To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Pensjonat Z. Murphy - Salon

Zoe Murphy - 2018-07-30, 15:32
Temat postu: Salon

Salon




Zoe Murphy - 2018-07-30, 17:13

25.04

Mieli ostatnio mały ruch. Dwójka gości, jak to ona lubiła mówić sama do siebie "do znudzenia normalnych", zajmowała pokój na piętrze. Przyjechali z Seattle, na tydzień, głównie odpocząć od wielkomiejskiego życia. Całe dnie jednak spędzali spacerując po mieście, chodząc do kina, a wieczorami popijali winko w ogrodzie. Nie było przy nich dużo roboty, więc kiedy rano dziewczyny podawały śniadanie, potem szybko sprzątały to Zoe dawała im resztę dnia wolnego, dzięki temu samej sobie też robiąc przerwę.
Ze względu na obecności niezmutowanych gości ostatni tydzień spędziła w swojej prawdziwej formie. Odpoczywała. Ostatnio co raz rzadziej pozwalała swojej "siostrzenicy" pojawiać się w mieście. Od kiedy zdiagnozowali u niej Alzheimera, nie chciała pomagać mu się rozwijać.
W ręku miała metalową konewkę, napełnioną po brzegi wodą. Lubiła ten swój mały rytuał podlewania roślin. Odstresowywało to i pozwalało zapomnieć o troskach dnia codziennego. Długie, naturalnie kręcone włosy, lekko podskakiwały przy każdym jej ruchu. Lubiła jej w takiej długości, chociaż poranne szczotkowanie i układanie ich było zdecydowanie torturą, o ile prościej było, kiedy były proste tak jak nosiła ja w młodości. Na chwilę odwróciła głowę w stronę słońca wpadającego do pomieszczenia przez otwarte drzwi na taras. Przymknęła powieki, dając się ponieść ciszy i spokojowi jaki przepełniał dom.

Viggo Hetfield - 2018-07-30, 17:30

25.04

Mężczyzna przyjechał z Seattle by odebrać zapłatę za ostatnie zlecenie od kobiety. Nie, nie chodziło tutaj o pieniądze, gdyż te zawsze przyjmował jeszcze przed wykonaniem zlecenia. Zoe obiecała mu domowej roboty ciasto i naleweczkę z cytryn. Jako iż ostatnie dni nie były dla niego najlepsze, w koncu niezapowiedziany gość, nowy interes który miał rozkręcić z Ronnym jak i spotkanie małej dziewczynki... To wszystko sprawiło iż ostatnio coraz częściej miewał koszmary, coraz częściej widział twarzy swojego oprawcy przez co nie spał za dobrze. Widać było że jego oczy są podkrążone, a sam mężczyzna wydaje się być poirytowany i fukać na wszystkich.
Gdy tylko podjechał pod pensjonat wyjął z bagażnika bukiet kwiatów, no może i był totalnym chamem ale czasem umiał się zachować ! Zwłaszcza gdy tym kimś była osoba, do złudzenia przypominająca mu jego babcię. Wszedł do recepcji, nikogo jednak w niej nie było to też udał się prosto do saloniku. Zobaczył tam mamę Z, stojącą z konewką i przymkniętymi oczami. Wydawała być się... szczęśliwa. Co to w ogóle znaczyło? Cóż, on sam tego nie wiedział.
- Mama Z, chyba pierwszy raz widzę Cię niczym nie zajętą- powiedział z lekkim uśmiechem. Nawet ten uśmiech nie sprawiał by mężczyzna wyglądał lepiej, niestety nie znał się na mazidłach które maskują roki pod oczami.
- Dla mojej najlepszej szefowej..- dodał i wręczył jej bukiet kwiatów. Po ilości jaką ich miała stwierdził, że z pewnością musi je lubić. .

Zoe Murphy - 2018-07-30, 17:55

Dała się porwać nastrojowi na tyle, że nawet nie zwróciła uwagi na to, że ktoś wszedł do środka. Zresztą co się dziwić, na swój wiek i tak miała wyjątkowo dobry słuch, jednak na pewno nie był on na miarę tego jaki miała kiedy sama była młoda. Drgnęła lekko słysząc głos mężczyzny, jednak kiedy odwróciła się w jego stronę na jej twarzy tkwił szeroki uśmiech.
-Viggo! - odłożyła konewkę na najbliższy stolik i w kilku krokach pokonała dzielącą ich odległość. Typowo matczynym gestem ujęła jego zmęczoną twarz w swoje spracowane pomarszczone dłonie i ucałowała go raz w jeden raz w drugi policzek, jak to mawiają jej bracia amerykanie "na modłę europejską".
-Oh, nie musiałeś... - powiedziała, jednak przyjęła kwiaty i widać było, że bardzo była z prezentu zadowolona. Opuszkami dotknęła zieloniutkich liści, przez chwilę przyglądając im się z uśmiechem, zanim wzrokiem powróciła do Hetfielda. Nie miała w zwyczaju pytać go czy robota została wykonana, ufała mu na tyle, żeby z góry zakładać, że wszystko poszło jak po maśle. -Wyglądasz na zmęczonego - powiedziała stroskanym tonem -Rozgość się,a ja zaraz znajdę jakiś wazon dla tych piękności i już wracam! - ostatnie słowa wypowiadała już zza drzwi kuchni. Przez chwilę słychać było krzątanie w pomieszczeniu, po chwili Mama Z wróciła do salonu niosąc dwa talerzyki z wiśniowym ciastem, które położyła na stoliku stojącym przed kanapą. -Wiesz, kiedy przyjechać, co! Świeżo upieczone dzisiaj rano! - zaśmiała się krótko, z lekkim stęknięciem opadając na kanapę obok niego. Mimo iż była w wyjątkowo dobrej fizycznej formie, siadanie i wstawanie zajmowało jej już nieco więcej czasu i energii. Starość nie radość!

Viggo Hetfield - 2018-07-30, 18:23

Mężczyzna widząc uśmiech kobiety nie mógł również się nie uśmiechnąć. Schylił się tak, by kobieta mogła go ucałować, jak to miała w zwyczaju. Ciężko byłoby jej to inaczej z robić, w końcu mierzył te prawie dwa metry. Sam w tym czasie delikatnie objął kobietę, by ją przytulić w ramach powitania.
- Oczywiście że musiałem, wiem że je lubisz.- powiedział niczym dumny z siebie wnuczek na dzień babci! No w końcu zapamiętał co lubiła! A to już coś. Słysząc że może się rozgościć opadł na kanapę, wygodnie się rozsiadając. Mimo iż to miejsce było w jego mniemaniu za jasne i za słoneczne czuł się w nim dobrze, prawdopodobnie przez atmosferę, jaką wprowadzała tu ta urocza staruszka !
- Może ci w czymś pomóc?- zawołał z salonu słysząc jak kobieta krząta się po kuchni. No, nie chciał tylko i wyłącznie jeść jej ciasta, mimo iż to był główny cel jego wizyty, bo wypieki kobieta robiła wyśmienite ! Gdy usłyszał że przyjechał w odpowiednim momencie by trafić na świeże ciasto wyszczerzył się do niej.
- To moja sekretna moc, wyczuwam twoje ciasto nawet ze stu mil!- powiedział żartem po czym wziął do ręki talerzyk i ugryzł ciasto. Och, przecież to było najlepsze ciasto jakie jadł od wieków! - Mamo Z, oświadczę się temu ciastu...- powiedział jej z uwielbieniem. Po chwili jednak odłożył talerzyk, i przyjrzał się kobiecie.
- Wyglądam na zmęczonego bo jestem cholernie zmęczony, nie dość że mam dużo pracy to jeszcze szykują mi się kolejne, skomplikowane interesy. Na dodatek nie mogę spać bo dręczą mnie koszmary...Z tego co było w Rosji...- powiedział, totalnie opuszczając przed nią gardę. W końcu po co ukrywać zmęczenie przed kimś, kto doskonale to widzi?
- A Ty? Jak się czujesz?- spytał uważnie się jej przyglądając.

Zoe Murphy - 2018-07-30, 19:45

Słysząc jego pytanie jedynie odkrzyknęła coś w stylu "nie, nie trzeba, synuś, siedź sobie!". Miała w zwyczaju mentalnie adoptować, większość przekraczających jej próg mutantów. Zawsze miała w sobie tą niepohamowaną potrzebę opieki nad innymi. Jeszcze jako młoda dziewczyna pracowała przecież głównie jako niańka i gosposia, zajmując się nieswoimi dziećmi jakby były jej własnymi. Lata minęły, a ona białe bogate dzieci zamieniła na różnorakie super dzieci. Gdyby teraz zapewne policzyć synusiów i córuś miała by na pewno, że mogłaby żyć tylko i wyłącznie z 500+.
Zaśmiała się głośno słysząc jego dowcip. -Myślę, że będziesz miał sporą konkurencję o jego rękę! - odparła ze śmiechem, samej również chwytając talerzyk, z dużo mniejszym kawałkiem. Od lat miała już problemy z układem pokarmowym, więc przyzwyczajona już była do pilnowania tego co i w jakich ilościach je, żeby się to potem katastrofą nie skończyło.
Oparła się wygodnie, w skupieniu słuchając tego, co mężczyzna miał jej do powiedzenia. Była dobrym słuchaczem, nie przerywała, jedynie delikatnie ścisnęła jego dłoń, a kiedy skończył mówić zapytała, a raczej bardziej oznajmiła: -Mam pokoje wolne, jak dziewczyny wrócą to przygotują ci jeden, to się wyśpisz w końcu! - Viggo należał do tej grupy gości, którzy swój pobyt nieoficjalnie mieli darmowy. Miała taki deal z niektórymi, dosyć często odwiedzającymi ją mutantami, którzy zdawali sobie sprawę, że przed resztą gości muszą się pilnować. Wynikały z tego czasem zabawne sytuacje, kiedy i ci i ci byli mutantami, ale nie wiedząc o tym całe przedpołudnia potrafili spędzić na nic nie wnoszącym small talku o pogodzie i atrakcjach Olimpii, dopóki Mama się nie pojawiała i nie wytrącała ich z błędu.
Machnęła ręka i pokręciła lekko głową. -W moim wieku lista rzeczy, które nawalają jest za długa! - powiedziała z rozbawieniem, lekko kręcąc głową. Chociaż diagnozę postawili jej stosunkowo niedawno, nie ukrywała swoich kłopotów z pamięcią. Wolała, żeby osoby zaufane, były świadome i czasem miały na nią oko, kiedy gubiła się sama w sobie.

Viggo Hetfield - 2018-07-30, 20:53

Mężczyzna uśmiechnął się na jej słowa sam do siebie, ile to już czasu nikt nie nazwał go synem? Osiem lat temu? Jak nie dłużej, nie lubił liczyć ile czasu nie ma już z nim matki, była ostatnią osobą która trzymała go w tym świecie i sprawiała że posiadał jeszcze jakąkolwiek pokłady empatii, po jej śmierci bardzo ciężko z tym u niego było.
- Dobrze wiesz, że konkurencja mi nie straszna, będą się zwijać z bólu zanim zdążą nawet uklęknąć!- powiedział z uśmiechem. No, czego jak czego ale ciasta mamy Z broniłby wszystkimi swoimi zdolnościami, nawet jeżeli miałby się przy tym pociąć. W końcu ciasto mamy Z, fajki i alkohol to trzy, najważniejsze rzeczy w jego życiu! Trzeba znać priorytety, no nie ?.
Mężczyzna uśmiechnął się, słysząc propozycję. Dawno nikt nie okazał mu takiego serca jak ta tutaj kobieta, w sumie to nikt nigdy za bardzo mu serca nie okazywał.
- Dzięki, doceniam. Tylko że to raczej nie pomoże... Coraz częściej przypomina mi się Rosja, coraz częściej widzę w snach osoby które...-- tu spuścił wzrok i utkwił go w swoich dłoniach pełnych blizn. Na dobrą sprawę sam był jedną, wielką blizną poprzykrywaną tatuażami, Mama Z nie miała jednak okazji zobaczyć ich wszystkich, starał się zawsze ukrywać je pod bluzą. - Trochę mnie to dręczy mamo Z, nikt po za mną i nie żyjącą matką nie ma pojęcia co się tam wydarzyło, to ciągle wraca nie ważne ile wcześniej wypiję.- coś w tej staruszce sprawiało że jej ufał, że chciał podzielić się z nią swoją historią. Chciał podzielić się z kimś tym brzemieniem, nie chciał jednak robić tego na siłę to też zamilkł, czekając na przyzwolenie kobiety by mógł kontynuować.
Uśmiechnął się lekko, słysząc jej słowa.
- No tak, podobno jak się przekracza sześćdziesiątkę to zdrowie zaczyna podupadać, a Ty ciągle wyglądasz na czterdzieści.- powiedział uroczo, doskonale wiedział iż kobieta była starsza, nie oznaczało to jednak że nie może jej komplementować, czyż nie? Zwłaszcza jeśli robiła tak cudowne ciasto !

Zoe Murphy - 2018-07-30, 22:39

Zaśmiała się głośno i delikatnie poklepała Viggo po udzie. Mimo swojej sytuacji zdrowotnej Mama Z nie traciła swojego dobrego humoru i optymizmu i jak zwykle niesamowicie się cieszyła i rozanielała, kiedy znajoma twarz ponownie przekroczyła jej próg. Bo kiedy już ktoś stawał się bliski jej sercu, to zazwyczaj blisko tego serca pozostawał. -Jestem pewna, że dla każdego starczy trochę kochanego ciasta! - odparła z rozbawieniem.
Odłożyła talerzyk z lekko skubniętym ciastem, kiedy mężczyzna zaczął mówić od serca. Całą swoją uwagę skupiła na nim. Nigdy nie naciskała i nie wyciągała z ludzi informacji, których nie chcieli jej zdradzić (a gdyby tych informacji bardzo potrzebowała to przecież mogła zawsze wysłać Viggo :lol: ). Dała mu więc mówić, a kiedy zamilkł i posłał jej pytające spojrzenie, na chwilę złapała jego dłoń i lekko ścisnęła. -Mów, mów, ulżyj sobie cierpienia, skarbie. - powiedziała cicho, obdarzając go swoim spokojnym spojrzeniem, spojrzeniem osoby która dużo już przeżyła i wiedziała i niewiele mogło już ją zaskoczyć.
Wywróciła oczami, jednak na jej ustach krył się uśmiech. Lubiła komplementy, nawet jeżeli zachowywała się jakby je zbywała. -Powiedzmy, że odkryła swój eliksir wiecznej młodości. - puściła mu oczko z rozbawieniem, oczywiście odnosząc się do swojej mocy. Nie jedna kobieta w jej wieku za pewne zabiłaby za możliwość odmłodzenia, ile by oszczędziły na botoksie i innych cudach.

Viggo Hetfield - 2018-07-30, 23:44

Mężczyzna uśmiechnął się, niczym chłopiec którego matka przyłapała na brojeniu. Doskonale wiedział że ciasta u mamy Z zawsze było pod dostatkiem, to nie oznacza jednak że chciałby się nim dzielić. Wystarczyło jedno spojrzenie na mężczyznę, by wiedzieć że nie jest tym typem, który chciałby się z kimkolwiek dzielić. No bo i po co skoro więcej będzie dla niego? Ech, Viggo nie był najlepszą osobą do funkcjonowania w społeczeństwie.
- Och wiem, dobrze jednak wiesz że ja nie za bardzo umiem się dzielić.- odpowiedział z niewinnym uśmieszkiem na ustach.
Fakt, jeśli tylko Zoe potrzebowałaby jakichkolwiek informacji, wiedziała że może na niego liczyć, w końcu kto mógłby być lepszy od chodzącej sali tortur w wyciąganiu tego, czego dana osoba nie chciała mówić? No właśnie. Z racji swojej przeszłości był w stanie wyciągnąć każdą informację od niemal każdego.
Viggo czuł, że musi w końcu podzielić się z kimś swoim sekretem, a mama Z... Ta bardzo przypominała mu jego kochaną babcię, wiedział też ze go potrzebuje, przez co miał pewność że kobieta z nikim nie podzieli się poznaną wiedzą.
- Obiecaj że nikomu nie powiesz... - niemal rozkazał starszej kobiecie po czym wstał z kanapy. - Lepiej będzie jak to zobaczysz,..- powiedział cicho po czym zdjął z siebie bluzę. Kobieta mogła teraz zauważyć że jego ramiona pokryte są nie tylko tatuażami, ale całym multum blizn. Niektóre wyglądały jak po prostych rozcięciach, inne jak po poparzeniach a jeszcze inne jakby ktoś rozszarpał jego ręce na kawałki. Mężczyzna upewnił się że kobieta przyjrzała się jego rękom po czym zdjął z siebie koszulkę. Widok był jeszcze gorszy. Pod kolejną falą tatuaży znajdowały się jeszcze gorsze blizny, tak jakby ktoś pociął jego skórę na małe kawałeczki a później nieudolnie spróbował ją szyć. Viggo odwrócił się, tak by kobieta mogła przyjrzeć się jego plecom. Widzieliście kiedyś ślady, jakie robi na ciele bat? Jeśli tak będziecie mieli delikatną wizję tego, jak wyglądały plecy mężczyzny, nie dało się na nich znaleźć normalnego, nie uszkodzonego kawałka skóry. Mężczyzna ubrał się, usiadł na kanapie i wbił wzrok w swoje buty.
-Miałem dwanaście lat gdy to się stało. Przeprowadziliśmy się do Rosji, mój ojciec stamtąd pochodził. Wszystko wydawało się być całkiem okej, do czasu... Jednego dnia gdy wracałem ze szkoły jakiś mężczyzna wrzucił mnie do vana. Nie wiedziałem co się dzieje, myślałem że to zły sen... Ale to była dopiero droga do piekła. Wywieźli mnie gdzieś za Moskwę. Tam powiedzieli mi że chcą skontaktować się z moim ojcem, że ma jakiś dług... Dopiero po latach zrozumiałem że ojciec miał zatargi z mafią, był jednak na tyle głupi by sądzić, że o nim zapomną, na moje nieszczęście nie zapomnieli. Zamknięto mnie w jakimś dziwnym pomieszczeniu, byłem nieprzytomny a gdy się obudziłem zobaczyłem twarz której nie zapomnę do końca życia. Łysy, z bliznami na głowie, świńskimi oczkami i blizną, która rozdzielała górną wargę na dwie części, nazwałem go Rzeźnikiem. Zaczął od wyrwania mi wszystkich paznokci, później wbił mi rozgrzane pręty między kość a ścięgna na kostkach, wiesz jak okropnie śmierdzi palone ciało? - mężczyzna spytał retorycznie, po czym podszedł do okna, otworzył je na oścież i zapalił w nim papierosa, by nie dymić kobiecie w salonie. - Przestawił mi kolana w przeciwną stronę, skórował... Jednego dnia posadził mnie na drewnianym klocu w kształcie piramidy, dowiązał odważniki do nóg... nie muszę chyba mówić co się stało. Za każdym razem gdy śmierć mnie już prawie miała oni podleczali mnie, bylebym tylko za wcześnie nie zdechł. Gdy nie jadłem, podpinali mnie pod kroplówki. Nie raz Rzeźnik sadzał mnie w pozycji pół siedzącej po czym prezentował mi jak wyglądają moje mięśnie, jaki kolor mają moje kości, jak wyglądają jelita i czemu go bawią, raz nawet wyciął mi kawał skóry wokół żył by pokazać mi jak wyglądają.- Mężczyzna zacisnął mocno pięść i zaciągnął się papierosem. - Skurwiel raz nawet próbował łamać mnie kołem, ale stwierdził że jest to za mało widowiskowe,,, To trwało cztery miesiące, sześć dni i piętnaście godzin. Gdy policja przyjechała byli pewni że już nie żyję. Okazało się że mojego ojca trzymali za szkłem weneckim, codziennie miał dwunastogodzinne pokazy tortur na mnie. Powiedzieli mi później że podobno serce mu pękło na kilka dni zanim przyjechali ale ja w to nie wierzę. Moja mama przez pierwszy miesiąc nie przyszła nawet do szpitala, nie mogła patrzeć na to, co ja musiałem widzieć na codziennie. Pół roku zajęło im doprowadzenie mnie do jak to nazywali 'stanu bazowego zero". Moje moce są bardzo powiązane z tym co przeszedłem.- mężczyzna wyrzucił niedopałek, uprzednio odgaszając go o zewnętrzną fasadę budynku. Następnie wyciągnął z portfela żyletkę i zrobił małe nacięcie na swojej dłoni, nic wielkiego, ot jakby zaciął się kartką papieru. - Nie tylko zadaję ból, moja droga ja go też oddaję..- powiedział spokojnie. Na dłoni kobiety pojawiło się identyczne rozcięcie co na dłoni mężczyzny. Viggo podszedł do kobiety po czym usiadł i przystawił swoją dłoń, do jej dłoni by mogła porównać autentyczność. - Przeprowadziliśmy się do stanów, po trzech latach psychiatrzy się poddali. Te wspomnienia... One ciągle wracają, zwłaszcza w snach...- Mężczyzna zakończył opowieść, nadal wpatrując się w rozcięcie na swojej dłoni. Nie chciał patrzeć jej w oczy, doskonale wiedział co w nich zobaczy, współczucie, zaskoczenie i obrzydzenie.. Zawsze je widział w momencie gdy ktoś zauważał jego blizny przebijające się spod tatuaży. Był potworem stworzonym przez jeszcze większego potwora, był kimś kto nie powinien mieć prawa stąpać po tej ziemi, kimś kto powinien był zdechnąć w tamtym zapyziałym magazynie. Zamiast tego przeżył,mimo iż nikt nie dawał mu na to szans prowadząc życie w cieniu i półświadku. A może był bardziej podobny do Rzeźnika niż sądził? Może on również jedyne co umiał to zastraszać i zadawać ból? Powodować że ludzie tracili zmysły od tego, co był w stanie im zrobić? Cóż, on nie znał na to odpowiedzi, nie wiedział nawet czy ktokolwiek będzie w stanie mu na nie odpowiedzieć.
- Och, bardzo ci on służy, naprawdę. - odpowiedział spokojnie na wzmiankę o eliksirze wiecznej młodości. Doskonale znał jej moc i jakie możliwości przed nią otwierała. Fakt, nie jednak kobieta na pewno dałaby się za zabić.

Zoe Murphy - 2018-07-31, 15:27

Skinęła lekko głową, kiedy wymógł na niej obietnice. Było to dla niej oczywiste już wcześniej, skoro jednak potrzebował potwierdzenia, nie zamierzała mu go odbierać. Ploteczki ploteczkami, ale jeżeli ktoś decydował się na powierzenie jej swojej historii to zatrzymywała ją dla siebie. Byłby z niej dobry psycholog, gdyby zdecydowała się na taka ścieżkę kariery... a raczej gdyby w ogóle miała możliwość. Jednak i tak daleko zaszła. No, ale to nie była jej historia.
Z zaskoczeniem przyglądała się jego gołym ramionom "ozdobionym" tatuażami i bliznami. Wzrokiem śledziła poparzenia i ślady po cięciach, nie śmiąc przerwać tej znaczącej ciszy. Kiedy jednak zdjął koszulkę zszokowana głośno wciągnęła powietrze i przyłożyła swoją delikatną, lekko drżącą dłoń do ust. Nie powiedziała jednak nic. Bo co mogła powiedzieć? Że mu współczuję? Na pewno nasłuchał się już w życiu takich banałów, nie potrzebował kolejnego. Czego potrzebował to pożegnanie się z przeszłością. Z troskliwie ściągniętymi brwiami przypatrywała mu się, kiedy się ubierał i ponownie zajął miejsce obok niej. Historia którą się z nią podzielił....
W połowie jego opowiadania po jej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy, które otarła ukradkiem brzegiem rękawa. Wpatrywała się w mężczyznę stojącego pod jej oknem, wypalającego papierosa i opowiadającego o tych wszystkich torturach spokojnym tonem, Nic dziwnego, że stał się kim się stał. Nie wiedziała czy było to naukowo dowiedzione, ale wielokrotnie przykrości które spotykały nas w dzieciństwie następnie stawały się czynnościami, których sami dokonywaliśmy.
Lekko się skrzywiła czując pieczenie dłoni. Uniosła ją i dostrzegła płytką ranę, identyczną z tą, która tkwiła na ręce Viggo. Skinęła głową ze zrozumieniem, no tak, wszyscy mieli jakieś efekty uboczne. On sam za pewne po tej dawce bólu, która przeżył w dzieciństwie teraz nawet nie zwracał uwagi takie pojedyncze przypadki.
Kiedy przestał mówić na chwilę w salonie zapanowała cisza. Zoe układała myśli w swojej głowie, zastanawiając się co powiedzieć.
-Słyszałam, że za każdym razem, kiedy przypominamy coś sobie nasz umysł nieco to zmienia. Tak, że nasze najlepsze wspomnienia stają się jeszcze lepsza a najgorsze jeszcze gorsze. - umilkła na chwilę. -Nie twierdzę, że masz zapomnieć. Nasza przeszłość buduje nasz charakter, dzięki niej jesteśmy tym kim jesteśmy, jednak nie należy w niej tkwić, Viggo. Jedyną osobą, która może ci pomóc jesteś ty sam, nikt inny tego nie przeżył, nikt inny tego nie zrozumie. Pierwszy krok to pozwolić innym ludziom cię kochać, synek, bo wtedy łatwiej jest stawiać każdy kolejny. - posłała mu delikatny, ciepły uśmiech, a wokół jej mądrych oczu pojawiły się gęsto ułożone zmarszczki, pamiątka wielu lat radości i śmiechu. -Daleko mi do Einsteina, ale swoje przeżyłam i to czego mnie życie nauczyło to, że najlepiej sobie znaleźć jakiś cel w życiu. - poklepała delikatnie kanapę, mając na myśli swoją misję pomagania mutantom i jednoczenia ich w jednym miejscu, stworzenia im namiastki domu jakim był jej pensjonat.

Viggo Hetfield - 2018-08-02, 02:30

Viggo nie zauważył łez kobiety, ba gdyby wybuchła teraz płaczem również by nie zauważył. Za bardzo był pochłonięty przeżywaniem tego wszystkiego jeszcze raz. Ta szpetna twarz, lampa świecąca prosto w jego oczy, niewygodne łóżko przypominające bardzo to, którego używano niegdyś do sekcji zwłok... Później widział szpital. Białe ściany, lekarzy w białych fartuchach na których nie kiedy, gdy nieświadomie używał swojej mocy pojawiały się nakłucia lub rozcięcia w tych samych miejscach, które były na jego ciele. Widział też samego siebie, tak jakby stał w drzwiach izolatki. Wychudły chłopak na którym dało się policzyć wszystkie kości obciągnięty wiszącą na nim skórą przypominającą płachtę zszytą z malutkich kawałeczków jakichś szmat, widział jak kuli się w szpitalnym łóżku, jak próbuje wyrwać się z sennych koszmarów które uparcie nie chcą go puścić. Nie było wtedy przy nim nikogo, może właśnie to zrobiło z niego dupka którym obecnie był? Nie wiedział...
Nie odzywał się gdy Zoe zamilkła, nie odzywał się gdy zaczęła mówić, Viggo nie podniósł nawet na nią wzroku wbijając go w swoje zaciśnięte pięści. Na wzmiankę o kochaniu prychnął cicho pod nosem.
- Takich jak ja się nie kocha mamo Z. Każdy kto widzi mnie bez bluzy patrzy na mnie z obrzydzeniem, tak jakbym ja sam to wszystko sobie zrobił. Takich jak ja nawet się nie lubi, mamo Z. Tacy jak ja lądują w półświadku, robiąc interesy z innymi potworami po niektórych to widać, po innych nie. Całe życie wytykano mnie palcami i traktowano jak trędowatego tylko dlatego że mój, pożal się boże, ojciec zadarł z tymi, z którymi nie powinien. Z tymi, którymi stałem się ja. Takich jak ja się nie kocha mamo Z, jedyne co mogę komuś dać to ból i cierpienie a przecież nie tego chcą osoby które umieją kochać, czyż nie? Ja... Ja nawet nie wiem czy sam byłbym w stanie żywić do kogokolwiek uczucia....- mówił cicho, spokojnie cały czas przyglądając się swoim pięściom. W końcu wydusił z siebie coś, co tkwiło w nim od tamtych wydarzeń. Wiedział że to, co się wydarzyło skazywało go na samotność i los nawet gorszy od tego, który obecnie posiadał. Lubił swoją pracę za barem, lubił też ubijać interesy, na długą metę było to jednak męczące. Kobiety na jedną noc, pijane tak mocno że ledwo widziały na oczy, znajomi przy których musisz uważać na każdy swój ruch i każde słowo. Te spojrzenia łączące obrzydzenie z panicznym strachem. W końcu, wśród ludzi ulicy jeśli miałeś takie blizny i jeszcze chodziłeś po ziemi stawałeś się skurwielem nie do zajebania o którym krążyła masa niestworzonych historii które trzeba było podtrzymywać tylko żeby nikt nie spróbował wbić ci noża w plecy.
- Tacy jak ja nie mają celu..- dodał w końcu na wzmiankę o życiowym celu, bo czy wybicie wszystkich Rosjan można było uznać za cel? Cofnąć się w czasie nie był w stanie, wrócić do ojczyzny też nie a nawet jeśli udałoby mu się wrócić do ukochanej Skandynawii... Nadal nie miałby celu, mężczyzna nie wiedział nawet czy jest w stanie prowadzić normalne życie. On nawet nie wiedział jak normalne życie powinno wyglądać, niby po wyjeździe z Rosji w teorii żył normalnie, między nim a jego matką był jednak zawarty pakt iż udają że to nigdy się nie stało a jego ojciec nie żył. Jego matka jednak zawsze odwracała wzrok, gdy tylko zauważyła jakikolwiek ślad po tym, co zostawił mu Rzeźnik. - Chciałbym dowiedzieć się jak to jest żyć bez tego bagażu... Bez chęci zemsty którą płoniesz za każdym razem gdy widzisz tę szpetną gębę w śnie.- wyznał cicho, dopiero teraz spoglądając na kobietę. W jego oczach palił się żar. Żar mówiący że gdyby tylko mógł odwdzięczyłby się swoim oprawcom w jeszcze gorszy sposób.

Zoe Murphy - 2018-08-16, 21:45

Z lekkim smutkiem wysłuchiwała jego słów. Chciałaby móc stwierdzić, że to pierwsza taka rozmowa którą przeprowadziła w życiu, jednak w ciągu tych swoich 82 lat wiele razy zdarzało się już jej trafiać na złamane dusze, dokładnie takie jak jego, i to po obu stronach barykady. Każdy z nich uważał, że nie ma dla niego ratunku, racja, większość z nich przegrywała tę nierówną walkę lub po prostu ją przerywała ją odbierając sobie życie, niektórzy jednak mieli silniejszego ducha i potrafili wstać z kolan. Co się tyczy Viggo... miała wrażenie, że chociaż jedno z kolan miał już mentalnie podniesione, potrzebował tylko delikatnego popchnięcia, żeby móc się kompletnie podnieść. Silny był z niego chłopak, tyle lat przeszedł już z takim ciężarem na plecach... nie wielu potrafiłoby zachować przy tym jasność umysłu.
-Yhym, yhym... - pokiwała lekko głową, nieco ironicznie -Nie wiedziałam, że ludzie w półświatku mogą sobie pozwolić na takie chałupy jak ta. Nie za jasno? Może powinnam porozrzucać trochę tacek na kokainę? - uniosła lekko brew, nie kryjąc sarkazmu w głosie, ale również nie ukrywając lekko uniesionego w górę kącika ust, jasno dającego do zrozumienia, że nie mówi poważnie. Położyła delikatnie dłoń na jego przedramieniu i lekko je poklepała. -Wiesz.... czasem zemsta może być celem. - powiedziała posyłając mu nieco znaczące spojrzenie. Może i była kochającą Mamą Z, ale kobieta dużo przeżyła i doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak funkcjonuje świat. Nie była takim aniołkiem i Czarną Matką Teresą na jaką wyglądała na pierwszy rzut oka. Też swoje w życiu nabroiła. -Przynajmniej tymczasowym. Nie zawsze daje spełnienie, ale niektórym pomaga. - wzruszyła lekko ramionami, odgarniając niesforny kosmyk włosów z twarzy. -Jednego jestem pewna, gdybym ja miała szansę na zemstę na pewno bym ją wykorzystała. - powiedziała nieco gorzko, odwracając głowę w drugą stronę. Tylko to były inne czasy i inne realia. Nawet teraz black folks mieli małe szanse w prawnym starciu z rasistami w policyjnych mundurach. Cholerni neonaziści z południa pomyślała gorzko, czując charakterystyczne ukłucie bólu w klatce piersiowej. Tyle lat minęło, a ona nadal tęskniła tak samo. Oh, o ile inaczej potoczyłoby się jej życie gdyby Tony nadal żył.

Viggo Hetfield - 2018-08-17, 12:38

Dla kobiety może nie była to pierwsza taka rozmowa, dla niego było pierwszy raz kiedy faktycznie przed kimś się otworzył, kiedy powiedział o tym, jak siebie postrzega jak i o tym, co wydarzyło się w mroźnej Rosji. On faktycznie wiedział że nie ma dla niego ratunku, większość ludzi nosiła swoje blizny w środku ukryte przed oczami innych osób. Jego blizny zaś pokrywały całe jego ciało i każdy kto go minął mógł je zobaczyć. Był zmęczony
tymi wszystkimi komentarzami i wzrokiem pełnym litości. Wiedział że gdyby teraz ktoś próbował go torturować to nie on byłby ofiarą tylko oprawcą, to nie on drżałby na każdy dźwięk w pomieszczeniu, nie on zwijałby się z bólu...
Mężczyzna gdy usłyszał słowa Mamy Z, ujął jej dłoń i posłał jej najładniejszy uśmiech jaki tylko potrafił.... No o ile w ogóle potrafił ale to już inna sprawa, nie był przyzwyczajony do uśmiechania się, w końcu był tym złym i niedobrym.
- Zoe, Ty jedynie pomagasz mutantom którzy tego potrzebują, no i opłacasz mnie. Ja handluję informacjami, torturuję za pieniądze i robię bardzo lewe interesy... - powiedział spokojnie. W jego oczach kobieta była kimś naprawdę dobrym, ze szczerym sercem pomagała tym którzy tego potrzebowali, on dbał tylko o swoje interesy gromadząc coraz więcej alkoholu jak i pieniędzy na swoim koncie, w końcu jedyne czego chciał to wrócić do ukochanej Skandynawii... Tylko czy tam by się odnalazł?
Gdy kobie powiedziała o zemście uśmiech mężczyzny zmienił się, wyglądał teraz bardziej jak wilk szczerzący zęby do swojej ofiary, był to uśmiech z rodzaju tych uśmiechów których należy się bać.
- Od momenty wypadku zabiłem czterdziestu ośmiu Rosjan, nikt o tym nie wie liczę więc na Twoją dyskrecję Mamo. Moja zemsta będzie miała sens dopiero gdy wszyscy piekielni ruscy zniknął z tej ziemi a sam kraj zostanie starty z ziemią. Dopiero wtedy uznam że się zemściłem.- Czy był szalony i miał obsesję? Możliwe, nawet bardzo. Kobieta mogła zauważyć błysk szaleństwa w jego oczach, a ton jego głosu zapowiadał że jeśli kiedykolwiek komuś o tym wspomni, mimo całej sympatii do niej z pewnością ona również zniknie w tajemniczy sposób. W tym temacie nie posiadał żadnej empatii czy jakichkolwiek odczuć. W tym temacie liczyło się dla niego tylko i wyłącznie wybicie każdego w kim płynęła rosyjska krew. Oh a gdyby tylko mógł dorwać tego przeklętego rzeźnika !
Viggo wziął głęboki oddech próbując się uspokoić by nie wybiec z pensjonatu i nie pobiec szukać kolejnej ruskiej ofiary. Zacisnął dłonie w pięści.
- Dobrze wiemy że takich jak ja się nie kocha ani nawet nie darzy sympatią Mamo Z, jedyne co mam to plan zlikwidowania ich z powierzchni ziemi - powiedział cicho po czym przyjrzał się jej uważnie. - Na kim chciałabyś się zemścić?- spytał z zaciekawieniem przekręcając głowę.

Zoe Murphy - 2018-08-20, 11:18

Z zadowoleniem przyglądała się uśmiechowi, który nagle pojawił się na twarzy Hetfielda, był dla niej jak dziecko, więc oczywiście, że wolała go oglądać w takiej wersji! Zaśmiała się jednak lekko słysząc jego słowa. -O już nie rób ze mnie takiej świętej Babuszki, Viggo. Mam swoje lata, może i te oczy wyglądają młodo - w tym momencie, aż nie mogła się powstrzymać, musiała użyć mocy - zmarszczki się rozprostowały, starcze przebarwienia poznikały, a w jej oczach pojawił się charakterystyczny młodzieńczy blask. Trwało to jedynie chwilę, a zakres ograniczyła tylko do okolicy oczu - coś prostego, ale efektywnego. Minimalizm w końcu zawsze robił największe wrażenie. -ale widziały swoje. - nie przestawała mówić, kiedy prezentowała mu swoja małą sztuczkę. -Doskonale zdaje sobie sprawę z tego za co ci płacę. - dodała z rozbawieniem. Owszem, była kochającą i dobrą osobą... dopóki uważała cię za przyjaciela, jednak dla wrogów.... nie było żadnej taryfy ulgowej.
Na wspomnienie o dyskrecji, skinęła jedynie głową. Nie miał co się obawiać, jego sekrety były u niej bezpieczne, szczególnie, że za pewne w przeciągu miesiąca nie będzie nawet pamiętała, że tu był. A może wyolbrzymiała? Choroba dopiero się zaczynała, brała leki, może los się do niej po raz kolejny uśmiechnie i da jej nieco więcej czasu. Uniosła lekko brew przypatrując się Hetfieldowi niczym matka wysłuchująca wielkich planów swojego dziecka o tym, że zostanie kolejnym Agentem 007. Marzenie piękne, ale czy realne?
-Gdybym miała tak generalizować jak ty... - nachyliła się w jego stronę nieco ściszając głos i nie przerywając kontaktu wzrokowego -To zmiotłabym z powierzchni ziemi wszystkich o takiej pięknej białej skórze jak twoja. - powiedziała z poważną miną, której jednak długo nie potrafiła utrzymać. Wybuchnęła głośnym i radosnym śmiechem, a cała jej sylwetka zabawnie podskakiwała w jego rytm. -Matka Natura była jednak szybsza niż Mama Z i moja zemsta zniknęła wraz z jednym zawałem. - dodała z rozbawieniem. Wszystko to działo się już tak dawno temu... pogodziła się z losem, połknęła gorycz utraconej szansy, wzruszyła ramionami i żyła dalej. Ten mężczyzna już raz zniszczył jej całe życie, nie zamierzała mu dawać drugiej szansy, nawet jeśli miałby to robić zza swojego grobu.

Viggo Hetfield - 2018-09-10, 18:54

Mężczyzna przyglądał się uważnie jak kobieta zmienia swoje oczy, jak zmarszczki pod jej oczami się wygładzają a tęczówki nabierają młodzieńczego blasku, och mógłby patrzyć na to całymi godzinami,zwłaszcza gdy po chwili znów wyglądały jak na starszą kobietę przystało. Potrzebował chwili by przestać się w nią wpatrywać.
- Wiem że nie jedno przeszłaś Zoe, wiem też ze zdajesz sobie sprawę za co mi płacisz, moja droga- odpowiedział spokojnie posyłając jej przyjazny uśmiech.
Przyglądał jej się uważnie a gdy się zaśmiała, on również uśmiechnął się ciepło, w tym jednak momencie dostał esemesa to też przeprosił mamę Z i szybko odczytał wiadomość. Ech, pora wracać do pracy chłopie!
- Cieszę się że tego nie zrobiłaś, dobrze jednak wiesz że marzenia o celu potrafią ułatwić życie - to powiedziawszy wpakował resztę ciasta do ust, po czym dokładnie je pogryzł i przełknął - Wybacz mi kochana ale muszę wracać co pracy, trzeba coś posprzątać. Mam nadzieję że niedługo się spotkamy!- uścisnął kobietę mocno po czym wstał i wypadł z pensjonatu.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group