.
- Przedstawisz mi swoją znajomą?
Zapytał syna, by po chwili też spojrzeć na córkę. Chowała się za kapturem. Nie wiele jej to dawało, ponieważ ze swojego poziomu, siedząc na wózku, możliwe że dostrzegał jej wyraz twarzy. Jakby nie była z czegoś zadowolona. W dodatku zauważył także to, że rękę najprawdopodobniej miała schowają pod bluzą. Była w gipsie? Miała wypadek? Zapytałby o to, ale później.
Niecierpliwy Alec, pragnący poznać nowych ludzi, po prostu wyszedł z salonu i skierował się w stronę Marceline, by powąchać jej buty. Pies rasy Golden Retriever.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam obecność psa?
Zapytał od razu, kiedy mieli powitania za sobą. Nie miał pojęcia, czy któreś z jego gości nie miało czasem uczulenia na sierść psa. Wolał więc zapytać.Matilde Wallace - 2018-11-27, 18:15 Niesamowicie dziwnie jej było z tym wszystkim i cholernie się stresowała całą tą sytuacją. To było dziwne uczucie. Przecież zazwyczaj mówiła i robiła to co jej się żywnie podobało, nie przejmując się żadnymi konsekwencjami. Jednak tego dnia… to nie miało być wcale takie proste. Tak wiele mogła przecież zepsuć. Wystarczyło nieodpowiednie spojrzenie, irytujący sposób oddychania, czy cokolwiek. Z całą pewnością nie była dobrym materiałem na dziewczynę, którą się przedstawiało swoim rodzicom. I zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała jak kiepska i beznadziejna była w zdobywaniu jakiejkolwiek sympatii. Zazwyczaj jej to nie obchodziło. Ale to nie była zwykła sytuacja.
To był ojciec Willa. Najbliższa rodzina. Zależało jej, by David ją… cóż… polubił? Albo chociaż zaakceptował? Ale jak u licha to miało być w ogóle możliwe, kiedy na samym początku znajomości go okłamała? Wallace uważnie obserwowała mężczyznę, jakby chcąc wyszukać w wyrazie jego twarzy jakiegokolwiek potwierdzenia własnych myśli, ale on… zachowywał się jakby jej w ogóle nie znał. Matilde cicho przełknęła ślinę, wchodząc po prostu do środka. Nie poznał jej? Nie zapamiętał jej? A może… po prostu robił dobrą minę do złej gry? Kiedy pan Hopper zadał pytanie Willowi, Matilde mimowolnie przekręciła głowę w prawo, by przyjrzeć się twarzy swojego faceta. Przez krótką chwilę zastanawiała się czy on też czuł się tak niezręcznie, ale chyba znała odpowiedź na to pytanie. Z pewnością nie można było tego porównać do poznania Imari, ale… Wallace odchrząknęła, by po prostu wyrzucić z siebie:
– Jestem Matilde.Imari Blanc - 2018-11-28, 09:43 Czuła się.. sama? Nie powinna, przecież była tutaj z Willem i Tildą i w ogóle, ale równocześnie wydawało jej się, że.. Jest sama. Will miał na głowie ciężarną Wallace i to nią się będzie zajmował, co rozumiała i nie miała mu tego w żaden sposób za złe, po prostu przez to czuła się.. odkryta? Nie wiedziała jak to nazwać sensownie, żeby wyrazić to jak się właśnie czuła.
Omijała wzrokiem ludzi, szczególnie swojego ojca, przesuwając nim gdzieś po podłodze, zanim nie pojawił się pies. Jako dzieci chcieli psa. No dobra, ona męczyła rodziców, pokazywała im nawet psa Vincenta, ale nic to nie dało.
Nie i nie.
Pewnie dlatego, że wiedzieli, że chcą ich oddać.
Skupiła spojrzenie na goldenie i gdy podniósł łeb wzdłuż nogawki jej spodni wyciągnęła w jego stronę dłoń, by powąchał jej palce, skupiając swoją uwagę na zwierzęciu. Nie słuchała tego, co mówi reszta, chociaż zwracała uwagę na to gdzie stoją i zerkała w ich stronę jeśli się ruszali.
Jeśli Alec nie miał nic przeciwko to podrapała go lekko po poliku i pod uchem wolną ręką, bo drugą faktycznie miała schowaną pod bluzą.William Hopper - 2018-12-13, 18:32 Czuł się naprawdę dziwnie z tym wszystkim co się działo naokoło. Czy to aby na pewno był dobry pomysł? Przecież nie musiał ich wszystkich ściągać w to samo miejsce, Mercy nawet tego nie chciała. Ale jednak, skoro miał szansę żeby żyć, zaczynał odzyskiwać wszystko co stracił… mógł spróbować odzyskać też to, prawda? W tym momencie to nie wydawało się tak nierealne jak przez te jedenaście lat. Było po prostu… dziwne. Nigdy nie miał szansy tak naprawdę się do tego wszystkiego przyzwyczaić, z resztą minęły długie lata od kiedy potrafił po prostu żyć w rodzinie - właściwie w jakiejkolwiek zdrowo funkcjonującej grupie - a teraz było po prostu za późno, żeby zwyczajnie do tego wrócić.
Jakby tego wszystkiego było mało, nawet nie zdążył przedstawić Wallace, sama się odezwała zanim zdążył otworzyć usta. Chyba on powinien się tym zajmować, prawda? Jako osoba, która jako jedyna ich wszystkich znała. Cholera. Czemu szło mu aż tak tragicznie?
- Jesteśmy razem - dodał, chociaż poczuł się z tym niewiarygodnie głupio i nawet nie wiedział dlaczego. Może dlatego że nigdy w zasadzie tego nie mówili? A może dlatego, że fakt, że ją tutaj ze sobą zaciągnął i że była w ósmym miesiącu ciąży mógł dawać pewne przesłanki, że to nie była jego znajoma.
Cholera. W zasadzie to przy ostatnim spotkaniu, nie powiedział w końcu ojcu, że za niedługo będzie dziadkiem. Cholera. Mógł to lepiej przemyśleć. Wysłać smsa albo coś takiego. Tak, stanowczo.
Ściągnął swoją kurtkę, pomógł Wallace z tą jej, po czym sobie uświadomił, że w zasadzie Mercy używając tylko jednej ręki najpewniej męczy się ze swoją kilka razy bardziej niż Matilde z już całkiem sporym, ciążowym brzuchem. Pomógł więc siostrze, zawiesił te cholerne kurtki na wieszaku. Hopper był ubrany stanowczo mniej elegancko niż jego ojciec, w ciemnych spodniach i niezobowiązującej koszuli (i to był kolejny powód, dla którego coraz bardziej zaczynał się czuć głupio). Oprócz tego, David mógł zauważyć, że jego syn miał odrobinę krótsze włosy niż przy ostatnim spotkaniu i - jak się później miało okazać - dokładnie tej samej długości co Marceline. Pewnie gdyby dziewczyna miała ciemne włosy, to z tą samą fryzurą i ze świeżą blizną na lewym policzku Mercy, wyglądaliby jakby bardzo nieudolnie próbowali się do siebie upodobnić.
- Nie, jest w porządku - Will odpowiedział w imieniu całej trójki, skoro nikt się do tego nie kwapił.David Hopper - 2018-12-15, 00:37 David oczekiwał, że to właśnie William zechce przedstawić swoją wybrankę, a tu Matilde sama uczyniła. Judy Hallen to tak naprawdę była Matilde. Czy to było zaś jej prawdziwe imię? Stwierdzałby, że tak. Znajdując się w miejscu publicznym, nie posługiwałaby się prawdziwymi danymi osobowymi. To takie zabezpieczenie swojej osoby. Z kolei syn, dodał jedynie to, że oboje są razem. W tym momencie zaskoczenie Davida szybko się pojawiło na twarzy, w którym jego wzrok zaraz powędrował na brzuch kobiety.
- Jesteście razem?
Zapytał dla pewności, przenosząc wzrok na syna a potem na jego wybrankę. Zaraz też uśmiechnął się jakby szczęśliwy, nie tylko z tego powodu, że jego syn ma wybrankę życia, ale i że zostanie także ojcem. Bo niby z kim Matilde miałaby być w ciąży?
- Więc... będę dziadkiem?
Dopytał, jakby nie potrafiąc w tej chwili ukryć tych pozytywnych emocji radości. Tyle lat nie widział swoich dzieci a tutaj taka niespodzianka.
- Przejdźmy do jadalni. Wszystko jest przygotowane.
Zachęcił i nawet wskazał kierunek Williamowi i Matilde, gdzie mieli kierować się. On jednak pozostał, widząc jak pies dał się pogłaskać jego córce.
- Marceline.
Zwrócił się do swojej córki, która nie utrzymywała z nim kontaktu przez ten długi czas.
- Dlaczego nie dawałaś znaku życia? Dlaczego nie odbierałaś telefonów?
Zapytał dość łagodnie, nie ukrywając zmartwienia, patrząc na nią. Nie był na nią zły, ale chciałby poznać powód, dla którego się tak od niego odcięła. Chciał tę chwilę, minuty czy dwie wykorzystać na uzyskanie odpowiedzi od starszej córki.
Pies dał się pogłaskać i nawet podrapać. Szybko polubił i zaakceptował dziewczynę. Zaszczekał raz z radości i zaraz czmychnął do jadalni, by obwąchać pozostałych nowych gości.
A w jadalni, jedzenie było już postawione na stołach, w tym ten pieczony indyk. Catering uwinął się bardzo dobrze w czasie, że potrawy jeszcze były ciepłe. Pozostało jedynie przygotować kawy i herbaty.Matilde Wallace - 2018-12-15, 20:39 Ugh, najwidoczniej ona też była w tym beznadziejna. Być może faktycznie powinna pozwolić Hopperowi się przedstawić. Być może nie powinna się w ogóle odzywać. A przynajmniej nie do czasu, kiedy ktoś zwróci na nią swoją uwagę, ale… to było tak cholernie niezręczne, że słowa po prostu same wydobyły się z jej ust. Co miała zrobić? Jeszcze nigdy nie była zaproszona na święto dziękczynienia do normalnej i niepatologicznej rodziny swojego, równie nie mającego nic wspólnego z patologią, faceta. To było dla niej nowe doświadczenie. Tak samo jak to, kiedy William stwierdził, że byli razem. No, byli. Od kilku dobrych miesięcy. Mieszkali razem, mieli mieć razem dziecko i w zasadzie byli w sobie cholernie zakochani. Ale co poradzić, że jej policzki się lekko zaczerwieniły? Matilde odchrząknęła.
– Tak, to… Willa – palnęła, czując narastające zażenowanie. Cudownie, Wallace. Jesteś wręcz mistrzynią w robieniu dobrego wrażenia. Dlaczego nie mogła pomyśleć, zanim cokolwiek powiedziała? Całe szczęście wtedy zaczął się ten cyrk ze ściąganiem kurtki i jakoś Matilde udało się czymś zająć. I nie, bynajmniej nie zamierzała oponować, kiedy skierowano ich do jadalni. Brunetka ruszyła we wskazane miejsce, nie odchodząc za bardzo od Hoppera. I kiedy miała wrażenie, że znaleźli się w nieco bezpieczniejszej odległości (bo z tego co zarejestrowała pan Hopper zajął się Imari), Matilde szepnęła do Willa: – muszę ci coś powiedzieć – ano, a dokładnie to w tym momencie. Jak zwykle wpadła na niesamowicie genialny pomysł, prawda? Dzisiaj to był chyba jej jakiś szczęśliwy dzień. Ale co miała zrobić? Miała wrażenie, że ten temat mógł wyjść w każdym momencie, a chyba wolała, by wiedział to od niej. Usiadła na krześle, nachylając się w stronę mężczyzny, niby pod pretekstem poprawienia kołnierza jego koszuli, po czym kontynuowała w taki sposób, by usłyszał ją tylko Will. – Jakieś dwa miesiące temu Judy Hallen mogła całkiem przypadkiem udawać dziennikarkę zainteresowaną losami twojego taty i… – ucięła, przygryzając dolną wargę i odwracając wzrok. Chyba nie planowała mu tego powiedzieć w ten sposób.Imari Blanc - 2018-12-18, 09:04 Nie zwróciła uwagi na to kto kogo przedstawił, bo wydawało jej się to obecnie malo istotne. Może dla Willa, Tildy i Davida to było ważne, bo w końcu "poznanie rodziców" jest calkiem istotną częścią związku i zapewne sama by się denerwowała niemożliwie, gdyby coś takiego ją spotkało i gdyby w ogóle chciała przedstawić swojego partnera swoim rodzicom, ale na szczęście - nie jej kolej. A Alex.. cóż. Ciężko powiedzieć i ciężko to nazwać jakkolwiek, dlatego nawet nie proponowała mu przyjazdu tutaj. Ich relacja nie była ładnie ograniczona standardowymi ramami innych związków,.. Z drugiej strony Imari tego nie potrzebowała, Parker tak. Drapala psa lekko po poliku, dopóki ten nie zwiał do jadalni i Mercy nie została sama ze swoim ojcem. Czy to właśnie nie jeden z powodów, dla których nie chciała tu przyjeżdżać? Bo Will z natłokiem obowiązków nie dopilnuje i zostawi ją sam na sam z ojcem? Nie miała mu tego za złe, podświadomie wiedziała, że tak się stanie. Na szczęście chwilę wcześniej pomógł zdjąć jej kurtkę, więc z tym nie musiała się męczyć. Kaptura jednak nadal nie ściągnęła i nie zamierzała tego zrobić.
Spojrzała na odchodzących do jadalni Willa i Tildę i biegnącego za nimi chwilę później psa.
- Nie miałam czasu - tadam, w kategorii "najbardziej bezsensowne wytłumaczenie" wygrywa Marceline Hopper. Nie zamierzała przeprowadzać tej rozmowy, nie teraz i nie nigdy najlepiej. Ale na pewno nie teraz. Wolała by już mieć to wszystko za sobą i wrócić do domu, ale przed nimi cała kolacja, obiad, obojętnie jak to nazwać..William Hopper - 2018-12-26, 14:17 Och, Hopper nie był taki pewien, czy jego rodzina była normalna, nie mówiąc już o nim samym. Ale hej, to była jedyna rodzina jaką miał i próbował właśnie jakoś z powrotem złożyć do kupy, po tym jak już udało mu się ją kompletnie rozwalić swoim zniknięciem. Samo to, że ich matki tutaj nie było - ba, nawet nie wiedziała co się dzieje z jej dziećmi - chociaż mieszkała w tym samym mieście, doskonale dawało d zrozumienia, że jednak zaczęli skręcać w stronę jakichś trudnych i skomplikowanych relacji. Przynajmniej próbowali to naprawić… Przynajmniej Will i David próbowali to naprawić.
Czuł się z tym wszystkim niewiarygodnie głupio, a zachowanie reszty rodziny jakoś nieszczególnie mu pomagało w wybrnięciu z tego wszystkiego.
- Uhm, tak, jesteśmy razem - odpowiedział. Przecież przed chwilą właśnie to powiedział. Powtarzanie tego raz za razem było naprawdę, naprawdę dziwne, nie mówiąc już o tym, co Wallace chwilę później wypaliła. Cholera. Może powinni uciec przez okno, póki jeszcze mogli, zanim pogrążą się w kolejnych warstwach nieprzemyślanych odpowiedzi. I naprawdę mu ulżyło, kiedy na chwilę mogli się schować w tej jadalni, z dala od kolejnych pytań jego ojca. Właściwie wszystko było lepsze od stania w tamtym przedpokoju. Cholera, tyle rzeczy miał za sobą, dowodził jedną z największych - jeśli nie największą - organizacją terrorystyczną w kraju… a denerwował się przedstawianiem Matilde swojemu ojcu.
A ten jej cały konspiracyjny szept nie nastawiał go zbyt optymistycznie co do reszty wieczoru. Nie wyglądał, jakby w ogóle to usłyszał to co mówiła, posłał jej tylko nieco nerwowe spojrzenie. To co mu powiedziała… Och, cudownie. Tak jakby ta kolacja nie miała być wystarczająco niezręczna.
- Judy Hallen to zrobiła. Jak zgaduję, ty nie miałaś z tym nic wspólnego? - odpowiedział półgłosem, po hiszpańsku. Co prawda jego ojciec znał ten język, ale przynajmniej Mercy przez przypadek ich nie podsłucha.
Swoją drogą, to cały czas było równie urocze, że używała nazwiska Hallen. W końcu, w pewien sposób, sama mu je nadała… a potem je sobie wzięła.David Hopper - 2018-12-27, 22:59 Zaskoczyli Davida, miał prawo zareagować powtórzeniem pytania. Tyle lat dzieci swoich nie widział, a gdy zjawiają się u niego w domu, syn oświadcza że ma partnerkę i na dodatek widać dziecko w drodze. Jak tu się nie cieszyć? Potrójnym szczęściem. Ma w swoim domu dwójkę dzieci. Willa i Marceline. Na dodatek jego syn będzie ojcem. A on dziadkiem. Na okazywanie wielkiej radości przyjdzie czas.
Poprosił młodych, by udali się do jadalni, by móc na chwilę zostać sam na sam z córką. Nie ukrywał jednak, że jej odpowiedź go nieco zabolała. O ile Claire miała czas by z nim czy z matką porozmawiać, tak sądził że i ten czas powinna mieć jego starsza córka.
Postanowił więc zostawić na później poważniejszą rozmowę. Wszystko okaże się na kolacji, czy tematy same nie zostaną poruszone.
- Dołączmy do reszty.
Cofnął wózek, by przepuścić Marceline. Ruszył dopiero za nią do jadalni, dostrzegając rozmawiających ze sobą Williama i Matilde. Uśmiechnął się do nich i pojechał sobie do blatu kuchennego, gdzie miał już przygotowaną wodę w czajniku elektrycznym do wstawienia, że nacisnął tylko guzik.
- Na stole w puszkach macie kawę i herbatę. Mam też soki. Wybierzcie sobie co chcecie i jak coś ciepłego, to Wam potem zaleję wodą. Musicie mi wybaczyć, że tak to teraz wygląda, ale rozumiecie moją sytuację.
Wiadomo zapewne, że chodziło o jego wózek i niemożność chodzenia. Dlatego też jedzenie od razu było już poustawiane na stole i jeszcze ciepłe.
- Zajmijcie swoje miejsca.
Poprosił. Samemu zajmując miejsce, gdzie nakrycie do stołu, nie miało krzesła. Szczytowe co prawda. Spodziewał się, że i Claire przyjedzie, ale pewnie jej nie będzie. Zatem jedno przygotowane miejsce, pozostanie puste. I tak cieszył się, że chociaż dwójkę dzieci miał przy sobie.
Kiedy każdy zajął miejsce, a na pewno David chciał, by córka usiadła z jednej strony obok niego.
Gdy miał już wszystkich przy stole i każdy miał zalane swoje picie, kawę, herbatę czy co tam chciał, mógł przejść do oficjalnej części ich spotkania. W końcu to rodzinne spotkanie.
- Chciałbym Wam podziękować, że zechcieliście przyjść i tym samym sprawiliście mi naprawdę dużą radość i dodatkowo miłą niespodziankę. Rodzina się nam powiększa.
Pierw spojrzał po swoich dzieciach, a później na Williama i Matilde, po czym na brzuch kobiety. Ta wewnętrzna radość, że będzie dziadkiem była dla niego nie do opisania. Kontynuował, po krótkiej przerwie, przenosząc znów spojrzenie po kolei po wszystkich.
- Zdaję sobie sprawę że nie było Wam łatwo. Lecz chciałbym, aby chociaż ta kolacja była dla nas udanym wspomnieniem. Dlatego też William...
Spojrzał na syna.
- Chciałbym, abyś to Ty pokroił Indyka. Bez obaw, nie przyrządzałem go.
Niby to on jako ojciec rodziny powinien go kroić, jak za dawnych czasów, teraz przekazał to synowi. Być może David stwierdził, ze w swojej sytuacji nie pokroi go dość dobrze i sprawnie z miejsca siedzenia. Co szczerze mówiąc, było problematyczne. Gdyby nie wózek, wszystko byłoby tak łatwe jak dawniej.
Co więcej. Wspominając o przygotowywaniu Indyka, chciał uspokoić swoje dzieci z uśmiechem na twarzy, że ten będzie zjadliwy i zrobiła go doświadczona w tym osoba, nie ich ojciec, który za każdym razem nie potrafił dobrze go przyrządzić na tak ważne święto i w odpowiednim czasie wyjąć z pieca.Matilde Wallace - 2018-12-28, 16:57 Nie miała absolutnie niczego na swoje usprawiedliwienie. Ale hej! Każdy zrobiłby dokładnie to samo gdyby znalazł się na jej miejscu, prawda? Jak niby miała przegapić taką okazję? Miała Davida Hoppera na wyciągnięcie ręki i nie zamierzała tak obojętnie odejść. Zresztą, wtedy nie była taka pewna, czy kiedykolwiek go pozna jako Matilde, dziewczyna Willa – to wciąż brzmiało naprawdę, naprawdę dziwnie – a z jakiegoś powodu potrzebowała wiedzieć kim był człowiek, który wychował Williama na tak skomplikowanie dobrego człowieka dupka.
– Doskonale wiesz, że nie mam nad nią żadnej kontroli – odmruknęła, nawet nie zdając sobie sprawy, kiedy właściwie zmieniła język. To było tak niesamowicie naturalne jak oddychanie. Matilde wzruszyła lekko ramionami, zostawiając w spokoju koszulę Hoppera, po czym przeniosła wzrok na zbliżającego się pana tatę. To wszystko co się tutaj działo… było dla niej nowe. Jasne, w jej rodzinie też się obchodziło święto dziękczynienia, ale w niczym to nie przypominało tego co było tutaj. Czuła się naprawdę nieswojo, a z drugiej strony… przecież to było dokładnie to czego chciała. Normalna kolacja w normalnym rodzinnym gronie. Pomimo tego nieopuszczającego ją skrępowania, była naprawdę… szczęśliwa. Sięgnęła więc po jakiś pierwszy lepszy sok i nalała go sobie do szklanki, niemal od razu upijając łyka. A to… to nie było najlepszym pomysłem. Sama nie wiedziała dlaczego, ale te słowa pana Hoppera… Matilde prawie zakrztusiła się sokiem przez co zrobiło jej się prawdopodobnie jeszcze bardziej głupio niż wcześniej. I miała wręcz ochotę zapaść się pod ziemię. Wiedziała, że stwierdzenie powiększa się nam rodzina było naprawdę pozytywnie nacechowane, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to była jej wina. Gdzieś z tyłu głowy jakiś cichy głosik nakazywał jej zacząć panikować, uświadamiając jej, że tego typu stwierdzenia nigdy nie przynosiły niczego dobrego. Wiadomość o ciąży zawsze niosła ze sobą kolejne, naprawdę mroczne pytania dotyczące ślubów i innych, a to… to stresowało Matilde. I domyślała się, że Will musiał poczuć się mniej więcej tak samo, kiedy jego tato zaproponował mu czynienie honorów. Wallace nawet nie odważyła się spojrzeć na Williama, po prostu znowu zajęła się sokiem. Nie chciała, by poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie niż wymagała tego sytuacja.William Hopper - 2019-01-24, 02:59 Wzniósł oczy ku niebiosom, słysząc odpowiedź Matilde. Oczywiście. Żeby to miała być jej wina? NIgdy w życiu. Najpewniej to wszystko było przez niego bo… cokolwiek Wallace wyimaginowała sobie tym razem. Dzielił nazwisko z Judy, więc miał nad nią jakąś fikcyjną władzę. Cholera, jak użyje tego argumentu, przypomni jej o tym, kiedy następnym razem będzie się podawać za Judy.
Cóż, nie mieli czasu zbyt długo przerzucać się kolejnymi uwagami, bo z korytarza już wyłaniali się David i Mercy, a ich dwójka znowu musiała udawać absolutnie standardową i normalną parę, która robiła absolutnie normalne rzeczy. Żadnego grożenia sobie podczas pierwszego spotkania, rozmawiania o emocjach tylko i wyłącznie w trakcie głośnych kłótni, pokręconej przeszłości. Tylko standardowe spijanie sobie z dziubków, obrzydliwie urocze. Och, Mercy będzie musiała się świetnie bawić.
Nalał sobie soku i właśnie robił siostrze herbatę - bo był pewien, że będzie chciała herbatę, a ręka w gipsie i wrzątek to nie najlepsze połączenie - kiedy uświadomił sobie, że jego plan był chujowy. Jego ojciec nie uzna ich za absolutnie normalnych, bo Wallace już z nim rozmawiała, kto wie na jakie tematy, używając fałszywego nazwiska. Szpiegowanie ojców swoich chłopaków legitumując się podrabianymi dokumentami nie było standardowym zachowaniem dziewczyn w związkach. Cholera. Cholera jasna, co ona mu wtedy naopowiadała?
I nagle, całe to spotkanie, zaczęło systematycznie skręcać na coraz gorsze tory. Hopper nie miał pojęcia jak w ogóle zareagować na tę przemowę i te spojrzenia, jeszcze to o powiększającej się rodzinie... Nagle dotarło do niego, że przez te jedenaście lat obchodził dziękczynienie aż trzy raz i to tylko i wyłącznie dlatego, że został do tego zmuszony. Och, to z pewnością o niczym nie świadczyło. Naprawdę, świetny pomysł, żeby ściągać całą rodzinę w jedno miejsce, urządzać kolację i udawać, że jest się zupełnie normalnym. Co mogło pójść nie tak
I wtedy jeszcze ten indyk…. Will doceniał ten gest i tak dalej, nie mówiąc już o tym, że jedzenie było zamawiane (chociaż ten niedopieczony indyk zawsze miał swój urok)... Cholera, chyba nie mógłby się czuć dziwniej.
- Uhm, jasne - odpowiedział dość niezręcznie, zanim zabrał się za krojenie indyka. William. Nikt nie nazywał go William. Nikt nawet nie nazywał o chrzanionym imieniem.