Samuel Blunt-Dick

urodzony w Baker Lake 1988 roku, mieszka w Seattle od ponad 4 lat, Przynależy do D.O.G.S, piastuje stanowisko oddział bezpieczeństwa - członek oddziału, wizerunku użycza Jack Reynor
historia
Rozdział I
Biegł ile miał sił mijając drzewa i przewracając się nie mogąc utrzymać równowagi. Było mu zimno i czuł silny ból w palcach u nóg oraz rąk, ale obiecał sobie, że się nie zatrzyma.
"Gdzieś tam jest twoje niebo, ale musisz biec najszybciej jak tylko potrafisz. Na południe. Wiesz gdzie jest południe, tak?"
Nie odpowiedział jej. Przeżył wystarczająco lat by zrozumieć, że słowa są gówno warte. Musiał kogoś znaleźć. Musiał tylko znaleźć kogoś żywego i nie dać się złapać. Ben będzie zły i będzie go szukał. Nie może go znaleźć.
Nagle wyskoczył na ulicę z początku zdziwiony tak nieoczekiwaną zmianą scenerii.
- Pomocy! Potrzebuję pomocy! - Zaczął krzyczeć wymachując rękoma. Wtedy odwrócił się i jedyne co zdążył zobaczyć to nadjeżdżające auto.
***
Dziecko wiele miesięcy leżało w śpiączce. Kiedy się obudziło i policja zdobyła ważne informacje o tym gdzie przetrzymywana jest jego matka, było już za późno. Chata była opuszczona, tak samo jak bunkier, gdzie robiono dziecku straszne rzeczy...
- Jak masz na imię? - Zadawali mu pytanie, a on podał im to co wiecznie powtarzała jego ofiara.
"Samuel BluntDick", zapisał na kartce i podał funkcjonariuszowi. Wybałuszył oczy po czym odszedł na bok by po cichu porozmawiać z psychologiem.
- Dzisiaj możesz się nazywać jak tylko zechcesz. To jak? - Policjant z całych sił próbował rozweselić chłopca, ale nawet nie był w stanie sobie wyobrazić tego, co przeszedł.
Zdezorientowany dzieciak nie zareagował. Schował się pod kołdrą dając tym samym znać, że nie chce rozmawiać. czuł się winny i od tamtej pory wiedział już kim jest. Wiedział, że jest tępym, głupim chujem, który nie potrafił uratować swojej matki.
Rozdział II
Swoje imię wybrał od miejscu, w którym był dręczony, molestowany, wykorzystywany. Tak nazywały się góry z których uciekł. Nigdy nie mógł sobie zapomnieć tego co zrobił. Dlatego uznał, że to będzie najlepsza kara, a przynajmniej dowód dla niego kim tak naprawdę jest. Śmieciem...
Spotkania z psychologiem nie dawały żadnych rezultatów. Pewnego dnia chłopiec dał wyraźny sygnał, że nie ma ochoty już chodzić do dziwnego i ciekawskiego pana i jego opiekun się zgodził. Zepchnięcie przeszłości na bok nie wyleczyło Sama, ale przynajmniej mógł iść dalej. Latami hartował się i ćwiczył, bo tylko w ten sposób mógł się odciąć od rzeczywistości. Jego serce było wypełnione górami i wspinaczkami. Miał w tym niesamowity talent. Nawet przez chwilę wierzył w to, że w czymś jest dobry, ale trwało to krótki czas. Po miesiącu znowu był sobą. Znowu był robakiem na tle innych ludzi. Nic nie znaczącą mgiełką, która nawet nie próbowała wydostać się z mroku.
***
Po ukończeniu szkoły postanowił, że pójdzie do wojska. Wprawdzie sprzeczał się o to ze swoim opiekunem, ale w końcu po miesiącach kłótni i dość agresywnych zachowaniach ze strony SAmuela, Chris zgodził się i zapisał chłopaka do szkoły wojskowej. Tak zaczęła się jego przygoda. a że zdrowia i kondycji mu nie brakowało, to raz dwa zdobył uznanie wśród dorosłych. Jedyną przeszkodę stanowiła psychika i jego przejścia w młodości, ale sprawnie to ukrywał i nie mówił o tym na co dzień. Szczerze mówiąc z nikim nie rozmawiał na ten temat. Dostawał szału, kiedy policjant chociaż próbował dojść do tego co się wydarzyło. Stłuczona szyba to minimum na co wtedy było stać buntownika.
Rozdział III
Życie w wojsku wiele go nauczyło, ale też zaczął zdobywać pewność siebie. Potrafił dostrzec, że jest lepszy, silniejszy. Dobrze wykonuje rozkazy i choć nie zależało mu na pochwałach i zwróceniu na siebie uwagi, jego dowódcy byli mile zaskoczeni jego postępami. Doświadczenie we wspinaniu i w tropieniu przydało się w armii, do której dołączył. Z biegiem lat nauczył się nawet pilotować helikopter, ale nie przepadał za lataniem, dlatego unikał podobnych wyzwań, czy też misji. Być może już wtedy przeczuwał, że latanie to jego gwóźdź do trumny. Podczas jednego z ćwiczeń helikopter miał usterkę. Temperatury w Kanadzie są dość niskie. Tego dnia było naprawdę zimno. Mróz potężniał z każdą następną godziną. Nagle śruba od górnego śmigła uszkodziła się i wiertło przestało się obracać, ludzie krzyczeli, ale pilot wykonał dobrze swoje zadanie znajdując półkę skalną. Sam szybko wysiadł pomagając kolegom. Złapał James'a i wydostał go stamtąd czując nieprzyjemny i gryzący zapach paliwa. Już chciał pomóc innym, ale helikopter obsunął się i runął w dół po chwili zwiastując swój upadek silnym wybuchem. Kiedy zeszli na dół zobaczyli wrak oraz nadpalone elementy. Gdyby nie wyszli z maszyny na czas, zapewne skończyliby tak jak reszta. Mieli dużo szczęścia. Samuel chciał wezwać pomoc, ale nadajnik był uszkodzony. Po chwili ruszyli w długą drogę do bazy mając nadzieję, że dożyją jutra.
***
- Samie...
- Nic nie mów. Nawet się nie waż zatrzymywać.
- A-ale n-nie mam już siły. - Zdołowany mężczyzna przysiadł na kamieniu ani myśląc o tym, by się podnieść i iść dalej. Wiał silny mroźny wiatr. Obaj byli przemęczeni, ale to James był tym słabszym i mizernym.
Młodzik przystanął i odwrócił się, by spojrzeć na kompana.
- Daj spokój. Zostało nam już tylko kilkadziesiąt kilometrów od bazy. Damy radę...
- Ty dasz.
- Nie pierdol tylko rusz tą swoją leniwą dupę! - Warknął Samueli szarpnął żołnierza za pas od plecaka by się podniósł. Tak też zrobił i już więcej się nie odzywał. Szli często potykając się o kamienie. Jeden chronił przed upadkiem drugiego, aż w końcu żołnierz stracił równowagę ze zmęczenia i poleciał w dół kilka metrów obijając się przy tym o kamienie.
- James! - Krzyknął Sam od razu odzyskując świadomość i zszedł szybko na dół by pomóc mężczyźnie.
- Z-zostaw mnie tu. Nie masz szans z-ze mną.
- Przestań. - Powiedział tylko nie wiedząc już sam co robić. Byli tak blisko...
- Nie chce, żebyś przeze mnie zginął...
- Myślisz, że ja chce? Mam być gorszy bo jakiś fajfus ruchał mnie w dupę jak byłem mały? - Wydarł się Sam i odwrócił od kolegi zastanawiając się co dalej. Nastąpiła głucha cisza. James był w szoku, chociaż wiedział wszystko o przeszłości Blunta. Był jedyną osobą, której mógł zaufać i teraz miał to tak stracić?
- Wiesz, że miałem być kimś innym?
- Co?
- Rodzina zmusiła mnie bym poszedł do wojska. Tak naprawdę zawsze marzyłem o tym by być strażakiem. Wiesz, ratować damy z opresji i koty z drzew. Chciałem ratować ludzi z płonących budynków... Ale może mieli rację, że się nie nadaję.
- Co ty bredzisz. - Burknął Sam i zaczął otrzepywać kolegę ze śniegu.
- Co robisz? - Zapytał żołnierz trzęsąc się z zimna.
- Zabieram cię z tego piekła Jamie. - Odrzekł przyjaciel i wziął go na ręce. Po kilku minutach byli z powrotem na trasie. Nie rozmawiali już dalej ze sobą. Słychać było tylko przekleństwa Sama, oraz jego ciche "Wytrzymaj chłopie. Błagam cię, wytrzymaj.". Był zbyt zmęczony by myśleć i zwracać uwagę na otoczenie. Po godzinie zachowywał się już automatycznie stawiając nogi jedną za drugą. James nie odzywał się już. Sam niemal o nim zapomniał. Myślał tylko o poruszaniu się naprzód. Lewa, prawa, lewa, prawa...
Rozdział IV
Samuel siedział przy biurku wściekły i nieopanowany. Okazało się, że kiedy doszli do bazy, James już od kilku godzin nie żył. Pokój przesłuchań wyglądał jak pobojowisko. Strażnicy leżeli nieprzytomni gdzieś w kątach, a on jak gdyby nigdy nic siedział przy biurku uprzednio stawiając je na nogi i ukrywał głowę pod rękoma nie mogąc się pogodzić z tym, że jego najlepszy przyjaciel i chłopak nie żyje.
- Nie wiele dzieli cię od więzienia.
- Rucha mnie to! - Warknął i po raz kolejny zaczął się wydzierać na swojego dowódce raz za razem uderzając pięścią w biurko, aż w końcu wstał i rzucił krzesłem o ścianę, za którą zapewne stali ważni ludzie i przysłuchiwali się zeznaniom.
- Uspokój się. Wiem co przechodzisz.
- Gówno wiesz o tym co przechodzę!
- Dość! - Krzyknął dowódca i tym uspokoił podwładnego.
- Nie mogłeś nic zrobić. Gdybyście zostali przy wraku...
- Co masz na myśli? - Zainteresował się poddenerwowany Żołnierz.
- Przybyliśmy na miejsce parę godzin po wypadku, ale zastaliśmy tylko szczątki.
- Nadajnik był zniszczony. Widziałem...
- Działał, Sam. Wyglądał tragicznie, ale dostaliśmy zgłoszenie.
"Nie" zaczął jęczeć czołgając się w stronę kąta. Nie miał już sił mówić, myśleć. Chciał się wyłączyć, ale nie potrafił.
- Nie. - Powtarzał raz za razem, aż w końcu zemdlał pierwszy raz w życiu z nadmiaru emocji.
***
Psycholog stwierdził, że młodzieniec nie nadaje się w obecnym stanie do służby w wojsku i Sam dostał bardzo długie wakacje.
- Wypocznij. Nareszcie znajdziesz czas na to by żyć.
- Ale ja nie chcę żyć. - Odrzekł zabierając od dowódcy plecak. Stracił ochotę na cokolwiek. Nie zwracał nawet uwagi na formy grzecznościowe czy inne formalności. W ostatniej chwili odwrócił się i zasalutował swojemu mistrzowi.
- Żałuję, że musiał sir spotkań mnie na swojej drodze.
- Ja żałuję, że spotkałem cię tak późno. Uważaj na siebie. - Dodał, kiedy Bluntdick wsiadał do helikoptera. To było oczywiste co miał na myśli po tym, jak po wielu tygodniach nasłuchał się gróźb i innych rzeczy ze strony żołnierza. Wielu było w szoku, że jeszcze nie popełnił samobójstwa.
Rozdział V
Kiedy Samuel odszedł z wojska miał 24 lata. Kupił sobie pick up'a i ruszył w świat nie bardzo znając cel swojej podróży. Po kilku miesiącach dotarł do Seattle i zatrzymał się tu na stałe. Raz spacerując chodnikiem usłyszał syrenę i docierając na miejsce zdarzenia zobaczył płonący budynek. Widział, jak strażacy ratują ludzi i gaszą pożar. Podobało mu się to. Nie to, że cierpieli ludzie, ale to, że mógłby im pomagać. Wyobraził sobie swojego partnera w uniformie strażaka i lekko się uśmiechnął, chociaż rzadko się to zdarzało. Po odpowiednich szkoleniach i dość ciężkich egzaminach udało mu się dostać do jednostki w Seattle i od dwóch lat dba o bezpieczeństwo ludzi. Niestety nie do końca udało mu się uciec od przeszłości. Pewnego ranka ktoś zapukał do szyby jego auta i podał Samowi list. Od tego się zaczęło. Miejsce i data, nic więcej, a tak wiele namieszało w jego życiu.
***
Długo rozmawiali i Sam nie mógł uwierzyć, że tyle zachodu tylko dla jakiejś kobiety.
- Mógłby to być każdy, dlaczego ja?
- Jesteś czysty. - Powiedział, a Sam spojrzał na mężczyznę jak na wariata. Widać było, że nie pasują mu te wyjaśnienia i chce wiedzieć więcej. Dobrze ubrany młodzieniec westchnął i tym razem zaczął mówić podając więcej szczegółów.
- Byłeś w wojsku, wiesz więc co i jak. Umiesz obsługiwać broń i przeszedłeś odpowiednie szkolenia. Potrafisz pilotować maszyny, umiesz oszukać wykrywacz kłamstw... przydałby się nam ktoś taki.
- Ale mówiłem ci, że nie chcę wracać do...
- ... tak tak, wiem. Nie chcesz brudzić rączek. Chcę tylko, byś miał ją na oku, nic więcej. Jest dla nas bardzo ważna.
- W porządku... - Sam wzruszył ramionami. Wiedział, że nie odpuszczą. To nie było ich pierwsze spotkanie, ale tym razem coś na niego mieli i musiał robić to, co oni chcieli...
- To jak ona ma na imię? - Zapytał Bluntdick przeglądając teczkę i oglądając informacje celu.
- Kaplan. Elisabeth Kaplan.
- Extra... - Sam miał już dość na dzisiaj. Oddał teczkę zapamiętując najważniejsze rzeczy i oddalił się od delikwenta. Wrócił kiedy już przemyślał wszystko na spokojnie.
- To od kiedy zaczynam?
- Od teraz!
charakter
Może wydawać się zrezygnowany, obojętny na świat i znieczulony na krzywdy innych, ale tak nie jest. Zgrywa bad assa, bo tak jest łatwiej. Lubi wpadać w problemy, naparzać się po mordzie i pić do nieprzytomności, ale ma też inne super moce. Jest wrażliwy i twierdzi, że nie zasługuje na życie więc gotów jest poświęcić swoje by komuś pomóc. To jeden z powodów dla których chciał pójść do wojska. Jest również nadopiekuńczy i kiedy kogoś polubi lub chociaż zacznie tego kogoś tolerować, to nie można na świecie liczyć, że znajdzie się lepszy obrońca na jego miejsce. Nie lubi, jak źle się traktuje kobiety i często staje w ich obronie nie bacząc na to, czy obudzi się z guzem za barem, czy z ręką w nocniku. Dziki, wolny i nieprzewidywalny.
ciekawostki
- Jeździ pick-up'em i bardzo często w nim śpi nie za bardzo przejmując się mrozem. Przywykł do niego, a swoją pracę kocha tak bardzo, że zazwyczaj na wieczór zatrzymuje się tuż przy straży pożarnej, by być gotowym w razie wypadku.
- Jest biseksualny, ale nigdy z niego nie wyciągniecie tej informacji.
- Nie przepada za słodyczami, ale czekoladę to sobie chapnie jak nikt nie patrzy.
- Nie pali papierosów i nie lubi jak ktoś to robi w jego obecności.
- Waży 164kg i ma 205 cm wzrostu.
- Potrafi pilotować helikopter.
- Jest dobrze zbudowany i silny. Wojsko swoje zrobiło.
- Wiele miesięcy nie mógł sobie znaleźć miejsca. Znalazł pracę, ale po niej miał bardzo dużo wolnego czasu. Raz ktoś w barze zostawił gitarę, Samie sobie wziął (za zgodą barmana oczywiście) i tak się zaczęła jego przygoda z muzyką. Gra już od kilku lat i trzeba przyznać, że ma talent, chociaż ukryty przez długi szmat czasu...