Blok X - Szatnia
The Gifted - 2017-11-18, 23:48 Temat postu: Szatnia
Brian Kersey - 2019-05-18, 14:50
/ noc 28 luty na 1 marca - z izolatki 1
Brian podczas drogi uważał na Sam, sprawdzając czy w takim stanie daje ona radę nadążyć za nim. Nie puszczał jej do momentu, aż nie znaleźli się przy konkretnych drzwiach z napisem "szatnia". Rozejrzał się w upewnieniu, że są sami, specjalnie nie spoglądając na kamery, które w sumie i tak powinny być wyłączone, przez zepsucie serwerów. Po otwarciu drzwi, wszedł do środka z nią i zamknął za sobą. Dopiero wtedy objął ją, przytulając do siebie. Pewnie miała sporo pytań, musiała wiedzieć co robić dalej.
Cały czas jednak milczał, nie mając pewności czy jego chip ma włączony podsłuch. Mimo iż teraz i tak nie zlokalizują nikogo. Ani mutanta ani strażnika. Ostrożności jednak nigdy za wiele.
Kersey zgarnął ze ściany gaśnicę i rozwalił kłódkę jednej z szafek. Odstawił ją na bok i otworzył, wyjmując z niej ubrania strażnika, podrzucając je Sam. Sugerował jej, by się przebrała. Załapie o co chodzi? Czy ma jej to jakoś przekazać?
Samantha Bartowski - 2019-05-25, 13:17
Dziwne...
To było naprawdę dziwne uczucie. Tak jak żyjesz, nigdy nie spodziewasz się, że weźmiesz udział w czymkolwiek, co mogłoby przypominać chory film akcji. Chociaż w sumie... Czy nie lepsze to od wielomiesięcznego horroru, w którym żyłam?
Serce waliło mi jak szalone. Ciśnienie wzrastało. Wcale się dobrze nie czułam. Miałam wrażenie, że zaraz wszystkie organy po prostu mi wysiądą i przestaną działać. Stres, jaki mnie opanowywał był wręcz nie do opisania. A najgorsze w tym wszystkim było to, że jak bardzo chciałam... Nie potrafiłam w sobie na nowo obudzić tej dawnej, niczym się nie przejmującej kobiety. Nie potrafiłam nią już być. Nie potrafiłam walczyć - nawet o siebie.
Jak dobrze, że ktoś inny znajdował na to siłę...
Ja... Ja chyba się kompletnie wyłączyłam. Biegłam, szłam prowadzona - niczym mała, niczego nieświadoma laleczka. Ale co gorszego mogło już się stać? Nie obracałam się za siebie - mimo, że zapewne nie jeden krzyk do tego zmuszał. Nie wydałam też żadnego słowa - aż do czasu, gdy znaleźliśmy się odizolowani od tego chaosu.
Tylko... Tylko czemu on wciąż milczał?
- Kersey? - Wydusiłam z siebie cicho, ochrypłym głosem, gdy tylko zamknął mnie w swoich objęciach. Ciężko oddychałam - zarówno przez ogólne wycieńczenie, jak i obecną sytuację. Wciąż też do końca nie rozumiałam, co tu się mogło dziać... Dywersja? Nie zadawałam jednak zbędnych pytań. Nie było na to teraz czasu tyle byłam w stanie zrozumieć - nawet, jeśli te cisnęły się na usta same. Na jego gest jedynie kiwnęłam głową i bez większych ogródek wzięłam się za wciąganie na siebie tych spodni i kurtki, które chyba aż za dobrze radziły sobie z zakrywaniem mojego wychudzonego już w tym momencie ciała. I chyba do mnie zaczynało to dochodzić.
Ta... Obietnica...
Czułam, jak wargi i dłonie zaczynają mi drżeć. Na ile byliśmy tu bezpieczni? Co miało się dziać dalej? Czy miał jakiś plan? Czy... Czy on był za to wszystko odpowiedzialny?
Chyba samo moje spojrzenie, gdy na chwilę tak zamarłam, stojąc przed nim w ubraniach tego innego strażnika pytało za mnie. Wzięłam głębszy wdech, rozkładając ramiona w pytającym geście, bo... Bo chyba wątpiłam. Wątpiłam już w tę względną wolność, o której od tak długiego czasu marzyłam.
- Co dalej? - Zapytałam, nie odrywając od niego wzroku. On... Dziwnie się zachowywał. A ja nie do końca potrafiłam zrozumieć, dlaczego?
Brian Kersey - 2019-05-25, 21:10
Miał świadomość tego, że dla Samanthy to będzie coś szalonego, nierealnego i dziwnego. Niestety zatrzymywać się nie mógł, kiedy prowadził ją do szatni. Musiał objąć i przytulić do siebie, jakby to było ich ostatnie spotkanie. Kiedy wypowiedziała jego nazwisko, jedynie na nią spojrzał - łagodnie. Jakby chciał spojrzeniem jej powiedzieć "wszystko będzie dobrze". Ale tak, to wszystko było jego sprawką.
Ubrała na siebie odzienie jakie jej podał. Przyjrzał się nawet, jak w nim wygląda. Trafił w sedno z szafką, jednego z młodych podwładnych, których jakiś czas temu przyjęli.
Brian podszedł do Sam i założył jej na głowę czapkę, posiadającą daszek. Kiedy zaś zapytała go "co dalej?", patrzył na nią, po czym westchnął.
- Dotrzymuję obietnicy. Widzimy się ostatni raz. Ktoś czeka na Ciebie.
Dał wiarę temu, że jeżeli serwery siadły i zaraz pójdzie elektryczność przez napływ wody w pomieszczeniach i szalejący ogień w serwerowni, nikt nie skupia się na kontroli nad czipami. Więc miał nadzieję, że i podsłuchy nie działają. A jeżeli tak, trudno. I tak jedyne co mógł stracić to tylko Sam. Nie przejmował się zbytnio tym co z nim będzie.
Czekał na jej reakcję. Jeżeli nie zamierza protestować, mogą ruszać dalej. Da jej następne wskazówki i udadzą się do miejsca, gdzie czeka ktoś na nich.
Samantha Bartowski - 2019-05-26, 22:26
Niemal natychmiast poprawiłam czapkę zarzuconą na moją głowę. Nie ma co - nieźle się postarał. Nie mogłam mu tego odmówić. Ale... Czy gdybym wiedziała, jak wiele może go to kosztować... Czy w ogóle bym się na to zgodziła?
Jego słowa na moje zwątpienie jednak wcale nie napełniły mnie optymizmem.
- Nawet sobie tak nie żartuj, cepie. - Stwierdziłam, marszcząc swoje brwi i nie odrywając od niego swojego wzroku. Chyba nawet przez jakiś ułamek sekundy można było w moim tonie wyczuć tą zadziorną małą Sam sprzed kilku lat. Jeżeli... Jeżeli serio miał dotrzymać tej obietnicy sprzed wielu dni, nie widziałam tu innego rozwiązania, niż wspólna ucieczka. Nie mógł tu zostać - nie po takiej zdradzie. Obawiałam się, że to nie skończyłoby się tylko na więzieniu, patrząc na traktowanie jednostek przez nasz ukochany Rząd...
Czas jednak nas naglił, a pozostawanie tu zbyt długo tylko zmniejszało nasze szanse. Nie przyjmowałam w końcu do wiadomości, że to miał być ostatni raz. Znajdziemy więc chwilę na rozmowę - albo na mijanych korytarzach, albo na drodze ku wolności.
Dałam się mu wyprowadzić. Dotrzymywałam mu kroku i starałam się nie okazywać, jak bardzo jestem przerażona.
Oby tylko nic nie stanęło nam już na drodze...
[z/t x2]
|
|
|