dzielnica ochrony mutantów - Fabryka
The Gifted - 2018-10-02, 17:02 Temat postu: Fabryka
Fay Murphy - 2018-11-15, 11:56
//początek listopada
Fay nie raz nie dwa widziała z lotu ptaka jak ma się sytuacja wewnątrz jakże przyjemnie nazwanego DOMu. Czasem robiła to dla Bractwa, gdy potrzebowali bardziej szczegółowych informacji odnośnie tego, co dzieje się w środku, czasem miała za zadanie pewne informacje tam przekazać, ale ostatnio... cóż, okazało się, że można także na tym zarobić. Wyprawa do Dallas kilka miesięcy temu dość mocno uszczupliła jej oszczędności, reszta szybko poszła na podstawowe środki do życia i cóż, trzeba było zacząć kombinować.
Trudno nawet oszacować ile osób zostało rozdzielonych przez ogrodzenia i rogatki, a wydostanie się na zewnątrz, albo wejście do środka nie było takie łatwe. Nikt jednak nie zwracał uwagi na niewielkie zwierzaki przemykające na jedną czy drugą ze stron, noszące że sobą niewielkie urządzenia umożliwiające bezpodsłuchową komunikację że światem.
Nie czuła się jakoś szczególnie dobrze zarabiając na czyimś nieszczęściu, ale innych opcji niestety nie miała. Po Ronnim słuch zaginął, przyjaźnie jakoś straciły na sile, gdy kontakt został utrudniony, nie mówiąc już o tym, że wojna także zdążyła pochłonąć swoje ofiary w postaci ludzi, których kiedyś znała. Raczej była zdana na siebie, więc jej moralność także musiała zostać niego... hmm, dostosowana do panujących realiów. Niestety.
To była jedna z takich właśnie małych misji zarobkowych. Dziewczyna, niewiele młodsza od Fay, z aktywnym genem X wewnątrz dzielnicy ochrony mutantów i ojciec robiący wszystko, żeby ją stamtąd wyciągnąć. Reszta rodziny była już bezpieczna gdzieś daleko na wsi, pozostali tylko oni dwoje, którzy mieli tam jak najszybciej dołączyć.
Wiadomo, ucieczka była o wiele bardziej złożonym procesem, jednak wszystko zaczynało się od tego jednego telefonu komórkowego, który dawał możliwość ustalenia całej reszty. I dlatego właśnie Fay miała go dzisiaj przerzucić przez ogrodzenie. Stary model na kartę z zapisanym jednym numerem miał być umieszczony w odpowiednim miejscu, w którym dziewczyna miała go znaleźć. I tyle, koniec. Kilka minut ryzyka dla adekwatnie wysokiej stawki.
Do tych zadań najbardziej upodobała sobie sowy, głównie ze względu na świetne widzenie nocą i bezszelestny lot, oraz sporą ilość piór, pod którymi łatwo było nieco ukryć przenoszony ładunek, żeby wzbudzał jeszcze mniej podejrzeń. Reszta często pozostawała bez zmian - zaparkowanie samochodu gdzieś w oddali, podejście jak najbliżej i sam przelot nad murami i ogrodzeniami gdzieś za fabryką, gdzie w niewidocznym dla kamer miejscu mogła coś ukryć.
Levi Morrison - 2018-11-21, 22:07
|po wątku w bibliotece, ten sam dzień (?)
Nie do końca pamiętał, kiedy ostatnio czuł się tak... Zniesmaczony. Nie tylko tym, w jakiej sytuacji się znajdował - robiąc coś za ludzi, którzy teoretycznie powinni słuchać jego poleceń i wykonywać je w przeciągu milisekundy - o nie. Chociaż wiedział swoje, słysząc także liczne pogłoski dotyczące DOMu, widok tego wszystkiego, co działo się w tym miejscu, był na swój sposób druzgocący. Nawet dla kogoś jego pokroju, a przecież Levi wręcz chełpił się całym swoim niewzruszeniem tudzież oziębłością. Zupełnie tak jak amerykański Rząd, Morrison także czerpał niezliczone profity z istnienia Dzielnicy Ochrony Mutantów. Gdyby jej nie stworzono, miałby swój mały interesik - bądźmy szczerzy, zawsze miał jakiś mieć - jednak prawdopodobnie nie byłby on aż tak opłacalny. Nieszczęście tych ludzi było jego własnym zyskiem...
A mimo to, cóż, nadal nie czerpał żadnej przyjemności z oglądania tego miejsca. Miał wręcz ochotę opuścić je znacznie szybciej niż się w nim pojawił. Było tu tak ponuro, tak depresyjnie. Zbyt depresyjnie. On zaś zdecydowanie nie lubił podobnych klimatów. Na co dzień obracał się przecież w znacznie bardziej rozrywkowym towarzystwie, nie wśród bandy mutantów, którzy przypominali hordę żywych trupów - powoli, bezmyślnie przemieszczających się w kierunku fabryki majaczącej gdzieś w bliskiej odległości od miejsca tymczasowego postoju Leviego. Musiał się tu zatrzymać, nawet jeśli tak naprawdę wcale tego nie chciał. Nadchodzący patrol D.O.G.S. nie zachęcał jednak do ochoczego zmierzania w kierunku punktu zrzutu towaru. Najlepiej było zatem zaczekać aż i ci ludzie oddalą się w kierunku starych, paskudnych budowli. Tak przynajmniej podpowiadał mu rozsądek.
Nie miał w końcu nawet najmniejszego doświadczenia związanego z pracą w DOMu... O ironio, głównie przez to, iż pracował w innym - swoim własnym domu - nadzorując to wszystko z zewnątrz, z dosyć bezpiecznej odległości. Że też wszystko musiało się spieprzyć... I postawić go w sytuacji, w której opierał się o mur, usiłując nie wyglądać podejrzanie i jednocześnie obserwować wszystko, co działo się dookoła niego. Nie to, by było tego wiele. Ot, mutanci idący na drugą czy trzecią zmianę w fabryce, coraz bardziej oddalający się strażnicy i kilka ptaków krążących po niebie. Sielsko anielsko, czyż nie?
Fay Murphy - 2018-11-26, 09:38
Szło wyjątkowo gładko. Być może dlatego, że dzisiaj miała szczęście i nie dostrzegła żadnego patrolu, albo jej moc ostatnimi czasy zaczynała coraz bardziej z nią współpracować i przez te kilka ostatnich miesięcy udało jej się naprawdę mocno poszerzyć swoje umiejętności. Najbardziej przydatne do tego zadania było nawiązywanie połączenia bez potrzeby fizycznego kontaktu ze zwierzęciem. Wystarczyło, że będzie miała w zasięgu wzroku. I tak właśnie to wyglądało. Sowa leciała gdzieś nad linią drzew, ona ukryła się między nimi i wystarczył moment, żeby oczy zaszły jej mgłą, a zmysł wzroku przeskoczył na zupełnie nowy poziom.
Za murem wylądowała bezszelestnie, wiatrem wytworzonym przez skrzydła jedynie odrobinę unosząc opadłe na ziemię liście. Przystanęła, rozglądając się dokładnie bursztynowymi oczami, przez chwilę obserwując oddalających się kilkanaście metrów dalej strażników. Gdy poczuła, że jest bezpiecznie, sięgnęła do sakiewki przymocowanej na brzuchu i chwytając dziobem za specjalnie przygotowaną, krótką smycz, wyciągnęła telefon i pomaszerowała z nim do znajomego drzewa, u którego korzeni była niewielka, słabo widoczna jama, idealna do ukrycia czegoś. I to właśnie Fay zrobiła, przykrywając ją liśćmi.
I wszystko byłoby fajnie, gdyby podnosząc głowę nie dostrzegła stojącego kilka metrów dalej mężczyzny. Nie wyglądał, jak strażnik, ale... czy widział, co właśnie zrobiła? I co on postanowi w związku z tym? Bo przecież nie mogła sobie pozwolić na zawalenie tej akcji.
Stała obserwując, co mężczyzna będzie chciał zrobić, jednocześnie będąc gotowa na to, że w przypadku chęci zabrania jej "przesyłki", zrobi po prostu hałas, zwracając uwagę tamtych strażników. Nikt nie zainteresuje się sową, zgarną jego, a telefon będzie bezpieczny.
W tej samej chwili usłyszała coś niepokojącego po drugiej stronie, niedaleko siebie we własnej osobie. Skuliła się, chcąc jeszcze bardziej wtopić w miejsce, w którym się ukryła i modląc się, żeby nie została dostrzeżona. Powinna już przerwać połączenie i się wycofać, bo sytuacja zaczynała robić się nieprzyjemna, no i samo korzystanie z mocy było już długie i powoli zaczynała odczuwać jego efekty. Mimo to jeszcze się nie wycofywała, chcąc zamknąć sprawę za murami DOMu.
Levi Morrison - 2018-11-30, 02:32
Ornitologia nigdy specjalnie go nie interesowała. Prawdę mówiąc - tak naprawdę, cóż, mało która dziedzina była dla niego na tyle interesująca, by poświęcił jej odrobinę więcej uwagi, niż tyle, ile potrzebne było, aby pogardliwie oparskać jej pasjonatów, jeśli przesadzali z próbami wciągnięcia go w temat. Był dosyć prostym człowiekiem. Miał szereg własnych zainteresowań, w których poczet wchodziło głównie zajmowanie się zajebistym towarem, i nie widział potrzeby zmieniania aktualnego stanu rzeczy.
Czy dostrzegł pojawienie się ptaka? Oczywiście.
Czy rozpoznał w nim jakiś gatunek sowy? Jak najbardziej.
Czy zarejestrował pewną nietypowość w jej zachowaniu? Owszem, aczkolwiek niespecjalnie go to interesowało. Prawdopodobnie chodziło o zagrzebywanie myszy czy innego cholerstwa, którego rozkwaszonego truchła raczej nie chciał widzieć. Miał dużo ważniejsze rzeczy do roboty, skupiając się głównie na tym, aby nie przegapić najlepszego momentu na opuszczenie swojej wątpliwej kryjówki i jak najszybciej załatwić sprawę z gettem, które odrobinę zbyt mocno go przytłaczało.
A jednak... Pomimo teoretycznego odwrócenia wzroku w kierunku, w jakim powinien patrzeć, myśl o sowie nadal wirowała w myślach Morrisona, sprawiając, iż ten ponownie zerknął w tamtym kierunku. Co mu właściwie szkodziło? Nigdy nie brzydził się zdechłych zwierząt. Wystarczyło kilka większych kroków, aby znalazł się w pobliżu drzewa, śledząc dalsze poczynania sowy. Nie chciał jej spłoszyć. Wyglądała... Całkiem ładnie. Majestatycznie. Nie to, co ludzcy mieszkańcy tego miejsca.
Fay Murphy - 2018-12-02, 13:47
Ach, czyli wychodziło na to, że jej działania przynosiły kompletnie odwrotny efekt. Albo to mężczyzna zamiast zająć się sobą, postanowił bawić się w miłośnika przyrody. No po prostu wspaniale, na nikogo lepszego nie mogła trafić. Normalnie jak z ludźmi, którzy dowalają się do każdego pieska w parku mimo, że właściciele ostrzegają, że sobie tego nie życzą, że zwierzę nie jest potulne. A potem pretensje, gdy coś się stanie.
Tak samo tutaj. Nie podchodziło się do dzikich zwierząt, nie wiadomo było, jak takie zareaguje. Chłopak sam prosił się o to, żeby to małe spotkanie nie skończyło się dobrze. A Fay... po prostu chciała doprowadzić swoją małą misję do końca i wcale nie była jej na rękę osoba, która miała zaraz zabrać to, z czym się tutaj wybrała. Dlatego też gdy chłopak zrobił pierwsze kroki w stronę sowy, ta rozłożyła skrzydła na boki i napuszyła się cała, dając wyraźny sygnał, że nie życzy sobie, żeby ktoś do niej podchodził. Jeśli to nie poskutkowało, miała zamiar narobić trochę hałasu, żeby strażnicy zainteresowali się tym miejscem. Była skłonna zaryzykować mając nadzieję, że tamci zajmą się mężczyzną, a nie miejscem ukrycia przesyłki.
Tak przynajmniej miało być w teorii. Miała nastraszyć mężczyznę i się zmyć, ale sytuacja po jej stronie zrobiła się na tyle niebezpieczna, że Fay sama z siebie musiała zrezygnować i w jednej chwili przerwać połączenie, żeby móc rozeznać, co się dzieje i zareagować ucieczką.
Zwierzę za ogrodzeniem wróciło do siebie i w sekundzie przestało być takie waleczne. Bez Fay za sterami nie miało zamiaru bronić skrytki i robić coś więcej, więc w popłochu cofnęło się i uleciało w górę, znikając najpierw za drzewami, a potem na tle ciemnego nieba. Niestety, przez to wszystko, wiatrem wywołanym przez skrzydła, parę liści znaczących liści okrywających skrytkę zostało poderwanych do góry, a sama jama, pozostała odsłonięta.
Levi Morrison - 2018-12-02, 20:27
Niewątpliwie nie dało się powiedzieć, że Levi nie lubił zwierząt. Prawdę mówiąc, były mu one mniej lub bardziej obojętne. Jako dziecko, naprawdę mocno marzył o własnym psie, jęcząc o niego wszystkim, którzy tylko mogliby mu go podarować. Z początku nie przynosiło to większych skutków, jednak ostatecznie jego życzenie zostało spełnione i stworzenie pojawiło się w ich domu. Problem w tym, iż zupełnie nie takie, o jakim mógłby kiedykolwiek marzyć.
Dostojny, rasowy, odpowiednio wytresowany i nazwany tak stereotypowo, jak tylko się dało, Killer w niczym nie przypominał miłego, kudłatego kundelka ze snów każdego dziecka. Nie dało się z nim bawić, wyprowadzanie na spacer nie wchodziło w grę - w końcu musiał pilnować olbrzymiego podwórka - a i entuzjazm Leviego szybko osiągnął poziom totalnego dna. Co prawda, było mu przykro, kiedy zwierzak został przypadkiem postrzelony, ale... Czy po nim płakał? Niekoniecznie. Nie chciał już także żadnego zastępstwa.
Kiedy dorósł, nadal nie pozbył się tego nabytego podejścia. Lepiej było w ogóle nie mieć zwierzaka, niż mieć z nim problem. Ostatecznie skończył zatem jako okazjonalny hodowca dwóch węży. Okazjonalny, ponieważ zajmował się nimi dokładnie wtedy, kiedy mu się chciało. W innych wypadkach robił to ktoś z jego ludzi. Sam nie do końca wiedział, który, ale nie kłopotał się poszukiwaniem tej informacji.
Tak samo jak gady, owady i ssaki, ptaki także nie były zatem jego potencjalnym hobby, a mimo to i tak ciekawiło go zachowanie sowy. Nie była ładna, była naprawdę przeciętnym stworzeniem - przynajmniej jak na jego laickie oko. Mimo to, w jej ruchach kryło się coś majestatycznego i... Jakby... Inteligentnego? Zwłaszcza wtedy, kiedy nagle postanowiła bronić swojego łupu, sprawiając, iż mężczyzna odruchowo cofnął się o krok. Nie zamierzał ryzykować. Nie był aż tak zainteresowany i to być może przez to, cóż, sowa nagle po prostu odpuściła.
Marszcząc brwi, przez moment śledził ją wzrokiem, kiedy odlatywała w tylko sobie znanym kierunku. Coś mu w tym dosyć mocno nie pasowało, jednak ciekawość była silniejsza od chęci odpuszczenia. Podchodząc do jamy, wsunął rękę do środka... Cóż, mógł skończyć z myszą, ale... Ten kształt był na to zbyt opływowy i chłodny. Co to, do cholery, było? Niezależnie od wszystkiego, postanowił pójść za ciosem i wyciągnąć to na zewnątrz... Mimo zidentyfikowania telefonu, nie przyglądał mu się zbytnio, zamierzając zrobić to w innym miejscu. Zwyczajnie odszedł jak najszybszym krokiem, oddalając się od fabryki...
[z/t] x 2
|
|
|