To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Hala magazynowa - Pusta hala

The Gifted - 2018-06-07, 21:05
Temat postu: Pusta hala


Valerie Blanc - 2018-07-30, 20:16

14.04

Westchnęła ciężko, kiedy wychodząc zza rogu dotarła nie tam gdzie chciała. Znowu. Jak na zbiorowisko magazynów i garaży Bractwo było trudnym miejsce do ogarnięcia. Podparła się o metalowy pręt, oddychając ciężko. Kiedy Will i Imari zostawili ją samą w szpitaliku od razu poszła spać i obudziła się dopiero rano. Spała ponad 12 godzin, ale i tak nadal w całym ciele czuła skutki "atrakcji" poprzedniego dnia. Była osłabiona, a poranna wycieczka do toalety była wręcz torturą. Jej żołądek jasno dawał jej do zrozumienia, że elektrowstrząsy nie są metodą na usprawnienie trawienia. Przeleżała więc w łóżku kolejne parę godzin i dopiero koło południa poczuła się na tyle dobrze, żeby wstać i poszukać jakiegoś miejsca gdzie mogłaby coś zjeść.
I tak skończyła błądząc po pustych halach, nie trafiając na żadną żywą duszę i z każdym kolejnym pomieszczeniem nie będącym stołówką tracąc wiarę, że jeszcze kiedykolwiek dane jej będzie coś zjeść. Padnie tu, w tej pustej hali, umrze z głodu, a jej zwłoki znajdą po tygodniu, całe nadjedzone przez szczury. I nie, wcale nie miała czarnych myśl, wcaleeee.
Westchnęła ciężko i odwróciła się w stronę drzwi, które zostawiła po sobie otwarte. -NIECH TO SZLAG! - jak zwykle, a raczej od czasu kiedy całe jej dotychczasowe życie poszło się jebać, dała się ponieść emocją i zdenerwowana lekko kopnęła metalowy pręt.

Matilde Wallace - 2018-07-30, 20:52

Jako wolontariuszka, Wallace powinna mieć naprawdę dużo obowiązków. Właściwie cały czas dochodziły do niej głosy o tym co trzeba zrobić, a czego nie, o tym ile wszyscy mają pracy związanej z tą nową miejscówką. Rozumiała to wszystko. Nie była ślepa i potrafiła samodzielnie ocenić, że rzeczywiście wciąż było bardzo chujowo. Ale u licha, dlaczego wszyscy z góry zakładali, że dziewczyna da się zaangażować w cokolwiek? Dlaczego od niej tyle wymagano? Już dawno powiedziała Hopperowi, że nie ma zamiaru nic tutaj robić. Ani leczyć, ani sprzątać, ani opiekować się dziećmi, ani cokolwiek tam od niej chcieli. Nie. Była pieprzoną Kanadą w tej cholernej organizacji i protestowała. Nie miała zamiaru nikogo słuchać, nie miała zamiaru się spoufalać. Ona nawet nie wierzyła w te wszystkie założenia tej grupy. Równość, honor, braterstwo. Pfffff, co o diabła. Była tu tak po prostu. Była tu, bo tutaj był Will. I naprawdę starała się nie stwarzać problemów. Czasami z marnym skutkiem, bo marnym, ale hej! To powinno wszystkim wystarczyć. Dlatego, kiedy tylko natknęła się wzrokiem na nadchodzącą z daleka Irminę, Wallace gwałtownie zmieniła obrany kierunek. Obróciła się na pięcie i ruszyła w lewo, by uniknąć spotkania z Dymitrov. Miała już po dziurki w nosie słuchania jej zażaleń o tym ile mają pracy i ile trzeba zrobić. Miała po dziurki w nosie wypominania jej, że całymi dniami siedzi na stołówce i rysuje, albo zaszywa się na strzelnicy. Tego dnia Matilde nie miała siły się z nią użerać, nie czuła się wystarczająco badassowo, by pograć jej na nerwach. Pieprz się, Irmina. Dzisiaj dostajesz taryfę ulgową.
Nie spodziewała się jednak tego nagłego, głośnego komentarza – który swoją drogą mógłby wydobyć się z jej ust bo właściwie w tym momencie myślała o tym samym – płynącego z najbliższego pomieszczenia. Matilde nie należała do interesujących się ludzi, ale skoro i tak jedyne co teraz robiła to unikanie Irminy to mogła chociaż sprawdzić, prawda? Dlatego zrobiła krok do przodu, by stanąć w drzwiach jednej z hal i zastać nieznajomą blondwłosą dziewczynę, znęcającą się nad metalowym prętem. Wallace westchnęła.
– Jeśli ta rudera – pokręciła oczami, by dać do zrozumienia, że mówi o całym budynku – się zawali, to mamy winnego.
Ale po chwili tylko sceptycznie zmrużyła oczy, przenosząc spojrzenie na nogę Valerie. Nie wiedziała ile dziewczyna użyła siły, ale jeśli udzieliła jej się chociaż połowa tego wkurzenia, które dało się wyczuć w jej głosie to… cóż. Matilde odchrząknęła pod nosem.
– Mamy tu dość słabych medyków, więc nie powtarzałabym tego. Zawsze możesz pójść do dziecięcego i pomordować kilka pluszaków, będzie mniej bolesne – wzruszyła niby obojętnie ramionami, przez chwilę się wahając, czy powinna dziewczynę zostawić w spokoju, czy może jednak bardziej się zainteresować. Ostatecznie… nie miała nic szczególnego do roboty. Przekroczyła więc próg, wchodząc bardziej do środka. Wyglądała jakby właśnie biła się z myślami, ale w końcu się poddała. Z lekkim zażenowaniem wydusiła z siebie krótkie: – czegoś ci potrzeba?

Valerie Blanc - 2018-07-30, 21:46

Spojrzenie jakim obdarowała ciemnowłosą dziewczynę, było wręcz komiczne. Lekko zaskoczona podniosła głowę słysząc czyiś głos, wyglądała jakby właśnie objawił się anioł, który miał ją poprowadzić dobrą drogą przez ten pieprzony labirynt hal i garaży wprost do nieba, którym była stołówka, czy gdzie oni tam jedli. Tak, była naprawdę bardzo głodna. To, że jej anioł stróż był najwyraźniej sarkastyczny zupełnie jej nie przeszkadzało.
-Tak, to akurat zauważyłam. - odparła wzdychając ciężko na wzmiankę o medykach, w myślach mając swoją całą noc spędzoną w tej atrapie szpitala, w której nie widziała żadnej żywej duszy. Mówiąc to instynktownie przyłożyła dłoń do zadrapanego policzka. Will zdezynfekował ranę, jednak przez noc mało co się zagoiła i nadal na twarzy miała jasnoczerwoną dziurę ostro kontrastującą z jej naturalnie jasną cerą.
-Właściwie to tak. - odparła żywo i ruszyła w stronę dziewczyny, nagle odnajdując w sobie energię. Czyżby ostatni podryw tuż przed śmiercią głodową? -Nie jadłam nic od... chyba ponad 24 godzin - powiedziała z wyraźnie dosłyszalnym zaskoczeniem w głosie, ponieważ sama właśnie zdała sobie sprawę z tej nieplanowanej głodówki. -A dopiero wczoraj tu... - przerwała na chwilę zastanawiając się nad odpowiednim doborem słów, bo "zostałam przywieziona z worem na głowie" jakoś niespecjalnie jej pasowało -...trafiłam i nie za bardzo się orientuje. - posłała jej przepraszający uśmiech. W normalnych okolicznościach za pewne nie zwalałaby na niej roli przewodnika, jednak teraz... sorry not sorry to była kwestia przetrwania. -Jestem Valerie.... Claire... wybierz sobie. - wyciągnęła dłoń w jej stronę. Nie do końca była pewna którym imieniem powinna się posługiwać w tym miejscu. Czy Will już poinformował w końcu o jej istnieniu? Jeżeli tak to na pewno mówił o Claire a nie Valerie, starego psa nowych sztuczek nie nauczysz, więc nawet jeśli czuła się z tym imieniem obco za pewne na jakiś czas będzie musiała się dostosować.

Matilde Wallace - 2018-07-31, 09:21

Tak. Spojrzenie jakie posłała jej blondynka zdecydowanie wprawiło Wallace w konsternację. Nikt nigdy tak na nią nie patrzył. W pewnym sensie poczuła się jak jakieś zjawisko, czy duch, czy cokolwiek równie majestatycznego. Dlatego też dość nieświadomie i nieco nieufnie wzniosła brwi.
– Zrobili z tym coś chociaż? – spytała, podążając wzrokiem za dłonią Valerie. Medycyna nie była konikiem Matilde, ale kiedy już się miało taką moc a nie inną i kiedy spędziło się naprawdę dużo czasu jako sanitariusz w Bractwie, wiedziało się to i owo. Rana na twarzy dziewczyny nie wyglądała jakoś tragicznie. Ale nie wyglądała też jakby ktokolwiek coś z tym zrobił. Cóż, szpital schodził na psy. Nie żeby Wallace to jakoś szczególnie interesowało.
– W kuchni nic dla siebie nie znalazłaś? – spytała, nie do końca jeszcze rozumiejąc. Nie jadła nic od 24 godzin, okej. Ale czy Wallace wyglądała jej na kucharza, czy kelnerkę? Nie znała tej dziewczyny, wiec kto wie, czy nie była jedną z tych, które się upierały, że nic nie zjedzą bo wszystko jest z glutenem. Dopiero kolejne słowa blondynki całkowicie oświeciły Matilde. Nie do końca wiedziała co ma sądzić o tym nagłym przerwaniu wypowiedzi, więc po prostu ponownie wzniosła brwi, ale nie dopytywała. Nie wiedziała czy jest sens.
– Okej, zaprowadzę cię – odezwała się po krótkiej chwili zastanowienia, wzdychając ciężko. No ładnie. Chcąc, nie chcąc i tak została pociągnięta do swoich obowiązków. Wallace chyba nie byłaby aż tak bardzo zdziwiona, gdyby to był jakiś spisek uknuty przez Irminę. Ale coś w tej małej nie pozwoliło jej przejść obojętnie.
– Matilde – nie była typem, który ściska sobie ręce, ale cóż. Skoro i tak ostatnimi czasy robiła masę niepasujących do siebie rzeczy… – Tylko Matilde.
Claire… To imię coś jej mówiło. Coś jakby świtało w jej głowie. Sama buźka dziewczyny wydawała się dziwnie… hmm… znajoma. Zaraz, zaraz... kiedy była w mieszkaniu Willa znalazła karteczkę. Tamta Claire uciekła, ale... huh. Matilde tkwiła w dziwnym przeczuciu, że być może... że być może to nie był zbieg okoliczności. Mogła przecież zapytać. To nic wielkiego. Powinna zapytać.
– Tylko mi nie mdlej, bo cię zostawię – rzuciła z cieniem cynicznego uśmiechu, po czym wskazała głową na korytarz. Wallace zrobiła pierwszy krok przed siebie. – Jakie są szanse, że jednak masz coś wspólnego z Hopperem?

Valerie Blanc - 2018-07-31, 16:04

Lekko uniosła brwi słysząc jej pytanie w pierwszej chwili nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi. Jej komórki nerwowe wyjątkowo wolno dzisiaj pracowały, jeszcze gorzej łącząc ze sobą fakty niż normalnie. Po chwili z jej ust wyrwało się typowe dla nagłego "olśnienia" aaaah. -Zdezynfekowane, raczej szybko samo się zagoi. - odparła, nieco zbywając sprawę swojej poranionej twarzy. Jak się naje to się będzie martwić czy zostanie jakiś ślad. Była nieco próżna, jak do pewnego stopnia raczej każdy, ale nie aż tak, żeby w obecnej sytuacji była to kwestia priorytetowa.
Odetchnęła z ulgą, słysząc, że kobieta zgadza się na zostanie jej chwilowym przewodnikiem. Zwróciła uwagę na to ciężkie westchnięcie, jednak wygodniej jej było je po prostu zignorować niż przejmować się samopoczuciem... Matilde. Skinęła lekko głową i uśmiechnęła się przyjaźnie, kiedy uścisnęły sobie dłonie, tak pięknie jeszcze nieświadoma kim właściwie Tilda była, a mianowicie kolejnym sekretem z życia Willa, którym nie zamierzał się z nią dzielić i który prawdopodobnie znowu będzie musiała na siłę od niego wyciągać.
-Jasne. - zaśmiała się krótko słysząc jej komentarz. Omdlenie w tej chwili raaaaaczej jej nie groziło. Podekscytowana tym, że w końcu trafi w miejsce gdzie jest jedzenie nagle zrobiła się bardziej ożywiona, jakby organizm pompował jej do krwi możliwie jak najwięcej adrenaliny czy innych pobudzaczy, aby tylko dotarła na miejsce i w końcu coś do cholery zjadła.
-Z Hopperem? - spojrzała na nią z zaskoczeniem, słysząc swoje własne nazwisko ewidentnie nie wypowiadane w kontekście jej osoby. -Z Willem w sensie? - zapytała dla sprostowania, zakładając, że raczej nie chodzi jej o Imari, która posługiwała się tak jak ona ich drugim nazwiskiem - Blanc. -No cóż, szanse są duże, to mój brat. - odpowiedziała w końcu, posyłając jej pytające spojrzenie. A co?

Matilde Wallace - 2018-07-31, 16:33

Matilde skinęła głową. Skoro zdezynfekowali tą ranę to nie było się czym tak naprawdę przejmować. Wyglądało, jakby faktycznie miało się zagoić stosunkowo szybko, a to, że najpewniej zostanie dziewczynie po tym jakaś pamiątka, nie było takie najgorsze. Blizny były cool. Przynajmniej Wallace tak słyszała. Bynajmniej nie spowodowało to u Wallace jakichś nagłych objawów współczucia. Tak, mogła coś z tym zrobić. I choć teoretycznie nie musiała już tak bardzo trzymać swojej mocy dla Willa, wciąż pozostawała tą samą osobą. Nie pomagała. Z zasady.
Słysząc śmiech z ust blondynki, Matilde mimowolnie się uśmiechnęła. Cóż, przynajmniej sobie to ustaliły. Skoro miało nie być żadnego mdlenia to towarzystwo Valerie, czy tam Claire nie miało być aż takie najgorsze. W dodatku sugerując się pierwszym wrażeniem, blondynka zdawała się być dość charakterna, co Wallace chyba nawet bardzo odpowiadało.
Odkrycie, że ta cała Claire była Claire było jak wygranie w totka. Matilde nawet zmarszczyła czoło, by stwierdzić jakie były szanse, że ta mała po prostu sobie robi z niej żarty, ale chyba podobieństwo między nią a Imari było zbyt uderzające. To zdecydowanie powinien być przypadek. Bo serio..? Iść korytarzem wielkiego obiektu i tak po prostu natknąć się na zaginioną siostrę swojego faceta nie było zbyt prawdopodobnym scenariuszem. A jednak!
– Nie wiedziałam, że ty też tu jesteś. Ostatnio jak o tobie słyszałam to radośnie zgrywałaś MIA. – Matilde na moment przeniosła wzrok na twarz dziewczyny, po czym zrobiła kolejny krok przed siebie. Powoli na jej ustach zaczął się kształtować nieco złośliwy uśmieszek.
– Napsułaś naprawdę dużo krwi Hopperowi. Całkiem dobra robota. – puściła jej oczko, by po chwili odchrząknąć i dodać bardziej solidarne względem Willa: – ale nie rób tego więcej.

Valerie Blanc - 2018-08-01, 20:10

Słowa dziewczyny wprowadziły ją w konsternacje. Po pierwsze wynikało z nich, że już o niej słyszała i to nie tylko imię i stopień pokrewieństwa z Willem, po drugie... to w sumie nie wiedziała co, ale sytuacja wydała jej się dziwna. Ot, spotyka jakąś randomową laskę na korytarzu a ona wie o jej ucieczce sprzed tygodni. Czyżby Will zwierzał się wszystkim na około ze wszystkiego tylko jej nie chciał nic mówić, czy może akurat była ona mu bliższa? Opcja numer dwa wydawała jej się być bardziej prawdopodobna i nawet nie szczególnie zdziwił ją fakt, że brat nigdy nic nie wspominał o żadnej dziewczynie. (Blondi szybko łączy fakty, akurat w tej kwestii :lol: )
-Co? - przerwała jej z dosyć głupkowatą miną, kiedy wspomniała o jakimś MIA, pierwszy raz słyszała to określenie i dopiero po kolejnych słowach dziewczyny domyśliła się, że chodziło o jej małą ucieczkę. -Dobrze wiedzieć, że zareagował w jakikolwiek sposób, bo do mnie to się nawet nie raczył odezwać po fakcie. - wywróciła oczami, nie kryjąc lekkiej irytacji w głosie. Cała ucieczka miała na celu wywołać jakąkolwiek reakcje w bracie, a on nawet nie raczył zadzwonić, żeby ją opierdolić. Uniosła brew słysząc ten pouczający ton "mamy", nie zamierzała go jednak komentować. -Ta opcja w obecnej sytuacji odpada. - westchnęła cicho. -Gdyby chodziło o samego Willa, może bym jeszcze rozważała powtórkę z rozrywki, ale ze względu na Imari sobie podaruję. - powiedziała niby poważnie, ale w jej głosie i na twarzy zatańczyła iskierka rozbawienia. Była wyjątkowo wylewna, chyba najbardziej z ich trójki. Może przez to, że nie przeżyła tego wszystkie co oni, ale chyba raczej przez to, że przez tyle lat nie miała z kim rozmawiać i wszystko musiała w sobie dusić i dopiero teraz po raz pierwszy od wielu lat mogła poruszyć tyle zakazanych wcześniej tematów, to oczywiście że gęba jej się nie zmykała.

Matilde Wallace - 2018-08-01, 23:42

– Rzekomo to ty nie odbierałaś jego telefonów – Matilde wzniosła wysoko brwi, jakby domagając się wyjaśnień, bo już nie wiedziała do końca co jest prawdą, a co nie. Ale przecież nie zmyśliła sobie tamtej rozmowy telefonicznej, podczas której niemal się nie pożarli ze względu na odmienne zdanie co do tego jak bardzo moralne było śledzenie kogoś przez telefon. Wallace zmarszczyła nos. Nie chciała się za bardzo do tego wtrącać. Nie należała do tej rodziny, a wszystko co było pomiędzy Hopperami powinni sobie sami wyjaśnić. Ale znała też Willa. I wiedziała, że niektóre rzeczy nie przeszłyby mu przez gardło. – Słuchaj, martwił się.
Właściwie to nawet cholernie się martwił. Cóż, tyle powinno jej wystarczyć, bo Matilde nie miała zamiaru jeszcze bardziej się w to mieszać. Już teraz było dość dziwnie. Ale nie była chyba w stanie przejść obojętnie obok Claire, myślącej, że Willa jej ucieczka w ogóle nie ruszyła. To było nie fair w stosunku do niego. Przecież Wallace wiedziała jak bardzo się starał i jaki przygnębiony by tą sytuacją. Nawet jeśli nie chciał tego okazywać.
– Huh? – nie bardzo rozumiała co oznaczała obecna sytuacja. Cóż, Wallace nie miała aż tak aktualnych wiadomości z tajemniczego świata rodziny Hopperów. Widać jednak było po Claire, że dziewczyna była dość chętna do dalszej rozmowy na ten temat. Zdawało się, że tylko czekała aż ktoś ją w odpowiedni sposób pociągnie za język. Matilde uśmiechnęła się kącikiem ust.
– Och, więc to znaczy, że masz zamiar zostać w Bractwie, tak? – spytała z zaciekawieniem, posyłając blondynce ukradkowe spojrzenie.

Valerie Blanc - 2018-08-02, 00:37

Zerknęła kątem oka na dziewczynę słysząc jej komentarz i lekko cmoknęła z niezadowoleniem. -No, w sumie tak było. - przytaknęła niechętnie, ale zaraz szybko dodała, bardzo obronnym tonem: -Ale to tylko po to, żeby poszedł sprawdzić, że mnie nie ma! Wiesz, zostawiłam mu liścik i to on miał zrobić odpowiednie wrażenie! Zresztą nie odpierałam tylko jeden dzień raptem! Potem przestał dzwonić, więc domyśliłam się, że jakoś mnie szpieguje. - wzruszyła lekko ramionami, little sassy kid. -Dlatego teraz zostawiłam telefon w Ottawie. Zresztą nie tylko ze względu na Willa. - po swoich ostatnich odkryciach Valerie zaczęła również podejrzewać Hopperów seniorów o stałe przyglądanie się jej telefonowi, pożyczyła go więc jednej swojej znajomej, ot, żeby nie leżał bezczynnie w mieszkaniu tylko jakoś ruszyła się po mieście. Wyglądało to bardziej naturalnie. Umilkła na chwilę słysząc jej słowa i westchnęła cicho. -Wiem. - powiedziała prawie szeptem, to nie tak że nie miała (lekkich) wyrzutów, miała, ale duma nie pozwalała jej na przeproszenie Willa za ten cały cyrk, który mu urządziła. Ale czy on na jej miejscu by przeprosił? Na pewno nie. Byli siebie warci.
-Chwilowo chyba będę musiała. - powiedziała bez zbytniego entuzjazmu w głosie. -Ale, bez urazy, wolałabym się nie zapisywać na żadną listę czy co tam macie. Ale myślę, że dobrze zrobi mi tu pobyt. Nie dość, że będę miała okazję spędzić czas z rodzeństwem, to może się czegoś dowiem. Powiem ci, że jestem mocno zielona w całym tym zmutowanym interesie, bardzo krótko mam moc, Will chce żebym trenowała bo "jeszcze się teleportujesz w ścianę" - w tym momencie wstaw bardzo nieudane kopiowanie głosu Hoppera -Chciałabym się czegoś dowiedzieć zanim podejmę decyzję, wiesz, chociaż raz sama o sobie zadecydować. Zresztą... trochę się boję wiesz, o niego, za bardzo się wydaje być pogodzony z tym swoim, no wiesz... - posłała jej krótkie spojrzenie, nie chcąc nawet na głos mówić o śmierci Hoppera na głos. -Ale mam wrażenie, że póki tu jestem, to nie może sobie mnie odhaczyć z listy spraw do załatwienia. - jak niewiele potrzeba było, żeby wywołać lawinę słów u Valerie. Żadnych tortur, elektrowstrząsów, ot zwykłe "zostaniesz w Bractwie?" i dostajesz cały życiorys w nagrodę. Chyba sama do końca nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ciąży jej to, że przez tyle nigdy nic nikomu nie mogła powiedzieć.

Matilde Wallace - 2018-08-02, 16:17

– Och, ten liścik zrobił wręcz piorunujące wrażenie – mruknęła z cynicznym uśmiechem na ustach, bo doskonale pamiętała moment, w którym telefonicznie przekazywała Willowi te jakże cudowne wieści od jego siostry. Jednak najwidoczniej oczekiwania Claire nieco minęły się z rzeczywistością.
– Tak z ciekawości, co powinien wtedy zrobić? – Matilde wzniosła brwi, siląc się na obojętny ton, ale mimo wszystko nie dało się ukryć w jej głosie tej powątpiewającej nutki. Tak na dobrą sprawę to Valerie nie pozostawiła chłopakowi zbyt wiele opcji. Informację o szpiegowaniu byłaby chętna puścić płazem, gdyby nie ta drugą część wypowiedzi. Z tego co Wallace zauważyła, ta mała blondynka była niezwykłą gadułą i w pewnym momencie Wallace nawet zaczęła po cichu kwestionować jej pokrewieństwo z Willem. Kto wie, może była owocem jakiegoś sekretnego romansu, czy coś? – Masz jakieś problemy?
To dobrze, że wiedziała. Dobrze, że zdawała sobie sprawę. Ale co z tego? Mogła wtedy okazać Willowi odrobinę więcej miłosierdzia, bo ten dupek naprawdę się o nią zamartwiał. Ale po raz kolejny… to nie były sprawy Wallace. Nie powinna się w to za bardzo mieszać. Właściwie to powtarzała sobie to jak mantrę, bo coraz bardziej świerzbił ją język… I seriously, gdyby Wllace mogła to sama nie zapisywała się na tą listę. Irminy przyczepionej niczym rzep do psiego ogona chyba nie życzyła nawet swojemu najgorszemu wrogowi.
– Musi być bolesne – dość ciężko jej było za nią nadążyć. Dlatego zaraz potem dodała: – to teleportowanie w ścianę.
Huh. Czyli William powiedział jej o swoim umierającym problemie. To dlatego się tak wtedy pożarli? To by miało sens. Wallace sama pewnie, by to zrobiła, gdyby nie fakt, że akurat wtedy wybrała opcję „zaćpam się na śmierć w przydrożnym motelu”.
– Hmm… co do tego – dlaczego Hopper jeszcze nie powiedział Claire o swoich dobrych wieściach? Matilde zmarszczyła czoło, zastanawiając się jak ująć w słowa to co miała zamiar powiedzieć. Nie chciała wyręczać Hoppera, to był jego obowiązek. To on powinien czynić honory. Czy coś. – Powinnaś z nim jeszcze raz pogadać o tym całym problemie.

Valerie Blanc - 2018-08-02, 23:50

Zerknęła kątem oka na Matilde, lekko unosząc kącik ust w górę. Wydawało jej się, że jest wyjątkowo poinformowana, jakby była świadkiem odkrycia... Musieli z Willem być ze sobą blisko. Bardzo blisko.
-Nie wiem... opierdolić mnie z góry na dół? Wysłać pasywno-agresywnego sms'a? Zareagować w jakikolwiek sposób poza kompletnym olaniem mnie? - mówiła to nieco zrezygnowanym tonem, jakby wiedziała, że takie zachowania są wręcz niemożliwe u Willa, ale jednak... przykro jej było, kiedy był wobec niej taki wyrachowany, kiedy miał wszystko przemyślane, to było takie nieludzkie, jakby chciał ją odepchnąć. No cóż... może chciał, może i nawet miał rację? Od ponownego pogrążenia się w dół depresyjnych myśli wyratowało ją pytanie Matildy. -Tak i nie. Jeszcze nie wiem, zobaczymy, jak czegoś więcej się dowiemy. - odparła jedynie, pierwszy raz od początku ich rozmowy odpowiadając wymijająco, a nie zalewając ją morzem faktów i przemyśleń.
Wzruszyła jedynie ramionami, słysząc wzmiankę o teleportacji w ścianę. Jeszcze nigdy jej się coś takiego nie przytrafiło, żadnych ścian, okien, podłóg nic a nic. Możliwe, że to kwestia farta, ale nawet kiedy teleportowała się pod wpływem emocji nigdy nie pojawiła się nawet blisko ściany, zawsze gdzieś na środek pomieszczenia, ewentualnie krok dalej, jak wtedy na targu. Przeszedł ją lekki dreszcz na samo wspomnienie tamtego dnia. Mogło się to wyjątkowo źle skończyć gdyby nie Carrie.
Stanęła jak wryta, odwracając się gwałtownie w stronę Matildy słysząc jej kolejne słowa.
-O mój Boże, pogorszyło mu się? - wyglądała na autentycznie przerażoną. -Wczoraj wyglądał tak normalnie, ale przecież ma wprawę w udawaniu! Oh, jak oni mogli mi nic na ten temat nie powiedzieć?! To takie straszne! - blondynce głos się zaczął trząść, broda lekko drgać, a oczy momentalnie się zaszkliły. -I-i-i chciał mnie ot tak po prostu odesłać! Gdyby nie Im-im-imari! Jak długo? Wiesz? - spojrzała jej prosto w oczy, ewidentnie walcząc ze sobą z całych sił, żeby się nie rozpłakać.

Matilde Wallace - 2018-08-03, 19:06

Kiedy usłyszała te wszystkie pomysły Claire, Matilde wysoko wzniosła brwi, jakby chcąc zadać blondynce pytanie, czy naprawdę wierzyła, że on byłby w stanie coś takiego zrobić. Właściwie to nawet rozumiała rozgoryczenie Claire, bo czuła właściwie to samo, kiedy po ich kłótni specjalnie ignorowała jego telefony tylko po to, by ruszył ten swój cholerny tyłek i przyjechał po nią do Seattle, a on ani nie miał zamiaru tego robić, ani tym bardziej nie próbował się z nią dłużej kontaktować.
– Daj spokój. To Hopper, nie powinnyśmy od niego wymagać aż tak dużo – sama się na tym przejechała. I nauczyła się, że w kwestii Willa im mniej było wymagań, tym człowiek był i mniej rozczarowany i o wiele szczęśliwszy.
– Coś z rządem? – spytała, zniżając ton głosu. Zupełnie jakby była ciekawa, czy DOGS stąpało im po piętach. W głównej mierze najbardziej ją zainteresowało to my. Chodziło o nią i jej przyjaciół, czy – co bardziej prawdopodobne – o nią i jej rodzeństwo. Rany, kiedy ona zrobiła się taka wścibska? Ale nie mogła przejść obojętnie. Nie, kiedy Valerie sprzedawała jej takie ploteczki. Od Hoppera nigdy nie wyciągnęłaby tyle, co od tej małej w ciągu marnych kilku minut. Natomiast, kiedy dziewczyna tak nagle przystanęła i zaczęła rozpaczać, Wallace przełknęła ślinę. Cholera. Co ona najlepszego zrobiła? Po co ona w ogóle się odzywała w tej sprawie? Niemal gwałtownie potrząsnęła głową, chcąc by blondynka jak najszybciej przestała.
–Nie, nie, spokojnie – super, Wallace. Świetna robota, nie ma co. Jak miała jej teraz nie powiedzieć? Przecież Valerie jej nie uwierzy w zwykłe zapewnienia. No cudownie. – Jest z nim dobrze. Nie zapowiada się na… no wiesz – mimo, że posiadała już pewne informacje, rozmowa o tym nie była dla niej najłatwiejsza. Wciąż traktowała to jako sen, a myśl o śmierci Hoppera wciąż śniła jej się w koszmarach. – Po prostu… są pewne nowe informacje i… to wszystko. Pogadaj z nim.

Valerie Blanc - 2018-08-16, 16:47

Ściągnęła lekko usta słysząc odpowiedź Tildy. Nie do końca się z nią zgadzała. Może gdyby to dotyczyło kogoś innego, ale Will był jej bratem do cholery, nie zamierzała tolerować tego, że robił z siebie jakiegoś nieczułego robota, skoro doskonale wszyscy wiedzieli, że nim nie był. Całe to duszenie w sobie emocji, krycie wszystkich informacji, robienie wielkiej tajemnicy wkoło siebie... nikomu to nigdy nie wychodziło na dobre. Wystarczy tylko popatrzeć na samą Valerie z jej roztrojeniem psychicznym, z mówieniem o samej sobie w trzeciej osobie, raz bycie Claire, raz Valerie, patrzeniem na swoje poprzednie życie jakby należało do kogoś innego... Ah, od tego wszystkiego aż bolała ją głowa! Czy to była choroba dwubiegunowa czy już początki jakiegoś rozdwojenia jaźni?
-Nie! - zaprzeczyła od razu. -A przynajmniej nic na to nie wskazuje... - dodała nieco pytającym tonem. -Tak czy siak jeszcze nie wiadomo, Will ma to sprawdzić, chociaż ostatnio fakty do niego docierają jeszcze trudniej niż kiedyś. - wywróciła oczami. Wszystko było idealnie widoczne czarno na białym, Imari domyślała się od dawna, Val dopiero teraz przejrzała na oczy, a Will...? Trzymał się swojej idyllicznej wersji przeszłości jak ostatniej deski ratunku. A ponoć to on ma największy mózg w rodzinie...
No, ale wróćmy do epizodu histerii by Valerie Blanc.
Jej spojrzenie skakało charakterystycznie z jednej tęczówki Tildy do drugiej, kiedy z niecierpliwością czekała na jej odpowiedź. Starała się być spokojna, a przynajmniej tak jej się wydawało, w końcu daleko jej jeszcze było do wybuchu którym obdarzyła brata po tym jak usłyszała wspaniałe wieści po raz pierwszy.
-Jakie nowe informacje? Lepiej mu? Już nie umiera? Jednak znaleźliście lekarstwo? - wypluwała z siebie pytania kompletnie ignorując "pogadaj z nim". Już ona dobrze wiedziała, że w taki sposób nic by się nie dowiedziała, większe szanse już miała z Matildą!

Matilde Wallace - 2018-08-16, 19:04

Ha! A więc jednak Hopper był w to wszystko zamieszany. Dokładnie tak jak się spodziewała. Miał coś sprawdzić, ale byli prawie pewni, że nie groził im rząd? A więc co do cholery im groziło, huh? Czy skoro im to groziło, to jej to coś też groziło? W końcu była naprawdę, naprawdę blisko Hoppera. Hej, zdecydowanie uważała, że też powinna być wtajemniczana w te wszystkie rodzinne sprawy.
– Chcesz, żebym z nim o tym porozmawiała? – spytała, jak gdyby nigdy nic. Och, żaden problem, prawda? Mogła wykonać taką drobną przysługę. W końcu od zawsze była niezwykle pomocnym człowiekiem i aż się rwała do tego, by pomagać innym. A zwłaszcza kiedy chodziło o sprawy, o których Hopper nigdy by jej nie powiedział. Wallace posłała delikatny uśmiech Valerie, jakby chcieć ją przekonać, że to naprawdę nie było nic wielkiego. W końcu blondynka nie była głupia, pewnie i tak się domyśliła, co dokładnie łączyło ją i Willa.
Ale czego właściwie mogła się spodziewać? To była siostra Hoppera, byli tak samo uparci. Matilde niemal pożałowała, że nie ugryzła się wtedy w język i nie pozwoliła Valerie rozpaczać nad zbliżającą się śmiercią Hoppera. Tak byłoby znacznie łatwiej, nie?
– Słuchaj – powiedziała wreszcie, niewinnie drapiąc się po szyi. – Teraz są te wszystkie przeklęte klauzule poufności, a Hopper zna je wszystkie na pamięć i po prostu… – bo nagle się go bała, huh? Wallace już dłużej nie była w stanie patrzeć się na twarz Claire, by nie zdradzić za dużo samym spojrzeniem. I chyba ktoś jednak czuwał nad jej marnym losem, bo przed nimi pojawiły się drzwi do stołówki. – ja chyba nawet nie wiem wszystkiego po prostu idź do Willa i och, tu masz stołówkę, a teraz…a teraz ja sobie pójdę zanim popełnię jakimś okropny błąd. Wallace wskazała ręką na drzwi, jednocześnie posyłając blondynce szeroki i nieco wymuszony uśmiech.
– Robią niezłe spaghetti, musisz spróbować. No i ten.. smacznego, zgadamy się jeszcze, huh?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group