To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
The Gifted
The war has come...

Blok X - Izolatka nr 1

The Gifted - 2017-11-18, 23:49
Temat postu: Izolatka nr 1



Ophelia Engel - 2018-07-27, 14:25

Oh Lord, heavens know, we belong way down below...
Ta myśl tak bardzo mi przyświecała po tych wszystkich czczych kłamstwach, którymi próbowała mnie karmić pani Russel. Pewnie. Oni nigdy nie mają wyboru. Zawsze wierzą w odgórne dobro. Odgórne dobro zawsze jest najważniejsze. To dlatego zabijamy, uśmiercamy ciała, poświęcamy innych. Dla odgórnego dobra.
A jeśli po drodze można się pozbyć grzechu? Albo go oczyścić i rozgrzeszyć? Zapewnić zbawienie? Czy już w ogóle nie byłoby cudownie?
Przywieźli mnie tu na wózku, tuż po badaniu. Pustą w środku, poranioną na zewnątrz, z mętlikiem w głowie. Wszystko, w co do tj pory wierzyłam po prostu runęło, niczym niestabilny domek z kart. Moje poczucie bezpieczeństwa całkowicie zniknęło, podobnież jak wola walki. Ostała się tylko wola przetrwania... Moim celem teraz było tylko i wyłącznie przetrwanie, by kiedyś, gdy słońce w końcu zabłyśnie i dla mnie... Móc im się odpłacić. Móc im pomóc w rozgrzeszeniu. Bo zasady Boskie tyczyły się nie tylko mnie. Nawet, jeśli teraz Bóg mnie opuścił, jeśli teraz się ode mnie odwrócił... Może kiedyś zdołam odzyskać jego miłość?
Nikt mną już nie szarpał. Nikt mnie nie dotykał. Po prostu kazano mi zejść. Kazano wejść do środka. Kazano tu zostać i nawet nie myśleć o "sztuczkach". Moje nogi, mimo, że dalej były jak z waty, niemal natychmiast poniosły mnie na ten samotny materac na ziemi. Wciąż byłam wykończona, mimo, że już dawno się uspokoiłam. Ten złudny spokój... Czy to właśnie on powodował tę pustkę? Wsłuchiwałam się w szum świetlówki, która samotnie roznosiła zimne światło po pomieszczeniu. Wsłuchiwałam się w ciszę, i oddalające się od izolatki kroki. W chłodzie posadzki próbowałam znaleźć ukojenie dla swoich stóp, a zimna ściana miała zapewnić to samo mojej głowie, gdy przytulałam się do niej, próbując jak największą powierzchnią skóry się z nią zlać. Wciąż czułam się obolała i osłabiona, ale jednak... To miejsce dawało mi pewnego rodzaju ulgę. Jeśli tu trafiłeś, wiedziałeś, że masz spokój na kolejne kilka godzin. Tutaj już nic złego nie mogło Cię spotkać, dopóki byłeś posłuszny, prawda?
Modliłam się. Modliłam się do Boga, o wybaczenie i rozgrzeszenie. Modliłam się, by koszmar mógł się w końcu skończyć. Zatraciłam się w modlitwie, zapominając o pisku w uszach, o bólu głowy, i każdym skaleczeniu i siniaku, którego dzisiaj doświadczyłam...

Mistrz Gry - 2018-07-27, 23:06

Niestety, słodka mała Echo nie miała pojęcia że wydarzenia w sali zabiegowej były dopiero bramą do piekła, które dopiero miało się dla niej rozpętać. Gdy dziewczyna leżała na prostym materacu, rzuconym na ziemię drzwi do izolatki otworzyły się. Mężczyzna dokładnie rozejrzał się po korytarzu, na szczęście było pusto, był pewien że tym razem nikt ani nic mu nie przeszkodzi. Nie miał jednak zamiaru tym razem być miłym, w końcu Echo była bardzo niegrzeczną dziewczynką której należała się kara. Dziewczyna pochłonięta modlitwami mogła w pierwszej chwili nie zauważyć kto dokładnie wszedł do pomieszczenia. Z pewnością znała tego blond mężczyznę, który teraz wyglądał trochę gorzej niż za pierwszym razem gdy się spotkali. Jego twarz i ręce pokrywały siniaki i małe ranki, które z resztą posiadał dzięki Echo. Mężczyzna podszedł do niej,śmiejąc się pod nosem.
- Taka śliczna a taka głupiutka. Trzeba było być grzeczną mała i nie krzyczeć, wtedy nic by ci się nie stało... Ta głupia doktor nie wiedziała nawet co chcieliśmy ci zrobić i z pewnością by się nie zorientowała...- mężczyzna przyklęknął przy dziewczynie i złapał ją za włosy, tak by musiała podnieść głowę i na niego spojrzeć. - Wiesz zawsze dostaję to, czego chcę. A tak się stało że dziś zachciałem Ciebie, moja śliczna.- dziewczyna po samym spojrzeniu mężczyzny mogła zauważyć że jest w kłopotach, to zacięcie z jakim na nią patrzył... Było jasne iż mężczyzna doprowadzi to co zaczął do końca.
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Gdy już było po wszystkim mężczyzna przygryzł delikatnie jej ucho.
- Niedługo znów się zobaczymy, moja droga wiem że już za mną tęsknisz...- wyszeptał jej do ucha po czym wstał, zapiął swoje spodnie, obdarzył dziewczynę lubieżnym spojrzeniem po czym opuścił izolatkę.
Echo została sama w tym mało przyjaznym pomieszczeniu, z rozdartą bluzką. Zarówno ona, jak i materac na którym miała spać przez najbliższe kilka dni pokryte były jej własnymi płynami ustrojowymi, ale i tymi należącymi do blondyna.
Zdawać by się mogło że nikt nawet nie zwrócił uwagi na rozlegający się tutaj dramat, tak, jakby cały świat po za nią i napastnikiem zatrzymał się w miejscu.

Ophelia Engel - 2018-07-28, 14:47

Spokój, cisza i chłód. Tak niewiele trzeba, by móc się zatracić. Tak niewiele trzeba, by zniknąć z tego świata, być gdzieś hen daleko, zapomnieć o otaczającej Cię rzeczywistości.
Tylko tyle wystarcza, by dać się ponieść marzeniom, gdy na co dzień niczego nie masz, poza strachem. Wyuczasz się schematów. Dostosowujesz do nich. Ale to i tak... I tak... Za mało...
Miałam się o tym przekonać w kolejnych kilki minutach...
Nie dziwiło mnie skrzypienie otwieranych drzwi. Oni wchodzą tu cały czas. A to spojrzeć, czy na pewno nic nie odwalasz, a to podrzucić kawałek chleba czy butelkę wody. Pilnują Cię W końcu jesteś ich własnością. Należysz do nich...
Słysząc jednak zbliżające się w moim kierunku kroki, mimowolnie odwróciłam wzrok, przerywając kolejną modlitwę, by się przekonać... Że piekło jednak istnieje na ziemi.
Jeśli to ja byłam pomiotem szatana, dlaczego i od niego nie mogłam otrzymać wsparcia?
Nie ruszałam się z miejsca, wciąż będąc niemal przyklejoną do ściany, choć na mojej twarzy już malowało się przerażenie. Moje źrenice nagle się zwęziły. Tak bardzo chciałam krzyknąć, wołać o pomoc, o cokolwiek... Ale nie mogłam. Podrażnione struny głosowe nie pozwalały mi na nic, poza głuchym wrzaskiem, który nie mógł się wynieść nawet poza te ściany...
Przestałam rozumieć, co tu się dzieje. Rzeczywistość zaczęła się rozmywać, czułam się jak na haju, mimo, że przecież nigdy niczego nie brałam. Słowa blondyna niby do mnie dochodziły, a jednak były takie odległe. Paraliżujący strach ogarnął moje ciało, tym bardziej, że przecież nie miałam już żadnej linii obrony. Nie z mutazyną płynącą teraz w moich żyłach... Czy to było ukartowane od samego początku?
Spinałam się, wyrywałam, płakałam. Tyle z tego pamiętam. Pamiętam też przeszywający ból i podduszanie. Pamiętam jego paskudny, obleśny wzrok i ciepły, odrażający oddech na skórze.
To nie mogło się dziać naprawdę. Chwile rozciągały się w wieczność, a pustka ogarniała coraz bardziej moje wnętrze, gdy dochodziło do mnie, że nikt nie zareaguje. Że oni wszyscy na to pozwalają. Że to jest ich sposób działania.
Obdarto mnie ze wszystkiego. Nic nie znaczyły zniszczone ubrania, gdy tracisz godność i cnotę... Gdy cierpisz, nie potrafiąc określić, co boli Cię bardziej - powłoka ludzka, czy jednak dusza...
Gdy tylko cały ciężar ze mnie zniknął, gdy znów zostałam sama na tym paskudnym materacu, skuliłam się. Przybrałam pozycję embrionalną, kuląc ku sobie kolana, ściskając je moimi rękoma. Czułam się brudna i obolała. I nie mogłam nic z tym zrobić. Zalewałam się łzami, walcząc z rozrywającym bólem, próbując się ukryć pod ubrudzonym prześcieradłem. Krew i inne plamy zlewały się w jedno, a mój otumaniony i wciąż sparaliżowany umysł nawet nie potrafił przyswoić, jak wielkie konsekwencje ten dzień mi jeszcze przyniesie... Płakałam jeszcze długo, szlochając, aż wycieńczony organizm w końcu odpuścił, prowadząc mnie prosto w objęcia Morfeusza...

Nazywano nas potworami i wynaturzeniami. Ale czy to na pewno my sprawialiśmy tutaj najwięcej zła?

Paul Jenkins - 2018-07-30, 10:03

11 kwietnia, późny wieczór

Sprawa rudego striptizera nie dawała mu spokoju. Przez ostatnich kilka dni dość często kierował swoje myśli do tego klubu nocnego, starając się określić szanse na to, że poznany mężczyzna rzeczywiście był poszukiwanym zbiegiem. Nie chciał wpadać w paranoję, nie chciał się też zdradzać ze swoimi odkryciami. Przecież na tym polegała jego praca, prawda? Miał się nie rzucać w oczy, miał działać dyskretnie i nie wzbudzać podejrzeń. A przecież z drugiej strony nie potrafił tego tak po prostu zostawić w spokoju. Zbierał te wszystkie informacje, wypytywał tych wszystkich ludzi o z pozoru nieistotne sprawy, ale gdzieś z tyłu głowy wciąż siedziała mu świadomość, że być może powinien zaufać swojej intuicji. Zawsze opierał się głównie na faktach, na wiadomościach. Ale co jeśli tym razem jego osąd był od początku trafiony? Co jeśli teraz nic nie zrobi to będzie za późno?
Jenkins napił się kawy ze swojego firmowego kubka, po czym pewnym krokiem ruszył do bloku X, by spełnić swoje obowiązki. Co prawda, jako dowódca infiltracji nie musiał tak często patrolować tej części budynku. To z pozoru nie należało do jego zadań, a jednak… kto niby miał to zrobić lepiej od niego? Dlatego za każdym razem tak namolnie wpisywał się do grafika, zajmując tę posadkę i dając odpocząć biednym członkom oddziału bezpieczeństwa, którzy… Właśnie. Właśnie.
Widząc wychodzącego z bloku X mężczyznę, Paul zmarszczył brwi. Nie powinno go tu być. W pewnym sensie mogłoby go ucieszyć, że komuś jednak zależy na wykonywanej robocie, ale blondyn wydawał się być w zdecydowanie zbyt dobrym humorze jak na pracę wykonywaną w środku nocy. To… cóż, zaniepokoiło Jenkinsa. Odstawił więc kubek na krzesło i ruszył przez korytarz, podejrzliwie zaglądając do każdej jednej sali. Wszystko wyglądało w porządku. Dlaczego więc towarzyszyło mu to dziwne przeczucie? Spięty otworzył drzwi do izolatki, napotykając spojrzeniem na skuloną, śpiącą dziewczynę. To nie było nic wielkiego, prawda? Początkowo po prostu uznał, że musiała być zmęczona, ale… coś mu nie grało. Może chodziło o specyficzny zapach jaki roznosił się w tym ciasnym pomieszczeniu? Jenkins zapalił światło, by lepiej jej się przyjrzeć. Nie chciał jej obudzić, ale cała ta sytuacja bardzo mu się nie podobało. Odchrząknął więc głośno, licząc, że to załatwi sprawę.

Ophelia Engel - 2018-07-30, 16:57

To, co mogły ujrzeć oczy Jenkinsa po zapaleniu światła z pewnością nie wyglądało dobrze.
Spałam bardzo lekkim snem, wciąż skulona, wciąż zapłakana. Plamy na prześcieradle po łzach nie zdążyły jeszcze wyschnąć, podobnież jak krew na moich nogach i materacu. W pierwszym wrażeniu można by uznać, że to zwykły proces fizjologiczny, pewnie tylko miesiączka, gdyby rzeczywiście nie zwrócić uwagi na ten zapach roznoszący się po pomieszczeniu i kolejne - wiadomego pochodzenia - plamy na mojej skórze jak i tkaninie.
Rozczochrane włosy skutecznie zasłaniały moją twarz, tak pokaleczoną drobinkami szkła podczas badania. Zakrywały też usta, popękane i ponownie krwawiące, od prób krzyku i wzywania pomocy. Brudne prześcieradło, pod którym próbowałam się skryć, nie zdołało jednak ukryć faktu, że byłam niemal naga, mając na sobie jedynie rozerwaną koszulkę, podczas gdy reszta moich ubrań leżała gdzieś z boku, rzucona w kąt i... czysta. Widać było siniaki i zadrapania na moich rękach i nogach. Widać było, jak bardzo zostałam upokorzona...
Chrząknięcie mężczyzny rzeczywiście wyrwało mnie z tej krótkiej drzemki. Z jedynego miejsca, gdzie mój umysł mógł odpocząć. Nie zdążyłam jeszcze wpaść w na tyle głęboki sen, by dopadły mnie koszmary minionego dnia, a jednak... Wiedząc, że ktoś tu znowu jest skuliłam się jeszcze bardziej, wydając się taką maleńką i bezbronną. Nie miałam odwagi spojrzeć w górę, nie miałam odwagi sprawdzić, czy to ten sam oprawca. Zaczęłam jednak szlochać, zdając sobie sprawę z mojego braku mocy, z mojej bezużyteczności, w międzyczasie wyrzucając z siebie tylko ciche, zachrypnięte "Bitte, nein, bitte...".
Nie wiem, czemu błagałam po niemiecku. Przecież dobrze zdawałam sobie sprawę, że nie każdy musi go rozumieć. A jednak... Może to była wina tych wszystkich emocji i poczucia strachu? W tej jednej chwili nie byłam w stanie logicznie myśleć. Chciałam tylko, żeby przestało boleć. Żeby odszedł wstyd. Chciałam już nie czuć tego brudu...

Paul Jenkins - 2018-08-02, 16:46

Z każdą kolejną sekundą ogarniała go coraz większa złość. Przyglądał się krwi na materacu, tym plamom na tkaninie i skórze dziewczyny, stercie ubrań w drugim kącie tej ciasnej klitki… Ona była przecież jeszcze dzieckiem. Bezbronnym dzieckiem, którego psychikę skrzywdzono do tego stopnia, że odbudowanie jej było niemal niemożliwe. Jenkins dość cierpliwie czekał na jakikolwiek odzew ze strony skulonego dziecka, jednocześnie starając się trzymać od niej w dość bezpiecznej odległości. W sytuacji w jakiej się znalazła potrzebowała teraz dużo przestrzeni, której za żadne skarby nie mógł naruszyć. Właściwie to nawet zdawał sobie sprawę, że nie powinien z nią teraz przebywać. Był mężczyzną. Według niej – kolejnym potencjalnym gwałcicielem. Ale tak się składało, że był środek nocy. Nie było tu nikogo delikatniejszego. Nie było tu nikogo, komu by zaufał w tej sprawie.
– Nie zrobię ci krzywdy – obiecał, ale właściwie, czy jego obietnice miały jakieś znaczenie? Nie musiała mu ufać. Byłby naprawdę zaskoczony, gdyby mu zaufała. Nie znał niemieckiego, ale nie trudno było się domyślić o co jej chodziło. Jenkins nie spodziewał się, że ten akt bestialstwa potraktuje tak personalnie… Ale był ojcem. Sam miał córkę, którą przecież mógł spotkać taki sam los. Paul przykucnął, zachowując bezpieczną odległość od materaca.
– Powinien cię obejrzeć jakiś lekarz – mówił do niej miękkim, spokojnym tonem głosu, chcąc chociaż w jakimś stopniu jej udowodnić, że nie ma złych intencji: – a potem przeniesiemy cię do innej sali, nie możesz tutaj zostać.
Za dużo wspomnień, to miejsce miało wzbudzać za dużo emocji. Paul nie chciał tego dla niej. Dość szybko zaczął patrzeć na nią jak na swoją maleńką Chris. Chciał jej pomóc, jak najlepiej umiał. A wiedział, że tylko jedno może przynieść dziewczynie jakiekolwiek ukojenie:
– Ci, którzy tobie to zrobili zostaną ukarani. – miał zamiar tego dopilnować. Choćby to była ostatnia rzecz, jaką miał zrobić w tej organizacji. Paul Jenkins nie zamierzał się godzić na takie rzeczy. Człowiek, czy też nie. To było wciąż tylko dziecko.

Ophelia Engel - 2018-08-06, 16:29

Czy ja w ogóle mogłam tu komukolwiek zaufać?
Szczególnie po wydarzeniach z dzisiejszego dnia?
Badanie miało nie boleć. Miało być bezpieczne. Miało być rutynowe. Zamiast tego narażono mnie na niesamowity stres, wstyd, panikę... Tak wiele złych wspomnień powróciło dzisiejszego dnia, robiąc ze mnie ich wysłużoną, małą marionetkę. Nie miałam już nic do stracenia, bo w środku byłam już całkowicie pusta. Poza strachem i bólem nie miałam już nic. Poza potrzebą dostosowania się, adaptacji i uległości, nie mogłam zrobić już nic, by siebie chronić...
Nie ufałam mu. Nie wierzyłam. Nie byłam też w stanie powstrzymać szlochu mimo, że w moich oczach już dawno zabrakło łez. Wiedziałam jednak, że muszę się uspokoić. Oni uwielbiają, gdy krzyczysz. Ale nie lubią, gdy robisz to za długo... Nie potrzebowałam kolejnej porcji leków uspokajających ani mutazyny. Nigdy się po nich dobrze nie czułam. Nie chciałam wciąż być taką bezbronną...
Owinęłam się tym prześcieradłem jak tylko mogłam, byle zakryć jak najwięcej swojej skóry. Dopiero teraz sama dostrzegłam tę całą krew, która barwiła tkaninę i moje nogi. Dopiero teraz ogarnęła mnie panika, którą starałam się w sobie zdusić. Całe moje ciało drżało, dy próbowałam się podnieść, podpierając o ścianę.
- Nie chcę, proszę, nie... - Wydusiłam z siebie wciąż zachrypniętym głosem. Nie chciałam już wracać do żadnego gabinetu. Nie chciałam widzieć kolejnego białego kiltu. Nie chciałam, by kolejna osoba mnie dotykała...
Zgarnęłam jedną dłonią włosy z twarzy, by niesforne kosmyki przestały mi wpadać do ust, raniąc je jeszcze bardziej. Dopiero teraz mężczyzna mógł dostrzec ten strach w moich oczach, tę panikę, to błaganie... Zaszklony wzrok mówił wszystko, podobnież jak skulona pozycja mojego ledwie opartego ciała o chłodną ścianę...
Pociągnęłam nosem słysząc jego kolejne słowa. I tak. Z całą pewnością, kara ich kiedyś spotka. Jeśli nie z woli Boskiej, jeśli nie z ręki samego Ojca, to z pewnością ja, gdy w końcu odzyskam siłę, gdy w końcu przestanę się bać... Znajdę go. Znajdę wszystkich, którzy uważali mnie za śmiecia. Znajdę wszystkich, którzy mieli na tyle sił, by sprowadzić mnie na dno. Teraz jednak trzeba było trzymać usta zamknięte na kłódkę. Zacisnęłam więc swoje wargi i tylko kiwnęłam przecząco głową. - Nie chcę, Oni wrócą. Oni... Oni... - Zająknęłam się, właśnie zdając sobie sprawę, w jak wielkie problemy mogłam się wpakować mówiąc to jedno zdanie. Oni nie lubią niesubordynacji. Miałeś być cicho i się słuchać. Inaczej stracisz siebie... Zostaniesz kundlem. Tym kundlem. Wzięłam więc głębszy wdech, choć był on tak nierówny, tak niecierpliwy i tak... Zlękniony.
Bądź posłuszna. Bądź posłuszna. Wszystko się szybciej skończy, jak nie będziesz się stawiać...
- Prze...Przepraszam. Nic nie potrzebuję. Zostanę. Nie będę... Sprawiać problemów... - Wyuczona formułka sprzed laty do tej pory świetnie się sprawdzała. Cóż za szkoda jednak, że pierwszy raz w życiu nie byłam w stanie powstrzymać łamiącego się głosu czy zająknięć.
Zdołali mnie wytresować. Tego mogli być pewni...

Paul Jenkins - 2018-08-07, 09:48

– Nie musisz... – zaczął niemal natychmiastowo, kiedy dziewczyna okryła się prześcieradłem i zaczęła się podnosić. Paul nie mógł jej w tym pomóc. Jeśli tylko, by się do niej teraz zbliżył… wiedział, że skończyłoby się to z naprawdę marnym skutkiem. –...wstawać. – dokończył, obserwując w jaką panikę wpadła dziewczyna na samą myśl o wizycie u lekarza. Jenkinsa przeszły ciarki. Naprawdę nie spodziewał się, że odbierze to aż tak personalnie. Ale ta mała… to jak żałośnie wyglądała. Ktoś ją skrzywdził, a Paul nie był w stanie się na to patrzeć. Nie był w stanie tak bezczynnie siedzieć.
– Musi cię ktoś obejrzeć – stwierdził dość cicho. Właściwie może nawet bardziej do siebie niż do niej. Dlaczego bała się pójść do lekarza? Stał za tym tylko wstyd, czy może coś więcej…? Mózg Jenkinsa działał teraz na przyspieszonych obrotach. Miał naprawdę złe przeczucia co do tego. Nie miał wątpliwości, że wydarzyła się tutaj tragedia, ale czy to możliwe, że mogło być jeszcze gorzej niż przypuszczał?
– Nie pozwolę nikomu tutaj przyjść – zapewnił ją od razu. Kimkolwiek byli Oni, mieli przejebane. Jenkins westchnął ciężko, gdzieś w głowie zapisując sobie, że powinien jak najszybciej wydać rozkaz o tym, by nikt nie miał możliwości wejścia do izolatki Echo. W końcu był dowódcą, musiał mieć taką władzę.
– Jesteś Echo, tak? – to było dość retoryczne pytanie, bo przecież na drzwiach wisiała kartka, wyjaśniająca co za pacjent jest w środku. Nieważne. – Ja nazywam się Paul. I mam zamiar ci pomóc. Dla twojego bezpieczeństwa konieczne jest zmienienie sali, ale najpierw musi cię zbadać lekarz. Jeśli z jakiegoś powodu nie ufasz naszym medykom, to sprowadzę tutaj kogoś z zewnątrz. – wciąż mówił spokojnym tonem głosu, wpatrując się jej w oczy. Miał wiele pytań, ale teraz nie były one istotne. Śledztwo mogło poczekać. Teraz najważniejsza była pomoc tej biednej dziewczynie, a sposób postępowania był naprawdę skomplikowany.

Christian Wilson - 2018-08-07, 20:12

// 11 kwietnia

Ostatnim czasem mało co patrolowałem teren, nawet dzisiaj nie miałem dyżuru. Który miałem zacząć dnia następnego. Pomimo tego, że nie powinno mnie tutaj być zwłaszcza o tej porze. Nie przejmowałem się tym nikt nie zabronił mi chodzi po terenie. Więc czemu nie mogłem zajrzeć do przyjaciółki. Zwłaszcza, że doszły mnie słuchy, że Echo miała dzisiaj nie przyjemne badania. Nie planowałem niczego złego, czego mógłbym mieć większe kłopoty. Po prostu chciałem/musiałem zajrzeć do swojej przyjaciółki. Przekonać się o tym, że rzeczywiście nic poważniejszego jej nie dolega. Słyszałem coś o wymuszeniu użycia mocy oraz to, że została rana kawałkami szkła. Jednak wszystko jest już w porządku. Może jestem Judaszem i nie wierze na słowo. Tylko muszę o wszystkim przekonać się na własne oczy. Taki już jestem... doskonale wiem jak mutanty są tutaj traktowane.
Na szczęście nikt nie próbował mnie zatrzymać, bo przecież pracowałem dla nich. Po za tym o tej godzinie mało znajdowało się ludzi. Kilka zapracowanych laboratorium, którzy nie wiedzą kiedy należy wracać do domu. Oprócz nich spodziewałem się zastać jakiś stróży, którzy powinni mnie zatrzymać. Minąłem jednego przy drzwiach. Jednak spytał gdzie idę... Coś tam mu odpowiedziałem i ten mnie wpuścił. Tak więc dotarłem do części w którym znajdują się izolatki. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to drzwi otwarte do jednej z nich. Chwilę później jak się zbliżyłem głosy rozmowy. Jeden męski do końca nie umiałem go dopasować do twarzy, ale mówił spokojnie coś o lekarzu i o tym, że nie może tutaj zostać. Bardziej moją uwagę zwrócił ten drugi.. cichy ledwie słyszalny z nutą strachu. Nie musiałem długo rozwodzić się na tym do kogo należy. Ponieważ od razu rozpoznałem w nim głos Ophelie.
- Oczywiście, że to jest Echo - powiedziałem do mężczyzny nie wątpliwie zwracając na siebie uwagę. Dopiero kiedy podszedłem do drzwi i zobaczyłem go. Wiedziałem do kogo należy męski głos. A to nie wróżyło nic dobrego... Zresztą przekonamy się.
Dopiero następnie spojrzałem na swoją młodszą przyjaciółkę. To co zobaczyłem całkowicie potwierdziło moje obawy. Nie było z nią w porządku... Szczerze mówiąc miałem ochotę skrzywdzić tego, który doprowadził ją do tego stanu. Jednak powstrzymałem się od jakiejkolwiek reakcji. Wiedziałem, że jest wystraszona i skrzywdzona to, że mnie zna nie znaczy, że mi zaufa.
- Dżizas, księżniczko...- nie wiedziałem co miałem powiedzieć w tym momencie. Również nie zamierzałem pytać, kto jej to zrobił. Bo tego dowiem się sam później nie chciałem by musiała ponownie przeżywać to.

Ophelia Engel - 2018-08-10, 18:30

Dla mojego otumanionego i przemęczonego umysłu to było zbyt wiele. Za dużo analizowałam, zbyt wiele czarnych scenariuszy przewijało się przed moimi oczami. Cały mój światopogląd na temat tego miejsca dziś po prostu runął. Nigdy nie czułam się tu bezpieczna, nigdy nie czułam się jak w domu, ale dziś... Dziś już wątpiłam w to, czy komukolwiek tu można zaufać.
To właśnie dlatego nie chciałam się stąd ruszyć. Nie chciałam iść do lekarza. Nie chciałam zaufać... Temu mężczyźnie.
Skąd mogłam mieć pewność, że i on mnie nie skrzywdzi? Że nie wyprowadzi mnie na poligon by tam rozstrzelać? Że nie wpuści między kundli, by zrobiły sobie ze mnie kukłę treningową? Jaki miałam powód, by wierzyć jego słowom?
- Nie. - Wycharczałam, kiwając przecząco głową. Nie potrzebowałam pomocy, nie od nich. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie oglądał. Nie chciałam żadnych interwencji i nie chciałam przechodzić do innych sal. Nie chciałam, by ktokolwiek mógł zobaczyć, jak zostałam upodlona...
I oczywiście, jak to zwykle bywa, gdy chcesz się ukryć przed całym światem, zniknąć, choć na kilka chwil i być niedostrzeganym - wszyscy muszą zwrócić na Ciebie uwagę. Tak też było i tym razem, gdy Spivey znalazł się w tym ciasnym pomieszczeniu. Czemu akurat on musiał oglądać mnie w takim stanie?
Poczułam wstyd i zaczęłam znowu szlochać. Skuliłam się jeszcze mocniej, zaciągając bardziej prześcieradło, byle tylko nie pokazywać mojemu przyjacielowi ani mojej gołej skóry, ani obrażeń, jakie dzisiaj poniosłam.Skuliłam się, nie zdając sobie sprawy, w jak złym świetle moje reakcje mogą przedstawić chłopaka. A ja po prostu nie czułam się komfortowo. Całe życie wychowywano mnie w skromności i bojaźni bożej, a dzisiaj, bo tak uwłaczającym przeżyciu, w tak paskudnym stanie już dwie osoby mnie oglądały. Nie czułam się z tym dobrze.
Jeszcze na wieść o tym, że mogą sprowadzić kogoś z zewnątrz, tylko oparłam się czołem o własne kolana, ukrywając twarz za rozczochranymi włosami a dłońmi zasłoniłam swoje uszy, jakby próbując się odciąć od wszystkiego. Jasne. Ja już znałam tych waszych ludzi z zewnątrz. Dziś dwóch już mi pokazało, czym skutkuje nieposłuszeństwo.

Paul Jenkins - 2018-08-10, 20:36

Nie miała żadnego powodu, by mu uwierzyć, czy chociażby w jakimś najmniejszym stopniu zaufać. Paul doskonale zdawał sobie z tego sprawę i to chyba dobijało go najbardziej. Ze wszystkich ludzi pracujących w tym miejscu miał chyba najlepsze intencje i naprawdę chciał polepszyć sytuację ogółu. Jej zachowanie było jak najbardziej wytłumaczalne i nie czuł się nim szczególnie urażony, czy zrażony. Nie, nic z tych rzeczy. Jedynie był coraz bardziej bezsilny. Zdawał sobie sprawę, że powinien sprowadzić tutaj kogoś bardziej zaufanego, kogoś delikatniejszego, kogoś kto nie był mężczyzną. Sęk tylko w tym, że… nie znał nikogo takiego.
– Jakiś lekarz cię skrzywdził? – zapytał dla upewnienia, ale i bez tej informacji to wszystko zaczynało układać się w całość. Fakt, wciąż brakowało mu kilku elementów, ale to była kwestia czasu. I choć mężczyzna naprawdę się liczył ze zdaniem poszkodowanej to nie mógł odpuścić. Ktoś musiał ją przebadać i to nie podlegało żadnej dyskusji. Pozostawało tylko pytanie gdzie wolała zostać przebadana. O tym jednym mogła zdecydować sama. On miał zamiar uszanować jej zdanie.
– Podam ci ubrania, a ty się przygotujesz, okej? – spytał z cichym westchnięciem, praktycznie będąc gotowy ruszyć po stertę ubrań upchniętych w kącie izolatki, kiedy nagle usłyszał męski głos. Paul niemal natychmiast podniósł się z podłogi i wyprostował, wbijając spojrzenie w Spiveya.
– Czego tutaj szukasz o tej porze? – zapytał dość nieprzyjemnym, podejrzliwym tonem głosu. Księżniczko? Czy jemu się przypadkiem nie przesłyszało? Zanim jednak cokolwiek dodał, kątem oka zerknął na Echo i reakcja blondynki jeszcze bardziej go zaalarmowała. Jenkins już wszystko rozumiał. Christian, ten jebany pies, był zamieszany w tą paskudną zbrodnię. I szczerze? Spivey mógł odpowiadać przed Ambrosem, mógł być z innego oddziału, ale teraz to dla Paula nie miało żadnego znaczenia. Mężczyzna szybkim krokiem podszedł do Christiana, by w krótkiej chwili zacisnąć pięść na jego koszulce i wypchnąć za próg.
– Już dość narobiłeś, nie uważasz? – ryknął, nie mając zamiaru się dłużej kontrolować. – Może Seth wam pozwala na takie rzeczy, ale ja nie zamierzam tego tolerować. Możesz być pewien, że konsekwencje zostaną wyciągnięte. Jesteś zrujnowany, chłopcze. Zrozumiałeś? – a potem Paul wskazał dłonią na korytarz, prowadzący na wyjście z bloku X.
– To teraz WYPIERDALAJ, Spivey. Zejdź mi z oczu. – tak było lepiej dla tego jebanego, głupiego pionka Setha. Paul nie ręczył za siebie, więc im szybciej Chris się ulotni, tym dla niego lepiej. Chociaż nie można było mówić o jakimś drastycznym „lepiej”, bo Paul miał zamiar dopilnować, by Spivey powrócił do jedynej profesji, w jakiej się najwidoczniej sprawdzał, a mianowicie – obiektu badań.

Christian Wilson - 2018-08-11, 19:40

Początkowo zignorowałem pytanie Jenkinsa z kilku powodów. Najważniejszy chyba było to, że tej chwili bardziej interesowało to co spotkało moja przyjaciółkę niż jakieś pytania. Przecież wiedziałem, że powinienem być w koszarach, a tym bardziej nie Blogu X. Pozostałych powodów lepiej nie wymieniać, bo za dużo to czasu by zajęło. Cóż dla mnie relacja Echo była wytłumaczalna. Znałem ją już trzy lata więc domyślałem się, że najchętniej to by się schowała w kącie. By później wyjść i pokazać, że w cale jej to nie dotknęła. Po za tym o ile Jenkins miał siostrę albo nie wiem dobre relacje z inną kobietą. Wiedział by, że one nie lubią zbytni być oglądane, kiedy czują się poniżone.
Początkowo nie reagowałem na jego zachowanie dopiero po chwili zrozumiałem, że on śmie sugerować to, że ja skrzywdziłem dziewczynę. Serio, czy ja wyglądam na jakiegoś gwałciciela. Po za tym w życiu bym nie skrzywdził Echo, ani innej dziewczyny.
- Mam gdzieś twoje groźby i możesz sobie wyciągać co tam sobie chcesz. Tej chwili chce pomóc przyjaciółce albo mi pomożesz, albo nie przeszkadzaj - powiedziałem do niej spokojnie. Cóż nie zamierzałem stąd wychodzić. Dupki nie upewnię się, że Echo nic nie grozi. Odróżnieniu do niego nie rzucałem oskarżeń na prawo i lewo. Przecież równie dobrze mogłem pomyśleć, że to on skrzywdził Echo. Jednak podejrzewałem, że znalazł się tutaj z innego powodu, wiele o nim słyszałem. Jednak wszystkie informacje świadczyły o tym, że mężczyzna nie traktuje tak źle mutantów. Jakby oni nie byli ludźmi po za... Sam nie wiem co jeszcze ale wiedziałem, że nie skrzywdził Echo.
- Nie zamierzam nigdzie iść słyszałem, że miała ciężkie badania i została rana. Chciałem się upewnić, że nic jej nie jest. Jeśli nie chcesz patrzeć na mnie to zamknij oczy - dodałem jednocześnie odpowiadając na jego wcześniejsze pytania jak i też na ostatnie słowa. Spojrzałem na dziewczynę próbując znaleźć słowa lub też cokolwiek by jej pomóc.
- To chyba nie jest czas na sprzeczki. Ci którzy ją skrzywdzili mogą wróć - nie będą zadowoleni z tego co zobaczą, że ich czyn wyszedł na jaw. Po za tym dopiero w tedy Jenkins miał by pretekst narobić mu kłopotów, bo jak na razie nie zrobił nic za co spotkały by go poważne konsekwencje.

Ophelia Engel - 2018-08-14, 14:58

To było absurdalne. Nierealne. To wszystko nie mogło dziać się naprawdę. To tylko paskudny sen, ból nie istnieje, wstyd jest względny... Nie, to po prostu nie mogło dziać się naprawdę.
Nie mogłam odpowiedzieć na to pytanie. Wiedziałam, jak tutaj wyglądają normy. Trzeba było się zamknąć, siedzieć cicho. Jedno słowo za dużo i spotykała Cię kolejna kara. Oni chcieli wzbudzać ten strach. Tylko tak mogli sobie wytresować idealne pieski. Tylko przez całkowite oddanie i posłuszeństwo można było uniknąć wszystkiego, co złe. Prawda? Prawda?!
Chyba sama przestawałam w to wierzyć, kuląc się i walcząc sama ze sobą. Miałam ochotę krzyczeć, nawet mimo bólu w gardle. Chciałam stąd uciec, nawet jeśli rozrywający ból w podbrzuszu skutecznie mógł mi to uniemożliwić. Chciałam tylko o tym nie myśleć, tylko zapomnieć...
I nawet, jeśli nie chciałam żadnej pomocy, jeśli chciałam się tu tylko skulić i zniknąć z oczu wszystkich, nie było mi to dane. Słysząc ten agresywny głos Jenkinsa, widząc, jak zaczyna szarpać Christiana... Musiałam coś zrobić. Nie mogłam użyć mocy. Nie mogłam się rzucić i błagać o zostawienie go. Przecież... On nie był niczemu winien. Był jedną z niewielu osób, które okazały mi tu jakiekolwiek współczucie. Tylko... Tylko czy ja byłam w stanie poświęcić siebie za kogoś?
Moje wargi drżały, ponownie jak całe moje ciało. Walczyłam sama ze sobą, z myślami, słysząc, jak ta dwójka skacze sobie do gardeł. Jestem prawie pewna, że złapanie prawidłowego oddechu było teraz niemal niemożliwe. Sama jednak nie byłam w stanie stwierdzić, czy oddychałam zbyt płytko, czy jednak już się prowadziłam do hiperwentylacji?
Robiło mi się gorąco na samą myśl, że miałabym się stąd ruszyć i dać oglądać kolejnym osobom, a łzy same cisnęły mi się do oczu.
- Paul? - Powiedziałam łamiącym się i wciąż zachrypniętym głosem, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. - To nie on... On... On... Ja... Zrobię co uznasz za stosowne. - Wyrzuciłam z siebie po chwili, zapewne ledwo słyszalnie. Sama nie chciałam się na to zgodzić. Nie chciałam nic zmieniać. Nie chciałam... - Tylko mu odpuść. Ten jeden raz... - Dodałam po chwili, gdy moje usta zaczęły się wyginać w smutnym grymasie, a łzy pociekły po moich policzkach. Z całą pewnością, było widać, ile sił kosztowało mnie to poddanie się. Ale... Nie miałam innego wyjścia. Nie, gdy Christian mógł wrócić do tych izolatek i znów przechodzić do piekło. Potrzebowałam mieć sojusznika nieco wyżej. A poza Spiveyem... Nie miałam nikogo...

Paul Jenkins - 2018-08-16, 19:57

Cokolwiek Spivey sobie wyobrażał, w tym momencie popełniał naprawdę niesamowity błąd. Jenkins nie zamierzał bawić się w dobrą ciocię, która po prostu puszcza mimo uszu tego typu odzywki. Nie. Może nie należał do ludzi, którzy się wywyższali ze względu na piastowane stanowisko, ale do kurwy nędzy był pierdolonym dowódcą i to do niego należało ostatnie zdanie. Kiedy mówił, że Christian miał wyjść, to nie podlegało żadnej dyskusji.
– Dowódco Jenkins – poprawił go chłodnym tonem głosu, dość jasno dając do zrozumienia, że nie był aż tak ckliwy i sentymentalny jak Spivey. Och, jakie wygodne wytłumaczenie, prawda? Pomoc przyjaciółce. Paul przesunął koniuszkiem języka po swoich zębach, zupełnie jakby to pomagało mu się skupić.
– Nie. W tej chwili jak na grzecznego, potulnego kundla przystało wyjdziesz z tego pokoju i od razu się zgłosisz do Ambrose’a, błagając, by nie wsadził cię z powrotem do bloku X – mimo tego, że Jenkins był niezwykle wkurwiony postawą tego idioty, starał się zachować jakieś pozory. Te swoje tłumaczenia też mógł sobie wsadzić głęboko w tyłek. Paul dość dobrze pamiętał co wydarzyło się miesiąc temu, kiedy Christian okazał się wzorem wszystkich cnót i zdradził tę organizację. Poważnie, Jenkins się dziwił dlaczego jeszcze trzymano go w szeregach. Cóż, to była idealna okazja, by zmienić ten stan rzeczy.
– Wypierdalaj, Spivey – mógł zamknąć oczy, tak? Tym razem jednak Paul nie żartował. Bo kiedy Christian nie dość, że nie wyszedł to jeszcze wciąż stał tutaj i niepotrzebnie strzępił sobie język, Paul po prostu nie wytrzymał. Sięgnął po swój paralizator i poraził pałką Christiana w klatkę piersiową.
– Za niesubordynację, za pyskowanie do przyłożonego osobiście dopilnuję, że zamienisz się z Echo miejscami – warknął. Paul miał zamiar dodać coś jeszcze, ale właśnie w tej chwili usłyszał głos dziewczyny. Zanim jednak odwrócił się do niej, poraził jeszcze raz Spivey’a. Tak, by go czegoś nauczyć. Następnie cofnął pałkę, ale nie schował jej jeszcze. Wolał być przygotowany, bo nie miał pojęcia co jeszcze temu idiocie wstąpi do łba. Na słowa Echo powoli skinął głową. W stosunku do niej niemal od razu zrobił się łagodniejszy, od razu zmienił nastawienie. Nie sądził, by potrafił odpuścić Spivey’owi, ale w tym momencie po prostu zachowywał się tak jak oczekiwała od niego ta biedna dziewczyna. Jenkins westchnął ciężko, by po chwili rozmasować sobie skronie.
– Zabieram cię do szpitala – oznajmił w końcu. Z jakiegoś powodu dziewczyna nie chciała się leczyć w tym cyrku i nie zamierzał kwestionować jej zdania. – Po prostu się ubierz, przygotuj, cokolwiek potrzebujesz, okay? Poczekam na zewnątrz. – poza tym musiał to zgłosić. Ale to nie było żadnym problemem. Wystarczyło tylko, że Echo się zgodzi, a wszystko był w stanie załatwić od ręki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group