To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Hala magazynowa - Szatnia

The Gifted - 2018-06-07, 21:02
Temat postu: Szatnia


Matilde Wallace - 2018-08-27, 17:44

7 maja

Mimo tego, że Matilde obiecała Imari zastanowić się nad złożoną propozycją, to jej zdanie w tej sprawie nie miało za bardzo się zmienić. Nie chciała, by ktokolwiek zaglądał do jej głowy i robił jakieś niestworzone rzeczy. Chyba już naprawdę wolała cierpieć w męczarniach. Poza tym… nie znała Imari i jej nie ufała. Okej, była siostrą Willa. Okej, była trenerką w Bractwie, ale… no właśnie – ale. Nie sądziła, by blondynka potrafiła zachować dyskrecję, a na tym jej zależało najbardziej. Dlatego Simon był idealną opcją. Lubiła go, szanowała jego pracę i znała jego metody. I co najważniejsze – nie wchodził nikomu do głowy. Poza tym, jeśli chodziło o jej moc to Govain zdecydowanie był jedyną osobą, której mogła w stu procentach zaufać. Problem był jednak taki, że za cholerę nie mogła go nigdzie dopaść. Na początku kwietnia jakby zapadł się pod ziemię, a potem… a potem ona – dosłownie – zapadła się pod ziemię. Teraz jednak, całkiem przypadkiem, los wydawał się do niej uśmiechnąć.
Wallace właśnie szła korytarzem, kiedy z oddali zauważyła znajomą sylwetkę. I jako, że spotkanie z Simonem Govainem w tym czasach było niczym wygranie w totka, nie zamierzała zaprzepaścić tej szansy.
– Govain! – krzyknęła w momencie, w którym mężczyzna otwierał drzwi, by wejść do szatni. Brunetka niemal od razu przyspieszyła kroku, chcąc go jak najszybciej dopaść. Miał jakieś plany? Och, jaka szkoda, że musiał je zmienić.

Simon Govain - 2018-08-27, 23:56

Przez ostatni miesiąc nie do końca zapadł się pod ziemię. W sumie to powinien być wszędzie, gdzie był potrzebny, a nawet w jego wypadku było to niewykonalne. Ustałał przyszłe plany treningowe, myślał nad tym, w jaki sposób rozwijać moce każdego z członków Bractwa, by było to dla społeczności jak najbardziej opłacalne, generalnie dużo roboty. Może dlatego ciężko było go złapać? A może po prostu po tym wszystkim co wydarzyło się ostatnio, nie chciał być zbytnio łapany? Im więcej informacji ze świata zewnętrznego dochodziło do niego, tym bardziej wprawiało go to w konsternację. Zdecydowanie, cień wojny nie był już cieniem, a przeradzał się w jej całkiem widoczny kształt, który nawet niewprawione oko mogło dostrzec. Cholera, bardzo mu się to nie podobało, musieli pozostać ostoją dla wszystkich mutantów, chcących schronienia, nawet w tych czasach.
Z takimi myślami, przechadzał się między pomieszczeniami, mając przerwę między jednym zajęciem a drugim. Akurat w sumie zmierzał w kierunku toalety, nie wiedzieć czemu wybierając drogę przez szatnię. Niby potrzeba nie była duża, ale chciał ją zaspokoić w miarę szybko, by potem się o to nie martwić. A jak wiadomo, w toalecie najlepsze przychodzą do głowy pomysły na rozwiązywanie problemów. Nagle jednak z zadumy wyrwał go głos.
Obejrzał się od razu w jej kierunku
- Wallace - Zakrzyknął od razu na jej widok, ze zmieszanym zaskoczenia i pewnego rodzaju radości - Dawno się nie widzieliśmy, zaczynało już nas to martwić - Powiedział z nieukrywaną troską. Nie poinformowano go jeszcze o tym, co robiła kobieta, kiedy nie mieli kontaktu.

Matilde Wallace - 2018-08-28, 18:00

Simon był chyba jedną z nielicznych osób, które Matilde naprawdę tolerowała. Jakoś nawet jeśli się z nim nie zgadzała to jego zdanie w jakimś stopniu było dla niej ważne. Może dlatego potrzebowała teraz właśnie jego? Może tak naprawdę to nie chciała dopuszczać do swoich problemów Imari? Jeśli miałaby czas się nad tym dłużej zastanowić, wyciągnęłaby całkiem sensowne wnioski z całej tej sytuacji. Jednak w tym momencie po prostu cieszyła się, że udało jej się go w końcu złapać. I kiedy tylko usłyszała jego głos, kąciki jej ust uniosły się w pełnym satysfakcji uśmiechu. Nie minęła nawet chwila, kiedy dorównała mu kroku.
– Tak się złożyło, że znalazłam się w samym środku pierdolonej rewolucji – odmruknęła, krzywiąc się nieznacznie, ale nie zamierzała tego ukrywać. Nie przed nim. Zwłaszcza, ze to mogło być całkiem istotne dla jej problemu z magicznymi rączkami.
– Słuchaj, naprawdę chciałam, byś został tym przywódcą. Uważam, że zdecydowanie bardziej się nadajesz na to stanowisko niż Hopper. – dodała niemal od razu, bo właśnie sobie uzmysłowiła, że chyba nawet nie widziała się z Simonem od tamtego całego feralnego zebrania. Do tej pory pluła sobie w brodę, że nie zgłosiła kandydatury Govaina na samym początku. Może wtedy miałby znacznie większe szanse?
– Jesteś zdecydowanie bardziej godny zaufania – dorzuciła do tego, właściwie chyba tylko po to, by odłożyć w czasie to po co naprawdę przyszła. I nie, nie chodziło jej o to, że nie ufała Willowi, bo na dobrą sprawę był jedyną osobą, której bezgranicznie ufała. Miała jednak na myśli Bractwo jako organizację. Hopper w porównaniu z Simonem, który siedział tutaj od samego początku, wypadał naprawdę słabo.

Simon Govain - 2018-08-29, 00:28

Och, Szymek starał się być jak najlepszy dla wszystkich w Bractwie. Po prostu był na tyle sympatycznym, by nie generować większych tarć, co chyba nawet udawało mu się czynić. Widząc jak przyśpiesza jeszcze bardziej, wpuścił ją przed sobą do szatni.
- Obawiam się, że od lat mamy pierdoloną rewolucję, teraz tylko przybiera ona bardziej mrożące krew w żyłach kształty. - Odpowiedział z ciężkim westchnieniem. Długo nie musiał myśleć o tym, co ją dopadło. Przez cały tan czas, od 2014 roku zastanawiał się, kto właściwie stał za tym sloganem Mutant and proud. Oczywiście, w gruncie rzeczy mutacje są super sprawą i pomagają w wielu dziedzinach, a Simon nie widziałby nic przeciwko w świecie złożonym tylko z mutantów, ale od razu wybijać wszystkich ludzi którzy nimi nie są? Czyż nie lepiej było pozostać w cieniu i robić za bogów? Albo zwyczajnie wieczorową porą zakładać wdzianka i biegać po mieście bawiąc się w bohaterów i złoczyńców?
A teraz jeszcze jego towarzysze zostali uwikłani w tę idiotyczną rozgrywkę tej idiotycznej, nieprzemyślanej organizacji egocentrycznych debili i kolesi chcących zwykłej bitki? Coś w nim kazało mu znaleźć ich i spuścić im przysłowiowy wpierdol, w ramach rewanżu, ale to jeszcze nie teraz.
- Przykro nam, że ta banda elit umysłowych inaczej Cię skrzywdziła. Oby ten ogień spalił obie strony rasizmu, a nam pozwolił trwać. - Ładny slogan, można powiesić na ścianie, ale mało możliwy do realizacji. W gruncie rzeczy, Bractwo było łakomym kąskiem dla obu stron, pełne mutantów którzy pragnęli jedynie bezpieczeństwa.
Słysząc jej następne słowa, zaczerwienił się lekko.
- Ja nie wiem... Znaczy ufam Twoim słowom... ale nie wiem czy byśmy nadawali się idealnie do tego zadania. Bardzo długo zastanawialiśmy się nad tym, czy podołalibyśmy temu zadaniu. Jeśli zaszłaby taka potrzeba, zrobiłbym wszystko co byłoby trzeba. Może na końcu nawet moglibyście zadedykować nam "Oh Capitan, my Capitan" - Znasz to prawda? Każdy w Ameryce zna ten poemat napisany ku czci Lincolna. Simon nie był typem osoby która brała na siebie wszleką możliwą odpowiedzialność, ani nie miał wielkiej ciągoty do władzy, lecz prawda jest taka że nie odrzuciłby wyboru ludu i przejął stery Bractwa. Może to faktycznie czyniło go bardziej godnym zaufania.
- Cieszy mnie że tak o nas myślisz - Powiedział uśmiechając się nieznacznie. Zależało mu na zaufaniu innych, było to bardzo budujące.

Matilde Wallace - 2018-08-29, 18:25

Byli na skraju wojny, a najgorsze chyba w tym wszystkim było to, że Wallace nie opowiadała się po żadnej ze stron. Po prostu chciała żyć w spokoju, z dala od tego wszystkiego. Jeśli chcieli – mogli jej zabrać tą cholerną moc, naprawdę się o to nie prosiła. Tak samo jak o to, by jej chłopak zakrztusił się własnymi wymiocinami, leżąc z nią w łóżku. Hej, może to nie było najgorsze co mogło ją spotkać, ale jakim prawem chciano ją jeszcze za to ukarać? Cholera, jej przecież zdecydowanie bardziej należało się jakieś odszkodowanie.
– Brzmi dobrze – rzuciła, posyłając mu delikatny uśmiech. To chyba jej poprawiło humor. Ogólnie nie lubiła współczucia, ani tym bardziej rozmawiać o sobie, ale jakimś cudem z ust Simona nie brzmiało to tak tragicznie. Huh, chyba mimo wszystko miała jakichś przyjaciół. To brzmiało strasznie abstrakcyjnie. – Ci ludzie z mostu… – podjęła mimo wszystko, bo od jakiegoś czasu nie dawało jej tego spokoju. – Byli z Bractwa. Musiałeś ich znać. Uhmm… Kobieta ona… pokazywała dziwne obrazy…
Wallace przygryzła policzek od środka, czując jak na samo wspomnienie tamtych okropnych wizji żołądek podchodzi jej do gardła. I chyba pod wpływem tych myśli momentalnie zbladła, kręcąc przecząco głową. Zupełnie jakby chciała przez to powiedzieć: „wiesz, co? Zapomnij”.
– Jesteś tutaj najdłużej, po prostu gdybyś zajął to stanowisko, to miałoby jakiś sens – posłała mu blady uśmiech, biorąc głęboki oddech, zupełnie jakby się biła z myślami. Ale ostatecznie… pieprzyć to. Miała problem i musiała go rozwiązać. – Słuchaj, właściwie to nie szukałam cię tylko po to, by powiedzieć, że byłbyś dobrym przywódcą. Uhm… moje ręce… – zrobiła pauzę, by wypuścić ze świstem powietrze, a potem dodała znacznie cichsze: – one chyba się zepsuły.

Simon Govain - 2018-08-31, 00:18

W Ameryce nie było już miejsca daleko od tego. To się działo tu i teraz, od tego nie można było uciec. Mogli być jedynie jak ten statek próbujący przetrwać sztorm, kiedy niezależne od niego siły próbowały nawzajem się powstrzymać. Nawet zabranie jej mocy zapewne niewiele by pomogło, wciąż byłaby cywilem żyjącym w USA. A to przecież tutaj płonął największy ogień. Przecież Simon też znał ból straty najbliższych, wszystkich najbliższych i nie chciał tego powtarzać. Ale wiedział, że nie może i ona też niestety nie mogła.
Również uśmiechnął się do niej, lecz pod tym uśmiechem krył się ból i smutek. Przecież w gruncie rzeczy życzył w tym momencie komuś śmierci, a tego robić nie powinien. Bo choć wiedział jak zabić, nie była to dla niego słuszna droga postępowania.
- Byli z Bractwa? - W jego słowach o dziwo nie było wielkiego zaskoczenia. Zastanawiało go co stało się z dezerterami, którzy sprowadzili zniszczenie na poprzednią siedzibę, zadając tym samym wielki cios całej organizacji. - Jakie obrazy? - Tym razem czuć było znacznie więcej zaciekawienia tematem - Wybacz, nie powinniśmy wnikać - Zniżył głowę wyraźnie zawstydzony. Widział przecież, że ją to boli. Co tam musiało się wydarzyć, że aż tak uderzyło to kobietę?
Szczerze powiedziawszy spodziewał się, że nie zaczepiła go tylko po to by omawiać wybory na przywódcę i to kto byłby najlepszym liderem. Nie pomylił się, sprawa była o wiele bliżej związana z jego kompetencjami.
- W jakim sensie się zepsuły? Jeśli dobrze rozumiem twoja moc nie działa tak jak powinna lub nie działa w ogóle. Stało się to podczas tego incydentu prawda? Mogę na nie spojrzeć? - Może i całkiem spora liczba pytań, ale inaczej nie był w stanie pracować. Musiał wiedzieć co się stało, choć w jego głowie zaczynały już tworzyć się teorie, to musiał wykluczać po kolei każdą z nich.

Matilde Wallace - 2018-09-01, 20:14

– Kojarzyłam ich tylko z widzenia, ale z ich rozmów wynikało, że jeden z nich nazywał się Ian – bo być może Simonowi akurat to coś mówiło. W końcu z pewnością o wiele lepiej orientował się w członkach – byłych i obecnych – Bractwa. I kiedy mężczyzna zapytał ją o te obrazy, Wallace na moment wstrzymała oddech. Jak niby miała mu to powiedzieć? To było takie głupie, takie żałosne. Kiedy tylko pomyślała, że przez te durne, nieprawdziwe wizje znowu sięgnęła po heroinę… było jej cholernie wstyd. A chyba jeszcze bardziej jej było wstyd, że mimo iż to nie powinno mieć żadnego znaczenia, to te obrazy wciąż nawiedzały ją w snach. I huh. To było o wiele gorsze od koszmarów.
– Nie jestem pewna, czy pokazywała to co się wydarzy, czy… czy jakimś cudem wiedziała, czego chcę, ale… – wzięła głęboki oddech. Jak niby miałaby mu opisać to co dokładnie widziała? Nie chciała się tym dzielić. Chciała to trzymać w swoim sercu. Nawet przed Willem. Dlatego licząc, że imię kobiety załatwi całą sprawę, wyrzuciła z siebie beznamiętnie: – Lisa.
Nie była na niego zła za pytania. Przecież sama zaczęła temat, nie powinna być zdziwiona, że coś go interesowało. Dlatego na te jego wybacz, Wallace wzruszyła lekko ramionami. Zupełnie jakby chciała mu przekazać, że nie miała mu nic za złe.
– Skutki uboczne są znacznie silniejsze i intensywniejsze. Ostatnio… ostatnio zauważyłam, że na rękach pojawiają się rany. Nie wiem na ile są niebezpieczne, bo zajmowałam się marnym bólem głowy i… – ale miała swoje podejrzenia. Zastanawiała się, czy przy poważniejszym problemie było możliwe wykrwawienie się. Wallace prześwidrowała wzrokiem twarz Simona, po czym skinęła głową, by ściągnąć z rąk rękawiczki i pokazać mu w czym był problem. Oczywiście teraz żadnych ran na jej rękach nie było, ale sam fakt ich pojawiania się nie był przecież normalny.

Simon Govain - 2018-09-13, 23:11

Ian, to imię nie mówiło mu jakoś szczególnie wiele. Możliwe że człowiek ten nigdy specjalnie nie potrzebował pomocy i jakoś prześliznął się przez siatkę Simona. Oczywiście, nigdy nie poznał każdego mutanta zebranego w całej organizacji, ale prawdą jest że znał bardzo wielu z nich. Możliwe że był jedną z osób o najlepszej wiedzy w tym temacie, ale to niestety czyniło z niego łakomy kąsek dla każdego potencjalnego wroga organizacji. No i każdego niepotencjalnego tym bardziej.
Simon nie wiedział, że Matilde znów ćpała. Skąd niby miał się tego dowiedzieć? I chyba lepiej dla niej że nie wiedział, rozumiał wiele rzeczy, jednak nie pochwalał wracania do starych nałogów, zwłaszcza tych które uczyniły tyle złego w cudzym życiu.
- Lisa... - Tak to imię mówiło znacznie więcej. Zdolność wydobywania ludzkich pragnień, pamiętał to doskonale. Sama wydobyła wiele z jego najskrytszych pożądań, dzięki niej zdał sobie sprawę z tego jak wiele naprawdę pragnie i jak z najgorszymi z pragnień walczyć - Tak, to bardzo możliwe, tak działa jej zdolność.
Jej słowa w cale nie zaprzeczyły teorii jakoby był to skutek uboczny działania jej zdolności. To nawet w jego umyśle nabierało sensu, co nie zmieniało faktu że wydawało się nieco dziwne.
- Powiedz nam proszę jak często ostatnio używasz zdolności. w sensie przed tym incydentem z bólem głowy. - Poprosił spokojnie.

Matilde Wallace - 2018-09-17, 21:57

Chyba się tego spodziewała. To byłoby stanowczo zbyt bajeczne, gdyby jakimś cudem pokazane wizji mogły być w przyszłości prawdziwe. Chyba Wallace nawet nie śmiałaby mieć nadzieję. Nie śmiałaby… prawda? A mimo wszystko… mimo wszystko była dziwnie rozczarowana. Czy to w ogóle miało jakiś sens? Bo jeśli tak, Wallace nie potrafiła go dostrzec. Posłała więc Simonowi smutny, wymuszony uśmiech.
– Naprawdę wyrafinowane tortury, trzeba jej przyznać – mruknęła w końcu, bo jakoś ciężko jej było sobie wyobrazić kogoś z równie złowieszczą mocą. Pragnienia, marzenia… cudownie. Zdecydowanie bardziej wolałaby zobaczyć swoje lęki niż coś czego nigdy w życiu nie doświadczy. Poza tym gdzieś z tyłu głowy wciąż siedział jej ten cholerny bezdomny. Nie zdecydowała się jednak poruszyć tego tematu bo nie była paranoiczką.
– Prawie w ogóle – mruknęła zgodnie z prawdą, a mimo wszystko poczuła się… dziwnie. Jakby… huh, śmieszne uczucie jak na kogoś takiego jak ona, ale jakby wyrzuciła całą jego ciężką pracę do błota.
– Od lutego praktycznie w ogóle. Wiesz… oszczędzam dla kogoś – a potem zacisnęła usta w cienką linijkę. Zdanie Simona nie powinno obchodzić jej aż tak bardzo. A jednak, a jednak obchodziło. – Wiem, że tego nie pochwalasz. Wiem, że jestem chodzącym Jezusem i mogę czynić cuda, ale nie jestem taka, Simon. Nie obchodzą mnie ludzie. - stanowczo pokręciła głową. - Obchodzi mnie jeden człowiek. A nie mogę mu pomóc, kiedy one… – i tu gniewnie spojrzała na wyciągnięte ręce. – Kiedy one się psują. Musisz mi pomóc. Proszę.

Simon Govain - 2018-10-16, 21:17

Moc Lisy mogła wydawać sie bardzo ograniczona, jednak miała wręcz nieskończone możliwości rozwoju. Informacje jakie potrafiła wydobyć z człowieka były niesamowicie przydatne w różnych zakresach. Nie mowa tu tylko i wyłącznie o torturach. To zaskakujace, jak wiele mutacji jest w stanie wytworzyć ludzkie ciało. Czasem sam sie zastanawiał, która z grup jest najstraszniejsza, jednak na ten temat możnaby dyskutować wiekami i nigdy nie dojść do konsensusu
- Prawie w ogóle... - Powtórzył lekko pod nosem. Czyżby to było właśnie źródło problemu? Może jej ciało zaczęło odzwyczajać się od mocy? Nie to niemożliwe, nawet mutanci poddani programowi rządowemu potrzebują mutazyny by pozbyć sie mocy. A oni nie używają jej znacznie dłużej od niej. To raczej nie było to.
Oceniać ją? Skończył już z tym jakiś czas temu. Zdał sobie sprawę z faktu ze nie da rady przekonać jej do zmiany zdania. Była zaparta w swoich przekonaniach, to nic nadzwyczajnego. On też czasami taki bywał.
- Tilde, nie będę Cię więcej w tej sprawie pouczał. Sama decydujesz co zrobisz ze swoją mocą. Poza tym... - tu zrobkrotka pauze - Poza tym jedna uratowana osoba też się liczy



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group